Reklama

Wiadomości

Putin przechodzi na fienię

W języku rosyjskim ukształtowała się tzw. fienia, czyli zjawisko językowe polegające na używaniu żargonu więziennego. Początkowo posługiwali się tym żargonem tylko złodzieje i bandyci, z czasem zaczęli go używać również nadzorcy więzienni i milicja

Niedziela Ogólnopolska 46/2018, str. 36-37

[ TEMATY ]

wywiad

Grzegorz Boguszewski

Anna Łabuszewska Analityk Ośrodka Studiów Wschodnich, publicystka („Tygodnik Powszechny”), autorka blogu „17 mgnień Rosji”

Anna Łabuszewska
Analityk Ośrodka Studiów Wschodnich,
publicystka („Tygodnik Powszechny”),
autorka blogu „17 mgnień Rosji”

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Od wielu już lat na Zachodzie mówi się z nadzieją, że Rosja to kraj w stanie upadłości, a niektórzy analitycy wieszczą nawet, że kraj ten za dwadzieścia lat znajdzie się w stadium ostatecznej destabilizacji. A to dlatego, że rządy Władimira Putina wyniszczają Rosję od środka. Wydaje się jednak, że ciągle mamy tu do czynienia z wielką, nieobliczalną niewiadomą.

ANNA ŁABUSZEWSKA: – Na pewno wiadomo, że Rosją rządzi bardzo sprawny reżim. Miarą jego sprawności jest to, że ta sama ekipa przez wiele lat utrzymuje się u władzy, a jej nadrzędnym celem jest... dalsze utrzymanie się u władzy, ponieważ Rosja z jej możliwościami i potencjałem to wspaniałe źródło dochodów dla elity rządzącej.

– Czyli dla wąskiego kręgu osób z najbliższego otoczenia prezydenta Putina?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– Tak. Jest to niewielka grupa ludzi, a przynależność do niej jest oparta na lojalności wobec wodza, który jest arbitrem przy rozdzielaniu dóbr. Stało się to bardzo widoczne, kiedy w 2014 r. zaczęły obowiązywać zachodnie sankcje wobec Rosji, które objęły różne dziedziny rosyjskiej gospodarki – przede wszystkim przemysł zbrojeniowy – ale dotkliwe okazały się także dla konkretnych osób z grona najbliższych współpracowników Putina.

– W jaki sposób?

– W taki, że częściowo zostały zablokowane przepływy finansowe krążące między rosyjskimi politykami a zachodnimi bankami. Widać, że w tym gronie pieniędzy jest coraz mniej, a nerwów coraz więcej. Oligarchowie zarządzający wielkimi państwowymi spółkami, należący do najbliższego otoczenia Putina, wyraźnie tracą z powodu sankcji – nie tylko zamrażane są ich zagraniczne aktywa, ale też nie mają już dawnej łatwości tworzenia rozmaitych układów międzynarodowych, tracą możliwość podpisywania dobrych dla siebie kontraktów.

– Możliwy jest zatem jakiś bunt na kremlowskim pokładzie?

– Nie sądzę, choć nie da się wykluczyć i takiego scenariusza; Kreml jest hermetyczny, wiele procesów dzieje się za szczelnie zamkniętymi drzwiami. Ale w sytuacji kryzysu i utrudnień we współpracy z zagranicą Putin składa oligarchom obietnice, że pieniądze, które stracili w wyniku sankcji, mogą spokojnie zarabiać w Rosji; zapewnia dofinansowanie z budżetu państwa wszelkich ich pomysłów, nawet tych nieudanych. To wszystko ma gwarantować osobistym przyjaciołom Putina utrzymanie dotychczasowego wysokiego poziomu życia. Jak donosi Aleksiej Nawalny – który nieustannie monitoruje majątki i styl życia elity władzy – niedawno jeden z osobistych przyjaciół Putina, Igor Sieczin, prezes państwowej spółki Rosnieft, nabył w centrum Moskwy pięciopiętrowy apartament z własną windą. W sytuacji kryzysu, do którego władze Rosji jednakowoż się przyznają, jest to wydarzenie dość szeroko komentowane.

– Tymczasem sam Putin wydaje się, że pokpiwa z nieskuteczności zachodnich sankcji.

– To typowo rosyjski sposób reakcji. Oczywiste jest, że sankcje dość mocno uderzają w rosyjską gospodarkę, pozbawiają ją nie tylko wpływów z handlu, ale też – co najbardziej dotkliwe – dostępu do nowoczesnych technologii. To bardzo istotne ograniczenie rozwoju. Ale Putin przyjmuje lekceważący ton i taką samą linię propagandową; tłumaczy społeczeństwu, że Rosja sama umie sobie świetnie poradzić w każdej sytuacji. Przykład z ostatnich dni: prezydent odwiedził wielki sad w Kraju Krasnodarskim i tam przekonywał telewidzów: „zanim nałożono na nas sankcje, sprowadzaliśmy jabłka, a teraz mamy swoje”...

– Ale to oczywiście tylko obrazek propagandowy?!

– Tak, bo przecież nawet sto takich sadów nie zapewni pełnego zaopatrzenia Rosji w jabłka. Podobnie jest z żywnością – Rosjanie mają teraz znacznie mniej możliwości kupienia dobrej żywności, a jednocześnie cały czas trwa akcja pokazowego niszczenia zachodnich towarów – objętych z kolei odwetowymi sankcjami rosyjskimi, czyli zakazem sprowadzania – które mimo wszystko okrężnymi drogami wjeżdżają jednak do Rosji. Te obrazki pokazują tylko to, w jaki sposób rządzi się system Putina.

– Nadal niewiele wiemy, jak naprawdę żyją Rosjanie?

– Z pewnością ludziom w Rosji żyje się dziś trudniej. Znamiennym wydarzeniem było ostatnio podniesienie wieku emerytalnego. Zapewne w celu zmniejszenia społecznego niezadowolenia ogłoszono je w dniu otwarcia mundialu, kiedy grała reprezentacja Rosji, a oczy wszystkich były zwrócone na stadion w Łużnikach... Mimo to podniosły się protesty, jednak nie miały one masowej skali. Protestowali m.in. komuniści, którzy są tzw. koncesjonowaną opozycją i zazwyczaj nie robią krzywdy rządowi. Tym razem jednak zwołali wiece protestacyjne. Prezydent Putin zaproponował więc nieco łagodniejszą zmianę wieku emerytalnego, ale – jak tłumaczył – konieczną, bo trendy demograficzne Rosji na najbliższe lata są naprawdę bardzo niepokojące; podaż rąk do pracy maleje, rynek musi się posiłkować migrantami z krajów Kaukazu Południowego i z Azji Centralnej, ale nawet to już nie wystarcza, by sprawnie funkcjonował.

– Mimo pogarszającej się sytuacji bytowej Rosjanie jednak gremialnie się nie buntują i raczej nie mają żalu do przywódcy. Czy to znaczy, że w Rosji telewizor (propaganda) nadal wygrywa z lodówką (biedą)?

– Trzeba przyznać, że już coraz mniej. A to głównie dlatego, że rosyjska telewizja, która bardzo się stara podtrzymywać kult wodza – np. niedawno wprowadzono cotygodniowy program, w którym omawiane są bieżące dokonania Putina – powoli przegrywa z innymi środkami społecznego przekazu, zwłaszcza z tzw. mediami społecznościowymi. To zjawisko, oczywiście, już bardzo niepokoi władze, które jednakże sądzą, że będą mogły ustawowo kontrolować to, co się dzieje w Internecie. Szukają tylko odpowiedniego narzędzia, na razie jednak go nie mają. Są więc tylko wyrywkowe represje, np. wobec bardziej niepokornych blogerów. Mimo to coraz więcej młodych ludzi wychodzi na ulicę na wezwanie Aleksieja Nawalnego – widać, że się nie boją.

– Można to uważać za pierwsze symptomy psucia się dobrych stosunków między rosyjskim społeczeństwem a kremlowskim reżimem?

– Być może. Sondaże odnotowują poważny spadek poparcia dla Putina – z ponad 76,56 proc. w czasie wyborów do nieco ponad 50 proc. w kilka miesięcy po wyborach. I chociaż nadal nie ma mowy o społecznej kontroli nad przepływem państwowych pieniędzy do prywatnych rąk przyjaciół Putina, to wyraźnie widać, że umowa społeczna zawarta nieformalnie przez Putina ze społeczeństwem – „my rządzimy, a wy też róbcie, co chcecie, żeby się bogacić, tylko nie wtrącajcie się do naszej polityki” – już dawno się skończyła. W tej chwili nie ma już żadnej innej umowy. A Putin cały czas przywołuje swoją „zasługę”, że przyłączył Krym, ale przecież „nowego Krymu” nie ma i nie będzie...

– A może tym propagandowym „nowym Krymem” są teraz Stany Zjednoczone, które wycofują się z traktatu rozbrojeniowego dotyczącego broni rakietowej na skutek niewywiązywania się Rosji z jego postanowień?

– Rzeczywiście, mamy obecnie do czynienia z propagandowym pompowaniem tego tematu i tłumaczeniem, że wszystko jest winą „złego Zachodu”. Przeciwstawienie się Zachodowi jest najmocniejszym trendem w kremlowskiej propagandzie skierowanej do rosyjskiego społeczeństwa. Po zdemaskowaniu metod działania rosyjskich służb specjalnych na Zachodzie – np. otrucie Julii i Siergieja Skripalów w Anglii – antyzachodnia kampania Putina przybrała na sile. Przekaz jest jasny – to niemoralny Zachód używa niegodnych metod, a nie my.

– Co na to rosyjskie społeczeństwo? Czy wyklucza jakąkolwiek możliwość rosyjskiej winy?

– W propagandzie działają odpowiednie mechanizmy zabezpieczające, które sprawiają, że rosyjskie społeczeństwo wie tylko to, co wiedzieć powinno, czyli że oskarżanie Rosji to wymysły jej nieprzyjaciół, że nie ma żadnego dowodu na istnienie nowiczoka, a jeśli naprawdę istnieje, to może został wyprodukowany na Zachodzie... Bo Zachód się zawziął na Rosję i teraz będzie się czepiał każdego szczegółu... A prezydent Putin powiedział przecież, że Siergiej Skripal to zdrajca, drań i szumowina. Publicznie użył takich wulgarnych słów.

– Prezydent Rosji ostatnio dość często używa wulgaryzmów. To znaczy, że puszczają mu nerwy?

– Faktem jest, że zazwyczaj, ilekroć się zdenerwuje, używa swojskiego języka podwórkowego. I nie tylko. W latach 50-60. XX wieku w języku rosyjskim ukształtowała się tzw. fienia, czyli zjawisko językowe polegające na używaniu żargonu więziennego. Początkowo posługiwali się tym żargonem tylko złodzieje i bandyci, z czasem zaczęli go używać również nadzorcy więzienni i milicja. Ten język przeniknął także do służb specjalnych, a Putin jako ich wychowanek do swojego podwórkowego stylu dołożył jeszcze fienię. Jest to więc niejako jego naturalny język i choć stara się go nie używać , to w zdenerwowaniu przestaje się kontrolować i automatycznie przechodzi na fienię...

– A denerwuje się chyba coraz częściej…

– To prawda. Na niedawnym spotkaniu klubu „Wałdaj” w Soczi na pytanie o broń jądrową, o możliwość jej użycia i zmiany doktryny wojennej, odpowiedział, że Rosja prewencyjnie uderzać nie będzie, ale jeżeli ktoś odpali w jej stronę ładunek jądrowy, to nie pozostanie dłużna. Właśnie wtedy wzburzony przeszedł na fienię: „Jeśli tak się stanie, to my, ofiary, męczennicy, pójdziemy do raju, a oni wszyscy zdechną”. Warto tu przypomnieć także jego słynną frazę, którą zapisał się w pamięci Rosjan już w momencie pojawienia się na scenie politycznej w 1999 r.; gdy we wrześniu tegoż roku doszło w Moskwie do zamachów bombowych na domy i zapanowały panika i strach, Putin jako premier wystąpił z mocno krzepiącym oświadczeniem, że „terrorystów będzie ścigać wszędzie i dorwie ich nawet w kiblu”. To było wtedy bardzo świadome użycie bardzo nieeleganckiego języka.

– Bo od samego początku wiedział, że właśnie to jego rodakom przypadnie do gustu?

– Na pewno. Zresztą nadal się to podoba. Rosjanie uważają, że tak mówi mocny lider, który nie przebiera w słowach, który się nie przymila salonom, który ma własne zdanie i własny język.

– I który się nikomu, przede wszystkim Zachodowi, nie zamierza kłaniać? To też Rosjanom się podoba?

Reklama

– Zdecydowanie tak. Retoryka antyzachodnia w Rosji wyraźnie przybiera na sile. A głównym polem rywalizacji Rosji z Zachodem jest dziś Ukraina, której sytuacja kształtuje sytuację w Rosji, również politykę zagraniczną. Wydaje się że rosyjska elita nie rozumie sytuacji na Ukrainie, że próbuje budować jakąś własną narrację, ale mija się i z celem, i z prawdą. Teraz ta narracja brzmi następująco: Waszyngton rządzi na Ukrainie, a ekipa rządząca w Kijowie grzecznie wykonuje wszystkie polecenia Amerykanów.

– W interesie Rosji jest więc korzystna zmiana rządu na Ukrainie.

– Niedawno Putin mówił, że obecny ukraiński rząd należy przeczekać, bo z tymi obecnymi lokajami Stanów Zjednoczonych nie ma o czym rozmawiać. Oni uważają, że Krym jest ich, że na Donbasie jest wojna wywołana przez Rosję – użala się Putin – a przecież o przynależności Krymu zadecydowało referendum, w którym mieszkańcy opowiedzieli się za Rosją, a z wojną na Donbasie Rosja, oczywiście, nie ma nic wspólnego.

– Oliwy do rosyjsko-ukraińskiego ognia dolało postanowienie synodu biskupów Ekumenicznego Patriarchatu Konstantynopolitańskiego, który 11 października br. unieważnił swoją decyzję z 1686 r. o przekazaniu metropolii kijowskiej pod jurysdykcję patriarchatu moskiewskiego oraz potwierdził, że będzie kontynuował działania na rzecz powołania autokefalicznej Cerkwi na Ukrainie. Jakie mogą być konsekwencje polityczne tego wydarzenia religijnego?

– Na pewno już teraz ma ono duże znaczenie polityczno-społeczne, nie tylko religijne. Mamy już krzepiącą Ukraińców zapowiedź powstania nowej Cerkwi ukraińskiej. Patriarcha Konstantynopola uznał istnienie niezależnego od Moskwy patriarchatu kijowskiego, na co Rosyjska Cerkiew Prawosławna, która uważa Ukrainę za swoje terytorium kanoniczne, zareagowała bardzo ostro – podjęła decyzję o zerwaniu stosunków i jedności eucharystycznej z Ekumenicznym Patriarchatem Konstantynopolitańskim. To bardzo znaczący krok.

– W wymiarze religijnym to nowa schizma, a w politycznym to poważna przeszkoda w podporządkowywaniu sobie Ukrainy przez Rosję?

– Zdecydowanie tak. To jest ogromny cios, ponieważ obecna na Ukrainie Cerkiew podporządkowana patriarchatowi moskiewskiemu była do tej pory pasem transmisyjnym i tubą utrwalającą wpływy Rosji na Ukrainie. Jeżeli faktycznie dojdzie do rozłamu, a wszystko na to wskazuje, jeżeli Ukraina rzeczywiście dostanie od patriarchy Konstantynopola możliwość stworzenia własnej Cerkwi lokalnej, to rosyjska Cerkiew, a za jej pośrednictwem Rosja, zostanie pozbawiona tego narzędzia wpływu. Obawiam się, że nie odbędzie się to spokojnie. Rosjanie będą jątrzyć, a być może znów wyślą na Ukrainę swoje „zielone ludziki”, żeby tu i ówdzie doprowadzić do walki wręcz, np. o jakąś konkretną świątynię, która będzie przedmiotem sporu. Wszystkiego możemy się spodziewać.

Anna Łabuszewska
Analityk Ośrodka Studiów Wschodnich, publicystka („Tygodnik Powszechny”), autorka blogu „17 mgnień Rosji”

2018-11-14 11:41

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Marek Jurek: Czas wyjść z bierności

Jak zrodziła się idea spotkań Chrześcijańskiego Kongresu Społecznego?

MAREK JUREK: Początkiem było zawiązanie współpracy między Prawicą Rzeczypospolitej a Europejskim Chrześcijańskim Ruchem Politycznym (ECPM). Uznaliśmy, że europejski wymiar naszego zaangażowania - praca nad odbudową i wzmocnieniem chrześcijańskiej opinii publicznej w Europie - to okazja, by zachęcić do udziału w tej pracy wszystkie katolickie środowiska społeczne w naszym kraju. Pierwszy Kongres, obradujący w Warszawie, bardzo się udał i nawiasem mówiąc zrobił duże wrażenie na naszych gościach z Holandii i Gruzji. Postanowiliśmy więc nadać mu bardziej regularne formy.

Czy Kongres jest inicjatywą polityczną skoro będzie na nim tylu polityków?

MJ: Kongres nie jest partią, ani organizacją. Obecność polityków wynika z faktu, że Kongres jest forum katolickiej odpowiedzialności społecznej, a ogromna większość jego uczestników to po prostu reprezentanci aktywnych środowisk katolickich. W tym roku powstała Narodowa Rada Kongresu, która nada mu dynamikę, a jednocześnie będzie mogła przygotowywać kongresowe dokumenty i zabierać głos w kluczowych sprawach społecznych - co jest zasadniczym powołaniem Kongresu.

Jak Pan widzi przyszłość opinii katolickiej w naszym kraju?

MJ: Istnieje wielkie prawo społeczne historii Polski. Było wiele poruszeń społecznych, zapoczątkowanych przez środowiska radykalne, na przykład Powstanie Styczniowe czy Solidarność, ale dopiero gdy akty te zostały poparte przez masy społeczeństwa katolickiego - stawały się wydarzeniami narodowymi, w sensie tak zasięgu społecznego, jak roli historycznej. Jednocześnie zawsze mieliśmy problem, zwracał na to uwagę Kardynał Wyszyński, w zapewnieniu rzeczywistego wpływu społecznego elit katolickich. Szczególnie to widać w okresie trzeciej niepodległości. Wszystkie nasze sukcesy wynikały z siły opinii katolickiej - to ona była oparciem dla odradzającej się wielokrotnie prawicy, która tyle razy potem wykonywała swoje słynne „zwroty ku (liberalnemu) centrum”, czyli odwracanie się do katolików plecami. I wszystkie porażki trzeciej niepodległości (od katastrofy demograficznej, której władze przyglądały się biernie przez ćwierć wieku, po zastąpienie upowszechnienia własności rabunkową pseudoprywatyzacją) - wynikły z niedostatecznego wpływu opinii katolickiej. Czas żebyśmy stanęli na nogach i postawili Polskę na nogach.

Jakie zadania stoją przed katolikami w Polsce najbliższych latach? Które z nich można realnie osiągnąć?

MJ: Przede wszystkim musimy budować silne struktury samej opinii katolickiej, byśmy w życiu publicznym byli podmiotem, który skutecznie postuluje, wymaga, kontroluje - a nie tylko politycznie kibicuje, zażywającymi emocji przed telewizorem. Kongres chce zachęcać do tego zarówno środowiska, które biorą w nim udział, jak i inne, które do tego nasze forum „zdopinguje”. Jak bardzo potrzebna jest nasza odpowiedzialność pokazała zbrodnia na Madalińskiego. Przez lata po cichu dojrzewało zło, które właściwie tolerowano. Klasa polityczna jednogłośnie powtarzała frazes o wspaniałym „kompromisie życia”, czyli niepisanym pakcie aborcyjnym, który paraliżował działania chcące wypełnić treścią nawet to ułomne prawo. Teraz po raz kolejny zobaczyliśmy jak jest ignorowane i jak brak mu obrońców tam, gdzie powinno być stosowane. Oczywiście, podstawą ładu społecznego w Polsce musi stać się zdrowy porządek ekonomiczny, oparty na przedsiębiorczości i upowszechnieniu własności, bez czego nie zrealizujemy ani praw rodziny, ani nie zatrzymamy ciągłego emigracyjnego pustoszenia Polski. Całość naszych zadań, naszej wizji chrześcijańskiej odpowiedzialności społecznej pokażemy w Karcie Chrześcijańskiego Kongresu Społecznego, którą przyjmiemy w Poznaniu.

CZYTAJ DALEJ

24 czerwca: Kto dziś gra? Euro 2024

2024-06-24 06:56

[ TEMATY ]

ME 2024

PAP/EPA/GEORGI LICOVSKI

24 czerwca 2024 r. - kolejny dzień piłkarskich zmagań podczas ME 2024! Kto dziś gra?

Albania - Hiszpania, godz. 21:00

CZYTAJ DALEJ

Nowy Sącz: Areszt dla podejrzanego o podpalenie zabytkowego kościoła

2024-06-24 11:33

[ TEMATY ]

podpalenie

Areszt

Adobe Stock

ZDJĘCIE ILUSTRACYJNE

ZDJĘCIE ILUSTRACYJNE

Policja zatrzymali 22-letniego sądeczanina podejrzanego o podpalenie zabytkowego kościoła Świętej Heleny w Nowym Sączu. Mężczyzna usłyszał zarzut i decyzją sądu został aresztowany na trzy miesiące – przekazała w poniedziałek rzeczniczka sądeckiej policji kom. Justyna Basiaga.

Straty oszacowane po pożarze 16 czerwca o godz. 5.00 XVII-wiecznego kościoła przekraczają wstępnie milion złotych. Zniszczeniu uległa drewniana konstrukcja budynku wraz z wyposażeniem, w tym zabytkowy ołtarz, rzeźby i obrazy wpisane do rejestru zabytków.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję