Reklama

Niemcy

Co się dzieje z Kościołem w Niemczech?

Niedziela Ogólnopolska 25/2018, str. 14-16

[ TEMATY ]

wywiad

Niemcy

Grzegorz Gałązka

Kard. Paul Josef Cordes

Włodzimierz Rędzioch: – W naszej rozmowie o Janie Pawle II („Niedziela” nr 24/2018) wspomniał Eminencja o Benedykcie XVI. Po papieżu z Polski został wybrany papież z Niemiec – rodak Eminencji i wybitny teolog. Dlaczego pontyfikat Benedykta XVI, podobnie jak wcześniej Jana Pawła II, spotkał się z tak dużą krytyką i sprzeciwem właśnie w Niemczech?

Kard. Paul Josef Cordes: – Sprzeciw wobec papiestwa i jego przedstawicieli jest, niestety, dziedzictwem krajów znajdujących się na północ od Alp. Wielki teolog Hans Urs von Balthasar już przed laty napisał książkę „Antyrzymski resentyment” (Freiburg 1974, w polskim przekładzie: Poznań 2004). Pisze w niej, że nasze „katolickie uczucia są ciągle podkopywane przez nieustannie napastliwe wypowiedzi mediów, prasy i licznych publikacji, które swą chrześcijańską dojrzałość wystawiają na pokaz przez zarozumiałe czy wręcz nienawistne wywyższanie się nad wszystko, co przychodzi z Rzymu, co dzieje się w Rzymie i idzie do Rzymu”. Kiedy w 1980 r. zostałem powołany przez Papieża do Rzymu, jeden z moich współbraci zapytał mnie: „Czy przeciw takiej nominacji nic nie można zrobić?”. Inny mi napisał: „Ty w Rzymie? Mogę ci tylko wyrazić ubolewanie”. Bo antyrzymski resentyment jest w Niemczech – w kraju, w którym Luter rozpętał reformację – szczególnie wyrazisty. Na północ od Alp jest awersja do Rzymu i papiestwa jako takiego. Św. Jan Paweł II spotkał się z nią po wielkim aplauzie, którego najpierw doznał w Niemczech. W styczniu 1989 r. 163 katolickich profesorów w tzw. Deklaracji kolońskiej obłożyło klątwą następcę św. Piotra, gdy ten – z punktu widzenia prawa kościelnego zupełnie słusznie – zamianował arcybiskupem Kolonii Joachima Meisnera. Fala ich agresji rozlała się na cały świat. Na wspomnienie może zasługuje też niesłuszne i raniące karcenie Papieża, które ściągnął on na siebie podkreśleniem w swej deklaracji „Dominus Iesus” centralnej roli Jezusa w dziele zbawienia.

– Ale dlaczego krytykowano również Papieża, który jest Niemcem?

– W przypadku Benedykta XVI ta antyrzymska choroba dochodzi do głosu jeszcze z powodu jego przeszłości jako nauczyciela teologii. Jako profesor i kardynał niejeden raz wyzywał swych kolegów na słowny pojedynek i kładł ich na łopatki. Czegoś takiego ambitni uniwersyteccy profesorowie zwyczajni nie zapominają. Potem były błyskotliwe publiczne wystąpienia kard. Josepha Ratzingera, np. dysputa z niemiecką gwiazdą filozofii Jürgenem Habermasem w monachijskiej Akademii Katolickiej w 2004 r. Wielu zadawało sobie pytanie, dlaczego właśnie Ratzinger stanął na szczycie Kościoła: „Czy nie był jednym z nas?”. Kto nie hamuje swych ambicji, ten nasiąka antypatią i ją wylewa. Nie mówiąc o tłumie ludzi dalekich od Kościoła, którzy – jak pisał von Balthasar – w Niemczech inspirują media i nie cierpią wierzących.

– Benedykt XVI zawsze był bardzo krytyczny wobec Kościoła w swoim kraju. W ostatnim wywiadzie książkowym mówił o negatywnych skutkach kościelnego systemu podatkowego w Niemczech i nadmiernie zbiurokratyzowanej strukturze niemieckiego Kościoła: „W Niemczech mamy do czynienia ze zorganizowanym i dobrze płatnym katolicyzmem. W wielu przypadkach są to zatrudnieni świeccy występujący wobec Kościoła z mentalnością pracowników zrzeszonych w związkach zawodowych. Kościół jest dla nich tylko pracodawcą, na którego spogląda się krytycznym okiem. Nie kieruje nimi dynamika wiary, tylko zajmowana pozycja. Wielkie zagrożenie dla niemieckiego Kościoła może stanowić to, że dysponuje tak wieloma opłacanymi pracobiorcami, co stwarza nadwyżkę świeckiej biurokracji”. Gdy przeczytałem, że archidiecezja Monachium ma ponad 800 pracowników, ale jedynie ok. 30 seminarzystów na 1,7 mln katolików, to widzę Kościół jako biurokratyczną machinę. Jak to się dzieje, że niemieccy biskupi nie rozumieją, iż kościelna biurokracja nie jest w stanie umacniać ludzi w wierze ani budzić powołań do kapłaństwa?

– Spostrzeżenia te są, niestety, słuszne. Daj Boże, żeby w Niemczech Ewangelia znowu nabrała mocy i nieśmiałe początki odnowy wiary zostały przyjęte przez biskupów i parafie.

– Innym delikatnym punktem w życiu niemieckiego Kościoła jest podatek kościelny. Przytoczę słowa abp. Georga Gänsweina, który w swym wywiadzie dla „Schwäbische Zeitung” postawił pytanie: „Jak reaguje Kościół w Niemczech w przypadkach niepłacenia podatków na Kościół?”. I taką dał odpowiedź: „Reaguje automatycznym wykluczeniem ze wspólnoty kościelnej – co równa się ekskomunice. To przesada, to jest niezrozumiałe. Powątpiewa się w dogmaty, ale za to nikogo się nie wyrzuca. Czyżby niepłacenie «Kirchensteuer» było cięższym wykroczeniem niż odrzucenie prawd wiary? Mam wrażenie, że jeśli w grę wchodzi wiara, to jest niewielka tragedia, ale kiedy chodzi o pieniądz, wtedy już nie ma żartów”. Kościół, w którym ludzie się nie spowiadają, w którym rozwiedzeni i żyjący w powtórnym związku małżeńskim wszędzie przystępują spokojnie do Komunii św. i w którym „małżeństwa” homoseksualistów są coraz częściej błogosławione w kościele, ale który nie odpuszcza niepłacenia podatku kościelnego – czy nie jest to powód do zmartwienia?

– Każda instytucja, jeśli chce istnieć i działać, potrzebuje środków finansowych. Także Kościół katolicki. Tzw. Kirchensteuer powstał w Niemczech w długim procesie historii Kościoła; nie miejsce tutaj na jego omawianie, jednak bez zapoznania się z historią ta metoda finansowania jest niezrozumiała dla nie-Niemców. Ale także przy uwzględnieniu powodów, które doprowadziły do tego podatku, jego praktyka (administracyjne ściąganie, z którego – rzecz jasna – w poszczególnych przypadkach można by zrezygnować) i jego konsekwencje (w przypadku niepłacenia – usunięcie z Kościoła) są bardzo złe, nierzadko skandaliczne. Odpowiedzialni pasterze powinni szukać jakiegoś innego modelu finansowania – może byłby to system włoski: 0,8 proc. („Otto per mille”)? Zgodnie z nim każdy obywatel powinien sam decydować, czy oddawana przez niego część podatków będzie przeznaczana na rzecz wspólnoty religijnej, czy na jakieś inne państwowe cele kulturalne. Oczywiście, taka zmiana systemu wymagałaby zgody innych wyznań – np. protestantów.

– Niemieccy katolicy często krytykowali albo atakowali Jana Pawła II i Benedykta XVI, zwłaszcza w dyscyplinie sakramentalnej, antropologii i bioetyce. Pamiętam jednak, że niedawno wpływowy prezes Komitetu Katolików Niemieckich domagał się „własnej praktyki duszpasterskiej” dla każdego kraju, a kard. Reinhard Marx powiedział: „Nie jesteśmy filią Rzymu”. Ostatnio większość niemieckich biskupów otworzyła się na możliwość dopuszczania do Komunii św. małżonków niekatolików. Czy Kościół katolicki w Niemczech jest jeszcze Kościołem rzymskokatolickim?

– Na zgromadzeniu wszystkich niemieckich biskupów w Hildesheim 24 lutego 2015 r. przewodniczący i niektórzy inni biskupi zorganizowali konferencję prasową. W sprawozdaniu z niej dziwne jest nie tylko to, że niemieckiemu Kościołowi przyznaje się jakieś szczególne znaczenie wewnątrz Ecclesia Catholica. Bardziej irytujące są teologiczne nieścisłości przewodniczącego, takie jak np. lapidarne stwierdzenie: „Nie jesteśmy filią Rzymu. Każda konferencja episkopatu jest kompetentna w sprawach duszpasterstwa na własnym obszarze kulturowym i ma sama głosić Ewangelię w odpowiedni dla niego sposób”. Kard. Marx jest etykiem społecznym i pewnie dobrze się zna na zależności filii od wielkiego przedsiębiorstwa. Jednak w kontekście Kościoła takie słowa bardziej pasują do stolika w kawiarni. Jako przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec powinien bardziej zważać na to, co mówi. Co rozumie on przez „kompetencje” w „duszpasterskim kręgu kulturowym”? Chodzi mu może o nowe wydanie śpiewnika do liturgii albo o program wielkiej pielgrzymki? Decydowania o takich sprawach nikt mu przecież nie odmawia. Ale on mówi o czymś zupełnie innym! Przewodniczący zabiera głos w sprawie dramatu powtórnego ślubu rozwiedzionych, a ta materia wykracza daleko poza pragmatyczne sympatie danego obszaru kulturowego. Należy bowiem do teologicznego centrum Ecclesia Catholica. Na tym polu nawet kardynał nie może cięciem miecza rozwiązać skomplikowanego węzła gordyjskiego. Ma się trzymać np. teologii sakramentów danej mu przez Sobór Trydencki albo przemówienia papieża Benedykta XVI, który 21 stycznia 2012 r. w obecności kompetentnego Trybunału Roty Rzymskiej (Rota Romana) oświadczył, że w decyzjach duszpasterskich nikt nie powinien lekceważyć obowiązującej nauki Kościoła. Odpowiedzialny pasterz nie może się kierować niejasnym „miłosierdziem”. Jeśli przewodniczący episkopatu twierdzi, że z tą swoją nauką chce pozostać we „wspólnocie Kościoła”, to może nie zna granic, które ta nauka wyznacza praktyce duszpasterskiej, albo też lekką ręką rzuca niewiążące, lecz dobrze brzmiące twierdzenia. Istotny sens wspólnoty określa centralny, teologiczno-duchowy fundament, na którym wspiera się Kościół całego świata. Wydaje się jednak, że na konferencjach prasowych na ogół nie przywiązuje się do niego większej wagi – mimo że każdy biskup przy swej konsekracji biskupiej wyraźnie przyrzekał „jedność z kolegium biskupów pod następcą Piotra”. Albo czy zdanie: „Nie możemy czekać, aż jakiś synod powie, jak ma tutaj wyglądać duszpasterstwo małżeńskie i rodzinne”, jest zgodne z kościelnym znaczeniem wspólnoty, z duchem „communio”? Takie wypowiedzi są raczej rodem z techniki „wyprzedzającego posłuszeństwa”, z całkowicie politycznej strategii, która tworzy fakty, ażeby w ten sposób zawładnąć procesem podejmowania decyzji i innych – uczciwszych – przeciwników zmusić do ustąpienia. Czy biskup nie mógł w swym przemówieniu wykorzystać okazji do ukazania na konferencji prasowej łaski katolickiej „communio” i uświadomić jej historiozbawczej wyższości nad chrześcijańskimi wspólnotami wiary, które uzależniły się od państwa? Antyrzymski resentyment nie został w końcu wynaleziony przy biurku; w północnych szerokościach przez swoją odśrodkową siłę jest on niszczycielski także dla jedności wiary. Zatroskany obserwator pragnąłby, żeby przewodniczący konferencji episkopatu ze swoimi nowymi ważnymi zadaniami kurialnymi wykorzystał swą wiedzę dla przeciwstawienia się temu resentymentowi.

– Na ostatnim zebraniu plenarnym biskupi Konferencji Episkopatu Niemiec zadecydowali większością głosów, że w mieszanych małżeństwach partner ewangelicki w szczególnych przypadkach i pod określonymi warunkami może przyjmować Komunię św. Decyzja ta odbiła się dużym echem w świecie. Co mógłby Eminencja powiedzieć na ten temat?

– Należy podkreślić, że ta decyzja napotyka poważne przeszkody teologiczne – przede wszystkim jest nią dobrze poświadczona tradycja kościelna. Ludwig von Hertling we wspaniałym artykule historycznym opisał praktykę Komunii św. we wczesnym chrześcijaństwie – chciałbym z niego przytoczyć tylko niektóre wątki. Autor pisze m.in., że Komunia eucharystyczna jest dla wczesnego chrześcijaństwa widzialnym znakiem kościelnej wspólnoty. Gdy ok. połowy II wieku biskup Polikarp ze Smyrny przybył do Rzymu, ażeby rozmawiać z papieżem Anicetem w sprawie sporu o datę Wielkanocy, nie doszło do porozumienia tych dwu biskupów. Nie zerwali jednak z tego powodu kościelnej „communio”. Ireneusz z Lyonu tak wyraża zachowaną wspólnotę wiary: „Razem przystępowali do Komunii”. Przeciw pojawiającym się błędnym naukom i herezjom zawsze wysuwano zasadę: „Każdy należy tam, gdzie otrzymuje Komunię św.”. Heretycki patriarcha Macedoniusz z Konstantynopola z miejsca zmusił przeciwstawiających się katolików do przyjmowania „jego” Komunii; kazał im przemocą otwierać usta i w ten sposób podawać Eucharystię. Z takim poglądem spotykamy się jeszcze w VII wieku. Dowiadujemy się, że katolicy, którzy podróżowali w obce strony, brali ze sobą Ciało Pańskie. To samo czynili heretycy, żeby nie musieli nawiązywać wspólnoty wiary z katolikami. Tak wyglądają wiara i praktyka wczesnego Kościoła. Przyjmowanie Ciała Pańskiego jest bardziej autentycznym potwierdzeniem wiary niż wszystkie słowa. Dzisiaj natomiast mamy jednoznaczne polecenie Urzędu Nauczycielskiego Kościoła. Przedstawił je Benedykt XVI w swej posynodalnej adhortacji apostolskiej „Sacramentum caritatis” (O Eucharystii, źródle i szczycie życia i misji Kościoła, z 22 lutego 2007 r.). Czytamy w niej: „Z drugiej jednak strony szacunek, jaki winniśmy żywić dla sakramentu Ciała i Krwi Chrystusa, nie pozwala nam traktować go jedynie jako «środka», którym moglibyśmy się posłużyć bez właściwego rozróżnienia dla osiągnięcia tejże jedności. Eucharystia bowiem nie wyraża tylko naszej osobistej komunii z Jezusem Chrystusem, ale zakłada także pełną «communio» z Kościołem. To jest więc powodem, dla którego z bólem, ale nie bez nadziei, prosimy chrześcijan niekatolików, by zrozumieli i uszanowali nasze przekonanie, które sięga do Biblii i Tradycji. My utrzymujemy, że Komunia eucharystyczna i komunia Kościoła tak wewnętrznie nawzajem do siebie przynależą, że w zasadzie jest niemożliwe przystępowanie przez chrześcijan niekatolików do jednej bez cieszenia się z drugiej”. Dlatego stanowisko Konferencji Episkopatu Niemiec w tej kwestii nie ma żadnego uzasadnienia teologicznego.

– Kilka lat temu Andreas Püttmann w jednej ze swoich książek zdefiniował Niemcy jako „Gesellschaft ohne Gott” (społeczeństwo bez Boga) i wyjaśnił, że na Niemcy głęboki wpływ wywarły dwie dyktatury: nazistowska i komunistyczna – obie miały na celu zniszczenie religii. W dzisiejszych czasach natomiast pojawia się problem „rozpowszechnionego poglądu scjentycznego, który każe postrzegać religię jako coś archaicznego. To powoduje, że tylko 11 proc. katolików i jedynie 3 proc. protestantów praktykuje”. Dlaczego niemiecki Kościół nie jest w stanie zatrzymać dechrystianizacji, a co gorsza, sam poddaje się procesowi, który Jan Fleischhauer, dziennikarz czasopisma „Der Spiegel”, zdefiniował jako „selbstsäkularisierung”, czyli samosekularyzację? Czy ten proces sprawia, że Kościół katolicki ulega „protestantyzacji”?

– Dostrzeganie w błędach Kościoła katolickiego w Niemczech tylko „protestantyzacji” nie uwzględnia korzeni zła. W rzeczywistości mamy tu do czynienia z duchem tego świata w nauczaniu Kościoła – duchem, który bardzo rozwadnia protestantyzm. Niebezpieczeństwo powiększa się jeszcze bardziej, gdy miesza się struktury kościelne z państwowymi, a zwłaszcza wtedy, gdy Kościół uważa siebie za pewnego rodzaju ONZ i chce zbawiać świat nie przez głoszenie zbawienia Bożego dokonanego w Jezusie Chrystusie, lecz środkami światowymi. Kościół ma głosić i umacniać wiarę.

2018-06-19 11:34

Ocena: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ministrowie obrony Polski i Niemiec: jesteśmy zgodni w sprawach NATO i roli UE w polityce obronnej

2020-07-15 18:05

[ TEMATY ]

Polska

Unia Europejska

Polska

Niemcy

NATO

wpolityce.pl

Zgodność w poglądach na rolę UE w polityce obronnej, znaczenie NATO i relacji transatlantyckich, a także konieczność zwiększania mobilności wojsk - podkreślali po środowym spotkaniu w Warszawie szef MON Mariusz Błaszczak i minister obrony Niemiec Annegret Kramp-Karenbauer.

Szefowa ministerstwa obrony Niemiec, które w lipcu rozpoczęły prezydencję w Radzie UE, złożyła w środę w Warszawie swoją pierwszą zagraniczną wizytę po lockdownie spowodowanym pandemią koronawirusa.

"Jest wiele relacji - zarówno dwustronnych, jak i w formacie Unii Europejskiej, a przede wszystkim w formacie Sojuszu Północnoatlantyckiego, które dają silne podstawy do tego, żeby nasze kraje były bezpieczne" – powiedział Błaszczak.

Podkreślił, że na co dzień żołnierze Wojska Polskiego i żołnierze niemieccy wspólnie ćwiczą; przypomniał, że Polska i Niemcy wraz z Danią są państwami założycielskimi dowództwa Wielonarodowego Korpusu Północ-Wschód w Szczecinie, a Niemcy są państwem ramowym wielonarodowego batalionu NATO stacjonującego na Litwie w ramach wzmocnionej wysuniętej obecności (eFP).

Jak powiedział szef MON, rozmowa dotyczyła współpracy na forum NATO i UE, w tym w ramach mechanizmu stałej współpracy strukturalnej PESCO.

"Bardzo się cieszę, że jesteśmy zgodni co do sprawy fundamentalnej – że Unia Europejska nie powinna rywalizować z Sojuszem Północnoatlantyckim, ale że umiejętności, zdolności powinny być uzupełniane, bo to jest właśnie gwarancja bezpieczeństwa całego kontynentu" – dodał.

"Sprawa bezpieczeństwa Polski to także sprawa Niemiec i na odwrót" – podkreśliła Kramp-Karrenbauer. "W naszym wspólnym interesie jest, byśmy współpracowali, zarówno w ścisłych relacjach dwustronnych, ale również na poziomie UE i na poziomie NATO" – dodała.

"Byliśmy zgodni, że NATO, a zwłaszcza więź transatlantycka, jest i musi pozostać kamieniem węgielnym naszej architektury bezpieczeństwa. Byliśmy także zgodni, że musimy nadal pracować nad wzmacnianiem europejskiego filaru NATO i jeszcze bardziej zacieśniać naszą współpracę" – oświadczyła.

Minister obrony Niemiec podkreślała, że "szczególna rolę odgrywa przy tym zdolność do przerzutu wojsk przez Europę, na przykład przez Niemcy do Polski". "I dlatego stoimy ramię w ramię, kiedy chodzi o zwiększenie budżetu UE na to, co nazywamy +military mobility+" - dodała.

"Byliśmy także zgodni, że w ramach niemieckiej prezydencji w Radzie chcemy ściśle współpracować nad dalszą rozbudową projektów PESCO, zwłaszcza jeśli chodzi o włączenie w nie partnerów NATO, i że chcemy współpracować nad wyznaczeniem strategicznych kierunków. Istotne przy tym, byśmy wnieśli do analizy zagrożeń nasz wspólny pogląd na działania Rosji" – powiedziała Kramp-Karenbauer.

Wyraziła zadowolenie, że w swoją pierwszą zagraniczną podróżą po ostrej fazie pandemii koronawirusa mogła przyjechać do Warszawy. "To znak naszych więzi i przyjaźni obu naszych krajów" – zapewniła minister obrony Niemiec. Zadowolenie, że Polska stała się celem pierwszej wizyty swojej koleżanki wyraził także szef MON, który był pierwszym zagranicznym gościem minister obrony Niemiec, po objęciu przez nią stanowiska w lipcu 2019 roku. (PAP)

autor: Jakub Borowski

brw/ mzd/ mok/

CZYTAJ DALEJ

Śląskie: Od środy do piątku utrudnienia w związku z Tour de Pologne

2020-08-04 19:40

Ks. Mariusz Frukacz

Od środy do piątku kierowcy korzystający z dróg w woj. śląskim powinni spodziewać się utrudnień związanych z trzema etapami 77. kolarskiego wyścigu Tour de Pologne. Organizator komunikacji miejskiej wprowadził zmiany obejmujące prawie 200 linii autobusowych i tramwajowych.

Tegoroczny Tour de Pologne rozpocznie się w środę po godz. 13.40 na Stadionie Śląskim. Kolarze przejadą trasą pierwszego etapu m.in. przez Piekary Śląskie, okolice Siewierza, Zawiercie, Ogrodzieniec, by przez Dąbrowę Górniczą, Sosnowiec i Siemianowice Śląskie dotrzeć do Katowic, gdzie zwyczajowo trzy razy pokonają śródmiejską pętlę.

Na trasie należy spodziewać się czasowych zamknięć w związku z przejazdem peletonu. W stolicy regionu od godz. 16. (do ok. godz. 19.) zamykane będą ulice lub ich odcinki: Al. Korfantego, Al. Roździeńskiego, Olimpijska, Góreckiego, Dobrowolskiego, Dudy-Gracza, Graniczna, Pułaskiego, Dolina Trzech Stawów, Francuska, Damrota, Powstańców, Jagiellońska, pl. Miarki, Kościuszki, Poniatowskiego, Mikołowska, Sądowa, Sokolska oraz Skargi.

Dla kierowców chcących wyjechać z wnętrza pętli dostępne będą śluzy na skrzyżowaniach głównych ulic. Ruchem będzie kierowała tam policja, w miarę możliwości, gdy kolarze będą w innej części miasta, umożliwiając wyjazd bądź wjazd. W środę już od godz. 13. zamknięta będzie Al. Korfantego - od Pętli Słoneczna do Rynku - w związku z przejazdem Tour de Pologne Junior.

Na czwartek zaplanowano etap z Opola do Zabrza: na terenie woj. śląskiego kolarze pojadą m.in. drogą krajową nr 88 oraz Drogową Trasą Średnicową przez Gliwice, by dotrzeć na pętlę w Zabrzu, która obejmie fragment DTŚ, ul. de Gaulle’a i ul. Roosevelta (do ronda łącznika węzła z DTŚ). DTŚ w kierunku Gliwic na odcinku od węzła Rymera do węzła Roosevelta będzie zamknięta od godziny 13.30. do 20. W tym czasie objazd w kierunku Gliwic będzie odbywał się przez centrum Zabrza.

W piątek przewidziany jest etap z Wadowic do Bielska-Białej, przez Andrychów, z pętlami poprowadzonymi przez Porąbkę, Międzybrodzie Żywieckie i Kocierz, a także Przegibek, Łodygowice i Międzybrodzie Żywieckie - oraz finiszem zaplanowanym po godz. 15.30 w bielskiej Alei Armii Krajowej.

Śląska drogówka uruchomi od 5 do 7 sierpnia, w godzinach od 8. do zakończenia poszczególnych etapów, infolinię. Pod numerem telefonu: 47 851 11 34 będzie można uzyskać informacje o utrudnieniach w ruchu związanych z organizacją wyścigu. Swoją infolinię uruchomił już urząd miasta Katowice, pod nr telefonu 32 77 88 960.

O utrudnieniach poinformował też organizujący komunikację miejską w centralnej części woj. śląskiego Zarząd Transportu Metropolitalnego. Jak podał, zmiany spowodowane dwoma pierwszymi etapami Tour de Pologne obejmują prawie 200 linii autobusowych i tramwajowych, które przebiegają przez niemal wszystkie 56 gmin, do których sięga sieć transportowa ZTM.

„To jedna z tych imprez, która w naszym regionie najbardziej wpływa na funkcjonowanie komunikacji miejskiej. W ostatnich tygodniach poświęciliśmy masę pracy, aby zminimalizować utrudnienia i zapewnić możliwość transportu pasażerom. Trasa przejazdu kolarzy jest jednak długa, setki ulic będą zamknięte i niestety wszyscy musimy się z tym zmierzyć“ - zaznaczył rzecznik ZTM Michał Wawrzaszek.

Zgodnie z radami organizatora komunikacji, aby uniknąć zaskoczeń należy zaplanować podróż z wyprzedzeniem, korzystając przede wszystkim ze strony metropoliaztm.pl. W zakładce Rozkłady Jazdy i Komunikaty można sprawdzić godzinę odjazdu każdego autobusu lub tramwaju i zapoznać się ze szczegółowymi komunikatami poświęconymi Tour de Pologne - w formie tabeli.

Szczegółowe informacje można zdobyć dzwoniąc na bezpłatną i czynną całą dobę infolinię ZTM pod nr 800 163 030. Dodatkowo 5 i 6 sierpnia ZTM będzie na profilu ZTM Alert na Facebooku na bieżąco publikował najważniejsze informacje o utrudnieniach.(PAP)

autor: Mateusz Babak

mtb/ je/

CZYTAJ DALEJ

Franciszek: powołaniem chrześcijan jest kontynuowanie dzieła uzdrawiania i zbawiania Jezusa

2020-08-05 10:04

[ TEMATY ]

powołanie

przesłanie

papież Franciszek

Grzegorz Gałązka

Powołaniem chrześcijan, będących uczniami Jezusa, jest kontynuowanie Jego dzieła, aby budować lepszy świat, pełen nadziei dla przyszłych pokoleń – powiedział papież podczas wznowionej po miesięcznej przerwie audiencji ogólnej. Ojciec Święty rozpoczął dzisiaj nowy cykl katechez zatytułowany „Uleczyć świat”. Zapowiedział, że podejmie w ich ramach kwestie, na które zwrócono uwagę w związku z pandemią, dotyczące zwłaszcza chorób społecznych.

Franciszek zachęcił, by spojrzeć na Jezusa i z tą wiarą ogarnąć nadzieję Królestwa Bożego. Zaznaczył, że jest to „królestwo uzdrowienia i zbawienia, które jest już obecne pośród nas (por. Łk 10, 11). Królestwo sprawiedliwości i pokoju, które przejawia się w uczynkach miłosierdzia, które z kolei powiększają nadzieję i umacniają wiarę” – stwierdził Ojciec Święty.

Franciszek wskazał, że nowe spotkanie z Ewangelią wiary, nadziei i miłości uzdalnia nas do przekształcania korzeni naszych słabości fizycznych, duchowych i społecznych. „Będziemy mogli dogłębnie uzdrowić niesprawiedliwe struktury i destrukcyjne działania, oddzielające nas jedni od drugich, zagrażające rodzinie ludzkiej i naszej planecie” – zapewnił papież.

Następnie Ojciec Święty zachęcił do przyjrzenia się misji Jezusa, w której nie brakło przykładów uzdrowienia fizycznego i duchowego. Zachęcił wiernych, by zastanowili się w jaki sposób mogą pomóc w uzdrowieniu dzisiejszego świata? „Jako uczniowie Pana Jezusa, lekarza dusz i ciał, jesteśmy wezwani do kontynuowania «Jego dzieła uzdrawiania i zbawiania» (KKK 1421) w sensie fizycznym, społecznym i duchowym” – stwierdził Franciszek.

Papież zaznaczył, że misją Kościoła nie jest dawanie konkretnych wskazówek społeczno-politycznych, czy sanitarno-epidemiologicznych. Natomiast wypracował on pewne podstawowe zasady społeczne. Są to „godność osoby, dobro wspólne, preferencyjna opcja na rzecz ubogich, powszechne przeznaczenie dóbr, solidarność, pomocniczość, troska o nasz wspólny dom. Wszystkie te zasady wyrażają, na różne sposoby, cnoty wiary, nadziei i miłości” – podkreślił Ojciec Święty.

Na zakończenie, wyjaśniając stawiany sobie cel, Franciszek powiedział: „Moim pragnieniem jest wspólna refleksja i praca, jako uczniowie Jezusa, który uzdrawia, aby budować lepszy świat, pełen nadziei dla przyszłych pokoleń”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję