Reklama

Pogadaj z Ojcem

2019-07-10 09:40

Andrzej Siwiecki
Niedziela Ogólnopolska 28/2019, str. 18-21

©Drobot Dean – stock.adobe.com

Moje wspomnienia dotyczące modlitwy sięgają pacierza odmawianego pod czujnym okiem babci. Dzień w dzień. Przecież jego znajomość i jeszcze paru innych modlitw była przepustką do Pierwszej Komunii Świętej. Tak było do czasu, gdy na zbiórce ministranckiej ksiądz zachęcał nas, abyśmy w ramach wieczornej modlitwy czytali Pismo Święte.

Modlitwa

Dziś, po latach, kiedy myślę o tym, jakie miejsce zajmuje w moim życiu modlitwa, od razu rodzi się pytanie, kim dla mnie jest Bóg? I nie chodzi tutaj o to, aby wyrecytować właśnie katechizmową formułkę: „Bóg jest Duchem nieskończenie doskonałym, Stworzycielem nieba i ziemi”. Tak, On Nim jest. Niezależnie od tego, co o Nim myślimy. Ale kim jest dla ciebie? Czy macie o czym ze sobą rozmawiać?

Dla mnie jest Ojcem. Dzieliłem się tym doświadczeniem dwa lata temu w tekście „Z pamiętnika ojca i syna”. I nic się w tym względzie nie zmieniło. Choć jest po trzykroć „Święty i Nieśmiertelny” to jednak jest moim Ojcem, który jest żywo zainteresowany tym, co się u mnie dzieje. O czym z Nim rozmawiam? O wszystkim.

Reklama

Skargi

Kiedy któreś z moich dzieci woła: „Ta-to!", nie zdążę czasem zapytać o co chodzi, a już słyszę potok słów. Najczęściej są to dobrze nam znane z własnego doświadczenia słowa skargi i prośby o ratunek. A kiedy proszę, aby domniemany winowajca do mnie przyszedł, to słyszę, jak pokrzywdzony z satysfakcją go informuje: „Masz przyjść do taty!”.

Ja również skarżę się na modlitwie. Pewnego razu mocno poirytowany udałem się do kościoła wylać swój żal. Podczas Komunii św., niedaleko mnie, uklęknął sprawca owej irytacji. Okazało się, że Pan Bóg również jego „wezwał” na rozmowę. I dotarło do mnie wtedy, że oboje jesteśmy Jego ukochanymi dziećmi. I co On ma teraz z nami zrobić? Przecież zależy Mu na wszystkich dzieciach.

Wspólnota

Rodzina i Kościół są wspólnotą. Są chwile, kiedy ta wspólnota gromadzi się na modlitwie. Pewien rytuał, porządek ułatwia nam to wspólne przebywanie z Bogiem. Można by za Orygenesem powiedzieć, że w naszym domu „łupiemy orzechy”. Według Orygenesa Słowo Boże jest jak orzech: warstwa językowa to łupina, nauka moralna to skorupa, owocem zaś jest nauka duchowa. Siadamy więc wieczorem przy zapalonej świecy (jest ustalona kolejka jej zapalania i gaszenia), jedno z dzieci czyta Ewangelię z dnia, a potem o niej dyskutujemy. Co nasz Bóg Ojciec „schował” dla nas w tym Słowie.

I tu już nie ma znaczenia, kto jest starszy, kto młodszy. Kiedyś zeszliśmy w dyskusji na temat piłki nożnej. I postawiłem pytanie: Każda z drużyn modli się o zwycięstwo. Co ma w takiej sytuacji zrobić Pan Bóg? Syn zaskoczył mnie odpowiedzią: „Pan Bóg daje im piłkę”.

I tak jak o sile drużyny decydują indywidualne umiejętności, tak we wspólnocie każdy ma też swoją osobistą relację z Bogiem. Tu staram się i tego też uczę moje dzieci, aby oprócz wyuczonych modlitw prowadzić luźną rozmowę z Bogiem Ojcem. Zdziwił się mój syn, gdy zaproponowałem mu po przyjęciu Pierwszej Komunii Świętej, aby pogadał z Jezusem. Tak po prostu, aby nie szukał jakiejś najlepszej na tę chwilę modlitwy, tylko powiedział Mu o tym, co w tej chwili czuje, co myśli.

Przebaczenie

Podziwiam Boga Ojca za to, że jak mówi papież Franciszek, „nie męczy się przebaczaniem”. Śmiem nawet twierdzić, że nie męczy się rozmawianiem z nami. I tak jak nie ma grzechu, którego nie mógłby nam przebaczyć, tak samo nie ma tematu, o którym by z nami nie pogadał. Warto więc korzystać z tej możliwości.

Tagi:
stypendyści Niedziela Młodych

Opole uwielbia

2019-08-21 11:24

Beata Włoga
Niedziela Ogólnopolska 34/2019, str. 40-41

Na początku była myśl, dlaczego by nie zorganizować koncertu uwielbienia będącego uwieńczeniem uroczystości Bożego Ciała, podobnie jak robi to Rzeszów. Było też pragnienie serca, by modlić się za ludzi młodych...

Michał Banaś
Od 10 lat śpiewają na chwałę Pana

Ksiądz Eugeniusz Ploch, wówczas ojciec duchowny w Wyższym Seminarium Duchownym w Opolu, pragnienie i pytania przekuł w działanie. I tak po raz pierwszy w diecezji opolskiej w 2010 r. z jego inicjatywy i z pomocą raciborskiego zespołu Przecinek odbył się I Koncert Uwielbienia. Była to też doskonała okazja, by oficjalnie rozpocząć w diecezji zorganizowaną modlitwę za młode pokolenie.

Z błogosławieństwem pasterza

Biskupowi opolskiemu Andrzejowi Czai zależało, by parafie stały się Ogniskami Modlitwy za Młode Pokolenie. – W naszej diecezji w wielu parafiach przed codzienną Mszą św. jest odmawiany Różaniec – tłumaczy ks. Marcin Cytrycki, który dołączył do organizatorów koncertów rok później. – W jeden wyznaczony przez proboszcza dzień parafianie modlą się w intencji młodych ludzi. Ta modlitwa w wielu parafiach trwa do dziś – zapewnia ks. Marcin. Podobnie jest z modlitwą uwielbienia. Owocem opolskiego koncertu są m.in. wieczory uwielbienia, które odbywają się regularnie w kilkunastu parafiach diecezji opolskiej. Ci sami ludzie, którzy w wieczór uroczystości Bożego Ciała gromadzą się w Opolu, wracają do swoich domów i chcą dalej modlić się śpiewami uwielbienia.

Z pasją i miłością

Od początku organizatorom zależało, aby zespołowi towarzyszył chór. Przez pierwsze trzy lata zespół wspierały chóry młodzieżowe: Capricolium z Głuchołaz i Silesia Cantat z Głubczyc. – Później pojawiła się idea, aby więcej osób włączyło się w śpiew, dlatego zaprosiliśmy wolontariuszy. To było dobre posunięcie, dziś spora część chóru, ok. 40 osób, to stały skład, na nich zawsze można liczyć. Ci, którzy chcą z nami śpiewać, mogą zgłaszać się przez stronę: koncertuwielbienia.pl – wyjaśnia ks. Cytrycki. Wszyscy, którzy choć raz byli na koncercie uwielbienia, wiedzą, że to nie jest zwykłe śpiewanie. Tu ważny jest Ten, o którym się śpiewa i dla którego się śpiewa. – W naszych działaniach chcemy, by Pan Jezus był na pierwszym miejscu. Zawsze podkreślamy i pamiętamy, że to śpiew dla Niego, stąd #OpoleUwielbia, a słowo „koncert” bardzo świadomie od tego roku pojawia się dopiero w podtytule – tłumaczy ks. Marcin.

Wraz z nową grupą chórzystów wolontariuszy zrodził się pomysł warsztatów uwielbienia. To dwa (początkowo trzy) weekendy, kiedy śpiewający spotykają się i spędzają wspólnie czas nie tylko na nauce emisji głosu, artykulacji, próbach. To w pewnym sensie także duchowa formacja z modlitwą, konferencjami i Eucharystią, z uczeniem się, czym jest uwielbienie.

Za warsztatami i całym muzycznym przedsięwzięciem stoją profesjonaliści. Tak się złożyło, że za przygotowanie chóru przez lata odpowiedzialni byli absolwenci Akademii Muzycznej we Wrocławiu. Dziś chór prowadzi i przygotowuje Anna Sikora, doskonała dyrygentka młodego pokolenia, na co dzień współpracująca z Diecezjalnym Instytutem Muzyki Kościelnej w Opolu. W tym trudnym zadaniu pomaga jej Krzysztof Pytko, od lat zaangażowany muzycznie w wielu miejscach diecezji. Zespół muzyczny to grupa muzyków Opolskich Wieczorów Uwielbienia wspierana przez grupę filharmoników opolskich. Na co dzień profesjonalni muzycy współtworzący różne muzyczne projekty. Udowadniają, że katolicy mogą robić dobrą muzykę, ładnie zaaranżowaną, zagraną i zaśpiewaną. Oczywiście, zespół nie składa się z samych profesjonalistów, ale i z wolontariuszy śpiewających w chórze, którzy wkładają mnóstwo pracy, prywatnego czasu i serca, by robić to dobrze. Mało tego, zaproszeni do tworzenia koncertu są wszyscy przez wspólne uwielbianie Pana Jezusa, w czym pomaga tekst pieśni wyświetlany na telebimie. – Jedynym na widowni jest Pan Jezus! On jest tym, dla którego jest cały ten koncert. To właśnie dla Niego kilkumiesięczne przygotowania, dla Niego cały wysiłek tylu młodych ludzi, dla Niego tak wielkie przedsięwzięcie – mówią inicjatorzy wydarzenia.

Ludzie i idea

Za każdą ideą stoją konkretni ludzie. Opole Uwielbia to przede wszystkim jego pomysłodawca i organizator – ks. Eugeniusz Ploch, obecnie proboszcz parafii Ducha Świętego w Winowie i członek Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji przy KEP; to również ks. Marcin Cytrycki, proboszcz parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Gosławicach, były duszpasterz akademicki w DA Resurrexit. W tym roku do zespołu dołączył obecny duszpasterz akademicki ks. Łukasz Knosala. Ważna postać w ekipie to Piotr Kotas, kompozytor i aranżer, pieśni znane i śpiewane od wieków w jego aranżacjach są w nowy sposób odczytywane i odbierane.

Wielu, którzy tworzą Chór Corpus Christi i zaczynali jako młodzi ludzie, dziś dalej przyjeżdża i śpiewa dla Boga, choć ich życie prywatne mocno się zmieniło od pierwszego koncertu zagranego w parku AK w Opolu 10 lat temu. Często mają mężów, żony, dzieci – i w Boże Ciało przyjeżdżają do Opola, by wielbić Boga.

Owoce

Sara Nestorowicz, która przez wiele lat dyrygowała chórem, od trzech lat współtworzy koncert uwielbieniowy we Wrocławiu – wNieboGłosy. Swojego męża Michała poznała właśnie podczas warsztatów w Opolu. Arkadiusz Wiertelak też zaczynał w Opolu, dziś jest kierownikiem artystycznym, aranżerem i głównym organizatorem Zielonogórskiego Koncertu Uwielbienia. Marek Kudra, który pomagał przy kilku edycjach opolskiego koncertu, dziś jest prężnie działającym dyrygentem muzyki klasycznej.

– Opolskie doświadczenie przenoszone jest na dalszy grunt. To bardzo cieszy – przyznają zgodnie księża Marcin i Eugeniusz. W Polsce coraz więcej miast organizuje koncert na kształt Jednego Serca Jednego Ducha z Rzeszowa. Zwłaszcza młodzi ludzie chcą manifestować swoją wiarę w Żywego Boga przez udział w wieczornych koncertach uwielbienia. Są one niczym zwieńczenie uroczystej procesji ulicami miast i wsi, gdzie publicznie wyznaje się wiarę w Boga ukrytego w Najświętszym Sakramencie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zwyczaje ważniejsze od Boga

2019-11-19 12:16

Bp Andrzej Przybylski
Niedziela Ogólnopolska 47/2019, str. 20

Przyjęliśmy pobożne tradycje i zwyczaje, a zgubiliśmy w nich żywego Boga

Agnieszka Bugała
To Bóg wymyślił małżeństwo i tylko On może je naprawić

Mamy dużo kościelnych zwyczajów. Największe rzesze przychodzą do kościoła wtedy, gdy coś się dzieje, i to takiego, z czym wzrastaliśmy niemal od dziecka. Jeszcze lepiej, kiedy to pobożne wydarzenie przedłużone jest biesiadowaniem. Bo jak tu nie iść do kościoła w Wielką Sobotę, kiedy święcą pokarmy? Jak nie pojawić się na Pasterce, kiedy tak nostalgicznie brzmią kolędy, i jak nie podzielić się opłatkiem, bez którego trudno sobie wyobrazić Wigilię? Lubimy, kiedy na Mszy św. sypią popiół na głowę, święcą palmy albo przykładają dwie świece do szyi, żeby leczyć choroby gardła. Podobnie jest z I Komunią św., chrztem czy sakramentem małżeństwa. Pierwszeństwo w przygotowaniu do tych najważniejszych spotkań z Bogiem mają rzeczy, które... z Bogiem niewiele mają wspólnego. Chyba każdy duszpasterz marzy dziś o tym, żeby zamiast o sukienkach i garniturach móc poważnie i wyczerpująco porozmawiać z rodzicami i dziećmi o prawdziwej obecności Boga w Eucharystii; żeby zamiast ustalać kwestię dekoracji kościoła móc z młodymi szczerze porozmawiać o małżeństwie i o tym, jak żyć, żeby działanie tego sakramentu nie skończyło się po kilku miesiącach. Nawet nie zauważyliśmy, jak zaczęło nam być wszystko jedno, czy mówimy o chrzcie czy o chrzcinach – a może nawet to drugie stało się ważniejsze niż sam sakrament? I pomyśleć, że wszystkie te zwyczaje powstały dzięki Bogu, dla Boga i ze względu na Niego. W Bogu są ich moc, skuteczność działania i całe piękno. Bóg był potrzebny, żeby zaistniały i nabrały rangi – a teraz można już Panu Bogu podziękować, bo my postanowiliśmy je sobie przywłaszczyć i zorganizować po swojemu. Przyjęliśmy pobożne tradycje i zwyczaje, a zgubiliśmy w nich żywego Boga.

W pewnej parafii podczas całodziennego wystawienia Najświętszego Sakramentu ktoś wykradł monstrancję z Panem Jezusem. Kiedy proboszcz z ogromnym bólem w sercu i ze łzami w oczach wzywał swoich parafian do modlitwy przebłagalnej za tę profanację, usłyszał dziwne pocieszenie jednej z parafianek: „Niech ksiądz tak nie rozpacza, wprawdzie monstrancja była ładna i bardzo droga, ale szybko złożymy się na nową!”. Zwyczaje stają się ważniejsze od samego Boga, a przecież one mają znaczenie tylko wtedy, kiedy dzięki nim spotykamy się z żywym Bogiem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież przesłał kondolencje po wypadku chilijskiego samolotu wojskowego

2019-12-11 17:37

kg (KAI/Vaticannews) / Watykan/Santiago

Na wieść o katastrofie samolotu wojskowego w Chile papież Franciszek przekazał ordynariuszowi wojskowemu Chile bp. Santiago Jaime Silva Retamalesowi wyrazy swej bliskości duchowej z narodem tego kraju i ze wszystkim rodzinami. W depeszy, podpisanej przez sekretarza stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolina, Ojciec Święty "modli się do Pana, aby zapewnił nadzieję w tej chwilipapież Franciszek pewności oraz aby wspierał prace poszukiwawcze i tych, którzy je prowadzą".

Grzegorz Gałązka

Na pokładzie samolotu C-130, należącego do chilijskich sił zbrojnych i lecącego na południe, w kierunku Antarktydy, znajdowało się 38 pasażerów, w tym 35 wojskowych i 3 osoby cywilne. Maszyna zniknęła z radarów wkrótce po wystartowaniu z lotniska w Punta Arenas na południowym skraju Chile, jej punktem docelowym miała być chilijska baza antarktyczna im. Prezydenta Eduardo Freia Montalva. Start odbył się w dobrych warunkach meteorologicznych, ale już po kilku minutach samolot zaczął zbaczać z trasy lotu, który miał trwać 4-5 godzin, ale był przygotowany na 8 godzin przebywania w powietrzu.

Gdy tylko zaczęły pojawiać się problemy z lotem, władze lotnictwa wojskowego oznajmiły, że doszło do "wypadku" i poprosiły o pomoc kraje, leżące najbliżej zdarzenia. Obecnie w poszukiwaniach, obejmujących rozległy obszar wokół Antarktydy, uczestniczy wiele państw.

Na konferencji prasowej rzecznik lotnictwa wojskowego Chile Claudio Alcázar ujawnił nazwiska wszystkich osób znajdujących się na pokładzie samolotu. Oznajmił też, że w poszukiwaniach biorą udział dwa statki handlowe, dwa okręty marynarki wojennej oraz 11 samolotów z Chile, Urugwaju i Argentyny, jak również wykorzystywane są zdjęcia z trzech satelitów (dwóch amerykańskich i jednego chilijskiego).

Chilijski minister obrony Alberto Espina przyznał, że nadzieje na znalezienie kogokolwiek żywego są bardzo małe. "Stosujemy wszelkie możliwe środki, ale panują złe warunki atmosferyczne" – oświadczył minister.

Z drugiej strony gen. Eduardo Mosqueira zauważył, że istnieje "odrobina nadziei na znalezienie żywych ludzi", gdyż samolot mógł wodować i miał na wyposażeniu dwa pontony, z których mogliby skorzystać pasażerowie. C-130 rozporządza ponadto systemem Elt, wskazującym stale na jego położenie satelitarne, który jednak, jak się wydaje, przestał działać. Jednocześnie generał wskazał, że w tym rejonie szaleją "wysokie fale dochodzące do sześciu metrów, uniemożliwiające działania okrętów, operujących w tej strefie".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem