Reklama

Pasja w galerii

2018-11-28 11:04

Mariusz Rzymek
Edycja bielsko-żywiecka 48/2018, str. VI

MR
Wolontariusze w Etiopii

Pięć dni w Etiopii – przełom października i listopada. Bilans pobytu to 142 operacji i zabiegów: 115 zaćm, 1 jaskra, 21 jaglic, 5 skrzydlik. Mówiąc inaczej: 142 osoby dostały szansę na lepsze życie. Wszystko to stało się w ramach akcji: „Oczy Etiopii”, za którą stali Stanisław Kotlarczyk i Marcin Haladyn.

Obaj panowie, 18 listopada, mówili u Franka Kukioły w bielskiej Galerii Wzgórze o swoich doświadczeniach związanych z udzielaniem pomocy ludziom z Trzeciego Świata. W trakcie prelekcji mówili oni zarówno o specyfice pracy w ekstremalnych warunkach, jak i o wielkiej wdzięczności ludzi, którzy są beneficjentami jej owoców. Wspomnieli, że pierwszy dzień pobytu zamknęli 51 operacjami, a drugi 42. Wśród pacjentów były zarówno dzieci, jak i starcy. Niektórzy z nich docierali do ambulatorium po kilku dniach marszu.

Organizatorem prelekcji była grupa modlitewna „Akademia”, która spotyka się w domu Caritas w Lipniku. Duchownego wsparcia udziela jej ks. prał. Zbigniew Powada. W każdą trzecią niedzielę miesiąca zaprasza ona na godz. 18 do galerii na spotkania z ludźmi z pasją i z wizją.

Reklama

– Naszym celem jest pokazanie dobra, które wokół nas jest, a które jest niedostrzegane. Pragniemy je wydobyć i wypromować. Nie eksponujemy aspektu religijnego, choć gorąco wierzymy, że wszelkie dobro pochodzi od Boga. Liczymy, że taką nienachalną ewangelizacją zarazimy innych wiarą – mówi Andrzej Solecki. Spotkania prowadzone są w ramach projektów: „Złap bakcyla”, „Wielki format”, których dopełnieniem będzie cykl „Pod prąd” poświęcony osobom wyniesionym na ołtarze.

Dotychczas w galerii o swych pasjach mówili mistrz szybowcowy Sebastian Kawa, uprawiająca wspinaczkę sportową rodzina Szymańskich oraz studenci od krakowskich dominikanów, którzy pod szyldem „Łanowa” opiekują się osobami niepełnosprawnymi umysłowo.

Kolejne spotkanie w ramach „Akademii” odbędzie się 16 grudnia. Gościć na nim będzie historyk z Kielc, mgr Jerzy Malisiewicz, który przedstawi życiorys bohatera Polski i Grecji, superszpiega Jerzego Iwanowa Szajnowicza.

Tagi:
pomoc Afryka

Abp Broglio: syryjscy uchodźcy potrzebują naszej pomocy

2019-10-18 17:49

vaticannews.va / Waszyngton (KAI)

„Wzywam wszystkich uczestników konfliktu do dialogu w sprawie pokoju. Bez szczerej debaty działania wojskowe spowodują zaostrzenie przemocy, niestabilności i głodu w tym regionie” – powiedział amerykański biskup polowy.

Vatican News
Bp Broglio

Abp Timothy Broglio zauważył, że ofiarami ataku Turcji na Syrię są nie tylko zabici i ranni, ale także ponad 100 tys. osób, które musiało opuścić swoje domy. „Oni potrzebują konkretnej pomocy, a my musimy być gotowi jej udzielić. Będzie to bardzo trudne bez udziału obu stron w pokojowym dialogu” – dodał hierarcha.

Choć rozpoczęło się pięciodniowe zawieszenie broni, to jednak ciągle zdarzają się sporadyczne walki, a w minionym tygodniu byliśmy świadkami nasilenia działań wojskowych. „Jeżeli nie przerwiemy tej wojny, to rodowici chrześcijanie i inne mniejszości religijne, które nazywają ten region domem od tysiącleci, mogą stracić go na zawsze” – dodał.

Abp Broglio poprosił także o modlitwę w związku z turecką inwazją w północno-wschodniej Syrii: „Zapraszam wszystkich ludzi dobrej woli, by przyłączyli się do mnie i błagali naszego Pana, Księcia Pokoju, o prawdziwe rozwiązania pokojowe i stabilność oraz w intencji wszystkich uchodźców”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pytania o stan wiary

2019-10-16 12:28

Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 42/2019, str. 10-11

Sceptycy twierdzą, że stajemy się krajem, w którym jego mieszkańcom trzeba mówić o Jezusie Chrystusie tak, jak czyni się to w dalekiej Amazonii. A niektórzy dodają nawet, że w Polsce misjonarzom byłoby znacznie trudniej niż wśród dzikich plemion. Że spora część Polaków, mimo trwającej niemal trzecią dekadę katechizacji w szkole, wierzy naskórkowo, a praktykuje okazjonalnie. Ktoś trafnie napisał, że to religijność bez wiary i pobożność bez modlitwy.

Bożena Sztajner/Niedziela

To u nas opowiadana jest anegdota, jak to ksiądz przy załatwianiu formalności przedślubnych zapytał narzeczonego, czy przystąpił do sakramentu bierzmowania. Gdy ten nie wiedział zupełnie, o czym mowa, zdenerwowana narzeczona syknęła: – To było wtedy, jak ci ksiądz w Wielki Piątek sypał popiół na język!

A zupełnie poważnie – czy Polska powinna znów zostać krajem misyjnym? Może warto właśnie to pytanie zadać w Światowym Dniu Misyjnym, 20 października. A jeśli tak jest, to jakie są objawy tego zjawiska i jego przyczyny? I czy Kościół ma jakąś receptę, by ten proces zatrzymać...

Zadaliśmy to niełatwe pytanie trzem kapłanom z trzech regionów Polski. Dodajmy – z trzech nie tylko terytorialnie oddalonych od siebie regionów. Coraz częściej mówi się bowiem, że polska religijność nie jest już jednorodna. Do tradycji bardziej przywiązana jest ponoć wschodnia niż zachodnia część kraju. Inaczej wierzą ludzie w wielkich miastach, a inaczej na wsi. Najwyraźniejszą granicę stanowi jednak wiek – młodzi inaczej niż starsi traktują Kościół, inne miejsce w ich wartościowaniu zajmuje wyznawana wiara.

Ks. Piotr Bączek, południe Polski:

– Jestem księdzem diecezji bielsko-żywieckiej. Nasz diecezjalny Kościół w statystykach dotyczących liczby kapłanów, powołań czy też religijności wiernych prezentuje się nieźle. W porównaniu z miejscami prawdziwie misyjnymi jest wręcz bardzo dobrze. Kiedy odwiedziłem Boliwię – a to stricte misyjny kraj – tamtejszy biskup zaproponował mi „na dzień dobry” parafię liczącą 50 tys. wiernych, w której nie ma duszpasterza. A takich placówek jest tam znacznie, znacznie więcej. W mojej parafii – to największa w diecezji – na dwadzieścia kilka tysięcy wiernych przypada sześciu duchownych. Czy to misyjne wskaźniki? Nie sądzę.

Zdaję sobie sprawę z tendencji, które odczuwamy w całym polskim Kościele. One dotykają także naszą diecezjalną wspólnotę. Niepokoją nas spadek liczby powołań – u nas może nie drastyczny, ale od dłuższego czasu ciągły, słabnąca religijność młodego pokolenia etc., etc. Tego nie da się przemilczeć.

Daleki jednak jestem od kreślenia czarnych scenariuszy. Dlaczego? Bo wierzę w Boga, wierzę w Kościół i wierzę w ludzi. Z braku miejsca podam jeden przykład. W związku z Rokiem Świętym Miłosierdzia wprowadzono w dziesięciu miejscach naszej diecezji tzw. „stały konfesjonał”. Prawie każdy kapłan w ramach tej duszpasterskiej inicjatywy pełni swój dyżur spowiednika. Chętni do spowiedzi są zawsze; nie wspomnę już, że często są to bardzo dojrzałe i głębokie wyznania. Moje doświadczenie posługi w konfesjonale wcale nie wskazuje na kryzys wiary wśród ludzi.

Zmierzając do odpowiedzi na postawione pytanie – nie ma jakiegoś idealnego Kościoła w ziemskim wydaniu, do którego musimy strukturalnie, instytucjonalnie, statystycznie aspirować. I czuć się zadowoleni/niezadowoleni, gdy przejrzymy wspomniane statystyki. Te bowiem mówią wiele, ale nie mówią wszystkiego. Dwunastu Apostołów statystycznie wypadało bardzo słabo wobec całych narodów pogańskich.

Odpowiedź nie jest więc przesądzona. Nasz Kościół przyszłości będzie taki, jakie będą nasze wiara, odwaga, radość z tego, że jesteśmy uczniami Chrystusa. Polska nie stanie się pogańska sama z siebie, nie będzie też bardziej chrześcijańska. Będzie taka, jaką ją uczynimy. Naszej wiary nie uratuje ktoś z zewnątrz, tylko my sami.

Na koniec – czy Kościół ma na kryzys receptę? Oczywiście, że ma. Miał ją zawsze. Receptą jest głoszenie Chrystusa. Niezależnie od statystyk, w każdym czasie, w każdej sytuacji.

Ks. Adrian Put, ziemie zachodnie:

– Powiem trochę przekornie, że nie możemy sobie pozwolić na to, by krajem misyjnym nie być. Kościół jest przecież posłany, tzn. misyjny ze swej natury. Jeśliby nie był misyjny, to nie byłby Kościołem.

Jest jednak w tym pytaniu także drugi znak zapytania, odnoszący nas do postępującej laicyzacji i desakralizacji naszej ojczyzny. Gdy obserwujemy nasze współczesne życie społeczne, polityczne czy kulturalne, szczególnie po śmierci Jana Pawła II, nie sposób nie dostrzec postępującego poganienia Polski. Przez stulecia spotykaliśmy się w kraju z ukrytym lub jawnym antyklerykalizmem, odrzucaniem skrycie lub powszechnie pewnych norm wiary, a także ze zmienianiem się postaw religijnych Polaków. Dziś jednak ten proces jakby przyspieszył. Medialnie stał się bardziej nośny. Czy zatem możemy nadal mówić, że jesteśmy krajem katolickim, czy może jednak zjawisko zeświecczenia tak postąpiło, że powinniśmy się sytuować raczej w gronie krajów misyjnych? Nie mam jednoznacznej odpowiedzi. Na pewno zabrakło nam myślenia o nas w kategoriach misji.

Posługuję jako proboszcz w niewielkiej parafii obejmującej część śródmieścia i budujące się osiedle w Zielonej Górze. Systematycznie, co niedzielę, w Mszach św. uczestniczy 15 proc. mieszkańców. Niewiele jest tutaj tradycyjnych rodzin, w których wiara przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Zresztą na tzw. ziemiach zachodnich tradycja wiary to raptem trzy lub cztery pokolenia. Pierwsi powojenni mieszkańcy Pomorza Zachodniego, ziemi lubuskiej czy Dolnego Śląska, wyrwani przed 75 laty z własnych domów i przewiezieni do obcych miejscowości, musieli organizować życie od początku. Często to właśnie wiara pozwalała im się odnaleźć w tej nowej rzeczywistości, ale równie często ta nowa rzeczywistość stawała się okazją do odejścia od wiary. Brak zakorzenienia, porozrywane więzi społeczne oraz niepewność jutra powodowały, że Kościół miał tutaj trudniej. A dzisiaj bliskość granicy, przejmowanie wzorców życia z Zachodu, a także znacznie większa ciekawość nowinek obyczajowych powodują, że związki z wiarą stają się tutaj coraz słabsze. Co zatem zrobić w tej sytuacji? Na nowo podjąć misję. Kościół nigdy nie może sobie pozwolić na okres bez misji. Nawet gdy ochrzczone są całe pokolenia, to misja musi być podstawowym zadaniem Kościoła, szczególnie na zachodzie Polski.

Ks. Marcin Gołębiewski, Podlasie:

– Polska nie powinna nigdy przestać być krajem misyjnym. Niezależnie od tego, czy ktoś jest osobą, która z jakichś względów nie słyszała u nas o Chrystusie, czy na skutek różnych doświadczeń o Nim zapomniała. A nawet jeśli żywo doświadcza relacji do Boga, to potrzebuje ciągle orędzia Ewangelii. Nakaz jej głoszenia, pozostawiony przez Jezusa, jest przecież nakazem misyjnym.

Niestety, obserwujemy wiele zjawisk, które wskazują na to, że poganiejemy, że wiara staje się tylko zwyczajem, piękną tradycją. Zdarza się nader często, że chrześcijaństwo, katolicyzm zostają zredukowane do zwyczajów wyniesionych z domu rodzinnego: Wigilii, opłatka, choinki, kolorowej palmy czy wielkanocnej święconki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie liczne przypadki zaniedbywania życia sakramentalnego czy rozluźnienie obyczajów oraz życia moralnego. Ochrzcić dziecko wypada, Pierwsza Komunia św. to małe wesele, bierzmowanie przyda się do ślubu, sakrament małżeństwa to wzruszający moment dla całej rodziny, spowiedź to moja prywatna sprawa, a do kościoła na Mszę św. wystarczy pójść w okresie wielkanocnym. Tak się będzie działo, jeśli nasze chrześcijaństwo zostanie pozbawione nieustannego głoszenia Ewangelii.

Odkrycie misyjnej tożsamości Kościoła, również w Polsce, jest bezpiecznikiem, który chroni przed swoistą pychą: że oto my, katolicy z tradycjami, będziemy ewangelizować resztę świata. Zakorzeniony w polskiej tradycji katolicyzm jest wielką wartością i potencjałem, których mogą nam pozazdrościć inne kraje Europy, i bez wątpienia jest to powód do dumy. Musi on być jednak ożywiany duchem misyjnym, ewangelizacyjnym. Trzeba na nasze wspólnoty patrzeć okiem misjonarza, bo one potrzebują misyjnego odnowienia. W dobie pluralizmu kulturowego i religijnego, rozluźnienia obyczajów również wśród katolików potrzeba budowania i umacniania tożsamości chrześcijańskiej, promowania wartości ewangelicznych w przestrzeni publicznej. Realizacja nakazu misyjnego Chrystusa: „Idźcie i głoście”, ma jednak przede wszystkim przynosić owoce w życiu konkretnej osoby i umacniać w niej wiarę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czas jest ważniejszy niż przestrzeń

2019-10-20 08:27

Anna Majowicz

Homilia Wikariusza Generalnego ks. dr. Adama Łuźniaka wygłoszona podczas obchodów Dnia Służby Zdrowia we Wrocławiu:

Anna Majowicz
Uroczystości przewodniczył ks. dr. Adam Łuźniak

Dziś w Ewangelii usłyszeliśmy prośbę izraelskiej wdowy, skierowaną do pewnego sędziego: ,,obroń mnie przed moim przeciwnikiem”. Wdowy i sieroty, to dwie grupy ludzi w Izraelu, które były szczególne narażone na doświadczanie niesprawiedliwości społecznej. Dlaczego? Dlatego, że każda kobieta w relacjach społecznych potrzebowała w Izraelu męskiej reprezentacji. Żona była reprezentowana przez męża. Córka przez ojca. Natomiast wdowa, zwłaszcza jeśli umierała bezdzietnie i nie miała nikogo, kto mógłby ją poślubić i reprezentować, siłą rzeczy była ofiarą różnego rodzaju niesprawiedliwości.

W Starym Testamencie często pojawia się słowo o tym, że Pan chroni sieroty i wdowy, że Bóg Izraela ze szczególną miłością patrzy na tych, którzy nie mają ludzkiego wsparcia. I jedną z takich osób dziś Ewangelia stawia nam przed oczami. W kontekście tej sceny rodzi się w nas jakieś napięcie, chcielibyśmy jej pomóc, zwłaszcza, że słyszymy, że sędzia, który powinien był rzecz rozważyć, był niesprawiedliwy. Wdowa zwraca się do tego człowieka z prośbą: ,,obroń mnie przed moim przeciwnikiem”.

Taka prośba, w sposób niemy, a czasem i otwarty, kierowana jest do osób mających wiedzę medyczną. Bo w sytuacji choroby człowiek staje się bezradny. Choroba często zabiera wolność, radość z życia i perspektywę na dzień jutrzejszy. Często stajemy wobec niej tak, jak ,,wdowa lub sierota” niemająca znikąd pomocy, bezradni, bo nasza ludzka, zdroworozsądkowa wiedza nie wystarcza. 

Tak jak wdowa potrzebowała sędziego, by się za nią wstawił i  rozwiązał jej problem, tak w chorobie potrzebujemy lekarza, który staje się naszym sojusznikiem w konfrontacji z niesprawiedliwym przeciwnikiem.

Zobacz zdjęcia: Dzień Służby Zdrowia we Wrocławiu

Dla osób doświadczonych chorobą, najbardziej liczy się drugi człowiek, ktoś, kto stanie obok nas, nawet wtedy, gdy mimo jego kompetencji, choroba zwycięży. Nie mamy pretensji do lekarzy, że ich wysiłki spełzły na niczym. Pretensja pojawia się wtedy, kiedy nie mamy wsparcia u drugiego człowieka. To ono motywuje do działania, do podjęcia walki z chorobą.

Ojciec Święty Franciszek wielokrotnie przypomina, że czas jest ważniejszy niż przestrzeń. Co to znaczy w kontekście pracy człowieka zaangażowanego w służbę zdrowia? M.in. tyle, że od zapobiegania konkretnym problemom, ważniejsza jest zgoda na to, żeby towarzyszyć człowiekowi, aby dać mu swój czas, bo jutro może już go z nami nie być. Czas jest ważniejszy niż przestrzeń. Czas jest tym, czego oczekuje się od osób pełniących służbę.

Dlatego niezwykle potrzebna jest pewna wymiana darów. W chorobie potrzebujemy kogoś, kto w naszym imieniu będzie trzymał ręce wzniesione w modlitwie do Boga. My z kolei, odzyskawszy zdrowie przyjmujemy na siebie zobowiązanie, by modlić się w imieniu tych, którzy pełnią medyczną służbę. Ta wymiana jest konieczna, abyśmy byli dla siebie wzajemnym wsparciem.

Niech ten obraz wdowy proszącej o pomoc, wołającej ,,obroń mnie przed moim przeciwnikiem” będzie obrazem, który w jakichś sposób zinterpretuje zarówno nasz stan potrzeby zdrowia, jak i stan służby zdrowia. Bądźmy sprawiedliwymi sędziami, świadomymi kompetencji i powierzonej nam misji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem