Reklama

Polacy z pomocą dzieciom Izraela

2019-03-20 09:26

Monika Kanabrodzka
Edycja podlaska 12/2019, str. IV

Monika Kanabrodzka
Historyczne dokumenty w Muzeum Diecezjalnym w Drohiczynie świadczące o bohaterstwie Polaków

Obchodzony 24 marca Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką jest szczególnie ważny w kontekście wzmożonej próby przypisywania narodowi polskiemu zbrodni hitlerowskich

Święto państwowe obchodzone w rocznicę zamordowania w 1944 r. przez niemieckich żandarmów rodziny Ulmów i ukrywanych przez tę rodzinę Żydów jest okazją do oddania hołdu tym wszystkim Polakom, którzy nieśli pomoc ludności żydowskiej pomimo grożącej kary śmierci. A takich przypadków na terenie diecezji drohiczyńskiej jest wiele.

Znane jest Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów w Markowej oraz Kaplica Pamięci ku czci Polaków ratujących Żydów w Toruniu. A tymczasem już od 2014 r. w Muzeum Diecezjalnym w Drohiczynie można obejrzeć ekspozycję, poświęconą naszym rodakom, którzy z narażeniem życia własnego i swojej rodziny, ratowali Żydów podczas okupacji niemieckiej w okresie II wojny światowej. Swoisty pomnik pamięci, przygotowany przez ks. Zenona Czumaja, dyrektora Muzeum Diecezjalnego i Archiwum w Drohiczynie, jest wyrazem głębokiej czci oddanej bohaterskim Polakom z terenu naszej diecezji.

Ponieśli najwyższą ofiarę

Pomocy Żydom – instytucjonalnej i indywidualnej, zarówno tej stałej, jak i jednorazowej, udzielało w skali kraju od kilkuset do miliona Polaków. Według danych, Polakom udało się uratować od 100 do 130 tys. Żydów. Był to wielki heroizm, ponieważ tylko w Polsce na mocy rozporządzenia gubernatora Hansa Franka z 15 października 1941 r. za pomoc w ukrywaniu Żyda groziła kara śmierci. Tę najwyższą ofiarę poniosły pojedyncze osoby, całe rodziny, duchowieństwo. Warto wiedzieć, iż z terenu obecnej diecezji drohiczyńskiej, najmniejszej w Polsce, zginęło ponad 50 osób, które na różne sposoby pomagały Żydom w okresie II wojny światowej.

Reklama

Niezwykle wymownym miejscem w Muzeum Diecezjalnym w Drohiczynie jest Sala Męczenników z czasów II wojny światowej. W tym gronie znajduje się bł. s. Marta Wołowska, niegdyś przełożona klasztoru Zgromadzenia Sióstr Niepokalanek w Wirowie, która za ukrywanie i pomoc Żydom w Słonimiu (obecnie Białoruś), została zabita przez Niemców. W ekspozycji symbolicznego wydźwięku nabierają, umieszczone wokół podobizny zamordowanej siostry, drewniane tabliczki w złotym kolorze z imionami i nazwiskami osób, które za niesienie pomocy ludności żydowskiej przypłaciły życiem. Wśród nich są m.in. całe rodziny: Lubkiewiczów z Sadownego, Postków ze Stoczka, Gałeckich z Hołowczyc (parafia Sarnaki), Kotowskich z Paulinowa (parafia Sterdyń) oraz Bronisława Wojewódzka z synami z Wojewódek Dolnych (parafia konkatedralna w Sokołowie). A trzeba pamiętać, że aby zginąć wystarczyło dać bochenek chleba, tak jak to zrobili Lubkowiczowie, bądź podać wodę Żydom wiezionym do Treblinki, jak uczynił to Jan Małetko, pracownik kolei z parafii Prostyń.

Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata

Część Polaków, która pomogła ludności żydowskiej, została odznaczona medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata przez Instytut Yad Vashem w Jerozolimie. Honorowy tytuł otrzymało dotychczas ponad 150 osób z terenu diecezji drohiczyńskiej. Pochodzą oni z parafii: Brańsk, Ceranów, Ciechanowiec, Czekanów, Czerwonka Grochowska, Drohiczyn, Dziadkowice, Grodzisk k. Siemiatycz, Grodzisk k. Sterdyni, Jabłonna Lacka, Kamionna, Kłopoty Stanisławy, Liw, Łochów, Miedzna, Milejczyce, Ogrodniki, Ostrożany, Ostrówek, Prostyń, Rozbity Kamień, Ruchna, Rusków, Sadowne, Sarnaki, Seroczyn Sterdyński, Siemiatycze, Sokołów Podlaski, Sterdyń, Stoczek, Węgrów, Winna-Poświętna oraz Wyrozęby. Z wciąż wydłużającą się listą można zapoznać się w naszym Muzeum Diecezjalnym.

Za każdym wyróżnieniem kryje się inna historia. Czasami udało się uratować jedną, a czasami więcej osób. Wielkim bohaterstwem wykazała się Alfreda i Bolesław Pietraszkowie ze wsi Czekanów, niedaleko Sokołowa Podlaskiego, którzy przed zagładą uratowali 17 osób pochodzenia żydowskiego. Uratowani przez Pietraszków, ukrywani w domku na skraju lasu, po wojnie wyjechali z Polski do Izraela i USA. Odważni małżonkowie za swoje bohaterstwo nie przyjęli jakiejkolwiek zapłaty. Pomimo ogromnego ryzyka, dla nich najważniejszy był człowiek. Dopiero kilka lat temu staraniem ówczesnego proboszcza czekanowskiego ks. Henryka Sączka, dzięki zeznaniom dwóch spośród ocalonych pośmiertnie nadano im tytuł Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata.

Służyli Bogu i ludziom

W niesioną pomoc ludności żydowskiej zaangażowane były także osoby duchowne. Niektórzy przypłacili za to życiem, np. ks. Henryk Opiatowski, kapelan Wojska Polskiego, pochodzący z parafii Domanowo. Za udział w ukrywaniu Żydów, którzy uciekli z getta brańskiego, oraz za pomoc zbiegłym jeńcom sowieckim został zastrzelony 15 lipca 1943 r. w Lesie Pilickim. Zginął razem z bł. ks. Antonim Besztą-Borowskim i grupą mieszkańców Bielska Podlaskiego. Z relacji pani Zajączkowskiej z Glinnika dowiadujemy się, że w drodze do bielskiego więzienia żandarmi okrutnie pobili ks. Opiatowskiego i krzyczęli: „Będziemy cię krzyżować, tak jak twojego Chrystusa!”. Kobieta usłyszała to z ust białoruskiego policjanta.

W muzealnej ekspozycji znajduje się także oryginalny Dyplom Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata, przyznany ks. Franciszkowi Smorczewskiemu (po wojnie był proboszczem w Brańsku). Uratowanie przez kapłana z rąk niemieckich 9 osób narodowości żydowskiej dowodzi bezcennej wartości życia ludzkiego. Obszerne materiały poświęcone Polakom z diecezji drohiczyńskiej i siedleckiej, którzy ratowali Żydów, znajdują się w książce pt. „Dam im imię na wieki”, napisanej przez Edwarda Kopówkę i ks. Pawła Rytel-Andrianika.

Uratowane dziedzictwo

Oprócz pomocy niesionej z narażeniem życia, duchowni przyczyniali się do ratowania dziedzictwa lokalnej społeczności żydowskiej. Jedną z takich osób był ks. Nikodem Kowalewski, proboszcz z Ciechanowca, który pomimo zagrożenia, na prośbę miejscowego rabina przechował księgi metrykalne gminy żydowskiej z Ciechanowca. Jest to jeden z nielicznych tego rodzaju zbiorów, dokumentów wspólnoty żydowskiej, uratowanych z pożogi wojennej. Akta urodzin, ślubów i zgonów oraz inne dokumenty sięgają nawet XIX wieku. Dzięki temu wielu Żydów z Izraela i USA może dziś odnaleźć informacje o swoich przodkach.

Ks. Zenon Czumaj wspomina wzruszające zdarzenie sprzed kilku lat, gdy starszy mieszkaniec Izraela, pochodzący z okolic Ciechanowca, rozpłakał się, zobaczywszy podpis swojego ojca, którego nawet nie pamiętał, ponieważ miał półtora roku, kiedy jego rodzice zostali wywiezieni do obozu zagłady w Treblince. Zdjęcie z podpisem ojca było dla niego jak relikwia. Obecnie akta są przechowywane w Archiwum Diecezjalnym, ale kilka z nich można zobaczyć w drohiczyńskim muzeum.

W tej szczególnej ekspozycji znajduje się też unikatowy historyczny dokument, napisany w języku hebrajskim. Jest to podziękowanie, wystosowane przez starszyznę żydowską z Pińska, będące wyrazem wdzięczności wobec proboszcza (późniejszego biskupa pińskiego) ks. Kazimierza Bukraby, który poręczył za nich, iż nie są szpiegami rosyjskimi, za co groziła im śmierć. Historia z 1919 r. jest świadectwem, że Polacy – wierni nauczaniu Kościoła katolickiego – także wcześniej przychodzili z pomocą niewinnym Dzieciom Izraela, gdy groziła im śmierć.

Tagi:
Żydzi Polacy

Reklama

CBOS: Polacy coraz bardziej zadowoleni ze swojej sytuacji materialnej

2019-05-07 12:53

CBOS, tk / Warszawa (KAI)

Od 2014 roku systematycznie rośnie liczba Polaków deklarujących, że żyje im się dobrze lub bardzo dobrze, a spada odsetek obawiających się biedy – podaje Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS). W perspektywie ponad 25-letniej, zauważyć można bardzo wyraźną poprawę ocen sytuacji finansowej. Uzyskane w tym roku rezultaty są najlepsze z dotąd rejestrowanych.

Ks. Paweł Kłys

Ankietowani obecnie Polacy, charakteryzując sposób gospodarowania pieniędzmi, najczęściej deklarują, że żyją na przeciętnym poziomie – starcza im na co dzień, lecz muszą oszczędzać na poważniejsze zakupy (51%). Co trzeci badany ma większą swobodę w gospodarowaniu domowym budżetem – starcza mu na wiele bez specjalnego oszczędzania (30%) bądź też może sobie pozwolić na pewien luksus (3%).

W porównaniu z ubiegłorocznymi wynikami zmniejszyły się odsetki żyjących biednie lub skromnie (o 4 punkty) oraz średnio (o 2 punkty), a zwiększył udział żyjących dobrze lub bardzo dobrze (o 5 pun-któw).

Uwzględniając dłuższą, ponaddwudziestopięcioletnią perspektywę, zauważyć można bardzo wyraźną poprawę ocen sytuacji finansowej. Na początku lat 90. mniej więcej połowa badanych deklarowała, że żyje skromnie lub bardzo biednie, a zadowolonych ze swojego położenia było wielokrotnie mniej (w 1993 roku 3% ankietowanych deklarowało, że żyje im się dobrze lub bardzo dobrze).

Z biegiem czasu mniej lub bardziej systematycznie przybywało zadowolonych z własnej sytuacji finansowej, a ubywało niezadowolonych. Bardzo wyraźną poprawę położenia materialnego zarejestrowano w latach 2004–2008. Także od 2014 roku sytuacja finansowa Polaków dosyć systematycznie się poprawia. Uzyskane w tym roku rezultaty są najlepsze z dotąd rejestrowanych.

Z analizy zróżnicowań społeczno-demograficznych wynika, że sytuacja finansowa w istotny sposób związana jest z wiekiem oraz wykształceniem. W gorszej sytuacji znajdują się starsi, gorzej wykształceni respondenci. Mniej więcej co czwarty ankietowany z wykształceniem zasadniczym zawodowym lub podstawowym oraz mający 55 lat lub więcej deklaruje, że żyje skromnie lub biednie.

Zauważyć można również, że nieco gorzej swoje położenie postrzegają badani mieszkający na wsi i w mniejszych miejscowościach, a nieco lepiej mieszkańcy miast powyżej 100 tys. mieszkańców. Oceny sytuacji finansowej korespondują również z poglądami politycznymi mierzonymi na skali lewica–centrum–prawica. Wyraźnie lepiej oceniają ją identyfikujący się z lewicą niż utożsamiający się z prawicą.

Niemal co piąty ankietowany obawia się biedy (19%), w tym 15% uważa, że jakoś sobie poradzi, a 4% odczuwa bezradność. Pozostali (80%) nie mają takich obaw, przy czym blisko dwie piąte ankietowanych uważa, że ich sytuacja materialna może się pogorszyć (39%) i zbliżona grupa respondentów jest spokojna o swoją finansową przyszłość (41%). W ciągu ostatniego roku minimalnie zmniejszył się odsetek obawiających się biedy (o 2 punkty), a zwiększył niewyrażających takich obaw (również o 2 punkty).

CBOS zwraca uwagę, że od około pięciu lat postrzeganie warunków materialnych poprawia się dynamicznie – zmniejsza się odsetek ocen negatywnych i przeciętnych, a zwiększa pozytywnych. Zaznaczyć należy, że dobre oceny warunków materialnych korespondują z rekordowo niskim poziomem bezrobocia.

Mniej więcej co piąty ankietowany uważa, że w ciągu najbliższego roku warunki materialne jego gospodarstwa domowego się poprawią (22%), co 20. – że się pogorszą (5%), a zdecydowana większość (73%) sądzi, że się nie zmienią.

Uzyskane w tym roku rezultaty wpisują się w trwający od kilku lat wyraźny trend poprawy położenia materialnego znajdujący odzwierciedlenie zarówno we wskaźnikach makroekonomicznych, jak i w wynikach innych badań CBOS.

Badanie przeprowadzono w dniach 7–14 marca 2019 roku na liczącej 1046 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje dziecko nie chce chodzić do kościoła

2019-07-10 09:40


Niedziela Ogólnopolska 28/2019, str. 10-13

„Nasze dziecko odwróciło się od Pana Boga i od Kościoła”.
Nikt nie zdoła policzyć, w ilu domach z ust rodziców, babć i dziadków da się usłyszeć tę bolesną skargę. Wychowywali swe latorośle, jak umieli, przynieśli do chrztu, przygotowali do I Komunii św., do bierzmowania – i oto nagle słyszą:
„Wypisuję się z Kościoła”, „Jestem niewierzący”, „Jestem dorosły, to moja sprawa, nie wtrącajcie się”.
Do tych deklaracji mogą jeszcze dochodzić agresja wobec Kościoła (czytaj: duchowieństwa), przystępowanie do sekt, życie bez sakramentalnego małżeństwa, związki homoseksualne...

©Cheryl Casey – stock.adobe.com

Joanna Krawczyńska, matka dorosłego syna

Problem się pojawił, gdy syn wyjechał na studia do dużego ośrodka akademickiego. Miałam nadzieję, że ten czas będzie dla niego etapem autentycznego rozwoju, także w wierze. że zaangażuje się w duszpasterstwo akademickie. Polecaliśmy mu z mężem wspólnotę, w której w czasach studenckich się poznaliśmy. W naszej rodzinie był to częsty temat wspomnień z okresu młodości – czasu pieszych pielgrzymek, ŚDM z papieżem Janem Pawłem II. Spodziewaliśmy się, że nasz syn znajdzie dla siebie wspólnotę, a tam... może przyszłą towarzyszkę życia. Tymczasem on nie odnalazł się w duszpasterstwie akademickim z różnych powodów. Próbował też sił w kościelnym wolontariacie, ale bez skutku. Gdy przyjeżdżał do domu, próbowałam go wypytywać, zachęcać, ale dostrzegłam, że te tematy zupełnie go nie interesują. Zaczęłam podejrzewać, że gdy zostaje na miejscu studiów na weekend, to w niedziele nie chodzi do kościoła. Aż któregoś dnia oświadczył, że nie pójdzie z nami w niedzielę na Mszę św., bo „on w Kościele nic dla siebie nie odnajduje i nie ma potrzeby tam chodzić”. Nie mogłam się z tym pogodzić, wciąż pytałam, co się stało – nasz syn, ministrant, lektor, absolwent szkoły katolickiej, odrzuca dziś Kościół. Gdzie popełniliśmy błąd? Może łatwiej by było, gdyby podał jakieś konkretne zarzuty, które można byłoby odeprzeć, podyskutować, wytłumaczyć...

Zaproponowałam, aby porozmawiał z zaprzyjaźnionym z księdzem, wiedziałam, że ma do niego zaufanie. Rozmawiali nawet niejeden raz. Początkowo udało się księdzu nakłonić naszego syna do odbycia spowiedzi. Ale po pewnym czasie wszystko wróciło.

Najpierw problem dusiłam w sobie, nie chciałam o tym mówić głośno. Nie było to trudne, gdyż syn rzadko przyjeżdżał. Zaczęły mnie dręczyć wyrzuty sumienia. Choć nie jest to mój grzech bezpośredni, czułam, że muszę go wyznać na spowiedzi. Spowiednik poradził mi, by synowi przypominać, że się za niego modlimy. Często się zdarza, gdy młodzi ludzie wyjeżdżają na studia, wydaje im się, że cały świat do nich należy. Po studiach, gdy pojawiają się problemy z pracą, z mieszkaniem, wracają i zaczynają szukać pomocy u Pana Boga. Ksiądz radził, by problem po prostu przeczekać i przemodlić.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czerna: rozpoczęły się uroczystości odpustowe w sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej

2019-07-16 18:00

md / Czerna (KAI)

Mszą św. pod przewodnictwem bp. Damiana Muskusa OFM rozpoczęły się w Czernej ogólnopolskie obchody uroczystości Matki Bożej Szkaplerznej. Na polskiej Górze Karmel potrwają one do niedzieli.

polskieszlaki.pl
Karmelitański klasztor w Czernej k. Krakowa

Święto Matki Bożej z Góry Karmel zgromadziło w klasztorze ojców karmelitów tysiące pielgrzymów. W wygłoszonej do nich homilii bp Muskus wymieniał trzy konsekwencje Jezusowego testamentu z krzyża: dojrzałość chrześcijańską, wspólnotę Kościoła i naśladowanie maryjnego stylu życia.

Zwracał uwagę na to, że w „Bożym akcie adopcji”, który dokonał się na Golgocie, nie zostaliśmy dziećmi Maryi tylko po to, by szukać u Niej ciepła i akceptującej macierzyńskiej miłości. - Radością każdej matki jest dojrzewanie jej dzieci, ich dorastanie i stopniowe podejmowanie kolejnych zadań, aż do osiągnięcia samodzielności i wejścia w dorosłe życie – wyjaśniał hierarcha. Jak podkreślał, aktem dojrzałej, mądrej miłości jest umiejętność ofiarowania wolności dorosłemu dziecku. - Taka jest miłość Maryi. Nie zniewala, nie chowa pod kloszem, ale uczy odpowiedzialnego życia i podejmowania wyborów w duchu miłości – mówił.

- Nasza Matka nie oczekuje od nas, że będziemy uciekać od świata w Jej ramiona. Nie oczekuje też tego, że w Jej obronie będziemy jak chłopcy bawić się w Jej wojowników. Największą radością Matki jest nasza ludzka i chrześcijańska dojrzałość, wyrażająca się w najprostszych rzeczach, w spójności życia i modlitwy, wiary i codzienności, w konsekwentnym i wytrwałym wypełnianiu zadań, do których zostaliśmy powołani – nauczał kaznodzieja. Podkreślał, że wyrazem miłości do Maryi nie jest „toczenie wojen z rzeczywistymi lub wyimaginowanymi wrogami”, ale bycie światłem przed ludźmi.

Drugą konsekwencją testamentu z krzyża jest wspólnota Kościoła, którego Matką jest Maryja. - Nie jesteśmy samotnymi wyspami, ale rodziną, która wciąż uczy się kochać i przyjmować miłość, troszczyć się o siebie wzajemnie, akceptować to, że każdy z nas jest inny i nikogo z tego powodu nie wykluczać – wyjaśniał bp Muskus. - Zbyt często o tym zapominamy, gdy toczymy swoje wojenki, gdy z taką łatwością przychodzi nam oceniać i potępiać zagubione owce i marnotrawnych synów. Zapominamy o tym, gdy angażujemy się w spory wewnątrz wspólnoty, krytykując tych, którzy swoją wiarę wyrażają inaczej niż my, wyrokując, kto jest ważniejszy w oczach Boga, nadając etykietki postępowych bądź konserwatywnych, wiernych bądź liberalnych, i okopując się w nieprzyjaznych obozach lepiej i gorzej wierzących – ubolewał. Apelował, by patrzeć oczami Maryi na inaczej myślących, bo Ona jest Matką wszystkich, również zagubionych czy żyjących na obrzeżach Kościoła.

Trzecią konsekwencją Jezusowego testamentu z krzyża jest zaproszenie do naśladowania Matki Bożej. – Jej droga nie była triumfalnym pochodem przez życie. Maryja nie afiszowała się tym, że została wybrana przez Boga na Matkę Jego Syna. Nie patrzyła z moralną wyższością ani na tłumy, które za Nim chodziły, ani na odrzucające Go elity. Nie wykorzystywała swojej pozycji do uzyskania jakichkolwiek przywilejów – zaznaczył biskup. Zwrócił uwagę na to, że była zwyczajną kobietą, która żyła w ukryciu, w cichym posłuszeństwie Bogu. - Maryjny styl bycia jest zupełnie inny od propozycji świata. Więcej, czasem nasze ludzkie sposoby okazywania Jej miłości i przywiązania stoją w sprzeczności z tym, w jaki sposób żyła i kochała Niewiasta z Nazaretu – zaznaczył hierarcha. Podkreślał, że najdoskonalszym sposobem oddania Jej czci i naśladowania tego maryjnego stylu jest pokora i miłość w codziennych relacjach z Bogiem i drugim człowiekiem.

Biskup mówił ponadto, że szkaplerz jest nie tylko przywilejem, ale i zadaniem. - Jest przyjęciem odpowiedzialności za Kościół, zwłaszcza w czasie kryzysu i zamętu. Jest wreszcie deklaracją wierności i wytrwania przy Matce – podsumował.

Uroczystości w Czernej potrwają do niedzieli, wypełniając sanktuarium pielgrzymami z całej Polski. Pani Ewa przyjechała z Zabrza. Szkaplerz przyjęła jako studentka. – Jestem już matką i babcią, i mogę zaświadczyć, że szata Maryi chroni moją rodzinę. Bez Niej nie przetrwalibyśmy kryzysów i nieszczęść – deklaruje. Pan Zdzisław przywędrował pieszo z Krakowa, jak co roku od dwudziestu lat. – Te dni w Czernej są najważniejsze w całym roku. Tu się duchowo odnawiam – mówi.

Lipcowe obchody święta Patronki Karmelu ściągają do Czernej członków Rodziny Szkaplerznej, która ciągle się powiększa. - Co roku wpisujemy do naszej księgi szkaplerznej ok. 4 tys. osób. Do tego doliczyć należałoby wszystkich przyjętych przy innych klasztorach karmelitańskich, podczas rekolekcji czy w parafiach pw. Matki Bożej Szkaplerznej, których jest w całej Polsce ponad 70 – wylicza moderator Bractw Szkaplerznych, o. Włodzimierz Tochmański OCD. Według jego szacunków, w sumie ponad pół miliona Polaków nosi szkaplerz.

Klasztor karmelitów bosych w Czernej został ufundowany w 1629 r. przez Agnieszkę z Tęczyńskich Firlejową. Klasztorny kościół św. Eliasza konsekrowano w 1644 roku. Aż do 1805 r. klasztor był pustelnią i wierni nie mieli do niego wstępu. Po wyłączeniu kościoła spod klauzury Czerna stała się miejscem kultu Matki Boskiej Szkaplerznej. Rozpoczęły się pielgrzymki do Matki Bożej, zwłaszcza spośród mieszkańców Małopolski i Śląska. Świadectwem licznych łask, jakich doznawali, były wota, z których wykonano ozdobną sukienkę i korony.

Z klasztorem w Czernej związany był św. Rafał Kalinowski, kanonizowany przez Jana Pawła II w 1991 roku. Tutaj również żył i służył wiernym o. Alfons Mazurek. Był przeorem i ekonomem klasztoru. Zginął rozstrzelany przez hitlerowców 28 sierpnia 1944 r. w Nawojowej Górze koło Krzeszowic. Beatyfikował go, w gronie 108 męczenników, papież Jan Paweł II 13 czerwca 1999 roku. W Czernej znajduje się nowicjat zakonny, prężnie działa Dom Pielgrzyma oraz Sekretariat Rodziny Szkaplerznej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem