Reklama

Łaska Boża zaczyna i kończy wszystko

2018-10-03 08:07

Z ks. dr. Pawłem Tamborem rozmawiała Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 40/2018, str. I

TD
WSD to najstarsza uczelnia wyższa w Kielcach

Z ks. dr. Pawłem Tamborem, rektorem Wyższego Seminarium Duchownego w Kielcach – o wrażliwości na głos Boga i rozpoznaniu powołania, o dylematach w kształceniu i przygotowaniu dobrych kapłanów, specyfice kieleckiego Seminarium, „zaprzyjaźnianiu się z metafizyką” i współczesnej kosmologii – rozmawia Agnieszka Dziarmaga

Agnieszka Dziarmaga: – Jak dzisiaj budzić powołania? Co zdaniem Księdza Rektora, we współczesnym świecie przeszkadza, a co pomaga w usłyszeniu głosu Boga?

Ks. Paweł Tambor: – Sprawą zasadniczą w kontekście powołania kapłańskiego jest uświadomienie sobie, że jego autorem jest Bóg. Oczywiście każda droga życiowa, nawet dana specjalizacja zawodowa, jest związana z pewnymi szczególnymi ideałami, które człowiek odkrywa, uważa za cenne, wartościowe, godne naśladowania, i którymi chce ostatecznie żyć. Dla chrześcijanina wszystko, co robi w życiu jest zatem jakoś naznaczone wspólnym mianownikiem powołania do życia i dzielenia się Bogiem. Powołanie kapłańskie jest natomiast wyjątkowe w tym, że człowiek powołany jest wezwany do stania się jakby specjalnie transparentnym w przekazie Boga światu. Nie ja, ale Bóg, Jezus Kapłan, Pasterz ma się przeze mnie jakoś wyraźnie, tak jak tego sam chce – objawić światu. Autorem powołania kapłańskiego jest więc Bóg, natomiast na nas spoczywa pewien obowiązek stworzenia środowiska, w którym powołanie nie wygaśnie, zostanie przez młodego człowieka w całym tym hałasie świata usłyszane i będzie tak kształtowane, że pozostanie wciąż Boże.

– Jak kwestia powołań wygląda w WSD w Kielcach? Jakie są dane z ostatnich pięciu lat i jak statystycznie kieleckie seminarium prezentuje się na tle innych diecezji?

– Trzeba pewnie odróżnić liczbę powołań w znaczeniu zasadniczym, czyli uświadomienia sobie Bożego wezwania, od realizacji decyzji w postaci wstąpienia do seminarium duchownego. Chodzi mi o to, że powołanych jest z pewnością więcej niż wstępuje do seminariów. W Kielcach w ostatnich latach zauważamy spadek liczby wstępujących do seminarium – od kilkunastu rozpoczynających formację przed czterema, pięcioma laty, do kilku obecnie. Sumarycznie rzecz biorąc, w kieleckim seminarium do kapłaństwa przygotowuje się 54 alumnów, co stawia nas w gronie seminariów mniej więcej w połowie skali liczebności.

– Czy można wskazać elementy, które szczególnie wyróżniają kieleckie seminarium?

– Każde seminarium duchowne na świecie ma swój unikalny charakter, mimo że wszystkie realizują tę samą misję w mniej więcej podobny sposób. Aktualny charakter uczelni tworzą ludzie zakorzenieni w lokalnej historii, tradycji duchowej, dorobku swoich poprzedników. Z historii dwudziestego wieku wpływ na naszą seminaryjną tożsamość ma z pewnością trudna historia Kościoła kieleckiego w czasach komunistycznych: historia biskupów i prezbiterów prześladowanych i wtrącanych do więzienia, alumnów wcielanych do wojska, itd. Szczególny kontekst reformy soborowej, potrzeba adekwatnego głoszenia Ewangelii, wyjaśniania wiary i osobiste pasje naukowe – wszystko to sprzyjało temu, że w naszym środowisku nigdy nie brakowało wybitnych uczonych i solidnych dydaktyków. Myślę, że alumni, jeśli chcą, mogą korzystać z tego dorobku. Wielu spośród nich, według mojej oceny, także charakteryzuje swoista pasja głębokiego życia duchowego, osobistych poszukiwań rozumienia i uzasadniania swojej wiary, które wykraczają poza ramy formalnego ratio studiorum. Ciekawe, że zgodnie z tradycją seminarium kieleckiego, formacji duchowej i intelektualnej towarzyszy także zainteresowanie sportem. Nasza drużyna piłkarska jest mistrzem kraju w piłce halowej, tenisiści stołowi drużynowo i indywidualnie zajmowali pierwsze i drugie miejsca podczas zeszłorocznych zawodów.

– Co Ksiądz Rektor chciałby zmienić w profilu nauczania i formacji, może którąś dziedzinę wiedzy należałoby poszerzyć, coś nowego wprowadzić? A może wyeliminować?


– Nieco schematycznie mówi się, że formacja do kapłaństwa odbywa się jakby w czterech wymiarach: ludzkim, duchowym, intelektualnym i pastoralnym. Jej sednem jest mozolne poszukiwanie równowagi w elementach, które się na nią składają. Trwają w Kościele polskim prace nad nowym dokumentem, który będzie dostosowywał ogólnokościelną wizję misji seminarium duchownego do warunków polskich. Kilka seminariów w Polsce wprowadziło na przykład tzw. rok propedeutyczny, który ma poprzedzać studia teologiczne i spełniać rolę dodatkowego czasu i narzędzia rozeznania swojego powołania, wdrożenia w pogłębione życie modlitwy, uczenia się tworzenia wspólnoty uczniów, którzy przecież mają się stać w istocie uczniami Pana i w realiach współczesności głosić tę samą Dobrą Nowinę o zbawieniu.
Moim zdaniem pewna reforma sposobu funkcjonowania seminarium duchownego jako takiego ma z jednej strony zachować to co najlepsze – wypracowane do tej pory: szacunek dla bogatej tradycji formacji do kapłaństwa, która była i jest skuteczna w Kościele. Mam na myśli seminarium jako rodzaj mimo wszystko odosobnienia, takiego praktycznego „wyjścia na pustynię”, zostawienia tego, co zagłusza rozwój życia Bożego w człowieku, karmienia się tradycją Kościoła w dziedzinie modlitwy, duchowości, liturgii, ciszy, studium przede wszystkim Słowa Bożego i teologii, świadomego poznania i zaprzyjaźnienia się z tą szczególną „metafizyką”, w której odkrywam istnienie i obecność Boga, jako coś bardziej realnego niż moje własne bycie i odczuwanie. To jest naprawdę wielka przygoda!
Z drugiej strony, chrześcijanin jest przecież także dzieckiem swoich czasów i winien używać współczesnych narzędzi, które pomogą mu zrozumieć Ewangelię, przyjąć ją z wiarą i nauczyć się komunikować ją światu. Chodzi mi na przykład o narzędzia intelektualne, których dostarcza filozofia i nauka współczesna. Coraz częściej powraca stare w gruncie rzeczy wezwanie do postawy apologetycznej, czyli takiej, która potrafi uzasadnić i obronić, albo raczej ukazać istnienie i cechy Boga najpierw w sobie, potem wobec świata. Św. Tomasz z Akwinu formułował tzw. drogi, czyli argumenty za istnieniem Boga, które mają charakter kosmologiczny. Wychodząc z obserwacji własności świata, chcę coś powiedzieć o Bogu, który jest Stwórcą. Kosmologia współczesna przeżywa swój okres dynamicznego rozwoju, ale także swoistego kryzysu, który jest kryzysem wyjaśniania. Bez wchodzenia w szczegóły, chciałbym podkreślić, że student teologii – alumn seminarium duchownego ma przyglądać się światu, mieć jakiś czasem więcej niż popularny wgląd we współczesną refleksję nad światem; niejako „dotknąć” trochę nauki, filozofii, bioetyki; przede wszystkim być świadomym dyskusji, które się toczą na przykład w dziedzinie relacji nauka-wiara, być świadomym pytań, które świat zadaje.

Jak wygląda obecność WSD w mediach elektronicznych?

– Seminarium kieleckie jest oczywiście w taki czy inny sposób obecne w sieci, posiadając swoją stronę www i profile w serwisach społecznościowych. Alumni i profesorowie biorą udział w programach radiowych lub telewizyjnych dzieląc się wiarą i swoim dorobkiem. Jestem wdzięczny wszystkim pracownikom mediów za przekaz tego, co dzieje się w naszym środowisku. Niemniej jednak uważam, że nic nie zastąpi żywej obecności alumna, wychowawcy czy profesora seminaryjnego we wspólnocie parafialnej, dniu seminaryjnym, spotkaniu powołaniowym, modlitwie w jakiejkolwiek wspólnocie Kościoła, na sympozjum naukowym, we wszystkich w ogóle środowiskach, gdzie jest szansa by dzielić się Bogiem, dawać świadectwo własnego powołania, głosić Ewangelię.

Co, zdaniem Księdza Rektora, jest bazą i podstawą w przygotowaniu dobrego kapłana?

– Oj, trudne pytanie, uczymy się tego przez całe życie, tu nie ma ekspertów. Mogę pozwolić sobie na pewne bardzo ogólne uwagi. Po pierwsze i po ostatnie, pozwolić Bogu działać! Ta zgoda na Boże działanie obejmuje właściwie każdy etap życia człowieka, w tym szczególnie tego, powołanego do kapłaństwa. Mam bardzo głębokie przekonanie, że bazą absolutną dla odkrycia w sobie, wyraźnego usłyszenia głosu Chrystusa, który powołuje, jest wdrożenie człowieka w zasadnicze życie modlitwy, i to najwcześniej jak się da. Tu właściwie bezcenna jest rola rodziny, wspólnoty parafialnej. Gdy od dzieciństwa żyję w środowisku, dla którego Bóg jest Kimś realnym, obecnym, adresatem całej gamy naszych szczerych postaw religijnych: od ukorzenia się, żalu (w uznaniu swoich grzechów), poprzez dziękczynienie, prośbę, uwielbienie – słowem: autentyczny kult, wtedy Bóg zaczyna do mnie mówić; czasem bardzo subtelnie, czasem w dosadny sposób, którego nie mogę pomylić z niczym innym. Po drugie, przynajmniej odrobina odwagi, choć coraz częściej mówi się, że współcześnie decyzja o wstąpieniu do seminarium duchownego wymaga nawet swoistego młodzieńczego heroizmu. „Postępuj, jakbyś był odważny, a odwagę da ci Bóg”. Nie każdy, kto wstępuje do seminarium ma pewność, że jest powołany do kapłaństwa, ma jednak jakieś zaczątkowe przekonanie, że Jezus powołał go przynajmniej do przyjrzenia się temu wewnętrznemu wezwaniu. Nawet ci, którzy decydują się przerwać formację, zwykle nie uważają tego czasu za stracony, coś przecież z tajemniczych dróg Bożego działania w swoim życiu dzięki temu pojęli. Po trzecie, przyjęcie, nieraz z pewnym duchowym wysiłkiem, takiej postawy, że dobro ludzi, do których Bóg mnie wysyła, dobro na przykład wspólnoty parafialnej, ma znaczyć dla mnie więcej niż moje własne dobro. To oczywiście jest pewien paradoks ewangeliczny, bo uczeń Pana jest szczególnie temu Panu bliski i już samo to jest dla niego nagrodą. Abp Fulton J. Sheen ujął to w serii niepokojących pytań: „Jako kapłani ofiarujemy Chrystusa we Mszy Świętej, lecz czy ofiarujemy samych siebie jako żertwy z Chrystusem? Czy możemy rozdzielać to, co Bóg złączył – kapłaństwo i ofiarę? Czyż wewnętrzny związek między ofiarą a sakramentem nie mówi nam, że nie jesteśmy jedynie kapłanami, lecz również żertwami?” [Kapłan nie należy do siebie, Sandomierz 2018, 29] . Po czwarte, koniecznie studiować, nastawić się na czytanie, rozmyślanie, dyskusję właściwie przez całe życie. Mam znać swoją wiarę. Słyszę pytania, które zadaje świat mnie właśnie, myślę nad tym, znam i poprawiam swoje argumenty. Po ostatnie wreszcie,w tej niekompletnej rzecz jasna liście, łaska Boża. Ona zaczyna i kończy wszystko.

Tagi:
seminarium

Reklama

Pożegnanie absolwentów Niższego Seminarium Duchownego

2019-05-28 17:01

Dawid Borciuch, tegoroczny absolwent NSD

Każdego roku, przy okazji matur, dla alumnów klasy III Niższego Seminarium Duchownego przychodzi czas pożegnania i rozstania się z murami „Niezwykłej Szkoły”. W tym roku było ich tylko czterech.

Filip Sieradzki

Uroczystości rozpoczęły się Mszą świętą, sprawowaną 25 maja o godzinie 12 w seminaryjnej kaplicy pw. św. Józefa Oblubieńca NMP. Eucharystii przewodniczył ks. rektor Jerzy Bielecki, a koncelebrował ks. prefekt Szymon Stępniak. Wzięli w niej udział członkowie grona pedagogicznego, rodzice, i uczniowie.

Podczas homilii, ks. Jerzy Bielecki nawiązywał do coraz częstszych ataków na Kościół, a przy tym także do wielu polskich bohaterów, między innymi Witolda Pileckiego. Zachęcał wszystkich, by poszukiwać w nim wzoru wierności Bogu i Ojczyźnie, pomimo trudów i nienawiści świata.

Zobacz zdjęcia: Pożegnanie absolwentów NSD w Częstochowie

Po Eucharystii przyszedł czas na uroczystą akademię, podczas której padło wiele słów wzruszenia i podziękowań ze strony absolwentów wobec nauczycieli i wychowawców.

W imieniu tegorocznych maturzystów przemawiał Michał Wróbel. Podkreślał, że trzy lata - spędzone w Niższym Seminarium - obfitowały w wiele bogatych doświadczeń, z który każdy coś wyjął, czegoś się nauczył. Stwierdził też, że był to czas szczególnego wzrastania oraz dojrzewania w radości i miłości do Boga.

Słów wdzięczności nie kryli rodzice. Słowo do zgromadzonych skierowała mama jednego z absolwentów - Mariusza Gawrona. Przypominała o wielkim zadaniu, jakie spoczywa na barkach księży przełożonych, a jakie oni w pełni realizują. Dziękowała przy tym za to, że opieka i wychowanie w „Niezwykłej Szkole” przyniosła wiele owoców w zachowaniu i dojrzałości tegorocznych maturzystów.

W imieniu uczniów klasy pierwszej i drugiej krótką przemowę wygłosił pełniący obowiązki dziekana alumnów, Dawid Pryciuk. Dziękował on za miniony czas wspólnych doświadczeń i przeżyć. Życzył przy tym wyborów zgodnych z głosem powołania i podążania dalej drogą, wyznaczoną przez Chrystusa.

Momenty pożegnań zawsze bywają trudne. Widać było, że maturzystom trudno było rozstać się z przyjaciółmi i szkołą. Przyszedł dla nich jednak czas dalszych decyzji, które zaważą na ich życiu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

O. Szustak doszedł do papieża Franciszka

2019-06-18 22:42

Langusta na Palmie

Na profilu langusta na palmie pojawię się wpis potwierdzający, ze o. Szustak,  jak obiecał, dotarł do Watykanu i spotkał się z Papieżem.

Langusta na Palmie

"Więc tak. Jakimś cudem doszedłem do Rzymu:) Na pełnej petardzie wbiłem do Watykanu i mówię im tam, że się muszę widzieć z Franciszkiem. Dorwałem go na kilka minut przed śniadaniem, kard. Konrad mnie poratował i mówi Franciszkowi, że jest tu taki zwariowany dominikanin, który musi go zobaczyć. Papież uśmiechnął się i powiedział (true story, nie ściemniam): skoro zwariowany to na pewno z Polski! Więc ja mówię: Ojcze! Tyle tu lazłem, to mnie pobłogosław. Położył mi rękę na głowie jak tato, pobłogosławił i pokornie poprosił: zanieś też grzechy papieża do Bożego Grobu. No to nie mam wyjścia, trzeba iść dalej. Spłakałem się jak dziecko. Połowa za mną, połowa przede mną. Ściskam Was jak nie wiem co i błogosławię. Do sierpnia, bączki drogie. o. adam. +"

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zbliża się 450-rocznica Unii Lubelskiej z 1569 r.

2019-06-19 19:57

Marcin Przeciszewski / Warszawa (KAI)

1 lipca przypada 450-rocznica Unii Lubelskiej, jednego z najważniejszych aktów politycznych w historii Europy. Unia tworzyła Rzeczpospolitą Obojga Narodów, składającą się z Polski i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Była wzorcem państwa federacyjnego ze wspólnym Sejmem i Senatem, ale pełną autonomią władz wykonawczych autonomicznych państw z odrębnym wojskiem, skarbem oraz systemami prawnymi. Przez ponad 200 lat Rzeczpospolita była najbardziej demokratycznym państwem Europy, opartym na wieloetnicznym narodzie obywatelskim, formowanym przez szlachtę.

wikipedia
Unia Lubelska (obraz Jana Matejki)

Punktem wyjścia do późniejszej Unii Lubelskiej 1569 r. była unia w Krewie z 1385 r., określająca konsekwencje wynikające dla Polski i Litwy z małżeństwa wielkiego księcia litewskiego Jagiełły i króla Polski Jadwigi, w postaci włączenia Litwy do Polski, czego warunkiem był chrzest Litwy. Nie było wówczas mowy o unii dwóch równorzędnych państw. Jagiełło wraz z członkami swego rodu uważał państwo litewskie za swą rodzinną własność, i stąd inkorporacja Litwy do Polski – w zamian za tytuł królewski – wydawała mu się czymś naturalnym.

W rzeczywistości program ten nigdy nie został zrealizowany, a samodzielne państwo litewskie nie przestało istnieć. Już w 1392 r. w myśl ugody Jagiełły z jego stryjecznym bratem, Witoldem, ten ostatni objął władzę nad Litwą oraz księstwami ruskimi wchodzącymi w skład Wielkiego Księstwa. Ostatecznie zrealizowany został model unii dynastycznej. Jagiellonowie obierani byli na królów Polski, zatrzymując jednocześnie urząd wielkiego księcia Litwy. A paradoksalnie silna i dziedziczna władza Jagiellonów w Wielkim Księstwie Litewskim dawała im także silniejszą pozycję w Polsce, gdzie król liczyć się musiał z rosnącymi prawami szlacheckiego społeczeństwa obywatelskiego.

Na przełomie XV i XVI wieku kształtuje się polski parlament. Izba poselska składa się z przedstawicieli sejmików ziemskich, senat natomiast – z najwyższych dostojników mianowanych przez króla, wojewodów, kasztelanów i biskupów rzymskokatolickich. Król musiał się liczyć z kontrolującym go parlamentem. Jednym z wielkich sukcesów polskiego ruchu szlacheckiego było zapewnienie równych praw wszystkim członkom tego stanu.

Tak silna pozycja szlachty w Polsce była czymś bardzo atrakcyjnym dla bojarstwa litewskiego i ruskiego, dlatego właśnie to środowisko parło ku coraz silniejszym związkom z Polską, wbrew miejscowej magnaterii. Sytuacja na Litwie była taka, że tamtejsi możni zdecydowanie odrzucali możliwość inkorporacji i obawiali się bliższych związków z Polską, a kształtująca się tam szlachta popierała tę ideę.

Kolejnym elementem wzmacniającym dążenia do integracji obu państw było zagrożenie zewnętrzne. Od końca XV wieku silnym zagrożeniem dla Wielkiego Księstwa była Rosja. Drugim zagrożeniem były wojny o Inflanty, o które rywalizowały obok Rosji, Dania i Szwecja. Zatem dla Litwy współdziałanie wojskowe z Polską stało się w XVI stuleciu koniecznością. Podobne koncepcje wysuwał król Zygmunt August, zdecydowany na doprowadzenie do trwałej unii polsko-litewskiej, zdolnej przetrzymać nawet wygaśnięcie jagiellońskiej dynastii.

Za panowania Zygmunta Augusta rosło znaczenia młodej jeszcze szlachty litewskiej. Utworzono sejmiki powiatowe we wszystkich województwach Wielkiego Księstwa oraz zreformowano sądownictwo na korzyść szlachty. W ramy prawne ujął to Drugi Statut Litewski z 1566 r. Potwierdził je Zygmunt August w dokumencie z 1568 roku, a więc dosłownie w przeddzień sejmu zjednoczeniowego w Lublinie.

Sejm Lubelski

Na 23 grudnia 1568 r. Zygmunt August zwołał do Lublina oba sejmy: koronny (polski) oraz litewski, aby ostatecznie rozstrzygnąć sprawę. Obradowały one w zasadzie osobno, zbierały się na wspólnych posiedzeniach tylko dla spraw najważniejszych.

W polskiej izbie przeważała opinia potrzeby włączenia Litwy do Polski, a z kolei ze strony litewskiej większość magnatów, mająca wciąż silne wpływy, była temu przeciwna. Koniecznością stało się szukanie kompromisu. Spierano się m. in. o to, czy obok wspólnego sejmu polsko-litewskiego pozostać miały sejmy osobne – litewski i polski. Strona litewska żądała, by wybór władcy odbywał się na granicy przy odrębnym obwoływaniu osoby króla i wielkiego księcia.

1 marca Litwini opuścili Lublin, zdawało się, że idea unii została pogrzebana. W odpowiedzi na to stany polskie podjęły decyzję włączenia do Królestwa Polskiego Podlasia i Wołynia, obszarów długotrwałego sporu między obu stronami, a w początkach czerwca na wniosek posłów wołyńskich przyłączono do Królestwa Kijowszczyznę i wschodnie Podole (województwo bracławskie). W odpowiedzi na to magnaci litewscy rozważali wręcz wypowiedzenie wojny, natomiast inkorporacje tych województw do polski poparła tamtejsza szlachta. A to dlatego, że otrzymywała natychmiast wszystkie przywileje szlachty polskiej, zachowując oficjalny język ruski i prawo sądowe – czyli Statut Litewski. Szlachta litewsko-ruska parła też zdecydowania ku silniejszej niż dotąd unii międzypaństwowej. W początkach czerwca Litwini wrócili więc do Lublina i szybko doprowadzono do kompromisu. Ostatecznie sejmy: litewski i koronny 1 lipca przyjęły uroczyście akta Unii, a Zygmunt August uczynił to 4 lipca.

Najważniejszą decyzją było powołanie wspólnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. „Królestwo Polskie, Wielkie Księstwo Litewskie jest jedno nieróżne i nierozdzielne ciało, a także nieróżna, ale jedna jest wspólna Rzeczpospolita, która się z dwóch państw i narodów w jeden lud i państwo zniosła i spoiła” – czytamy w preambule unijnego aktu. Jednak szczegółowe postanowienia prowadziły nie tyle do stworzenia jednego państwa, ale do federacji Korony i Wielkiego Księstwa. Były to odrębne i równoprawne państwa, ale ściśle z sobą związane.

Fundament Rzeczpospolitej stanowić miał wspólny władca - król Polski i wielki książę Litwy w jednej osobie - wraz z sejmem. Odrzucono ideę odrębnych sejmów koronnych i litewskich, miał to być odtąd senat i sejm Rzeczypospolitej. Jednocześnie Korona i Wielkie Księstwo zachowywały odrębne urzędy centralne: kanclerza, hetmana, wojsko oraz skarb. Tak więc przy jednej władzy ustawodawczej – sejmie – działały dwie odrębne władze wykonawcze: koronna i litewska.

Siłą Unii – jak podkreśla Jerzy Kłoczowski – „było jej oparcie na szlacheckim społeczeństwie obywatelskim obu narodów politycznych: polskiego i litewskiego, które po prostu utożsamiały się z coraz głębiej z Rzeczpospolitą jako ich własnym państwem”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem