Reklama

Putin przechodzi na fienię

2018-11-14 11:41

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 46/2018, str. 36-37

Grzegorz Boguszewski
Anna Łabuszewska Analityk Ośrodka Studiów Wschodnich, publicystka („Tygodnik Powszechny”), autorka blogu „17 mgnień Rosji”

W języku rosyjskim ukształtowała się tzw. fienia, czyli zjawisko językowe polegające na używaniu żargonu więziennego. Początkowo posługiwali się tym żargonem tylko złodzieje i bandyci, z czasem zaczęli go używać również nadzorcy więzienni i milicja

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Od wielu już lat na Zachodzie mówi się z nadzieją, że Rosja to kraj w stanie upadłości, a niektórzy analitycy wieszczą nawet, że kraj ten za dwadzieścia lat znajdzie się w stadium ostatecznej destabilizacji. A to dlatego, że rządy Władimira Putina wyniszczają Rosję od środka. Wydaje się jednak, że ciągle mamy tu do czynienia z wielką, nieobliczalną niewiadomą.

ANNA ŁABUSZEWSKA: – Na pewno wiadomo, że Rosją rządzi bardzo sprawny reżim. Miarą jego sprawności jest to, że ta sama ekipa przez wiele lat utrzymuje się u władzy, a jej nadrzędnym celem jest... dalsze utrzymanie się u władzy, ponieważ Rosja z jej możliwościami i potencjałem to wspaniałe źródło dochodów dla elity rządzącej.

– Czyli dla wąskiego kręgu osób z najbliższego otoczenia prezydenta Putina?

– Tak. Jest to niewielka grupa ludzi, a przynależność do niej jest oparta na lojalności wobec wodza, który jest arbitrem przy rozdzielaniu dóbr. Stało się to bardzo widoczne, kiedy w 2014 r. zaczęły obowiązywać zachodnie sankcje wobec Rosji, które objęły różne dziedziny rosyjskiej gospodarki – przede wszystkim przemysł zbrojeniowy – ale dotkliwe okazały się także dla konkretnych osób z grona najbliższych współpracowników Putina.

– W jaki sposób?

– W taki, że częściowo zostały zablokowane przepływy finansowe krążące między rosyjskimi politykami a zachodnimi bankami. Widać, że w tym gronie pieniędzy jest coraz mniej, a nerwów coraz więcej. Oligarchowie zarządzający wielkimi państwowymi spółkami, należący do najbliższego otoczenia Putina, wyraźnie tracą z powodu sankcji – nie tylko zamrażane są ich zagraniczne aktywa, ale też nie mają już dawnej łatwości tworzenia rozmaitych układów międzynarodowych, tracą możliwość podpisywania dobrych dla siebie kontraktów.

– Możliwy jest zatem jakiś bunt na kremlowskim pokładzie?

– Nie sądzę, choć nie da się wykluczyć i takiego scenariusza; Kreml jest hermetyczny, wiele procesów dzieje się za szczelnie zamkniętymi drzwiami. Ale w sytuacji kryzysu i utrudnień we współpracy z zagranicą Putin składa oligarchom obietnice, że pieniądze, które stracili w wyniku sankcji, mogą spokojnie zarabiać w Rosji; zapewnia dofinansowanie z budżetu państwa wszelkich ich pomysłów, nawet tych nieudanych. To wszystko ma gwarantować osobistym przyjaciołom Putina utrzymanie dotychczasowego wysokiego poziomu życia. Jak donosi Aleksiej Nawalny – który nieustannie monitoruje majątki i styl życia elity władzy – niedawno jeden z osobistych przyjaciół Putina, Igor Sieczin, prezes państwowej spółki Rosnieft, nabył w centrum Moskwy pięciopiętrowy apartament z własną windą. W sytuacji kryzysu, do którego władze Rosji jednakowoż się przyznają, jest to wydarzenie dość szeroko komentowane.

– Tymczasem sam Putin wydaje się, że pokpiwa z nieskuteczności zachodnich sankcji.

– To typowo rosyjski sposób reakcji. Oczywiste jest, że sankcje dość mocno uderzają w rosyjską gospodarkę, pozbawiają ją nie tylko wpływów z handlu, ale też – co najbardziej dotkliwe – dostępu do nowoczesnych technologii. To bardzo istotne ograniczenie rozwoju. Ale Putin przyjmuje lekceważący ton i taką samą linię propagandową; tłumaczy społeczeństwu, że Rosja sama umie sobie świetnie poradzić w każdej sytuacji. Przykład z ostatnich dni: prezydent odwiedził wielki sad w Kraju Krasnodarskim i tam przekonywał telewidzów: „zanim nałożono na nas sankcje, sprowadzaliśmy jabłka, a teraz mamy swoje”...

– Ale to oczywiście tylko obrazek propagandowy?!

– Tak, bo przecież nawet sto takich sadów nie zapewni pełnego zaopatrzenia Rosji w jabłka. Podobnie jest z żywnością – Rosjanie mają teraz znacznie mniej możliwości kupienia dobrej żywności, a jednocześnie cały czas trwa akcja pokazowego niszczenia zachodnich towarów – objętych z kolei odwetowymi sankcjami rosyjskimi, czyli zakazem sprowadzania – które mimo wszystko okrężnymi drogami wjeżdżają jednak do Rosji. Te obrazki pokazują tylko to, w jaki sposób rządzi się system Putina.

– Nadal niewiele wiemy, jak naprawdę żyją Rosjanie?

– Z pewnością ludziom w Rosji żyje się dziś trudniej. Znamiennym wydarzeniem było ostatnio podniesienie wieku emerytalnego. Zapewne w celu zmniejszenia społecznego niezadowolenia ogłoszono je w dniu otwarcia mundialu, kiedy grała reprezentacja Rosji, a oczy wszystkich były zwrócone na stadion w Łużnikach... Mimo to podniosły się protesty, jednak nie miały one masowej skali. Protestowali m.in. komuniści, którzy są tzw. koncesjonowaną opozycją i zazwyczaj nie robią krzywdy rządowi. Tym razem jednak zwołali wiece protestacyjne. Prezydent Putin zaproponował więc nieco łagodniejszą zmianę wieku emerytalnego, ale – jak tłumaczył – konieczną, bo trendy demograficzne Rosji na najbliższe lata są naprawdę bardzo niepokojące; podaż rąk do pracy maleje, rynek musi się posiłkować migrantami z krajów Kaukazu Południowego i z Azji Centralnej, ale nawet to już nie wystarcza, by sprawnie funkcjonował.

– Mimo pogarszającej się sytuacji bytowej Rosjanie jednak gremialnie się nie buntują i raczej nie mają żalu do przywódcy. Czy to znaczy, że w Rosji telewizor (propaganda) nadal wygrywa z lodówką (biedą)?

– Trzeba przyznać, że już coraz mniej. A to głównie dlatego, że rosyjska telewizja, która bardzo się stara podtrzymywać kult wodza – np. niedawno wprowadzono cotygodniowy program, w którym omawiane są bieżące dokonania Putina – powoli przegrywa z innymi środkami społecznego przekazu, zwłaszcza z tzw. mediami społecznościowymi. To zjawisko, oczywiście, już bardzo niepokoi władze, które jednakże sądzą, że będą mogły ustawowo kontrolować to, co się dzieje w Internecie. Szukają tylko odpowiedniego narzędzia, na razie jednak go nie mają. Są więc tylko wyrywkowe represje, np. wobec bardziej niepokornych blogerów. Mimo to coraz więcej młodych ludzi wychodzi na ulicę na wezwanie Aleksieja Nawalnego – widać, że się nie boją.

– Można to uważać za pierwsze symptomy psucia się dobrych stosunków między rosyjskim społeczeństwem a kremlowskim reżimem?

– Być może. Sondaże odnotowują poważny spadek poparcia dla Putina – z ponad 76,56 proc. w czasie wyborów do nieco ponad 50 proc. w kilka miesięcy po wyborach. I chociaż nadal nie ma mowy o społecznej kontroli nad przepływem państwowych pieniędzy do prywatnych rąk przyjaciół Putina, to wyraźnie widać, że umowa społeczna zawarta nieformalnie przez Putina ze społeczeństwem – „my rządzimy, a wy też róbcie, co chcecie, żeby się bogacić, tylko nie wtrącajcie się do naszej polityki” – już dawno się skończyła. W tej chwili nie ma już żadnej innej umowy. A Putin cały czas przywołuje swoją „zasługę”, że przyłączył Krym, ale przecież „nowego Krymu” nie ma i nie będzie...

– A może tym propagandowym „nowym Krymem” są teraz Stany Zjednoczone, które wycofują się z traktatu rozbrojeniowego dotyczącego broni rakietowej na skutek niewywiązywania się Rosji z jego postanowień?

– Rzeczywiście, mamy obecnie do czynienia z propagandowym pompowaniem tego tematu i tłumaczeniem, że wszystko jest winą „złego Zachodu”. Przeciwstawienie się Zachodowi jest najmocniejszym trendem w kremlowskiej propagandzie skierowanej do rosyjskiego społeczeństwa. Po zdemaskowaniu metod działania rosyjskich służb specjalnych na Zachodzie – np. otrucie Julii i Siergieja Skripalów w Anglii – antyzachodnia kampania Putina przybrała na sile. Przekaz jest jasny – to niemoralny Zachód używa niegodnych metod, a nie my.

– Co na to rosyjskie społeczeństwo? Czy wyklucza jakąkolwiek możliwość rosyjskiej winy?

– W propagandzie działają odpowiednie mechanizmy zabezpieczające, które sprawiają, że rosyjskie społeczeństwo wie tylko to, co wiedzieć powinno, czyli że oskarżanie Rosji to wymysły jej nieprzyjaciół, że nie ma żadnego dowodu na istnienie nowiczoka, a jeśli naprawdę istnieje, to może został wyprodukowany na Zachodzie... Bo Zachód się zawziął na Rosję i teraz będzie się czepiał każdego szczegółu... A prezydent Putin powiedział przecież, że Siergiej Skripal to zdrajca, drań i szumowina. Publicznie użył takich wulgarnych słów.

– Prezydent Rosji ostatnio dość często używa wulgaryzmów. To znaczy, że puszczają mu nerwy?

– Faktem jest, że zazwyczaj, ilekroć się zdenerwuje, używa swojskiego języka podwórkowego. I nie tylko. W latach 50-60. XX wieku w języku rosyjskim ukształtowała się tzw. fienia, czyli zjawisko językowe polegające na używaniu żargonu więziennego. Początkowo posługiwali się tym żargonem tylko złodzieje i bandyci, z czasem zaczęli go używać również nadzorcy więzienni i milicja. Ten język przeniknął także do służb specjalnych, a Putin jako ich wychowanek do swojego podwórkowego stylu dołożył jeszcze fienię. Jest to więc niejako jego naturalny język i choć stara się go nie używać , to w zdenerwowaniu przestaje się kontrolować i automatycznie przechodzi na fienię...

– A denerwuje się chyba coraz częściej…

– To prawda. Na niedawnym spotkaniu klubu „Wałdaj” w Soczi na pytanie o broń jądrową, o możliwość jej użycia i zmiany doktryny wojennej, odpowiedział, że Rosja prewencyjnie uderzać nie będzie, ale jeżeli ktoś odpali w jej stronę ładunek jądrowy, to nie pozostanie dłużna. Właśnie wtedy wzburzony przeszedł na fienię: „Jeśli tak się stanie, to my, ofiary, męczennicy, pójdziemy do raju, a oni wszyscy zdechną”. Warto tu przypomnieć także jego słynną frazę, którą zapisał się w pamięci Rosjan już w momencie pojawienia się na scenie politycznej w 1999 r.; gdy we wrześniu tegoż roku doszło w Moskwie do zamachów bombowych na domy i zapanowały panika i strach, Putin jako premier wystąpił z mocno krzepiącym oświadczeniem, że „terrorystów będzie ścigać wszędzie i dorwie ich nawet w kiblu”. To było wtedy bardzo świadome użycie bardzo nieeleganckiego języka.

– Bo od samego początku wiedział, że właśnie to jego rodakom przypadnie do gustu?

– Na pewno. Zresztą nadal się to podoba. Rosjanie uważają, że tak mówi mocny lider, który nie przebiera w słowach, który się nie przymila salonom, który ma własne zdanie i własny język.

– I który się nikomu, przede wszystkim Zachodowi, nie zamierza kłaniać? To też Rosjanom się podoba?

– Zdecydowanie tak. Retoryka antyzachodnia w Rosji wyraźnie przybiera na sile. A głównym polem rywalizacji Rosji z Zachodem jest dziś Ukraina, której sytuacja kształtuje sytuację w Rosji, również politykę zagraniczną. Wydaje się że rosyjska elita nie rozumie sytuacji na Ukrainie, że próbuje budować jakąś własną narrację, ale mija się i z celem, i z prawdą. Teraz ta narracja brzmi następująco: Waszyngton rządzi na Ukrainie, a ekipa rządząca w Kijowie grzecznie wykonuje wszystkie polecenia Amerykanów.

– W interesie Rosji jest więc korzystna zmiana rządu na Ukrainie.

– Niedawno Putin mówił, że obecny ukraiński rząd należy przeczekać, bo z tymi obecnymi lokajami Stanów Zjednoczonych nie ma o czym rozmawiać. Oni uważają, że Krym jest ich, że na Donbasie jest wojna wywołana przez Rosję – użala się Putin – a przecież o przynależności Krymu zadecydowało referendum, w którym mieszkańcy opowiedzieli się za Rosją, a z wojną na Donbasie Rosja, oczywiście, nie ma nic wspólnego.

– Oliwy do rosyjsko-ukraińskiego ognia dolało postanowienie synodu biskupów Ekumenicznego Patriarchatu Konstantynopolitańskiego, który 11 października br. unieważnił swoją decyzję z 1686 r. o przekazaniu metropolii kijowskiej pod jurysdykcję patriarchatu moskiewskiego oraz potwierdził, że będzie kontynuował działania na rzecz powołania autokefalicznej Cerkwi na Ukrainie. Jakie mogą być konsekwencje polityczne tego wydarzenia religijnego?

– Na pewno już teraz ma ono duże znaczenie polityczno-społeczne, nie tylko religijne. Mamy już krzepiącą Ukraińców zapowiedź powstania nowej Cerkwi ukraińskiej. Patriarcha Konstantynopola uznał istnienie niezależnego od Moskwy patriarchatu kijowskiego, na co Rosyjska Cerkiew Prawosławna, która uważa Ukrainę za swoje terytorium kanoniczne, zareagowała bardzo ostro – podjęła decyzję o zerwaniu stosunków i jedności eucharystycznej z Ekumenicznym Patriarchatem Konstantynopolitańskim. To bardzo znaczący krok.

– W wymiarze religijnym to nowa schizma, a w politycznym to poważna przeszkoda w podporządkowywaniu sobie Ukrainy przez Rosję?

– Zdecydowanie tak. To jest ogromny cios, ponieważ obecna na Ukrainie Cerkiew podporządkowana patriarchatowi moskiewskiemu była do tej pory pasem transmisyjnym i tubą utrwalającą wpływy Rosji na Ukrainie. Jeżeli faktycznie dojdzie do rozłamu, a wszystko na to wskazuje, jeżeli Ukraina rzeczywiście dostanie od patriarchy Konstantynopola możliwość stworzenia własnej Cerkwi lokalnej, to rosyjska Cerkiew, a za jej pośrednictwem Rosja, zostanie pozbawiona tego narzędzia wpływu. Obawiam się, że nie odbędzie się to spokojnie. Rosjanie będą jątrzyć, a być może znów wyślą na Ukrainę swoje „zielone ludziki”, żeby tu i ówdzie doprowadzić do walki wręcz, np. o jakąś konkretną świątynię, która będzie przedmiotem sporu. Wszystkiego możemy się spodziewać.

Anna Łabuszewska
Analityk Ośrodka Studiów Wschodnich, publicystka („Tygodnik Powszechny”), autorka blogu „17 mgnień Rosji”

Tagi:
wywiad

Wotum wdzięczności za 50-lecie istnienia archidiecezji

2019-06-20 10:11

pk / Szczecin (KAI)

Archidiecezja Szczecińsko-Kamieńska chce zbudować kościół i szkołę na Madagaskarze. Ma to być wotum wdzięczności na zbliżające się 50-lecie istnienia archidiecezji. Zbiórka funduszy na ten cel już trwa, a konsekracja kościoła ma nastąpić w 2022 r. W Szczecinie w ostatnich dniach przebywał misjonarz oblat Maryi Niepokalanej o. Marek Ochlak z Madagaskaru, który opowiadał o całym projekcie. O szczegółach pomysłu i o chrześcijaństwie na Madagaskarze mówi KAI ks. dr. Paweł Płaczek, dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej.

Archiwum
Ks. dr Paweł Płaczek

KAI: – Skąd pomysł na kościół na Madagaskarze?

Ks. dr Paweł Płaczek, dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej: – Wybudujemy szkołę i kościół na Madagaskarze jako wotum wdzięczności za zbliżające się 50-lecie istnienia archidiecezji. Wspomożemy tym projektem ojców oblatów, którzy już od 30 lat posługują wśród ubogich w Afryce. Będzie to dar naszego serca, a jednocześnie przywrócenie godności dzieciom, które żyją w Kościele pierwszej ewangelizacji. Tytuł kościoła będzie związany z główną patronką naszej Archidiecezji – Matką Kościoła i Jej ten dar dedykujemy. Konsekracja kościoła i otwarcie budynku szkoły planowane są w 2022 r.
Projekt kościoła i szkoły oraz kosztorys przedstawił misjonarz oblat Maryi Niepokalanej o. Marek Ochlak posługujący 24 lata na Madagaskarze. Budynek kościoła ma mieć wymiary 20 na 10 metrów. Będzie pełnił również funkcję szkoły. Poza tym budynkiem chcemy też wybudować przynajmniej dwie dodatkowe klasy, żeby grupa dziecięca, podstawowa i starsze dzieci mogły się uczyć. Kościół i szkoła kosztowałyby około 15 tys. euro. Taki kościół czy szkołę można wybudować w 4 miesiące, jeśli wszystko idzie według planów. Gdybyśmy wybudowali nowy kościół, który byłby też szkołą, to byłby to prawdziwy cud dla wioski. Budowa takich budynków jest bardzo droga, gdyż wszystko trzeba przywieźć z dużego miasta, którego odległość wynosi od 60 do 100 kilometrów i do tego trzeba przebyć wyschniętą rzekę. W porze suchej jest piaszczysta, a w porze deszczowej ma 7 m głębokości. Oczywiście nie ma mostu. Czasem nawet do 4 miesięcy miejscowi są odcięci od świata. Transporty mogą być tylko od czerwca do grudnia. Te warunki podrażają budowę. Na Madagaskarze są półpustynne warunki.

– Skąd Zgromadzenie Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej znalazło się na Madagaskarze?

– Przed 1980 r. biskup z Tamatave - największego miasta portowego na Madagaskarze - pojechał do Rzymu szukać misjonarzy, ponieważ przebywający tam monfortani się starzeli i była potrzeba poszukiwania nowych misjonarzy. Pierwsza piątka oblatów na wniosek Generała Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, który jest w Rzymie wyjechała z Polski 3 grudnia 1980 r. Na początku tylko do diecezji Tamatave, potem trafili również do stolicy Antananarywy, dziś są w 4 na 18 diecezji. W sumie jest 90 misjonarzy Zgromadzenia (miejscowych i polskich). Oblaci rozpoczęli misję na Madagaskarze właściwie od zera. Trzydzieści lat temu był mały kościół, który właściwie był ruiną. Najpierw zaadoptowali zdewastowany budynek, aby mieć gdzie mieszkać, na początku spali na workach po cemencie. Do misji przynależy 5 wiosek, w tym 3 duże wioski, czyli z 200 chat. Jedna z wiosek, której chcemy pomóc to Misokitsy. W tym roku zakonnicy rozpoczęli nauczać dzieci w baraku. Jest prawie 70 dzieci. W całej wiosce jest prawie 300 dzieci.
Gdybyśmy jednak chcieli podsumować liczbę misjonarzy na całym Madagaskarze, to jak podaje o. Marek Ochlak, jest około 70 misjonarzy z Polski. To księża, siostry i bracia zakonni. Jest też kilku Polaków misjonarzy świeckich. Ważną rolę w historii Madagaskaru odgrywają jezuici i tu szczególnie należy podkreślić rolę o. Jana Beyzyma, który posługiwał wśród trędowatych. Zgromadzenie Księży Misjonarzy św. Vincentego a Paolo, franciszkanie, kapucyni i salezjanie też zostawili swój ślad na Madagaskarze.
W sumie, patrząc na religijny przekrój społeczeństwa, 40 proc. to chrześcijanie, w tym 20 proc. to katolicy. Potem luteranie, kalwiniści i anglikanie, którzy, jak dodaje o. Marek Ochlak, stworzyli pierwszy przekład Biblii tłumaczony na oficjalny język malgaski. Najmniej wśród chrześcijan jest prawosławnych. 50 proc. społeczeństwa jednak stanowią animiści, dla których podstawa to oparcie się na wierzeniach plemiennych. Chrześcijaństwo na Madagaskarze to około 150 lat historii i Malgasi są otwarci na wiarę w Jezusa Chrystusa. Przy chorobach i pogrzebie jednak wciąż jeszcze udają się do miejscowych czarowników, by złożyć ofiary.
Na początku września z wizytą do stolicy Madagaskaru udaje się papież Franciszek i jak podkreśla o. Marek, to ma być okazja dla miejscowych, aby ludzie na świecie odkryli, że Madagaskar liczy się w Kościele Katolickim.
KAIŁ Jakie inne inicjatywy podejmują Papieskie Dzieła Misyjne Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej?

– To wsparcie duchowe – modlitwa za misje i o powołania misyjne, budzenie i pogłębianie świadomości odpowiedzialności za misje katolickie w świecie wśród katechetów, a poprzez nich wśród dzieci, młodzieży i rodziców.

– Inne formy pomocy to trzy wyjazdy do Kenii katechetów zaangażowanych w działalność misyjną w parafiach i szkołach posługi (2017, 2018 i 2019), warsztaty metodyczne dla katechetów Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej poświęcone zagadnieniom misyjnym, włączenie się w „Program adopcji ucznia” w Kenii. Obecnie pomocą stypendialną objętych jest 447 dzieci z przedszkoli, szkół podstawowych, średnich i z Niższego Seminarium Duchownego w Isiolo w Kenii, dwie animacje misyjne w szkołach i parafiach przeprowadzone przez ks. Jeremy Kabuga Murithi – proboszcza parafii w Kipsing i s. Mary Casty Kanyaki Kiraithe ze zgromadzenia sióstr felicjanek. Przeprowadziliśmy także akcję pt. „Piórnik i lizak dla ucznia z Kipsing”. W trakcie trwania akcji zebrano około sześciu tysięcy piórników wraz z lizakami. Finansowo wspieramy przedszkole w Kipsing w wysokości 2 tys. dol. rocznie, w ramach akcji „Okulary dla Kenii” zebraliśmy już ok. 28 tys. par okularów.
Kupiliśmy 25 materacy dla internatu przy szkole podstawowej w Kipsing, pompę wodną dla Kipsing oraz sfinansowaliśmy przeszkolenie miejscowego pracownika do jej obsługi. Dzięki funduszom jest też 40 ławek w szkole podstawowej w Kipsing, 15 stołów i 30 ławek do jadalni szkoły podstawowej w Kipsing. Kupiliśmy ok. 1500 kg kukurydzy i 1500 kg fasoli (podczas każdego z 3 wyjazdów do Kenii - dla dzieci ze szkoły w Kipsing), a także wózek inwalidzki. Wspieramy działalność misyjną placówek prowadzonych przez siostry felicjanki (Zgromadzenie Sióstr Św. Feliksa z Kantalicjo), szczególnie misję w Kipsing - najbardziej ubogi z ośrodków. Wsparliśmy misję Missiones w Argentynie – o. Bernardynów; wspieramy obecnie projektem ojców Oblatów z Madagaskaru. Wszystkie dzieła są owocem zbiórek w zachodniopomorskich szkołach, ale także hojności przedsiębiorców i indywidualnych darczyńców.

– To wszystko wpisuje się szczególnie w miesiąc misyjny...

– Niebawem rozpocznie się ogłoszony przez Ojca Świętego Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny w całym Kościele. Będzie to październik. Ufam, że ten czas pozwoli nam wszystkim zrozumieć, że misje są dla nas wszystkich zadaniem. Kościół ze swojej natury jest misyjny. Jednym z sześciu zadań katechezy jest wprowadzenie do misji. Misje są sprawą całego Ludu Bożego. Każdy kapłan musi mieć w sobie choć małą cząstkę zapału misyjnego. To jest również wyznacznik jego codziennego powołania. Jestem przekonany, że to nasze wotum na Madagaskarze będzie z jednej strony potwierdzeniem serca, że rozumiemy naturę Kościoła, a z drugiem strony pokazaniem wdzięczności, bo przecież i my 50 lat temu dostaliśmy finansowe wsparcie na budowę struktur pastoralnych w naszej Archidiecezji. I nie było to przecież z Polski. Dlatego czas i teraz na nas, by w ten symboliczny sposób uruchomić pomost materialnej pomocy dla Kościoła na misjach.

– Skąd ta pasja i miłość do misji?

– Z jednej strony z usłyszanego słowa, a z drugiej z doświadczenia Kościoła pierwszej ewangelizacji. Pamiętam jak św. Matka Teresa z Kalkuty apelowała do ludzi: „Jeśli nie potrafisz nakarmić głodnych całego świata, nakarm choć jedno dziecko”. Słowo plus nasze doświadczenie mobilizują nas do działania na rzecz misji. Wszystkie nasze spotkania, zarówno w Kenii, jak i tutaj – to wzajemne ubogacanie się poprzez poznawanie innej kultury, innego sposobu życia, wyznawania wiary i chwalenia Pana Boga. To działa w obie strony: my poznajemy ich, a oni nas. My im dajemy coś materialnego, a oni modlą się za nas. Siostra Casty, felicjanka posługująca w Kipsing powiedziała, żegnając w Kipsing szczecińskich katechetów: „Chociaż Rok Miłosierdzia już się skończył, jesteście dla nas jednym z jego owoców. Dziękujemy za wiarę i nadzieję, którą się z nami podzieliliście. Dziękujemy za wszystko, co przywieźliście, ale jeszcze bardziej dziękujemy za waszą obecność wśród nas”. Grono ludzi zainteresowanych projektami misyjnymi w naszej Archidiecezji stale rośnie. Widać wyraźne ożywienie w tej dziedzinie. Katecheci promują Papieskie Dzieła Misyjne, biorą czynny udział w Orszaku Trzech Króli, uczniowie naszych szkół uczestniczą w konkursach misyjnych i olimpiadzie misyjnej. Zawsze brali udział w akcjach misyjnych, ale były to zadania wyznaczane odgórnie, a więc nie wzbudzały takiego entuzjazmu. Może nie do końca katecheci rozumieli te inicjatywy misyjne. W tej chwili wszelkie inicjatywy dotyczące misji przyjmowane są z pełnym zrozumieniem, wielkim entuzjazmem i chęcią działania.

– Dziękuję za rozmowę.

– Rozmawiał Piotr Kołodziejski
Część pieniędzy jest już zebrane podczas zbiórek szkolnych, parafialnych. Każdy może wesprzeć nowe dzieło ofiarą na specjalne konto misyjne diecezjalnej Fundacji “Szczecińska”:

18 1750 0012 0000 0000 2691 4078 z dopiskiem: budowa szkoły i kościoła na Madagaskarze Bank BGŻ BNP Paribas S.A. Fundacja SZCZECIŃSKA ul. Królowej Korony Polskiej 28E, 70-485 Szczecin

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Stop nienawiści wobec chrześcijan

2019-06-24 16:50

fill/pixabay.com

W ostatnich tygodniach w Polsce ma miejsce coraz więcej przypadków znieważania przedmiotów czci religijnej i obrazy uczuć religijnych. Pomimo istnienia przepisów umożliwiających ściganie i pociągnięcie do odpowiedzialności karnej sprawców tych działań, prawo nie jest w wystarczający sposób egzekwowane. Z tego powodu Instytut Ordo Iuris przygotował apel do Prokuratora Generalnego o interwencję w tej sprawie, aby osoby dopuszczające się obrazy uczuć religijnych czy znieważenia religijnych symboli odpowiedziały za swoje czyny. Petycję można podpisywać na stronie maszwplyw.pl

PODPISZ PETYCJĘ

Do wielu antykatolickich incydentów dochodziło podczas manifestacji ruchu LGBT. Odnotowano przypadki m.in. znieważania wizerunku Matki Bożej, obscenicznego sparodiowania katolickiej procesji na tzw. paradzie równości w Gdańsku, czy znieważenia mszy świętej przed podobną demonstracją w Warszawie. W Polsce miały miejsce także akty takie jak zniszczenie krucyfiksu w kwidzyńskiej katedrze i ołtarza w kościele w Rypinie. Z kolei fala nienawiści wobec chrześcijan przetoczyła się przez Internet po próbie zabójstwa księdza we Wrocławiu.

Prawna ochrona uczuć religijnych jest jedną z gwarancji wolności religii, chronionej przez Konstytucję RP oraz Konwencję o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Wolność religijna zapewniona jest także w postanowieniach większości konstytucji europejskich państw. Polski Kodeks karny w art. 196 przewiduje wprost, iż kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega karze nawet do dwóch lat pozbawienia wolności.

Wieloletnie zaniedbania polegające na lekceważeniu tego typu naruszeń prawa doprowadziły do eskalacji przestępstw z nienawiści. Według danych zebranych przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego w latach 2012-2014 w Polsce rocznie doszło średnio do ponad 1000 aktów dyskryminacji i agresji względem wiernych, księży, miejsc czy symboli świętych.

„Rosnąca liczba profanacji oraz znieważania uczuć religijnych pokazuje jak bardzo bezkarni czują się sprawcy tych czynów. W praworządnym kraju obowiązujące przepisy oraz konstytucyjne zasady powinny być przestrzegane i nikt nie może stać ponad prawem. Dlatego konieczna jest interwencja i pociągnięcie do odpowiedzialności karnej ludzi, którzy w wyraźny sposób złamali prawo” – skomentowała Karina Walinowicz, Dyrektor Centrum Wolności Religijnej Ordo Iuris.

Przypadki obrazy uczuć religijnych oraz znieważenia miejsc i przedmiotów kultu można zgłaszać na adres Centrum Wolności Religijnej - cwr@ordoiuris.pl.

https://ordoiuris.pl/wolnosc-sumienia/stop-nienawisci-wobec-chrzescijan-petycja-ordo-iuris-do-prokuratora-generalnego

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Biskup Ignacy Dec doktorem honoris causa PWT we Wrocławiu

2019-06-25 12:28

Anna Majowicz

W uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela Senat PWT we Wrocławiu uhonorował bp świdnickiego Ignacego Deca najwyższą godnością akademicką przyznając mu tytuł honorowego doktora Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu.

Anna Majowicz
Dyplom wręczył metropolita wrocławski, abp Józef Kupny

Uroczystości zgromadziły w auli PWT przedstawicieli duchowieństwa trzech diecezji: wrocławskiej, świdnickiej i legnickiej, Kolegium Rektorów Uczelni Wrocławia i Opola, członków Wysokiego Senatu oraz samorząd studencki PWT. Słowa powitania do obecnych na auli skierował rektor uczelni, ks. prof. dr hab. Włodzimierz Wołyniec. - O życiu i twórczości bpa prof. Ignacego Deca można powiedzieć, że jest dokładną realizacją zamysłu ,,Sumy Teologii” św. Tomasza z Akwinu. Owoce Jego czterdziestoletniej pracy naukowo – dydaktycznej w Metropolitalnym Wyższym Seminarium Duchownym i Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu zostały zebrane i opublikowane w dziele, pt. ,,Ku prawdzie na skrzydłach wiary i rozumu”. Świadczą one o tym, że potrafił On zawsze łączyć ludzkie ratio z Boskim revelatio, służąc człowiekowi i pomagając mu na drodze zbawienia. Pragniemy z wielką radością uhonorować bp Ignacego Deca najwyższą godnością akademicką, przyznając Mu tytuł honorowego doktora Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Cieszymy się ogromnie, że to wielkie wydarzenie może dokonać się w uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela, patrona wrocławskiej archikatedry i miasta Wrocławia, w którym przez tyle lat żył i pracował nasz dostojny Doktor honoris causa. Na dalsze lata życia i posługi pasterskiej niech Trójjedyny Bóg udziela Mu swojego błogosławieństwa! – życzył rektor PWT.

Zobacz zdjęcia: Bp Ignacy Dec uhonorowany tytułem doktora honoris causa Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu

Laudację na cześć doktora honoris causa wygłosił bp Andrzej Siemieniewski. - Najwyższą godnością akademicką jest tytuł doktora honoris causa. Papieski Wydział Teologiczny nadaje je osobom prawdziwie zasłużonym i wybitnym. Wystarczy tylko spojrzeć na poczet naszych honorowych doktorów, na czele z kard. Josephem Ratzingerem, przyszłym papieżem Benedyktem XVI. Dziś w ich szeregu – jako dwudziesty czwarty – staje nowy honorowy doktor, profesor naszej uczelni i pierwszy świdnicki ordynariusz, ks. bp Ignacy Dec – przemawiał wrocławski biskup pomocniczy.

Dyplom poświadczający przyznanie tytułu doktora honoris causa Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu biskupowi Ignacemu Decowi wręczył metropolita wrocławski, abp Józef Kupny.

Na zakończenie ordynariusz świdnicki wygłosił wykład dotyczący filozoficznych implikacji posługi papieskiej Jana Pawła II. Jak zaznaczył, Ojciec Święty zawsze był dla niego wzorem do naśladowania.

Uroczystości uwieńczyła Msza święta w archikatedrze wrocławskiej. Podczas Eucharystii wybrano laureatów plebiscytu Radia Rodzina na Proboszcza Roku Dolnego Śląska. Statuetki św. Jana Marii Vianneya otrzymali: ks. Ryszard Staszak i ks. Edward Szajda. Kapłanom serdecznie gratulujemy!

Andrzej Mas



Zobacz zdjęcia: Proboszcz Roku Dolnego Śląska
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem