Reklama

Wiara

GPS na życie

Wierzący, święty i... szczęśliwy!

Iluzją jest utożsamiać szczęście ze stanem błogosławionym, w którym człowiek nie przeżywa zmagań i cierpień. Osobiście interpretuję je jako sposób podróżowania przez życie, gdzie obok siebie można spotkać radość i smutek, entuzjazm i znużenie, świętość i grzech, nadzieję i załamanie. Jedni pomimo licznych przeciwności potrafią przeżywać radość i poczucie sensu życia, a inni, mimo licznych błogosławieństw, nie wydają się być szczęśliwymi. Wręcz przeciwnie, koncentrują się na negatywach i porażkach.
O szczęściu i świętości z br. dr. Piotrem Kwiatkiem, kapucynem, psychologiem i psychoterapeutą, zajmującym się m.in. psychologią pozytywną, rozmawia Małgorzata Czekaj

Niedziela Ogólnopolska 29/2017, str. 50-51

[ TEMATY ]

wywiad

Niedziela Młodych

Remains/fotolia.com

MAŁGORZATA CZEKAJ: – W książce „Kochaj Boga i nie bój się być szczęśliwym” pisze Brat o pragnieniu szczęścia, nazywając je uniwersalnym marzeniem każdego człowieka. Jak definiuje szczęście psychologia pozytywna, a jak wiara chrześcijańska?

BR. DR PIOTR KWIATEK: – Istnieje wiele wyobrażeń i definicji szczęścia nie tylko na poziomie spontanicznej i subiektywnej refleksji przeciętnego Kowalskiego, ale również na poziomie nauki. Od kilkunastu lat psychologia pozytywna bada to zagadnienie. Zastanawia się, jakie czynniki odgrywają kluczową rolę w poczuciu szczęścia oraz czy można je zmierzyć i opisać za pomocą definicji. Jedną z bardziej interesujących współczesnych koncepcji dobrostanu (szczęścia) przedstawił założyciel psychologii pozytywnej prof. Martin Seligman. Składa się ona z pięciu wymiarów, które autor opisał za pomocą akronimu PERMA (P – pozytywne emocje, E – zaangażowanie, R – relacje pozytywne, M – sens życia, A – osiągnięcia). Teoria ta jest na tyle kompleksowa, że łączy wymiary hedonistyczny oraz eudajmonistyczny – ujęcia dobrostanu szeroko dyskutowane już w starożytności. Filozofowie greccy widzieli szczęście bowiem w doczesności, w tym, co chwilowe, przyjemne, ale również w tym, co związane z trudem, kształceniem charakteru, życiem wartościami i cnotami. Psychologia pozytywna integruje tę wizję szczęścia. Przez badania naukowe próbuje je zrozumieć i określać.
Oprócz filozofii i psychologii, zagadnieniem szczęścia zajmuje się również teologia. Oznacza to, że jest to temat uniwersalny i fundamentalny w życiu każdego człowieka bez względu na rasę, wiek, kulturę, status społeczny czy, w końcu, wiarę. Niewątpliwie, bycie człowiekiem wierzącym wprowadza dodatkowe akcenty w sposobach rozumienia i przeżywania szczęśliwego życia. Na przykład chrześcijanie, w tym katolicy, opierają swoją wizję świata i Boga na Objawieniu, czyli Piśmie Świętym, Tradycji i nauczaniu Kościoła. Szczęście będzie więc rozumiane jako zjednoczenie z Bogiem, źródłem każdego dobra i miłości. Osoby wierzące poszerzają definicje szczęścia o wymiar duchowy, do którego nauka nie ma dostępu bezpośredniego. Dlatego można mówić o wielości sposobów definiowania i przeżywania szczęścia. Więcej o konieczności wzajemnego wsłuchiwania się i ubogacania. Zarówno współczesna nauka może pomóc w rozumieniu szczęścia, jak i doświadczenie wiary może przyjść z pomocą uchwycenia tego, czego zmysły i rozum nie ogarniają.

– Jako chrześcijanie jesteśmy wezwani do świętości. Wielu z nas jednak obawia się, że gdy zdecyduje się być świętymi, nie będzie szczęśliwymi.

– Istnieje tylko pozorny konflikt między szczęściem a świętością. Jest on związany z tym, że albo źle rozumie się świętość, albo nie pojmuje się, czym naprawdę jest prawdziwe szczęście. Świętość prowadzi do poczucia szczęścia, a prawdziwe szczęście otwiera na Boga – Źródło pokoju, bezpieczeństwa i miłości. Pułapką jest więc interpretowanie szczęścia jedynie w pryzmacie hedonistycznym, doznania i przyjemności, ale tak samo złudne jest ukazywanie go wyłącznie w wymiarze duchowym czy ascetycznym. Szczęście realizuje się w życiu człowieka, a jego natura jest duchowo-materialna.
Te same pułapki stoją za słowem świętość. Dla niektórych będzie to ascetyzm, mistycyzm albo formy rygorystycznego oderwania się od życia „tu i teraz” na rzecz wyłącznie „tego tam i później”. W integracyjnym podejściu do człowieka i jego natury, można powiedzieć, że święty to człowiek radosny, stąpający twardo po ziemi, ale patrzący też w niebo. W Piśmie Świętym mamy przecież piękne zdanie: „radosnego dawcę miłuje Bóg” (2 Kor 9, 7b). Dzisiaj potrzeba nam przykładów radosnej świętości, a nie takiej odrealnionej od ciała, kultury i czasów, w których żyjemy. Świętości atrakcyjnej i szczęśliwej. Pomagającej w pełnym przeżywaniu człowieczeństwa i zdrowej, dojrzałej duchowości. Kiedy połączy się zdrową duchowość ze zdrową antropologią, czyli wizją człowieka, nie powinno być konfliktu między szczęściem a świętością. Połączenie tych wymiarów jest sztuką, nie dzieje się to automatycznie bez formacji i poszukiwań.

– Czyli to jest jakaś droga... Trudność polega na tym, że jednak często szczęście kojarzy się ze stanem idealnym, raz osiągniętym i trwającym.

– Tak jak już wspomniałem, szczęście to sposób podróżowania przez życie, to nie miejsce, gdzie się przybywa. Iluzją jest utożsamiać je ze stanem błogosławionym, w którym nic mnie już nie boli, nie kosztuje, nie doskwiera. Droga do szczęścia nie jest wolna od przeciwności, porażek i grzechów. Nie można odkryć Ameryki, siedząc jedynie w porcie albo wypływając tylko gdzieś blisko od lądu. Osobiście rozumiem szczęście jako sposób podróżowania przez życie, gdzie obok siebie można spotkać: radość i smutek, entuzjazm i znużenie, świętość i grzech, nadzieję i załamanie, pogodę ducha i frustrację. Szczęście jest kategorią pozytywną, nie oznacza braku zmartwień, ale umiejętność życia, o którym pisze św. Paweł: „Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować” (por. Flp 4,12a). Do tego natomiast nie wystarcza „mieć”, potrzeba „być”. Dlatego słowo naukowe na określenie szczęścia – „dobrostan” – wiąże się z jakością bycia, a nie posiadania, kumulowania albo konsumpcji.
Ważnym jest więc zadać sobie fundamentalne pytania: czym jest szczęście? Co prawdziwie prowadzi mnie do niego? Czy w mojej koncepcji szczęścia jest nadzieja na życie wieczne? Każda zła odpowiedź na te pytania sprawia, że w złym kierunku podążamy. Wtedy nie tylko nie osiągamy tego, co chcielibyśmy, ale marnujemy własny czas i energię. Wiara może pomóc nam w odkrywaniu szczęścia. Bo jako wierzący wiemy, że choć nauka może nam udzielić cennych odpowiedzi na wiele istotnych tematów, to ostateczne pełne i trwałe szczęście znajdziemy tylko w Panu Bogu.

– Czyli chodzi o to, żeby dążyć do życia w bliskości z Nim?

– Tak, na pewno, i trzeba zaznaczyć, że istnieją różne drogi do szczęścia i świętości. Niejednokrotnie wystarczyć może samo doświadczenie Pana Boga. Św. Franciszek mawiał: „Bóg mój i wszystko”, a św. Paweł „wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, mojego Pana. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa” (Flp 3, 8). Wtedy nie trzeba zgłębiać naukowych analiz dotyczących dobrostanu. Można jednak też iść inną drogą, na której korzystamy z wiedzy psychologii pozytywnej i ona współpracuje z doświadczeniem wiary. Wtedy nauka pomaga nam w poznawaniu siebie i innych. Pośrednio może również wspomagać rozwój duchowy. O tym właśnie staram się pisać w książkach z cyklu „Psychologia pozytywna i wiara”.

* * *

Piotr Kwiatek OFMCap
psycholog, psychoterapeuta, kapucyn. Doktorat z psychologii uzyskał na Uniwersytecie Salezjańskim w Rzymie. Członek Międzynarodowego Stowarzyszenia Psychologii Pozytywnej i Gestalt Therapy Institute of Philadelphia. Prowadzi warsztaty z psychologii pozytywnej, wykłada w kapucyńskim seminarium w Krakowie oraz w Wyższej Szkole Psychologii Społecznej w Sopocie i we Wrocławiu.
Prowadzi blog: piotrkwiatek.blogspot.com. Autor cyklu książek „Psychologia pozytywna i wiara”: „Kochaj Boga i nie bój się być szczęśliwym”, „Ucieszyć się życiem. Cztery okna wdzięczności”, w przygotowaniu: „W świetle cienia. Przeszkody na drodze do szczęścia”.

2017-07-12 10:07

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Uczcie się na naszych błędach

2020-04-09 10:28

[ TEMATY ]

wywiad

koronawirus

wywózki

Włodzimierz Rędzioch

Ks. Giovanni Musazzi z Bractwa św. Karola Boromeusza w ostatnich tygodniach musiał przejść prawdziwą „próbę ognia” jako szpItalny kapelan, gdy słynny szpital „Luigi Sacco” w Mediolanie, w którym pracuje został zamieniony na najważniejszy w Lombardii szpital jednoimmienny dla zarażonych wirusem Covid-19.

W rozmowie z korespondentem „Niedzieli” podzielił się swoimi refleksjami i radami, które mogą się okazać bardzo cenne dla Kościoła w Polsce w czasach szerzenia się epidemii.

- Od czasu wybuchu epidemii Covid-19, pracuje ksiądz na specjalnym oddziale chorób zakaźnych, zakazanym dla osób postronnych, a także dla kapelanów, którzy nie są zatrudnieni w szpitalu. Jak udało się księdzu uzyskać pozwolenie, aby służyć pacjentom zarażonym wirusem?

- Szpital, w którym pracuję, został przekształcony w szpital jednoimienny; oznacza to, że prawie wszystkie dostępne miejsca, oprócz istniejącego już tam dużego oddziału chorób zakaźnych, zostały przystosowane do przyjmowania pacjentów zarażonych wirusem Covid-19. W obecnej sytuacji szerzącej się epidemii niepokoi mnie naiwna postawa niektórych moich kolegów kapelanów, która może wyrządzić szkodę ludziom (pacjentom i księżom), jak i Kościołowi. Tutaj nie potrzeba heroizmu.

Kościół jest obecny w szpitalach i musi tam pozostać, ale nie może postępowiać nierozsądnie! My, kapelani, jeśli nie będziemy ostrożni, nie tylko narażamy się na niebezpieczeństwo, ale możemy stać się narzędziem rozprzestrzeniania się wirusa. Jeśli nie będziemy przestrzegać wszystkich koniecznych zasad, aby chronić siebie, lekarzy i pacjentów, słusznie wydalą nas ze szpitali, w których jesteśmy gośćmi. Mamy obowiązek ściśle przestrzegać obowiązujących zasad. Kapelan, który nie odbył kursu przygotowawczego, aby wejść do izolatki, robi coś niebezpiecznego dla siebie i innych.

Jeśli prawdą jest, że musimy być blisko naszego ludu, prawdą jest również to, że nie można rzucać wyzwania Bogu – „czuję się bohaterem, więc nie złapię wirusa”. Kapłan, który służy pacjentom Covid-19, musi zaakceptować również większą izolację. Na przykład nie może iść do domu, aby odwiedzić parafian. Ponieważ pracuję na oddziale Covid-19, nie widziałem mojej mamy i ciotki, starszych osób, od dwóch

Nawet lekarze i pielęgniarki żyją „odseparowani w domu” od rodzin i nie odwiedzają starszych wiekiem rodziców. Ponieważ ja, nawet jeśli nie mam żadnych objawów, codziennie mam styczność z wirusem i mogę być - niech Bóg mnie przed tym ochroni – pozytywny ale bez objawów. Dlatego jest to minimalny środek zapobiegawczy, oprócz wszystkich tych, które obowiązują na odziale chorób zakaźnych. Konferencja Episkopatu Włoch ustanowiła normy naszej posługi słusznie wymagając od kapelanów specjalnych kursów.

- W praktyce jakie zasady musi ksiądz respektować idąc z Eucharystią i olejem do namaszczenia chorych?

- Nie do pomyślenia jest, aby hostie i święty olej zostały przyniesione w pojemniku i buteleczce na odział Covid-19, a następnie wyniesione z powrotem - wszystko byłoby skażone! Hostie należy umieścić w sterylnych plastikowych torebkach po starannym oczyszczeniu ich z okruchów lub fragmentów; biorę tylko tyle hostii ilu pacjentów prosiło mnie o komunię. Olej do namaszczenia chorych jest również przenoszony w minimalnej ilości (jedna kropla) w sterylnym plastikowym woreczku, który jest następnie niszczony w pokoju, w „brudnej strefie”.

Konferencja Episkopatu Włoch określiła bardzo surowe zasady w tym względzie, ale widzę, że wiele Konferencji Episkopatów spóźnia się z ustaleniem podobnych zasad (mam na myśli przede wszystkim Europę – jestem w kontakcie z współbraćmi, którzy informują mnie o przepisach już przyjętych w różnych krajach). W Stanach Zjednoczonych zasady te zostały ustalone na czas i w sposób precyzyjny.

- Jak w praktyce zachowuje się ksiądz na oddziale zakaźnym?

- Przed wejściem na odział Covid-19, przygotowuję się w strefie zwaną „czystą stefą”. Muszę wiedzieć, ile osób przyjmuje komunię i taką ilość hostii wkładam do sterylnego woreczka. Następnie ubieram się we wszystkie niezbędne zabezpieczenia (kombinezon, podwójne rękawiczki, buty, przyłbica, maseczka ochronna typu 2 lub 3; normalna maska chirurgiczna typu 1 jest całkowicie niewystarczająca).

Wszystko, co znajduje się w woreczku, musi zostać skonsumowane przez pacjentów na oddziale, a woreczek należy wyrzucić na miejscu. Z olejkiem postępuję w podobny sposób - wlewam kroplę oleju do sterylnej torbki i ta kropla służy mi tylko dla pacjentów Covid-19 i tylko na tym oddziale, zmieniając rękawiczkę przy każdym pacjencie. W tym przypadku również rękawiczki i torebka muszą pozostać na oddziale.

- Jakie rady dałby ksiądz kapelanom, którzy dopiero teraz muszą się zająć pacjentami Covid-19?

- Żaden kapłan nie powinien mieć kontaktu z pacjentami z Covid-19 bez odbycia podstawowego kursu z zakresu chorób zakaźnych przeprowadzonego przez lekarzy lub pielęgniarki! Ponieważ byłoby to po prostu bezsensowne. We Włoszech Kościół zapłacił wysoką cenę za to niedopatrzenie – tylko w marcu zmarło 87 kapłanów.

Żaden z nich nie był kapelanem w szpitalu, po prostu nadal przyjmowali ludzi lub odwiedzali ich w domach (komunia zanoszona chorym), nie podejmując należytych środków ostrożności. Nie byliśmy przygotowani, ponieważ byliśmy pierwsi w Europie, ale inne Episkopaty powinny uczyć się na naszych błędach. Dlatego powtarzam – należy dobrze przygotować kapłanów, którzy mają pracować na oddziałach chorób zakaźnych.

Dla dobra samych kapłanów, wiernych, ale także dla dobra Kościoła, aby nie stał się przedmiotem słusznej krytyki. W tym względzie improwizacja nie jest dozwolona, nie są potrzebni nieostrożni kapłani, ale tacy, którzy potrafią być posłusznymi swojemu biskupowi, Konferencji Episkopatu i lekarzom.

U nas w szpitalu obowiązuje następujące kryterium - każdy, kto za wszelką cenę chce wejść na oddział Covid-19, jest wykluczany, ponieważ jest prawie pewne, że chodzi o osobę nieroztropną lub wyniosłą, która robi to dla własnej chwały (bez względu na to, czy chodzi o lekarza, pielęgniarkę czy księdza). Ja mogłem tylko zadeklarować moją gotowość do tej szczególnej pracy, ale inni zadecydowali, czy mogę wejść, czy nie. Po tym, jak mój przełożony wezwał mnie do objęcia stanowiska kapelana, z pozytywną opinią biskupa pomocniczego Mediolanu, czekałem aż dwa tygodnie, zanim uzyskałem zgodę lekarzy na pracę na oddziale.

CZYTAJ DALEJ

Poradnik prawny dla księży na czas epidemii

2020-04-08 17:52

[ TEMATY ]

epidemia

Ordo Iuris

koronawirus

księża

pandemia

poradnik

Adobe. Stock

Instytut Ordo Iuris przygotował poradnik prawny dla parafii i kapłanów w czasie epidemii koronawirusa. Duchowni zmagają się bowiem z trudnościami w posługach religijnych, ale także z inwestycjami i zatrudnieniem pracowników.

Ze skutkami pandemii koronawirusa mierzą się nie tylko przedsiębiorcy, pracownicy czy rodzice dzieci w wieku szkolnym, ale również duchowni. Znacznie utrudnione jest bowiem sprawowanie posługi religijnej. Ponadto, wiele parafii, czy innych instytucji kościelnych zatrudnia pracowników, prowadzi kosztowne inwestycje bądź innego rodzaju dzieła wymagające sporych nakładów sił i środków. Z tego powodu Instytut Ordo Iuris przygotował poradnik dla duszpasterzy. Wyjaśnia on kwestie związane z restrykcjami w organizacji ceremonii religijnych, sprawami pracowniczymi, sanitarnymi czy możliwością skorzystania z rządowej pomocy.

Poradnik omawia, budzącą w ostatnim czasie duże zainteresowanie, kwestię organizowania obrzędów religijnych z udziałem wiernych.

Obowiązek przestrzegania prawa podczas nabożeństw spoczywa na osobie zarządzającej danym obiektem kultu, czyli zwykle na proboszczu. Zgodnie z obecnymi przepisami, w uroczystości religijnej może uczestniczyć co najwyżej pięć osób, wyłączając osoby sprawujące liturgię, np. celebransa. Od 12 kwietnia ten limit ma wynieść 50 osób, wliczając to duchownych. Kwestia ewentualnej odpowiedzialności prawnej duchownego oraz wiernych, którzy nie zastosowaliby się do przepisów nie została jednoznacznie rozstrzygnięta.

Eksperci Ordo Iuris poruszyli także kwestie ekonomiczne związane z funkcjonowaniem wspólnot wyznaniowych w czasie epidemii.

Z rozwiązań przygotowanych przez rząd w ramach „tarczy antykryzysowej” będą mogły korzystać organizacje pozarządowe i organizacje pożytku publicznego. Istnieje też możliwość ubiegania się o pomoc przez instytucje kościelne prowadzące działalność gospodarczą, o ile spełnią one ogólne przesłanki do jej otrzymania. „Tarcza antykryzysowa” przewiduje m.in. zwolnienie duchownych ubezpieczonych w ZUS z płacenia składek, dopłaty do pensji pracowników czy możliwość ubiegania się o pożyczki i dotacje.

W przygotowanym przez Ordo Iuris poradniku znajduje się także kilka podstawowych zaleceń higienicznych, które warto przestrzegać w trosce o zdrowie nas wszystkich. Ich autorem jest lekarz internista i geriatra – dr hab. Andrzej Lewandowicz z Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji, który udziela kilku fachowych porad dla duchownych i wiernych, m.in jakie środki ostrożności należy zachować w kościele i w drodze do niego, w jakiej postawie przyjmować Komunię świętą czy jak skutecznie przygotować konfesjonał na przyjście kolejnego penitenta.

„Naszym celem jest dostarczenie proboszczom i innym duchownym, odpowiedzialnym za parafie i różnego rodzaju organizacje kościelne, syntetycznej wiedzy pozwalającej na podjęcie właściwych działań w tym trudnym czasie. Jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że sytuacja jest niezwykle dynamiczna, a stan prawny ulega właściwie ciągłym zmianom. Dlatego nasz poradnik będzie sukcesywnie aktualizowany, a wszystkich duchownych zapraszamy do kontaktu z Instytutem Ordo Iuris i przekazywaniem nam swoich pytań oraz wątpliwości. Dzięki temu będziemy mogli, w kolejnych edycjach, wzbogacić nasz poradnik o kwestie budzące największe trudności i zainteresowanie” – wyjaśnia Konrad Dyda z Centrum Analiz Legislacyjnych Ordo Iuris, współautor poradnika.

Poradnik można bezpłatnie pobrać ze strony https://koronawirus.ordoiuris.pl/parafieZobacz.

CZYTAJ DALEJ

Tęsknimy za Wami Kapłanami !

2020-04-09 14:59

[ TEMATY ]

komentarz

kapłan

kapłan

kapłani

Artur Stelmasiak

W Wielki Czwartek obchodzimy wspominanie ustanowienia sakramentu kapłaństwa. To bardzo radosny dzień dla Kościoła, bo dziś swoiste "imieniny" obchodzi każdy ksiądz.

Pamiętajmy, że bez kapłanów nie byłby sakramentów, a w szczególności Eucharystii

"Tęsknimy za Wami...Wasi księża" - takie słowa zostały wypisane na kilkudziesięciometrowym banerze na wieży kościoła św. Ottona w Szczecinie. Te słowa są wzruszające, ale także do bólu prawdziwe. Każdy kapłan przecież rezygnuje z życia rodzinnego na rzecz ojcostwa duchowego. Podczas święceń prezbiteratu każdy z nich bierze ślub z Kościołem i to Kościołem przez wielkie "K". Oznacza to, że ich rodziną jesteśmy my, czyli wspólnota ludzi wierzących.

My świeccy z coraz większym trudem przechodzimy przez kolejne dni narodowej kwarantanny. Jesteśmy pozamykani w czterech ścianach wraz z naszymi najbliższymi.

Pomyślmy sobie o ile trudniej mają kapłani, którzy zostali samotnie bez "swoich rodzin" praktycznie pozamykani w kościołach. Dlatego też tegoroczny Wielki Czwartek jest dla nich wyjątkowy i dobitnie uzmysławia nam, czym dla Jezusa było osamotnienie podczas modlitwy w ogrodzie oliwnym.

W Wielki Czwartek rozpoczyna się Triduum Paschalne, gdy liturgicznie wspominamy najważniejsze wydarzenia w historii chrześcijaństwa i świata. Przez te trzy dni mury świątyń zwykle pękają w szwach. Takiej frekwencji nie ma w kościołach w żadnym innym liturgicznym okresie roku. Dlatego też Triduum Paschalne Anno Domini 2020 jest wyjątkowe, bo pierwszy raz w ponad 1050-letniej historii Polski liturgia będzie sprawowana praktycznie bez wiernych.

W ostatnich latach Kościół i kapłani byli bardzo często bezpardonowo atakowani. Próbowano Polaków oderwać od ich chrześcijańskich korzeni. Tegoroczne obchody świat Wielkanocnych może są właśnie po to byśmy uzmysłowili sobie, że bez kapłanów nie jest możliwe życie sakramentalne. Paradoksalnie znaleźliśmy się w podobnej sytuacji jak chrześcijanie w krajach misyjnych, gdzie wierni z powodu braku kapłanów mogą przystąpić do Eucharystii raz kilka miesięcy. Taka sytuacja jest przecież nie tylko w odległych rejonach trzeciego świata, ale także w wielu miejscach w Europie.

Nawet w Niemczech, czy w Czechach są takie wioski, gdzie Msza św. sprawowana jest raz na miesiąc, albo rzadziej.... bo prostu brakuje kapłanów.

Na stronie parafii św. Ottona w Szczecinie można przeczytać: „Kochani nasi! Nie martwcie się: my też jeszcze nie rozumiemy wszystkiego co się dzieje! Staramy się jednak odnaleźć w tej nowej sytuacji. Wierzymy, że Pan Bóg nas przeprowadzi przez tę (chwilową) miejmy nadzieję pustynię (dosłownie wręcz) i przy tej okazji – jak ma w zwyczaju – czegoś nauczy”.

Także mam nadzieję, że ta narodowa kwarantanna w Polsce, ale również w wielu krajach na całym świecie czegoś nas nauczy. Bardziej będziemy cieszyć się z realnej obecności drugiego człowieka, ale także z obecności Chrystusa w realnym, a nie tylko duchowym sakramencie Eucharystii. Z okazji Wielkiego Czwartku wszystkim księżom pozamykanym w kościołach życzę duchowej siły i wytrwałości, bo tęsknimy za Wami Kapłanami...wasi wierni.

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję