Reklama

Wiadomości

Przemoc w walce z „przemocą”

Z pozoru niewinna, słuszna i potrzebna, ustanowiona w 2011 r. w Stambule jako dokument Rady Europy. Polska ratyfikowała ją podpisem prezydenta Bronisława Komorowskiego w kwietniu 2015 r. (zaczęła obowiązywać od 1 sierpnia tegoż roku). Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej ma służyć ochronie ofiar tej przemocy oraz skutecznemu ściganiu i karaniu jej sprawców, a także zwalczaniu szeroko pojętej dyskryminacji wobec kobiet

Niedziela Ogólnopolska 44/2017, str. 38-39

[ TEMATY ]

przemoc

Syda Productions/fotolia.com

Twórcy konwencji stambulskiej wyszli z założenia, że aby doprowadzić do równouprawnienia między kobietami i mężczyznami, trzeba zlikwidować każdy przejaw przemocy ze względu na płeć. Jej krytycy właśnie z tego powodu obawiają się niebezpiecznych nadużyć.

Dokument ten, zaproponowany przez dominujące we współczesnej Europie środowiska lewicowo-liberalne, jest od początku – mimo szczytnych założeń – krytykowany przez opozycyjne środowiska prawicowe, które twierdzą, że ta „konwencja przykryta piękną nazwą” najzwyczajniej wprowadza w błąd, bo w istocie będzie szkodliwa dla przyszłości społeczeństw i narodów.

W Polsce dominujące media przekonywały, że nieratyfikowanie tego dokumentu będzie wręcz równoznaczne z zaniechaniem ochrony kobiet, ze wzrostem przemocy. Tego rodzaju argumenty nagłaśniane mocno w polskiej debacie – najwyraźniej przebijała się w niej propaganda gender, w której szafowano zakłamaniem – doprowadziły poprzedni rząd do jednego z ostatnich jego „sukcesów”, czyli do pospiesznej ratyfikacji tej skrajnie kontrowersyjnej konwencji.

Reklama

W polskiej dyskusji przedratyfikacyjnej nie negowano, oczywiście, pozbawionego refleksji entuzjazmu premier Ewy Kopacz, iż jej drużyna nigdy nie wyrazi „zgody na gwałt, na ograniczanie wolności”, mimo że przecież padały – także ze strony członków rządu PO-PSL – bardzo poważne zastrzeżenia co do istoty konwencji i jej znaczenia dla przyszłości narodu.

Ostrej krytyce poddali ją wtedy przede wszystkim posłowie PiS; dostrzeżono w niej zbyt szeroko uchyloną furtkę dla szerzenia lewackiej ideologii gender. W sejmie Małgorzata Sadurska mówiła np. o niszczącym wpływie wprowadzania w życie założeń konwencji – czyli o forsowaniu sprowadzonej do absurdu równości płci – na wychowanie młodego pokolenia, które będzie wszelkimi sposobami, w majestacie międzynarodowego prawa, poddawane praniu mózgów na rzecz środowisk homoseksualnych.

Ostrzegano, że konwencja stambulska to mistyfikacja, bo pod płaszczykiem pięknych humanistycznych idei w istocie kryje się destrukcja człowieka. Mówiono wprost o przemyślanym „niszczeniu narodu”.

Reklama

Ówczesny kandydat na prezydenta Andrzej Duda apelował do prezydenta Bronisława Komorowskiego o nieratyfikowanie konwencji stambulskiej, gdyż uważał ją za akt jawnie szkodliwy dla Polski. Wszystko na próżno. Dokument ten do dziś obowiązuje, mimo trwających już od ponad 2 lat rządów Zjednoczonej Prawicy. A teraz staje się jeszcze bardziej groźny, ponieważ jego oddziaływanie zostało we wrześniu br. wzmocnione ratyfikacją przez UE.

Konwencja genderowa nie chroni kobiet

Polski Instytut na rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris” od początku drobiazgowo zajmował się analizą treści konwencji stambulskiej, informował o tym, czym tak naprawdę jest ten dokument o zwodniczo pięknym tytule, który, niestety, nie ma nic wspólnego z celami wyłożonymi w jego pierwszych słowach.

W 2014 r. powstał specjalny raport Instytutu „Ordo Iuris”, w którym przedstawiono kompleksową analizę stanu rzeczy, pt. „Czy Polska powinna ratyfikować Konwencję Rady Europy o zapobieganiu i przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej?”. Stwierdzono w nim, w oparciu o konkretne fakty, że gdy chodzi o rozwiązania prawne – czyli np. pomoc prawną, zabezpieczenia kobiet przed przemocą – konwencja stambulska nie wnosi niczego nowego, w niczym nie ulepsza polskich regulacji, ponieważ stosowne zabezpieczenia już od dawna są obecne w polskim porządku prawnym.

– Nietrudno udowodnić, że ten system walki z przemocą wobec kobiet, który mamy w Polsce – mówi dr Joanna Banasiuk, wiceprezes Zarządu Instytutu „Ordo Iuris” – okazuje się najbardziej skuteczny w Europie, a mamy na to dowody w postaci danych pochodzących z Agencji Praw Podstawowych UE, która przebadała w sposób systemowy zjawisko przemocy wobec kobiet w całej Unii.

Z tych właśnie unijnych badań wynika, że to właśnie w Polsce jest najniższy odsetek przemocy wobec kobiet (19 proc. przy średniej unijnej 33 proc.). Paradoksalnie najwyższy poziom tej przemocy odnotowuje się w państwach, które stosują genderowy, rodzajowy sposób pojmowania przemocy, czyli taki, jaki chce się rozpropagować w konwencji stambulskiej. W państwach z długoletnią tradycją genderową wskaźniki przemocy wynoszą nawet 50 proc.

W rezolucji ratyfikacyjnej konwencji stambulskiej przyjętej niedawno przez Parlament Europejski pojawia się niezwykle nowatorski wymysł, tzw. indeks równości rodzajowej, który ma wyrokować o kwalifikowaniu państw pod względem poziomu przemocy związanej z płcią. – Jest on wręcz gloryfikowany – mówi dr Banasiuk – i twierdzi się, że państwa, które mają najwyższy poziom tej równości rodzajowej, najbardziej chronią kobiety. Tymczasem badania pokazują przecież, że jest dokładnie odwrotnie. Te państwa, które mają najwyższy poziom tejże równości rodzajowej (Szwecja, Finlandia, Dania), mają najwyższy wskaźnik przemocy wobec kobiet!

Pseudoprawa i potrzeba stanowczej kontrnarracji

Nie można powiedzieć – zaznacza dr Banasiuk – by w państwach, w których wskaźnik przemocy wobec kobiet jest najwyższy, ta przemoc była inaczej pojmowana lub by pieczołowiciej kwalifikowano zachowania napastników. W badaniach Agencji Praw Podstawowych – o których Parlament Europejski dziś uparcie milczy, gdyż są one dla nowych pomysłów „udoskonalających” Unię po prostu niewygodne – zastosowano bardzo precyzyjną metodologię naukową; pytania zadawane kobietom były bardzo szczegółowe i precyzyjne, np.: Czy ciągnięto panią za włosy? Czy mierzono do pani pistoletem? Czy cięto ostrym przedmiotem?... Pytania zadawane kobietom były we wszystkich państwach członkowskich UE dokładnie takie same.

To właśnie na podstawie zebranych w ten sposób danych okazuje się, że Polska ma najniższy poziom przemocy wobec kobiet w całej UE.

Wobec przyłączenia się Unii Europejskiej do konwencji stambulskiej i prawdopodobnego nasilenia kampanii genderowo-antyprzemocowej warto przypominać – co metodycznie robi Instytut „Ordo Iuris” – że rozwiązania genderowe, które np. w Szwecji obowiązują od kilkudziesięciu lat, są w rzeczywistości kontrskuteczne, zaś wszelkie próby wywierania nacisku na ratyfikację konwencji stambulskiej są sprzeczne z prawem traktatowym UE i pozostają w sprzeczności z porządkami konstytucyjnymi poszczególnych państw.

Należałoby też zwrócić szczególną uwagę na podejmowaną już głosami z Brukseli próbę kreowania pseudoprawa do aborcji, mimo że w żadnym dokumencie rangi europejskiej ani w jakichkolwiek dokumentach o charakterze międzynarodowym, choćby np. w dokumentach ONZ, takie ponadnarodowe prawo nie istnieje. Polska dobrej zmiany także w tych sprawach powinna stosować bardziej stanowczą kontrnarrację.

Dlaczego Polska powinna pilnie wypowiedzieć konwencję stambulską?

Podczas seminarium „Przeciw «przemocy», czy przeciw rodzinie. Dlaczego Polska musi wypowiedzieć konwencję stambulską”, zorganizowanego z inicjatywy Marka Jurka, posła do Parlamentu Europejskiego i prezesa Prawicy Rzeczypospolitej, podano wiele znanych już od dawna powodów oraz ten, który pojawił się dopiero we wrześniu br.

– Gdy do konwencji przystępuje UE, mamy do czynienia z zupełnie nową sytuacją – mówi Marek Jurek – bo teraz to UE będzie pilnować państw, czy realizują jej założenia. A UE zyskuje dodatkowy instrument ingerencji w politykę państw członkowskich. Dostaje dodatkowy element nacisku również w dziedzinach, które do tej pory nie były objęte traktatami.

Można zatem oczekiwać, że lewicowo-liberalnie zaangażowane kierownictwo UE już wkrótce zacznie domagać się bezwzględnego wykonywania zapisów konwencji stambulskiej przez te kraje członkowskie, które już ją ratyfikowały. Wraz z ratyfikacją Unia zyskuje nowe kompetencje, może np. nadzorować wykonanie art. 14 konwencji, który zobowiązuje do wykonywania jej założeń na terenach szkół, może wymagać obowiązku wpajania dzieciom tzw. niestereotypowych ról społeczno-kulturowych oraz pogardy wobec tradycyjnej rodziny i jej lekceważenia.

Bez wątpienia mamy tu do czynienia z zagrożeniem wolności, zagrożeniem swobody wychowywania dzieci. Sama konwencja niejako z góry zakłada i uprawomocnia tego rodzaju zagrożenia i w art. 4 asekuruje się: „Koniecznych środków, które będą używane do wykonywania tej konwencji, nie można traktować jako dyskryminację”. W tej pokrętności mamy całkiem realną groźbę. Cała konwencja dopiero wraz z jej ratyfikowaniem przez UE – choćby tylko w zakresie ograniczonym do koordynacji polityk wymiaru sprawiedliwości, jak to zapisano w dokumencie ratyfikacyjnym – nabiera naprawdę groźnej realności, a zapowiada dalszą destabilizację i ogólny zamęt w europejskich głowach.

UE interpretuje przepisy konwencji stambulskiej do bólu konkretnie. W art. 4 rezolucji ratyfikacyjnej mówi się wprost, że odmowa zapewnienia legalnej aborcji stanowi formę przemocy wobec kobiet i dziewcząt. W tym samym art. 4 wzywa się wszystkie państwa członkowskie do zagwarantowania legalnej aborcji. Francuska współsprawozdawczyni dokumentu ratyfikacyjnego Christine Revault D’Allonnes Bonnefoy po uchwaleniu rezolucji z radością oświadczyła: „Teraz można już uznać, że aborcja stała się prawem na skalę europejską”.

Co dalej?

Większość państw Europy (aż 20!) nie ratyfikowała konwencji stambulskiej, w tym większość krajów Europy Środkowej, od Bułgarii po Estonię. Polska za sprawą poprzedniego rządu znalazła się w nadgorliwej mniejszości.

Teraz, jak mówi eurodeputowany Marek Jurek, stoimy w godzinie prawdy. Nietrudno przewidzieć, pod jaką presją znajdą się te państwa unijne, które oparły się ratyfikacji dokumentu, ponieważ odważyły się uznać ją za niekorzystną dla własnych narodów.

Po ratyfikacji konwencji stambulskiej przez Parlament Europejski europoseł Jurek zaapelował do polskiego rządu, aby jak najszybciej podjęto prace nad jej wypowiedzeniem przez Polskę. I co ważne, żeby natychmiast zawiadomić o tym właśnie państwa, które jej nie ratyfikowały. To powiadomienie byłoby, jego zdaniem, ważnym gestem solidarności i wzmocnieniem tychże państw wobec nacisków, których wkrótce mogą się spodziewać ze strony Brukseli.

Marek Jurek, wspierany przez szerokie środowiska prawicowe, proponuje ponadto szczególne wzmocnienie głosu tych właśnie państw i przywrócenie równowagi w debacie europejskiej poprzez wspólną propozycję Konwencji Praw Rodziny. Najwyższa pora – mówi eurodeputowany – żeby Polska zaproponowała państwom podobnie myślącym, lecz niedopuszczanym do głosu w europejskiej debacie, podjęcie prac nad taką konwencją. Podstawą Konwencji Praw Rodziny powinny być założenia Karty Praw Rodziny zaproponowanej państwom oraz organizacjom międzynarodowym przez Jana Pawła II prawie 30 lat temu.

Powstanie takiej konwencji uruchomiłoby międzynarodowy proces wsparcia każdego państwa, które chce chronić swe rodziny i możliwość wychowywania następnych pokoleń według swojej woli i sprawdzonych tradycji. Zamiana konwencji stambulskiej na Konwencję Praw Rodziny nawet tylko w wymiarze regionalnym byłaby fundamentalnie dobrą zmianą.

2017-10-25 10:35

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zgwałcone, pobite i okradzione zakonnice w Ugandzie

2020-07-14 18:28

[ TEMATY ]

przemoc

zakonnica

Afryka

zakonnice

Archiwum autora

Nieznani sprawcy dokonali bestialskiego napadu na klasztor sióstr Córek Maryi (Bannabikira) niedaleko stolicy Ugandy, Kampali. Pobili i zgwałcili niektóre z 50 zakonnic, a także zabrali pieniądze i cenniejsze przedmioty takie jak zegarki, laptopy i telefony.

Na teren klasztoru bandyci dostali się przeskakując ogrodzenie. Udało im się odłączyć kamery ochrony i zniszczyć twarde dyski, na których przechowywane były nagrania. Następnie szli od pokoju do pokoju, żądając pieniędzy i kosztowności.

„Nie miałyśmy szans obrony, wszystkie spałyśmy, kiedy się pojawili. Żądali pieniędzy. Wściekali się i bili nas, gdy mówiłyśmy, że prawie niczego nie mamy” – opowiada jedna z ofiar, s. Sylivia Namulondo.

Na atak zareagował prezydent Ugandy. Yoweri Museveni zlecił służbom porządkowym wszczęcie dokładnego śledztwa, aby ustalić, kto stał za brutalnym napadem. Policja dzień i noc pilnuje klasztoru, aby zapobiec przyszłym atakom.

Siostry Córki Maryi prowadzą w Ugandzie szkoły, gospodarstwo mleczarskie, fabrykę świec, piekarnię i stawy rybne. Produkują również szaty liturgiczne. Są pierwszym żeńskim zgromadzeniem zakonnym, jakie powstało w tym kraju.

CZYTAJ DALEJ

Chrześcijaństwo jest wymagające

2020-08-05 07:20

Niedziela Ogólnopolska 32/2020, str. 14-15

[ TEMATY ]

chrześcijaństwo

chrześcinie

Karol Porwich

Bycie chrześcijaninem nigdy nie było i nie jest łatwe. Ono wciąż zobowiązuje i stawia przed nami nowe wyzwania. Dzisiaj, podobnie jak w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, wiara wymaga od nas odwagi w jej wyznawaniu i dzieleniu się nią z innymi.

Trudno być wyznawcą Chrystusa, gdy widzi się przed sobą katowski nóż islamskiego bojownika, ale również niełatwo żyć po chrześcijańsku, gdy ma się przed oczami kolorowe billboardy, perspektywy doczesnych sukcesów i niezmierzone bogactwo rozrywki oddalone o kilka kliknięć myszką. Te dwa światy wydają się bardzo odległe, w rzeczywistości jednak powoduje to, że każdy chrześcijanin staje przed tym samym wyzwaniem: stawiać Boga na pierwszym miejscu. Świadectwo wiary jest zadaniem dla wszystkich chrześcijan.

Własne wyobrażenie wiary

To nie jest tak, że nagle bycie chrześcijaninem stało się dziś trudniejsze; że zaczęło wymagać podjęcia spraw, którymi dawniej chrześcijanie nie musieli się zajmować, czy rozwiązywania dylematów, których nie mieli nasi ojcowie. To raczej kwestia tego, że dzisiaj człowiek z dużą łatwością odrzuca odpowiedzialność za swoje życie przed Bogiem. Współczesny człowiek jest przekonany, że wszystko zależy od jego subiektywnej oceny. Posunięty do skrajnych konsekwencji indywidualizm lansuje ideę, według której każdy staje wobec własnej prawdy, a to prowadzi do zaprzeczenia właściwego obrazu prawdziwego Boga.

Wielu chrześcijan deklaruje się jako wierzący, ale żyje na sposób pogański. Tacy chrześcijanie są święcie przekonani, że to jest „właściwe” życie po Bożemu. Dlaczego? Ponieważ mają oni własne wyobrażenie wiary i po swojemu ją przeżywają. Są chrześcijanami, ale zachowują swoje własne nawyki, sposób myślenia, swoje obyczaje. Swoje bycie wierzącymi oceniają tak, jak ocenia je świat, mierzą taką samą miarą, jak mierzy świat. A przecież punkt widzenia świata jest zupełnie przeciwny punktowi widzenia Chrystusa. Miara świata jest zupełnie inna niż miara Chrystusowa.

Nie można być chrześcijaninem i jednocześnie uważać życie za nieszczęśliwy los, a życiowe przeciwności za zły urok. Nie można być chrześcijaninem i jednocześnie uważać chorobę za przekleństwo. Nie można być chrześcijaninem i jednocześnie uważać, że wszystko w moim życiu zależy ode mnie. Nie można być chrześcijaninem, a drugiego człowieka uważać za śmiecia, za środek produkcji lub przyjemności. Nie można być chrześcijaninem, gdy traktuje się przykazania Boże i naukę Kościoła jak kulę u nogi. Bycie chrześcijaninem zobowiązuje, bo chrześcijaństwo jest wymagające!

Świat zniewala, a Chrystus wyzwala

Chrześcijaństwo jest jak nowe, młode wino, które stale fermentuje. „Nikt nie wlewa młodego wina do starych worków skórzanych. (...) Młode wino wlewa się do młodych worków skórzanych!” (Mk 2, 22) – uczy Jezus. Kto zamyka chrześcijaństwo w ciasne ramki ludzkich poglądów czy przyzwyczajeń, wtedy staje się ono dla niego uciążliwe, staje się nieznośne. Bycie chrześcijaninem to nie jest sprawa rodzinnej tradycji, uczuć, ale sprawa przekonania, sprawa traktowania, inaczej niż inni, danego ci w prezencie życia. Postacie świata i chrześcijaństwa są nie do pogodzenia. Świat opiera się na egoizmie, a Chrystus na altruizmie; świat jest zachłanny, natomiast Chrystus wielkoduszny; świat jest naładowany zmysłowością, tymczasem Chrystus jest opromieniony czystością; świat jest przykładem pychy, za to Chrystus jest przykładem pokory; świat jest uzbrojony w przemoc, a Chrystus w cierpliwość; świat zniewala, natomiast Chrystus wyzwala; świat jest robaczywy na skutek dziedzictwa grzechu pierworodnego, tymczasem Chrystus jest wzorem nowego, młodego, pełnego świeżości człowieka.

Nie można pogodzić skarlałego życia ze zdrowym wzrostem. Nie można chrześcijaństwa wcisnąć w ramy tego świata, tak jak orła nie można zamknąć w klatce. Orzeł albo ją rozwali, albo zginie. Albo chrześcijaństwo ustrzeże się światowej trucizny, albo świat zagłuszy chrześcijaństwo, bo jak dziś widzimy, taki ma cel. „Świat będzie was nienawidził – mówił już św. Augustyn w V wieku. – Świat niszczy, ale nie zniszczy, walczy, ale nie zwalczy. Przeciw żołnierzom Chrystusa wysyła dwie armie: schlebia, aby zwieść, trwoży, aby załamać”.

Zazdroszczę tym, którzy wierzą

Być chrześcijaninem znaczy przyznawać się do Chrystusa, który powiedział o sobie: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem” (J 14, 6). „Przyznając się do Chrystusa – powiedział św. Jan Paweł II w 1984 r. do młodzieży szwajcarskiej – przekonacie się, że prawda was wyzwala (...). Przyznając się do Chrystusa, macie udział w życiu, które zwyciężyło wszelką beznadziejność i zwątpienie, a nawet śmierć. (...) Chrystus jest jedyną drogą alternatywną wobec licznych błędnych dróg tego naszego świata”.

Oriana Fallaci, włoska dziennikarka i pisarka, deklarująca się jako „chrześcijańska ateistka”, napisała: „Chrześcijaństwo jest doprawdy wyzwaniem nie do odparcia, imponującym zakładem człowieka ze sobą samym, zazdroszczę tym, którzy wierzą”.

Wiara przeżywana, wyznawana i praktykowana pomaga człowiekowi żyć, radować się i cierpieć. Wiara jest podstawą, trwałym gruntem prawdziwej rzeczywistości, na którym można oprzeć całe swoje życie.

CZYTAJ DALEJ

Białoruś: Kolejne informacje o protestach w zakładach, ludzie wychodzą na ulice

2020-08-13 13:10

[ TEMATY ]

Białoruś

Aleksandr Łukaszenka

PAP/EPA/YAUHEN YERCHAK

Napływają informacje o protestach pracowników zakładów w Żodzinie, Grodnie i innych miastach Białorusi – podają media niezależne oraz sieci społecznościowe. Ludzie w Mińsku wyszli na ulice.

Główną arterią Mińska idzie marsz kobiet, ludzie wychodzą na ulice w różnych częściach miasta. Na razie są to grupy od kilkudziesięciu do kilkuset osób.

„Dymisja władz państwa, zaprzestanie przemocy, uwolnienie więźniów politycznych, przeprowadzenie ponownych uczciwych wyborów” – to według relacji niezależnej Naszej Niwy żądania protestujących pracowników zakładów samochodowych Biełaz przedstawione burmistrzowi Żodzina.

W internecie pojawiły się informacje o protestach w zakładach Grodno-Azot, Grodnożiłstroj, Terrazit, na Rynku Lidzkim, w zakładach Biełmiedprieparaty.

Protestują pracownicy Filharmonii Państwowej, którzy w czwartek przed budynkiem filharmonii odśpiewali chórem pieśń „Mohutny Boża” (Boże Wszechmogący). Na ulice wyszli pracownicy szpitala nr 1 i nr 6 w Mińsku.

Sieci społecznościowe są pełne zdjęć i nagrań z różnych miejsc Mińska, gdzie gromadzą się ludzie. W niektórych punktach są to kobiety z kwiatami, gdzie indziej mieszkańcy tworzą łańcuchy solidarności.

Czwartek jest pierwszym dniem, kiedy protesty rozpoczęły się na Białorusi już od godzin porannych.

Protesty przeciwko sfałszowaniu wyborów trwają od niedzieli. Zatrzymano już, w tym w wielu przypadkach – brutalnie, blisko 7 tys. osób. (PAP)

just/ kar/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję