Reklama

Śpiewać na chwałę Panu

2018-11-14 11:43

Władysław Burzawa
Edycja kielecka 46/2018, str. IV

Archiwum
„Józefowe Kwiatki” są wizytówką Kielc

Kościelne chóry, schole przeżywają w ostatnim czasie swój renesans. Świadczą o tym liczby uczestników różnego rodzaju konkursów muzycznych, takich jak na przykład konkurs kolęd, do udziału w którym zgłaszają się dziesiątki, jeżeli nie setki uczestników. Święta Cecylia przyciąga rzesze miłośników śpiewu, którzy dobrze śpiewając „dwa razy się modlą”

Jak przekazuje tradycja, św. Cecylia żyła na przełomie II i III wieku po Chrystusie. W swoim domu na Zatybrzu w Rzymie utworzyła oratorium, w którym zbierali się potajemnie chrześcijanie i gdzie nabożeństwa odprawiał papież Urban I. Pochodziła ze znakomitej rzymskiej rodziny. Była zagorzałą wyznawczynią Jezusa, tak zakochała się w Zbawicielu, że Jemu ślubowała wierność bez względu na konsekwencje. Rodzice mieli jednak w stosunku do Cecylii inne plany. Chcieli ją dobrze wydać za mąż, za bogatego poganina Waleriana. Dzień przed ślubem wyznała swoją tajemnicę miłości Chrystusa swojemu narzeczonemu. Ten, o dziwo, nie tylko, że uszanował jej ślub czystości, ale i sam się nawrócił ze swoim bratem, przyjmując chrzest z rąk papieża Urbana I. Jednak, kiedy w cesarstwie wybuchło krwawe prześladowanie chrześcijan, na skutek doniesienia Cecylia została aresztowana. Żołnierze, którzy zatrzymali Cecylię, byli pod takim wrażeniem jej urody, że błagali ją, by odstąpiła od wiary. Dziewczyna nie wyparła się Chrystusa i skazana została na śmierć przez uduszenie w łaźni własnego domu. Kiedy jednak gorąca para nie odebrała jej życia, skazano ją na publiczne ścięcie. Kat zadał mieczem kolejne dwa ciosy, które ku zdumieniu licznych świadków, nie odniosły skutku, pozostawiając jedynie na szyi dziewczyny dwie krwawe pręgi. Mimo że prawo rzymskie zabraniało zadawania skazańcowi trzeciego ciosu, kat uderzył po raz trzeci, jednak i tym razem miecz odskoczył od szyi. Darowano jej wówczas życie, jednak wyczerpana do kresu wytrzymałości, zmarła po kilku dniach. Pochowano ją w katakumbach św. Kaliksta, a w IX wieku przeniesiono do stojącego na gruzach jej domu kościoła.

Śpiąca Cecylia

W 1599 roku, podczas prac restauracyjnych, wydobyto spod ołtarza głównego trumnę z ciałem męczenniczki i otworzono ją w obecności wielu świadków. Obecny przy tym kardynał Boronio napisał we wspomnieniach: „Widać było... że to ciało nie znajdowało się w pozycji, w jakiej zwykle leżą w grobie zmarli, lecz jakby leżało w łóżku i jakby ta najczystsza dziewica przewróciła się na prawy bok, podkurczając skromnie nogi w ten sposób, że wydaje się rzeczywiście śpiącą dziewczynką”.

Wkrótce potem Stefano Maderno wyrzeźbił w białym marmurze posąg świętej, w takiej pozycji, w jakiej ją znaleziono. Obecnie posąg znajduje się w ołtarzu głównym kościoła, a jego replikę podziwiać można w Polsce, w pałacu Radziwiłłów w Nieborowie. Dlaczego św. Cecylia została uznana za patronkę muzyki kościelnej? Być może dlatego, że w aktach męczeństwa znaleziono zapis mówiący o tym, że gdy na weselu Cecylii grały instrumenty muzyczne, ona w swoim sercu śpiewała hymny tylko Bogu.

Reklama

Śpiewać hymny

– Chór „Gaude Mater” jest młody, powstał w parafii św. Stanisława BM w Kielcach w 2016 r., ale doświadczenie można powiedzieć ma „dużo większe” – mówi ks. Józef Majchrzyk, opiekun chóru – główne założenie istnienia chóru to śpiew podczas liturgii. Często chóry śpiewają tylko podczas uroczystości, mając niewielką ilość prób. A przez to tracą już zdobyte doświadczenie, natomiast chór „Gaude Mater” spotyka się na próbie raz w tygodniu na dwie godziny, posługuje śpiewem w parafii w każdą niedzielę, a czasem częściej. Jak mówi ks. Majchrzyk, w parafii „myślą kompleksowo o posłudze śpiewu”, dlatego istnieją też zespoły: dziecięcy i młodzieżowy. Każdy śpiewa na Mszy św. odpowiedniej dla siebie, młodzież na Eucharystii młodzieżowej, a dziecięcy na Mszy dla dzieci. Raz lub dwa razy w roku, wszystkie trzy zespoły śpiewają razem, dając na przykład koncert kolęd. Chór „Gaude Mater” może się poszczycić znaczącymi osiągnięciami. – Jeśli chodzi o konkursy, w ubiegłym roku uczestniczyliśmy w międzynarodowym konkursie kolęd i pastorałek i w pierwszym etapie na około 200 podmiotów, na poziomie chórów, zajęliśmy drugie miejsce, po roku prób śpiewania. W tym roku chcemy wystartować we wszystkich poziomach, czyli w kategoriach: dziecięcej, młodzieżowej i oczywiście chórów – mówi ks. Józef.

Od zespołu do chóru

Ks. Józef Majchrzyk, zanim wstąpił do Seminarium Duchownego, bardzo interesował się muzyką, miał dwa zespoły, osiągnął z nimi pewne sukcesy, miał nawet sesję nagraniową w profesjonalnym studio. To był początek jego pasji muzycznych. W seminarium odkrył, czym jest muzyka chórowa. Po jakimś czasie odważył się samodzielnie tworzyć i prowadzić takie chóry. Pierwszy chór założył podczas studiów we Włoszech, złożony był z kapłanów. „Własny” chór powstał w Domu Polskim w Rzymie, gdzie mieszkali studiujący w Wiecznym Mieście kapłani z całej Polski. Drugim chórem był chór młodzieżowy w LO Tadeusza Kościuszki w Busku-Zdroju, do zespołu należało ok. 20 osób. – Sporo koncertowaliśmy, zespół uświetniał swoimi występami wszystkie wydarzenia szkolne, występowaliśmy w kilku miejscach w diecezji – mówi ks. Józef. Zespół opracował takie perły muzyki renesansowej, jak Miserere, Gregorio Allegriego, a każdy koneser muzyki renesansowej zna ten wybitny utwór i rozumie jego skalę trudności. Od października 2016 r. z tym doświadczeniem ks. Józef zaczął pracę, w parafii św. Stanisława BM w Kielcach, gdzie natychmiast na jego apel zgłosiło się prawie 30 osób. Zespół, który zaczynał właściwie od zera, zrobił ogromne postępy. Dziś dysponuje materiałem ok. 25 wyuczonych utworów.

Chór, nasza wspólnota

– Śpiew i muzyka są obecne w życiu moim i całej rodziny od zawsze – mówi Anna Pierzak, wicedyrektor Zespołu Szkół Katolickich Diecezji Kieleckiej. Będąc dzieckiem, śpiewałam w chórze szkolnym oraz scholi parafialnej, potem w zespole młodzieżowym. Braliśmy udział w wielu konkursach piosenki religijnej, czasem zdobywaliśmy nagrody. To były piękne czasy... Nauczyłam się grać na gitarze i śpiewałam... Na rekolekcjach oazowych, pielgrzymkach, spotkaniach modlitewnych pełniłam rolę animatora muzycznego. Jako studentka zaczęłam śpiewać w chórze akademickim stworzonym przez ks. prof. Julisława Łukomskiego, a prowadzonym przez już śp. prof. Jerzego Rosińskiego. Chór funkcjonuje nadal. Każdego roku przygotowujemy m.in. oprawę muzyczną Drogi Krzyżowej, którą w Wielki Piątek transmituje Radio EM Kielce.

Miłość do śpiewu i muzyki przekazała również swoim synom. Obaj ukończyli szkołę muzyczną i służą swoimi muzycznymi talentami przy różnych uroczystościach szkolnych i kościelnych. Grają też w domu. Pani Anna bardzo lubi wieczory, kiedy któryś z nich (albo obaj razem) zasiadają do pianina i przelewają na klawisze to, co im w duszy gra... – Czasem muzykujemy wszyscy – gramy na pianinie, gitarze, kachonie i śpiewamy. Podziwiam wtedy sąsiadów za ich cierpliwość – mówi śmiejąc się. Dwa lata temu do śpiewania nie tylko w domu dał się również przekonać mąż pani Anny. – Gdy w naszej parafii ks. Józef Majchrzyk założył chór, zaczęliśmy w nim śpiewać razem z mężem. Daje nam to wiele radości, choć nie jest łatwe. Każdy środowy wieczór spędzamy na próbie. Gdy uczymy się głosów, bywa różnie. Czasem wydaje nam się, że utwór jest absolutnie nie do nauczenia, po czym, gdy połączymy 4 głosy i usłyszymy, jak brzmią, zdziwienie miesza się z radością i satysfakcją. Przez te dwa lata dzięki ks. Józefowi chór stał się wspólnotą ludzi, którzy dbają o swoją duchowość, uczestniczą w rekolekcjach, jeżdżą na pielgrzymki, są zaangażowani w życie parafii i bardzo lubią ze sobą przebywać. I jak tu nie dziękować Panu Bogu za talenty, którymi nas obdarza? Nie wolno ich zakopywać, lecz z odwagą służyć nimi innym – mówi.

Rodzina Józefowach Kwiatków

Piętnaście lat temu w parafii św. Józefa Robotnika w Kielcach powstała złożona z dzieci 20-osobowa schola. Zespół nazwano „Józefowe Kwiatki”. Od momentu powstania do października 2014 r. zespół prowadził śp. ks. Piotr Klimczyk. To z nim schola zdobyła większość nagród na przeglądach i konkursach. Szybko zespół stał się wizytówką Kielc. W ciągu tych kilkunastu lat w zespole śpiewało kilkadziesiąt dzieci. Schola była i jest dla nich nie tylko luźną grupą, w której można pośpiewać, ale jak to potwierdzają rodzice dzieci, „Józefowe Kwiatki” są dla nich drugą rodziną. – Tak, „Józefowe Kwiatki” są dla mnie rodziną – mówi Agnieszka Sołtys, tego zawsze pragnął ich założyciel, mój przyjaciel, śp. ks. Piotr Klimczyk i tak jest. Łączy nas jeden cel: głoszenie miłości Boga poprzez śpiew. My rodzice spędzamy ze sobą mnóstwo czasu, czy to przy organizacji strojów czy przy rozkładaniu sprzętu muzycznego, na rowerach, na łyżwach, w górach i nad morzem. Ten czas daje nam oddech od codziennej rutyny, ale również ładuje „akumulatory”. Poczucie, że mogę zawsze na innych liczyć, że mnie lubią, że im na mnie po ludzku zależy, jest bezcenne – mówi. Rodzina „Józefowych Kwiatków” pragnie przyprowadzić ludzi do Jezusa. Księża, którzy są opiekunami duchowymi scholi, w tym pomagają. „Kwiatki” śpiewają w dolnym kościele na Eucharystiach dla dzieci, ale jak mówi pani Agnieszka, byliby bardziej szczęśliwi, gdyby inne dzieci z parafii, umiejące i chcące śpiewać, zasiliły scholę. Starają się integrować z innymi grupami, działającymi przy Sanktuarium św. Józefa Opiekuna Rodziny poprzez organizację koncertów kolędowych i patriotycznych. Udało im się zaprosić do współpracy chór parafialny i teatr. – Poza parafią też pragniemy świadczyć o Jezusie. Wiosną śpiewaliśmy na rzecz dziewczynki chorej na nowotwór, a obecnie przygotowujemy się do koncertu charytatywnego dla osób niewidomych – mówi pani Sołtys.

Rozśpiewajmy parafie

– Często się słyszy pytanie, czy warto dublować organistę, stawiając na Mszy chór, jednak każdy, kto przeżyje Mszę św. z chórem, powie, że jest to istotne zróżnicowanie, ponieważ chór nie zastępuje wszystkich śpiewów, najwyżej dwie, trzy pieśni i pieśń po zakończeniu Eucharystii – mówi ks. Majchrzyk. Zawsze taka Msza wydaje się szczególnie uroczysta. Dodatkową funkcją chóru jest „rozśpiewywanie parafii”, a poza tym chór jest miejscem do zaangażowania się parafian w aktywne życie parafii. Należy się cieszyć, że wielu duszpasterzy na nowo zrozumiało, jak ważną funkcję w duszpasterstwie i liturgii pełnią chóry oraz scholki dziecięce i młodzieżowe – mówi ks. Józef.

Tagi:
chór

Reklama

„Pochodnia” dla Stanisława Moniuszki

2019-05-15 14:06

AKW

AKW
Chór "Pochodnia"

Częstochowski Chór Męski „Pochodnia” – jeden z najstarszych chórów męskich w Polsce wystąpił 14 maja 2019 r. w sali Ratusza w Częstochowie z koncertem dla uczczenia 200. rocznicy urodzin Stanisława Moniuszki.

Repertuarowe związki „Pochodni” z twórczością Stanisława Moniuszki są oczywiste – od początku istnienia chóru jego pieśni śpiewano niemal na każdym koncercie. Liczący 88 lat chór jest mocno w wrośnięty w historię Częstochowy i trudno byłoby wyliczyć wszystkie ważne uroczystości, zarówno świeckie, jak i kościelne, podczas których występował. O jego popularności decyduje nie tylko wysoki poziom śpiewu, liczne nagrody i tourneé, nagrane płyty, ale także wiele akcji społecznych, które podejmował w mieście. Jedną z takich akcji była budowa pomnika „ojca polskiej opery”. Pomysłodawcą budowy pomnika był w 1953 r. ówczesny dyrygent chóru, a zarazem profesor szkoły muzycznej w Częstochowie Wacław Przytulski. Chociaż władze nie były zbyt przychylne temu pomysłowi, powołano komitet budowy i zaczęto intensywnie zbierać składki m.in. wśród znajomych, na koncertach itd. W 1958 r. w Parku 3 Maja w Częstochowie został odsłonięty pomnik Stanisława Moniuszki i znajduje się tam do dzisiaj.

Koncert rozpoczął się hymnem „Pochodni”, skomponowanym przez Edwarda Mąkoszę, który jest wykonywany podczas najważniejszych wydarzeń. Dyrygował Jarosław Łyczba. Prelekcję o życiu i twórczości Stanisława Moniuszki wygłosił Tadeusz Piersisk – dyrektor Muzeum Częstochowskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niesamowita święta Rita

2019-05-15 08:05

Margita Kotas
Niedziela Ogólnopolska 20/2019, str. 26-27

22 maja 1628 r. jest dniem wyjątkowo gorącym. W niewielkim kościele wypełnionym pielgrzymami robi się duszno, wręcz nie do wytrzymania, właśnie w chwili, gdy odczytywany jest dekret papieski gloryfikujący świętą. Ciżba napiera na siebie z coraz większą wrzawą i jest tylko krok od bójki. Niespodziewanie zmarła otwiera oczy i kieruje je w stronę wiernych... Zapada absolutna cisza

Graziako
Św. Rita wzywana jest jako patronka w sprawach – po ludzku sądząc – beznadziejnych

Umbryjska Cascia od wieków przyjmuje rzesze pielgrzymów i jest świadkiem licznych cudów dokonywanych za wstawiennictwem tej, dla której nie ma spraw beznadziejnych. Św. Rita nieustannie wygrywa w rankingach świętych – we Włoszech ustępuje jedynie św. Antoniemu – a wszystko dzięki skuteczności w największych nawet problemach. Do niej zwracają się o pomoc ludzie dotknięci ciężkimi doświadczeniami, problemami małżeńskimi, matki – także te oczekujące potomstwa czy mające problem z poczęciem dziecka, ale również osoby poniżane, samotne, chore na raka i ranne. Dzięki Ricie wiele małżeństw wybaczyło sobie zdradę małżeńską, wielu podjęło terapię antyalkoholową, a kobiety, które przez lata roniły, urodziły zdrowe dzieci.

To będzie dziewczynka

Amata z d. Mancini i Antonio Lotti są małżeństwem od 12 lat. Cieszą się szacunkiem mieszkańców Rocca Porena, często są mediatorami w sąsiedzkich kłótniach. Żyją zgodnie, obdarzają się wzajemnie szacunkiem i miłością. Jeśli coś zakłóca spokój ich serc, to jedynie brak dziecka. – Widocznie taka wola Boża – pomału godzą się z myślą, że pozostaną już sami. I nagle radosna nowina: Amata spodziewa się dziecka. Antonio marzy o synu, Pan Bóg ma jednak inne plany. Żona Antonia wychodzi do ogrodu zrobić ostatnie jesienne porządki. Nagle na ogołoconych już klombach spostrzega kwiaty, w tym ukochane przez siebie róże, i czuje powiew wiatru. Słyszy tajemniczy głos: – Nie bój się, Amato. Urodzisz dziewczynkę, lecz oboje z Antoniem ją pokochacie, jednak Bóg ukocha ją jeszcze bardziej! Amata jest prostą kobietą, ale ma pewność, że takie słowa mógł wypowiedzieć jedynie anioł Pański. W niedługim czasie ponownie słyszy głos anioła: – Nazwiesz dziewczynkę imieniem Rita – na cześć św. Margerity. Jej zdrobniałe imię stanie się wielkim imieniem.

Początek cudów

Wyczekiwane dziecko Amaty i Antonia przychodzi na świat w Rocca Porena w maju 1381 r. Na chrzcie w kościele św. Marii de la Plebe w Cascii, ku zdziwieniu wielu, otrzymuje imię Rita.

To spokojne i pogodne, ale trochę dziwne dziecko – myślą sąsiedzi. Kilkumiesięczna Rita śpi w kolebce w pobliżu pracujących w polu rodziców. Otwiera oczy w chwili, kiedy obok przechodzi żniwiarz z sąsiedniego pola. Z jego zranionej kosą ręki spływa krew, kiedy jednak zauważa rój pszczół krążący nad głową dziewczynki, zapomina o sobie i usiłuje pokaleczoną dłonią odgonić owady. Te wlatują nawet w uchylone usta dziecka, ale ku zdziwieniu żniwiarza nie czynią mu krzywdy, a i sama Rita jest zupełnie spokojna. Mężczyzna dochodzi do wniosku, że jego interwencja nie jest potrzebna, a z jeszcze większym zdumieniem spostrzega, że rana na jego ręce zniknęła. Biegnie do wioski, by podzielić się z innymi przedziwną wiadomością.

Trudna miłość

Rita rośnie i staje się pracowitą i pełną troski o rodziców dziewczynką. Każdą wolną chwilę poświęca na modlitwę. Marzy o poświęceniu się Bogu i wstąpieniu do zakonu. Jednak rodzice z troski o jej los postanawiają wydać ją za mąż za Paola de Ferdinand. Mąż okazuje się człowiekiem trudnym, o gwałtownym charakterze. Rita niesie swój krzyż z cierpliwością i łagodnością, nie żywi do męża urazy. Modli się w intencji jego nawrócenia i liczy, że kiedy urodzą się dzieci, Paolo się zmieni. Na świecie pojawiają się bliźniacy Jakub Antoni i Paweł Maria i rzeczywiście pod wpływem tego wydarzenia i modlitw żony Paolo łagodnieje. W domu Rity pojawiają się spokój i szczęście, chłopcy rosną. Niestety, w 18. roku małżeństwa Paolo ginie z rąk oprawcy, najprawdopodobniej pada ofiarą wendety. Mimo że przed śmiercią, jak twierdzi świadek, wybacza mordercy, jego synowie postanawiają pomścić śmierć ojca. Rita na próżno przekonuje ich do zaniechania zemsty, na modlitwie prosi więc Boga, by raczej zabrał ich z tego świata, aniżeli mieliby się stać zabójcami. Wkrótce Jakub i Paweł umierają z powodu zarazy. Desperacka modlitwa matki zostaje wysłuchana, jej serce pęka jednak z bólu.

Interwencja świętych

Po śmierci synów Rita powraca do myśli o wstąpieniu do zakonu – czyni starania o przyjęcie jej do klasztoru Augustianek św. Marii Magdaleny w Cascii. Prawdopodobnie jednak z powodu lęku sióstr przed ciążącą nad nią wendetą Rita słyszy odmowę. Każdy powrót spod bramy klasztoru do rodzinnego domu napełnia jej serce bólem. Nie traci jednak wiary. Jak głosi legenda, pewnej nocy słyszy głos wypowiadający jej imię. Kiedy otwiera drzwi domu, widzi mężczyznę i ze zdumieniem rozpoznaje w nim św. Jana Chrzciciela. Pełna ufności, jak w transie, idzie za nim ścieżką wśród skał. Po chwili dołączają do nich św. Augustyn i św. Michał z Tolentino. Kiedy Rita odzyskuje pełną świadomość, spostrzega, że znajduje się w kaplicy klasztoru św. Marii Magdaleny. Zdumienie sióstr schodzących się na modlitwę jest bezgraniczne. Przełożona robi wymówki siostrze odźwiernej, że ta nie zamknęła wszystkich furt prowadzących do klasztoru. Rita – pewna, że to Bóg objawił jej swoją wolę – nie posiada się z radości.

Naznaczona przez Boga

W klasztorze Rita spędzi 40 lat. Opuści go tylko raz, gdy uda się z pielgrzymką do Rzymu w Roku Świętym 1450. W zakonie poddawana jest próbom posłuszeństwa i zaufania Bogu. Z polecenia matki przełożonej miesiącami podlewa suchy patyk wetknięty w ziemię klasztornego ogrodu. Towarzyszą temu pogardliwe spojrzenia współsióstr. Pewnego dnia dwie z nich zawstydzone pobiegną do innych z nowiną, że ów patyk zamienił się cudownie w winną latorośl. Następnego dnia mówi o tym już cała Cascia. Wielkim szacunkiem obdarzają Ritę potrzebujący, którym z uśmiechem niesie pomoc.

Sama Rita prowadzi surowe życie pokutne. Nieustannie rozważa mękę Pańską. W Wielki Piątek 1443 r., natchniona naukami rekolekcyjnymi, modli się w swojej celi, by choć jeden z kolców cierniowej korony Chrystusa zranił także jej czoło, aby w ten sposób mogła uczestniczyć w Jego męce. W odpowiedzi na jej prośbę z wizerunku Chrystusa, przed którym modli się Rita, odrywa się jeden z gipsowych kolców korony cierniowej i wbija się z dużą mocą w czoło zakonnicy. Znak ten Rita nosić będzie do końca swojego życia. Rana się jątrzy, wydobywająca się z niej ropa jest źródłem odoru, który odstrasza inne siostry i staje się powodem odosobnienia s. Rity. Ta poświęca swój czas na rozważanie męki Pańskiej i modlitwę wstawienniczą, o którą proszą ją w swoich sprawach liczni mieszkańcy Cascii.

Róże i figi

Ostatnie lata Rita spędza w łóżku złożona ciężką chorobą. Według pobożnego przekazu, zanim odejdzie z tego świata, za jej przyczyną będą miały miejsce jeszcze dwa cudowne wydarzenia. Otóż w środku zimy Rita ma prosić swą kuzynkę, by przyniosła jej różę z ukochanego ogrodu rodzinnego domu. Czuwający przy niej są pewni, że Rita majaczy. Jednak gdy kuzynka wraca do domu, ze zdumieniem spostrzega, że w przysypanym śniegiem ogrodzie Rity kwitnie przepiękna róża. Natychmiast wraca z nią do klasztoru. Dwa tygodnie później, kiedy ziemię spowija jeszcze zimno, na prośbę Rity kuzynka przynosi jej dwie dojrzałe figi. Na pamiątkę tzw. cudu róży w Cascii i w innych miejscach kultu świętej utrzymuje się tradycja święcenia w dniu 22 maja „róż św. Rity”. Gdy Rita umiera 22 maja 1457 r., jej ciało zaczyna wydzielać słodkawy zapach, a w całej Cascii same zaczynają bić dzwony – mieszkańcy miasta mają pewność, że odeszła osoba święta.

Przesłanie przebaczenia

Już pierwszego dnia po śmierci Rity mają miejsce cuda za jej wstawiennictwem. W 1627 r. beatyfikuje ją papież Urban VIII – Maffeo Barberini, w którego rodowym herbie znajdują się – cóż za zbieg okoliczności! – trzy pszczoły. Kanonizuje bł. Ritę w 1900 r. Leon XIII. Nazwie ją „drogocenną perłą Umbrii”. Kult świętej szerzy się w całym świecie – od Włoch po Filipiny i Amerykę Południową. Obecny jest również w Polsce, m.in. w kościele św. Katarzyny Aleksandryjskiej i klasztorze Sióstr Augustianek w Krakowie, gdzie znajduje się najstarszy w naszym kraju, XVIII-wieczny obraz św. Rity, w kościele Dzieciątka Jezus na Żoliborzu w Warszawie ze słynącym łaskami wizerunkiem świętej oraz w sanktuarium św. Rity w Nowym Sączu.

Za przyczyną świętej rozwiązują się sprawy beznadziejne i, po ludzku sądząc, nie do rozwiązania, a współcześni ludzie uczą się od niej życia w cierpieniu i pokorze, miłosierdzia i przebaczenia. Miłosierdzie i przebaczenie bowiem były charakterystycznymi przymiotami świętej z Cascii. Nic dziwnego zatem, że tamtejsza wspólnota sióstr augustianek przyznaje Nagrodę św. Rity kobietom, które w swym życiu – tak jak ona – dały swą postawą świadectwo przebaczającej miłości. Otrzymały ją m.in. Polki – Marianna Popiełuszko (1990 r.) i Eleni (1999 r.).

Dla dzisiejszych, podobnie jak i dla współczesnych sobie czcicieli Rita jest najprawdziwszym człowiekiem i prawdziwą świętą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Światowy Dzień Tarczycy

2019-05-24 17:36

naukawpolsce.pap.pl/ AKW

Zmęczenie, drażliwość, zaburzenia snu, tycie lub chudnięcie, mogą być objawami chorób tarczycy, na które cierpi ok. 22 proc. mieszkańców Polski, w tym przede wszystkim kobiety, które chorują 9 razy częściej od mężczyzn. Z okazji obchodzonego 25 maja Światowego Dnia Tarczycy warto uzupełnić naszą wiedzę na temat tarczycy i jej chorób.

Life Mental Health / Foter / CC BY

Niewielka, kształtem przypominająca motyla, tarczyca, to bardzo ważny organ, który wpływa na większość procesów metabolicznych zachodzących w ludzkim organizmie. Hormony, które produkuje mają wpływ na pracę serca, masę ciała, poziom energię, pracę i siłę mięśni, skórę, włosy, pracę jelit, cykl menstruacyjny, płodność, pamięć oraz nasz stan emocjonalny. Kiedy tarczyca choruje, zaburzone jest funkcjonowanie prawie całego organizmu. Niestety nieprawidłowości pracy tego organu są trudne do rozpoznania, a chorzy często nie mają świadomości, że ich problemy zdrowotne związane są właśnie z tarczycą. Jest to o tyle niebezpieczne, że może prowadzić do poważnych powikłań. W przypadku niedoczynności tarczycy mogą to być: choroby układu sercowo-naczyniowego, a także depresja, niedokrwistość, zaburzenia lękowe, infekcje, nawracające poronienia.

Po czym rozpoznać chorobę?

Organizm człowieka, którego tarczyca jest chora, wysyła wiele sygnałów ostrzegawczych. – Wykryte odpowiednio wcześnie choroby tarczycy umożliwiają rozpoczęcie procesu leczenia, a także ograniczenie groźnych powikłań. Szybkie chudnięcie, przybieranie na wadze, ospałość, nadpobudliwość, osłabienie czy trudności w koncentracji, to niektóre z symptomów, które są często bagatelizowane, a jednocześnie charakterystyczne dla niedoczynności tarczycy – mówi prof. Ireneusz Nawrot, sekretarz Polskiego Klubu Chirurgii Endokrynologicznej.

Zupełnie inne objawy mogą świadczyć o nadczynności tarczycy. – Nadczynności często towarzyszą uczucie gorąca, zwiększona potliwość, duszność, kołatanie serca czy drżenie rąk. Niestety, zarówno nadczynność tarczycy jak i jej niedoczynność mogą ze sobą współistnieć. Dlatego tak ważna jest w przypadku zaobserwowania niepokojących objawów wizyta u specjalisty – podkreśla prof. Ireneusz Nawrot.

Chora tarczyca może się manifestować na wiele innych sposobów, m.in. poprzez tzw. wole tarczycowe, czyli widoczne i wyczuwalne poprzez dotyk powiększenie tarczycy. Osoba z wolem ma nie tylko powiększony obwód szyi, ale też często odczuwa ucisk w tchawicy, co powoduje duszności i trudności z oddychaniem.

Innymi objawami chorób tarczycy są różnego rodzaju zmiany guzkowe, wśród których występują m.in. zmiany nowotworowe. Osoby, u których podejrzewa się choroby tarczycy są kierowane na badania diagnostyczne, w tym najczęściej na badania: stężenia hormonu tyreotropowego (TSH) w surowicy krwi, stężenia hormonu fT4 (czyli tzw. wolnej tyroksyny), a także badania obrazowe, takie jak USG tarczycy.

Jak zapobiegać chorobom tarczycy?

Eksperci podkreślają, że wielu przypadków zachorowań można uniknąć. W jaki sposób? – Jest wiele czynników, które zwiększają ryzyko rozwoju chorób tarczycy. Jednym z najważniejszych jest stres, który znacząco osłabia nasz układ immunologiczny. Ryzyko to zwiększają też używki i różnego rodzaju toksyny środowiskowe, w tym m.in. smog. Dlatego, w celu ograniczenia ryzyka zachorowania, powinniśmy zadbać o higienę swojego życia. To znaczy o ograniczenie stresu, zdrowe odżywianie, dużą ilość snu, ale także wyjazdy z miasta na łono natury – mówi prof. Marcin Barczyński, prezes Polskiego Klubu Chirurgii Endokrynologicznej.

Ekspert podkreśla, że choć niedoboru jodu, także niekorzystnego dla tarczycy, już w Polsce nie mamy, z uwagi na obowiązkowe jodowanie soli kuchennej, to jednak dla tarczycy groźny może się okazać także jego nadmiar w diecie. Duże ilości jodu można znaleźć np. w niektórych wodach mineralnych. Profesor ostrzega, że nadmiar jodu w diecie może wywołać m.in. autoimmunologiczne choroby tarczycy, jak np. choroba Gravesa-Basedowa czy Hashimoto.

Kończąc zestawienie czynników ryzyka oraz czynników ochronnych, warto wskazać składniki odżywcze, które są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania tarczycy. Oprócz jodu eksperci wymieniają jeszcze: żelazo, cynk, selen, witaminy z grupy B, a także witaminy C i D.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem