Reklama

Jura Krakowsko-Częstochowska

Bezpieczni na szlakach

2018-08-01 10:33

Małgorzata Cichoń
Edycja małopolska 31/2018, str. III

Małgorzata Cichoń
Jeśli jest jakiś wypadek, proszę, by ludzie do nas dzwonili, nie bali się – apeluje starszy ratownik Maciej Ignatowicz

Nie trać czujności w czasie wakacyjnych wycieczek i wędrówek. W razie niebezpieczeństwa – wezwij ratownika!

Maciej Ignatowicz to starszy ratownik Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego (GOPR) – Grupy Jurajskiej, zajmującej się ratownictwem górskim na terenie Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej. Spotykam go przed nową, niedawno oddaną do użytku „goprówką” w Dolinie Będkowskiej.

– Podobno życie ratownika jest w dużej mierze czekaniem, ale i byciem w gotowości do podjęcia akcji... – zaczynam naszą rozmowę, korzystając z tego, że dzień przebiega spokojnie. – Tak, a najgorzej to dać się uśpić – potwierdza pan Maciej. – Tydzień nic się nie dzieje, a jak się stanie, to może nie ma paniki, ale zdziwienie, dlaczego jest wypadek. Czekanie może uśpić ratownika, czyli osobę wyszkoloną, która dawno nie była na akcji. Oczywiście, krzywdy ten człowiek nikomu nie zrobi, ale przez to, że się nie szkoli – pewne czynności może w trakcie interwencji wykonać wolniej. To dlatego sporo czasu poświęcamy na samodoskonalenie, wycieczki topograficzne, patrole. Bo co z tego, że jeżdżę tą drogą sto razy, ale nie wiem, że w wyniku burzy jakieś drzewo się zwaliło i tamtędy się nie przedostanę, jeśli będzie wypadek?

Ścieżka do ratownika

Mój rozmówca przyznaje, że często on i jego koledzy słyszą pytanie, dlaczego zostali ratownikami: – Odpowiedzi są różne. Jedni mówią, że chcą się czegoś nauczyć, drudzy – pomóc. Jeszcze inni, iż to zwieńczenie kariery górskiej. U mnie wszystko po trochu. Ale droga do realizacji tego marzenia nie jest krótka. Każda z siedmiu grup GOPR ma różne egzaminy. U nas to egzamin sprawnościowy, staż (podczas którego trzeba zdać ok. 20 egzaminów), a potem okres kandydacki, kolejne kursy i egzaminy. Po minimum 2 latach stażu kandydackiego jest się ratownikiem górskim. Potem można zacząć ścieżkę zdobycia stopnia starszego ratownika. Trzeba przejść 9 szkoleń centralnych (np. z ratownictwa: jaskiniowego, ścianowego, z powietrza, wód szybko płynących, lawinowego), a następnie seminarium letnie i zimowe. Dalej można zostać instruktorem, od którego wyższy jest już tylko starszy instruktor. Mamy ich w kraju mniej niż 100.

Reklama

– Warto iść tą ścieżką? – dopytuję. – Warto spróbować, ale trzeba mieć świadomość, ile czasu to zajmuje, a pieniędzy z tego zajęcia raczej nie będzie. Jako zawodowy ratownik mam trwającą tydzień zmianę 12 godzin pracy na 12 wolnego. Każdy z nas wyrabia też godziny ochotnicze, które czasami liczy się w tysiącach. Nie jest to łatwe dla życia prywatnego. Jeśli więc taką drogę wybierzesz: zapraszamy – nie owija w bawełnę pan Maciej. I dodaje z uśmiechem: – Ale polar czerwony dostaniesz za darmo!

Gdy Jura usypia

Niedawno cały świat żył przebiegiem akcji w Tajlandii, gdzie ratowano chłopców uwięzionych w zalanej jaskini. Także w Dolinkach Krakowskich zdarzają się tragiczne wypadki. – Jura usypia. Jest bardzo łatwo dostępna, pod skały można podjechać samochodem. Tymczasem, niestety, co roku są tu wypadki śmiertelne. Niedawno dwie osoby, niewspinające się na co dzień, chciały spróbować swoich sił, no i spadły ze skały. Wiele jest też wypadków jaskiniowych spowodowanych brawurą lub niewiedzą. Czasami ludzie schodzą do jaskiń, myślą, że one się kończą, a tak naprawdę dopiero się otwierają i można spaść do środka. Rekomenduję robienie kursów wspinaczkowych czy speleologicznych. Dopiero potem można rozpocząć swą przygodę ze wspinaczką – zaleca starszy ratownik GOPR.

I apeluje: – Jeśli jest jakiś wypadek, proszę, by ludzie do nas dzwonili, nie bali się. Numer ratunkowy w rejonach górskich to: 601 100 300. Polecam też darmową aplikację „Ratunek” do ściągnięcia na telefony komórkowe. Otwierasz aplikację, klikasz trzy razy opcję „góry” lub „woda” (w zależności, gdzie się wydarzył wypadek) i telefon łączy z GOPR-em. Na naszym monitorze wyświetla się wtedy dokładna lokalizacja osoby, stan baterii jej telefonu, wykaz chorób, jeśli są wpisane. Mieliśmy już kilka sytuacji, kiedy mogliśmy pomóc, nie wychodząc z dyżurki – opowiada pan Maciej.

Dodaje, że na Jurze ludzie dosyć często się gubią. Z rożnych powodów: czasem jest to demencja, choroby, nieraz dzieci gdzieś wybiegają w stresie i nie mogą wrócić lub celowo się chowają. Ratownik wspomina akcję, której, jak mówi, nigdy nie zapomni: – Byłem na świeżo po szkoleniu centralnym z poszukiwań. Zdecydowaliśmy się jechać quadem w prawo, wnioskując, że poszukiwana kobieta wybierze najkrótszą drogę. Gdy znaleźliśmy panią, miała hipotermię i była bliska śmierci. Zadzwoniłem do kierownika działań z ramienia policji. Linia zajęta. Oddzwonił do mnie i wtedy okazało się, że wcześniej było zajęte, bo chciał mi dać znać o zakończeniu poszukiwań. Gdybym ten telefon odebrał, to bardzo możliwe, że byśmy do tej pani nie dotarli, choć leżała 15 metrów od nas. Udzieliliśmy jej pierwszej pomocy i ewakuowaliśmy. Wiem od znajomych lekarzy, że dzień później miała się już dobrze. Minus tej historii jest taki, że kobieta wróciła do nałogu alkoholowego, z którego wynikało jej zaginięcie...

Tagi:
bezpieczeństwo

W tym roku bilans utonięć może być tragiczny

2019-08-05 14:49

Katarzyna Lisowska/Rynek Zdrowia

Wszystko wskazuje, że ten rok będzie rekordowy pod względem utonięć. W czerwcu woda pochłonęła w kraju 113 osób, do 23 lipca – chociaż pogoda nie zachęcała szczególnie do kąpieli – kolejnych 46, a sezon urlopowy dopiero w połowie. WOPR zaś przyznaje, że ma kłopot z zagwarantowaniem pełnych składów zespołów ratowniczych na kąpieliskach.

juliaorige/pixabay.com

Od początku czerwca, kiedy rozpoczęły się upały, odnotowano 159 utonięć. Od 1 kwietnia według danych Komendy Głównej Policji takich przypadków było aż 221. To porażające statystyki, biorąc pod uwagę, że mamy dopiero połowę wakacji. Jak wynika z danych Rządowego Centrum Bezpieczeństwa w zeszłoroczną przerwę letnią w wodzie zginęło w sumie 188 osób.

Do tragedii dochodziło najczęściej nad jeziorem, a ginęli głównie mężczyźni. Najwięcej osób woda pochłonęła w wieku od 19 do 49 lat oraz ponad 60-letnich. Najmniej ofiar było wśród dzieci i młodzieży. W tym roku może okazać się, że woda okaże się zdecydowanie groźniejsza niż w latach ubiegłych. Dlatego RCB ostrzega, że woda, nawet gdy wygląda spokojnie, potrafi być śmiertelnie niebezpieczna.

Centrum przestrzega, by nie skakać do wody w nieznanych miejscach. Pływać również tylko w miejscach do tego przeznaczonych. – Nie należy wypływać na materacu daleko od brzegu, ani pływać bezpośrednio po zjedzeniu posiłku. Należy stosować się do poleceń ratowników oraz pamiętać o założeniu kapoka na łódce, kajaku i rowerze wodnym – zaznacza na Twitterze RCB.

W tym roku na bezpieczeństwo na kąpieliskach nie najlepiej wpływa fakt brakującej kadry ratowników, o czym informuje nas ZG WOPR. WOPR ma kłopot z zagwarantowaniem pełnych składów zespołów ratowniczych i przez to nie może samodzielnie zabezpieczyć w danym regionie części funkcjonujących kąpielisk, chociaż nabór ratowników rozpoczęto blisko pół roku przed sezonem.

Powód? Wydatki ratowników wzrastają z roku na rok. Stawiane są im coraz większe wymagania, które nie mają odzwierciedlenia w finansowaniu. Nie lepiej wygląda kwestia sprzętu – pieniędzy brakuje nie tylko na nowy, ale również na modernizację obecnego wyposażenia.

I tak dla przykładu w tym roku Legionowskie Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe otrzymało dotację od wojewody mazowieckiego na działalność związaną z bezpieczeństwem przebywających nad wodą w wysokości 85 tys. zł. Rok wcześniej było to blisko 100 tys. zł.

Natomiast z dofinansowania zadań realizowanych przez WOPR na terenie woj. śląskiego wycofał się w 2016 r. ówczesny zarząd województwa. Dopiero w tym roku obecny marszałek województwa śląskiego przywrócił dotacje dla ratowników.

Ratownicy wodni w całorocznej służbie zarabiają najniższą krajową, często robią to praktycznie charytatywnie. Jedynie w sezonie zarobki są nieco lepsze. Mimo to i tak wielu z nich wyjeżdża pracować w tym zawodzie za granicę, gdzie zarabiają kilkakrotnie więcej.

Zarząd Główny Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego zwraca nam uwagę, że w obecnym stanie prawnym nie tylko jednostki WOPR, ale również prywatne podmioty (od roku 2012) mogą za zgodą MSWiA wykonywać ratownictwo wodne, w tym świadczyć usługi z zakresu zabezpieczenia kąpielisk.

Przedstawiciele Zarządu Głównego WOPR w rozmowie z Rynkiem Zdrowia zwracają uwagę, że według opinii decydentów (MSWiA – red.) gminy, OSiRy, ośrodki wypoczynkowe mogą też samodzielnie zatrudniać ratowników. – Problem w tym, że wójt (OSIR, ośrodek) nie znają się na ratownictwie wodnym, a na mocy przepisów ich działalność na tym polu pozostaje całkowicie poza kontrolą – komentuje ZG WOPR.

W efekcie takiej swobody może dochodzić do zatrudniania niekompetentnych osób do pracy jako ratowników , a stąd o krok od tragedii. – Tak jak w przypadku ośrodka wypoczynkowego w Wiśle, gdzie na basenie utonął 12-latek, a jak się okazało nad bezpieczeństwem kąpiących czuwał pracownik „nie-ratownik” – podkreśla ZG WOPR.

Nasi rozmówcy wskazują, że kwestia zabezpieczenia w potrzebny sprzęt leży po stronie ich właścicieli bądź podmiotów wykonujących ratownictwo wodne – odbywa się to w ramach umów i są na to środki. Ale już same jednostki WOPR mają niekiedy problem z wyposażeniem we właściwy sprzęt do pełnienia stałych dyżurów poza kąpieliskami i poza sezonem kąpielowym.

Wydawać się mogłoby, że służby ratownicze dotowane z budżetu państwa nie powinny mieć większych problemów finansowych. Nic bardziej mylnego. WOPR otrzymuje dotację za pośrednictwem samorządów – ta jednak często nie stanowi nawet połowy rocznego budżetu tej organizacji.

Dlatego sami ratownicy często muszą zarabiać, organizując różnego rodzaju zawody, kursy czy szkolenia, aby znaleźć brakujące środki potrzebne do tego by na końcu mogli skupić się na tym co najważniejsze, czyli na ratowaniu ludzi.

Ratownicy szkolą się sami

Problem z brakiem ratowników to także efekt tego, że uzyskanie uprawnień ratownika wodnego wiąże się z koniecznością poniesienia nakładów finansowych związanych z wymaganymi szkoleniami przez kandydatów na ratowników.

Jak informuje ZG WOPR państwo (z wyjątkiem skromnego dofinansowania przez MSWiA – ok. 100 tys. zł w skali kraju) nie szkoli w systemie oświaty czy bezpłatnego szkolenia pozaszkolnego. Często szkolenia te są dofinansowane przez miejscowe samorządy lub ze środków unijnych.

Za kurs uprawniający do tego zawodu trzeba zapłacić ok. 1300 zł. Zgodnie z przepisami, aby zyskać uprawnienia ratownika wodnego należy odbyć 63-godzinny kurs. Na rynku funkcjonuje wiele podmiotów umożliwiających takie szkolenie. Nie brakuje takich, gdzie uprawnienia można ''zrobić'' tanio i bez wysiłku. Tym samym powstała rzesza ratowników, którzy pracują ''za grosze'', bo niby za co im płacić, jak ich umiejętności są marne? Przez to sam zawód stracił na znaczeniu i dlatego traci na popularności.

Nasi rozmówcy zwracają uwagę, że prowadzone przez WOPR szkolenie jest dłuższe i zawiera więcej godzin oraz wymagane są staże do ukończenia kolejnych wewnętrznych stopni, aby w końcu uzyskać uprawnienia zawodowe.

Jednak wykwalifikowani ratownicy zderzając się z prozą życia porzucają to zajęcie na rzecz bardziej intratnych. Biznesowe podejście do zawodu ratownika spowodowało zanik społeczności WOPR-owskiej, która do 2011 r. mogła stanowić siłę i jedność w rozmowach z administracją.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Chrześcijanie nie obchodzą Halloween

Marcin Konik-Korn
Edycja małopolska 43/2008

Tytuł tego artykułu właściwie nie jest prawdziwy. Jest w nim zawarte pobożne życzenie. Chrześcijanie, niestety, coraz częściej obchodzą to „święto”, które ani nie jest świętem, ani też nie da się pogodzić z wiarą w Chrystusa. W naszym kraju Halloween jest nowym zwyczajem, jeszcze niezakorzenionym. Warto więc podjąć zawczasu starania o to, by móc kiedyś śmiało powiedzieć: „chrześcijanie nie obchodzą Halloween”

pixabay.com

Są takie elementy amerykańskiej popkultury, które raz za razem wdzierają się do niegdyś konserwatywnej kulturowo Polski. Wcześniej św. Mikołaj został zastąpiony przez zlaicyzowaną maskotkę Coca-Coli, następnie walentynki wyparły wspomnienie św. Walentego, a teraz Halloween próbuje młodemu pokoleniu wywrócić w głowie sens uroczystości Wszystkich Świętych oraz Dnia Zadusznego.

Droga do piekła

Halloween to celtyckie, a zatem pogańskie święto. Związane było z obrzędami Samhain. W średniowieczu nadano mu nazwę All Hallows Eve - co znaczy - Wigilia Wszystkich Świętych. W skrócie Halloween. Halloween polegało na kontaktowaniu się z zaświatami, po to by odkryć przyszłość, nabrać mocy, zaspokoić potrzeby zmarłych. Zwyczaje te można porównać z obchodzonymi w naszej części Europy dziadami, tak dobrze zobrazowanymi przez Adama Mickiewicza w III części jego najważniejszego dramatu. Dziady jednak Kościół katolicki skutecznie wyrugował kilka wieków temu. W miejsce obrządków mających za cel kontakt z duchami, udało się wprowadzić kult zmarłych, polegający na czczeniu ich pamięci i modlitwie za nich. Dzięki temu od XII wieku w Kościele obchodzi się Dzień Zaduszny.
W XIX wieku zwyczaje Halloween dotarły wraz z emigrantami z Wysp Brytyjskich do Ameryki. Tam nabrały swojego kolorytu i komercyjnego charakteru. Smaczku (a może raczej niesmaczku) dodaje fakt, że w Nowym Jorku jest to dzień parad gejowskich. W XX wieku zmodyfikowana pogańska praktyka powróciła już nie tylko na Wyspy Brytyjskie, ale do całej Europy. Na ironię zakrawa fakt, że choć w niemal całej Europie udało się Kościołowi „ochrzcić” dziady, po 800 latach musi on ponownie walczyć o to, aby kult zmarłych nie miał okultystycznego charakteru. Tak to już jest, licho nie śpi.

Demonizowanie?

Wiele osób uśmiecha się pod nosem, kiedy poznaje stanowisko Kościoła na temat Halloween. Najczęściej ludzie używają argumentu: co złego jest w tym, że dzieci przebierają się za czarownice i diabliki? Albo: przecież to tylko zabawa, nie ma w niej nic złego. Problem polega na tym, że cała symbolika i atmosfera Halloween otwiera człowieka na rzeczywistość, o której gdyby człowiek wiedział, uciekałby, gdzie pieprz rośnie.
Taka oto dynia z zapaloną w niej świecą symbolizuje dusze błąkające się w postaci ogników. Tańce czarownic z diabłami i skrzatami przy ognisku (za te postaci przebierają się dzieci) mają za zadanie skontaktować człowieka z duchami. Wróżby mają na celu zajrzeć w zaświaty, by dowiedzieć się czegoś o nadchodzącej przyszłości.
Jak wiemy, wróżby to grzech śmiertelny przeciw Panu Bogu, który jest jedynym Panem Czasów. Nie wolno próbować wcielać się w Jego rolę i próbować odkrywać przyszłość, którą zaplanował. Otwieranie się zaś na duchy to zabawa z diabłem w chowanego, ale na takich zasadach, że jedynie człowiek szuka, a diabeł pozwala się znaleźć. Duchy istnieją. Z tym tylko, że dusze zbawione trwają w adoracji Boga, a nie zajmują się ziemskimi zabawami ludzi. Toteż kiedy wywołujemy duchy, możemy mieć pewność, że spotkamy albo duszę potępioną, albo demony. Bo choćby człowiek tę zabawę traktował zupełnie niepoważnie, to diabły odpowiadają na każde zaproszenie człowieka. Zresztą sama atmosfera Halloween bliższa jest naszym wyobrażeniom piekła niż nieba. Bo czy wyobrażamy sobie niebo jako miejsce, po którym hasają diabełki, potwory, kościotrupy i czarownice? A jeżeli nie, to po co bawić się w piekło? Czy zabawa w potępienie i przebieranie się za przyjaciół szatana jest miła Chrystusowi?
Wszyscy egzorcyści zwracają uwagę, że problemy opętań i schorzeń psychicznych na tle demonicznym zaczynają się niemal zawsze od niewinnych praktyk. Należą do nich: słuchanie obrazoburczej muzyki, wróżenie, kontaktowanie się z duchami, noszenie talizmanów czy też zabawa w piekło, diabły itp.

Marketingowe oszustwo

Najgorsze jest to, że sukces Halloween związany jest z zyskiem bardzo wielu osób. W okolicach Wszystkich Świętych można zarobić na zniczach i wiązankach. Wytwórcy zabawek i właściciele knajp pozazdrościli widać zysków i chcieliby również coś dla siebie uszczknąć. Stąd zależy im na zwiększaniu popularności Halloween. Jedni mogą dzięki temu sprzedać więcej upiornych strojów i zabawek, drudzy organizują imprezy w atmosferze horroru, podczas których wzrasta m.in. sprzedaż alkoholu.
Ludzie, którzy zarabiają w Polsce na Halloween, zwłaszcza jeżeli są ochrzczeni, sprzeniewierzają się wierze i tradycji dla pieniędzy. Sami ulegają marketingowemu oszustwu, że Halloween to tylko świecka zabawa, na której można zarobić kilka groszy, i organizują coś, co otwiera ich samych i innych ludzi na działanie szatana.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

XXX Olimpiada Teologii Katolickiej

2019-10-23 22:52

Agata Pieszko/inf.org.

W imieniu Wydziału Katechetycznego Kurii Metropolitalnej Wrocławskiej, zachęcamy wszystkie szkoły do wzięcia udziału w XXX Olimpiadzie Teologii Katolickiej „Dumni z Ewangelii i z Polski".

mat.org.

Etap szkolny olimpiady należy przeprowadzić 20 listopada 2019 r., natomiast zgłoszenia udziału należy dokonać do 10 listopada 2019 r. drogą elektroniczną. Formularz zgłoszenia oraz wszelkie niezbędne informacje można znaleźć na stronie: OTK.

Po zgłoszeniu, szkoły otrzymają od Wydziału Katechetycznego komplet materiałów potrzebnych do przeprowadzonego etapu szkolnego. Organizatorzy informują, że do etapu diecezjalnego zostają zakwalifikowani uczestnicy Olimpiady, którzy zdobyli co najmniej 50% punktów w etapie szkolnym.

-Regulamin

-Harmonogram olimpiady.

Zapraszamy wszystkich katechetów, nauczycieli oraz uczniów do wzięcia udziału w XXX Olimpiadzie Teologii Katolickiej, która będzie miała swój finał w 2020 r. w Przemyślu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem