Reklama

Akademicki Tydzień Pytań o wolność

2019-03-20 09:26

Dominika Szymańska
Edycja łódzka 12/2019, str. III

Ks. Paweł Kłys
Wykłady gromadziły liczne audytorium

Studenci pytają, a cieszący się autorytetem księża odpowiadają. Wszystkie łódzkie duszpasterstwa akademickie: działające przy archikatedrze DA „5”, salezjański „Węzeł”, dominikańska „Kamienica” i jezuickie JDA połączyły siły, by zorganizować pierwszy Akademicki Tydzień Pytań

Chcieliśmy znaleźć przestrzeń do spotkania duchownych i studentów w kontekście akademickim” – mówił ks. Przemysław Góra z DA „5”. Przez cały tydzień, od 11 do 15 marca, studenci wraz z duszpasterzami gromadzili się na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego, by dyskutować na temat wolności.

11.03 – Czy w Kościele można być wolnym?

Odpowiedzi na to pytanie podjął się abp Grzegorz Ryś, który przedstawił temat wolności w optyce historycznej. Wychodząc od początków chrześcijaństwa i działalności św. Pawła, który, nawet uwięziony w Rzymie, miał w sobie doświadczenie wolności, Arcybiskup zwrócił uwagę na doświadczenie wolności, jakie przynosi spotkanie z Jezusem. Jako drugi wyznacznik wolności w Kościele katolickim Metropolita Łódzki wskazał encyklikę „Pacem in terris” św. Jana XXIII, której pierwsza część poświęcona jest prawom człowieka.

Swój wykład abp Ryś poświęcił jednak temu, co działo się w Kościele pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami, przyglądając się godzącym w wolność Indeksowi Ksiąg Zakazanych, Inkwizycji czy Syllabus Errorum i analizując powstanie struktur grzechu w Kościel katolickim.

Reklama

– My nieraz na takie pytanie, czy można być wolnym w Kościele, odpowiadamy bardzo na skróty, bo nam ten skrót odpowiada. Bardzo sympatyczny jest Kościół odnowiony w epoce Soboru Watykańskiego II. Co nie oznacza, że jest bezgrzeszny, bo nieraz strasznie grzeszy, ale na poziomie tego, czego naucza, jest zapewne bardzo atrakcyjny. Atrakcyjne są początki Kościoła do początku wieku IV, ale gdyby te dwie klamry miały wystarczyć za całą odpowiedź, to byśmy zrobili dość nieprzyzwoity skok nad tym, co jest w środku, między tymi dwoma epokami – zauważył. Sumienie stanowi granicę wolności, a naszym obowiązkiem jest podążać za nim i odpowiednio to sumienie kształtować.

12.03 – Co nam wolno, a co przynosi korzyść?

W swojej prelekcji o. Piotr Aszyk SJ – filozof i jezuita – skupił się na rozważaniu wielorakiego znaczenia słowa wolność. Podkreślał, że znaczenie wolności często uświadamiamy sobie dopiero wtedy, gdy jej zabraknie, a także to, że jest wartością, która wymaga wysiłku, wyjścia poza to, co bezpieczne i zawalczenia o nią.

Odwołując się do mądrości starożytnych: Horacego, Cycerona czy św. Augustyna, wskazywał na różnicę między wolnością, a samowolą, między wolnością wewnętrzną i zewnętrzną. – Wolność to nie tylko przesuwanie granic państw, ale coś, co można nazwać wolnością ekonomiczną. Systemy niewolnicze – miejmy nadzieję – należą do przeszłości, ale czy żyją w wolności ludzie, którzy pracują za dolara dziennie, budując dobrobyt międzynarodowych korporacji? Czy nie jest więźniem bez kajdan ten, kogo więzi bieda? – pytał, zastanawiając się nad współczesnym wymiarem wolności.

Nawiązując do myśli o. Józefa Kozłowskiego, zauważył, że „wielkie katastrofy są skutkiem drobnych usterek. Utrata wolności zaczyna się zwykle od drobnych kompromisów. I bywa, że początki utraty naszej wolności są niewinne. Dajemy się zwieść jakimś pozorem dobra”. Jezuita podkreślał też, że wolność staje się wyborem. – Pieniądze same z siebie nie są nic warte – porównywał za ks. Markiem Dziewieckim. – Staje się właścicielem moich pieniędzy dopiero wtedy, gdy wydaję je na faktyczne dobro. Tak samo jest z wolnością. Dopiero wtedy, gdy podejmuję decyzje, gdy podejmuję zobowiązania, zaczynam być wolnym człowiekiem, uruchamiam potencjał, który drzemie we mnie – dopowiedział.

13.03 – Dlaczego uciekamy od wolności?

O tym z punktu widzenia psychologii opowiadał o. Jacek Prusak SJ – psycholog i psychoterapeuta. Wolność zdefiniował on jako – z jednej strony – wybór pomiędzy przynajmniej dwiema możliwościami, a z drugiej – jako działanie zgodne z intencjami. – O wolności możemy mówić, gdy upatrujemy przyczyn swojego działania w sobie, a nie w czynnikach zewnętrznych. Czyli nie: ktoś mi coś kazał zrobić – tego nie nazwiemy wolnością. Ja chcę to zrobić – podkreślał jezuita.

Stwierdził też, że wolność jest troską egzystencjalną, że łączy się z poszukiwaniem sensu, bez względu na to, czy uważamy, że jest on wpisany w jakiś większy od nas samych schemat, czy upatrujemy go w tym, co sami tworzymy, czemu nadajemy sens.

Wskazał też, że ludzie uciekają przed wolnością, gdy nie mają pewności co do podejmowanych decyzji i gdy podejmują decyzje pod naciskiem grupy. – Jeśli stajemy przed decyzją dokonania wyboru, wybór dotyczy ważnej kwestii, to większość z nas nie kalkuluje zysku związanego z podjęciem ryzyka, tylko konsekwencje porażki. Problem wolności związany z problem zmiany jest połączony z ambiwalencją. My kochamy status quo. Lepszy diabeł czy piekło, które znamy, niż niebo, do którego możemy się dostać – zauważył i dodał, że odpowiedzialnością za negatywne konsekwencje naszego działania chętnie obarczamy innych. – Żeby być człowiekiem wolnym, trzeba być człowiekiem dojrzałym – podsumował.

14.03 – Czy Bogu wszystko wolno?

– Jak pytamy, co Bogu wolno, to tak naprawdę zastanawiamy się, co Bóg może zrobić w stosunku do mnie. Bardziej jeszcze autokrytycznie można postawić problem tak: my pytamy, na co ja jestem skłonny Bogu zezwolić – rozwijał temat ks. Grzegorz Strzelczyk – teolog i dogmatyk z Uniwersytetu Śląskiego. Wyjaśnił też, że prócz pewnej dozy bezczelności zawartej w tym pytaniu, kryje się w nim również pragnienie bycia jak Bóg, czyli zjednoczenia z Nim. – Zatem z jednej strony prawdopodobnie powinniśmy się wstydzić tego rodzaju bezczelności, a z drugiej nie możemy się go wyrzec, nie opędzimy się od tego pytania. Ono być może jest przełamywalne tam, gdzie się pojawia miłość. Jeżeli człowiek wchodzi w doświadczenie Boga na tyle głęboko, że doświadcza tam miłości i doświadcza tam bycia u siebie; prawdopodobnie w tym doświadczeniu mistyki my jesteśmy skłonni pozwolić Bogu na wszystko – wyjaśniał.

W dalszej części swojego wykładu ks. Strzelczyk wolność Boga ujął w dość przewrotny sposób: opowiadał o Bogu, któremu wolno się uniżyć, Bogu, któremu wolno cierpieć i umrzeć, czy Bogu, któremu wolno być „sprawiedliwym inaczej”. – To idzie dalej w przestrzenie nie do końca jeszcze dla nas wygodne. Mianowicie Bogu wolno utożsamić się z pogardzanymi i wolno Mu nie rozliczać ze stosunku do siebie – zauważył, przywołując scenę sądu z Ewangelii według św. Mateusza, w której nie pada ani jedno pytanie dotyczące sfery religijnej. – To są pytania o stosunek do bliźniego i to takiego jeszcze nie do końca fajnego – podsumował.

15.03 – Jesteśmy wolni i co dalej?

Ostatnim zagadnieniem, wolnością w wymiarze praktycznym i społecznym, zajął się o. Maciej Zięba OP – fizyk i doktor filozofii, specjalista od nauki społecznej kościoła. W swoich rozważaniach skoncentrował się na zależności między wolnością a demokracją. Podkreślał jednak za Janem Pawłem II, że „demokracja bez wartości łatwo zamienia się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”.

Dominikanin mówił też o podziale na wolność pozytywną i negatywną. – Wolność pozytywna to jest wolność, którą się zdobywa przez poznanie. Wszystkie nieliberalne wizje, również niechrześcijańskie, wszystkie religijne wizje mają wolność pozytywną. Tylko, że ta wolność jest zawsze wolnością według tego, jak my ją pojmujemy, jak my ją rozumiemy i ona jest zawsze strukturalnie nietolerancyjna wobec innych – wyjaśniał prelegent.

– Koncept wolności negatywnej – dopóki nie zagrażam wolności innych ludzi, mogę robić co mi się podoba – jest to koncept wolności politycznej i na tym poziomie jest bardzo sensowny. W XX wieku wolność negatywna z poziomu politycznego przechodzi na poziom etyczny. Każdy ma swoją moralność. I nie wolno oceniać żadnego systemu moralnego, nie wolno już oceniać moralności. A w XXI wieku, na naszych oczach, zaczyna przesuwać się to na poziom metafizyczny: nie można orzekać o żadnej prawdzie. Jedyną prawdą, taką obiektywną, jest to, że nie ma żadnej prawdy. Żyjemy w erze, w której każdy ma swoją prawdę, więc nie ma żadnej prawdy – opisywał przemiany w dzisiejszym świecie.

Tagi:
duszpasterstwo akademickie

Bal pełen wdzięczności

2019-02-24 15:04

Agata Pieszko

W przedostatnią sobotę karnawału (23.02) Bal Przyjaciół Duszpasterstwa Akademickiego „Wawrzyny” po raz 18 zgromadził absolwentów, studentów i sympatyków duszpasterstwa we wrocławskim hotelu „Jasek”. Wspólna zabawa rozpoczęła się tradycyjnie Mszą Świętą z kazaniem księdza Stanisława „Orzecha” Orzechowskiego.

Agata Pieszko
ks. Stanisław Orzechowski i o. Wojciech Kobyliński podczas tegorocznego balu

Spotkajmy się znów we Wrocławiu

Duszpasterstwo Akademickie Wawrzyny powstało w 1964 r., od tego czasu przez mury kaplicy na ul. Bujwida przewinęły się setki osób, tysiące historii, miliony intencji… Duszpasterstwo jest jednak okresem przejściowym. Po studiach pora pójść własną drogą i nie sposób zabrać wszystkich przyjaciół ze sobą. O inicjatywie balu opowiada główny pomysłodawca – Wiesław Wowk – aktywny działacz duszpasterstwa, prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Duszpasterstwa Akademickiego „Wawrzyny”: „Do duszpasterstwa trafiłem w 1991 r. i w czasie tego pobytu zawiązało się tu wiele przyjaźni – czy to dzięki pielgrzymce, czy dzięki wyjazdom duszpasterskim, ale kiedy ludzie skończyli studia, rozjeżdżali się po świecie. Pomyślałem, że warto, aby chociaż raz w roku odbywało się takie spotkanie, gdzie podczas wspólnej zabawy można się znów zobaczyć, w jakiś sposób wrócić do duszpasterstwa”. Ten bal to dla wielu jedyna okazja, żeby zobaczyć się z „Orzechem”. Absolwenci bardzo ceną sobie kontakt z duszpasterzem, przy którym dorastali. Po latach z radością przedstawiają mu swoje rodziny, dzieci, które już dorosły, proszą o błogosławieństwo. „Zauważyłem, że po balach odnawiają się znajomości z czasów studenckich. W końcu spotykają się tu ludzie, którzy założyli własne rodziny, zaczynają mieć dzieci, a więc także wspólne tematy, wspólne problemy. Ku mojej radości zaczęli ponownie umawiać się na spotkania, później na wspólne wyjazdy, czy rekolekcje”. – mówi organizator. Na ten jeden wieczór absolwenci zjeżdżają się z różnych miejsc Polski, ale i spoza granic kraju, aby móc spotkać się we Wrocławiu jak przed laty.

Nowa formuła, ten sam cel

Oprócz integralnego charakteru, bal miał także na celu podziękowanie za pracę w duszpasterstwie, dlatego na początku na balu pojawiali się tzw. odpowiedzialni, czyli prezydenci, premierzy, ministrowie oraz zaangażowani w życie duszpasterstwa. Chęć uczestnictwa w wawrzynowym balu zgłaszali także studenci, jednak formuła przeznaczona była właśnie dla absolwentów, dlatego z inicjatywy studenta DA Wawrzyny powstał popularny wśród młodzieży duszpasterskiej „Bal na 200 par”, stanowiący alternatywę dla studiujących członków duszpasterstwa. Ponieważ pierwsze wawrzynowe bale dedykowane były absolwentom, nosiły nazwę „Balu Złomów”, jednak później ta formuła została rozszerzona. „Każdy, kto w jakiś sposób pomaga duszpasterstwu, a niekoniecznie jest jego absolwentem, staje się przyjacielem, któremu chcemy podziękować. W ten sposób od kilku lat zapraszamy np. ludzi ze służb porządkowych Pieszej Pielgrzymki Wrocławskiej”. – dodaje Wiesław Wowk

Plastiki, kaseciaki i bigos, czyli bal w latach 90.

Pierwszy bal odbył się na Psim Polu w Domu Kultury „Avia” pod koniec lat 90. Jak wtedy wyglądało spotkanie? „Catering w Polsce raczkował, nie było mowy o białych obrusach, restauracji, kelnerach... Do dyspozycji mieliśmy plastikowe talerze i sztućce, przy obsłudze pomagali nam studenci, wszystko organizowaliśmy własnymi siłami, jedzenie też – Orzech w Morzęcinie gotował na tę okazję bigos! Po Mszy Św. wszyscy autobusami z Bujwida pojechaliśmy na Psie Pole, bo mało kto miał wtedy samochód. Muzykę puszczał DJ z wieży na kaseciaki”. – wspomina Wiesław Wowk, w środowisku duszpasterskim znany jako „Kuzyn” Pierwsze bale gromadziły ponad 100 osób, na ostatnim sobotnim balu spotkało się około 150 uczestników. Mimo że dziś mamy do dyspozycji piękną salę, kelnerów, białe obrusy, pyszne jedzenie przygotowane przez obsługę hotelu i orkiestrę, przy której można się bawić do białego rana – jedno pozostało niezmienne – bal za każdym razem rozpoczyna się Mszą Świętą z kazaniem „Orzecha” i zanim polonez rozpocznie wspólne tańce, wszyscy idą przywitać się z duszpasterzem, a potem przy obiedzie wspominają wspólnie spędzone lata studiów. Główna idea pozostała przez lata niezmienna. Bal Przyjaciół Duszpasterstwa Akademickiego „Wawrzyny” jest balem charytatywnym i wszystkie środki pozyskane w trakcie zabawy, są przekazywane na potrzeby działalności DA Wawrzyny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

14 września - Święto Podwyższenia Krzyża

2017-09-14 11:36

ca / Warszawa / KAI

W czwartek 14 września Kościół obchodzi Święto Podwyższenia Krzyża. Wiąże się ono z odnalezieniem drzewa krzyża, na którym umarł Jezus Chrystus, a także wyraża głęboki sens krzyża w życiu chrześcijanina. Istotą święta jest ukazanie tajemnicy Krzyża jako ceny zbawienia człowieka.

-C-designs/fotolia.com

Początki święta związane są z odnalezieniem przez św. Helenę relikwii krzyża na początku IV wieku i poświęceniem w Jerozolimie bazyliki ku jego czci w 335 r. Na pamiątkę, tego wydarzenia, ostatecznie 14 września, w Kościele obchodzi się uroczystość Podwyższenia Krzyża świętego.

Znak krzyża był obecny w chrześcijaństwie od śmierci Jezusa. W początkach Kościoła nieraz przyjmował formę kotwicy albo trójzębu. Jako przedmiot kultu upowszechnił się i nabrał znaczenia po roku 313. W tym bowiem roku, według przekazu, cesarz Konstantyn Wielki, przed bitwą z uzurpatorem Maksencjuszem, zobaczył na tle słońca znak krzyża i słowa "w tym znaku zwyciężysz". Poza tym tenże cesarz zniósł karę śmierci przez ukrzyżowanie.

Do VI w. na krzyżu nie umieszczano postaci Chrystusa. Także później nie ukazywano Jezusa umęczonego lecz chwalebnego: jako Króla z diademem zamiast cierniowej korony na głowie, albo jako Arcykapłana, albo jako Dobrego Pasterza. Od wieku XII pojawia się motyw cierpienia. Od tego czasu aż do dziś w Kościele łacińskim zwykle używany jest krzyż gotycki, pasyjny, który wskazuje na mękę i śmierć Chrystusa jako cenę zbawienia. W tradycji prawosławnej do dziś używany jest krzyż chwalebny.

Od czasów Konstantyna, kiedy to chrześcijanie uzyskali wolność wyznawania swojej wiary, krzyż stał się znakiem rozpoznawczym chrześcijan. Od tego czasu jest bardzo często używany w liturgii i uświęca całe życie chrześcijańskie: zaczyna i kończy modlitwę, dzień i każdą ważniejszą czynność, uświęca przestrzeń i jest używany przy wszelkich błogosławieństwach.

Ojcowie Kościoła podkreślali, że krzyż jest symbolem, w którym streszczają się najistotniejsze prawdy wiary chrześcijańskiej. Św. Jan Damasceński pisze: "Krzyż Pana naszego Jezusa Chrystusa, a nie cokolwiek innego, zwyciężył śmierć, zgładził grzech praojca, pokonał piekło, darował nam zmartwychwstanie, udzielił siły do wzniesienia się ponad doczesność i ponad samą śmierć, zgotował powrót do dawnej szczęśliwości, otworzył bramy raju, umieścił naturę naszą po prawicy Boga, uczynił nas Jego dziećmi i dziedzicami".

Znak krzyża rozpoczyna i kończy modlitwę chrześcijanina. W liturgii jest gestem błogosławieństwa. Krzyż zawieszany na szyi, w mieszkaniu, w pracy, stawiany na szczytach świątyń przypomina wierzącym o ich powołaniu. Jego znaczenie staje się szkołą życia dla chrześcijan widzących w nim ostateczne zwycięstwo dobra nad złem

CZYTAJ DALEJ

Reklama

135 lat łódzkiej parafii prawosławnej

2019-09-15 16:53

Ks. Paweł Kłys

Dziś przed południem ksiądz arcybiskup Grzegorz Ryś wziął udział w obchodach 135 - lecia powołania do istnienia prawosławnej parafii pw. św. Aleksandra Newskiego w Łodzi. Boskiej liturgii celebrowanej w łódzkim soborze prawosławnym przewodniczył Wielce Błogosławiony Sawa, Prawosławny Metropolita Warszawski i Całej Polski.

Ks. Paweł Kłys

- 15 września to ważna data dla łódzkiej społeczności prawosławnej i dla centralnej Polski ponieważ od 135 lat w centralnej Polsce odbywa się modlitwa, śpiew oraz sprawowane są wszystkie sakramenty dla prawosławnych. – tłumaczy ks. Eugeniusz Fiedroczuk – proboszcz katedralnej parafii pw. św. Aleksandra Newskiego w Łodzi. - Chcemy dziś podziękować Panu Bogu za to, że możemy być tutaj i świadczyć o Bogu i o Prawosławiu! – podkreśla ksiądz mitrat.

Zobacz zdjęcia: 135 lat łódzkiej parafii prawosławnej

Podczas liturgii modlono się za wszystkich kapłanów pracujących w tej łódzkiej parafii prawosławnej przez 135 lat swego istnienia oraz wiernych, którzy poprzez swoją modlitwę i ofiarę wspomagali i nadal wspomagają istnienie świątyni i tutejszej wspólnoty prawosławnej.

- Bardzo się cieszę, że mogłem uczestniczyć w tych dzisiejszych uroczystościach. – mówi abp Grzegorz Ryś, metropolita łódzki. – Cieszy mnie ta łódzka tradycja jedności Kościołów, która nie jest okazyjna, ale trwała – codzienna. W czasie liturgii, w której uczestniczyłem ucieszyła mnie obecność małych dzieci przynoszonych do Komunii świętej oraz starszych, które już same przychodziły. To oznacza, że ten Kościół żyje i będzie żył. To oznacza, że chrześcijaństwo nie skończy się w naszym pokoleniu, ale będzie przekazywane. To jest to, co jest istotą naszej wiary. – podkreślił łódzki pasterz.

Po zakończeniu liturgii odbyła się procesja, w czasie której niesiona była ikona z wizerunkiem św. Aleksandra Newskiego – patrona łódzkiej Cerkwi, a po jej zakończeniu wręczono odznaczenia i medale dla zasłużonych, dla łódzkie społeczności prawosławnej.

Tuż przed zakończeniem uroczystości metropolita Sawa dziękując za obecność arcybiskupowi łódzkiemu wręczył mu prawosławny krzyż pektoralny, a przy tym powiedział – to wyjątkowy dar, którego metropolicie inni będą zazdrościć, ale niech zazdroszczą. Proszę go nosić i pamiętać o nas! – zaznaczył zwierzchnik polskiego Prawosławia.

- Jestem trochę onieśmielony, bo metropolita Sawa sprezentował mi krzyż biskupi. – mówi abp Ryś. - Pewnie będę go wkładał wyłącznie na jakieś uroczyste wydarzenia, ale na pewno będę go nosił w tygodniu ekumenicznym, i w tych wszystkich momentach, w których otwieramy się bardzo na testament Pana Jezusa, na tę ostatnią modlitwę z wieczernika – modlitwę o jedność. Dziękuję za ten krzyż, będzie on dla mnie wielkim przynagleniem do wszelkiego dążenia do jedności braci i sióstr chrześcijan. – dodał metropolita łódzki.

Łódzka parafia prawosławna jest parafią katedralną, w której rezyduje biskup stojący na czele Diecezji Łódzko - Poznańskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem