Reklama

Śmierć za wierność Polsce

2019-01-23 11:27

Grzegorz Polak
Niedziela Ogólnopolska 4/2019, str. 22-23

Ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego
Bp Juliusz Bursche (z krzyżem na piersi) u prezydenta RP Ignacego Mościckiego z delegacją luterańskich teologów ze Skandynawii

W stulecie odzyskania niepodległości przez Polskę, 11 listopada 2018 r., luterański biskup męczennik Juliusz Bursche w gronie innych wybitnych Polaków – katolików, protestantów, prawosławnych, wyznawców judaizmu i islamu – został odznaczony pośmiertnie przez prezydenta Andrzeja Dudę Orderem Orła Białego. Tą decyzją prezydent RP przypomniał, że walczyli o niepodległość naszej Ojczyzny i umacniali ją wszyscy obywatele, niezależnie od wyznania i religii.

Niespełna dwa tygodnie później na cmentarzu ewangelicko-augsburskim w Warszawie odbyła się niezwykła uroczystość. W symbolicznym grobie bp. Burschego złożono urnę z ziemią z cmentarza Berlin-Reinickendorf, z miejsca jego pochówku odkrytego w ubiegłym roku. Niestety, ciała bohaterskiego biskupa nie znaleziono. Niemcy skutecznie zlikwidowali wszelkie ślady po Juliuszu Burschem, ale nie zniszczyli pamięci o nim.

Warto czytelnikom „Niedzieli” przybliżyć tę postać jako wielkiego chrześcijanina i patriotę, który choć był Polakiem dopiero w pierwszym pokoleniu, jest przykładem człowieka niezłomnego, wiernego raz podjętym wyborom.

Urok polskiego romantyzmu

Pochodził z luterańskiej rodziny, która w latach 20. XIX wieku przywędrowała z Niemiec na tereny Polski. Jego ojciec, ks. Ernest Wilhelm Bursche, był niemieckim pastorem w Zgierzu. Przyszły biskup urodził się 19 września 1862 r. w Kaliszu. Dom pastorostwa Burschów był otwarty na polską kulturę, tak jak to miało miejsce w przypadku wielu niemieckich rodzin ewangelickich, które z czasem się asymilowały i stawały matecznikami polskich patriotów. Jest to fenomen trudny do zrozumienia, tym bardziej że z przyjęciem opcji polskiej nie łączyły się żadne korzyści: Polska nie istniała jako państwo, wygodniej było pozostać Niemcem. A jednak z dziesięciorga rodzeństwa Burschów aż ośmioro przyjęło opcję polską.

Reklama

Mało kto zdaje sobie sprawę z atrakcyjności polskiej kultury, a zwłaszcza tradycji romantycznej, dla cudzoziemców, dla których była ona wielokrotnie czynnikiem decydującym przy wyborze polskości. Tym tropem podążył młodziutki Juliusz, który jako student Wydziału Teologii Ewangelickiej w Dorpacie (dzisiejsze Tartu w Estonii), tak jak wielu ewangelickich pastorów z Kongresówki, zasilił szeregi Konwentu Polonia – najstarszej polskiej korporacji akademickiej, kontynuującej tradycje filomatów i filaretów.

Ze studiów Juliusz Bursche wrócił jako zadeklarowany Polak. W wieku zaledwie 22 lat został ordynowany, czyli wyświęcony na księdza, w Kościele ewangelicko-augsburskim. Nieprzeciętnie uzdolniony pastor zdobywał coraz ważniejsze stanowiska kościelne, aby w 1904 r. zostać superintendentem (zwierzchnikiem) Kościoła ewangelicko-augsburskiego w Królestwie Polskim.

Rzecznik polskiej racji stanu

W październiku 1918 r. ewangelicy na Śląsku Cieszyńskim podjęli energiczne starania o powrót tego regionu do Polski. Ksiądz superintendent Bursche stał się gorącym rzecznikiem tej idei. Proszony przez premiera Ignacego Jana Paderewskiego, z którym się spotkał u marszałka Józefa Piłsudskiego, udał się do Paryża, aby w imieniu Polskiego Komitetu Narodowego uzasadnić powrót całego Śląska i Mazur do Polski. Ks. Bursche spotykał się z różnymi politykami zachodnimi, aby ich przekonać do polskiej racji stanu.

Kiedy zaś w wersalskim traktacie pokojowym ustalono, że o przynależności państwowej Warmii i Mazur zadecyduje plebiscyt, ks. Bursche, który w niepodległej Polsce przyjął tytuł biskupa, kierował w latach 1919-20 komitetem plebiscytowym z ramienia rządu polskiego. Plebiscyt Polacy przegrali z kretesem, jednak ks. Bursche, mimo świadomości porażki, nie poddał się i postawił na tzw. pracę u podstaw, wspierał powstanie skierowanej do polskich ewangelików „Gazety Mazurskiej”. Ukazywała się ona aż do 1933 r., kiedy to jej wydawanie wstrzymali naziści.

Twoje imię będzie znienawidzone

Bp Bursche miał wizję silnego Kościoła ewangelicko-augsburskiego w Polsce. Wspierał procesy polonizacyjne do tego stopnia, że w dużej parafii warszawskiej, liczącej 18 tys. wiernych, tylko 10 proc. uważało się za Niemców. Warto wiedzieć, że 8 grudnia 1913 r. dokonał poświęcenia kościoła luterańskiego w Częstochowie. Bp Bursche dbał również o uniezależnienie Kościoła ewangelickiego w Wielkopolsce, na Pomorzu i na Górnym Śląsku od władz centralnych w Berlinie. Kiedy ks. Ottonowi Dibeliusowi, superintendentowi generalnemu, nie udało się wymusić przychylności biskupa Burschego dla tej idei, zagroził mu: „Jeżeli Kościół ewangelicki w Polsce będzie izolowany od Oberkirchenratu i pójdą sprawy tak, jak pan je stawia, to pańskie nazwisko będzie najbardziej znienawidzone w całym protestanckim świecie”.

Niemieccy protestanci rozpętali przeciwko bp. Burschemu kampanię oczerniającą go jako polskiego nacjonalistę, dyskryminującego mniejszość niemiecką w Polsce. Odsądzali go także od czci i wiary na arenie międzynarodowej.

Kiedy biskup oświadczył, że nie będzie ordynować na duchownego nikogo, kto ma poglądy narodowosocjalistyczne, złożono na niego donos w Głównym Urzędzie Bezpieczeństwa III Rzeszy.

My, Polacy ewangelicy, złożymy ofiarę krwi

Gdy 1 września 1939 r. spadły bomby na Warszawę, bp Bursche – obok prezydenta RP Ignacego Mościckiego, naczelnego wodza marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego, prymasa Polski kard. Augusta Hlonda, prawosławnego metropolity Dionizego (Waledyńskiego) oraz superintendenta Kościoła ewangelicko-reformowanego ks. Stefana Skierskiego – wygłosił orędzie do narodu. Jego wystąpienie było bardzo odważne: biskup ewangelicki w ostrych słowach potępił bezprzykładną agresję hitlerowców na Polskę i wyraził niezłomną nadzieję, że po klęsce Niemiec Mazury, Śląsk i Pomorze wrócą do Polski.

„Polska podejmuje tę narzuconą sobie wojnę bez strachu i trwogi, twardą i pewną ręką odeprze każdą próbę napaści na jej ziemię” – powiedział zdecydowanie zwierzchnik polskich luteranów.

Tym orędziem przypieczętował na siebie wyrok, co zresztą przepowiedział mu jeszcze tego samego dnia kard. Hlond, wyrażając ostrzeżenie: „Ksiądz będzie pierwszą ofiarą, która padnie z ich ręki”.

Trzy dni później bp Bursche wydał orędzie potępiające niemiecką agresję, przeznaczone do odczytania z kazalnic (ambon) kościołów luterańskich. Napisał w nim m.in.: „My, Polacy ewangelicy, jesteśmy integralną częścią narodu polskiego, którzy z nim żyjemy i z nim czujemy – nas nie trzeba wzywać w dziejowej chwili do złożenia ofiary mienia i krwi, aby dać odpór mocy, która urągać śmie majestatowi Rzeczypospolitej”.

Ta deklaracja nie okazała się czczym frazesem. Według dyrektyw centrali Gestapo w Berlinie, Kościół ewangelicko-augsburski w Polsce został zlikwidowany, z jego 210 księży ponad połowa została aresztowana, osadzona w obozach koncentracyjnych lub w najlepszym przypadku pozbawiona środków do życia i mieszkania. W pierwszej kolejności aresztowano tych, którzy popierali linię bp. Burschego. Ci ludzie, jak np. Messerschmidt czy Hauptmann, mimo represji, tortur, utraty wszystkiego, co posiadali, nie wyrzekli się polskości. Wielu z nich złożyło za nią ofiarę z życia.

Tę rodzinę należy wytępić!

Tak też się stało z rodziną Burschów. Syn biskupa, Stefan, za to, że zdecydowanie odmówił podpisania volkslisty, został rozstrzelany w Radogoszczy. Z sześciu aresztowanych najbliższych członków rodziny Juliusza Burschego przeżył wojnę tylko Teodor, po wojnie ceniony architekt.

Wielkim bohaterstwem odznaczył się przyrodni brat biskupa ks. Edmund Bursche, profesor Wydziału Teologii Ewangelickiej Uniwersytetu Warszawskiego. Kiedy był uwięziony na Pawiaku, 1 maja 1940 r. odbył tam wizytację osławiony Heinrich Himmler. Napięcie sięgnęło zenitu, gdy podszedł do więźnia o niemiecko brzmiącym nazwisku. Himmler zwymyślał ks. prof. Burschego jako zdrajcę narodu niemieckiego. W odpowiedzi usłyszał: „Jestem Polakiem i nigdy nie zdradziłem mojej ojczyzny”. Rozwścieczony Reichsführer-SS w aktach więziennych zapisał: „Te rodzinę należy wytępić!”. Ten rozkaz został wypełniony z całą bezwzględnością. Kilka miesięcy później ks. Edmund Bursche zmarł z wycieńczenia w obozie Mauthausen-Gusen.

Chcę dzielić los Polski

6 września 1939 r. bp Bursche otrzymał polecenie z MSZ oraz z Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego ewakuowania się z polskim rządem. Zdecydowanie odmówił, a rodzinie oznajmił: „Jeśli już mam opuścić Warszawę, to jednak nigdy nie opuszczę Polski, chcę dzielić jej los”.

Wyjechał z diakonem Edwardem Szendlem pociągiem towarowym do Lublina, gdzie wobec ucieczki miejscowego duszpasterza przejął obowiązki proboszcza. Niedzielnemu kazaniu biskupa, w którym krzepił wiernych załamanych sytuacją w kraju, przysłuchiwało się gestapo. Kiedy po nabożeństwie jadł śniadanie, na plebanię wpadli Niemcy. Nie brano pod uwagę sędziwego wieku biskupa ani tego, że był inwalidą (jako młody ksiądz wysiadał tak niefortunnie z tramwaju, że koła obcięły mu stopę).

19 września przewieziono biskupa do Radomia. Stamtąd 3 października 1940 r. trafił do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen-Oranienburg do bunkra z pojedynczymi celami śmierci.

Przez dwa lata nie szczędzono Księdzu Biskupowi tortur, upodleń, tym bardziej dotkliwych, że drewniana proteza nie utrzymywała się na wychudzonej nodze. Do więzienia dotarły do niego wiadomości o likwidacji Kościoła ewangelicko-augsburskiego, spaleniu jego mieszkania i wszystkich dokumentów, aresztowaniach i zgonach przyjaciół i współpracowników. Chociaż zdawał sobie sprawę ze zniszczenia swego dzieła, w liście do rodziny napisał: „Mimo to nie jestem zrozpaczony ani rozbity”. Kiedy dowiedział się o spaleniu i zniszczeniu przez Niemców ukochanego kościoła Świętej Trójcy w Warszawie, gdzie przez pół wieku zwiastował słowo Boże, całą noc płakał. W więzieniu bp Bursche zbierał chleb wśród duchownych i dokarmiał młodych więźniów, bo twierdził, że mają oni większą szansę przeżycia.

Uśmiercony prawdopodobnie zastrzykiem bp Bursche zmarł 20 lutego 1942 r. w berlińskim szpitalu w wieku 80 lat. Gen. Władysław Anders, który znał bp. Burschego jeszcze sprzed I wojny światowej, powiedział o nim: „Był on najszlachetniejszym człowiekiem wielkiej miary ducha, odznaczającym się niecodziennymi cnotami społecznymi i obywatelskimi. Najgłębszy patriotyzm przypieczętował on swą śmiercią męczeńską wraz z wielu przedstawicielami swej rodziny. Pamięć o nim wejdzie do naszej historii jako jaśniejący przykład i wzór umiłowania Polski”.

Podczas wizyty w kościele ewangelicko-augsburskim Świętej Trójcy w Warszawie 8 czerwca 1991 r. Jan Paweł II powiedział: „Ten wielki chrześcijanin i wielki polski patriota wolał oddać życie w niemieckim więzieniu niż wyrzec się polskości. Swoim życiem i śmiercią zaprzeczył niejako rozpowszechnionemu przekonaniu, że luteranin to Niemiec, a Polak to katolik”.

Pierwszy portrecista Maryi

2014-10-09 07:56

Arkadiusz Bednarczyk
Edycja przemyska 41/2014, str. 8

To właśnie temu Ewangeliście – jak chce legenda – zawdzięczamy pierwszy wizerunek Panny Maryi, którego schemat powtarzał się następnie przez stulecia. Św. Łukasz był nie tylko zdolnym malarzem, ale także doskonale wykształconym lekarzem i historykiem... Jest także autorem jedynej daty istniejącej w Ewangeliach

Arkadiusz Bednarczuk
Św. Łukasz podczas pracy nad wizerunkiem Madonny z Dzieciątkiem

Jak wielką wagę przywiązywano w dawnych wiekach do obrazowania prawd wiary niepiśmiennym na ogół ludziom, mogą świadczyć zapisy w statucie jednego z XIV-wiecznych cechów malarskich, któremu patronował św. Łukasz: „Z łaski Boga jesteśmy ilustratorami dla tych prostych ludzi, którzy nie potrafią czytać o tych wszystkich rzeczach jakie stały się dzięki cnocie i świętej wierze...”. Wedle legendy, aby na wieki utrwalić piękno Najświętszej Matki Zbawiciela, pierwsi chrześcijanie poprosili św. Łukasza, towarzysza podróży apostolskich św. Pawła, aby namalował on wizerunek Maryi. Ewangelista spełnił prośbę pobożnych i ponoć na deskach stołu, przy którym jadała Święta Rodzina namalował pierwszy maryjny wizerunek. Na jego podstawie powstawały później dziesiątki kopii przypisywanych świętemu. Mówiono, że Łukasz takich wizerunków namalował kilkadziesiąt. Był to typ Madonny „wskazującej drogę”, czyli tzw. Hodegetrii.

Wzorzec ikon

Ikonę Madonny wskazującej na swojego Syna jako drogę do zbawienia św. Łukasz miał podarować niejakiemu Teofilowi, do którego adresowana jest również jego Ewangelia i Dzieje Apostolskie. Ikona św. Łukasza miała zostać odnaleziona w V stuleciu przez Greczynkę, Atenaidę, żonę cesarza bizantyjskiego, podczas jej podróży do Jerozolimy. Monarchini wysłała ją do Konstantynopola, do siostry swojego męża Pulcherii (późniejszej świętej). Wedle tego wzorca namalowano wiele wizerunków maryjnych. Madonna ta miała zaginąć podczas oblężenia Konstantynopola przez Turków w XV stuleciu.

Inną słynną Ikoną przypisywaną Łukaszowi jest tzw. Madonna z Wieczernika. Z Jerozolimy z kościoła wzniesionego na miejscu Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny Ikona trafiła do Konstantynopola a stamtąd, przed „obrazoburcami” przewieziono ją do Rzymu. Papież Grzegorz Wielki idąc w procesji wielkanocnej z tym Obrazem miał usłyszeć jak aniołowie śpiewają modlitwę „Regina Coeli” i specjalnie dla adoracji tej ikony utrwalił ją na piśmie. Obecnie ikona przebywa w klasztorze Dominikanek na Monte Mario w Rzymie.

Malarz, lekarz, historyk

Prócz zdolności malarskich Łukasz, Grek z pochodzenia, był również autorem Dziejów Apostolskich, a także jednej z wersji Ewangelii (obie księgi łączą się w jedną całość). Jego pisma starają się uwzględniać chronologię wydarzeń, które osadzone są w historycznej rzeczywistości. To w jego Ewangelii, jako jedynej, zapisano historyczną datę: „w piętnastym roku panowania Tyberiusza, kiedy prefektem Judei był Poncjusz Piłat...”. Jako towarzysz misyjnych podróży św. Pawła (poznał go w czasie drugiej podróży misyjnej św. Pawła) notował wiele faktów. Do 12. rozdziału Dziejów opisuje dzieje młodego Kościoła jerozolimskiego, od 13. rozdziału pisze wyłącznie o osobie św. Pawła jego podróżach, pobycie w więzieniu w Cezarei i podróży do Rzymu. Św. Paweł w swoim wysłanym najprawdopodobniej z więzienia w Rzymie Liście do Kolosan ok. 61 roku mówi o Łukaszu jako o „umiłowanym lekarzu”.

Przedstawienia św. Łukasza

Na wizerunkach św. Łukasz przedstawiany jest często przy pracy nad obrazem Madonny z Dzieciątkiem, a to wedle legendy o jego artystycznych zdolnościach, powstałej w VI stuleciu za sprawą historyka Kościoła – Teodora Lektora. Jednym z bardziej znanych dzieł tej tematyki jest obraz niderlandzkiego artysty z XV stulecia, autorstwa Rogiera van der Weydena. Podobny w tematyce obraz znajdziemy w Muzeum Archidiecezjalnym w Przemyślu. Przedstawia on Łukasza przy pracy nad obrazem Madonny. W jednej ręce święty trzyma pędzel, w drugiej – paletę z farbami. Atrybutem Łukasza jako ewangelisty jest wół, gdyż symbolizuje on ofiarę Chrystusa (w dawnych czasach wołu zabijano w ofierze); rogi wołu oznaczają Stary i Nowy Testament, a kopyta cztery Ewangelie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Częstochowa: Zapalają ogień w świecie

2019-10-18 21:54

Beata Pieczykura

– Wkraczamy z ufnością w nowy rok akademicki 2019/2020. Ośmielamy się śmiałością nie ludzką, ale pochodzącą od Ducha Świętego podjąć studia teologiczne, którym towarzyszy formacja do dojrzałego życia chrześcijańskiego i podjęcie różnych form ewangelizacji we współczesnym święcie – mówił ks. dr Mikołaj Węgrzyn, dyrektor Wyższego Instytutu Teologicznego im. Najświętszej Maryi Panny Stolicy Mądrości w Częstochowie podczas inauguracji nowego roku akademickiego w murach tej uczelni.

Beata Pieczykura/Niedziela

Uroczystość inauguracji nowego roku akademickiego 2019/2020 w Wyższym Instytucie Teologicznym w Częstochowie odbyła się 18 października br. Z tej okazji Mszy św. w kaplicy seminaryjnej pw. Zesłania Ducha Świętego przewodniczył i homilię głosił abp Wacław Depo. Do zebranych, czyli „uczestników zmagań o komplementarność wiary i rozumu”, Ksiądz Arcybiskup powiedział: – Prośmy Ducha Świętego o pogłębienie naszej wiary i ludzkiej współpracy w tym dziele, którym jest Uniwersytet i nasz Instytut.

Zobacz zdjęcia: Częstochowa: Zapalają ogień w świecie

Po uroczystej immatrykulacji studentów I roku oraz wręczeniu dyplomów magisterskich, dyplomów i świadectw Studium Liturgii i Muzyki Kościelnej wykład inauguracyjny „Teologiczne recepty na kryzys Kościoła w Polsce” wygłosił ks. dr hab. Damian Wąsek.

W ub. r. akademickim w Instytucie studiowało 125 studentów na studiach magisterskich i podyplomowych. W warsztatach biblijnych uczestniczyło 59 osób. Stopień magistra teologii Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie (ponieważ Wyższy Instytut Teologiczny w Częstochowie jest związany umową z Uniwersytetem Papieskim Jana Pawła II w Krakowie) uzyskało 9 osób, a studia podyplomowe ukończyło 7 osób.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem