Reklama

Kanada lubi Polaków

2019-07-24 11:32

Rozmawia Agnieszka Bugała
Niedziela Ogólnopolska 30/2019, str. 40-41

Agnieszka Bugała/niedziela

O naszych śladach w Kanadzie, trosce o zachowanie języka i powrotach Polaków do ojczyzny z konsulem generalnym RP w Kanadzie Krzysztofem Grzelczykiem rozmawia Agnieszka Bugała

AGNIESZKA BUGAŁA: – Mówi się, że gdyby Kanada nie istniała, lewica musiałaby ją sobie wymyślić. Przed budynkiem parlamentu w Ottawie powiewa wielka tęczowa flaga środowisk LGBT, taka sama wita nas na lotnisku w Toronto. W 2016 r. Kanadyjczycy zmienili słowa hymnu narodowego, aby pieśń stała się neutralna płciowo. Wciąż powracają protesty, że ustawa o eutanazji jest zbyt zachowawcza. Aborcja na zawołanie, wielokrotne aresztowania Mary Wagner, witanie uchodźców z otwartymi ramionami... Czy taka jest Kanada?

KRZYSZTOF GRZELCZYK: – Jestem przekonany, że ten obraz jest jednak bardziej zróżnicowany. W Ottawie odbywają się wielotysięczne marsze dla życia. Obserwuję też w Kanadzie ogromny szacunek dla flagi państwowej, podobnie jak w Stanach Zjednoczonych – powiewa ona wszędzie: na budynkach urzędów państwowych i przed nimi, przed fabrykami i centrami handlowymi, ale zdobi także wiele prywatnych posesji. Nastroje społeczne, tak jak w innych krajach, również się zmieniają, np. w ciągu ostatnich miesięcy w kilku prowincjach Kanady do władzy wróciła partia konserwatywna. Pamiętajmy też, że obok systemu szkół publicznych funkcjonuje z dużym powodzeniem system szkół katolickich. I to podatnik decyduje, na które szkoły są przeznaczone jego pieniądze.

– Interesuje mnie sposób działania polskich szkół w Kanadzie – są otwarte w soboty, nauczyciele dostają symboliczne wynagrodzenie, ale przekazują wiedzę w trosce o to, by ocalić w uczniach świadomość pochodzenia i nauczyć ich języka kraju przodków.

– Znam ich realia, bo jednym z głównych zadań konsula jest wspomaganie funkcjonowania polskich szkół w Kanadzie. Mamy jedną szkołę pod nadzorem polskiego Ministerstwa Edukacji Narodowej i przez nie finansowaną – to Szkolny Punkt Konsultacyjny przy Konsulacie Generalnym RP w Toronto, ale w sumie w moim okręgu konsularnym działają aż 54 szkoły polonijne. Wszystkie są społeczne, nauczyciele rzeczywiście uczą dzieci w soboty. Wielu z nich to zaangażowani społecznicy, a szkoły mają piękne tradycje – najstarsza polska szkoła w Kitchener obchodzi w tym roku 125-lecie istnienia. W moim okręgu konsularnym, który obejmuje również prowincje Manitoba i Saskatchewan, polskim szkołom nie jest łatwo. W Ontario system kanadyjski dofinansowuje polskie szkoły – pokrywa koszty wynajmu budynku i niewielkie honoraria dla nauczycieli. W tych szkołach dzieci uczą się języka polskiego, geografii i historii Polski. Jednak wnuki i prawnuki Polaków mieszkających od pokoleń w Kanadzie czują coraz mniejszą potrzebę chodzenia do szkół polonijnych, a to utrudnia szkołom sprawne funkcjonowanie. I to jest zupełnie inne zjawisko niż to, które obserwujemy np. w Wielkiej Brytanii, gdzie wcześniej byłem konsulem. Polonia jest tam tak samo liczna, a do polskiej szkoły uczęszcza 20 tys. dzieci – w Kanadzie niespełna 10 tys.

– Czy kanadyjska Polonia jest inna niż np. brytyjska?

– Zupełnie inna. Większość Polonii ma już obywatelstwo kanadyjskie, tylko niewielka liczba wyłącznie polskie. Dzieci tych, którzy przyjechali w latach 80., jeszcze chodziły do polskich szkół, ale wnuki już niekoniecznie. Nawet jeśli zawierane przez wnuki małżeństwa są polskie, to jednak w domu mówi się już po angielsku. Silnym polskim centrum jest Mississauga, gdzie mamy największą polską parafię – liczy aż 40 tys. wiernych. Kitchener, Guelph, Hamilton, Brampton, Milton – to miasta w okolicach Toronto, gdzie również jest dużo Polaków, jednak niewielu jest wśród nich nowych przybyszów. Ostatnia fala migracyjna przypadła na przełom lat 80. i 90. ubiegłego wieku, teraz na pobyt w Kanadzie decyduje się w ciągu roku tylko ok. tysiąca Polaków. Poziom życia w Polsce realnie się poprawił – to jeden z głównych powodów. Różnica między Polską i Zachodem maleje. Jeśli ktoś już jednak decyduje się na emigrację, to wybiera kraje Europy Zachodniej. Koszty życia, np. w Toronto, są bardzo wysokie i gdy dokona się przed wyjazdem uczciwej kalkulacji, to Kanada okazuje się dla Polaka, który ma otwarte granice, nie aż tak bardzo ekonomicznie atrakcyjna. Z punktu widzenia Polski to dobrze, że zmniejsza się liczba wyjazdów.

– A Pan, znając dobrze Kanadę, zaprasza młodych Polaków?

– W odwiedziny tak – to piękny kraj. Ja jednak przede wszystkim namawiam do powrotu do Polski, a konsulat w Toronto chętnie w powrotach pomaga. Na wszystkich spotkaniach z Polonią powtarzam: wracajcie, Polska jest już innym krajem, można tam żyć godnie, dobrze i bezpiecznie. Niemniej jednak muszę podkreślić doskonałą współpracę z instytucjami kanadyjskimi, z władzami Ontario, z samorządami, wojskiem, policją, uczelniami i szkołami. Polacy przez lata pracowali w kraju osiedlenia na swoją bardzo dobrą opinię, a to znakomicie przekłada się również na relacje między Polską i Kanadą.

– W sposobie, w jaki Pan pełni zadania konsula, najbardziej zachwycają mnie odszukiwanie śladów Polaków w Kanadzie i polityka historyczna. Gdy w marcu, z Pańskiej inicjatywy, wrócił do Polski samolot gen. Kazimierza Sosnkowskiego, byłam pod wrażeniem!

– Nie mnie należą się gratulacje, ale to ciekawa historia. Samolot o nazwie „Spirit of Ostra Brama” po wojnie znalazł się w Kanadzie i służył komercyjnie do 1970 r. Po latach porzuconym wrakiem zajęła się grupa kanadyjskich pasjonatów lotnictwa. Kiedy została odkryta wojenna historia samolotu, Kanada postanowiła przekazać go Polsce. W marcu na terenie bazy 17 Wing of Royal Canadian Air Force nastąpiło jego uroczyste przekazanie i potężnym samolotem transportowym wyruszył w swoją ostatnią misję z Winnipegu do Polski. Nietypowy ładunek – kadłub oraz wymontowane skrzydła samolotu DC3 z 1943 r. – przyleciał najpierw do Wrocławia. Był to Air Force 1 w Polskich Siłach Zbrojnych, używany w lotach inspekcyjnych przez Naczelnego Wodza – gen. Kazimierza Sosnkowskiego. Gratulacje należą się komandorowi Krzysztofowi Książkowi (attaché obrony RP w Ottawie) oraz Kanadyjczykom – to oni stoją za powodzeniem tej operacji.

– Jest Pan konsulem RP w Kanadzie od 2017 r. Co uważa Pan za swój największy sukces?

– Obok spraw ściśle konsularnych jest kilka takich, które są bardzo drogie mojemu sercu. To troska o zachowanie języka polskiego, promowanie polskiej kultury, przywracanie pamięci o historii Ojczyzny i jej bohaterach. Do sukcesów – i tu ukłon w stronę mojej żony, bo wiele z tych inicjatyw to jej pomysły – zaliczam projekt „Czytam po polsku”. Każde dziecko, które odbiera pierwszy polski paszport, otrzymuje wyprawkę czytelniczą, a w niej – symboliczną „pierwszą książkę” (np. „Lokomotywa i inne wesołe wierszyki”) oraz broszurę z podpowiedziami dla rodziców, jakie polskie książki proponować dzieciom na kolejnych etapach ich rozwoju. Są tam też adresy bibliotek, gdzie można znaleźć polską literaturę. Drugi projekt to „Noc w bibliotece” – zapraszamy z Polski autora książek dla dzieci i organizujemy dzieciom spotkanie z nim, warsztaty literackie oraz... wspólne nocowanie w bibliotece.

– A polskie ślady w Kanadzie, o których nie wszyscy wiedzą?

– Wciąż je odkrywam. Jakiś czas temu pan Herbert Niepalla, przedstawiciel pokolenia starszej Polonii, podszedł do mnie i powiedział: w Owen Sound w czasie II wojny światowej znajdował się obóz szkoleniowy dla polskich żołnierzy. Jest tam również drzewo, na którym polski żołnierz w 1942 r. wyciął bagnetem napis: „Jeszcze Polska nie zginęła”. Pojechałem do Owen Sound i pokazano mi je. Kanadyjczyk, który odkrył drzewo z napisem po polsku, wytyczył szlak turystyczny w ten sposób, aby znalazło się ono na popularnej wśród turystów ścieżce (a przez kanadyjskich historyków zostało uznane za tzw. Ontario Heritage Tree). Poprosiłem władze Owen Sound o zgodę na umieszczenie tablicy pamiątkowej, by podziękować w ten sposób za goszczenie polskich oficerów – w czasie wojny mieszkali w domach Kanadyjczyków.
Ale jest też miejsce, które Polonia zna od lat – to Camp Kościuszko w Niagara on the Lake. W czasie I wojny światowej, w latach 1917-18, byli tam szkoleni nasi żołnierze – nabór odbywał się wśród Polonii, głównie amerykańskiej, częściowo też kanadyjskiej. W sumie przeszkolono tam ponad 20 tys. żołnierzy, którzy po wysłaniu do Europy weszli w skład Armii gen. Hallera i walczyli, po przetransportowaniu do kraju, m.in. z bolszewikami. W Polsce mało kto wie o tym wkładzie Polonii w walki o wolność. O to miejsce Polonia dba od dawna – są tam groby 25 żołnierzy zmarłych w czasie szkolenia i ołtarz polowy, przy którym sprawowana jest Msza św. w czasie corocznej pielgrzymki. Wiedziała Pani, skąd Haller wziął taką armię?

– Nie...

– A widzi Pani, ja się dowiedziałem dopiero w Kanadzie, w czasie szukania polskich śladów...

Tagi:
Polonia Kanada

Ameryka Północna: 1600 miast wzięło udział w "łańcuchu życia"

2019-10-07 18:13

azr (KAI) / Waszyngton

W minioną niedzielę mieszkańcy 1600 miast w Stanów Zjednoczonych i Kanady wzięli udział w dorocznym "łańcuchu życia" - inicjatywie, jednoczącej osoby, które chcą modlić się wspólnie w obronie życia i publicznie upominać o prawa nienarodzonych dzieci.

fotolia.com

Wydarzenie podsumowuje amerykański portal pro-life lifenews.com. Jak informuje, w tym roku włączyli się w nie mieszkańcy ok. 1600 miast i miejscowości, którzy na ulicach tworzyli "żywy łańcuch", modląc się w intencji nienarodzonych dzieci i w pokojowej atmosferze świadczyć o swoim poparciu dla życia, które zaczyna się w momencie poczęcia.

Jak wyjaśniają organizatorzy "Łańcuch Życia, to pokojowe i wypełnione modlitwą publiczne świadectwo osób opowiadających się za życiem, które przez 90 minut stoją, wspólnie modląc się za nasz naród i za położenie kresu aborcji. To widzialny znak solidarności chrześcijan, zgodnych, że aborcja zabija dzieci i, że Kościół wspiera świętość życia ludzkiego od chwili poczęcia, aż do naturalnej śmierci".

Łańcuch Życia został zainicjowany ponad 30 lat temu w Kalifornii i szybko rozprzestrzenił się na inne stany i sąsiednią Kanadę. To odpowiedź na dramatyczne statystyki, dotyczące aborcji w Ameryce Północnej, gdzie w ostatnim czasie rocznie zabijanych jest ok. 900 tys. nienarodzonych dzieci.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pan Bóg wycenił mnie na Parkinsona

2019-04-30 09:16

Łukasz Krzysztofka
Edycja warszawska 18/2019, str. 6

Dobrze znają go ci, którzy poszukują odpowiedzi na kwestie praktyki wiary w życiu codziennym. Ks. Piotr Pawlukiewicz daje teraz swoim życiem odpowiedź na najtrudniejsze pytanie – o sens krzyża i cierpienia

Artur Stelmasiak
Ks. Piotr Pawlukiewicz wycofuje się z dotychczasowych form duszpasterzowania

Znany kaznodzieja i rekolekcjonista w rozmowie z Pawłem Kęską ze Stacji 7 swój krzyż nazwał wprost – pan Parkinson. – Zawitał w moim domu po cichu. Kiedy się o nim dowiedziałem, to już się trochę rozgościł. Na razie ta choroba da się jeszcze jakoś zepchnąć na bok, da się pracować – mówił kapłan, który o swojej chorobie dowiedział się w 2007 r. Nie poddaje się jej jednak.

Ks. Pawlukiewicz uważa, że krzyż od Jezusa jest pomocą w osiągnięciu nieba. – Pan Bóg wycenił mnie na Parkinsona i przyjąłem tę wycenę. Robię co mogę, co będzie, zobaczymy. Co tu się martwić jutrzejszym dniem, jeżeli dzisiejszy może się skończyć przed północą – powiedział rekolekcjonista. – Chrystus daje ci krzyż doważony do ciebie, lekarstwo na zamówienie.

Były duszpasterz parlamentarzystów przyznał, że obecnie robi dużo badań medycznych i wycofuje się ze sposobów duszpasterzowania, które prowadził, poszukując innych. – Chciałbym zmienić akcenty homiletyczne. Mówić o rzeczach, których kiedyś się bałem, o tym, kiedy człowiek jest bezradny, bezsilny, kiedy słyszy, że choroba jest nieuleczalna. Dopóki mnie ludzie rozumieją, dopóki rozumieją moje słowa, to w imię Chrystusa będę głosił Ewangelię – podkreśla.

Ks. Pawlukiewicz stara się teraz nie odprawiać Mszy św. publicznie, ponieważ choroba ma różne kaprysy. Eucharystię odprawia sam u siebie.

Choroba Parkinsona należy do najpoważniejszych schorzeń ośrodkowego układu nerwowego. Jej objawy to przede wszystkim ograniczenie ruchu oraz drżenie. Leczenie choroby Parkinsona jest możliwe, jednak nie da się wyleczyć jej całkowicie. Po pewnym czasie doprowadza do inwalidztwa. Zmagał się z nią św. Jan Paweł II.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Uzależnienia jako źródło zagrożeń dla małżeństwa i rodziny

2019-12-12 12:35

Fundacja Mamy i Taty

Uzależnienia są poważnym zagrożeniem dla małżeństwa i rodziny. Chodzi jednak nie tylko o dobrze znane uzależnienia od alkoholu, czy narkotyków, ale też od pornografii, hazardu, a zwłaszcza od świata internetu (tzw. cyberuzależnienie).

pixabay.com

Gdy słyszymy słowo „uzależnienia” najczęściej utożsamiamy je z uzależnieniem od środków psychoaktywnych jak alkohol, nikotyna czy narkotyki. I rzeczywiście z punktu widzenia funkcjonowania małżeństwa i rodziny największym zagrożeniem od lat jest alkoholizm, wymieniany jako jedna z trzech najczęstszych przyczyn rozwodów (zaraz po niezgodności charakterów i zdradzie małżeńskiej). Alkohol jest również głównym źródłem przemocy domowej.

Nie wolno jednak zapomnieć, że zmieniająca się rzeczywistość, a także rozwój technologii, poza zwiększeniem możliwości stawia dodatkowe wyzwania oraz rodzi nowe zagrożenia. Wśród nich są m.in. znane od wieków, ale dzięki technologii upowszechniające się uzależnienia od pornografii i hazardu, którym można się dziś oddawać bez wychodzenia z domu.

Najmłodszym i najbardziej rozwijającym się uzależnieniem, które (w odróżnieniu do pozostałych) na dodatek zaczyna być udziałem coraz młodszej części społeczeństwa, nawet małych dzieci, jest cyberuzależnienie, czy też inaczej uzależnienie cyfrowe. Cyberuzależnienie to nazwa na określenie problemów związanych z nadmiernym korzystaniem z urządzeń elektronicznych, takich jak komputer, tablet czy smartfon. Ma ono wiele postaci, niszcząc relacje z osobami bliskimi na rzecz wirtualnej rzeczywistości. Jest bardzo realnym zagrożeniem, które może wyrządzić poważniejsze niż alkohol szkody w psychice i wielu dziedzinach życia. W odróżnieniu do pozostałych uzależnień, które są traktowane jednak jako pewien margines zachowań społecznych, urządzenia cyfrowe stały się jednym z najważniejszych źródeł informacji na wszelkie tematy a także źródeł dostarczających rozrywkę. Ponadto uzależnienia cyfrowe są jednym z najniebezpieczniejszych uzależnień, ponieważ dotykają nie tylko dorosłych czy młodzież, ale przede wszystkim młodzież i dzieci, nawet te w wieku przedszkolnym. Umiejętność obsługi tabletu czy telefonu przez dwulatków w tym kontekście nie napawa optymizmem.

Spektrum cyberuzależnienia jest niezwykle szerokie: internet, gry dające coraz większe możliwości funkcjonowania w alternatywnej, wirtualnej rzeczywistości, media społecznościowe w których nasz wizerunek możemy kształtować dowolnie, być lepsi, mądrzejsi, a dwa tysiące znajomych daje poczucie akceptacji i bycia w społeczności. Opinie wirtualnych znajomych, czy liczba polubień kształtują poczucie wartości.

Jednym słowem cyberuzależnienia potrafią zniszczyć wszystko co ważne. Ludzie uzależnieni cyfrowo przestają się komunikować, budować relacje i więzi, tracą zdolność interakcji międzyludzkiej, zaburzają aktywność społeczną. Uzależnienia cyfrowe prowadzą do zaburzeń koncentracji, bezsenności, nadpobudliwości czy depresji, wpływają na wady postawy, choroby i bóle kręgosłupa i wiele innych… To uzależnienie nie ma praktycznie granicy wiekowej. To zjawisko, które staje się coraz bardziej powszechne i wydaje się konieczne podjęcie aktywności badawczej i profilaktycznej. Oczywiście lepiej wcześniej niż później, dla małżeństw, dla rodzin, dla społeczeństwa…

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem