Reklama

Czechowice-Dziedzice

Nuty dla Pana Boga

2018-09-25 11:55

Mariusz Rzymek
Edycja bielsko-żywiecka 39/2018, str. III

MR
Warsztaty muzyczne

Ponad 140 adeptów śpiewu zjawiło się w parafii św. Barbary w Czechowicach-Dziedzicach, aby w dniach 14-16 września uczestniczyć w Warsztatach Muzyki Liturgicznej „Per Crucem ad Lucem” (Przez Krzyż do Światła). Do obsługi zaangażowano młodzież parafilaną. Na inicjatywę ks. Marka Różyckiego odpowiedzieli ludzie nie tylko z Podbeskidzia, ale i z Pszczyny, Wrocławia, Krakowa czy Poznania. Największą grupę wśród nich stanowiły osoby między 20., a 40. rokiem życia. Mężczyzn było około 30 proc.

– To niesamowite, że tak wiele osób odpowiada pozytywnie na zaproszenie na te warsztaty. Oni nie boją się zaangażować. Pragną wspólnie śpiewać, pracować, a to wszystko po to, aby przygotować pieśni, które potem będą częścią liturgii. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że muzyka liturgiczna przeżywa swój renesans, bo coraz więcej osób włącza się w warsztaty i pragnie pomnażać swe zdolności muzyczne – tłumaczył Piotr Pałka, twórca oratoriów.

Podczas warsztatów ich uczestnicy ćwiczyli m.in. pieśni: „Witaj miłosierny Jezu”, „W swe ramiona”, „Jezu, ufam Tobie”, „Łaska Pana”. Niektóre z tych kompozycji były autorstwa Piotra Pałki, Huberta Kowalskiego, Pawła Bębenka, a więc osób odpowiedzialnych za szkolenie uczestników warsztatów.

Reklama

– Prowadzę czechowicki chór w parafii św. Barbary, więc te warsztaty to dla mnie rodzaj nauki i zarazem fantastyczne przeżycie duchowo-muzyczne. Nasi instruktorzy to profesjonalni muzycy, których podpatruję na każdym kroku. Dzięki nim uzmysłowiłam sobie, jak ważny jest sposób przekazywanie treści i charyzma – mówi Magdalena Mikoda z Kaniowa. W ostatnim dniu warsztatów śpiewacy wraz z towarzyszącą im orkiestrą połączyli swe siły i zaprezentowali je publicznie. Miejscem występu był kościół św. Barbary.

– Z racji tego, że jest to pierwsze nasze spotkanie w Czechowicach wzięliśmy na warsztat niezbyt trudne pieśni. Wszystkie opracowaliśmy na potrzeby czterogłosowego chóru. Myślę, że każdy wykonawca miał świadomość, że nasz występ był nie tylko piękną prezentacją muzyczną. To była modlitwa. W końcu śpiew, który pojawia się w liturgii, jest jej częścią – dopowiedział P. Pałka.

Warsztaty ubogaciły krótkie prelekcje nt. gestów liturgicznych. W ich programie znalazło się również miejsce na Mszę św., Jutrznię i Koronkę do Bożego Miłosierdzia.

– Pierwszy raz w czymś takim uczestniczę i wiem już, że z wielką przyjemnością pojawię się na kolejnej odsłonie tego wydarzenia. Jestem muzycznym amatorem, który nie występuje w żadnym chórze, ale muzyka jest moją pasją. Co jakiś czas użyczam swego głosu w kościele czy na pieszych pielgrzymkach, więc dobrze jest dowiedzieć się czegoś więcej o tym, jak nad nim pracować. Dlatego tu jestem – zaznacza Diana Frączek z Poznania.

Instruktorami czechowickich warsztatów byli dyrygenci, kompozytorzy, śpiewacy: Piotr Pałka, znany m.in. z hymnu „Nie lękajcie się” przygotowanego na ogólnopolskiego spotkania z Benedyktem XVI czy z oratoriów warszawskiego i braniewskiego; Hubert Kowalski, współtwórca nagrań zespołu Deus Meus i licznych oratoriów, w tym Monumenta Rychwałda – Misterium o cudownych wydarzeniach w Sankturium MB w Rychwałdzie; Paweł Bębenek, autor płyty „Dzięki Ci, Panie”, współtwórca muzyki do musicalu „Zazdrosna miłość”.

Warsztaty odbyły się pod patronatem burmistrza gminy Czechowice-Dziedzice. Towarzyszyła im wystawa poświęcona czechowickim twórcom muzyki przygotowana na tę okoliczność przez Miejski Dom Kultury.

Tagi:
muzyka warsztaty warsztaty

Reklama

Radość w nutach

2019-09-25 10:32

Mariusz Rzymek
Edycja bielsko-żywiecka 39/2019, str. 2

– Jako chrześcijanie często jesteśmy zbyt smutni. Tymczasem przez śpiew możemy uzewnętrznić radość, pokazać dobro i miłość. Tutaj to wszystko jest. Na dodatek okraszone bardzo rodzinną atmosferą – mówi Marzena Słowińska z Wytrzyszczki koło Nowego Sącza, uczestniczka czechowickich warsztatów muzyki liturgicznej

MR
Warsztaty w Czechowicach

Przez trzy dni, od 13 do 15 września w podziemiach kościoła św. Barbary w Czechowicach-Dziedzicach trwały II Warsztaty Muzyki Liturgicznej. Towarzyszyło im hasło „Otrzymacie Jego Moc”. W ich ramach uczono dykcji, impostacji, emisji wokalnej, rozczytywania nut. Zajęcia odbywały się w różnych sekcjach. Osobno ćwiczyły soprany, alty, tenory, basy i instrumentaliści. Później w myśl zasady: „wszystkie ręce na pokład”, poszczególne człony zespolono w jeden potężny chór i przygotowano do występu. Nad wszystkim czuwali sławni dyrygenci i kompozytorzy: Piotr Pałka, Paweł Bębenek, Hubert Kowalski. – Pamiętajcie, aby zatrzymać dźwięk, który widzicie, wyobraźnia musi działać – mówi P. Bębenek do 165 słuchaczy. Wykładowcy zadbali o to, aby nuty stały plastyczną płaszczyzną, możliwą do zobaczenia i do odczytania. Słychać to było podczas finału, gdy wszyscy uczestnicy, 15 września zaprezentowali w kościele św. Barbary kilkanaście religijnych kompozycji. – To dla nas najprzyjemniejszy moment, bo na żywo brzmi i chór i orkiestra. Wtedy w pełni uwidacznia się zamysł kompozytora i aranżera – zaznacza Piotr Pałka. I dodaje: – Całe te warsztaty mają nas przygotować do przeżycia niedzielnej Eucharystii, na której dzięki poznanym utworom będziemy się nimi po prostu modlić.

Na szkolenia do czechowickiej parafii przyjechały osoby w różnym wieku i z różnych stron Polski. Nie zabrakło wśród nich przyjezdnych z Poznania, Wrocławia, Kielc, Krakowa. Najliczniejszą reprezentację stanowili mieszkańcy Zabrzega. Po raz pierwszy parafia stała się też miejscem kwaterunku. Z tej oferty mogło i skorzystało osiem osób. – Jestem tu po raz drugi. Tak teraz, jak i rok wcześniej, otacza mnie liczna, bo kilkunastoosobowa ekipa. Wraz z nimi nie tylko, że podnoszę swoje muzyczne kwalifikacje, ale i poznaję cały zestaw nowych utworów – tłumaczy Helena Nosek z parafii NSPJ w Piasku. – Doświadczenie chwili sprawia, że naszym podopiecznym jest na warsztatach ze sobą dobrze. A to, czego się nauczą, zaprocentuje. Oni z tym wrócą do swoich miejsc, parafii, chórów i będą z tego korzystali – podsumowuje P. Pałka. W zajęciach brali udział soliści, przedstawiciele zespołów wokalnych, scholi oraz osoby je prowadzące.

W porównaniu z ubiegłym rokiem liczba uczestników wzrosła o 40 osób. – Zamiarem naszym była pomoc skierowana do kantorów i lektorów, aby profesjonalnie wspomóc jakość liturgicznego śpiewu w czasie Mszy św. Zgłoszeń za pierwszym razem z Czechowic i okolic było bardzo niewiele. Teraz jest ich znacznie więcej. To cieszy, bo głównie robimy to dla mieszkańców naszego regionu. A że uczyć się warto od dobrych, a w tym przypadku, od mistrzów, więc zgłoszenia napłynęły do nas z różnych części Polski – mówi ks. proboszcz Ludwik Duży.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kolumbia: biskup w stroju bezdomnego na kongresie diecezjalnym

2019-10-15 19:11

pb (KAI/avvenire.it) / Armenia

Ordynariusz kolumbijskiej diecezji Armenia przyszedł na diecezjalny kongres duszpasterstwa społecznego przebrany za bezdomnego. Nierozpoznany przez nikogo, obserwował zachowania uczestników obrad. Swój psychologiczny eksperyment podsumował słowem: „obojętność”.

youtube.com
Biksup podczas przygotowań do roli bezdomnego

Psycholog i komunikator społeczny, 52-letni bp Carlos Arturo Quintero Gómez założył zużyte ubrania, poddał się maskującemu wygląd makijażowi i poszedł na kongres, odbywający się na uniwersytecie Quindío. Żebrał, prosił o pomoc, a nawet upadł, aby przekonać się, jak zareagują zebrani na obecność „intruza”.

- Zrobiłem to, aby zobaczyć reakcje ludzi w spotkaniu z osobą ubogą, bezdomną, w brudnym i śmierdzącym ubraniu, która wchodzi do kościoła czy na diecezjalny kongres. Był to sposób na poznanie postaw chrześcijan - wyjaśnił hierarcha cel swego eksperymentu.

Opowiedział też, co odczuwał w czasie, gdy udawał bezdomnego. - Zacząłem wchodzić w skórę takiej osoby. Odczułem ból i rozdarcie serca na myśl o niedostatku i o ubóstwie. Gdy tylko wszedłem do auli, zacząłem doświadczać obojętności. Wszedłem tam tak, jakbym był u siebie w domu. Nikt mnie nie przyjął, gdy przechodziłem przez recepcję, nikt mnie nie przywitał i nikt nie zapytał, kim jestem. Potem usiadłem w strategicznym miejscu, aby móc analizować zachowania ludzi - stwierdził bp Quintero Gómez.

Przyznał, że nikt go źle nie potraktował, ale to, czego doświadczył, najlepiej oddaje słowo „obojętność”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bóg afrykańskich dzieci

2019-10-17 12:57

Agata Pieszko

W Kamerunie mieszka ok. 150 Polaków, a wśród nich pallotynka, s. Hanna Gnatowska, która opowiada o realiach misji i o tym, jak wygląda Bóg afrykańskich dzieci.

Archiwum prywatne s. Hanny

Agata Pieszko: – Siostro, jak wygląda Bóg afrykańskich dzieci?

S. Hanna Gnatowska: – Widzę, że Bóg jest dla nich kimś wielkim, mają do niego wiele szacunku, one Go czują. Chciałabym im przedstawić Boga Ojca, bo im często brakuje własnych, ziemskich ojców, którzy niestety odchodzą szybko z powodu różnych chorób.

– Czy Siostra musi tłumaczyć, kim jest Bóg?

– Ja tego nie tłumaczę, ja po prostu jestem z tymi dziećmi. Kiedy przyjeżdżam do szkoły, widzę je wszystkie w mundurkach szkolnych, głodne, zmęczone i zaspane, ale podnoszą flagę, odśpiewują hymn i dzielnie idą na zajęcia. Kiedy ok. godz. 9 mają przerwę, wówczas wjeżdżam z wielką afrykańską muzyką, a one rzucają nawet ukochaną piłkę, podbiegają i krzyczą: „Ma soeur, la musique!”, co po francusku znaczy: „Siostro, muzyka! Prosimy o muzykę!”. Wtedy razem śpiewamy i tańczymy. Może to pyszne, ale myślę, że one odnajdują w tym Boga.

– Pierwsza myśl, kiedy postawiła Siostra stopę na afrykańskiej ziemi?

– Łzy szczęścia. Nie było słów. Kiedy samolot lądował, widziałam czerwoną ziemię, bananowce, tę egzotykę. Bóg jest wielki. To on ofiarował mi misję w dżungli. O Nim trzeba mówić.

– Czemu akurat Afryka?

– Od zawsze była moim marzeniem. Mama śpiewała mi o niej piosenki, kiedy byłam dziewczynką. Pytanie, które zadałam siostrom pallotynkom jako pierwsze, było takie: czy wyjeżdżają na misje do Afryki. Kiedy polskie misje w Rwandzie zostały otwarte, zgłosiłam się. W przeddzień wieczystej profesji otrzymałam informację, że jestem dopuszczona. Już niczego więcej nie musiałam w życiu szukać. Zresztą już w siódmej klasie mówiłam, że chcę być siostrą i chcę mieć pod moim oknem pomarańcze.

– Co jest największym problemem kameruńskiej codzienności?

– Nie wiem, czy największym, ale jednym z wielu jest tradycja czarowników, tzw. marabu, bardzo mocno zakorzeniona w afrykańskiej kulturze. Ludzie mogą być religijni, chodzić do kościoła, ale kiedy z niego wychodzą, często powracają do dawnych wierzeń. Szczególnie niebezpieczne są sytuacje, w których choroba mylona jest np. z opętaniem. Wtedy rodzina, szukając pomocy, często zamiast do ośrodka zdrowia udaje się do czarownika. Samo oskarżenie o opętanie bywa niebezpieczne, ponieważ zdarza się, że wtedy osoby chore są wykluczane ze swojej społeczności i zaczynają być zdane wyłącznie na siebie. W całej miłości tych ludzi jest jeszcze, niestety, wiele dawnych wierzeń, dlatego misjonarze mają czasem utrudnione pole działania.

– Kobieta dżungli?

– Nie dałabym sobie takiego przywileju, ponieważ jestem tam za krótko, ale w sercu jestem człowiekiem Afryki, a dżunglą jestem zachwycona. Od młodości pociągało mnie wszystko to, co było poza codziennością. Miałam takie młodzieńcze zrywy. Kochałam jazdę konną, sportowe wyczyny i oryginalne zabawy, dlatego wiadomość o tym, że tak wcześnie poszłam do zgromadzenia była dla bliskich zaskoczeniem. Już w liceum byłam zdecydowana.

– Czy misjonarz miewa wolne?

– W trakcie urlopu również szukamy pomocy. Kiedy przybywamy do Ojczyzny, nadal gromadzimy kontakty, pracujemy, żeby przygotować kolejne lata posługi.

– Jakie są cele na misjach w Afryce?

– W szkole św. Pawła w Nkoum z roku na rok przybywa dzieci. Karmię je dwa razy w tygodniu. Gotujemy wtedy ogromne kotły ryżu, dodając do każdego kilka puszek sardynek i sos pomidorowy. Do tego orzeszki ziemne, które są odżywcze, ale bardzo drogie, mimo że są lokalnym produktem. Pragnę ofiarować dzieciakom trzeci posiłek. Kocham je, dlatego chciałabym im pomóc, jednocześnie nie wyrywając ich z rzeczywistości, którą znają. Konieczne są także odpowiednie filmy i kreskówki ewangelizacyjne, mówiące o Bogu w zrozumiały dla nich sposób. Czekam aż powstanie sala z rzutnikiem, w której będzie można przeprowadzać katechezy. Mamy już głośnik i maszynę do produkowania prądu. Potrzebne są także filtry oczyszczające wodę ze studni. Higiena jest tu na bardzo niskim poziomie. Dzieci są bardziej zakochane w Bogu niż we własnym staraniu się o zdrowie, dlatego trzeba ich tego nauczyć.

– Dlaczego warto pomóc?

– Te dzieci są zdane na pomoc z zewnątrz. Rodziców często nie ma, dziadkowie nie mają pojęcia o szkole, a ona jest dla nich wytchnieniem od tej trudnej rzeczywistości, od tej sklejonej chałupy, w której są głód, choroby i cierpienie. Dzięki zebranym funduszom staramy się podnieść ich stopę życia. Człowiek afrykański jest piękny. On przyjmuje, on daje, dzieli się tym, co ma, także swoją nieporadnością.



CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem