Reklama

Niedziela Małopolska

Korzenie i skrzydła

Ilekroć jestem zapraszana do Morawicy, mogę się spodziewać twórczego spotkania ze szlachetnymi ludźmi, którym chce się robić coś więcej, patrzeć wyżej, troszczyć się o polskie korzenie oraz inspirować do budowania lepszej przyszłości

Już w drodze do kościoła poznaję krakowiankę, która miała szczęście być na beatyfikacji ks. Władysława Bukowińskiego w Kazachstanie. – Było wspaniale. A dziś zostanie tu odsłonięty jego pomnik, stąd moja obecność – uzasadnia.

Wydarzenie zorganizowane 20 maja, jak zapowiadał „Niedzieli” ks. Władysław Palmowski, proboszcz parafii św. Bartłomieja w Morawicy, miało być podziękowaniem Bogu i ludziom za wszystko to, co wydarzyło się w całej Polsce, z racji 1050-lecia jej chrztu i państwowości.

Jubileusz ten szczególnie uczczono tu, w Morawicy, tworząc wyjątkowy pomnik „Niezłomnym-Ojczyzna”. Złożono w nim m.in. ziemię i kamienie z miejsc kaźni „Wyklętych”, wypisano ich nazwiska na tablicach, wyryto ważne dla Polski daty, upamiętniono tych, którzy dla niej walczyli i cierpieli. Oprócz imponującego dzieła materialnego, powstała wspólnota osób, która je współtworzyła, wśród nich m.in. rodziny niezłomnych bohaterów.

Reklama

Problemy Europy

Mszy św. przy ołtarzu polowym, tuż obok monumentu, przewodniczył abp Marek Jędraszewski. W homilii przypomniał m.in. trudne karty z naszej najnowszej historii: – XX wiek w Europie stał się czasem męczenników, ponieważ do głosu doszły dwa systemy totalitarne – jeden czerwony, bolszewicki, który z definicji walczył z Bogiem w imię wyzwolenia człowieka; i drugi – nazistowski, hitlerowskich Niemiec, który był systemem neopogańskim. Nie dziwmy się, że obydwa systemy po napaści na Polskę i pokonaniu jej, zdecydowały, żeby naród polski zamienić w naród niewolników, a całą inteligencję wyniszczyć w obozach koncentracyjnych i gułagach – nauczał Pasterz Archidiecezji.

Wspomniał także o współczesnych problemach Europy, która, odrzucając chrześcijaństwo, odrzuciła również rozum i prawdę, w konsekwencji tworząc niesprawiedliwe prawo, np. dopuszczające zabijanie nienarodzonych dzieci. – Jeżeli mamy obronić naszą europejską, tym bardziej polską tożsamość, to musimy nieustannie uciekać się do naszej Matki i Królowej, zwłaszcza poprzez modlitwę różańcową. Ocalimy siebie jako naród, jeżeli w życiu naszych domów i rodzin będzie umiłowanie polskiej historii, polskich zmagań i dokonań, wspomnienie wielu tragicznych momentów, a także dni chwały i zwycięstw – przekonywał abp Jędraszewski, wskazując również na przykład postępowania, jaki zostawili nam: sł. Boży ks. kard. Stefan Wyszyński, bł. ks. Jerzy Popiełuszko i bł. ks. Władysław Bukowiński.

Ich podobizny odsłonięto i poświęcono na morawickim Wzgórzu Pamięci. Pomnik „Niezłomnym – Ojczyzna” wzbogacił się z kolei o nowe tablice z nazwiskami Żołnierzy Niezłomnych, działających na ziemi białostockiej, warszawskiej, poznańskiej, łódzkiej, wrocławskiej, a także tablice z nazwiskami dowództwa oddziału „Bartek” z Okręgu Śląsko-Cieszyńskiego. Uhonorowano również przedstawicieli służby więziennej, którzy oddali życie lub byli represjonowani za pomoc Niezłomnym – umożliwienie im ucieczek i odbić z więzień. Na koniec odczytano Apel Pamięci, a całość uroczystości uświetnił program muzyczny chóru „Wspólnota” oraz słowo przygotowane przez Bogusławę Krawiec z rady parafialnej.

Reklama

Ciesz się, Polsko

Premier Beata Szydło skierowała list do uczestników wydarzenia, nazywając je „świętem patriotów”. Jej słowa odczytał min. Andrzej Adamczyk. Wśród gości obecni byli także rodzice prezydenta RP Andrzeja Dudy oraz przedstawiciele władz lokalnych. – Raduj się Polsko, bo masz w swojej historii wielkich synów, których to miejsce upamiętnia – mówił wicewojewoda małopolski Piotr Ćwik. Przyznał, że morawickie dzieło zasługuje na promocję i podziękował za nie ks. Palmowskiemu. Z kolei wójt gminy Liszki, Paweł Miś, wyznał: – Ks. Władysław jest naszą ikoną patriotyzmu, wiary w rodzinę, państwowość i chrześcijaństwo. Przedstawiciel władzy lokalnej równocześnie zaprosił Małopolan na Wzgórze Pamięci, na chwilę zadumy i kontemplacji.

Miejscowy proboszcz zachęcił natomiast do praktycznego gestu: składania cegiełek na cel, który, choć już wykonano, wciąż potrzebuje darczyńców. Ofiarodawcy mogli zaopatrzyć się w książkę Piotra Boronia, opisującą morawicki pomnik, a także w płytę „Wspólnoty”.

W tutejszym wydarzeniu po raz kolejny wzięła udział córka kpt. „Salwy”, Maria Dubaniowska-Guzdek, która podzieliła się z „Niedzielą”: – Młodzi często pytają mnie o patriotyzm, co dla mnie znaczy. Odpowiadam, że to słowo mieści w Polsce trzy: „Bóg, honor, Ojczyzna”. W ryngrafach polskich żołnierzy w piersi orła był wmontowany znak Matki Bożej. Zawsze się modlono do Królowej Polski w sprawach Ojczyzny. Z kolei honor to nie wstydzić się, także przebywając za granicą, że jest się Polakiem. Ale równocześnie trzeba być tego godnym.

2017-05-31 14:39

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Nigdy więcej wojny

2020-07-21 13:16

Niedziela zamojsko-lubaczowska 30/2020, str. IV-V

[ TEMATY ]

pomnik

II wojna światowa

Joanna Ferens

Złożenie kwiatów przy pomniku

W 77. rocznicę akcji pacyfikacyjno-wysiedleńczej w Majdanie Starym odbyły się uroczystości upamiętniające ofiary tamtych tragicznych wydarzeń.

Niemieckie działania represyjne w Majdanie Starym miały miejsce 2 i 3 lipca 1943 r. W ich wyniku zginęło kilkudziesięciu mężczyzn, 26 kobiet i 15 dzieci z 26 rodzin, zostało spalonych 76 gospodarstw. Hitlerowcy także sprofanowali i doszczętnie zdemolowali kościół parafialny. Podczas obchodów rocznicowych, które odbyły się 5 lipca, został przedstawiony rys historyczny tamtych wydarzeń: – „Piękno tej ziemi skłania mnie do wołania o jej zachowanie dla przyszłych pokoleń. Jeśli kochacie tę ojczystą ziemię, niech to wołanie nie pozostanie bez odpowiedzi!”. Te słowa papieża Jana Pawła II wypowiedziane w Zamościu 12 czerwca 1999 r. mogą być mottem dzisiejszej uroczystości. Zgromadziliśmy się tutaj po to, by pamięć o najbardziej tragicznych dniach w życiu mieszkańców naszej wsi nigdy nie wygasła. Siedemdziesiąt siedem lat temu, 2 lipca rozpoczęła się akcja pacyfikacyjna Majdanu Starego. Tego dnia rano Niemcy przy udziale ukraińskich nacjonalistów otoczyli wioskę i rozpoczęli łapankę ludzi.

Wielu mieszańców w porę uciekło do lasu lub schowało się w przydomowych schronach. Tych, którzy zostali we wsi SS-mani spędzili na plac obok kościoła i stąd zostali oni wywiezieni do obozu koncentracyjnego w Majdanku lub na przymusowe roboty do Niemiec – czytał lektor.

Nie oszczędzili nikogo

Był to masowy mord na ludności cywilnej, połączony z niszczeniem mienia, dokonany przez okupantów. Pacyfikacja Majdanu Starego była elementem szerszej akcji represyjnej prowadzonej przez Niemców na terenie powiatu biłgorajskiego. – Oddziały SS-Galizien wsparte przez ukraińskich lub rosyjskojęzycznych kolaborantów spaliły wieś i zamordowały, według różnych źródeł, nawet stu mieszkańców, w tym kobiety i dzieci. Ludzi tych zgoniono na łąkę, kilkaset metrów od kościoła. Tam oddzielono mężczyzn od kobiet i dzieci. Mężczyzn powiązano drutem i odprowadzono kilkanaście metrów, a następnie na ich oczach zastrzelono żony, matki, siostry i dzieci. Przeżyły tylko trzy kobiety, w tym kilkunastoletnia wówczas Katarzyna Rybak, która zrelacjonowała to wydarzenie. Gdy oprawcy rozpoczęli mord, została ona ciężko ranna i osunęła się na ziemię, na nią upadły martwe ciała innych ofiar, w tym jej matki. I tak pod zwłokami najbliższych czekała, aż kaci odejdą. Następnie wyczołgała się i szukała pomocy.

Ktoś prowizorycznie opatrzył jej liczne rany, a następnie pomógł w transporcie do Biłgoraja, gdzie w szpitalu życie uratował jej doktor Pojasek – powiedział regionalista i historyk, Tomasz Brytan.

Przedstawiciele władz samorządowych i mieszkańcy Majdanu Starego zgromadzili się w kościele św. Apostołów Piotra i Pawła. Powitał ich wójt Gminy Księżpol, Jarosław Piskorski. Głos zabrał również biłgorajski filantrop Jan Kowal „Biłgorajczyk”, od wielu lat związany z Majdanem Starym: – Dla mnie 3 lipca jest datą bardzo ważną, symboliczną i historyczną. Właśnie tego dnia 1943 r. Majdan spotkał bestialski mord w ramach pacyfikacji, mnie natomiast doświadczyła deportacja i wywózka do obozu na Majdanek. Znam to wszystko z opowiadań mojej matki, gdyż miałem wówczas czternaście miesięcy. Również wtedy zasłużona dyrektorka szkoły w Majdanie Starym, Zofia Krawiecka, została wywieziona i tak się złożyło, że wędrowaliśmy razem, nie wiedząc o tym, że jesteśmy blisko siebie. Była to wielka tragedia, ale chcę dziś podkreślić przede wszystkim, że musi ona być nauczką i drogowskazem, uczy nas czego unikać w życiu, aby nie wzbudzać do siebie aż tak wielkiej nienawiści, jaką kierowali się mordercy – zaznaczył.

Centralnym punktem uroczystości była Msza św., którą w intencji Ojczyzny i wszystkich pomordowanych sprawował ks. Adam Sobczak. – Prosimy o sprawiedliwość, szukamy sprawiedliwości i pojednania. Właśnie we Mszy św. jest misterium, gdy Chrystus, jedyny Sprawiedliwy świata, wziął na siebie całą niesprawiedliwość i w Swej miłości utopił całą nienawiść. Na krzyżu modlił się „Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą co czynią”. On złem za zło nie odpłacał, ale przyszedł uczyć nas miłości i dać nam pełnię życia. Pamiętamy dziś o tych, którzy tragicznie zostali zamordowani i dziękujemy za łaskę pokoju. Doceniamy, że dany jest nam błogosławiony czas. Modlimy się także za tych, którzy z nienawiści walczyli przeciwko naszym przodkom i w Chrystusie szukamy pojednania – podkreślił.

Dla następnych pokoleń

– Musimy dbać o pamięć i przekazywać ją następnym pokoleniom. Zarówno Majdan Nowy, jak i Majdan Stary doświadczyły ogromnej tragedii. Ta naznaczona krwią ziemia wymaga dziś od nas, abyśmy tę pamięć krzewili i zabezpieczali tę spuściznę i wiedzę o tym, co było. Potrzeba publikacji i utrwalenia wspomnień naocznych świadków, potrzeba takich uroczystości, aby mówić o tym młodym ludziom, gdyż dla nich jest to odległa przeszłość. Trzeba przypominać te wydarzenia, trzeba o nich uczyć i to jest zadanie szkoły. Dodam, że rocznica pacyfikacji Majdanu Starego to również moment wywózki do obozu koncentracyjnego ówczesnej dyrektorki, a dziś patronki szkoły, Zofii Krawieckiej, która dzieliła los tutejszych mieszkańców, a po powrocie pomagała w odbudowie wsi oraz dbała o edukację i stworzenie tutejszej szkoły. Wychować do patriotyzmu, zachować i utrwalić historię w pamięci młodego pokolenia, to nasze zadania – powiedziała Irena Szmołda, dyrektor szkoły w Majdanie Starym.

Uroczystości zakończyły się złożeniem kwiatów przy pomnikach upamiętniających wydarzenia z 1943 r. Zapalono również znicze i modlono się o życie wieczne dla wszystkich, którzy poświęcili się dla Ojczyzny.

CZYTAJ DALEJ

O. Kolbe - wizjoner i twórca mediów katolickich

2020-08-14 09:47

O. Maksymilian Maria Kolbe

14 sierpnia przypada 79. rocznica męczeńskiej śmierci o. Maksymiliana Marii Kolbego. Zabity zastrzykiem z fenolu w celi głodowej, polski franciszkanin dał najwyższe świadectwo umiłowania Boga i bliźniego. Warto przypomnieć jego działalność medialną. Myślę, że o. Kolbe mógłby być doskonałym patronem mediów katolickich.

Rajmund urodził się 8 stycznia 1894 roku w Zduńskiej Woli. Miał czterech braci, z których jeden też był franciszkaninem. Rodzice zajmowali się tkactwem oraz należeli do Trzeciego Zakonu św. Franciszka. Ich postawa religijna i odpowiedzialne podejście do pracy, sprawiły, że przyszły święty wychowywał się w rodzinie, która pozwalała na budowanie relacji z Bogiem.

Objawienie Matki Bożej

Amelia Szafrańska w książce „Święty naszych czasów: beatyfikacja i kanonizacja Ojca Maksymiliana Kolbego” przytacza słowa jego matki Marianny Kolbe, która 12 października 1941 napisała list do franciszkanów z Niepokalanowa. Pisze ona: „Mieliśmy taki skryty ołtarzyk, do którego on często się wkradał i modlił się. (...) Byłam niespokojna, czy czasem nie jest chory, więc pytam się go, co się z tobą dzieje? (...) Drżąc ze wzruszenia i ze łzami mówi mi: jak mama mi powiedziała, co to z ciebie będzie, to ja bardzo prosiłem Matkę Bożą, żeby mi powiedziała, co ze mną będzie. I potem, gdy byłem w kościele, to znowu Ją prosiłem, wtedy Matka Boża pokazała mi się, trzymając dwie korony: jedną białą, drugą czerwoną. Z miłością na mnie patrzała i spytała, czy chcę te korony. Biała znaczy, że wytrwam w czystości, a czerwona, że będę męczennikiem. Odpowiedziałem, że chcę... Wówczas Matka Boża mile na mnie spoglądnęła i znikła”.

Początki

Zanim jednak doszło do tych dramatycznych wydarzeń, to o. Kolbe będąc w zakonie franciszkańskim, podejmował różne dzieła związane z mediami. Był wizjonerem i swoimi pomysłami wyprzedzał epokę, w której żył. Podczas pobytu w Rzymie, w 1917 roku był świadkiem, jak masoneria maszerowała w barwnym pochodzie przez miasto. Na jednym z transparentów przeczytał hasło, że diabeł obejmie rządy w Watykanie, a papież będzie jego sługą. Po tak szokującym zajściu o. Maksymilian podpisał statut Milicji Niepokalanej, która miała na celu modlitwę za grzeszników, heretyków i masonów. Kolejnym krokiem było utworzenie redakcji nowego pisma „Rycerz Niepokalanej”. Pierwszy numer ukazał się w styczniu 1922 roku. Czego można było się spodziewać po człowieku, który w momencie druku pierwszego egzemplarza ciężko chorował na płuca, a w kasie na kilka dni przed ukazaniem się gazety miał na koncie debet w wysokości 46 marek polskich? Po ludzku sprawa była przesądzona, natomiast Pan Bóg miał inne plany, a Maryja czuwała nad całą inicjatywą.

Rekordowy druk

Okazało się po niedługim czasie, że założone przez o. Kolbe wydawnictwo zużywało rocznie ponad 1500 ton papieru, co przekładało się na mniej więcej 60 mln egzemplarzy czasopism. Rekordy bił nakład miesięcznika „Rycerz Niepokalanej”, który dochodził do miliona egzemplarzy w 1938 r. Która współczesna redakcja katolicka jest w stanie powtórzyć ten wynik? A przecież żyje nas zdecydowanie więcej Polaków niż w dwudziestoleciu międzywojennym. Jedno pismo to było jednak za mało dla naszego świętego, dlatego przez cztery lata, od 1935 roku ukazywał się dodatkowo „Mały Dziennik”. Osiągał nakład „jedynie” 137 tys. egzemplarzy w dni powszednie i 225 tys. sztuk wydania świątecznego (niedzielnego). Z czego wynikał ten sukces? Obydwa tytuły poruszały tematy religijne, związane niejednokrotnie z dylematami moralnymi, zawierały odpowiedzi na proste zagadnienia katechizmowe. Były pisane przyjaznym językiem, który rozumiało wiele osób. Dodatkowo pojawiały się artykuły o tematyce społecznej, politycznej i kulturalnej. To też był kluczowy element zwiększający popularność.

Gazety to za mało

Będąc w Niepokalanowie, o. Kolbe podjął kolejną inicjatywę medialną, która pozwalała mu na głoszenie Ewangelii. Była to niejako odpowiedź na jego własne słowa: „Możemy wybudować wiele kościołów. Ale jeśli nie będziemy mieli własnych mediów, te kościoły będą puste…” W krótkim czasie stworzył krótkofalową sieć radiową, która swoim zasięgiem pokrywała cały kraj! Teraz to wydaje się banalną sprawą, ale proszę sobie to wyobrazić w latach 30-tych ubiegłego wieku. Ile potrzeba było determinacji, wiedzy i sprzętu, żeby dokonać takiego dzieła. Radio Niepokalanów było początkiem i wzorem rozgłośni katolickich w Polsce. Pierwszy program radiowy, „Stacja Polska 3 - Radio Niepokalanów”, został wyemitowany 8 grudnia 1938 roku. Słuchacze usłyszeli około godziny 19:00 akademię o. Maksymiliana. „Niepokalana daje ten środek, by dla tych, co czytać nie umieją, albo mają daleko do kościoła, można było pracować przez fale eteru” – pisał później franciszkański zakonnik. Bp Adam Lepa podczas jednej z sesji poświęconych o. Kolbe powiedział, że „media stały się pasją św. Maksymiliana i uczynił je skutecznym narzędziem ewangelizacji. Działał szybko, stworzył potężny ośrodek wydawniczy, wykorzystywał radio i interesował się telewizją, posługiwał się dalekopisem, do kolportażu chciał wykorzystać lotnictwo”.

Co dalej?

Mając radio i wydawnictwa, milionowe nakłady oraz słuchaczy w całej Polsce, o. Kolbe zapewne planowałby kolejne inicjatywy. A wszystko dla Niepokalanej i ewangelizacji. Niestety wybuch II wojny światowej i męczeńska śmierć w obozie Auschwitz 14 sierpnia 1941 roku przerwały to dzieło. Czy jest możliwe powtórzenie wyniku świętego franciszkanina we współczesnym świecie? Czy w dobie internetu, vlogów i virali jest jeszcze miejsce na tradycyjne radio katolickie czy drukowaną gazetę katolicką? To pytanie na razie pozostawiam bez odpowiedzi, licząc, że każdy z czytelników rozważy je w swoim sumieniu. Musimy sobie uświadomić, że to my jesteśmy odpowiedzialni za rozwój naszych mediów. We współczesnym świecie mamy wiele możliwości wyboru tytułów prasowych czy portali internetowych. Ale wspierajmy te, które głoszą Chrystusa.

Trzeba też uderzyć się w piersi i zapytać w ilu kościołach możemy usłyszeć podczas ogłoszeń parafialnych „zachęcamy do zakupu prasy katolickiej”? I koniec. Żadnej refleksji, żadnego słowa więcej. Nie chcę używać słowo reklama. Ale czy takie sformułowanie zachęci do kupna? Spowoduje, że katolik zainteresuje się wartościowymi artykułami? Nie piszę tego z wyrzutem, ale z troską o naszych czytelników. Znam jedną parafię, gdzie proboszcz zawsze podczas ogłoszeń powie mniej więcej co „dziś w numerze” i zachęci do zakupu. Bo nie jest mu obojętne co ludzie czytają. Tym bardziej, że prasa katolicka może być pewną odtrutką na różne nurty i ideologie, które promowane są w środkach masowego przekazu. Uważam, że św. Maksymilian to dobry patron mediów katolickich!

CZYTAJ DALEJ

Wniebowzięcie czy Zaśnięcie NMP? [FELIETON: Między Wschodem a Zachodem #2]

2020-08-15 00:53

www.pasat-charter.pl

Cerkiew pw. Zwiastowania NMP wyspy Tinos

Dziś odbędą się uroczystości związane ze świętem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. I tak jak nam to Święto „od zawsze” kojarzy się z pielgrzymkami na Jasną Górę i świętowaniem kolejnej rocznicy Cudu nad Wisłą, to dzisiaj opiszę, jak to wielkie święto maryjne jest obchodzone w Grecji, w której większość mieszkańców jest wyznania prawosławnego = ortodoksyjnego (nie mylić z kościołem grekokatolickim, który dawniej był nazywany unickim). Niestety, mało kto wie, że i Grecy wiążą swoją najnowszą historię i odzyskanie Niepodległości po 400 (sic!) latach otomańskiej niewoli ze wsparciem z Nieba. Rocznica ich powstania narodowego z 1821 r., które przyniosło im upragnioną niepodległość, jest co roku obchodzona 25 marca, w święto Zwiastowania NMP. Co roku zaś 15 sierpnia cała Grecja kieruje swoją uwagę na uroczystości na wyspie Tinos, którą śmiało możemy nazwać grecką Częstochową.

Poniżej opisuje najbardziej charakterystyczne ciekawostki z obchodów tego Święta. Zanim zacznę, pragnę zaznaczyć, że mój artykuł polega na przedstawieniu m.in. podejścia do kwestii tego maryjnego święta. Kwestie eschatologiczne oraz doktrynalne należy zostawić teologom, którzy mają o wiele większą wiedzę ode mnie.

Zacznę od nazwy święta, ponieważ ona nieco różni się od naszej. W Cerkwi Prawosławnej mówimy bowiem o Zaśnięciu NMP. Nasi wschodni bracia w wierze są zdania, że Maryja nie tyle umarła, lecz zasnęła, potem zmartwychwstała i została zabrana do nieba. Czyli mniej więcej powtórzyła dzieło swojego Syna, a naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Jak możemy też przeczytać na stronie prawoslawie.pl: Matka Boża nie zwyciężyła śmierci własnymi siłami, została zbudzona ze Swego Zaśnięcia przez Chrystusa. Bogurodzica stanowi prawzór zmartwychwstania całego stworzenia. Dalej jest napisane: o zaśnięciu Bogurodzicy Chrystus przybył w chwale otoczony aniołami i Świętymi, by przyjąć Jej duszę. Było to niejako zapowiedzią Jego drugiego Przyjścia na świat – paruzji. Natomiast u nas, zgodnie z konstytucją apostolską Munificentissimus Deus Ojca Świętego Piusa XII wynika, że Bogurodzica zasnęła i została zabrana wraz z ciałem i duszą do nieba. Jednakże w tym dokumencie papieskim nie jest wprost napisane, czy Maryja umarła jako człowiek, czy też zasnęła i została zabrana do wiecznej chwały jako “żywa”. Myślę, że prawdę poznamy dopiero na końcu świata.

Chciałbym teraz przybliżyć Wam jedno miejsce w Grecji, które w sposób szczególny przeżywa uroczystość Wniebowzięcia/Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny. Jest nią wyspa Tinos położona na morzu Egejskim w archipelagu Cyklady. Osobiście ją nazywam grecką Częstochową. Dlaczego? Na wyspach cykladzkich mieszkają głównie Grecy wyznania rzymskokatolickiego (jest to wynikiem długiej okupacji Cyklad przez katolicką Wenecję). 15 sierpnia w Grecji jest nazywane Δεκαπενταύγουστος czyli piętnasty sierpnia. Druga nazwa to wspomniane Κοίμηση της Θεωτόκου czyli Zaśnięcie Bogurodzicy. Co ciekawego jest na tej wyspie? Jest to cerkiew i znajdująca się tam ikona Matki Bożej. Legenda mówi, że świątynia została założona po tym, jak jednej z sióstr mieszkających w klasztorze przyśniła się Maryja i wskazała jej miejsce, gdzie jest ukryta ikona. Po jej odnalezieniu, uznano ten sen za objawienie, dlatego świątynia została zbudowana pod wezwaniem Παναγίας Ευάγγελιστριας (wym. Panajias Ewangelistrias) co tłumacząc na język polski znaczy Zwiastowania NMP.

Kolejna legenda głosi, że za pośrednictwem tej ikony miały miejsca liczne cuda. Jeden z nich mówi o załodze statku z ΧΧ. wieku, prawdopodobnie jego początku. Miejscem docelowym statku miała być Hiszpania, jednak, kiedy załoga przebywała niedaleko Tinos, pogoda zaczęła im nie sprzyjać. Mocne wichry, w dodatku statek był ciągle zalewany. Jakby tego brakowało, okazało się, że w statku jest duża dziura. Zrozpaczeni marynarze zanieśli błagania do Matki Bożej o ratunek i wtedy stała się rzecz niesłychana. Wichry ustały, a duża ryba zaklinowała się w dziurze, uniemożliwiając tym samym dalszy wlew wody. Statek spokojnie dotarł do portu. W ramach dziękczynienia obdarowali świątyni mały srebrny stateczek, który widnieje przy wejściu do niej.

Innym znanym cudem jest zatopienie greckiego krążownika „Elli” przez Włochów 15 sierpnia 1940 roku (Włosi jako pierwsi z państw Osi zaatakowali Grecję, za oficjalną datę wybuchu wojny włosko-greckiej uznaje się 28 października 1940 roku). Na pokładzie krążownika oraz na nadbrzeżu było wielu pątników, ale nikt nie ucierpiał!! Ten fakt uznano za kolejny cud i miał on dodać otuchy Grekom w nadchodzącej wojnie, że czuwa nad nimi Matka Boża.

Ponadto, każdego roku odbywa się procesja ikony z portu do cerkwi. Niestety, w tym roku z racji wiadomych, nie dojdzie ona do skutku. Jednakże podczas całej tej procesji, wierni często wyjdą naprzeciw tej ikonie, uklękną i chcą by obraz Maryi przeszedł nad nimi. Wierzą bowiem, że poprzez to uniżenie uproszą od Bogurodzicy wiele łask dla siebie i dla swojej rodziny. Zdarzają się i tacy, którzy całą trasę pokonają na kolanach. To, moim zdaniem, jest przykład pokory i uznania niższości wobec mocy Bożej. A jak głosi jedna z znanych katolickich pieśni: Przed obliczem Pana uniżmy się / Pan sam wywyższy nas.

To tylko kilka z przykładów cudów, które mają miejsce za wstawiennictwem Matki Bożej z Tinos. Oczywiście, do każdego “cudu” należy podchodzić ostrożnie, szczególnie że w historii było już wiele kontrowersyjnych “uzdrowień”, niemniej jednak jest zdania, że na pewno część z tych niewyjaśnionych okoliczności z Tinos jest autentyczna. Pamiętajmy, że chrześcijaństwo opiera się nie tylko na ratio, czyli rozumie, ale również na fides, czyli wierze. Zatem nie bądźmy jak niektórzy, którzy chcieliby mieć wszystko udokumentowane na nagraniu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję