Reklama

Nie mówimy już „panie władzo”

2018-03-21 09:41

Z mł. insp. dr. Mariuszem Ciarką rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 12/2018, str. 36-37

Krzysztof Świertok

O trudnej pracy policji i jej relacji ze społeczeństwem z mł. insp. dr. Mariuszem Ciarką – rzecznikiem prasowym Komendy Głównej Policji – rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Mimo upływu ponad ćwierćwiecza wydaje się, że na stosunku polskiego społeczeństwa do policji wciąż ciąży niechlubna scheda po Milicji Obywatelskiej; raczej boimy się policjanta, niż widzimy w nim stróża naszego bezpieczeństwa. Czy dla codziennej służby policyjnej to wciąż duży problem, Panie Inspektorze?

MŁ. INSP. DR MARIUSZ CIARKA: – Coraz mniejszy. Dlatego m.in., że cały czas wzrasta liczba policjantów z powołania, z prawdziwą pasją. Coraz więcej mamy dziś policjantów, którzy już w szkole średniej wybierali klasę o profilu policyjnym (takich klas jest dziś w Polsce kilkadziesiąt). Osoby, które decydują się na bardzo trudną rekrutację do policji – chyba jedną z najtrudniejszych spośród wszystkich innych zawodów – z góry godzą się na konieczne w tej służbie wyrzeczenia. Wiedzą, że mają chronić ludzi i nieść im pomoc, nawet z narażeniem własnego życia.

– Można dziś, Pańskim zdaniem, mówić, że w służbie policyjnej zaszła już taka jakościowo-osobowościowa dobra zmiana, iż obywatele zaczynają ją doceniać i szanować?

– Jak najbardziej. Widać to na co dzień i w odniesieniu do konkretnych policjantów, mimo że zdarza się, iż niektóre media nie są policji przychylne. To, że 89 proc. Polaków uważa dziś, iż Polska jest krajem bezpiecznym, a aż 95 proc. oświadcza, że czuje się bezpiecznie w miejscu swojego zamieszkania, o tej dobrej zmianie świadczy. Z badania opinii społecznej wynika też, że policja cieszy się ponad 72-procentowym zaufaniem, co sytuuje ją na drugiej pozycji wśród badanych instytucji, tuż po samorządach. To wynik przede wszystkim dużego zaangażowania policjantów, których na co dzień spotykamy, a którzy pełnią tę odpowiedzialną służbę.

– Kiedy zaczęło się odczuwalnie zmieniać postrzeganie policji przez polskie społeczeństwo? Kiedy przestano ją już wiązać z nielubianą MO?

– Ta przemiana nastawienia społecznego następowała powoli. Jest ona efektem ciężkiej pracy policjantów i kierownictwa policji od początku jej istnienia, czyli od zmiany nazwy w 1990 r. Na początku, oczywiście, brak było zaplanowanego, profesjonalnego podejścia do zmiany niektórych starych nawyków, konieczna tu była wręcz przemiana mentalności – nie tylko samych policjantów, ale i całego społeczeństwa. Mówi się, że na to potrzeba co najmniej dwóch pokoleń... W policji widać już wyraźnie zmianę pokoleniową, mamy coraz więcej młodych policjantów, zupełnie inaczej podchodzących do życia.

– I naprawdę cieszą się oni już należnym tej instytucji respektem?

– Tak zwykle jest, choć to podejście bywa różne. Nikt dziś do młodego policjanta nie mówi: „panie władzo”, bo i nie o to tu przecież chodzi, lecz o to, by policjant był doceniany i szanowany – jako ten, kto potrafi zapewnić każdemu potrzebną mu ochronę, potrafi pomóc niemal dosłownie w każdej sprawie związanej z bezpieczeństwem, a czasem także w innych. Policja to pomoc i ochrona – POMAGAMY I CHRONIMY. Na takie właśnie ukształtowanie służby policyjnej szczególny nacisk kładzie obecne kierownictwo MSWiA i policji. Zdajemy sobie sprawę, że dobry wizerunek i zaufanie ludzi są ważnymi elementami dobrej i skutecznej pracy policjanta. Policjant nie tylko niesie pomoc ludziom, ale też sam jej potrzebuje – potrzebuje współpracy z ludźmi.

– Współpraca z policją – czy w potocznym odczuciu nie brzmi to wciąż nagannie?

– Sądzę, że także w tej sprawie zaszła już duża zmiana. Ludzie zdecydowanie chętniej z nami współpracują, informują nas o tym, co ich niepokoi, i nie jest to traktowane jako donosicielstwo, jak to wcześniej bywało. Wyraźnie zwiększa się w naszym społeczeństwie poczucie współodpowiedzialności za bezpieczeństwo. A wynika to przede wszystkim ze zmiany postawy samych policjantów, którzy wiele czasu poświęcają na spotkania i rozmowy z ludźmi, niekoniecznie przy okazji interwencji czy w związku z przestępstwem. Znakomitym narzędziem ułatwiającym współdziałanie obywateli z policją jest funkcjonująca już od półtora roku internetowa Krajowa Mapa Zagrożeń Bezpieczeństwa, dzięki której każdy z nas ma wpływ na zwiększenie poczucia bezpieczeństwa przez wskazywanie swoich spostrzeżeń policji. Mapa ta powstała po szerokich konsultacjach prowadzonych przez policjantów w całej Polsce. Dopytywaliśmy, co powinno się na niej znaleźć, jakie kategorie zagrożeń powinniśmy wyszczególnić. Do dziś mapa ma już ponad 3 mln odsłon.

– Rolą Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa jest ostrzeganie przed niebezpiecznymi miejscami w celu ich unikania?

– To by było o wiele za mało! Tę mapę, zamieszczoną na stronach internetowych policji, tworzą ci, którzy chcą nas poinformować o rozmaitych zagrożeniach lub uciążliwościach w miejscu swojego zamieszkania. Nie trzeba mieć wielkiej wiedzy o komputerach, wystarczy się zalogować na Krajowej Mapie Zagrożeń Bezpieczeństwa – także za pomocą odpowiedniej aplikacji w telefonie – wybrać swoją miejscowość, ulicę, konkretne miejsce i zaznaczyć wybrany problem albo go opisać. W zgłoszeniu można poruszyć najrozmaitsze kwestie – od związanych z miejscami gromadzenia się narkomanów, osób spożywających alkohol, wagarowiczów, po złe oznakowanie dróg, kłusownictwo itp. Jesteśmy zobowiązani do sprawdzenia, czy te konkretne problemy rzeczywiście w danym miejscu istnieją, a następnie staramy się je rozwiązać. Nie ignorujemy nawet najdrobniejszej informacji i weryfikujemy ją w możliwie najkrótszym czasie. Chodzi tu, oczywiście, o te zdarzenia i wykroczenia, które najbardziej nurtują społeczeństwo – nie o przestępstwa, bo w ich przypadku tryb składania zawiadomień reguluje Kodeks postępowania karnego. Za pośrednictwem Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa nie możemy zgłaszać również tych zdarzeń, które wymagają natychmiastowej interwencji – tu, oczywiście, mamy do dyspozycji numery alarmowe: 997 lub 112.

– Zarówno przy wielkim, jak i małym zagrożeniu liczy się przede wszystkim szybkość interwencji policyjnej, a więc fizyczna bliskość policji. A z tym chyba wciąż nie jest najlepiej, zwłaszcza poza miastami?

– Aby poprawić ten stan rzeczy, po 2015 r. minister spraw wewnętrznych i administracji podjął decyzję o przywracaniu zlikwidowanych przez poprzednie rządy posterunków policyjnych w małych miejscowościach, wszędzie tam, gdzie to możliwe i zasadne – co wnikliwie badamy – i gdzie lokalne społeczności oraz samorządy wyrażają taką wolę. Do dziś odtworzono już blisko 80 posterunków i w miarę możliwości będzie ich jeszcze przybywać. Zmierzamy więc ku temu, aby policjanci byli jak najbliżej ludzi, także w tych najmniejszych miejscowościach. I chociaż nie powstają tam wielkie komisariaty z dużą liczbą funkcjonariuszy, to już kilku policjantów buduje poczucie bezpieczeństwa oraz swoistą dumę lokalną. Chcielibyśmy, aby dobrze wyposażony posterunek policji nie tylko dawał większe poczucie bezpieczeństwa, ale też by był szanowaną instytucją lokalną, by stanowił o prestiżu danej miejscowości.

– Przez całe lata III RP policjanci narzekali na zbyt wielkie obciążenie pracą papierkową, byli zresztą kojarzeni raczej z przewlekłą, mało efektywną pracą urzędniczą niż ze skutecznym zapewnianiem bezpieczeństwa...

– Zmieniamy to. W 2017 r. wdrożyliśmy nową formułę funkcjonowania dzielnicowego; dzielnicowi zostali odciążeni od spraw papierkowych, nie prowadzą już dochodzeń, za to jak najczęściej muszą być obecni w terenie, aby mieszkańcy rzeczywiście znali swojego dzielnicowego – jako tę pierwszą pomocną osobę, do której można się zgłosić niemal z każdym problemem. Ponadto wspólnie z MSWiA uruchomiliśmy specjalną aplikację „Moja Komenda”, którą każdy może ściągnąć na telefon, a za pośrednictwem której możemy znaleźć wszystkie dane kontaktowe swojego dzielnicowego. Chodzi o to, żeby ludzie znali swoich policjantów i mogli się z nimi łatwo kontaktować. Nie tylko w przypadku bezpośredniego zagrożenia, ale przede wszystkim po to, by takiego zagrożenia uniknąć. Tak jak w służbie zdrowia ważna jest profilaktyka, tak w Policji liczy się prewencja.

– Jak duże są udział i waga działań prewencyjnych w codziennej pracy policji?

– Każdy policjant dobrze wie i docenia to, że w jego pracy najważniejsza jest prewencja, której jednak nie da się ani zmierzyć, ani wycenić. Nikt nie jest w stanie zmierzyć tego, ilu ludzi dzięki ciężkiej pracy policjantów prewencji – czyli tych, którzy chodzą na pogadanki do szkół, przedszkoli, na rozmaite spotkania, prelekcje, którzy organizują festyny poświęcone popularyzacji bezpieczeństwa, szkolenia itp. – nie stało się ofiarami przestępstwa, ilu ludzi zrozumiało, jak należy dbać o własne bezpieczeństwo. Z naszych obserwacji wynika, że nieustanna praca prewencyjna ma ogromne znaczenie, że jest ciągle niezbędna.

– Dlatego, że ludzie mają małą świadomość coraz to nowych zagrożeń?

– Niestety tak, choć niektóre z nich właśnie dzięki działaniom prewencyjnym udało się ograniczyć lub wyeliminować, np. będące do niedawna wielką plagą oszustwa „na wnuczka”. Dzięki szeroko zakrojonej akcji uświadamiająco-edukacyjnej, prowadzonej także w mediach, starsi ludzie już coraz rzadziej ulegają oszustom. Oczywiście, pojawiają się nowi oszuści i nowe sposoby ich działania. Dziś mamy już do czynienia z oszustwami „na policjanta”, „na prokuratora”, oszuści, posługując się telefonem lub Internetem, podszywają się pod wszystkie możliwe osoby i instytucje zaufania publicznego.

– Dawni pospolici kieszonkowcy i włamywacze po prostu przenoszą się do Internetu?

– Ci zwykli kieszonkowcy i włamywacze nadal istnieją, żadnej policji na świecie nie udało się ich wyeliminować, lecz dzięki policyjnym akcjom prewencyjnym już lepiej wiemy, jak się przed nimi ochronić. W ostatnim czasie np. w Krakowie jest prowadzona akcja prewencyjna, w której policja wspólnie z urzędem miasta uświadamia użytkowników komunikacji miejskiej, jak się zachować, aby uniknąć kradzieży, jak nie kusić złodzieja. Wobec przestępców internetowych natomiast rzeczywiście wielu ludzi nie wie, jak się zachować, co dalej robić. A w sieci dochodzi do takich samych przestępstw jak w tzw. realu – do kradzieży, włamań, handlu bronią, żywym towarem, narkotykami, pedofilii – a także do wielu nowych, bo np. łatwiejsza staje się kradzież danych osobowych.

– Co policja na to?

– Prowadzimy, oczywiście, specjalne akcje prewencyjne, ale też bardzo konkretne działania. Ponad rok temu utworzono w policji wyspecjalizowane Biuro do Walki z Cyberprzestępczością, co, moim zdaniem, w przyszłości okaże się tak przełomową decyzją, jaką w przeszłości było utworzenie polskiego FBI, czyli Centralnego Biura Śledczego. Efekty działania tego ostatniego już są imponujące; jeden tylko wydział tego biura w 2017 r. pracował nad ok. 4 tys. spraw.

– Można więc mieć pewność, że przestępcy w sieci są tak samo tropieni przez policjantów jak ci w realu?

– Tak, a może nawet bardziej, bo tu wychwytywane są najdrobniejsze nawet sygnały o mogącym mieć miejsce zdarzeniu. Dla zilustrowania możliwości policyjnego działania, nie zdradzając tajemnic żadnego śledztwa, podam przykład konkretnej sprawy: mężczyzna obwieścił na szwedzkim portalu społecznościowym, że za chwilę popełni samobójstwo; szybko ustalono jego lokalizację w Myślenicach. Dzięki policyjnej interwencji do samobójstwa nie doszło... Przy tej okazji powiem, że wiele jest takich działań, którymi byśmy chcieli się pochwalić, zwłaszcza wtedy, kiedy jesteśmy niesłusznie krytykowani, ale z uwagi na dobro prowadzonych spraw i na dobro konkretnych osób musimy zachować milczenie.

Mł. insp. Mariusz Ciarka, doktor prawa, oficer policji, rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji

***

Jak zadbać o własne bezpieczeństwo?

• chroń swoje dane osobowe: dowód osobisty trzymaj w bezpiecznym miejscu; bez oczywistej potrzeby nigdzie i nikomu nie podawaj swojego numeru PESEL i innych informacji;

• jeśli posługujesz się Internetem, pamiętaj, że w sieci nic nie ginie; nie rozpisuj się więc na portalach społecznościowych o swoich prywatnych sprawach (np. o zdrowiu, wyjazdach), które mogą zostać przez kogoś wykorzystane, m.in. przez przestępców;

• nie załatwiaj spraw przez telefon, nawet jeśli dzwoniący podaje się za przedstawiciela jakiejś znanej ci firmy lub instytucji (np. policji) i proponuje ci korzystne transakcje lub rozwiązania twoich problemów; nie rozmawiaj z takimi osobami, nie podawaj i nie potwierdzaj swoich danych osobowych;

Reklama

• zbierających pieniądze na szczytne cele zawsze proś o wylegitymowanie się dowodem osobistym (i o możliwość spisania danych z tego dokumentu); kolorowy, profesjonalnie wyglądający identyfikator nie wystarczy, gdyż dziś z łatwością można go sobie wydrukować;

• pamiętaj, że policjant to twój przyjaciel, nie wróg; zlokalizuj swoją komendę policji (ściągnij na telefon aplikację „Moja Komenda”), poznaj swojego dzielnicowego; korzystaj z Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa.

Tagi:
policja rozmowa

Abby Johnson odpowiada lewicowym mediom: to Planned Parenthood wypowiedziało mi wojnę!

2019-11-05 12:13

Redakcja

Bohaterka filmu „Nieplanowane” stała się obiektem ataków lewicowych mediów w Polsce. Stawiają jej one zarzut o karierowiczostwo i chęć zyskania popularności. – To Planned Parenthood zaczęło tę wojnę, nie ja – odpowiada Abby.

Archiwum prywatne Abby Johnson
Abby Johnson

W ostatnich dniach lewicowe media w Polsce ostro zaatakowały Abby Johnson, byłą menedżer kliniki aborcyjnej Planned Parenthood, która przeszła głęboką przemianę i teraz staje w obronie nienarodzonego życia. To na podstawie jej poruszającej historii, opisanej w książce „Nieplanowane” powstał film, który kilka dni temu wszedł do polskich kin.

Takie portale jak wyborcza.pl czy tokfm.pl stawiają Abby zarzut karierowiczostwa. Powołują się przy tym na oskarżenia amerykańskich mediów lewicowych, które od lat atakuję Johnson. Abby wypowiedziała bowiem wojnę najpotężniejszej organizacji aborcyjnej na świecie.

Według lewicowych mediów w Polsce, Abby odeszła z Planned Parenthood ponieważ miała problemy finansowe a zaatakowanie tej organizacji miało jej przysporzyć popularności i pieniędzy. Innym zarzutem, stawianym Johnson, jest to, że jej rezygnacja nie była efektem przemiany, lecz wiązała się z zarzutami, jakie stawiali jej przełożeni. Dotyczyły one podobno niewłaściwego wypełniania obowiązków. Zgodnie z tą narracją, Abby odeszła z pracy, by uprzedzić zwolnienie.

Tylko u nas Abby zdecydowanie odnosi do tych zarzutów. – Czy chciałam pieniędzy i popularności? To nie są argumenty merytoryczne. Ale odpowiem na nie: każdy, kto zobaczy film i sięgnie po moją książkę dowie się, że to nie ja zaatakowałam Planned Parenthood. Nie byłoby ani książki, ani filmu gdyby nie pozew i ataki ze strony tej organizacji. To ich komunikaty i groźba zamknięcia mi ust sądowym zakazem, skłoniły mnie do tego, by głośno powiedzieć, co dzieje się za drzwiami klinik aborcyjnych. To Planned Parethood wypowiedziało tę wojnę, nie ja – wyjaśnia Abby.

Zarzuty o złe wypełnianie obowiązków zawodowych? – To jest po prostu nieprawda. Dzisiaj myślę o tym z żalem, ale byłam skutecznym i dobrym pracownikiem. To cechy pożądane w normalnej pracy, niestety ja byłam kimś takim jako dyrektor kliniki aborcyjnej. Awansowałam tam, na kilka miesięcy przed rezygnacją otrzymałam nawet tytuł pracownika roku. Żałuję tego, co robiłam, ale musicie wiedzieć, że decyzja o odejściu z kliniki aborcyjnej była moją świadomą decyzją. To ja zakwestionowałam politykę organizacji polegającą na realizacji celu zwiększania ilości aborcji. Dla nich zaczęło się liczyć tylko to, bo z tego były największe zyski – mówi Johnson.

Film „Nieplanowane” wszedł na ekrany kin 1 listopada. Niemal równocześnie z filmem ukazała się książka pod tym samym tytułem, w której Abby opowiada swoją historie. Johnson jako menedżer kliniki aborcyjnej podpisała 22 tys. zgód na aborcję, dokonała też aborcji na dwójce własnych dzieci. Po kilku latach pracy w klinice zobaczyła sam zabieg aborcyjny na własne oczy. Wtedy zdecydowała się porzucić świetnie płatną pracę i związała się z obrońcami życia.

Od wielu lat Abby odsłania kulisy i mechanizmy działania przemysłu aborcyjnego. Niedawno nawróciła się także na katolicyzm, dostrzegając w Kościele konsekwentnego obrońcę życia i godności człowieka.


Przeczytaj także: Szatan posługuje się kłamstwem

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zmarł bp Bronisław Dembowski

2019-11-16 10:10

ks. kki / Włocławek (KAI)

Uroczystości pogrzebowe zmarłego dziś biskupa seniora Bronisława Dembowskiego odbędą się w sobotę 23 listopada we Włocławku. Zgodnie z ostatnią wolą, zmarły hierarcha zostanie pochowany w krypcie biskupów we włocławskiej bazylice katedralnej.

wikipedia.org

Uroczystości żałobne rozpoczną się w piątek 22 listopada. Od godz 14.00 odbędzie się modlitewne czuwanie w kurii diecezjalnej we Włocławku. O godz. 14.30 kondukt pogrzebowy wyruszy do katedry, gdzie o godz. 15.00 zostanie odprawiona Msza św. w intencji zmarłego biskupa.

Liturgia pogrzebowa rozpocznie się w sobotę 23 listopada w katedrze włocławskiej o godz. 11.00, gdzie po jej zakończeniu trumna z ciałem zostanie złożona w krypcie biskupów włocławskich.

Wieczorem w piątek 22 listopada we wszystkich kościołach diecezji włocławskiej będzie sprawowana Msza św. w intencji zmarłego biskupa seniora.

Urodził się 2 października 1927 r. w Komorowie, powiat Ostrów Mazowiecka. Miał czworo starszego rodzeństwa. W wieku dziesięciu lat został osierocony przez ojca. W 1942 roku jego matka i jedna z sióstr zostały rozstrzelane w obozie koncentracyjnym w Ravensbrück.

Należał do Armii Krajowej. Po Powstaniu Warszawskim znalazł się w Mościcach koło Tarnowa, gdzie w 1946 r. uzyskał maturę. W latach 1946–1950 studiował filozofię na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Pisał pracę u profesora Tatarkiewicza. Przez rok pracował w Zakładzie dla Niewidomych w Laskach jako wychowawca chłopców. W 1950 r. wstąpił do seminarium duchownego w Warszawie. Święcenia kapłańskie otrzymał 23 sierpnia 1953 r. z rąk kardynała Stefana Wyszyńskiego. Był wikariuszem w par. Piastów.

Jesienią 1955 r. rozpoczął studia na Wydziale Filozofii KUL. W 1961 r. uzyskał doktorat w zakresie filozofii teoretycznej. Od końca 1956 r. do marca 1992 r. był rektorem kościoła pw. św. Marcina przy ul. Piwnej w Warszawie i kapelanem mających tam dom zakonny Sióstr Franciszkanek. Od 1957 r. do chwili mianowania biskupem włocławskim był asystentem kościelnym Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie. Współorganizował ogólnopolskie duszpasterstwo niewidomych i do 1975 r. był duszpasterzem niewidomych w Archidiecezji Warszawskiej.

Od 1962 r. wykładał historię filozofii w ATK. W czerwcu 1969 r. uzyskał stopień doktora habilitowanego, a w rok później został powołany na stanowisko docenta w ATK. W tym samym roku rozpoczął wykłady z historii filozofii w Warszawskim Seminarium Duchownym.

W 1981 r. został profesorem nadzwyczajnym. Profesorem zwyczajnym jest od 1990 r. Od 1982 r. był dziekanem Akademickiego Studium Teologii Katolickiej, które w 1988 r. stało się Papieskim Wydziałem Teologicznym. Po ogłoszeniu stanu wojennego w 1981 r. przy współpracy ks. Dembowskiego przy kościele św. Marcina zawiązał się Prymasowski Komitet Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności. Od 1984 r. ks. Dembowski był Krajowym Duszpasterzem Ruchu Odnowy w Duchu Świętym.

W 1988 r. ks. Dembowski brał udział w obradach tzw. Okrągłego Stołu. 25 marca 1992 r. została ogłoszona decyzja Ojca Świętego Jana Pawła II o mianowaniu ks. Dembowskiego biskupem włocławskim, święcenia przyjął 20 kwietnia 1992 r. Jako biskup był członkiem Rady Naukowej konferencji Episkopatu Polski (KEP), Rady ds. Ekumenizmu, ds. Apostolstwa Świeckich, ds. Dialogu Religijnego, przewodniczącym Komitetu ds. Dialogu z Niewierzącymi (1996–2004), współprzewodniczącym Komisji Mieszanej ds. Dialogu Teologicznego między Kościołem Rzymskokatolickim i Kościołem Starokatolickim Mariawitów, był nadal od 1984 r. Krajowym Duszpasterzem Odnowy w Duchu Świętym, był członkiem Międzynarodowej Rady Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej (ICCRS) od 1991 do 2001, asystentem kościelnym Rady Ruchów Katolickich w Polsce.

Jako biskup włocławski utworzył 16 nowych parafii, reerygował kapitułę przy kolegiacie sieradzkiej (1993), dokończył przerwany przez śmierć biskupa Jana Zaręby (1986) II Synod Diecezji Włocławskiej i promulgował jego dekrety (1994), utworzył trzy wikariaty duszpasterskie (1993) i dokonał nowej organizacji dekanatów (1994), erygował Radę Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich (1999).

Bp Dembowski zamknął też proces informacyjny 108 męczenników II Wojny Światowej (1996). 25 marca 2003 r. ogłoszono nominację jego następcy bp. Wiesława Alojzego Meringa.

Od 26 kwietnia 2003 r. biskup Bronisław Dembowski był biskupem seniorem. Pełnił następujące funkcje w KEP: był członkiem Rady ds. Ekumenizmu, współprzewodniczącym Komisji Mieszanej ds. Dialogu Teologicznego między Kościołem Rzymskokatolickim i Kościołem Starokatolickim Mariawitów, a od 2004 r. Delegatem KEP ds. Odnowy w Duchu Świętym.

Zmarł w nocy w szpitalu we Włocławku. Miał 92 lata.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Światowy Dzień Ubogich krzykiem o obecność Boga

2019-11-17 21:33

Maciej Orman, ks. Mariusz Frukacz

– Chodząc po ulicach Częstochowy, spotykamy nie tylko biedę materialną, ale i duchową. Ten dzień jest dlatego krzykiem o obecność Boga pośród nas – mówił 17 listopada w kościele św. Zygmunta w Częstochowie ks. Paweł Dzierzkowski, zastępca dyrektora Caritas Archidiecezji Częstochowskiej, podczas Mszy św. w intencji ubogich, która jednocześnie rozpoczęła XXI Święto Muzyki

Maciej Orman

– „Biedni to nie są numery, dzięki którym możemy pochwalić się działaniami i projektami. (...) Biedni zbawiają nas, ponieważ pozwalają nam spotkać oblicze Chrystusa” – cytował fragment orędzia papieża Franciszka na III Światowy Dzień Ubogich ks. Paweł Dzierzkowski. – Ten dzień ma uwrażliwić nasze serca na drugiego człowieka. W czasie Eucharystii mamy spotkać Chrystusa, a później dostrzec Jego oblicze w drugim człowieku – wyjaśnił kaznodzieja.

Zobacz zdjęcia: Światowy Dzień Ubogich krzykiem o obecność Boga

Ks. Dzierzkowski zwrócił uwagę na bardzo niebezpieczną formę ubóstwa, jaką jest „brak dialogu, który dotyka naszych relacji”. – Z przerażeniem przypatrujemy się kryzysowi, który wyniszcza nasze rodziny, a który swoje podłoże tak często ma w odrzuceniu Boga. Tam, gdzie pojawia się problem na drodze duchowej, tam człowiek zaczyna uciekać od drugiego człowieka i szuka środków zastępczych. Rodzinny stół zamieniliśmy na komputer, tablet, telefon lub telewizor. To, co miało służyć człowiekowi, doprowadziło do izolacji od bliźniego, wspólnoty i rodziny – wyliczał ks. Dzierzkowski.

– Znakiem dzisiejszych czasów stała się obojętność wobec bliźniego, brak wrażliwości i miłosierdzia, brak przebaczenia sobie nawzajem. Łatwiej nam dzisiaj uciekać od siebie, niż być blisko siebie. Człowiek z takim przekonaniem chce ratować planetę i środowisko, w którym żyje, ale nie jest w stanie zauważyć współczesnego Łazarza, który prosi go o miłosierdzie. Czy to nie paradoks naszych czasów? – pytał retorycznie kaznodzieja.

– Chodząc po ulicach Częstochowy, możemy dostrzec osoby ubogie, bezdomne i uzależnione. Spotykamy nie tylko biedę materialną, ale i duchową, dlatego ten dzień jest też krzykiem o obecność Boga pośród nas – kontynuował.

Dzieląc się świadectwem pracy w częstochowskiej Caritas, ks. Dzierzkowski podkreślał, że osoby bezdomne i uzależnione często tracą poczucie swojej wartości, „bo tak wielu z nas nie potrafi jej w nich dostrzec”.

Mówiąc o osobach krytykujących tych, którzy niosą pomoc potrzebującym, ks. Dzierzkowski przytoczył tragiczne fakty z historii. – To echo totalitaryzmów, niemieckiego i komunistycznego, zbudowanych na filozofii Nietzschego. Bo jak można im pomagać, kiedy oni nie mogą nic dać?

– Jezus głosi Ewangelię miłości, przebaczenia, miłosierdzia i sprawiedliwości, gdzie człowiek jest wyniesiony bardzo wysoko. Jezus nie miał w pogardzie nikogo, nawet wtedy, gdy wpadał w gniew, wyrzucał przekupniów ze świątyni, czy kiedy zapowiadał, jak słyszymy w dzisiejszej Ewangelii, zburzenie pięknej Świątyni Jerozolimskiej. Jego słowa i czyny wypływały z troski o zbawienie człowieka – podkreślił ks. Dzierzkowski.

Kaznodzieja przyznał, że osoby starsze, którym również pomaga Caritas, często ubolewają, że najbliżsi nie mają czasu, żeby ich odwiedzić. – Światowy Dzień Ubogich jest więc wielkim wołaniem do każdego z nas, abyśmy byli dla siebie wrażliwi i otwarci. Jak mówi Jezus, to, co nas ocali, obok naszej wierności, to będzie miłosierdzie. Kiedy doświadczamy tego, że Bóg przebacza nam grzechy, możemy z tą miłością wyjść do drugiego człowieka. Tu nie potrzeba wiele. Chodzi o najprostsze gesty – wyjaśnił ks. Dzierzkowski.

– „Zaprawdę powiadam wam: wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” – te słowa mają pomóc ponownie postawić drugiego człowieka na właściwym miejscu. Słowo Dobrej Nowiny jest nieustannym wezwaniem do nawrócenia, do zmiany myślenia, do spoglądania na świat Bożymi oczami – kontynuował zastępca dyrektora częstochowskiej Caritas.

– Wyobraźnia miłosierdzia, o której mówił św. Jan Paweł II, stanowi dla nas wyzwanie także i dziś, a może szczególnie dziś, aby od pięknych słów o miłosierdziu przejść do działania, gdyż widząc i czując miłosierdzie, czyni się je kreatywnie i twórczo – powiedział ks. Dzierzkowski.

– Przejawem tego zmagania się, najpierw z samym sobą, a później w walce o dobro, będzie nie tylko skuteczność pomocy, ale nade wszystko zdolność bycia z bliźnim i współodczuwanie, które sprawi, że będziemy „weselić się z tymi, którzy się weselą, i płakać z tymi, którzy płaczą” – wyjaśnił kaznodzieja.

Ks. Dzierzkowski zakończył słowami modlitwy św. Pawła VI: „Spraw, Panie, żeby moja wiara była skuteczna. Niech się w miłości objawia na zewnątrz, jako prawdziwa przyjaźń z Tobą i dobroć dla ludzi”.

Mszę św. koncelebrował proboszcz parafii św. Zygmunta ks. dr Jacek Marciniec.

Podczas Mszy św. śpiewała schola liturgiczna Domine Jesu pod batutą ks. Mateusza Ociepki. Wierni mogli również po Eucharystii wysłuchać utworów w jej wykonaniu.

W odpowiedzi na apel papieża Franciszka, abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, zarządził w niedzielę 17 listopada zbiórkę do puszek we wszystkich kościołach i kaplicach archidiecezji częstochowskiej. Zbiórka ta zostanie przeznaczona na działania prowadzone przez Caritas Archidiecezji Częstochowskiej, takie jak m.in. streetworking – wyjście do osób przebywających w miejscach publicznych lub w ukryciu, zagubionych życiowo, które nie korzystają z pomocy zinstytucjonalizowanej, edukacja dla wolontariuszy w ramach programów Caritas czy dofinansowanie placówek Caritas dla bezdomnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem