Reklama

Niedziela Świdnicka

Kochajmy Różaniec

2017-10-18 14:08

Niedziela świdnicka 43/2017, str. 4

[ TEMATY ]

Różaniec do granic

Stanisław Bałabuch

Modlitwa w Kudowie-Zdroju Czermnej pod przewodnictwem bp. Adama Bałabucha

Do tego, byśmy kochali Różaniec, wzywali nasi hierarchowie podczas „Różańca do granic”. Biskup ordynariusz Ignacy Dec czynił to w Sanktuarium Matki Bożej Strażniczki Wiary w Bardzie, a biskup pomocniczy Adam Bałabuch w parafii pw. św. Bartłomieja Apostoła w Kudowie-Czermnej.

Bardo Śląskie

W bazylice bardzkiej obchody tej pięknej ogólnopolskiej akcji połączono z doroczną diecezjalną pielgrzymką Żywego Różańca. Uczestniczyło w nich ponad 2 tys. wiernych z całej diecezji.

Mszę św. koncelebrowaną poprzedziła specjalna konferencja Gianny Molli. córka św. Joanny Beretty Molli. Gianna opowiadała, jak wielkie znaczenie dla jej rodziców miała modlitwa różańcowa. – Podchodzili do niej z ogromnym nabożeństwem, a kiedy mama rozeznała swoje powołanie, od razu pojechała do Lourdes, by podziękować Maryi – podkreśliła G. Molla. Przekazała do bardzkiej bazyliki relikwie swojej mamy, a Ksiądz Biskup poświęcił obraz św. Joanny Beretty Molla, który umieszczono po lewej stronie przejścia do ołtarza. Dziękując za relikwie i obraz kustosz bardzkiego sanktuarium o. Mirosław Grakowicz zapowiedział, że od tej pory raz w tygodniu będzie się tutaj odbywało nabożeństwo dla rodzin.

Reklama

W homilii Ksiądz Biskup wskazał m.in., że Matka Boża prosi nas o Różaniec, po to by Ci, którzy wierzą, modlili się za tych, którzy tracą głowę, wiarę, a w konsekwencji i rozum. – Ceńmy sobie, że pokochaliśmy Różaniec, bo to jest niezwykle ważna broń duchowa w naszym życiu i w Kościele. To jest moc do zwyciężania wszelkiego zła duchowego, moralnego i militarnego. Zachęcam do gorliwości w modlitwie różańcowej. Maryja we wszystkich zjawieniach mówiła o Różańcu. Nawoływała do niego szczególnie w Fatimie apelując „Odmawiajmy Różaniec”. Więc odmawiajmy – zakończył homilię Pasterz Kościoła Świdnickiego.

Potem wierni odmawiali wraz z Radiem Maryja cztery części Różańca.

Kudowa Czermna

Jednym z kościołów stacyjnych był kościół św. Bartłomieja Apostała w Kudowie Czermnej.

Bp Adam Bałabuch, który przewodniczył modlitwie, nazwał „Różaniec do granic” współczesną krucjatą różańcową. – Jesteśmy tutaj, bo wierzymy w moc Eucharystii, w Bożą potęgę i Boże panowanie nad światem. Jesteśmy tutaj, bo wierzymy we wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny i moc modlitwy różańcowej. Przychodzimy z otwartymi sercami na Bożą miłość objawiającą i udzielającą się nam w szczególny sposób w Eucharystii. (...) To miłość przyprowadziła nas na granice, by przez Eucharystię i Różaniec wybłagać Boży pokój dla nas, naszej Ojczyzny, Europy i świata – akcentował kończąc homilię bp Adam Bałabuch.

W kudowskim „Różańcu do Granic” wzięła udział liczna grupa pielgrzymów z Zachodniego Pilzna – Przyjechaliśmy tutaj by się modlić nie tylko za naszą parafię, diecezję, nowego biskupa, ale i za całe Czechy, bo u nas jest – jak powiedział – olbrzymi problem niewiary, ateizmu. – Wierzących jest u nas garstka, dzieci nie chcą chodzić do Kościoła, na katechizację, małżeństwa się rozwodzą. Dlatego cieszę się, że zaczynamy się modlić na Różańcu. To jest piękne, że dzisiaj podczas „Różańca do Granic” możemy się oddać Bożemu Miłosierdziu, wyrazić naszą miłość do Ojczyzny i świata – stwierdził w rozmowie z nami proboszcz tej wspólnoty ks. Janusz Romański.

Archidiecezja wrocławska nie graniczy z innymi krajami, dlatego też wykładowcy i alumni Metropolitalnego Wyższego Seminarium Duchownego we Wrocławiu oraz wierni z tych terenów przybyli licznie do Kudowy-Czermnej .

Dyrektor Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego im. Najświętszej Maryi Panny z Wrocławia prof. Ireneusz Jóźwiak przyjechał z kilkudziesięcioosobową grupą uczniów pedagogów, po to, by – jak powiedział – modlić się o nawrócenie wszystkich Polaków, bezpieczeństwo naszego kraju, ,o zgodę w narodzie, w rodzinie, o miłość, o pomyślność swojej szkoły.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Różaniec do granic parafii

2018-10-16 11:31

Niedziela świdnicka 42/2018, str. III

[ TEMATY ]

Wałbrzych

Różaniec do granic

Adrian Ziątek

Wspólna modlitwa różańcowa

Różaniec jest potężną bronią w walce ze złem. Dlatego w parafii św. Barbary w Wałbrzychu została zorganizowana akcja modlitewna pod hasłem „Różaniec do granic parafii”, której celem jest odnowa duchowa wspólnoty

Pomnij, o Najświętsza Panno Maryjo, że nigdy nie słyszano, abyś opuściła tego, kto się do Ciebie ucieka, Twej pomocy wzywa, Ciebie o przyczynę prosi...”. Nic dodać, nic ująć. Te słowa zaczerpnięte z modlitwy św. Bernarda wskazują jasno, że Maryja nigdy nie opuszcza swoich dzieci, czyli tak naprawdę nas wszystkich, którzy się do Niej uciekamy. Modlitwa za przyczyną Matki Bożej jest najlepszą inwestycją, jaką możemy podjąć w swoim życiu. Bo przecież jak Chrystus może odmówić swojej Matce, która Go o coś prosi? I właśnie taką ufnością ożywieni zanosimy swoje modlitwy pełne próśb, dziękczynienia i przebłagania za przyczyną naszej niebiańskiej Matki.

Bardzo dobrze jest nam znana akcja „Różaniec do granic”, która zapoczątkowana została w Polsce i swoim dobrym efektem można powiedzieć poszerzyła się na cały świat. Widząc ten dobry efekt, wierni z parafii św. Barbary w Wałbrzychu postanowili zaczerpnąć z tej akcji i zrealizować ją w nieco mniejszym zasięgu. Tak właśnie powstał „Różaniec do granic parafii”. Zorganizowanie tej akcji modlitewnej było motywowane modlitwą o odnowę duchową parafii. Nie ma co ukrywać, że Wałbrzych jest miastem, które boryka się ze znacznym problemem braku praktyk religijnych wśród mieszkańców miasta. Według statystyk z ubiegłych lat, do wałbrzyskich kościołów co niedzielę uczęszcza od 9 do 19% wszystkich mieszkańców miasta, co stanowi niezadowalający wynik. Przyczyn może być wiele, począwszy od komunistycznego planu wykrzewienia w mieście religijności i wiary, który do dzisiaj ma swoje efekty, narastającym ubóstwie mieszkańców po zamknięciu kopalń, aż w końcu emigracji wielu mieszkańców za granicę w celu polepszenia warunków niezbędnych do życia.

Widząc potrzebę odnowy duchowej i nawrócenia mieszkańców, parafianie postanowili chwycić za różaniec i wyjść na ulicę, modląc się publicznie w przedstawionych intencjach. Wałbrzyska parafia św. Barbary graniczy z czterema parafiami, tak też spotkania modlitewne u granic odbyły się cztery razy. Akcję rozpoczęto w sobotę 8 września. Tak się złożyło, że był to dzień liturgicznego wspomnienia narodzenia Matki Bożej. Można powiedzieć, to taki prezent dla Matki Bożej. – Kolejna sobota i kolejne spotkanie to również dzień poświęcony Matce Bożej i to tej szczególnej, bo Bolesnej, która patronuje właśnie naszemu miastu – wspomina jeden z parafian. Ostatnie spotkanie modlitewne odbyło się w sobotę 29 września. Były to wspaniałe spotkania modlitewne, które zgromadziły wielu parafian. Z początkiem pojawiały się pewne obawy i różne opinie, które negowały pomysł tej modlitewnej akcji. Jednak Matka Boża najwidoczniej chciała, aby za Jej wstawiennictwem prosić o odnowę duchową i nawrócenie mieszkańców parafii.

Na spotkaniach gromadziło się ok. 30-55 osób, które przykładem żywej wiary, z różańcem w ręku, wśród swoich sąsiadów, znajomych, przejeżdżających obok samochodów, przechodniów patrzących niekiedy z niedowierzaniem prosiło w modlitwie o powrót do Boga i Kościoła tych, którzy wiarę w swoim życiu stracili, a może jej szukają.

CZYTAJ DALEJ

Komunikat gliwickiej Kurii nt. Marcina Zielińskiego

2020-01-21 18:43

[ TEMATY ]

Odnowa w Duchu Świętym

charyzmatycy

Tomasz Rozmus

Kuria w Gliwicach wydała oświadczenie, w którym wyjaśnia dlaczego Biskup Gliwicki podjął decyzję o zmianie prelegenta spotkania modlitewnego zaplanowanego na 23 stycznia w parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Gliwicach, które miał poprowadzić znany charyzmatyk Marcin Zieliński.

Prezentujemy treść komunikatu Kurii:

Mając na uwadze komunikat Kurii Diecezjalnej w Łowiczu z dnia 8 lutego 2019 roku oraz fakt, że niektóre wątki nauczania pana Marcina Zielińskiego budzą wątpliwości natury teologicznej, Biskup Gliwicki podjął decyzję o zmianie prelegenta w ramach spotkania zaplanowanego w Gliwicach w dniu 23 stycznia 2020 roku.

Ks. Sebastian Wiśniewski, Kanclerz Kurii

CZYTAJ DALEJ

Szczera pamięć i brak odpowiedzialności - rozmowa z dr. Piotrem M.A. Cywińskim

2020-01-26 19:17

[ TEMATY ]

Auschwitz

Młody człowiek nie dojrzeje obywatelsko jeśli nie dokona „rytuału przejścia” przez Auschwitz - uważa dr Piotr M.A Cywiński. Dyrektorem Miejsca Pamięci i Muzeum Auschwitz podkreśla w rozmowie z KAI, że pamięć świata o tym, co wydarzyło się w tym miejscu jest szczera, piękna i głęboka ale kompletnie oderwana od dojrzałego poczucia odpowiedzialności. Świadczy o tym na przykład bierność wobec współczesnych masakr, takich jak ludobójstwo na Rohindżach w Mjanmie.

Tomasz Królak (KAI): Co nam mówi Auschwitz dziś, po 75 latach od wyzwolenia obozu i w świecie takim, w jakim żyjemy?

Piotr M.A. Cywiński: - W moim przekonaniu są tu dwa bardzo istotne elementy. Po pierwsze na uroczystości rocznicowe przybędzie około 200 osób. Dziś mają po dziewięćdziesiąt parę lat, i pamiętają obóz widziany oczyma nastolatków. Przyjadą z całego świata. Mamy świadomość, że takiej liczby świadków już nie zgromadzimy, stąd wielka symbolika tego wydarzenia. Program obchodów zrobiony jest absolutnie „wokół” nich.
Politycy, królowie, prezydenci nie będą przemawiać, oczywiście poza słowami powitania ze strony gospodarza kraju czyli prezydenta Polski. Wszystkie pozostałe przemówienia będą wygłaszać ocaleni i to oni, a nie politycy będą siedzieli w pierwszych rzędach. To jest ich czas. To jest moment, kiedy my, wszyscy razem, mamy słuchać tego, co mają nam do powiedzenia. To bardzo ważna sprawa, bo – powiedzmy sobie szczerze – za 10-15 lat nie będzie tej sposobności. Natura jest nieubłagana i tak dużej grupy osób, które przeżyły Auschwitz nie uda się już zgromadzić.
Drugi bardzo ważny aspekt to ten, że świat przyspiesza w kierunku zupełnie nieznanym. Zniknęły jakiekolwiek wielkie analizy. Nikt nie jest w stanie pokusić się o analityczna prognozę tego, co będzie za 5 czy 10 lat. Jeszcze w latach 80. czy 90. było czymś normalnym opracowywanie analiz z perspektywą 20-30 lat, bo w Chinach coś wzrasta, w Afryce spada, rynek ropy będzie kształtował się tak a tak itp.

- Świat był – lub wydawał się być – bardziej przewidywalny.

- Tak, a w tej chwili nic nie da się przewidzieć, począwszy od tego, jak będą wyglądały nasze telefony komórkowe, nie mówiąc o wysokości emerytur jakie będą nam wypłacane za lat 15.
Ludzie czują stres, a w tym stresie wyraźnie widać wzrost tendencji do zamykania się w sobie, apatii, bierności, izolacji od szerszej rzeczywistości. W Europie widać to bardzo wyraźnie na przykładzie Brexitu, podziałów w Hiszpanii, we Włoszech, w Belgii i w szeregu innych miejsc. Dotyczy to zresztą nie tylko Europy. Obserwujemy także wzrost ksenofobii, rasizmu czy antysemityzmu, co bardzo wyraźnie dało o sobie znać w niektórych krajach Europy a także w Stanach Zjednoczonych. Dochodzi do tego kompletna nieumiejętność dostrzegania problemów, które maja miejsce w dzisiejszym świecie. Dwa lata temu wymordowano 50 czy 60 tysięcy Rohindża [chodzi o czystkę etniczną dokonaną przez buddystów na muzułmanach z grupy etnicznej Rohindża, zamieszkujących południowe regiony Mjanmy, dawniejszej Birmy - przyp. KAI], pół miliona uciekło do Bangladeszu i... nic się nie stało. ONZ, które powołano do tego celu, nie było w stanie nazwać rzeczy po imieniu. W najostrzejszym dokumencie, z jesieni sprzed dwóch lat, wyprodukowanym przez Zgromadzenie Ogólne ONZ, najcięższe zdanie półtorastronicowego dokumentu stanowi, że Zgromadzenie jest poważnie zaniepokojone ostatnimi doniesieniami w raportach, które napływają z Mjanmy, a w których da się odczytać poważne naruszenia praw człowieka wobec Rohindża.
Wymordowanie 60 tysięcy ludzi stanowi "poważne naruszenie" ich praw... Nie padło słowo ludobójstwo, chociaż działania wobec tej grupy spełniały wszystkie jego kryteria.
Jesteśmy więc coraz bardziej bierni, apatyczni. Potrafimy się latami kłócić o to, kto miał więcej Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, podliczając ich co do jednostki, natomiast kto dzisiaj się zajmuje podobną pracą ratowania jednostek ludzkich? Mam wrażenie, że coraz mniej ludzi w ogóle o tym myśli.

- Namysł nad wydarzeniami o niepojętej kumulacji zła – jak Auschwitz właśnie – nic więc istocie nie daje?

- Nie wątpię, że pamięć o Auschwitz jest przeżywana autentycznie, szczerze i z prawdziwymi emocjami, podbudowanymi zresztą nauczaniem w szkołach. W programach nauczania wszystkich chyba państw europejskich obecny jest temat Zagłady.

- A jednak nie jesteśmy w stanie zapobiec kolejnym ludobójstwom.

- Albo pomóc tym, którzy płyną przez Morze Śródziemne. Wydaje mi się, że nasza pamięć jest szczera, piękna i głęboka ale kompletnie, oderwana od dojrzałego poczucia odpowiedzialności. Jest po prostu pamięcią dziecinną, emocjonalną.

- Trudno jednak pojąć, dlaczego po wydarzeniach XX wieku, możliwe są kolejne, zorganizowane prześladowania i masakry. Mógłby Pan odpowiedzieć: bo nie żyjemy w raju...

- No, nie. Spójrzmy na ewolucję: kiedy wybuchły rzezie w Rwandzie w 1994 roku, była cała masa głosów potępiających także nas, Europejczyków. Pytano powszechnie: dlaczego ONZ-owskie Błękitne Chełmy nie są w stanie tam nic zrobić.
Wobec sytuacji Rohindża – prawie cisza. Podejrzewam, że gdyby zebrać artykuły z 50 najważniejszych światowych gazet, to antologia tych teksów nie przekroczyłaby 100 może 150 stron.

- Dlaczego? Odzwierciedla to jakiś postępujący zanik zmysłu etycznego polityków i dyktatorów opinii?

- Myślę, że to obrazuje postępująca apatię, zamknięcie się w sobie. A dzieje się to pod wpływem stresu związanego z wielkimi zmianami. Bo zmienia się wszystko i są to zmiany nie tylko kulturowe ale cywilizacyjne. Począwszy od kultury komunikacji, rodziny, stosunku człowieka do wspólnoty, technologii, klimatu. Zmienia się dosłownie wszystko a ludzie czują nawet podskórnie tę niepewność i zaczynają zamykać się w sobie.
Weźmy sytuację Rohindżów, o których wspomniałem czy obecne położenie Ujgurów – milion osób przebywających w obozach tzw. reedukacji w Chinach. I co, nie reagujemy, bo Chiny są potężne i bogate?

- Więc może to nie apatia tylko lęk przed naruszeniem układów biznesowych?

- Według mnie, problem leży gdzie indziej, to znaczy właśnie w tym odcinaniu się od „nie swoich” problemów. I to narasta.
Sytuacja z Rohindżami była dla nas, w Muzeum Pamięci Auschwitz-Birkenau, kubłem zimnej wody. Byliśmy wtedy dumni, że przekroczyliśmy liczbę 2 mln odwiedzających rocznie. I tych dwóch milionów nie słyszeliśmy. To jednak nie jest problem antropologiczny czy filozoficzny, to jest nasz problem zawodowy. Powstaje pytanie: po co poświęcamy na to całe życie? To jest pytanie wielu moich kolegów i koleżanek, w tym przewodników. Przeżywają je bardzo boleśnie, osobiście. Zadawaliśmy sobie pytanie: co jest nie tak? Od tego czasu zastanawiamy się nad różnymi rozwiązaniami. Dyskutujemy zarówno w naszym gronie jak i w podobnych instytucjach pamięci za granicą. Sądzę, że do elementu pamięci żalu, pamięci smutku, pamięci zastanowienia się należy dołączyć element moralnego niepokoju, bo pamięć o przeszłości nie są kluczami do jej zrozumienia....
Dla mnie pewnym problemem jest to, że się zwiedza, zasmuca i nawet się szczerze zapłacze, potem w szoku przez kilka dni nie jest się w stanie opowiadać o tym, co się widziało, po czym obserwując różne rzeczy w telewizji albo się nic nie robi albo, w najlepszym wypadku, stawia się lajka na Facebooku i ma się wrażenie, że zrobiło się swoje. Przepraszam, ale gdyby tak się zachowywali Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata to nikt by nie ocalał.

- Nie gnębi Pana fakt, że zbrodnie dotyczące Auschwitz i innych niemieckich obozów koncentracyjnych, zostały rozliczone w bardzo małym stopniu, że cała masa sprawców nie stanęła przed sądem?

- Oczywiście. W całym systemie obozów niemieckich pracowało około 70 tysięcy SS-manów, 70 tysięcy zbrodniarzy. Przez sądy przeszło 1650 osób, większość została skazana na kilka lat więzienia, nierzadko w zawieszeniu.
Norymberga itd. to były pokazówki dotyczące wierchuszki. Ale weźmy Kambodżę, w których były miliony ofiar: w tej chwili trwają pierwsze procesy czterech czy pięciu osób przed międzynarodowym trybunałem i już widać, że więcej osób przed sądem nie stanie. Wszyscy sprawcy ludobójstwa Ormian w Turcji dożyli spokojnego wieku. Nikt nie rozliczył sprawców Hołodomoru [Wielkiego Głodu; wywołanej sztucznie przez komunistyczne władze ZSRR klęski głodu na Ukrainie w latach 1932-33 - KAI], itd., itd.
Jedyny znany mi przypadek ludobójstwa, które zostało dosyć przykładnie osądzone, dotyczy wypadków w Rwandzie z 1994 r. Skazano kilkadziesiąt tysięcy osób. Dokonano tego siłą rzeczy w sposób uproszczony, bo dążono do tego aby to zrobić a nie zwlekać. Dokonywało się to jednak w procesach, w którym był i zarzut prokuratorski, i adwokacka obrona i osąd niezależnego sędziego, a więc podstawowe elementy sprawiedliwości. Europa mogłaby się przed środkową Afryką schować. Bo tam zrobiono to do bólu, do końca.
Co do próby zrozumienia czym kierowali się SS-mani, to wciąż miotamy się pomiędzy dwoma skrajnościami. Z jednej strony mamy misterium iniquitatis [tajemnica nieprawości – KAI], a z drugiej „banalność zła”. Jest ta cisza Franciszka w Auschwitz z jego wpisem w Księgi pamiątkowej, proszącym Boga o wybaczenie i jest przemówienie Benedykta XVI, w którym pytał kilkakrotnie: „Boże, gdzie Ty byłeś?” „Dlaczego milczałeś?” To są, w moim przekonaniu, zupełnie odmienne perspektywy, inne podejścia. Ta dyskusja będzie trwała bardzo długo.
Jeśli chodzi o Auschwitz, to dysponujemy bardzo nielicznymi dokumentami, które pozwalałyby stworzyć profil psychologiczny SS-mana. Owszem, mamy to w przypadku tych, którzy byli sądzeni trochę głębiej, jak Rudolf Hoess. Można też pokusić się o profil psychologiczny Josefa Mengele, bo zostało trochę więcej dokumentów, może też jeszcze kilku innych. Ale oni bardzo usilnie wszystko palili. Mamy bardzo niewiele listów SS-mańskich.

- No właśnie, jaki efekt przyniósł Pański apel wystosowany trzy lata temu do Niemców i Austriaków o przekazywanie dokumentów, zdjęć, listów od członków załogi Auschwitz?

- Dostaliśmy jeden list. A także informację od kolekcjonerów pamiątek z II wojny światowej o aukcjach czy depozytach z przedmiotami, które mogą nas interesować. I faktycznie, dzięki temu udało nam się przejąć różne rzeczy. Natomiast nie było masowego odzewu.

- Zaskoczyło to Pana?

- Spodziewałem się, że jednak odzew będzie większy, bo jednak nie wierzę, że poginęły całe albumy rodzinne. Mogą poginąć dokumenty, rozumiem, że ktoś pali książeczkę żołnierską. Ale że zginęły pocztówki wysłane do rodziny, która nie jest zagrożona albo, że zaginęły albumy? Członkowie niewielkiego komando więźniarskiego, które pracowało w obozowej ciemni i wywoływało zdjęcia wspominali, że większość to były prywatne fotografie SS-manów, a komando introligatorskie robiło z tych zdjęć całe albumy. Tych zdjęć załoga robiła sporo, muszą gdzieś być. Przez strukturę SS Auschwitz przewinęło się około 9,5 tys. ludzi. Niech co trzeci robi w ciągu tych pięciu lat kilka albumów, to daje ich w sumie tysiące. I miałyby one zniknąć? Kompletnie w to nie wierzę.

- Trudno więc o ten portret psychologiczny.

- Są materiały z sądów, ale sąd to jest teatr. Jest jednostka, która atakuje i ta, która się broni. Materiały sądowe to bardzo trudne dokumenty dla historyka.

- W protokołach z ich przesłuchań najczęstsze zdanie brzmi: Nie przyznaję się do winy.

- Tak oraz: to nie ja, to inni, ja nic nie wiedziałem. Mamy kilkadziesiąt teczek personalnych i dosłownie parę pamiętników członków obozowej załogi. To za mało, żeby stworzyć dobry, mocny profil psychologiczny i stwierdzić na przykład, czy przychodząc tam już byli zwyrodniali, czy też dokonała tego rzeczywistość obozu a może było i tak i tak? To fundamentalnie ważne pytania. Dużo bardziej rozpoznany mamy świat ofiar niż sprawców. To jest groźne, bo antropologicznie świat ofiar, niewinnych ludzi zamordowanych wcześniej czy później, nie niesie ze sobą zagadek; zagadki są po stronie oprawców.

- Dziś Miejsce Pamięci i Muzeum Auschwitz to nie tylko przestrzeń do zwiedzania ale w gruncie rzeczy centrum badawcze.

- Tak, a ponadto mamy centrum edukacyjne w nowej siedzibie, wyposażone w wiele klas i salę amfiteatralną. Jest wydawnictwo, są zbiory i archiwa, prowadzimy działalność wystawienniczą. W tej chwili realizujemy wiele dużych inwestycji, na przykład nowe centrum odwiedzających czy hostel dla wolontariuszy. Jesteśmy dużą instytucją, która na przestrzeni ostatnich lat rozwija się bardzo dynamicznie. 10-12 lat temu mieliśmy pięciu dyplomowanych konserwatorów – dziś ponad 30; w ubiegłym roku było 2,3 mln odwiedzających.
Na przełomie wieków, XX i XXI było wiele głosów, że teraz Europa się pojednała, mamy nowy wiek i nowe generacje więc historia wojny odchodzi w zamierzchłą przeszłość. Nic z tego, kompletna nieprawda. Dzięki mediom oraz bezpośrednim rozmowom, udało się uświadomić decydentom, że młody człowiek nie dojrzeje obywatelsko jeśli nie dokona „rytuału przejścia” przez Auschwitz. Dzisiejsi 16-latkowie za 10 lat będą przecież w najbardziej twórczym okresie swojego życia.

- Czy oświęcimskie Centrum Dialogu i Modlitwy założone przez niemieckiego księdza Manfreda Deselaersa stanowi znaczący punkt odniesienia dla Muzeum?

- Jak najbardziej. Istnieje zresztą sporo instytucji działających wokół Auschwitz, które traktujemy jako instytucje pomocnicze. Jest Międzynarodowy Dom Spotkań Młodzieży, Centrum Żydowskie, oddział Stowarzyszenia Romów w Polsce. To bardzo ważne instytucje.

- Wspomniał Pan o działalności wydawniczej. Nad czym obecnie pracujecie?

- Nad zupełnie nową chronologią obozu, nowym kalendarium. Opracowanie Danuty Czech wydane 30 lat temu jest zapewne w 15-20 proc. dyskusyjne a ponadto nie zawiera wielu faktów, o których wówczas po prostu nie wiedziano, a zostały odkryte i przebadane w międzyczasie.

- A o czym będzie pana kolejna książka, po tych o rampie w Birkenau czy snach więźniów?

- O wnętrzu człowieka, o tym czym żył, jakie miał emocje w środku. A więc o tym wszystkim, o czym nie stanowią daty czy liczby.
***
Piotr Cywiński (ur. 1972) od 2006 r. jest dyrektorem Miejsca Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau. Był m.in. prezesem Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie, prezesem na Europę światowej federacji intelektualistów katolickich Pax Romana.
Jest członkiem Rady Fundacji na rzecz Maximilian-Kolbe-Werk, założonej przez Konferencję Episkopatu Niemiec a także zarządu Stowarzyszenia Miejsce Pamięci Maison d’Izieu we Francji oraz moskiewskiego Stowarzyszenia Memoriał. Jest autorem wielu publikacji dotyczących obozu Auschwitz-Birkenau.
Odznaczony wieloma wysokimi orderami w kraju i za granicą, m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski i francuskim Orderem narodowym Legii Honorowej a ostatnio papieskim krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice (Dla Kościoła i Papieża).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję