Reklama

Jestem spokojny i gotowy na śmierć

O. Anastazy Jakub Pankiewicz OFM

2017-12-27 11:10

Oprac. S. Justyna Kałwa, antoniaka
Edycja łódzka 53/2017, str. IV

Archiwum
Bł. o. Anastazy Jakub Pankiewicz

Jakub Pankiewicz urodził się 9 lipca 1882 r. we wsi Nowotaniec w dawnym powiecie sanockim w wielodzietnej rodzinie rolniczej. Do gimnazjum uczęszczał w Sanoku i we Lwowie (1896-1899).

1 lutego 1900 r. jako siedemnastolatek wstąpił do Zakonu Braci Mniejszych w zjednoczonej prowincji bernardyńsko-reformackiej. W święto Ofiarowania Pańskiego 1901 r. złożył pierwsze śluby, a 24 lutego 1904 r. profesję uroczystą. Święcenia kapłańskie przyjął 1 lipca 1906 r.

Na pierwszą placówkę skierowano go do klasztoru w Wieliczce, gdzie pracował jako kaznodzieja zwyczajny i spowiednik. Kilka miesięcy pracował też w sanktuarium Matki Bożej Świętorodzinnej w Miedniewicach. W latach 1908-1911 mieszkał we Włocławku jako magister nowicjatu, był także magistrem kleryków w seminarium we Lwowie. Od 1914 r. był administratorem parafii w Dżurkowie k. Kołomyi, w czasie działań wojennych przebywał przeważnie na Węgrzech jako duszpasterz wojskowy i polonijny.

Reklama

Po wojnie (w latach 1919-1930 r.) o. Anastazy był gwardianem macierzystego klasztoru w Krakowie, kierując w tym czasie remontem kościoła. Angażował się też w pracę kaznodziejsko-duszpasterską, wyjeżdżał do parafii jako misjonarz i rekolekcjonista. Pasją o. Anastazego była praca wychowawcza wśród młodzieży, dlatego w okresie swojego przełożeństwa w Krakowie rozpoczął starania o budowę zakonnego zakładu wychowawczego w Przegorzałach. Nie udało się, ale trudności nie zniechęciły go i nie powstrzymały przed realizacją swoich pragnień.

Nauka i wychowanie

Znając Łódź z wcześniejszych pobytów, o. Pankiewicz zdecydował się na stworzenie tutaj ośrodka religijno-oświatowego. W 1930 r. uzyskał zgodę i poparcie bp. Wincentego Tymienieckiego, ordynariusza diecezji łódzkiej, na kupno w Łodzi, w dzielnicy Doły, ośmiohektarowej parceli z małym domkiem. Teren ten zamierzał wykorzystać pod budowę prowizorycznego kościoła, a następnie dużego gmachu na szkołę i klasztor. W przyszłości planował wybudować duży kościół (na 4 tys. osób) pod wezwaniem bł. Władysława z Gielniowa. Miały też powstać ogrody i boiska.

Już w 1932 r. erygowano tutaj dom zakonny i wybudowano kościół pw. św. Elżbiety Węgierskiej. W 1936 r., po uroczystym poświęceniu kamienia węgielnego, o. Anastazy przystąpił do budowy szkoły, a z początkiem września 1937 r. przyjęło pierwszych uczniów do Prywatnego Gimnazjum Męskiego pw. św. Antoniego Ojców Bernardynów. W pierwszym roku nauki otwarto cztery klasy pierwsze. W 1938 r. gmach powiększył się o dobudowaną salę gimnastyczną wyposażoną w potrzebne przyrządy i urządzenia dla szkolnego teatru. Obok zajęć dydaktycznych działało harcerstwo i Sodalicja Mariańska, organizowano także różne imprezy kulturalne. W 1939 r. naukę w szkole podjęło ponad 200 uczniów. Ojcu Anastazemu bardzo zależało, by w szkole nie tylko nauka była na dobrym poziomie, ale też wychowanie młodzieży: katolickie i patriotyczne.

Podziwiany i kochany

O. Anastazy zapamiętany został jako niezmordowany i gorliwy duszpasterz oraz wierny syn św. Franciszka z Asyżu. Ludzie przychodzili z daleka, by go słuchać, był szanowany, podziwiany i kochany. Działania II wojny światowej uniemożliwiły dalszy rozwój ośrodka. Klasztor i gimnazjum zajęli Niemcy, kościół przeznaczono na garaże i stajnie. Pomimo niebezpieczeństwa aresztowania o. Anastazy pozostał na miejscu, zamieszkał na pobliskim cmentarzu i tam w miarę możliwości kontynuował posługę duszpasterską. Otrzymał pozwolenie na odprawianie w kaplicy cmentarnej dla wiernych Mszy św. w niedzielę. Duszpasterzował jawnie, ale dyskretnie.

Dachau

1 kwietnia 1940 r. został aresztowany, ale po dwóch tygodniach zwolniony. Powtórnie aresztowany 6 października 1941 r. w ramach akcji aresztowań księży z tzw. regionu Wartegau. O. Anastazy został przewieziony do obozu koncentracyjnego w Konstantynowie Łódzkim, a 30 października 1941 r. trafił wraz z księżmi łódzkimi do obozu koncentracyjnego w Dachau.

Wyniszczające warunki życia obozowego: jedenastogodzinna praca na plantacjach bez względu na pogodę, brak dostatecznego wyżywienia, szykany fizyczne i moralne sprawiły, że 18 maja 1942 r. został wciągnięty na listę „inwalidów”. Powiedział wówczas: „Niech się dzieje wola Boża”. 20 maja 1942 r. o. Anastazy znalazł się w wypełnionym skazańcami ciężarowym aucie przystosowanym do uśmiercenia spalinami. Kiedy znalazł się w środku i usiłował pomóc przy wsiadaniu ostatniemu więźniowi, zatrzaśnięto właz, który obciął ojcu obie ręce. W transporcie inwalidów opuścił Dachau; w Hartheim k. Lintzu wszystkich uduszono gazem spalinowym. Współwięźniowie, którzy ocaleli, wspominali jego wewnętrzny spokój i podnoszenie innych na duchu. Te cechy jego osobowości najbardziej zapamiętali. W dniu śmierci wyspowiadał się u łódzkiego współwięźnia ks. Stefana Stępnia i ze spokojem wyznał: „Jestem spokojny i gotowy na śmierć”.

Jego postawa w latach okupacji potwierdziła, że był człowiekiem wielkiej wiary: odważnym, wielkodusznym, obowiązkowym i świadomym swego zakonnego oraz kapłańskiego powołania. Ojciec Święty Jan Paweł II beatyfikował o. Anastazego Pankiewicza 13 czerwca 1999 r. w Warszawie w gronie 108. męczenników II wojny światowej.

To, co przetrwało

Dzieło błogosławionego kontynuują na „górce” przy ul. Bł. O. A. Pankiewicza 15 Ojcowie Bernardyni, prowadząc szkoły jego imienia: podstawową, gimnazjum i liceum. Jego dziełem jest też Zgromadzenie Zakonne Sióstr Antonianek od Chrystusa Króla, które zostało zatwierdzone przez Kościół łódzki 22 grudnia 1959 r., przyjmując za cel szczegółowy obronę życia nienarodzonych dzieci. Obecnie siostry służą Bogu i Kościołowi, prowadząc Dom Samotnej Matki im. Stanisławy Leszczyńskiej w Łodzi przy ul. Broniewskiego 1a oraz mieszkania chronione przy ul. Janosika 141. Od dwóch lat siostry przebywają w Madonie na Łotwie, gdzie poznają język i kulturę kraju, służą w miejscowej parafii i przygotowują się do podjęcia pracy w domu dla samotnych matek. Służba życiu sióstr wyraża się przez krzewienie dzieła duchowej adopcji dziecka poczętego, a także modlitwy i ofiary składane w tej intencji.

Tagi:
sylwetka zakonnik

Reklama

Na straży nowokorczyńskiej pamięci

2019-04-10 10:28

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 15/2019, str. IV

Ligia Płonka od lat niestrudzenie stoi na straży lokalnego dziedzictwa Nowego Korczyna – a jest to spuścizna szacowna, głęboko sięgająca w średniowiecze, powiązana z postaciami świętych i królów ważnych dla Polski. Pedagog, po trosze historyk i kulturoznawca, przewodnik turystyczny i animator, współpracuje z młodzieżą, pisze projekty aktywizujące uczniów i starszych mieszkańców, zakłada drużyny zuchowe, oprowadza wycieczki i fascynuje się św. Kingą. Takie osoby jak Ligia Płonka to skarb dla lokalnego dziedzictwa.

Archiwum prywatne
Z harcerstwa się nie wyrasta. Ligia Płonka w środku grupy

Pochodząca z ziemi częstochowskiej, licznymi więzami, np. z czasów studenckich, związana z Krakowem (Uniwersytet Pedagogiczny) tutaj w Nowym Korczynie założyła rodzinę i znalazła pole do ciekawej wielostronnej aktywności. Czy oryginalne imię: Ligia, to motyw z Sienkiewiczowskiego „Quo Vadis?” Tego nie wie, ale jako dziecko z powodu dziwnie brzmiącego imienia wylała niejedną łzę… Pracowała w przedszkolu, w SP w Nowym Korczynie, a od 1984 r. w szkole jako nauczyciel nauczania początkowego, wreszcie w Winiarach w Placówce Opiekuńczo-Wychowawczej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego (1997 – 2012) , którą także kierowała. Mieszka w urokliwych Winiarach Dolnych i pełną aktywnością wypełnia czas emerytury, którego gros pochłania jej Punkt Informacji Turystycznej przy Miejsko-Gminnym Ośrodku w Nowym Korczynie, którym kieruje Bogumiła Zawada. Pracy społecznej nauczyło ją życie, narzędzia z zakresu pomocy społecznej uzyskała na dodatkowych studiach w Kielcach. I jest także członkiem aktywnego Towarzystwa Przyjaciół Archiwum Diecezjalnego im bł. Wincentego Kadłubka, a tam pod kierunkiem ks. dr. Andrzeja Kwaśniewskiego pracy i kierunków do rozwoju jest w bród.

Pasja przewodnicka

Zabytkami ziemi korczyńskiej i w ogóle świętokrzyskiej pasjonowała się i zajmowała od dawna, ale historyczne zainteresowania spolaryzowało samokształcenie i odbyte kursy: kurs przewodnicki ze Stowarzyszenia Szlak Jagielloński, kurs Przewodników po Diecezji Kieleckiej, każdy z nich to trzy lata nauki i wielu egzaminów. Jako przewodnik występuje także z ramienia Towarzystwa Miłośników Ziemi Korczyńskiej, którym kieruje i które skupia 68 członków. Wśród wycieczek w 2018 r. organizowanych przez PIT Ligia Płonka wiele zrealizowała samodzielnie, przyjęła np. 3 duże grupy z Izraela, oprowadzała seniorów z Gdańska, nauczycieli z Czernichowa, Duszpasterstwo Rodzin z Żywca-Zdroju, młodzież z Kęt itd. Współorganizowała dla mieszkańców wycieczki do Krakowa i Warszawy, ale i sama zorganizowała do Solca – Zdroju, Chmielnika, Pacanowa, Wiślicy, czy Szczaworyża.

Pieczołowicie opracowuje i na bieżąco uzupełnia informacje, o tym, co ważne dla okolicy. Obszarem jej zainteresowania pozostają niezmiennie trzy nowokorczyńskie kościoły: św. Stanisława, Świętej Trójcy, św. Mikołaja, Dom Długosza, synagoga i historia społeczności żydowskiej, Cmentarz Ruski, zamek nowokorczyński, dworek w Winiarach, kopiec w Uciskowie, Cmentarz Legionowy w Czarkowach, bazylika Męki Pańskiej w Pacanowie, groby żołnierzy AK; i życiorysy – m.in. św. Kingi, bł. Salomei, św. Stanisława ze Szczepanowa, św. Walentego. Opracowała również biografie artystów i społeczników ziemi nowokorczyńskiej: Jana Wielgusa, Edwina Juszczyka, Mariana Czai, Władysławy Leżoń i in. Przygotowała regulaminy i konkursy na wydarzenia, np.: historyczny o Nowym Korczynie, recytatorski, literacki, plastyczny, jako współorganizator uczestniczyła w ogromnej (nie do wymienienia) liczbie wydarzeń (jak choćby Europejskie Dni Dziedzictwa, 760-lecie lokacji Nowego Miasta Korczyna, Dni Seniora, opłatki, święcone itd.). Pisze do gazet lokalnych, wykonuje zdjęcia, prowadzi Facebooka. A jeszcze pikniki historyczne, Msze św. plenerowe na okolicznych cmentarzach (to obszar pamięci o czynie legionowym).

A co pokazuje najchętniej tutaj, u siebie? Wspaniałe kościoły, pięknie zrewitalizowany rynek, Dom Długosza, zabezpieczone ruiny wspaniałej niegdyś synagogi, wreszcie pamiątki po św. Kindze.

Początki Kingonaliów

Nowe Miasto Korczyn założone zostało w 1258 r. przez Bolesława Wstydliwego. Z Nowym Korczynem związana była św. Kinga, która wraz ze swoim małżonkiem przebywała tu na zamku, założyła klasztor franciszkański i ufundowała kościół pod wezwaniem św. Stanisława. Miejscem jej kultu w Nowym Korczynie jest źródełko zwane „Kunegundą”, z którego woda miała mieć właściwości lecznicze, a ludzie pielgrzymowali tutaj z najdalszych regionów Polski i z Litwy. Grupa pasjonatów – osób świeckich i księży, chciała przywrócić pamięć o św. Kindze, a pierwszym ku temu krokiem były bodaj Kingonalia, zaś za ostatni akord można uznać ustanowienie przez bp. Jana Piotrowskiego sanktuarium św. Kingi, w co bardzo zaangażowali się b. proboszcz ks. Grzegorz Kowalik i ks. Andrzej Kwaśniewski. Pracę poprzednika kontynuuje obecny kustosz sanktuarium – ks. Paweł Majewski.

Dużym wsparciem jest ks. dziekan, Marek Małczęć. Jest to proboszcz parafii pw. św. Mikołaja w Starym Korczynie, jednej z najstarszych parafii w diecezji kieleckiej, do której należy Ligia Płonka. Współpracuje z proboszczem przy wielu uroczystościach.

Ligia Płonka była m. in. inicjatorką tych pierwszych lipcowych Kingonaliów w 1996 r. To obecnie wydarzenie cykliczne o charakterze wojewódzkim, z częścią religijną i artystyczną, z rekonstrukcją historyczną. Z czasem Kingonaliom zaczęła towarzyszyć pielgrzymka diecezjalna do św. Kingi, którą prowadzi biskup kielecki. – W tym roku będzie to piąta jubileuszowa pielgrzymka – zapowiada Ligia Płonka. – Zawsze przy organizacji zapraszamy do współpracy Radę Parafialną, Dom Kultury, Stowarzyszenie KG „Korczynian nad Nidą”, Straż, Policję, Służbę Zdrowia, przewodników z Kielc i z Buska – Zdroju. – wyjaśnia. – Św. Kinga jest patronką samorządowców, stąd samorządy są licznie reprezentowane, jest zawsze bardzo uroczysta Msza św. odpustowa, odbywają się procesje, w tym ta znana z różami, nasza młodzież opowiada historię źródełka, mieszkańcy dekorują domy, pięknie wyglądają ulice, w tym ul. św. Kingi – opowiada p. Ligia. Na rynku, po którym Święta niegdyś spacerowała – bogactwo wystaw, konkursy historyczne, wystawy, degustacja regionalnych potraw, inscenizacja historyczna w wykonaniu miejscowej młodzieży szkolnej. Słowem, wielkie święto ze św. Kingą w roli głównej. Ligia Płonka do tego dorocznego wydarzenia angażuje młodzież. – Robimy wcześniej ćwiczenia w oprowadzaniu, młodzież pomaga, tzn. przy kościele Trójcy Świętej, św. Stanisława, przy Domu Długosza, czy synagodze.

Harcerka od urodzenia

Za taką się uważa; harcerstwo ukierunkowało ją prospołecznie, zahartowało, nauczyło pracy z młodzieżą, wyruszania w teren. Potem sama pracując w szkole prowadziła a to drużynę zuchową, a to harcerską; w domu dziecka w Winiarach wraz drużyną nastawioną bardzo patriotycznie –, z wychowankami harcerzami porządkowała cmentarz w Czarkowach, czy groby w Starym Korczynie. Organizowała uroczyste obchody Święta Niepodległości. – Ostatnio w szkole wspólnie z nauczycielami, przy wsparciu dyrekcji: Barbary Karnawalskiej, Małgorzaty Stefanskiej i Komendy Hufca ZHP w Busku- -Zdroju, utworzyliśmy Gromadę Zuchową „Leśne Duszki”, liczy ona 19 dzieciaków. Burmistrz – Paweł Zagaja – zakupił stroje, już udało się zorganizować biwak, a w marcu wziąć udział w rajdzie na Grochowiska, gdzie była rekonstrukcja wielkiej bitwy z powstania styczniowego, w 156. rocznicę – opowiada Ligia Płonka.

Pomaga wyrównywać szansę

Pedagogiem się jest, z tego się nie wyrasta, odpowiedzialność za młode pokolenie – o tym nie wolno zapomnieć. Siedzimy w przytulnym Punkcie Informacji Turystycznej – oczko w głowie Ligii, wśród map, folderów, ulotek, publikacji, pamiątek. Rozmowę przerywa nam – bardzo grzecznie i uprzejmie – grupka młodych chłopców – pytają, czy jutro aktualny ten wyjazd po komputery? Wspólnie ustalają o której, z kim, pozwolenia. – Projekt „Z korczyńskiej chaty” programu Równać Szanse 2018 Polsko-Amerykańskiej Fundacji Dzieci i Młodzieży, przeznaczony dla obszarów do 20 tys. mieszkańców, jest bardzo przydatny. Ja im w tym pomagam, jestem koordynatorem, włącza się Towarzystwo Miłośników Ziemi Korczyńskiej – wyjaśnia L. Płonka – To bardzo rozwija, uczy oceny potrzeb, pisania projektów. Już kupowaliśmy laptopy, drukarkę, do tego jest dużo ciekawych gadżetów do pozyskania – dodaje. Ale najważniejsze jest to, że rozwija w młodych zaangażowanie w sprawy regionu i wzmacnia poczucie dumy ze swojego miejsca urodzenia. To już czwarta edycja tego projektu. Wcześniej w ramach tegoż projektowego przedsięwzięcia razem z młodzieżą organizowaliśmy spotkania przy synagodze. – Mam jeszcze w planie wystawę ze starych przedmiotów, które już gromadzimy, typu maselniczki, beczki, kołowrotki, będą one opisane i porównane do współczesnych. Jako TMZK mamy umowę użyczenia dotyczącą budynku organistówki i prawdopodobnie w sierpniu uda się pokazać tę wystawę – mówi.

Współpracuje także ze Świętokrzyskim Bankiem Żywności w organizowaniu zbiórek żywności dla potrzebujących, jest wiceprzewodniczącą Gminnego Zespołu Interdyscyplinarnego ds. Przemocy w Rodzinie, odbywała wciąż nowe szkolenia, nieobca jej praca w licznych stowarzyszeniach.

No i chciałaby wydać drukiem regionalne wiersze, zorganizować w lipcu plener malarski; cicha nadzieja na pozyskanie dotacji na historyczny remont Domu Długosza, w którym uczył się historyk, łączy się z już gotową koncepcją zagospodarowania tego wyjątkowego miejsca; wreszcie – dobrze byłoby ocalić kolejne figury przydrożne – św. Mikołaja i św. Jana Nepomucena.

Lubię być w działaniu, z ludźmi – mówi skromnie i po prostu. Prywatnie? Jest dumna z dzieci (córka księgowa, syn nauczyciel, obydwoje w Krakowie) oraz z pięcioklasisty – wnuka Alana i licznych przyjaciół. Pasjonują ją podróże, turystyka, literatura, filmy. I kto uważa, że na emeryturze bywa nudno, nieproduktywnie? Życie zaczyna się po sześćdziesiątce.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dyrektor ISKK: wyraźnie rośnie grupa młodzieży deklarującej się jako niewierząca

2019-06-07 09:29

lk / Warszawa (KAI)

Dzisiejsza młodzież względem tej z końca minionego stulecia jest znacznie mniej religijna. Wyraźnie rośnie grupa, która deklaruje się jako niewierząca i niepraktykująca. Stanowi ona już niemal 1/3 całej młodzieży – zauważa ks. dr Wojciech Sadłoń, dyrektor Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, komentując dla KAI najnowsze wyniki badań religijności polskiej młodzieży, opracowane przez CBOS.

Martinan/Fotolia.com

Polska młodzież jest coraz mniej religijna. Jako głęboko wierzący i wierzący łącznie określiło się w 2018 r. 63% uczniów ostatnich klas szkół ponadgimnazjalnych, podczas gdy w 2008 r. było ich 81%. Coraz mniej młodych chodzi też na religię – w 2018 r. zadeklarowało to 70%, a jeszcze w 2010 - 93% - wynika z badania CBOS zrealizowanego w ramach projektu „Młodzież”.

Najnowsze badanie zostało przeprowadzone jesienią ub. roku na ogólnopolskiej losowej próbie 80 dziennych szkół ponadgimnazjalnych różnego typu (liceów, techników i zasadniczych szkół zawodowych). Szkoły, a w nich klasy, były losowane do badania. Próba objęła 1609 uczniów ostatnich klas tychże szkół.

Poniżej komentarz ks. dr Wojciecha Sadłonia:

Kolejne młode pokolenie Polaków podlega głębokim przemianom pod względem religijnym. Generalnie rysuje się wyrazisty trend, że dzisiejsza młodzież względem tej z końca minionego stulecia jest znacznie mniej religijna. Wyraźnie rośnie grupa młodzieży, która deklaruje się jako niewierząca i niepraktykująca i stanowi ona grupę już niemal 1/3 całej młodzieży. Największemu osłabieniu podlegają przede wszystkim praktyki religijne. W 1996 r. 62% młodzieży deklarowało, że chodzi co tydzień do kościoła, obecnie jest to 35%. Ponad połowa młodzieży w największych miastach w ogóle nie praktykuje swojej wiary.

Badania CBOS w tym względzie potwierdzają wyniki wielu innych badań, w tym również ISKK zapoczątkowane w 1988 r. Przemiany religijne wpisują się również częściowo w rosnący indywidualizm polskiej młodzieży. Dzisiejsza młodzież w odróżnieniu do wcześniejszego pokolenia bardziej ceni sobie miłość i przyjaźń, mniej zaś życie rodzinne. Znacznie częściej również biorą pod uwagę wyjazd za granicę w poszukiwaniu pracy.

Z drugiej strony, z badań CBOS wynika, że mimo powiększającej się grupy młodzieży niereligijnej, nie zmniejsza się grupa młodzieży najbardziej religijnej. Potwierdza to proces obserwowany również w innych badaniach, który można by nazwać polaryzacją religijną młodzieży. Polega ona na tym, że zmniejsza się grupa osób o średnich wskaźnikach religijności, rośnie zaś grupa osób niereligijnych przy utrzymywaniu się grupy o najwyższej religijności.

W deklarowanym uczestnictwie w lekcjach religii widać wyraźnie cezurę roku 2010. Do tego momentu rosło uczestnictwo w lekcjach religii do ponad 90% i od tego momentu obserwujemy wyraźne zmniejszanie się uczestnictwa w lekcjach religii, które wynosi obecnie 70%. W największych miastach już mniejszość (44%) młodzieży deklaruje udział w lekcjach religii.

Stosunek do lekcji religii zawiera w sobie nie tylko religijność, ale również nastawienie do Kościoła jako instytucji mającej swoją rolę społeczną. Rok 2010 jest momentem, od którego wyraźnie rośnie negatywne nastawienie do Kościoła. Wiąże się to z głębokimi procesami społecznymi oraz słabnącą rolą Kościoła w integrowaniu ogółu polskiego społeczeństwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jurajska Padwa odnowiona

2019-06-16 20:14

Marian Florek

Była to podniosła uroczystość – powiedziała w rozmowie z „Niedzielą” pani Czesława Chechelska, członkini Koła Gospodyń Wiejskich – i ważna dla mieszkańców Koziegłówek oraz okolicznych wiosek, którzy dla swojej parafii robią wiele, nie tylko wspomagając ją materialnie, ale i czynnie angażując się w uświetnianie każdej parafialnej uroczystości. Troska o dobro kultury chrześcijańskiej jest obecna wśród parafian, którzy wprost mówili- Przecież to zabytek, trzeba o niego zadbać, bo jak nie my to kto? A burmistrz Koziegłów- Jacek Ślęczka skomentował całą uroczystość  jako wyjątkową tak dla mieszkańców gminy Koziegłowy jak i dla władz samorządowych, i jako niezwykle ważny zasób sił duchowych na kolejne sto lat działania parafii.

Marian Florek/TV Niedziela

Dzięki unijnym dotacjom a przede wszystkim wsparciu parafian, ludzi dobrej woli, samorządu, Urzędu Marszałkowskiego w Katowicach, przy wielkim zaangażowaniu ks. Kazimierza Świerdzy, proboszcza parafii i kustosza sanktuarium, zostały szczęśliwie sfinalizowane prace związane z odnową sanktuarium Świętego Antoniego z Padwy i placu kościelnego w Koziegłówkach. W dniu 15 czerwca br. abp Wacław Depo, metropolita częstochowski dokonał aktu  poświęcenia odnowionej świątyni i placu kościelnego.

Zobacz zdjęcia: Jurajska Padwa odnowiona

Finał rewitalizacji to owoc wielu poczynań, które trwały kilka lat,  to owoc pragnień ludzkich serc. Parafianie zapragnęli aby ten kościół został odnowiony. I tak też się stało – stwierdził  ks. Kazimierza Świerdza, proboszcza parafii, komentując z radością sobotnią uroczystość. W dalszej części rozmowy z „Niedzielą” zwierzył się, iż było mu wstyd, zawiadując tak znaczącą parafią a tak zaniedbaną. Zobowiązująca nazwa – Jurajska Padwa zmobilizowała go do działania. I teraz, kiedy rewitalizacja sanktuarium została zrealizowana,  jest wdzięczny Bogu, Matce Bożej Szkaplerznej, patronce miejsca i św. Antoniemu, którego kult jest bardzo żywy i rozpowszechniony. Jest również wdzięczny ofiarodawcom z parafii i spoza niej, pielgrzymom z Polski i z zagranicy. Wyraził również podziękowania wobec Wernera Folkerta, głównego koordynatora projektu rewitalizacji.

A sam koordynator powiedział, że czuje ogromną satysfakcję z dokonanego dzieła, bo zawsze uważał, że to miejsce powinno  było wyglądać godnie jak przystało na sanktuarium Świętego Antoniego Padewskiego. Dlatego po porozumieniu się z proboszczem podjął się zadania odnowy tego zaniedbanego miejsca. Jego rola  polegała na staraniach w uzyskaniu funduszy unijnych i na nadzorowaniu całości projektu pod względem organizacyjnym, finansowym oraz dokumentacyjnym.

   Ks. Świerdza na pytanie co dalej odpowiedział, że odnowa będzie dalej trwała. Bo przecież Kościół to przede wszystkim duchowa budowla, a nie tylko jej materialna część.  W Kościele ludzie mają wzrastać do świętości. A estetyczny wymiar świątyni, jej wygląd ma tylko pomagać ludziom w dążeniu do zbawienia.

Podobnie pogląd wyraził w rozmowie z „Niedzielą” również abp Wacław Depo, metropolita częstochowski - „ Ja się bardzo cieszę, ze możemy dzisiaj potwierdzić ustawiczny cud przemiany i odnowienia kościoła. Bo przy zewnętrznej stronie (tej odnowy) chodzi przede wszystkim o przemianę człowieka (…). (…)  o budowanie prawdziwego kościoła od wewnątrz.”

Prawda ta jeszcze wielokrotnie pojawiała się w wypowiedziach hierarchy. Wierni usłyszeli ją w akcie poświęcenia kościoła, gdzie  mocno wybrzmiała w formule prośby o Boże błogosławieństwo dla widzialnego miejsca kultu i wspólnoty ludzi. Również na początku Mszy św. przy powitaniu wiernych, gdzie apelował do wiernych aby ukochali Kościół razem z Chrystusem i razem ze sobą oraz  w trakcie homilii, mówiąc o pięknym wnętrzu świątyni, do którego wnętrza wchodzi się z Chrystusem w sercu. Bo nawet najbardziej piękna i znana świątynia nie może być traktowana przez wierzących jak muzeum. W dalszej części homilii abp Wacław Depo odniósł się do postaci patrona sanktuarium św. Antoniego Padewskiego, którego pamięć przetrwała wieki i trwa dzięki potężnej sile miłości, którą miał w sobie, a którą czerpał z Chrystusa. Żył krótko ale intensywnie, oddając swoje młode życie na służbę zbawienia ludzi. I dzisiaj również jego przykład wzywa nas do świętości. A oznacza to przede wszystkim odkrycie prawdy o nas samych wobec Boga, który dał swojego syna Jezusa dla naszego zbawienia. Obecnie zaprzecza się w różnoraki sposób tej prawdzie, m.in. negując ludzką płciowość- męskość i kobiecość.  I co więcej współczesny człowiek sam chce być jak Bóg. Nie chce być świętym, nie chce stać w prawdzie wobec Najwyższego, chce sam decydować o sobie. Na końcu homilii abp Depo przytoczył prorocze stwierdzenie Romana Brandstaettera, który powiedział po ostatniej wojnie – „Moje pokolenie chciało uratować siebie a nie Boga. Dlatego leży teraz na grzbiecie jak żółw i o własnych siłach nie może się podnieść”. Remedium na taką sytuację jest Bóg, który może nas uczynić świadkami wiary, również poprzez swoich świętych, abyśmy w trudnych czasach umieli żyć godnie – spointował swoją wypowiedź Arcypasterz.

Podczas  uroczystości metropolita częstochowski poświęcił również obraz św. Jana Pawła II Wielkiego, który od tego momentu ma być również w tym miejscu  duchowym przewodnikiem na drogach uświęcania się parafian i odwiedzających sanktuarium pielgrzymów.

Po nabożeństwie ks. Kazimierza Świerdza dziękował wszystkim obecnym za przybycie. Wyraził wdzięczność abp Wacławowi Depo za sprawowanie Eucharystii i za poświęcenie kościoła i przykościelnego placu. Dziękował współcelebransom – ks. Mariuszowi Trojanowskiemu, sekretarzowi metropolity częstochowskiego,  ks. prałatowi Stanisławowi Gębce. Dziękował odpowiedzialnym za rewitalizację oraz przedstawicielom władz różnego stopnia i prowieniencji, których wymienił z imienia i nazwiska. Podziękował gorąco wszystkim darczyńcom oraz organizacjom zaangażowanym w codzienne życie parafii. Szczególne podziękowania skierował do europosłanki Jadwigi  Wiśniewskiej, która wychowała się na tej ziemi, a dla której to miejsce – kontynuwał ksiądz proboszcz - jest przedmiotem szczególnej troski a kościół św. Antoniego Padewskiego świadkiem jej gorliwej modlitwy od samego dzieciństwa aż do dzisiaj.

Potem były naręcza kwiatów złożone na ręce abp. Wacława Depo z podziękowaniami od przedstawicieli wspólnoty parafialnej oraz na ręce ks. Kazimierza Świerdza.  

Najnowszy kościół parafialny pod wezwaniem św. Antoniego w Koziegłówkach został zbudowany w latach 1903-1908 według projektu Hugona Kudery i planów inż. Józefa Pomianowskiego, w stylu włoskiego renesansu. W swoim wnętrzu zachował elementy, które były wystrojem starszego,  nie istniejącego już kościoła.

M. in. po obu stronach ołtarza stoją stare figury świętych: św. Mikołaja i św. Wojciecha. Ołtarz jest dziełem późnobarokowym. Obraz św. Antoniego, malowany w Rzymie, został przywieziony z Włoch w 1635r i zasłynął łaskami, o czym można przeczytać w specjalnie zaprowadzonej księdze. Świadczą o tym również wiszące przy nim liczne wota srebrne.  Kościół w Koziegłówkach, dzięki nagromadzonym w nim zabytkom i obrazowi św. Antoniego jest miejscem pielgrzymek każdego 13 czerwca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem