Reklama

Ręka św. Stanisława

2017-05-04 13:31

Magdalena Lewandowska
Edycja wrocławska 19/2017, str. 1

Wikipedia
Św. Stanisław ze Szczepanowa jako patron Królestwa Polskiego

Święty Stanisław Szczepanowski, biskup i męczennik, który razem ze św. Wojciechem patronuje Polsce, i którego wspomnienie obchodzimy 8 maja, jest jedną z najważniejszych postaci naszej historii. I choć życie i działalność publiczna św. Stanisława są związane z Krakowem – na Wawelu znajduje się jego mauzoleum – także we Wrocławiu i na Śląsku święty od wieków odbiera szczególną cześć, a w katedrze wrocławskiej znajduje się relikwia ramienia św. Stanisława. Relikwie te od powodzi w 1997 r., decyzją kard. Henryka Gulbinowicza, niesione są we wrześniu każdego roku w uroczystej procesji przez miasto, z wdzięczności za uratowanie znacznej części Wrocławia przed zatopieniem oraz z prośbą o wstawiennictwo świętego przed jakimkolwiek zagrożeniem. Św. Stanisław już w średniowieczu był czczony jako patron chroniący mieszkańców Dolnego Śląska przed burzami, gradobiciem, a zwłaszcza powodziami. – Relikwie św. Stanisława męczennika, biskupa krakowskiego, znajdują się w katedrze wrocławskiej od 1467 r. – mówił podczas ubiegłorocznej procesji ks. Paweł Cembrowicz, proboszcz parafii katedralnej i kustosz relikwii św. Stanisława. – Są umieszczone w gotyckim relikwiarzu. Ma on kształt ręki, z pierścieniem na palcu, trzymającej figurę św. Stanisława. W jego przeszklonej części znajduje się niezwykle cenna relikwia: palec wskazujący prawej ręki – tej, którą kapłan błogosławi. To jeden z dwóch palców, który dotyka Najświętszego Sakramentu, gdy dokonuje się konsekracja w czasie Mszy św., unoszona jest Hostia, rozdzielana Komunia św. – podkreślał ks. Cembrowicz.

Mało kto wie, że do rozpropagowania kultu św. Stanisława na Dolnym Śląsku przyczyniła się inna święta – Jadwiga Śląska. – Warto zauważyć, że kult św. Stanisława najwcześniej na świecie odnotowany był na Śląsku. Jedną z jego propagatorek była św. Jadwiga, która już na 14 lat przed wyniesieniem św. Stanisława na ołtarze, wskazywała w Trzebnicy na miejsce, gdzie stanie jego ołtarz – mówi ks. prof. Józef Pater, dyrektor Muzeum Archidiecezjalnego we Wrocławiu. – Również pierwsze kościoły pod wezwaniem św. Stanisława powstały na Śląsku: w Starym Zamku, Świdnicy i we Wrocławiu. Według tradycji modlono się w nich między innymi o jedność między Niemcami, Czechami i Polakami. We Wrocławiu w XIV i XV wieku wspomnieniu św. Stanisława przysługiwało przez ok. 150 lat najwyższe zaszeregowanie liturgiczne tzw. triplex. Poświęcony mu dzień był wolny od pracy. Podczas niego odbywała się procesja z relikwiami świętego z katedry do jednego z wybranych pięciu kościołów na Ostrowie Tumskim, w której uczestniczyli hierarchowie Kościoła i władze miasta. W trakcie jej trwania bił drugi co do wielkości dzwon w mieście. We Wrocławiu były wówczas co najmniej trzy kościoły, które posiadały po dwa duże ołtarze św. Stanisława, a w kilku innych były wizerunki św. Stanisława w postaci figur i obrazów. W katedrze wrocławskiej do dziś przechowywana jest relikwia ramienia świętego – opowiada ks. prof. Pater.

Tagi:
św. Stanisław

Reklama

Trzeba dziękować

2019-05-21 13:11

Marek Zygmunt
Edycja świdnicka 21/2019, str. 4-5

Uroczystości odpustowe ku czci św. Stanisława, Biskupa i Męczennika, patrona diecezji świdnickiej

Marek Zygmunt
Relikwie św. Stanisława BM niosą w procesji alumni Wyższego Seminarium Duchownego

Gościem specjalnym tegorocznych uroczystości odpustowych ku czci św. Stanisława Biskupa i Męczennika, patrona Polski i m.in. diecezji świdnickiej, był metropolita senior archidiecezji przemyskiej, były wieloletni przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Józef Michalik. Uczestniczyli w nich również m.in. księża infułaci: Kazimierz Jandziszak, Józef Strugarek, kanonicy kapituły katedralnej oraz kolegiackich: wałbrzyskiej, kłodzkiej i strzegomskiej, proboszczowie i wikariusze wielu naszych wspólnot wraz ze swoimi parafianami, pracownicy Świdnickiej Kurii Biskupiej z jej kanclerzem ks. prał. Stanisławem Chomiakiem, wykładowcy i alumni Wyższego Seminarium Duchownego z jego rektorem ks. prał. dr. Tadeuszem Chlipałą, kierownictwo diecezjalnej Caritas z księżmi dyrektorami: Radosławem Kisielem i Janem Gargasewiczem, reprezentantki żeńskich zgromadzeń zakonnych, przedstawiciele ruchów i stowarzyszeń katolickich działających na terenie naszej diecezji. W odpustowych obchodach wzięli również udział: szef kancelarii prezesa Rady Ministrów Michał Dworczyk, poseł Ireneusz Zyska, wicewojewoda dolnośląski Kamil Zieliński oraz wicemarszałek województwa dolnośląskiego Marcin Gwóźdź.

Uroczystości rozpoczęły się Nieszporami ku czci św. Stanisława sprawowanymi w świdnickim kościele pw. św. Józefa przez biskupa pomocniczego bp. Adama Bałabucha, który w tym dniu obchodził jedenastą rocznicę przyjęcia sakry biskupiej. Po nabożeństwie abp Józef Michalik poprowadził ulicami Świdnicy procesję z relikwiami św. Stanisława BM do katedry, gdzie przewodniczył odpustowej Eucharystii.

Zabierając głos na początku Mszy św., bp Ignacy Dec podkreślił m.in. że św. Stanisław BM jest patronem nie tylko Polski, ale również archidiecezji: krakowskiej, warszawskiej, poznańskiej i lubelskiej oraz diecezji: tarnowskiej, sandomierskiej, kieleckiej, płockiej i właśnie świdnickiej. W naszym kraju istnieje obecnie ponad 270 świątyń i ok. 200 parafii pod jego wezwaniem. To wszystko świadczy o wielkim kulcie św. Stanisława w historii i w czasach współczesnych w naszej Ojczyźnie.

Z kolei abp Józef Michalik w słowie rozpoczynającym Eucharystię podziękował świdnickiemu ordynariuszowi nie tylko za zaproszenie na tegoroczne uroczystości odpustowe, ale za wiele takich momentów życiowych, w których staje on w obronie różnych, ale jakże podstawowych, ważnych ideałów dla naszego Kościoła, żeby mógł być wierny Chrystusowi, mógł być jednością, nie utracił niczego z tego wielkiego ponadtysiącletniego dziedzictwa wiary w naszej Ojczyźnie.

Nawiązując w homilii do czytanej Ewangelii, Ksiądz Arcybiskup wskazał, że mamy w niej bardzo jasny wyraz troski Pana Jezusa o dobrego pasterza. On jest Dobrym Pasterzem. A Jezus jako Dobry Pasterz zna swoje owce, zna każdego z nas i nie zniechęca się, że nieraz musi chodzić i szukać nas po pagórkach, cierniach, zagubionych zaroślach. On kocha swoje owce i dlatego niejednokrotnie naraża się, broni przed wilkiem, niebezpieczeństwem. To jest ta wielka świadomość, która ludziom wiary daje wewnętrzną moc, że my w naszych zmaganiach z trudnościami osobistymi, zewnętrznymi wcale nie jesteśmy sami. On jest z nami. To jest ta siła, którą ma każdy z nas, bo jeśli idziemy drogą prawdy, drogą Bożych przykazań, Jego wskazań, to nie bójmy się nikogo i niczego. Jesteśmy po stronie zwycięskiej, mimo że niekiedy trzeba będzie przegrać bitwę, ale wygramy wojnę, tę najważniejszą wojnę. Będzie ona zwycięska. To jest właśnie to przesłanie wielkiej ufności. Jeżeli mamy nadzieję i wierzymy, że Bóg jest z nami, to nie boimy się naszych przeciwników. Ale jest i przestroga św. Pawła; bądźcie roztropni, uważajcie na samych siebie i na całe stado, nad którym Bóg sam ustanowił was pasterzami. Zdaniem Księdza Arcybiskupa, taka jest właśnie funkcja pasterza, którego rozpoznają te owce, ludzie znają Jego głos. Są przyzwyczajeni, że On zawsze karmi ich dobrym pokarmem, niekiedy używa mocniejszego głosu, a czasem używa innych argumentów, żeby te rozpraszające się owce przypędzić do stada.

W dalszej części homilii kaznodzieja podkreślił m.in., że siłą Kościoła w naszym kraju i na świecie są Bóg i prosty człowiek, człowiek szczerego, prawdziwego serca. – Myślę, że dzisiaj są władcy, dla których Chrystus jest bardzo nie wygodny. Przychodzą oni z różnych poziomów, także politycznych, partyjnych, poziomów władzy medialnej, która dzisiaj upatrzyła sobie Baranka Wielkanocnego do złożenia ofiary. Jeśli nas „biją” za nasze grzechy, to my jesteśmy im wdzięczni, bo sami wiemy od Chrystusa, od Papieża, od naszych spowiedników, że się mamy nawracać – mówił o kapłanach, biskupach abp Józef Michalik. Kaznodzieja zauważył, że w dzisiejszej rzeczywistości są nie tylko negatywy, ale mamy za co dziękować Panu Bogu. Wskazał na św. Stanisława, który oddał życie w obronie uczciwości, prawdy, moralności, był przykładem tego, że u fundamentów miłości Ojczyzny warto położyć nawet własne życie, nie tylko karierę i nadzieje. Zdaniem abp. Józefa Michalika, Panu Bogu trzeba dziękować np. także za to, że według statystyk z końca 2018 r. 75 proc. młodzieży szkół średnich uczęszcza na katechezę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Skąd się wziął św. Mikołaj

Milena Kindziuk
Niedziela Ogólnopolska 49/2006, str. 22-23

Najczęściej widać go 6 grudnia. To dzień, który ma w sobie coś tajemniczego. Wtedy bowiem przychodzi do ludzi św. Mikołaj.

pl.wikipedia.org

Gdy zbliża się 6 grudnia, sklepy prześcigają się w ofertach. Właśnie wtedy jest mnóstwo promocji, a supermarkety zwiększają swoje zyski o sto procent albo więcej. Mikołajki obrastają coraz bardziej komercją i mało kto pamięta, skąd wzięła się tradycja wręczania upominków w tym dniu, i kim tak naprawdę był św. Mikołaj.
Zdaniem prof. Edmunda Wnuka-Lipińskiego, socjologa, wiąże się to przede wszystkim z rozwojem społeczeństwa konsumpcyjnego. Choć trzeba przyznać, że paradoksalnie, w niektórych regionach protestanckich aspekt religijny mikołajek jest bardziej widoczny. Zgodnie z tradycją, 6 grudnia ludzie zapalają tam w domach świecę, która jest znakiem adwentowego oczekiwania. Świeca ta pozostaje w domach do Wigilii Bożego Narodzenia.

Przeczytaj także: Litania do św. Mikołaja

Nie można jednak zaprzeczyć, że także w naszym kraju, chociaż narasta proces komercjalizacji mikołajek, obchody te mają aspekty pozytywne. Są świętem, które przypomina o najbliższych, prezenty są przecież dowodem pamięci o tych, którym chcemy sprawić przyjemność. Czy prezent musi być wielki? Wiemy, że nie w cenie tkwi jego wartość, ale w „trafieniu” i w szczerości, z jaką go wręczamy. Tani drobiazg dany ochoczo może nieraz bardziej ucieszyć niż drogocenny podarek. Bo jest dowodem miłości, świadczy o tym, że ktoś kogoś kocha, że o nim pamięta. I to właśnie jest istota podarunku. - Aby mieć tego świadomość, trzeba wrócić do źródeł i przypomnieć sobie, kim był św. Mikołaj. I pamiętać, że liturgiczne wspomnienie św. Mikołaja jest początkiem oczekiwania na najważniejsze wydarzenie, które przypada 24 grudnia - uważa prof. Wnuk-Lipiński.

Bardzo popularny święty

Choć o Mikołaju świadectwa są skąpe, nie ulega wątpliwości, że jest to postać historyczna. - Wiadomo, że był w IV wieku biskupem w Azji Mniejszej, w miasteczku Myra - wyjaśnia ks. prof. Józef Naumowicz z UKSW, znawca pierwszych wieków chrześcijaństwa.

Najstarszy przekaz o Mikołaju głosi, że uratował on trzech niewinnie skazanych na śmierć rycerzy. Innym razem ocalił tonących żeglarzy. Zasłynął też z pomocy, jakiej udzielił ubogiemu mieszkańcowi miasta, którego córki nie mogły wyjść za mąż, gdyż nie było go stać na posag. Mikołaj podrzucił im wówczas ukradkiem większą sumę pieniędzy. - Stąd święty ten jawi się jako przykład chrześcijańskiej dobroci. Pozostała po nim pamięć, że czynił dobro bez rozgłosu, dyskretnie, bez afiszowania się i szukania własnej chwały - mówi ks. prof. Naumowicz. - Bezinteresowna miłość tego świętego pozostaje niezmiennie ponadczasowym i powszechnym symbolem chrześcijańskiej kultury. Warto o tym pamiętać, by nie skomercjalizować św. Mikołaja i nie zatrzymać się tylko na tym, co zewnętrzne, a co ma niewiele wspólnego z wielowiekową tradycją tego święta.

Wiara w św. Mikołaja zatem to wiara w ludzką dobroć i ludzką miłość. Także w Bożą dobroć i Bożą miłość. Dlatego św. Mikołaj trafia w dziesiątkę: w samą istotę chrześcijaństwa.
Zgodnie z tradycją, 6 grudnia to dzień śmierci św. Mikołaja. Najpierw jego kult rozwinął się w kręgu chrześcijaństwa wschodniego. Czczono go tam jako cudotwórcę i orędownika. Na Zachodzie był popularny od momentu, gdy w 1087 r. przeniesiono z Myry jego relikwie do Bari w Italii i gdy w XIII wieku pojawił się w szkołach zwyczaj rozdawania zapomóg i stypendiów pod patronatem św. Mikołaja.

W Polsce ślady kultu św. Mikołaja sięgają „Kazań |więtokrzyskich”. Najstarsza zachowana modlitwa do tego świętego pochodzi z modlitewnika króla Zygmunta I. Dziś na terenie Polski znajduje się 327 kościołów pod wezwaniem św. Mikołaja - zajmuje on jedno z głównych miejsc na liście świętych patronujących polskim parafiom. Św. Mikołaj jest czczony nie tylko w kościele katolickim - prawosławie oddaje mu jeszcze większy kult, niemal na równi z Matką Bożą i Apostołami.
Cześć dla tej postaci wykracza nawet poza granice świata chrześcijańskiego. Znają ją niektóre plemiona muzułmańskie Bliskiego Wschodu, jak też ludność buddyjska zamieszkująca Syberię.

Mikołaj niejedno ma imię

Szerzący się tak powszechnie kult św. Mikołaja pokazuje, że Mikołaj niejedno ma imię. Postać ta bowiem jest inspiracją do działalności charytatywnej, jaką podejmują organizacje dobroczynne, na przykład fundacje - a wśród nich „Pro Bono”, działająca przy warszawskim kościele akademickim św. Anny. Jej członkowie przebierają się 6 grudnia za św. Mikołaja, by rozdawać w tym dniu prezenty dzieciom z kilku domów dziecka. Jest do tego potrzebna cała procedura. Najpierw ks. Bogdan Bartołd, prezes Fundacji, prosi maluchy z domów dziecka w Białołęce, Olecku, Międzylesiu i Brwinowie, aby napisały w listach, co chciałyby otrzymać na święta. Dzieci czynią to chętnie. Proszą o różne rzeczy: maskotki, farby, słodycze czy ubranka. Adresatem listów zawsze jest św. Mikołaj, czyli... ten, kto w akademickim kościele św. Anny przyjdzie po Mszy św. do zakrystii i zobowiąże się do spełnienia jakiegoś jednego życzenia, a więc do przygotowania paczki. W kolejne niedziele księża przypominają w ogłoszeniach, że w zakrystii czekają listy od dzieci. I Mikołajów zgłasza się zwykle dwa razy więcej, niż zebrano listów. A listów jest kilkaset. A potem zakrystia powoli zapełnia się pięknymi pakunkami.

Mikołaj ma w swoje święto dużo pracy, gdyż obdarowuje nie tylko dzieci. Kolejka dorosłych, doświadczonych życiem ludzi, z utęsknieniem czeka na niego co dzień w jadłodajniach Caritas w całej Polsce. Także w innych punktach Caritas: świetlicach, domach opieki, hospicjach. Tam Mikołajów nie brakuje, choć trudno ich zauważyć. Działają skrycie, po cichu, nie reklamują się w gazetach, telewizji czy na billboardach. - Bo Mikołaj niejedno ma imię - komentuje ks. prał. Krzysztof Ukleja, dyrektor Caritas Diecezji Warszawsko-Praskiej. - Mieć w sobie coś ze św. Mikołaja to prawdziwe powołanie człowieka. Bo w życiu chodzi przecież o to, aby po prostu być dobrym.
Współczesnym Mikołajom nie brakuje też oryginalnych pomysłów. Proboszcz na warszawskich Bielanach np., znany ks. Wojciech Drozdowicz, przed dwoma lata wymyślił niezwykły prezent na św. Mikołaja dla rodziny Mrzygłodów z Lubelszczyzny, która ma jedenaścioro dzieci. Postanowił kupić im... krowę. I zorganizował zbiórkę pieniędzy w jedną z niedziel. Ludzie okazali się tak hojni, że zebrane środki wystarczyły nie tylko na kupno krowy, ale też na zbudowanie obórki dla tego pożytecznego zwierzęcia. Teraz, dzięki jednorazowej akcji, dzieci z tej rodziny mogą pić mleko na śniadanie każdego dnia. Do ks. Drozdowicza zaś przyszedł list z podziękowaniami: „Dzieci bardzo się cieszą z krowy, za co bardzo gorąco dziękujemy...”.

Przy okazji mikołajek warto też pamiętać, że Mikołaj jest świętym, do którego od początku modlono się o pomoc w różnych sprawach. W średniowieczu zaliczano go nawet do rzędu tzw. czternastu orędowników, niosących szczególną pomoc. Był opiekunem ludzi igrających z niepewnością: żeglarzy, myśliwych. Jego kapliczki stawiano nad brzegami morza, przy drogach, przy wejściach do lasu. Kościół św. Mikołaja w Myrze natomiast, w którym są relikwie i grób Mikołaja, był jednym z najbardziej znaczących sanktuariów w cesarstwie bizantyńskim.
Teraz relikwie św. Mikołaja znajdują się w Bari, na południu Włoch.

Ks. Józef Naumowicz - profesor UKSW, znawca pierwszych wieków chrześcijaństwa

Znaczące jest, dlaczego Mikołaj zdobył tak wielką sławę. W jego żywotach nie ma bowiem jakiegoś momentu heroicznego: nie był bohaterem bitew czy też obrońcą miasta. Nie słyszymy o jego surowej ascezie i umartwieniach. Nie poniósł męczeństwa (chociaż cierpiał w czasie prześladowań na początku IV wieku, za Dioklecjana), nie założył żadnego zakonu, który przetrwałby wieki. Również liczne cuda, obecne też u tylu innych świętych, nie były decydujące w rozwoju jego kultu. W jego żywotach podkreślano przede wszystkim fakt, że świadczył dobro innym ludziom. Zasłynął po prostu z dobroci. I to dobro czynił w specjalny sposób. Pozostała po nim pamięć, że czynił je bez rozgłosu, dyskretnie, bez afiszowania się i szukania własnej chwały. Starał się działać anonimowo, nie pokazując, że to on świadczy dobro. Z pewnością pamiętał o słowach Jezusa, który mówiąc o jałmużnie, podkreślał, iż ważne jest to, aby nie oczekiwać wdzięczności na ziemi i nie czynić dobra jedynie po to, by być podziwianym. Jest to istotna ewangeliczna zasada: „Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie” (Mt 6, 3-4). Stąd właśnie naśladujemy św. Mikołaja, podsuwając anonimowo podarki swoim najbliższym, zwłaszcza dzieciom.

Przez wieki Mikołaj był nie tylko patronem dobrych czynów, ale wielkim świętym, otaczanym czcią. Do niego modlono się w różnych potrzebach i w różnych niebezpieczeństwach. Ponadto jego grób w Myrze w Azji Mniejszej, gdzie wcześniej Mikołaj był biskupem i potem został tam pochowany, był jednym z najbardziej znaczących sanktuariów na Wschodzie. Przychodzono tam, by się modlić, prosić o pomoc, a także by wziąć ze sobą niezwykły płyn, jaki zbierał się przy grobie świętego. Płyn ten, zwany też „manną św. Mikołaja”, zabierano do domu jako środek leczniczy.

W XI wieku, gdy Myra była już pod panowaniem tureckim i trudno było tam pielgrzymować, żeglarze z włoskiego Bari wykradli relikwie Mikołaja - odtąd to miasteczko na południu Italii stało się wielkim sanktuarium, do którego ciągnęły pielgrzymki. Bo święci są dla nas wzorem miłości, ale też wstawiają się za nami w niebie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prymas Polski: nawet najbardziej luksusowe dobra nie zastąpią człowieka

2019-12-06 19:20

bgk / Łubowo (KAI)

„Święty Mikołaj staje przed nami jako świadek ludzkiej dobroci i miłosierdzia. Uczy jej w świecie, który pragnąc zaspokoić wszystkie nasze potrzeby, jakby ciągle nie rozumiał, że nawet najbardziej luksusowe dobra nie zastąpią człowieka i jego serca” – mówił dziś w Łubowie Prymas Polski abp Wojciech Polak.

Episkopat.pl

Metropolita gnieźnieński przewodniczył w miejscowym, zabytkowym kościele pw. św. Mikołaja uroczystościom odpustowym ku czci patrona. Przypominając w homilii najbardziej znany obraz skromnego biskupa Miry – zapożyczony i zniekształcony przez popkulturę – podkreślił, że historyczny biskup Mikołaj „nie potrzebował reklamy dla uczynków miłości”.

„Nie tylko się z nimi nie obnosił, ale wręcz je ukrywał, by nie czynić niczego na pokaz – mówił abp Polak dodając za papieżem Franciszkiem, że choć miłosierdzie ma oczy, by widzieć, uszy, by słyszeć i ręce, by konkretnie pomagać, samo często pozostaje w ukryciu.

„Pragnie bowiem uszanować człowieka i jego godność” – podkreślił Prymas wskazując dalej, że uczynki miłosierdzia to nie tylko te mające materialny wymiar. Uczynkiem miłosierdzia jest modlitwa za żywych i umarłych. Jest nim niesienie pokoju tam, gdzie go brakuje, co w naszych czasach jest coraz pilniejszych wezwaniem. Uczynkiem miłosierdzia – i to tym najbardziej czytelnym – jest także troska o chorych i cierpiących.

„Uśmiech, trochę czułości, uścisk dłoni, to proste gesty, ale bardzo ważne dla ludzi chorych, którzy tak często czują się pozostawieni samymi sobie” – mówił za papieżem Franciszkiem abp Polak dodając, że świadkiem takiej właśnie ludzkiej dobroci i chrześcijańskiej miłości jest właśnie św. Mikołaj.

„Uczy jej w świecie, który pragnąc zaspokoić wszystkie nasze potrzeby, jakby ciągle nie rozumiał, że nawet najbardziej luksusowe rzeczy i dobra nie zastąpią samego człowieka. Nie zastąpią jego serca, jego dłoni, jego oczu. Wśród kolorowych prezentów, które rozdają dziś przydrożni mikołaje nie spotkasz bowiem prezentu z napisem człowiek. Bo człowiek może prawdziwie tylko sam siebie darować drugiemu: może dać swój czas, swoje słowo, zwykły gest ludzkiej solidarności, dobroci, uśmiechu, nawet przez łzy” – mówił na koniec Prymas Polski.

Odpustowa Msza św. w zabytkowym kościele w Łubowie była także dziękczynieniem za zakończenie remontu i renowacji tej XVII-wiecznej świątyni parafialnej – jednego z najstarszych kościołów drewnianych w Wielkopolsce. Prace rozpoczęły się w 2017 roku i zostały przeprowadzone w ramach projektu „Renowacja i konserwacja drewnianych zabytków archidiecezji gnieźnieńskiej celem stworzenia nowej oferty edukacyjno-kulturalnej”. 

Podobnie jak kościół, także parafia w Łubowie jest jedną z najstarszych w regionie. Erygowano ją już w XII wieku. Wtedy też stanęła pierwsza drewniana świątynia, spalona doszczętnie podczas wojen szwedzkich. Po odbudowie kościół (służący wspólnocie do dziś) został poświęcony przez biskupa Stanisława Dzianotta, sufragana kijowskiego, kanonika gnieźnieńskiego i przełożonego Zakonu Maltańskiego – stąd na wieży umieszczono zachowany do dziś krzyż maltański.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem