Reklama

Ludzie – Miejsca – Wydarzenia

Trzeba tylko zacząć

2018-09-19 10:33

Ks. Mieczysław Puzewicz
Edycja lubelska 38/2018, str. VI

Archiwum
W 2001 r. jeden z Żydów uratowanych przez s. Martę, prof. Jerry Glickson (na zdjęciu razem z małżonką Leslie), przekazał niepokalankom tablicę wdzięczności za ocalenie życia. Z lewej strony ówczesna przełożona generalna matka Nina od Zmartwychwstania Mic

Niewielu lublinian, tym bardziej gości, przechodząc Krakowskim Przedmieściem obok obecnej Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, zdaje sobie sprawę, że mija dom, w którym urodziła się i wychowała Kazimiera Wołowska. Jedyna lublinianka wśród błogosławionych i męczenniczek Kościoła i jedyna, zapomniana niestety, mistyczka z Lublina

Wołowscy zajmowali pod koniec XIX wieku okazały pałac przy Krakowskim Przedmieściu, zbudowany sto lat wcześniej przez ród Morskich. Tam 12 października 1879 r. na świat przyszła Kazimiera, jako najmłodsze spośród siedmiorga dzieci Marii i Józefa Wołowskich. Ojciec administrował majątkami ziemskimi na Lubelszczyźnie, dom prowadziła matka. Rodzice zadbali o wykształcenie i wychowanie dzieci, lekcji udzielali im znakomici nauczyciele; przez długie lata posługę katechety i spowiednika dla całej rodziny pełnił ks. Antoni Nojszewski, rektor lubelskiego seminarium.

Od zakochania do klasztoru

Droga do odkrycia powołania zakonnego zaczęła się w ósmym roku życia Kazimiery, podczas rekolekcji u kapucynów w Zakroczymiu (odprawiała je z całą rodziną). Jedna z sióstr felicjanek stwierdziła, że widzi w niej zakonnicę. Cierpienie, jakiego doświadczyła w wieku 13 lat przy śmierci matki, skierowało jej myśli ku sprawom duchowym, choć żadnej decyzji jeszcze nie podjęła. Kilka lat później zakochała się, jak sama napisze, „bardzo silnie i to w człowieku wartościowym”. Uczucia obojga młodych rozwijały się gorąco aż do wtorku 1 listopada 1898 r. Przyszła błogosławiona zapamiętała w szczegółach zdarzenie, które zdecydowało o jej dalszym życiu. Wraz z ojcem i siostrą Adą poszła na uroczystość Wszystkich Świętych do pobliskiego kościoła Kapucynów, jak zwykle stanęła przy konfesjonale obok zakrystii, dwa metry od niej modlił się ukochany chłopak.

„W czasie tej Mszy św. zaszło coś, czego do dziś dnia wytłumaczyć sobie nie mogę. Modliłam się... Oddawałam się Panu Jezusowi na wszystko…” – wspomina autorka w późniejszej notatce przekazanej swojemu zgromadzeniu. „Pokazał mi Pan Jezus całe moje życie, jakbym je całe wtedy przeżyła. Pokazał mi Pan Jezus bliską śmierć mego ukochanego ojca i parę zewnętrznych zdarzeń, które się co do joty sprawdziły. Stanęło mi Zgromadzenie nasze jako wolą Bożą mi przeznaczone i jednocześnie główne zasady i cechy Zgromadzenia. Jasnym mi było, że wewnętrzne przerobienie do gruntu i «śmierć sobie» tam jest dla mnie i że tylko od aktu silnego z mej strony zależy pójście drogą absolutnego wyrzeczenia się siebie. Od tej Mszy św. znam Mateczkę i znam ducha Zgromadzenia”.

Reklama

Takie nagłe i silne wtargnięcia świata łaski w ludzkie serca towarzyszyły wielu chrześcijanom, czasem prowadząc do wyboru życia poświęconego Bogu w zakonie, kiedy indziej owocując głębokim nawróceniem, żeby przypomnieć choćby historię André Frossarda, który wszedł do paryskiej kaplicy jako agnostyk, by po kilku minutach wyjść jako człowiek zachwycony tajemnicą Boga.

Po rozstaniu z wybrankiem serca, Kazimiera odwiedziła Jazłowiec (dziś Ukraina), gniazdo Zgromadzenia Sióstr Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, czyli niepokalanek. Wahała się jeszcze, zwłaszcza, że usilnie od wstąpienia do tego zakonu odżegnywali ją znajomi jezuici. Wkrótce przyszedł mocny cios; na atak serca w 1899 r. umarł ojciec. Pół roku później Wołowska spotkała się z założycielką zgromadzenia bł. Marceliną Darowską, a jesienią 1900 r. rozpoczęła u sióstr postulat. Przyjęła imię s. Marta od Jezusa. „Ciężki miałam postulat, wszystkie diabły rozrywały mą duszę. Zostałam jedynie na słowo Matki, które dotąd słyszę: Możesz jechać – furta otwarta. A ja Mateczce na to, że jej najcałkowiciej ufam i polegam na jej zdaniu” – napisała.

Od sierocińca do męczeństwa

Realizacja powołania zakonnego s. Marty od Jezusa związana będzie z pracą na Wschodzie Rzeczpospolitej, z wyjątkiem krótkich pobytów w Nowym Sączu i Szymanowie. Pierwszą placówką, którą kierowała już jako przełożona (1919-28), był Maciejów (dziś Łukiw) na Wołyniu, miasteczko w pobliżu Kowla. Zgodnie z najważniejszą misją zgromadzenia, wychowywania w wierze i miłości do ojczyzny, siostra podjęła niezwykle skuteczne dzieło wśród tamtejszej młodzieży i dzieci. Najpilniejszą wówczas potrzebą, zaraz po wojnie, było utworzenie miejsc opieki nad sierotami wojennymi; w Maciejowie niepokalanki zebrały ich prawie sto. „Były to dzieci pozbierane z lasów i dróg, które prócz okropności wojennych niczego w życiu nie widziały” – napisała s. Marta. Do Maciejowskiego sierocińca trafiały dzieci ukraińskie, żydowskie i polskie; oprócz dachu nad głową trzeba było zapewnić im wyżywienie, co wiązało się z ogromnymi problemami. S. Wołowska patrzyła jednak dalej, wiedząc, że bez umiejętności choćby czytania i pisania, przyszłość dzieci będzie ciężka. W ciągu kilku tygodni uruchomiła szkołę podstawową, która działa niecały rok. Na Wołyń nadciągnęły hordy wojsk sowieckich, udało się ewakuować dzieci i siostry do Szymanowa.

Po przepędzeniu bolszewików, już jesienią 1920 r. s. Marta wróciła do Maciejowa, na nowo otworzyła szkołę i sierociniec, odnowiła klasztorną kaplicę. Podjęła ideę założenia seminarium pedagogicznego, kształcącego przyszłe wychowawczynie i nauczycielki do pracy na Wołyniu. Siostry prowadziły również pracę duszpasterską, przygotowują dzieci, młodzież i dorosłych do sakramentów, dbały o głodnych i bezdomnych, których tysiące trafiły do klasztoru. Wszystkim dziełom przyświeca dewiza założycielki niepokalanek, bł. s. Marceliny: „Trzeba tylko zacząć”. Dalej już Pan Bóg znajdzie środki i ludzi. Podobne dzieło, równie owocne – szkoła i seminarium nauczycielskie – s. Marta utworzyła w nadbużańskim Wirowie, niedaleko Sokołowa Podlaskiego.

Na dwa miesiące przed wybuchem II wojny światowej władze zakonne delegowały s. Wołowską do opieki nad wszystkim dziełami niepokalanek na Kresach i osadziły w roli przełożonej w Słonimiu (dziś Białoruś). Najpierw inwazja sowietów zmusiła siostry do opuszczenia szkoły i klasztoru, a po niespełna dwóch latach nadszedł żywioł niemiecki. Zaczęła się eksterminacja Żydów; w getcie w Słonimiu i w pobliskich lasach Niemcy dokonali egzekucji ponad 35 tys. kobiet, mężczyzn i dzieci. Wielu szukało i znalazło schronienie w klasztorze niepokalanek. S. Marta pomimo świadomości grożącej jej śmierci, ukryła i ocaliła życie kilkudziesięciu Żydom. Razem ze współsiostrą Ewą Noiszewską i jezuitą Adamem Sztarkiem została rozstrzelana 19 grudnia 1942 r. w lesie zwanym Górą Pietralewicką, dwa kilometry od Słonimia. W 1999 r. Jan Paweł II beatyfikował siostry, rok później o. Adam pośmiertnie otrzymał medal „Sprawiedliwy wśród narodów świata”.

Na ścianie domu obok dawnego pałacu Wołowskich w czerwcu 2003 r. zawisła okolicznościowa tablica, dedykowana bł. Marcie. Na tablicy znajdują się słowa: „W tym domu 12 października 1879 r. urodziła się Kazimiera Wołowska, błogosławiona s. Marta od Jezusa, Niepokalanka. Śmierć męczeńską poniosła z rąk niemieckiego okupanta 19 grudnia 1942 r. w Słonimiu za ratowanie Żydów oraz działalność patriotyczną i charytatywną. Beatyfikowana przez papieża Jana Pawła II 13 czerwca 1999 r. w Warszawie wśród 108 męczenników II wojny światowej”. Obraz błogosławionej znajduje się w bocznym ołtarzu w archikatedrze lubelskiej.

Tagi:
ludzie błogosławiona

Reklama

Matka Solidarności

2019-08-06 09:21

Irena Jesionkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 32/2019, str. 42-43

90 lat temu, 15 sierpnia 1929 r., w okolicach Równego na Wołyniu urodziła się Anna Walentynowicz, wówczas Anna Lubczyk. Gorąca patriotka wierna ideałom chrześcijaństwa, czcicielka Matki Bożej, przyszła na świat w wielkie święto religijno-państwowe i jedno z najpiękniejszych świąt maryjnych – Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny

East News/Michal Szlaga/REPORTER
Anna Walentynowicz przez całe życie walczyła o wolną Polskę

Gdy prześledzimy drogę jej szlachetnego życia i jego owoce, utwierdzimy się w przekonaniu, że Pan Bóg dokonuje najczęściej wielkich dzieł przez osoby – po ludzku patrząc – niewiele znaczące, niewykształcone, ale odważne mocą Najwyższego i pełne pokory wobec majestatu Stwórcy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ku Chrystusowi

2016-08-10 08:25

Abp Wacław Depo
Niedziela Ogólnopolska 33/2016, str. 32-33

Fot. Graziako
Martin Schongauer – wizerunek Jezusa (XV wiek)

Gdy patrzymy na Jezusa, „który istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie” (por. Flp 2, 6), staje się dla nas jasne, że On jest nie tylko niezwykłym człowiekiem, ale żywym i prawdziwym Bogiem. W Jezusie Chrystusie religia przestaje być poszukiwaniem Boga niejako po omacku, a staje się odpowiedzią wiary daną Bogu, który objawia się człowiekowi. Wierzyć w Niego oznacza nie tylko przyjąć za prawdę to, co On głosił: słowami i czynami. Wierzyć prawdziwie – według Katechizmu Kościoła Katolickiego – to „przylgnąć osobowo do Niego” (por. 150). A więc przyjąć Chrystusa całym sobą: umysłem, wolą, sercem, wszystkimi siłami. Taka odpowiedź jest możliwa dzięki łasce Jego samego, który jest równocześnie Synem Boga, współistotnym Ojcu, w którym każdy człowiek odpowiada Bogu. Wprost po mistrzowsku ujmuje tę prawdę Autor Listu do Hebrajczyków: Zastanawiajcie się więc nad Chrystusem, który „przecierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę, abyśmy nie stali się ludźmi złamanymi na duchu i ustającymi w drodze” (por. Hbr 12, 2-3).

Patrząc na Jezusa, „który uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym woli Ojca aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej” (por. Flp 2,8), dostrzegamy oczyma wiary, że Bóg kocha każdego człowieka w tajemnicy Syna ukrzyżowanego przez świat, który Go nie poznał. W oczach świata krzyż Jezusa jest postrzegany jako znak sprzeciwu i zgorszenie „słabością Boga”. Dla wierzących krzyż pozostaje mocą i mądrością Bożą. Kościół Jezusa Chrystusa jest mocny tą prawdą, że przez tajemnicę krzyża i zmartwychwstania jego Założyciela dokonało się przejście – od starego do nowego świata. Odtąd każdy, kto patrzy na Jezusa i słucha Jego słów, będzie musiał nieustannie wybierać: albo podtrzymywać ów stary świat, udaremniając Krzyż Jezusa, albo budować nowy świat na fundamencie Jezusa, otwierając historię ludzkości na Bożą przyszłość. Rozważmy niezwykłe wołanie św. Jana Pawła II z Wielkiego Piątku 1994 r.: „Niech nie zostanie udaremniony Krzyż Chrystusa, bo jeśli udaremnia się Krzyż Chrystusa, człowiek zostaje pozbawiony korzeni i nie ma już przyszłości: jest zniszczony!”.

Gdy patrzymy na Jezusa, „którego Bóg nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię” (Flp 2,9), wierzymy, że tylko w Nim i przez Niego jesteśmy zbawieni. On jest „PANEM – ku chwale Boga Ojca” (Flp 2,11). W Liście apostolskim „Tertio millennio adveniente” Jan Paweł II poucza nas, że „Chrystus jest nowym początkiem wszystkiego. Wszystko w Nim odnajduje siebie, zostaje przyjęte i oddane Stwórcy, od którego wzięło swój początek” (6).

Wpatrując się więc w tajemnicę Jezusa, każdy chrześcijanin winien ukazać światu poczucie odpowiedzialności osobistej za swoje życie. W Roku świętym Miłosierdzia obraz Sądu Ostatecznego trzeba przykładać do dziejów każdego z nas: „Wszystko, cokolwiek uczyniliście jednemu z braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (por. Mt 25, 40). Brak moralnej i osobistej odpowiedzialności, która stwarza swoistą „anonimowość chrześcijan”, jest postawą, która wynika z niedostatecznego szacunku dla rozpoznawanej Prawdy, którą jest Jezus Chrystus.Warto raz jeszcze podkreślić, że najważniejszą sprawą naszego życia jest nie tylko „wpatrywanie się w Jezusa”, ale osobiste i całym sobą „przylgnięcie” do Osoby Jezusa i Jego prawd. Wówczas – z pomocą Jego łaski – będziemy wolni od bałamutnych ideologii.

Polecamy „Kalendarz liturgiczny” – liturgię na każdy dzień
Jesteśmy również na Facebooku i Twitterze

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Sokołów Podlaski: ingres bp. Piotra Sawczuka do konkatedry

2019-08-18 19:09

xmg / Sokołów Podlaski (KAI)

- Chcemy pokornie prosić św. Rocha o wstawiennictwo w zmaganiu się z zarazą naszej doby, zatruwającą ludzkie myślenie i próbującą doprowadzić do ruiny rodziny – mówił bp Piotr Sawczuk podczas Mszy św. odprawionej w Sokołowie Podlaskim ku czci św. Rocha, patrona tego miasta. Eucharystia powiązana była z ingresem biskupa do miejscowej konkatedry pw. Niepokalanego Serca NMP.

Episkopat.pl
Bp Piotr Sawczuk

W symbolicznym geście przekazania kluczy, w progu do świątyni ks. Biskupa powitał miejscowy proboszcz ks. prał. Andrzej Krupa. Słowa powitania skierowali również przedstawiciele parafii, młodzieży oraz władz samorządowych.

W homilii bp Sawczuk nawiązał do postaci św. Rocha. Jak zauważył, w cztery tygodnie po objęciu posługi w diecezji drohiczyńskiej przybywa do Sokołowa Podlaskiego, aby uczcić tak przemożnego Patrona i swoją pasterską posługę powierzyć Bogu przez jego wstawiennictwo.

Przypominając życie św. Rocha zwrócił uwagę na jego cechy i cnoty. Jak zauważył, możemy uczyć się od niego, jak wielkim i wspaniałym cudem są narodziny człowieka. Św. Roch zawstydza nas swoim zapałem apostolskim. Uczy również miłości do bliźnich. „Ilu to ludzi skupia się dzisiaj wyłącznie na sobie, na własnej wygodzie, oddaje się w niewolę złego ducha, w niewolę namiętności, pod władzę pieniądza. Jedyną niewolą św. Rocha byłą miłość miłosierna. Nie wyobrażał sobie życia bez miłości” – stwierdził. Nawiązał do ofiarnej służby św. Rocha na rzecz chorych na dżumę - czarną śmierć, która w czasach Świętego zdziesiątkowała ludność Europy. W tym kontekście odniósł się do niedawnych słów abp. Marka Jędraszewskiego mówiących również o zarazie. Jak wyjaśnił, słowo to było użyte w sensie przenośnym, by podkreślić skalę niebezpieczeństwa, jakie płynie z ideologii komunistycznej – co wiemy, i z ideologii LGBT, czego do końca nie wiemy, bo zjawisko jest dość nowe, jednak oparte o fałszywą i niebezpieczną antropologię. "Chcemy pokornie prosić św. Rocha o wstawiennictwo w zmaganiu się z zarazą naszej doby, zatruwającą ludzkie myślenie i próbującą doprowadzić do ruiny rodziny" – powiedział bp Sawczuk.

Eucharystię zakończyło wystawienie Najświętszego Sakramentu oraz procesja Eucharystyczna. Udano się również pod pomnik św. Rocha. Bp Sawczuk oraz przybyłe delegacje złożyli kwiaty.

Jak przypomniał ks. Prał. Andrzej Krupa, św. Roch jest związany z historią Sokołowa Podlaskiego. Odbierał cześć w nieistniejącym już dziś kościele. Pozostałe po świątyni kolumny stanowią część ufundowanego pomnika ku czci Świętego.

W roku 2015, na prośbę lokalnej społeczności oraz biskupa drohiczyńskiego, Ojciec Święty Franciszek ustanowił św. Rocha patronem miasta Sokołów Podlaski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem