Reklama

Między Konstantynopolem a Moskwą

2019-01-08 11:58

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 2/2019, str. 40-41

©orestligetka – stock.adobe.com
W wyniku soboru zjednoczeniowego, który obradował 15 grudnia 2018 r. w Kijowie, powołano Kościół Prawosławny Ukrainy

Największym ekumenicznym wydarzeniem ostatnich lat jest sprawa autokefalii Kościoła prawosławnego na Ukrainie. Od wielu miesięcy Kijów przykuwa uwagę teologów, publicystów religijnych, a także znawców geopolityki

Kościół prawosławny ma inną strukturę niż Kościół rzymskokatolicki. U nas centrum decyzyjne znajduje się w Rzymie, a najważniejszym biskupem jest papież jako następca św. Piotra. Kościół prawosławny składa się z Kościołów autokefalicznych, czyli niezależnych od siebie. Jedynym spoiwem łączącym prawosławny świat jest ta sama wiara, która umożliwia wiernym wspólne celebrowanie Eucharystii. Dlaczego więc autokefalia ukraińskiego Kościoła jest tak ważna?

Odpowiedzi na to pytanie należy szukać w starożytnym Bizancjum, gdzie ołtarz zawsze był blisko cesarskiego tronu, a władza kościelna zależna od władzy świeckiej. Dlatego Kościół prawosławny często stawał się jednym z instrumentów władzy świeckiej, co najlepiej widać na przykładzie historii patriarchatu moskiewskiego. Autokefalia Kościoła na Ukrainie to początek drogi, której celem jest również duchowa niepodległość, a jednocześnie polityczna stabilizacja tego rejonu. – Należy też liczyć, że poprawią się stosunki ekumeniczne między prawosławnymi, grekokatolikami oraz katolikami na Ukrainie. Swoje gratulacje po ogłoszeniu autokefalii przesłali zarówno przewodniczący katolickiego episkopatu Ukrainy, jak i zwierzchnik Kościoła greckokatolickiego – mówi „Niedzieli” Krzysztof Gołębiowski z działu zagranicznego Katolickiej Agencji Informacyjnej.

Ukraina idzie śladami Polski

Aby lepiej zrozumieć sytuację na Ukrainie, przenieśmy się do czasów II Rzeczypospolitej. Po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. Kościół prawosławny liczył ok. 4 mln wiernych. Byli to głównie Białorusini i Ukraińcy, a także potomkowie carskiej administracji. Wszyscy biskupi byli jednak rodowitymi Rosjanami. Zależeli od patriarchy w Moskwie, dlatego uzyskanie autokefalii było bardzo ważną racją stanu.

Reklama

Rząd poczynił starania o autokefalię od patriarchy Konstantynopola. Moskwa by się nie zgodziła, bo patriarcha Tichon (wówczas uwięziony i represjonowany przez bolszewików) był zdecydowanie przeciwny autokefalizacji Kościoła w Polsce. Chciał on za wszelką cenę utrzymać Rosyjski Kościół Prawosławny w przedrewolucyjnym kształcie, mimo zmian na mapie politycznej. Z inicjatywy władz państwowych Kościół prawosławny w Polsce rozpoczął starania o autokefalię, która została mu udzielona przez patriarchat konstantynopolitański 13 listopada 1924 r. Tak jak obecnie Moskwa nie uznaje autokefalii na Ukrainie, tak wówczas nie uznano tej w Polsce. Tłumaczono, że autokefalię ogłoszono z naruszeniem zasad kanonicznych.

Sprawa była tak bardzo napięta politycznie, że na tej kanwie doszło do morderstwa politycznego. Metropolita Jerzy Jaroszewski w 1923 r. został zastrzelony w swojej rezydencji w Warszawie przez mnicha Smaragda (Łatyszenkę), zdeklarowanego przeciwnika autokefalii polskiego prawosławia.

Patriarcha niecałej Rusi

Sprawa niezależności polskiego Kościoła prawosławnego jest bardzo podobna do sytuacji na Ukrainie. Obydwa Kościoły uzyskały autokefalię dzięki staraniom u patriarchy Konstantynopola i przy jednoczesnej niechęci Moskwy. Wspólnym mianownikiem jest również tradycja historyczna prawosławia na Ukrainie i w Polsce, której początek związany jest z chrztem księcia kijowskiego Włodzimierza w 988 r. Chrześcijaństwo wschodniego obrządku na dawnych ziemiach I Rzeczypospolitej zostało przyjęte z Konstantynopola, a Kościół moskiewski powstał jako mniejszy odłam dawnej metropolii kijowskiej. Historia patriarchatu zaczyna się natomiast dopiero pod koniec XVI wieku.

Po unii polsko-litewskiej cała tradycja wschodniego chrześcijaństwa znalazła się na terenie Rzeczypospolitej, a od 1508 r. arcybiskupi kijowscy tytułowali się metropolitami Kijowa, Halicza i całej Rusi. Dziś tytułu patriarchy całej Rusi używają patriarchowie Moskwy, ale dla całej Rusi to Kijów jest „prawosławnym Gnieznem”. – Prawosławna dominacja Moskwy na terenie Polski i Ukrainy była spuścizną imperialnej polityki Kremla oraz rozbiorów I Rzeczypospolitej. Historycznie Ruś Kijowska otrzymała chrzest z Konstantynopola i teraz z tego samego źródła otrzymuje autokefalię – podkreśla Krzysztof Gołębiowski.

Tradycja Kościoła w Kijowie jest znacznie starsza od Moskwy i Rosji bardzo trudno się pogodzić z taką stratą. Realizacja marzeń o tzw. III Rzymie, które przez wieki były spoiwem całego imperium, rozpada się na naszych oczach. – Przez jakiś czas będziemy mieli dwie struktury Kościoła prawosławnego na Ukrainie. Będą to Kościół zależny od Moskwy i Kościół autokefaliczny – mówi Gołębiowski.

Moskwa straciła swoją szansę

Starania o niezależność Kościoła prawosławnego na Ukrainie rozpoczęły się już na początku lat 90. ubiegłego wieku wraz z odzyskaniem przez kraj niepodległości. Początkowo czyniono zabiegi, by uzyskać autokefalię z patriarchatu moskiewskiego, ale każda nieudana próba tylko pogłębiała podziały w Kościele na Ukrainie. W efekcie istniały aż trzy konkurujące ze sobą Kościoły prawosławne. Dopiero 15 grudnia 2018 r. na soborze zjednoczeniowym Kościoły połączyły się w jedną całość. – Moskwa była proszona bezskutecznie o autokefalię. Można więc powiedzieć, że straciła swoją szansę, by wyjść z tego polityczno-kościelnego konfliktu z twarzą. Teraz – po otrzymaniu tomosu, czyli dekretu o autokefalii – będziemy widzieć, jak kolejni biskupi i parafie z Kościoła moskiewskiego będą przechodzić do Kościoła kijowskiego – uważa Gołębiowski.

Zwrócenie się o autokefalię do Konstantynopola było więc ukraińską racją stanu, którą można porównać do starań władz polskich z okresu II RP. Decyzja patriarchy Konstantynopola została przyspieszona z powodu wojny na Ukrainie i rosyjskiej agresji. Pod koniec listopada 2018 r. synod patriarchatu ekumenicznego ogłosił komunikat, w którym przypomina o podjętej przez patriarchę ekumenicznego decyzji o darowaniu autokefalii Kościołowi Ukrainy. Starania o autokefalię rozpoczął prezydent Petro Poroszenko. – Ten cud stał się możliwy dzięki niezachwianemu stanowisku patriarchy ekumenicznego Bartłomieja I i naszego macierzystego Kościoła konstantynopolitańskiego. Wykorzystał on swe niezaprzeczalne kanoniczne prawo leczenia ran, zadanych prawosławiu ukraińskiemu przez panowanie moskiewskie – oświadczył prezydent Poroszenko tuż po obradach soboru zjednoczeniowego.

Radości tej nie podziela patriarcha Moskwy Cyryl I, który pyta o to, czym ma być Kościół prawosławny na Ukrainie: „Czy Kościołem Bożym, utworzonym wolą Bożą, czy fałszywym Kościołem, służącym diabłu, a jedynie nakładającym na siebie jasne szaty”. W ślad za patriarchą Cyrylem I idzie rosyjska propaganda, która na cały świat przekazuje, że na Ukrainie prawosławnych (za takich Moskwa uznaje jedynie podporządkowanych sobie wiernych Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego) czekają prześladowania ze strony bojówek nacjonalistycznych i „sterowanej przez Amerykę junty” sprawującej władzę. Przekonują, że „poleje się krew, a świątynie będą odbierane i grabione”.

Co zrobią polscy biskupi

Prawosławny Kościół Ukrainy liczy prawie 7 tys. parafii, a w ostatnich tygodniach dołączyło do niego kilkadziesiąt kolejnych. Po 6 stycznia 2019 r. ten proces powinien przyspieszyć. – Parafianie winni przeprowadzić zebranie i wypowiedzieć się na nim za pomocą głosowania. Następnie powinni oni zwrócić się do miejscowego biskupa lub do miejscowej władzy, które poinformują ich o dalszych działaniach – powiedział zwierzchnik nowego autokefalicznego Kościoła abp Epifaniusz, metropolita kijowski i całej Ukrainy.

Proces kształtowania się struktur niezależnego od Moskwy Kościoła będzie trwał latami. W najbliższym czasie na temat autokefalicznego Kościoła będą się wypowiadać sobory biskupów z innych Kościołów, które dotychczas były ostrożne. Na razie pozytywne sygnały popłynęły z Rumunii, Grecji i można się tego spodziewać po Gruzji. Szybkiego uznania autokefalii nie należy się za to spodziewać ze strony Serbii, trudno przewidzieć, jak zachowa się Bułgaria. Zastanawiające jest też dotychczasowe stanowisko biskupów polskiego Kościoła prawosławnego z 15 listopada 2018 r., w którym zabroniono polskim duchownym wspólnie odprawiać liturgię z duchownymi, którzy obecnie są w Ukraińskim Autokefalicznym Kościele Prawosławnym. Status tego Kościoła na Ukrainie oraz posługujących w nim duchownych uregulowały sobór zjednoczeniowy z 15 grudnia 2018 r. oraz oficjalny dokument patriarchy Bartłomieja I z 6 stycznia 2019 r. – Byłem zaskoczony tym dokumentem prawosławnych biskupów z Polski, ale nie jest on taki jednoznacznie negatywny. Wydaje mi się, że uznanie autokefalii na Ukrainie przez zdecydowaną większość Kościołów lokalnych jest kwestią roku, może dwóch najbliższych lat – mówi Gołębiowski.

Przegrana walka

Moskwa przegra więc walkę o rząd dusz na Ukrainie. Prawosławną specyfiką jest stabilizacja niezależności Kościoła w niepodległych państwach. Chyba że powtórzy się historia z Polski i władza w Kijowie będzie tak zależna od Moskwy, jak komuniści w powojennej Warszawie.

Po II wojnie światowej, w 1948 r., władze komunistyczne uwięziły prawosławnego zwierzchnika – metropolitę Dionizego. Zmusiły biskupów do zrzeczenia się autokefalii z 1924 r. z patriarchatu Konstantynopola, aby otrzymać nową autokefalię z Moskwy. Ten oddech historii dało się odczuć podczas wizyty w Warszawie patriarchy Moskwy Cyryla I w 2012 r. W trakcie nabożeństwa w katedralnej cerkwi mówił on, że to Moskwa jest Kościołem matką dla Kościoła w Polsce. Polscy prawosławni biskupi nic nie odpowiedzieli, ale i tak oficjalnie świętują nadanie autokefalii przez Konstantynopol, a więc to patriarchat ekumeniczny jest ich Kościołem matką.

Pierwsze miesiące i lata autokefalii na Ukrainie będą napięte, wierni Kościoła prawosławnego staną się świadkami wielu gorszących scen i słownych oskarżeń. Z biegiem czasu sytuacja się ustabilizuje, a rosyjski Kościół będzie musiał pogodzić się ze stratą ok. 20-30 mln wiernych. W perspektywie najbliższych dekad osłabnie pozycja patriarchy Moskwy i wzrośnie pozycja najważniejszego w prawosławnym świecie patriarchy Konstantynopola, a to będzie sprzyjać lepszym relacjom całego Kościoła prawosławnego i Kościoła katolickiego.

Reklama

„Babcia pątniczka” z Włoch już na Jasnej Górze

2019-08-21 18:46

it / Jasna Góra (KAI)

95-letnia Emma Morosini, Włoszka, która wybrała się w samotną pieszą pielgrzymkę na Jasną Górą pokonując ok. 1 tys. jest już u celu. - Ostatnie owoce mojego życia: modlitwę o pokój na świecie, za kapłanów i młodych chciałam przynieść tutaj Matce Bożej - powiedziała pątniczka, która do częstochowskiego Sanktuarium dotarła późnym po południem. Pierwsze kroki skierowała przed Cudowny Obraz, gdzie długo się modliła a potem spotkała się z Paulinami. Przeor klasztoru ucałował jej ręce i podziękował za pielgrzymi trud ofiarując ryngraf Jasnogórskiej Pani i różaniec.

BPJG

Zapytana skąd pomysł na tak szaloną w jej wieku wyprawę odpowiedziała, że jest to realizacja jej postanowień. - Od 25 lat jestem w drodze, od dnia kiedy zostałam cudownie uzdrowiona. Postanowiłam sobie, że każdego roku przez trzy miesiące będę pielgrzymować i tak od 70. roku mojego życia trzy miesiące jestem w drodze - podkreśliła pątniczka. Pierwszym sanktuarium, które nawiedziła było Lourdes a potem Fatima. Teraz przyszła pora na Jasną Górę.

- Pomyślałam, że te ostatnie owoce mojego życia chcę przynieść Matce Bożej tutaj, modlitwę o pokój na świecie, za kapłanów i za młodzież. To są najważniejsze intencje, które możemy zawierzyć tylko Maryi - wyznała. Podkreśliła, że „to taka malutka kropelka, którą może dodać do oceanu”.

- To mnie uszczęśliwia, że mogę tu być, w tym Sanktuarium, które kocham – podkreśliła.

- Chcę podziękować Dziewicy Maryi za to, że mnie tu wezwała, to Jej wołanie sprawiało, że nawet kiedy byłam zmęczona wieczorem, to przychodził nowy dzień i znowu nowe siły. To jest piękne doświadczenie odkryć, że Matka Boża trzyma Cię za rękę i mówi „dawaj dalej”, jeszcze kroczek - wyznała Emma Morosini.

Pątniczka wyraziła wielką wdzięczność wszystkim, którzy się za nią modlili.

- To bardzo ważne, by mieć przyjaciół, którzy się za Ciebie modlą, nie ma pielgrzymowania, pokonywania drogi, trudności, bez modlitwy, bez niej to „nie wychodzi”.

Niestrudzona kobieta opowiadała o różnych „przeszkodach” w drodze. - Czasem było tak, że robiłam cztery kroki i musiałam się zatrzymać. Zawsze wtedy pojawiał się człowiek – anioł, który pomagał. Pytałam się mądrego kapłana czy mogę pielgrzymując tę pomoc przyjmować a on odpowiedział: „ty masz swoje lata, Matka Boża zna twój wiek i nie wolno ci odmawiać, gdy ktoś zaoferuje pomoc”.

- Ta pomoc była wielka – przekonuje i dodaje: „myślałam, że dotrę na Jasną Górę na koniec roku, robiąc te cztery kroki i postój, ale dzięki życzliwym ludziom udało się dotrzeć już teraz”.

Z uśmiechem wspomina, że dziękuje za pomoc wielu osobom, także polskim policjantom. - Kiedy pomyliłam drogę i poszłam w innym kierunku na trasie, to zaoferowali swoją pomoc przez podwiezienie służbowym samochodem i wyprowadzenie na właściwą drogę – podkreślała.

Wyznawała, że Maryja jest dla niej jak mama. - Nie mam już nikogo z bliskich na świecie i dlatego jestem Jej córką i Ona mnie prowadzi – stwierdziła.

Zapytana o przesłanie płynące z dziś z Jasnej Góry odpowiedziała z przekonaniem: „chciałabym byście mieli zaufanie i wiarę, że Matka Boża wszystkich kocha, mądrych i głupich, że jest Matką a Matka kocha bardziej trudne dzieci. Ufajcie, bądźcie pewni, że Matka Boża nas kocha”. – Zaufanie, wiara, módlcie się, módlcie się – mówiła.

Włoszka wyruszyła ze swego rodzinnego miasta Castiglione delle Stiviere nad jeziorem Garda. W samotnej pielgrzymce na Jasną Górę miała do pokonania ok. 1000 km. Jej znakiem rozpoznawczym jest pomarańczowa, odblaskowa kamizelka, jasny kapelusz i różaniec. Prowadzi za sobą niewielki wózek, w którym ma wszystko, co niezbędne w drodze. Na noclegi zatrzymywała się w różnych miejscach, domach prywatnych, parafiach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Dziwisz: Kościół chce pomagać góralom w zachowaniu ich tożsamości

2019-08-25 11:48

md / Kraków (KAI)

Potrzeba nam środowisk, związków i organizacji społecznych, które jednoczą, skupiają ludzi wokół wspólnych wartości i celów, pomagając ludziom czynić dobro – mówił kard. Stanisław Dziwisz w katedrze na Wawelu, gdzie przewodniczył Mszy św. w 100-lecie Związku Podhalan. Hierarcha podkreślał, że „w Polsce mamy dość sporów partyjnych”.

Archidiecezja Ķrakowska

W katedrze na Wawelu zgromadzili się członkowie Związku Podhalan w Polsce, ze Stanów Zjednoczonych, Kanady i innych krajów, reprezentujący 86 oddziałów Związku.

W homilii kard. Dziwisz podkreślał, że Związek Podhalan skupia ludzi, których łączy nie tylko ziemia, na której się urodzili i wychowali, ale tych, którzy podzielają wspólne wartości. Wśród najważniejszych wymienił służbę Polsce, troskę o moralny poziom mieszkańców gór, rodzinę, dbałość o tradycje regionu oraz związek z Kościołem.

Kaznodzieja zauważył, że u podstaw służby krajowi leży patriotyzm. Umocnieniu góralskiej miłości do ojczyzny było powołanie Związku Podhalan. - Dzisiaj naszym zadaniem i obowiązkiem jest troska o młode pokolenie górali, o jego wykształcenie i kulturę, by przejęło, umacniało i pomnażało wspaniale dziedzictwo ojców – stwierdził kard. Dziwisz.

Dodał, że dla mieszkańców gór, „ludzi pracowitych i uczciwych, ludzi honoru”, punktem odniesienia powinien być Dekalog, na którym „możemy wznosić gmach naszego życia osobistego, rodzinnego i społecznego”. - Wartością jest rodzina jako pierwotna i podstawowa wspólnota życia i miłości, w której człowiek przychodzi na świat i dorasta do służby bliźnim – nauczał purpurat, dodając że góralska rodzina zawsze była „zwarta i solidarna”, również wtedy, gdy jej członkowie musieli wyjeżdżać za chlebem. - Żyjąc i pracując z dala od Polski, od gór, podtrzymywali i nadal podtrzymują swoją kulturę, swoje tradycje i obyczaje – przypominał.

Według krakowskiego metropolity seniora, do wartości, którym winni być wierni górale, należy także troska o duchowy, gospodarczy i kulturalny rozwój regionu oraz „odpowiedzialna ekologia”. Powołując się na encyklikę papieża Franciszka „Laudato si’”, kard. Dziwisz przypomniał, że ziemia jest naszą „siostrą i matką”.

- Zdajemy sobie sprawę, jak często ta nasza siostra i matka ziemia jest niesprawiedliwie traktowana przez nieodpowiedzialne wykorzystywanie i eksploatację. Stąd wołanie Ojca Świętego o ochronę ziemi, powietrza i wody, o ochronę krajobrazu, bo to wszystko jest dar Boży, którego nie jesteśmy wyłącznym właścicielem i który powinniśmy przekazać następnym pokoleniom – zaznaczył.

- Kościół wrósł w góralską kulturę i duchowość, stanowił bowiem przez całe wieki punkt odniesienia i oparcie w przeżywaniu przełomowych, ale także codziennych spraw ludzkiego życia – kontynuował wieloletni sekretarz św. Jana Pawła II, podkreślając że polski papież jest „ikoną” Kościoła zatroskanego o dobro ludu zamieszkującego górską krainę.

- Kościół chce pomagać góralom w zachowaniu ich tożsamości – mówił kaznodzieja. Wyjaśniał, że z jednej strony Kościół katolicki, czyli powszechny, „uczy nas otwartej postawy wobec innych naszych braci i sióstr, mówiących innymi językami, posiadających własną kulturę”, a z drugiej - pomaga pogłębiać naszą tożsamość, nasz sposób życia, myślenia i działania.

Jego zdaniem, zaletą Związku Podhalan w Polsce jest to, że nie daje się upolityczniać. - Tego trzeba strzec. Mamy w Polsce dość sporów partyjnych – podkreślał. - Potrzeba nam środowisk, potrzeba nam związków i organizacji społecznych, które jednoczą, skupiają ludzi wokół wspólnych wartości i celów, które pomagają ludziom czynić dobro, pogłębiać poczucie przynależności do wspólnoty – dodał.

Związek Podhalan to największa organizacja górali na całym świecie. Pielęgnuje tradycje, folklor, wspiera kulturę. Przy wielu oddziałach działają dziecięce i młodzieżowe zespoły regionalne. Wśród znanych kapelanów we współczesnej historii ZP był ks. prof. Józef Tischner i ks. prałat Tadeusz Juchas, wieloletni kustosz sanktuarium w Ludźmierzu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem