Reklama

Zależy mi na silnej i wolnej Polsce

2019-09-25 09:51

Z premierem Mateuszem Morawieckim rozmawiali ks. Jarosław Grabowski i Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 39/2019, str. 10-13

Adam Guz/KPRM

O rodzinie, wierze i strategicznych dla Polski sprawach z premierem Mateuszem Morawieckim rozmawiają ks. Jarosław Grabowski, redaktor naczelny „Niedzieli”, i Katarzyna Woynarowska

KS. JAROSŁAW GRABOWSKI: – Panie Premierze, bycie człowiekiem wierzącym ułatwia czy utrudnia Panu uprawianie zawodu polityka?

MATEUSZ MORAWIECKI: – Z pewnością dodaje sił. Zwłaszcza teraz, gdy jesteśmy w trakcie kampanii wyborczej, a codzienność oznacza niewiele snu, niekończące się rozmowy telefoniczne, setki maili i kilkanaście spotkań dziennie. Jestem przekonany, że chrześcijaństwo niesie ze sobą zasób uniwersalnych wartości, na których można budować prawdziwą wspólnotę. Jest w niej miejsce dla wszystkich, również dla osób o poglądach niezgodnych z nauką Kościoła katolickiego. Dlatego nawet wtedy, kiedy wydaje się, że polityka nieuchronnie się barbaryzuje, nie tracę nadziei. Oczywiście, nie twierdzę, że dzięki temu nagle wszyscy zaczniemy się ze sobą zgadzać. My w Polsce zbyt łatwo w ostatnich latach zapomnieliśmy o tym, że na gruncie wspólnych wartości możemy się pięknie różnić.

KATARZYNA WOYNAROWSKA: – Co Pana ukształtowało jako człowieka, jakie wydarzenia, ludzie, sytuacja... Na ile dzieciństwo i młodość spędzone w Polsce Ludowej, Pana działalność opozycyjna zadecydowały o wyborze życiowej drogi? Przecież nie wszystkie dzieci opozycjonistów zajęły się potem polityką.

– Bardzo ważne było dla mnie poczucie, że Polska nie jest wolna. Rozumiałem to, a może właśnie bardziej czułem to jako dziecko, a później jako nastoletni chłopak. Polacy nie są wolni – to było coś strasznego, coś, co zostało we mnie długo. Pytałem samego siebie, dlaczego mamy żyć zniewoleni. W pewnym momencie to poczucie zmieniło się w postanowienie: chcę w swoim życiu robić coś, co będzie służyć polskiej wolności. Miałem też przykład mojego ojca. Jego zaangażowanie w walkę z systemem komunistycznym sprawiło, że dom, w którym dorastałem, na pewno nie był zwykły. Ale nasze marzenia – o szczęściu, miłości, własnym kącie – były bardzo zwykłe. To wszystko skierowało moje kroki do biznesu i na uniwersytet, a kilka lat temu – do polityki. Dziś wydaje się to takie proste, ale wtedy, kiedy miałem te kilkanaście lat, nie sądziłem, że tak szybko będę żył w wolnym kraju.

KS. J. G.: – Bywa Pan Premier na Jasnej Górze, przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej. Jakie uczucia budzą w Panu akty profanacji tego świętego wizerunku?

– Na pewno, jak bardzo wielu Polaków, odczuwam w takich sytuacjach smutek i ból. Także dlatego, że ten obraz stanowił dawniej symbol jedności Polaków. Symbol wspólnego oporu, wspólnej walki o bliskie nam wartości. To tożsamościowe spoiwo wielu pokoleń Polaków. Chciałbym, aby Obraz Jasnogórski znów stał się takim znakiem społecznej zgody. Przecież szacunek dla przekonań, wierzeń współobywateli to istotny element demokratycznej kultury.

K. W.: – Jakie trzy sprawy uważa Pan dziś za najważniejsze, strategiczne dla bezpieczeństwa i pomyślności Polski?

– Polska stoi u progu trzeciej dekady XXI wieku. Mamy pierwszą poważną okazję w historii, żeby naprawdę dogonić Zachód, wejść do grona najbardziej rozwiniętych państw świata. To jest wielkie zadanie gospodarcze. Odpowiedzieć na te wielkie wyzwania wynikające z rewolucji przemysłowej, nowych technologii, niezwykle szybko zmieniającego się świata. Wejść do globalnej gospodarczej gry i tam wygrywać. Musimy przygotować się na nadchodzące milowymi krokami nowe czasy, nowe technologie, nowe relacje społeczne z tym związane, nowe podejście do dóbr, do pracy. Drugie wyzwanie – to nie utracić przy tym naszego dziedzictwa, tego, co decyduje o tym, że jesteśmy Polakami – naszej tradycji, kultury, wiary. Naszego przywiązania do zasad chrześcijańskich, naszego wielkiego dziedzictwa solidarności przez wielkie i małe „s”. Trzecie wyzwanie – to zapewnienie Polsce bezpieczeństwa, zewnętrznych warunków, które są podglebiem do rozwoju społecznego, gospodarczego, kulturowego. Chodzi tu o bezpieczeństwo nie tylko militarne, ale też energetyczne, cyberbezpieczeństwo... Myślę, że to są kluczowe wyzwania dla Polski na najbliższe dekady.

KS. J. G.: – A jeśli chodzi o bezpieczeństwo energetyczne. Węgiel czy odnawialne źródła energii?

– W najbliższych latach nie zrezygnujemy z produkcji energii z węgla. To nasz podstawowy surowiec, który zapewnia bezpieczeństwo energetyczne oraz wiele miejsc pracy, i na nim w znacznym stopniu opiera się polska energetyka. Jednocześnie chcemy też coraz mocniej inwestować w zieloną, odnawialną energetykę. To coraz tańsze źródło pozyskiwania energii, choć wciąż jeszcze niestabilne. Krótko mówiąc – węgiel to miejsca pracy, to stabilna energia, ale jednocześnie w naszej energetyce powinno być coraz więcej miejsca dla odnawialnych źródeł energii, bo to nowoczesne technologie i czyste środowisko. Tę drogę nazywam drogą sprawiedliwej transformacji. Przed nami proces, w którym – obok ochrony środowiska – trzeba uwzględniać bezpieczeństwo energetyczne i gospodarcze państwa, a także ludzi i charakterystykę rynku pracy. Dlatego też transformacja energetyczna musi być sprawiedliwa, musi uwzględniać dobro pracowników.

– W trakcie kampanii wyborczej wiele się mówi o sukcesach obecnego rządu, który projekt ocenia Pan najwyżej?

– Największym sukcesem jest to, że przywróciliśmy zdrowe relacje w życiu publicznym. Dziś państwo jest dla obywateli, a nie odwrotnie. Ta zmiana jest szczególnie widoczna w polityce prorodzinnej, we wsparciu seniorów, w działaniach prowadzonych z myślą o osobach niepełnosprawnych. Obudziliśmy stróża nocnego, który spał, gdy mafie VAT-owskie okradały Polaków. Budżet przestał przypominać durszlak, przez który uciekały miliardy. To pozwoliło sfinansować ambitne programy, takie jak: Rodzina 500+, Dobry Start czy trzynasta emerytura.

– To czego nie udało się osiągnąć?

– Choć w wielu dziedzinach nastąpiła znaczna poprawa, mamy rekordowo niskie bezrobocie i dobre tempo wzrostu PKB – to przed nami jeszcze daleka droga, aby dogonić wysoko rozwinięte kraje Zachodu. Podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy opublikowany został raport, którego autorzy piszą, że potrzebujemy na to jeszcze 14 lat. Mamy jeszcze do wykonania pracę w obszarze służby zdrowia, mieszkalnictwa. To są priorytety na najbliższą kadencję, jeśli tylko Polacy odnowią nam demokratyczny mandat do rządzenia.

– Urząd premiera wymaga stalowych nerwów. Jaki był najtrudniejszy dla Pana moment w tej kadencji?

– Pełnienie urzędu premiera w ogóle nie jest łatwym zadaniem i w mojej pracy zdarza się wiele trudnych momentów. Najbardziej jednak intensywnym, a zarazem najbardziej wymagającym czasem był bez wątpienia sam początek. Gdy stawiałem pierwsze kroki w roli premiera, musiałem jednocześnie zarządzać ostatnimi obowiązkowymi sprawami w dwóch resortach, którymi kierowałem – Ministerstwie Rozwoju i Ministerstwie Finansów. Bardzo szybko się rozpoczęła ostra dyskusja międzynarodowa w sprawie nowelizacji ustawy o IPN, trzeba było bronić Polski przed niesłusznymi oskarżeniami na arenie międzynarodowej. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, wydaliśmy razem z premierem Izraela Beniaminem Netanjahu wspólne oświadczenie, które jest bardzo ważne, i myślę, że nieraz będziemy do niego wracać, broniąc prawdy historycznej. To nie był łatwy okres, ale po czasie myślę, że bardzo potrzebny. Taki skok na głęboką wodę, który mnie zahartował.

K. W.: – Czy wyobraża Pan sobie pełnienie tak odpowiedzialnej funkcji bez wsparcia rodziny i najbliższych?

– Oczywiście, że nie. Zacznijmy od tego, że w ogóle by mnie w tym miejscu nie było, gdyby nie ludzie, którzy mnie otaczają, przede wszystkim moja żona, dzieci, rodzina, przyjaciele, ale też bliscy współpracownicy. Thomas Merton napisał taką książkę – „Nikt nie jest samotną wyspą”. Człowiek nigdy nie jest zupełnie samodzielny, ponieważ swoje życie, a także sukcesy i osiągnięcia zawsze zawdzięcza innym.

– Ludzie zapracowani twierdzą, że nie można łączyć intensywnej pracy zawodowej z rolą np. ojca i męża. Panu się to udaje? Może jakieś rady...

– Mam to szczęście, że moja rodzina w pełni rozumie wymagania i osobiste ograniczenia mojej pracy, a tak naprawdę służby. Że jest to wyjątkowy okres i trzeba się tej pracy poświęcić na 120 proc. Bardzo się staram, żeby zawsze, kiedy to tylko możliwe, mieć czas na rozmowę z żoną, z dziećmi – tymi młodszymi i starszymi. Jeśli chodzi o rady, to też się w życiu nauczyłem, by nie pouczać ani rodziców, ani małżeństw. Każda sytuacja, każda rodzina rządzi się swoimi wewnętrznymi prawami. W miejsce nieostrożnych rad wolę – wolimy jako Prawo i Sprawiedliwość – przekazać polskim rodzinom konkretne wsparcie.

– Czy jeden z najbardziej zajętych ludzi w Polsce ma czas na pasje, hobby, ulubione książki, muzykę, filmy?

– Wyciszenie i odpoczynek znajduję u siebie w domu, wśród rodziny. Czasami – zdecydowanie za rzadko – zdarzy się, że sięgnę po książkę. To mnie zawsze odprężało. Ale dzisiaj zazwyczaj zanim doczytam stronę do końca, telefon już mi przypomina, że czas wracać do pracy. Mam w domu stos nieprzeczytanych książek, który stale się powiększa.

KS. J. G.: – Gdyby nie był Pan historykiem, finansistą czy politykiem, czym chciałby się Pan zajmować w życiu?

– W przeszłości miałem zadatki na sportowca. Nieźle sobie radziłem przy stole pingpongowym, a także na boisku piłkarskim. Do dziś zresztą uwielbiam sport. Myślę, że jest potrzebny zwłaszcza w młodości – uczy dyscypliny i współpracy. Teraz, niestety, prawie wcale nie mam czasu na sport. Uczyłem się też w szkole muzycznej, chociaż z pewnością nie mam szczególnych uzdolnień w tym kierunku – świat muzyki raczej nic nie stracił, a może nawet zyskał. Pracowałem w biznesie, ale wiem, że już teraz nie mógłbym do niego wrócić. Chyba mam to szczęście, że robię to, na czym mi zawsze najbardziej zależało. Polityka to ciężka praca, często niewdzięczna, ale to praca dla Polski, dla przyszłości.

– Za kim poszedłby Pan jak w ogień? To pytanie o autorytety w życiu politycznym i prywatnym.

– Mam wiele osób, które mnie inspirują. Na pewno Stefan Grot-Rowecki jest taką osobą. Ale ważne jest też dla mnie, żeby podążać za sprawą. Taką sprawą od mojej wczesnej młodości, w moim domu, była wolna, silna, wielka Polska – największa sprawa ostatnich stuleci. Wtedy to, jeszcze w czasach „Solidarności Walczącej”, nabrałem silnego przekonania, że u podstaw działalności publicznej leży fundament etyczny. Takie przesłanie znajdowałem zresztą w nauczaniu papieża Jana Pawła II i kształtowało ono chyba wszystkich moich rówieśników. Kiedy Karol Wojtyła zasiadł na tronie papieskim, miałem 10 lat. Jego pontyfikat towarzyszył mojemu dorastaniu i dojrzewaniu. Dlatego też czuję się członkiem pokolenia Polaków, którzy Papieżowi Polakowi wiele zawdzięczają intelektualnie i duchowo.

– W pewnym momencie porzucił Pan dobrze zapowiadającą się karierę finansisty na rzecz polityki. Warto było?

– Na pewno mocno ukształtowało mnie doświadczenie młodości. Tkwiło we mnie poczucie, że dla Polaków – dla polskiej niepodległości trzeba coś zrobić. Widziałem, jak była deptana. Widziałem, jak więziono ludzi, którzy chcieli ją wywalczyć. Wiadomo, że już w wolnej Polsce, w czasach spokojniejszych, ten obowiązek oznacza co innego. Ale kierunek się nie zmienił. Przez wiele lat po 1989 r. nabierałem przekonania, że wciąż wiele rzeczy trzeba naprawić. Że w tej naszej wolnej Polsce nie wszystko się ułożyło tak, jak powinno, że w gospodarce i dla społeczeństwa jest jeszcze wiele do zrobienia. Coraz częściej wracała do mnie myśl, że muszę się zaangażować w życie wspólnoty. Każdy ma dług wobec Polski, wobec historii, i każdy powinien go spłacić tak, jak potrafi. Kiedy podjąłem tę decyzję, szybko się upewniłem, że to jest dobry wybór.

Tagi:
wywiad polityka Mateusz Morawiecki

Ks. Ptasznik dla KAI: potrzeba mobilizacji w przygotowaniach do obchodów 100-lecia urodzin Jana Pawła II

2019-10-23 17:18

azr / Rzym (KAI)

Potrzeba mobilizacji na poziomie ogólnopolskim, aby jak najlepiej przygotować obchody stulecia urodzin Jana Pawła II i aby dać całemu Kościołowi i światu świadectwo o naszym przywiązaniu do jego osoby i dziedzictwa tu, w Rzymie - mówi w rozmowie z KAI ks. prałat Paweł Ptasznik, kierownik Sekcji Polskiej Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej.

Margita Kotas

KAI: W tym roku już po raz 6 Kościół katolicki wspominał w liturgii św. Jana Pawła II w rocznicę rozpoczęcia jego pontyfikatu. Do czego zaprasza nas to wspomnienie? Jakie wyzwania widzi Ksiądz dziś w związku z upamiętnianiem nauczania papieża-Polaka?

Ks. prał. Paweł Ptasznik: Przede wszystkim należy dostrzec to, że w różnych regionach świata Jan Paweł II rzeczywiście jest wspominany i pozostaje żywy w pamięci ludzi. Sam często jestem tego świadkiem, m.in. w ubiegłą niedzielę, kiedy odwiedzałem parafię pod jego wezwaniem na Sycylii – jedyną na całej wyspie. Nie tylko osoby, które pamiętają go osobiście, ale też ludzie młodzi chętnie o nim słuchają. Liturgiczne wspomnienie jest i powinno być okazją do tego, by wracać do jego postaci i nauczania.
Myślę, że dziś trzeba to nauczanie przypominać. To zadanie przede wszystkim dla nas, którzy mieliśmy okazję poznać go osobiście, albo słuchać go „na żywo”. Ważne są także filmy, książki, artykuły w prasie, zarówno te, dotyczące jego nauczania, jak mówiące po prostu o nim, jako człowieku. Nawet przysłowiowe opowiadania o kremówkach są ważne, bo pokazują jego prostotę, szczerość, człowieczeństwo. Choć oczywiście należy też wracać do tych ważnych wydarzeń, które miały miejsce w Kościele i na świecie w czasie jego pontyfikatu, a z których młodzi ludzie coraz mniej zdają sobie sprawę.

- Czy według Księdza są tematy papieskiego nauczania, które w szczególny sposób należy dziś przypominać, które być może zostały najbardziej zapomniane?

- Myślę, że jednym z tematów, któremu należałoby poświęcić uwagę odwołując się do nauczania św. Jana Pawła II, jest ewangelizacja. Mówiąc o ewangelizowaniu, musimy wracać w naszym nauczaniu do centralnej roli Chrystusa i Jego zbawczego dzieła, żeby nie ograniczać się jedynie do oczekiwań i pragnień współczesnego człowieka, nie dostosowywać do nich przesłania Ewangelii, ale w prawdzie prowadzić do spotkania ze Zbawicielem. To nauczanie zawarte jest w encyklice „Redemptor hominis”.
Trzeba też na nowo odczytać nauczanie Jana Pawła II o Bożym miłosierdziu, aby nie ulegać pokusie spłycania go do sentymentalnej czułości, która wszystko wybacza i toleruje pogrążanie się człowieka w złu. Jan Paweł II, zwłaszcza w encyklice „Dives in misericordia”, uczył, że Bóg jest miłosierny, nie dlatego, że toleruje zło, ale dlatego, że odpowiada z miłością na pragnienie dobra, które jest w grzesznym człowieku, na jego prośbę o przebaczenie, i odpowiada z mocą wymagającej miłości, która wyprowadza ze zła, otwiera na działanie łaski, daje nadzieję, zbawia…
Z kolei w kwestiach społecznych dobrze byłoby powracać do tego, co Jan Paweł II mówił - choćby w siedzibie ONZ - na temat praw narodów. Musimy być czujni, by nie ulec pokusie globalizacji, która często stawia ekonomię i technikę ponad prawa osoby i konkretnego społeczeństwa. Jeśli w imię globalizacji rezygnuje się z solidarności i pomocniczości wobec słabszych, czy też w oparciu o ideologię niczym nieskrępowanej wolności wszystko ujednolica, zatracając bogactwo i odrębność poszczególnych nacji, to grozi to degradacją podstawowych wartości jak życie, rodzina, godność osoby ludzkiej, czy też dziedzictwo kulturowe narodu.
Podobnie, jeśli chodzi o jedność Europy. Jan Paweł II mówił bardzo stanowczo, że Europa wyrasta na fundamentach chrześcijańskich, że te fundamenty należy pielęgnować, a wartości chrześcijańskie przekazywać kolejnym pokoleniom. To jest zadanie dla nas, którzy mieliśmy okazję słuchać tych przemówień. Musimy przypominać sobie nawzajem, że te słowa wciąż są aktualne.

- A wezwanie do Polaków?

- Myślę, że w aktualnej sytuacji powinniśmy wracać do papieskich wezwań do jedności, do wspólnego budowania przyszłości ojczyzny, z całym poszanowaniem wielkiej, wspaniałej tradycji, kultury i duchowości polskiej. Zdaje się, że dziś za mało doceniamy fakt, że Opatrzność Boża dała Kościołowi Piotra z polskiej ziemi, który przygotował nas do obecnych przemian w świecie i w naszym kraju; za mało wracamy do jego encyklik, przemówień, choćby tych, które papież wygłosił w Polsce. Gdybyśmy do nich powracali, to może sytuacja społeczna i nastroje polityczne byłyby u nas inne.

- Okazją do przypomnienia papieskiego nauczania może być też jubileusz 100-lecia urodzin Karola Wojtyły. Jak w Rzymie wyglądają przygotowania do tego wydarzenia?

- Czas przygotowań do tego jubileuszu powinniśmy wykorzystywać jak najlepiej, aby przypomnieć postać św. Jana Pawła II, jego dzieło, i na nowo odkryć jego nauczanie. Jednak, jeśli chodzi o konkretne przygotowania, to tu, w Rzymie i w Watykanie nie dostrzegam na razie żadnych szczególnych wysiłków w celu przypomnienia i uczczenia tej rocznicy. My, jako środowisko polskie, staramy się włączać w inicjatywy Kościoła w Polsce, dlatego oczekujemy na impuls ze strony Episkopatu Polski i innych środowisk, które z pewnością podejmą różne działania w związku ze stuleciem.
Nie brak natomiast sygnałów z różnych stron Włoch, gdzie trwają już przygotowania do tego wydarzenia. Docierają do mnie takie zapowiedzi np. z regionów Mediolanu, z Wenecji, czy Bari. Te regiony wydają się być bardziej zaangażowane, niż Rzym.
Wiem, że Ojciec Święty został poproszony o odprawienie Mszy świętej w dniu 18 maja, ale jego obecność w bazylice watykańskiej czy też na Placu Św. Piotra z pewnością będzie zależała od liczebności przybyłych wiernych, zwłaszcza z Polski. Na tę chwilę zapowiadają swoją obecność grupy polskie: parafialne oraz organizowane przez ruchy i stowarzyszenia. Pielgrzymkę przygotowuje także archidiecezja krakowska, choć - jak się zdaje - odbędzie się ona w nieco wcześniejszym terminie. Potrzeba jednak większej mobilizacji na poziomie ogólnopolskim, aby jak najlepiej przygotować obchody stulecia urodzin Jana Pawła II i aby dać całemu Kościołowi i światu świadectwo o naszym przywiązaniu do jego osoby i dziedzictwa tu, w Rzymie.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Dorota Abdelmoula

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prezes Trybunału broni aborcji

2019-10-21 11:34

Artur Stelmasiak

Prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska dąży do umorzenia skargi konstytucyjnej ws. aborcji eugenicznej. A przecież na finiszu kampanii politycy PiS mówili, że czekają na ten wyrok Trybunału.

trybunal.gov.pl

Według ustaleń "Niedzieli" sędziowie chcą orzekać w sprawie aborcji eugenicznej, ale od 2 lat są blokowani przez prezes Trybunału Konstytucyjnego. Wraz z pierwszym posiedzeniem Sejmu wniosek 107. posłów złożony w poprzedniej kadencji sejmu ulegnie dyskontynuacji. Oznacza to, że prawo posłów, które jest zapisane w konstytucji, zostanie skutecznie ograniczone poprzez celową blokadę w organizacji pracy sędziów w Trybunale Konstytucyjnym.

Ustalenia "Niedzieli" o coraz mocniejszej blokadzie w Trybunale Konstytucyjnym w złym świetle stawiają także najważniejszych polityków Prawa i Sprawiedliwości. To oni przecież w jesiennej kampanii wyborczej do Sejmu mówili, że są za życiem, ale czekają na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego. - W tej chwili czekamy na wyrok Trybunału Konstytucyjnego, ponieważ ustawowe zagwarantowanie tej kwestii będzie dużo słabszą gwarancją, że ta sprawa zostanie raz na zawsze rozwiązana tak, jak byśmy chcieli, żeby aborcja eugeniczna była niemożliwa.

Dlatego wybraliśmy drogę konstytucyjnego zabezpieczenia - mówił w "Naszym Dzienniku" wicepremier Jacek Sasin.

Wniosek do Trybunału ws. stwierdzenia niekonstytucyjności aborcji eugenicznej trafił w październiku 2017 roku. Początkowo prezes Trybunału Konstytucyjnego mówiła o tym wniosku w superlatywach i że będzie on traktowany poważnie. - Na pewno nie będzie nieuzasadnionych opóźnień. Apeluję do opinii publicznej, aby spokojnie oczekiwać na rozstrzygnięcia. Nadmierne emocje w takich sprawach zawsze przeszkadzają - mówiła Julia Przyłębska w listopadzie 2017 roku.

Niestety dotychczasowa postawa szefowej najważniejszego sądu w Polsce nie ma nic wspólnego z tymi deklaracjami. Tygodnik "Niedziela" już rok temu ujawnił, że prezes Przyłębska celowo blokuje wniosek, który mógłby ocalić życie ponad tysiąca zabijanych dzieci rocznie (https://www.niedziela.pl/artykul/140126/nd/). Niestety po ponad roku dalsze postępowanie pani prezes potwierdziło tylko, że publikacja tyg. "Niedziela" była w 100 proc. prawdziwa.

Także posłowie poprzedniej kadencji byli zaszokowani biernością prezes Trybunału Konstytucyjnego. Pod koniec roku 2018 wysłali do niej list z kategorycznym żądaniem (https://www.niedziela.pl/artykul/39325/Poslowie-zadaja-aby-Trybunal-zajal-sie). "Przeciągające się prace w Trybunale Konstytucyjnym odbieramy z olbrzymim niepokojem. (...) Dotyczy ona bowiem najbardziej podstawowego prawa człowieka, jakim jest prawo do życia" - czytamy w liście podpisanym przez 79. posłów.

W grudniu 2018 roku posłowie dostali odpowiedź od prezes TK, że sprawa "jest w toku postępowania merytorycznego". Dodaje, że "gdy na niejawnej naradzie skład orzekający wyznaczy termin rozpoznania ww. wniosku, zostanie on niezwłocznie opublikowany na stronie internetowej Trybunału". Zdaniem Przyłębskiej, "zarówno w tej, jak i w innych sprawach, które są rozpatrywane przez Trybunał Konstytucyjny, nie ma żadnych opóźnień".

Za czasów rządów Lewicy, AWS i Platformy Obywatelskiej nigdy nie było takiej blokady prac Trybunału Konstytucyjnego ws. tzw. światopoglądowych. W 1997 roku prezes TK prof. Andrzej Zoll doprowadził do przełomowego orzeczenia Trybunału po 5 miesiącach od złożenia wniosku ws. aborcji. Natomiast za czasów prezes Juli Przyłębskiej sprawa praktycznie nie została ruszona po 2 latach od złożenia wniosku, a przecież od dawna Trybunał ma komplet dokumentów z bardzo dobrymi opiniami Marszałka Sejmu i Prokuratora Generalnego. Wszyscy są zgodni co do faktu, że aborcja eugeniczna jest sprzeczna z konstytucją, ale dotychczasowa postawa prezes Trybunału wskazuje, że nie chce ona stanąć po stronie konstytucji. - Niestety wszystko wskazuje, że wniosek posłów będzie umorzony wraz z końcem kadencji sejmu - mówi jeden z naszych informatorów z Trybunału Konstytucyjnego.

Zgodnie z ustawą o Trybunale Konstytucyjnym, która została zmieniona za czasów rządów PiS, wniosek 107. posłów zostanie umorzony przed zaprzysiężenia nowych posłów 12 listopada. Pani prezes Julia Przyłębska ma więc niewiele czasu by wywiązać się ze swoich konstytucyjnych obowiązków. Przecież już rok temu posłowie pisali w swoim apelu, że przeciąganie prac nad aborcją eugeniczną jest motywowane względami politycznymi, co uderza w wiarygodność Trybunału Konstytucyjnego, ale także posłów – wnioskodawców.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Katowice: koncert papieski w liturgiczne wspomnienie św. Jana Pawła II

2019-10-23 20:01

ks. sk / Katowice (KAI)

Z okazji liturgicznego wspomnienia św. Jana Pawła II oraz 41. rocznicy inauguracji pontyfikatu miał miejsce w Akademii Muzycznej w Katowicach koncert galowy „Wstańcie, chodźmy”.

Biały Kruk/Adam Bujak, Arturo Mari

W imieniu metropolity katowickiego przemówił bp Marek Szkudło przekazujący pozdrowienia od abp Wiktora Skworca. Opowiedział również, że gdy studiował w seminarium w Krakowie, to ówczesnym metropolitą krakowskim był kard. Karol Wojtyła. – Dzisiaj nasuwają mi się na usta dwa słowa: „czuwajcie” oraz „otwórzcie się” (…). Mamy być przygotowani, bo Pan codziennie przychodzi. I mamy się otwierać na Jego obecność – powiedział bp Szkudło.

Do słów „Wstańcie, chodźmy” odniósł się natomiast obecny na sali wiceprezydent Katowic Waldemar Bojarun. Zauważył, że jest to zachęta Chrystusa, który w ten sposób zwraca się do swoich przyjaciół. Przywołał również wspomnienie z końca lat 90-tych, gdy Jan Paweł II zgodził się przyjąć tytuł Honorowego Obywatela miasta Katowice. – Dzisiaj mogę o tym mówić z wielką radością i dumą, że wśród honorowych obywateli naszego miasta jest święty – powiedział.

– Jan Paweł II tak wiele uczynił również dla młodych, a przecież gromadzimy się tutaj z ich powodu. To właśnie Fundacja ich wspiera: ich rozwój, ich kształcenie, pozwalając na stanie się w pełni dojrzałymi ludźmi, korzystającymi w pełni ze swoich talentów – mówił prof. Władysław Szymański, rektor Akademii Muzycznej w Katowicach.

Podczas koncertu również stypendyści Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia” podzielili się swoim świadectwem. – Wobec wszystkich tutaj obecnych chciałbym podziękować za to, że obdarzacie nas swoim wsparciem. Zarówno tym materialnym, jak i tym duchowym, które niejednokrotnie jest o wiele ważniejsze – powiedział Paweł Grzybek, który studiuje inżynierię chemiczną, a stypendystą jest od 6 lat.

– Wielkim zwycięstwem w dziejach świata jest św. Jan Paweł II, Wielki – mówił ks. Dariusz Kowalczyk, przewodniczący zarządu Fundacji. – Dzień Papieski jest po to, abyśmy nie zapomnieli o wielkich dobrodziejstwach, które dał nam Pan w osobie św. Jana Pawła II – dodał.

Zebrani w sali koncertowej Akademii Muzycznej w Katowicach wysłuchali koncertu Akademickiej Orkiestry Dętej działającej przy uczelni. Zabrzmiały utwory Kilara, Moniuszki, Lutosławskiego czy Paderewskiego. Orkiestrą dętą dyrygował natomiast Grzegorz Mielimąka.

Dzień Papieski obchodzony jest od 2001 r. i przypada w niedzielę poprzedzającą wybór Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. W archidiecezji katowickiej wydarzenia Dnia Papieskiego trwają cały miesiąc. Jednym z nich jest koncert galowy w sali koncertowej Akademii Muzycznej w Katowicach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem