Reklama

Strażackie dziedzictwo w Działoszycach

2019-04-30 09:16

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 18/2019, str. 1, 3

Arch. A Kołpak
Historyczne zdjęcie z początków działoszyckiej straży

Nie ma chyba w diecezji kieleckiej parafii czy gminy, w której zabrakłoby strażaków. Druhowie strażacy są wierni swej misji – ratowania życia i mienia ludzkiego zagrożonego pożarem czy inną klęską, mają swoje tradycje, swój charyzmat i patrona – św. Floriana, którego czczą 4 maja. Wiele strażackich jednostek sięga swą historią w czasy odzyskanej niepodległości lub wcześniej. Tak jest w Działoszycach, gdzie straż pożarna powstała w 1908 roku.

Rodzinna tradycja

Andrzej Kołpak, emerytowany nauczyciel z Działoszyc, tradycje strażackie ma, rzecz można, we krwi, gdyż strażakami byli zarówno jego dziadek, jak i ojciec. – Mój ojciec Jan był wieloletnim prezesem OSP w Działoszycach, strażakiem był brat, zapisałem się i ja, miałem bodaj 16 lat – wspomina. – Jeździło się do pożarów przeważnie w nocy, zabudowa była w dużym stopniu drewniana, pokrycie strzechami i zagęszczenie budynków powodowały błyskawiczne rozprzestrzenianie się ognia. Nieraz jeździło się noc w noc, a rano trzeba było wstać do pracy – wspomina Andrzej Kołpak. Tradycje strażackie zapoczątkował w rodzinie dziadek – Stanisław Kołpak. I strażackie, i pedagogiczne, bo dziadek był kierownikiem szkoły w Działoszycach, podobnie jak jego wnuk. – Po studiach wróciłem do Działoszyc, uczyłem matematyki, fizyki, informatyki w Zespole Szkół w Działoszycach, no i byłem w straży – opowiada.

Patronem strażaków jest św. Florian i jak Polska długa i szeroka, strażacy mają 4 maja swoje święto, zawsze z Mszą świętą. Tak jest i w Działoszycach. Pierwszy kościół działoszycki, fundowany w 1220 r. przez bp. Iwo Odrowąża nosił wezwanie św. Floriana.

Reklama

Św. Florian od strażaków

Św. Florian – żołnierz i męczennik, jest czczony jako patron podczas klęsk pożaru, powodzi i sztormów oraz patron strażaków. Kult w Polsce sięga genezą w XVI wiek, kiedy pożar strawił krakowski Kleparz. Ocalała jedynie wystawiona na Kleparzu okazała świątynia, właśnie z relikwiami św. Floriana. Florian z Lauriacum urodził się ok. 250 roku w Zeiselmauer (Dolna Austria). W młodym wieku został dowódcą wojsk rzymskich, stacjonujących w Mantem, w pobliżu Krems (obecnie w północno-wschodniej Austrii). Był chrześcijaninem. Podczas prześladowania chrześcijan przez Dioklecjana został aresztowany wraz z 40 żołnierzami i przymuszony do złożenia ofiary pogańskim bóstwom. Był torturowany – biczowany, kaleczony żelaznymi hakami. Ostatecznie uwiązano kamień u jego szyi i zatopiono go w rzece Enns. Miało się to stać 4 maja 304 r.

Nad jego grobem wystawiono z czasem klasztor i kościół benedyktynów, objęty potem przez kanoników laterańskich. Do dziś St. Florian jest ośrodkiem życia religijnego w Górnej Austrii. Św. Florian jest patronem archidiecezji wiedeńskiej.

W roku 1184 na prośbę księcia Kazimierza Sprawiedliwego, syna Bolesława Krzywoustego, Kraków otrzymał relikwie św. Floriana. W delegacji odbierającej relikwie miał się znajdować także bł. Wincenty Kadłubek.

Zawsze warta przy Grobie Chrystusa

Święto patronalne oraz inne strażackie święta w Działoszycach ilustrują czarno-białe fotografie, których Andrzej Kołpak ma piękną, starannie zdygitalizowaną kolekcję: strażacy podczas akcji, uroczystości państwowych, jubileuszy, w kondukcie żałobnym zmarłego druha, podczas procesji Bożego Ciała. – Nawet w PRL jakoś udawało się straży podtrzymać tradycję współpracy z Kościołem. Zawsze trzymaliśmy wartę przy grobie Chrystusa, byliśmy na rezurekcji, w uroczystość 15 sierpnia czy w Boże Ciało – wspomina A. Kołpak. Straż angażowała się także w różnego typu akcje społeczne, pomagała w budowach, niosła ratunek przy klęskach żywiołowych. Tak jest nadal, choć działoszycka ekipa OSP nie jest już tak liczna jak niegdyś. Należy do niej 30 osób, z czego czynnych i po szkoleniach jest zaledwie 10 druhów. Główne akcje dzisiaj? – Wypalanie traw, to prawdziwa plaga, pomimo apeli w mediach. Z kolei lekki samochód jest wysyłany do wypadków drogowych. Działoszycka jednostka OSP należy do Krajowego Systemu Ratownictwa Gaśniczego, co znacznie ułatwia np. doposażenie w sprzęt specjalistyczny.

Wśród kolekcji Andrzeja Kołpaka – prawdziwy rarytas – metalowe matryce, które stały się bazą dla ilustracji zamieszczonych w broszurce pt. „50 lat pracy Ochotniczej Straży Pożarnej w Działoszycach”. Wykonał je nieżyjący już artysta, Witold Woźniakowski.

Skąd wzięła się straż w Działoszycach? Z pilnej potrzeby, pomimo trudności powołania tego rodzaju formacji w czasach zaborów. Kolejne pożary nasilały tę potrzebę, ot choćby jak ten w 1902 r., który zniszczył całkowicie miasteczko. Ocalał tylko kościół z plebanią i kilka sąsiednich domów. Powstał przypadkowo, w którymś z żydowskich domów, rozprzestrzeniał się błyskawicznie „wypalając miasto do gołej ziemi (…), zamieniając je w pogorzelisko, stertę popiołu”. Przekonanie, że donoszenie wody do pożaru w wiadrach i konewkach to przeżytek – że potrzebna jest fachowa organizacja do walki z żywiołem, zdeterminowały do działania grupę mieszkańców.

Ponad sto lat temu

Sprawę w swoje ręce przejmują społecznicy i komitet organizacyjny (liczy 71 osób, wśród nich Polacy i Żydzi, którzy w tamtym okresie stanowili blisko 80 procent działoszynian). W 1908 r. następuje wybór pierwszego zarządu straży ogniowej. Jej kierownictwo boryka się z wieloma problemami, np. z dopływem środków finansowych, zakupem sprzętu, rekrutacją, ale pierwsze szeregi strażaków liczą już 90 członków. Sygnałem do ćwiczeń i pożarów była trąbka, a jej pierwszym trębaczem – Jakub Wasserman. W 1911 r. jest już w Działoszycach 120 strażaków, a w 1913 r. mają oni już swoją siedzibę – murowany budynek. Remiza szybko staje się miejscem ożywienia kulturalnego i artystycznego, to tutaj skupia się amatorski teatr czy grupy śpiewacze. I wojna światowa przerywa czas dobrej prosperity działoszyckiej straży, ale po odzyskaniu niepodległości otwierają się nowe perspektywy. Byli żołnierze strażacy po powrocie z frontu do domów zamieniają tylko mundury, wnosząc dyscyplinę i doświadczenie bojowe. 4 maja 1917 r. działoszyccy strażacy przeżyli uroczystość poświęcenia sztandaru. Lata historii straży w Działoszycach wypełnia bardzo długa lista nazwisk zaangażowanych druhów i prezesów jednostki, osób odpowiedzialnych za konkretne odcinki pracy. Pozostali na fotografiach, dumni, w pięknych galowych mundurach.

Trzeba wspomnieć jeden z najbardziej krytycznych dni w historii miejscowej straży i Działoszyc w ogóle – 22 maja 1937 r., dzień klęski powodzi wskutek oberwania chmury. Nurt wody zatopił 28 domów, uszkodził 130 budynków, uśmiercił sześciu Żydów. Równie tragiczne starty odnotowano w pobliskich Jukubowicach. Strażacy byli w każdy dotkniętym żywiołem miejscu; ewakuowali ludność i zwierzęta, organizowali kuchnię polową, wydawali bezpłatne posiłki i odzież. Narażali życie – zdali egzamin. Dotąd w Działoszycach pamięta się tamten tragiczny czas. II wojna światowa to kolejny tragiczny i bolesny etap – działalność konspiracyjna, ukryta, pomimo tego, że okupant wykorzystuje straż do własnych celów. Strażacy ratują sprzęt przed rabunkiem, w remizie ukrywają pomnik Tadeusza Kościuszki, chronią swój sztandar.

W dziejach działoszyckiej straży mogłyby się zapewne odnaleźć bliźniaczo podobne jednostki z wielu gmin, powiatów, parafii, gdzie 4 maja kapelani razem z druhami podziękują Bogu za miniony rok, będą prosili o ustrzeżenie przed klęskami – bo ogień to groźny żywioł. Dziękujemy strażakom za ich służbę.

Tagi:
straż pożarna

Reklama

Strażak to człowiek z powołaniem

2019-08-27 12:56


Edycja szczecińsko-kamieńska 35/2019, str. 2-3

Z nadbrygadierem Jackiem Staśkiewiczem – zachodniopomorskim komendantem wojewódzkim Państwowej Straży Pożarnej w Szczecinie – rozmawia ks. Robert Gołębiowski

Ks. Robert Gołębiowski
Nadbrygadier Jacek Staśkowiak

KS. ROBERT GOŁĘBIOWSKI: – Czy mógłby Pan Generał przedstawić Czytelnikom „Niedzieli” przebieg swojego zawodowego doświadczenia, które 4 maja br. ukoronowane zostało nominacją generalską?

NADBRYG. JACEK STAŚKIEWICZ: – Moje rodzinne strony to Lipno w województwie kujawsko-pomorskim. Na ścieżkę strażacką namówił mnie mój szwagier, który był studentem Szkoły Głównej Służby Pożarniczej. W 1987 r. zdałem egzaminy i przez 5 lat uczyłem się w Warszawie. Pod koniec studiów przyjechał Henryk Walasek, który był naczelnikiem Wydziału Operacyjnego Komendy Wojewódzkiej w Szczecinie, i namawiał nas do pracy właśnie tutaj, co zaowocowało tym, że 9 absolwentów przybyło do województwa, wówczas szczecińskiego. Najpierw od 1992 do 1994 r. pracowałem w Komendzie Rejonowej PSP w Szczecinie, następnie w Komendzie Wojewódzkiej byłem zastępcą H. Walaska, a w 1996 r. zostałem naczelnikiem Wydziału Planowania Operacyjnego. Po reformie administracyjnej w 1999 r. zostałem komendantem powiatowym w Policach. Przepracowałem tam 3 lata, by przez kolejne 14 lat pełnić funkcję komendanta miejskiego w Szczecinie. Ponad 3 lata temu, 16 stycznia 2016 r. zostałem powołany na obecne stanowisko zachodniopomorskiego komendanta wojewódzkiego PSP i 4 maja br. w Warszawie z rąk prezydenta RP Andrzeja Dudy odebrałem nominację generalską. Traktuję tę nominację jako nobilitację dla całego środowiska strażackiego naszego województwa, w dowód uznania za osiągnięcia naszych strażaków i wielki profesjonalizm służby.

– Strażak to jeden z zawodów mundurowych, o których mówi się: trzeba mieć powołanie! Jak to było w Pana przypadku?

– W moim przypadku nie było chłopięcej fascynacji tym zawodem. Mój kolega z liceum grał w orkiestrze strażackiej, ja w Lipnie widziałem strażaków przy różnych okazjach, ale tak naprawdę dopiero mój szwagier otworzył mi serce na piękno służby strażackiej, czego oczywiście nie żałuję. Mam ścisły, techniczny umysł i bardzo odpowiadał mi profil studiów: zajęcia z matematyki, fizyki, chemii, a potem z zawodowych przedmiotów dotyczących sprzętu, hydrauliki, wytrzymałości materiałów, budownictwa, lasów, struktury ochrony przeciwpożarowej, elektromechaniki. Niewątpliwie decydującym motywem była chęć służby ludziom, poświęcenia się dla nich w tych czasem dramatycznych sytuacjach życiowych.

– Na czym polega etos pracy strażaków? Słynne jest stwierdzenie: „Bogu na chwałę, ludziom na pożytek”.

– Na pierwszym miejscu trzeba mocno podkreślić chęć pomagania ludziom i to bezinteresownie. Strażak to człowiek nieustannej służby i przede wszystkim gotowości, by o każdej porze zostawić wszystko i walczyć o życie ludzkie. Patrząc chociażby na strażaków – ochotników trzeba podkreślić dumę z ich heroicznych postaw dostrzeganych w czasie akcji, bardzo często wśród najbliższych, znajomych, sąsiadów. Jest w tym także satysfakcja, że ocalone zostało życie, a także dobytek materialny. Warto dodać, że w naszym województwie służy ponad 16 tys. strażaków ochotników w ponad 450 jednostkach, w tym 194 są włączone do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego.

– Ważną rolę w pracy strażaków odgrywają kapelani. Jaki jest ich zakres posługi i jakie ma Pan Generał doświadczenia w kontaktach z nimi?

– Ich posługa ma ważne znaczenie dla całokształtu życia strażaków. Mamy kapelana wojewódzkiego ks. bryg. Ryszarda Szczygła, kapelana diecezjalnego ks. kan. Waldemara Szczurowskiego, kapelanów powiatowych i często nie ogłoszonych, ale i także gminnych. Poza zasadniczą posługą dotyczącą chociażby celebracji Mszy św. podczas wielu uroczystości strażackich, kapelani mają także do spełnienia istotną funkcję duchową w postaci wsparcia w różnych momentach życia, jak również wnoszenia radości do strażackiej służby, a także sprawowanie opieki duchowej nad członkami OSP i ich rodzinami. W wielu przypadkach kapelani niosą także pomoc psychologiczną w różnorodnych sytuacjach.
Do tego wszystkiego należy dodać nieocenioną pomoc, jaką niosą strażacy we własnych parafiach: czy to czuwając przy Bożym Grobie, czy przy procesjach, czy pomagając podczas festynów, ale także przy różnych pracach remontowych i porządkowych.

– Bardzo cenną stała się inicjatywa ustanowienia Zachodniopomorskiego Krzyża św. Floriana. Powstała Kapituła z Panem jako przewodniczącym. Jakie są statutowe założenia tejże kapituły?

– Jest to niezwykle cenne odznaczenie, którego brakowało w naszej rzeczywistości. Zostałem poproszony, by przewodniczyć kapitule i z przyjemnością przyjąłem tę funkcję. Odznakę Zachodniopomorski Krzyż św. Floriana nadaje się strażakom oraz innym osobom fizycznym zasłużonym dla pożarnictwa oraz pełniącym godną służbę dla społeczeństwa. Odznakę można nadawać również jednostkom ochrony przeciwpożarowej oraz innym organizacjom zasłużonym w służbie innemu człowiekowi. Forma krzyża jest oparta na krzyżu maltańskim. Ramiona w kolorze błękitu rozszerzają się od środka i są rozwidlone na końcach. Symbolika odznaki: to cztery ramiona, które symbolizują cztery cnoty – wierność, honor, wstrzemięźliwość i przezorność. Barwy: czerwień (płomień) oraz błękit (na ramionach krzyża) symbolizują żywioły, do walki z którymi powołani zostali strażacy. Czerwień symbolizuje ogień, zaś barwa błękitna wodę. Dotychczas wręczono 5 złotych krzyży, 74 srebrne, a także zostało odznaczonych 15 sztandarów.

– Niebawem, bo 21 września odbędzie się I Pielgrzymka Strażaków do sanktuarium Pana Jezusa Ukrzyżowanego i Matki Bożej Bolesnej w Kamieniu Pomorskim. Czy mógłby Pan Generał zaprosić brać strażacką na te ważne uroczystości?

– Będzie to pierwsza wojewódzka pielgrzymka zarówno strażaków zawodowych, jak i ochotników. O godz. 11 odprawiona zostanie Msza św., a przed Eucharystią odbędzie się jeszcze odznaczenie najstarszych strażaków Zachodniopomorskim Krzyżem św. Floriana. Po Mszy św. będzie miał miejsce festyn strażacki przed ratuszem. W programie znajdą się: prezentacja wozów bojowych, m.in. jedynego w Europie podnośnika oraz zabytkowych wozów bojowych z lat 1946-50, prezentacja psów tropiących na służbie OSP Wołczkowo, szkolenie w udzielaniu pierwszej pomocy (za szkolenie zdający otrzyma czujki tlenku węgla). Będzie to także doskonała okazja do wzajemnej integracji wszystkich strażaków. Zapraszam serdecznie!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Projekt KOSTKA - szansą na zmianę nastawienia do Kościoła

2019-09-18 08:18

Damian Krawczykowski /Niedziela

Projekt KOSTKA to nieprzeciętne wydarzenie na mapie chrześcijańskich eventów. Już od kilku lat gromadzi tysiące młodych (i nie tylko młodych) osób - najbliższa edycja już w nadchodzących weekend - 20-22 września. Specjalnie dla Tygodnika Katolickiego "NIEDZIELA" - wywiad z ks. Adamem Gacą - jednym z organizatorów Projektu KOSTKA

projektkostka.pl
Logo tegorocznej edycji Projektu KOSTKA

Oni nie boją się mówić o Bogu wprost ze sceny, modlić się głośno i być przy tym radosnymi i po prostu sympatycznymi ludźmi. - tak tegoroczne gwiazdy Projektu KOSTKA - Luxtorpedę, Exodus 15, Anatoma, Muode Koty oraz Lucasa Vuitton opisuje ks. Adam.

Damian Krawczykowski: Czy w czasach gdy w muzyce popularnej panuje moda na lekkie teksty, przesiąknięte próżnością i szybkim życiem warto organizować chrześcijańskie festiwale takie jak Projekt KOSTKA?

Ks Adam Gaca: Jeśli tak jest, to tym bardziej trzeba organizować takie festiwale! Wydaje mi się, że na tym polega praktyczna realizacja słów św. Pawła „zło dobrem zwyciężaj”. Podczas Projektu Kostka w Złotowie staramy się eksponować dobry, pozytywny przekaz, którego naprawdę nie brakuje. A wyróżniamy się tym, że w skali kraju to jedyny festiwal hip-hopu chrześcijańskiego.

DK: A nie boicie się, że ludzie zaczną Was szufladkować, typu: „Skoro to chrześcijański festiwal to musi tam być nuda, nie jadę!”

ks AG: Poniekąd już tak jest, ale nie ma co się tym przejmować. Przecież chyba wszyscy wiedzą, że organizatorem jest parafia prowadzona przez misjonarzy Świętej Rodziny. Myślę, że bardziej powinniśmy dbać o to, żeby za bardzo się nie przypodobać trendom współczesności. Względnie łatwo jest zrobić show, a o wiele trudniej połączyć show z Ewangelią. To trochę karkołomne zadanie, ale chyba właśnie dlatego tak ciekawe i fascynujące!Sama nazwa „Projekt Kostka”miała z założenia nie kojarzyć się tak „kościelnie”. Wzięła się od nazwiska patrona młodzieży, św. Stanisława Kostki. W ogóle uważam to za dość uniwersalny sposób ewangelizacji – treść religijną, duchową ubrać niejako w język współczesności. Patrząc z tej perspektywy śmiało można nazwać nasze wydarzenie formą nowej ewangelizacji. Ciągle poszukujemy nowych dróg i środków. W przypadku tegorocznej edycji warto powiedzieć np. o aplikacji mobilnej „Projekt Kostka”, która zawiera terminarz, opisy gwiazd i mapę.

DK: Czy muzyka dociera dziś do młodych? Czy da się nią przekazać coś więcej niż tylko dźwięk i melodyjne słowa refrenu?

ks AG: Jestem głęboko przekonany, że tak. To środek, który od zawsze miał wielką moc oddziaływania na ludzi. Postrzegam tę formę przekazu jako pomost pomiędzy tym, co zewnętrzne, zmysłowe, a tym, co duchowe. Jesteśmy tym, czym się karmimy, a więc karmienie się dobrem pomnaża w nas dobro. Dlatego w tym roku zaprosiliśmy do Złotowa rockową LUXTORPEDĘ i uwielbieniowy EXODUS 15, poza tym Muode Koty, Anatoma i Lucasa Vuittona – laureata zeszłorocznego PK HIP-HOP FESTIWAL. Oni nie boją się mówić o Bogu wprost ze sceny, modlić się głośno i być przy tym radosnymi i po prostu sympatycznymi ludźmi.

DK: Muzyka z wartościami chrześcijańskimi może zachęcić młodych do zmiany swojego (często negatywnego) nastawienia do Kościoła?

ks AG: Oczywiście! I nie chodzi tylko o muzykę, ale o całość wydarzenia. Nie da się tego „zmierzyć” bezpośrednio, ale dla mnie sukcesem jest już, jeśli ktoś spojrzy bardziej przychylnym okiem na księdza czy w ogóle na osobę wierzącą, zamiast popadać w powtarzane bezmyślnie stereotypy. Wierzę w wielką moc przyciągania dobra. A jest to świetna okazja, aby zobaczyć chrześcijan czyniących dobro – radosnych, bawiących się, pomagających sobie. Przy „Projekcie Kostka” zaangażowany jest cały sztab wolontariuszy, liderów, grafików, fotografów, ponadto dziesiątki sponsorów, firm i różnych instytucji. To daje silne poczucie wspólnoty i bardzo przyciąga.

DK: Czy Projekt KOSTKA jest festiwalem tylko dla tych już stałych katolików, czy powątpiewający, lub szukający swojego miejsca też się w nim odnajdą?

ks AG: Z założenia pragniemy zainteresować wszystkich i stąd dobór gwiazd pozwala, aby każdy znalazł coś dla siebie, także ten, komu daleko do Pana Boga. A czasem przy okazji usłyszane słowo Ewangelii czy świadectwa może wzrosnąć w sercu, przemienić i wydać owoc… O to się modlimy.

DK: Dzięki serdeczne za rozmowę!

ks AG: Dziękuję!

szczegóły i program festiwalu na stronie: projektkostka.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

V. Messori: Kościół to nie firma, nie upadnie. Chrystus go nie opuści!

2019-09-18 17:03

vatcannews / Rzym (KAI)

„Wielu katolików jest zaniepokojonych, a nawet zrozpaczonych. Jako człowiek wierzący, chciałbym przypomnieć, że Kościół to nie firma, międzynarodowa korporacja czy państwo. A zatem nie może upaść” – powiedział Vittorio Messori. Czołowy katolicki apologeta, współtwórca książkowych wywiadów z kard. Ratzingerem, odniósł się do kryzysu we współczesnym Kościele.

Tama66/pixabay.com

Przyznał on, że powodów do zmartwień nie brakuje. Niepokój budzą na przykład niejasności związane z Synodem Biskupów o Amazonii. Szerzy się zamęt, ludzie są zdezorientowani. Messori przypomina jednak, że Kościół należy do Chrystusa, który kieruje nim z mądrością. „Myślę, że na koniec Ojciec zainterweniuje. Bóg przekracza nasze ograniczone możliwości postrzegania” – dodał włoski pisarz w wywiadzie dla portalu La Fede Quotidiana.

Niepokoi go natomiast narastający w Kościele konformizm. „Mówi się, że żyjemy w Kościele miłosierdzia, otwartego dialogu i szczerości, a zarazem wielu kardynałów i biskupów boi się podzielić swymi obawami”. Messori wspomina, że kiedy on sam postanowił się kiedyś podzielić swymi wątpliwościami na łamach dziennika Corriere della Sera, spotkały go za to obelgi i ostry atak ze strony niektórych katolickich mediów. Powstał nawet komitet, który domagał się, aby ten mediolański dziennik zerwał z nim współpracę. „Jestem zatem zaniepokojony, ale nie zrozpaczony. Chrystus nie opuści swego Kościoła” – dodaje na zakończenie włoski pisarz i apologeta.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem