Reklama

Wiara

Europejki z aureolą

Mija 20 lat od chwili, gdy Jan Paweł II ogłosił święte: Brygidę Szwedzką, Katarzynę ze Sieny i Teresę Benedyktę od Krzyża patronkami Europy. Kim były te święte kobiety, które Papież Polak wybrał z rzeszy wielu innych mieszkanek Europy? Tygodnik Katolicki „Niedziela” ogłasza pomysł zbudowania partnerstwa trzech miast, z których pochodzą: Uppsali, Sieny i Wrocławia

Europejki z krwi i kości, każda z innego miasta. Brygida z Uppsali, Katarzyna ze Sieny, a Edyta z Wrocławia. Kochały Chrystusa i kochały Kościół. Wierzyły, że pokój w państwie zaczyna się od pokoju w czystej duszy rządzących. I upominały przywódców i papieży.

Gdyby dziś zwarły szyki, aby przypomnieć Kościołowi i Europie, jakimi powinny być – świat hierarchów i rządzących mógłby zadrżeć w posadach.

Europejka z Uppsali

Podobno gdy Brygida stała blisko człowieka, który nie przystąpił do spowiedzi, czuła niemiły zapach i zatykała sobie nos. Modliła się za grzeszników gorliwie, ale nie zgadzała się na upadek obyczajów. Mimo że była osobą świecką, nie wahała się karcić duchownych, którzy zapomnieli o swoim powołaniu. Piętnowała powszechne zepsucie i nawoływała do opamiętania się. Ganiła króla za skandale na dworze, za marnotrawstwo i obciążanie poddanych zbyt wielkimi podatkami, zarzucała mu doprowadzanie kraju do ruiny. Europejka z krwi i kości. Gdyby Brygida urodziła się dzisiaj, byłaby pewnie jedną z najbardziej znanych szwedzkich celebrytek. Paparazzi polowaliby na nią na każdym rogu ulicy, a arystokratyczne pochodzenie i wielki majątek dawałyby jej bilet na pierwsze strony gazet. A jednak w jej wychowaniu najważniejsze było dążenie do świętości. W kronikach opisano rodzinne koligacje ze św. Erykiem, patronem Szwecji, i bł. Ingrid ze Skennige, ciotką Brygidy. Zapisano, że przyszła na świat w 1303 r. w zamku Finstad, niedaleko dzisiejszej Uppsali, i była spokrewniona z rodem królewskim. Gdy miała 7 lat, ukazała się jej Maryja i złożyła na jej głowie tajemniczą koronę. Trzy lata później ujrzała Chrystusa na krzyżu. Doznała wstrząsu, który zmienił jej życie. „O, mój kochany Panie! Kto Ci to zrobił? Nie chcę niczego, jak tylko miłować Ciebie!” – wołała. Pragnęła zostać dziewicą i poświęcić się Bogu, ale ojciec wybrał jej męża. I choć decyzji nie poddano rodzinnej debacie, dziewczyna przyjęła ją jako Bożą wolę. Małżonkowie doczekali się czterech synów i czterech córek – jedną z nich jest św. Katarzyna Szwedzka, przez której wstawiennictwo wiele osób uprasza ochrony przed aborcją czy poronieniem. O Brygidzie najkrócej? Niestrudzenie przekazywała całemu światu słowa, które skierował do niej Pan: „Dopóki człowiek żyje, bramy nieba stoją dla niego otworem. Jeżeli ludzie zmienią swoje życie, i Ja złagodzę swój wyrok”. Bardzo tęskniła za Jezusem. „Przyjdź szybko i rozjaśnij noc. Tak tęsknię do Ciebie, jak tęsknią umierający...” – pisała w modlitwie. I bardzo chciała wiedzieć, ile ciosów zadano Mu podczas Męki. Jezus odsłonił przed nią tajemnicę i objawił nabożeństwo – „Tajemnica szczęścia”. „Moje Ciało otrzymało 5480 ciosów. Jeżeli chcesz je uczcić pobożną praktyką, zmów 15 «Ojcze nasz» i 15 «Zdrowaś Maryjo» z modlitwami, których cię nauczyłem podczas całego roku. W ten sposób w ciągu roku uczcisz każdą moją Ranę” – mówił Brygidzie.

Reklama

Prorokini Brygida

Ta jedna z największych mistyczek w historii Kościoła mawiała, że jest tylko „ubogim gońcem z wielkim listem od Pana”. Przyczyniła się do zażegnania kilku wojen w Europie i zaprowadzenia pokoju. Ostrzegała przed upadkiem zakon krzyżacki: „zostaną wyłamane ich zęby i skruszone ostrza ich mieczy”. Największą sławę i trwałe miejsce w historii zapewniły jej listy z 1352 r. do papieża Innocentego VI, który przebywał wówczas w Awinionie. Namawiała go, aby wracał do Rzymu. Gdy nie posłuchał, kontynuowała korespondencję z jego następcą – bł. Urbanem V. Ten, pod wpływem jej listów, wrócił do Rzymu w 1367 r., ale z powodu zamieszek znów go opuścił. Brygida przepowiedziała mu wtedy rychłą śmierć, co rzeczywiście niebawem nastąpiło.

Mężczyźni bywają uparci, ale gdy na krytyczne uwagi pozwala sobie kobieta, jej upór ma tendencję się utrwalać. Brygida nie ulegała zniechęceniu. Była cierpliwa, a jej modlitwy, nalegania i wezwania kierowane do papieży w wielkim stopniu przyczyniły się do położenia kresu niewoli awiniońskiej, choć ona sama już tego nie doczekała. Świadkiem tego była za to św. Katarzyna.

Gdy 25 marca 1347 r. we włoskiej Sienie urodziła się Katarzyna Benincasa – jako przedostatnie z 25 dzieci Jakuba Benincasy i Lapy Piangenti – Brygida miała 44 lata, od trzech lat była wdową, mieszkała w klasztorze Cystersów w Alvastrze i otrzymywała polecenia Chrystusa i Maryi, aby mówić do władców państw i Kościoła. Dobrze wykształcona czytała dzieła teologiczne, nie rozstawała się z tekstem pt. „Nauki św. Bernarda do siostry”. Korzystała z pomocy kierownika duchowego i prosiła, aby przetłumaczono Pismo Święte na język szwedzki. Już wtedy, w połowie XIV wieku, wyprzedzała epokę!

Jej relikwie, złożone w klasztorze w Vadstenie, zaginęły – po 1595 r., gdy Szwecja przeszła na protestantyzm, taki los spotkał wielu szwedzkich świętych.

Europejka ze Sieny

Katarzyna urodziła się wtedy, gdy w Europie wybuchła pierwsza epidemia dżumy. W 1348 r. zaraza dosięgła Sienę, ale liczna rodzina Benincasa ocalała. „Katarzyna była zaskakująco czuła i tolerancyjna w stosunku do innych. Lubiła się śmiać, znajdowała przyjemność w śpiewie i kochała rozmawiać. Miała dar zjednywania sobie ludzi...” – zanotował Don Brophy, biograf świętej. W dzieciństwie rzadko kiedy potrafiła usiedzieć na miejscu w milczeniu. Wyrosła na radosną, ruchliwą i szczebiotliwą dziewczynkę, rozpieszczaną przez starsze rodzeństwo. Ojciec był powściągliwy i głęboko religijny, nie pozwalał na przekleństwa pod dachem domu. Był tercjarzem franciszkańskim i wychowywał dzieci w duchu modlitwy. I choć Katarzyna miała na początku z modlitwą pewien kłopot, to uznała ją za kolejną czynność, którą należy wyćwiczyć – jak np. nakrywanie do stołu czy przynoszenie wody – i robiła postępy. Dzień po dniu przybliżała się do zostania oblubienicą Chrystusa. Gdy wreszcie ten dzień nadszedł, Jezus włożył na jej palec ślubną obrączkę, która do końca życia była widoczna tylko dla niej.

W wieku 7 lat zobaczyła Boga po raz pierwszy. Wracała do domu z bratem Stefanem, Siena tonęła w zachodzącym słońcu. Nad kościołem Ojców Dominikanów ujrzała Chrystusa siedzącego na tronie. Obok Niego stali apostołowie: Piotr, Paweł i Jan Ewangelista. Katarzyna opowiedziała później, że Chrystus miał na sobie strój papieski. Wtedy nie widziała w obrazie żadnego znaku, zapamiętała jednak, że Jezus patrzył na nią z ogromną miłością, uśmiechnął się i pobłogosławił. Gdy obraz zniknął, rozpłakała się na środku ulicy.

Skargi przez Bogiem

Mijały lata, życie duchowe Katarzyny było pełne ognia i żaru. Gdy matka przekonała się, że nic nie zmieni dziewczyny, pozwoliła jej w końcu wstąpić do Sióstr od Pokuty św. Dominika. Prowadziła surowe życie, oddane modlitwie, postom i pokucie. Poznawała Boga, Tego, Który Jest, oraz siebie – tę, której nie ma. Po 7 latach ukrytego życia Jezus nakazał jej rozpocząć życie apostolskie. Całkowicie oddała się posłudze ubogim, chorym i potrzebującym. Obdarzona stygmatami płonącymi jak czerwone promienie, nosząca obrączkę zaślubin, łączyła modlitwę i działanie. Często zastygała w kontemplacji. Po Komunii św. sieneńskie koleżanki kłuły ją w stopy igłą, żeby sprawdzić, czy się poruszy, bo słynęła z tego, że zatracała się w modlitwie i była zupełnie nieobecna. Nie umiała pisać ani czytać, ale dyktowała obszerne epistoły do następców św. Piotra i europejskich władców. Pokutowała za decyzje papieży, ale w listach i bezpośrednich rozmowach była stanowcza. „Ojcze Święty, postępuj tak, żebym nie musiała się na ciebie skarżyć Chrystusowi Ukrzyżowanemu” – powiedziała w Awinionie papieżowi Grzegorzowi, gdy ten wahał się z decyzją o powrocie do Rzymu.

Dzień gniewu

W marcu 1376 r. napisała do papieża: „Przede wszystkim musisz wyrzucić z ogrodu świętego Kościoła cuchnące kwiaty, śmierdzące nieczystością i chciwością oraz nadęte pychą, czyli złych pasterzy i przełożonych, którzy swą zgnilizną zatruwają i zanieczyszczają ten ogród. O, miły nasz zarządco, byłoby naprawdę dobrze, gdybyś użył swej władzy do wykorzenienia i wyrzucenia cuchnących kwiatów. Wyrzuć je daleko, żeby nie miały już dostępu do władzy. Zmuś je, aby starały się odzyskać najpierw panowanie nad sobą, prowadząc święte i dobre życie. W ogrodzie zaś posadź wonne kwiaty, czyli takich pasterzy i zarządców, którzy są prawdziwymi sługami Jezusa Chrystusa, troszczą się tylko o chwałę Bożą i o zbawienie dusz oraz opiekują się ubogimi”.

Nie była teologiem z dyplomem, a jednak dzięki temu, że obcowała z Jezusem, miała właściwą – nieskażoną błędną interpretacją – wiedzę na temat konsekwencji trwania w grzechu. „Jej wiedza spłynęła na nią z nieba, dlatego mogła nauczać, sama nie mając nauczycieli” – napisał w bulli Pius II. Dzisiejsza myśl niektórych teologów sprowadza uczniów Chrystusa na manowce, sugerując im, że w swym miłosierdziu Bóg zamknął piekło i świeci ono pustkami. Katarzyna, w pełni świadoma konsekwencji złego życia, chciała ofiarować samą siebie za innych i wyznała Chrystusowi: „Lepiej będzie dla mnie, jeśli wszyscy będą zbawieni, a ja sama będę znosić męki piekielne, bylebyś tylko mi zostawił miłość do Ciebie...”. Rozumiała, że naprawa całego Kościoła jest możliwa tylko przez odwrócenie się od grzechu każdego z jego członków. „Zawsze tam, gdzie nie ma cnót, toczy się wojna ze Stwórcą” – napisała. Niemal wykłócała się z Bogiem o grzeszników. Wolała, aby gniew Boży spadł na nią, niż na tych ludzi. Ona wiedziała, że ten gniew spadnie.

Gdy 12 października 1891 r. w żydowskiej rodzinie Steinów we Wrocławiu urodziła się Edyta, Brygida i Katarzyna były już od dawna świętymi.

To Bóg jest święty

Św. Teresa Benedykta od Krzyża – Edyta Stein dołączyła do średniowiecznych koleżanek w wielkim stylu. Studentka trzech uniwersytetów: we Fryburgu, Wrocławiu i w Getyndze, wszechstronnie wykształcona, wybitnie uzdolniona – łączyła w swoim krótkim życiorysie kilka przęseł, które stworzyły solidny most nie tylko dla wielu środowisk, społeczeństw i narodów, ale nade wszystko religii. Żydówka, którą Jezus zaprosił głębokim rozważaniem tekstu św. Teresy z Ávila do przyjęcia chrztu, do wszczepienia w Siebie i do radykalnej decyzji wstąpienia do karmelu. „Trwać na modlitwie przed Bogiem, miłować Go całym sercem, błagać Go o łaskę dla grzesznego ludu i składać siebie w ofierze zadośćuczynienia, w postawie służebnicy Pańskiej wypatrywać uważnie Bożych znaków: takie było życie Maryi” – napisała po nawróceniu, i takie było jej życie.

Dzieciństwo Edyty to nie tylko Wrocław, ale nade wszystko wyjazdy do dziadków, którzy mieszkali w Lublińcu. Portrety babci Adelheid, wielki, pełen dostatku dom i przylegający do niego sklep żelazny. Liczne rodzeństwo matki, którego imion uczyła się na pamięć. Kredens z szufladami pełnymi rodzynek, migdałów i gorzkiej czekolady. Śmiechy, żarty i dowcipy. Pełna czułości i dobroci twarz dziadka. Ukradkiem wyjmowane przez niego z tortów kandyzowane owoce wtykane wnukom do ust. Szczęśliwe, pełne światła dni, w których odsłania się jej niezwykła mądrość, ale też upór.

Gdy 1 stycznia 1922 r. przyjęła chrzest w Kościele katolickim, miała 31 lat. 14 października 1933 r. wstąpiła do Karmelu w Kolonii. Już wtedy NSDAP wydało jej zakaz działalności naukowej ze względu na żydowskie pochodzenie. Pięć lat później złożyła śluby wieczyste jako s. Teresa Benedykta od Krzyża. „Zostałam powołana do tego cudownego ukrycia, przed wieloma bardziej niż ja godnymi” – napisała w liście do najbliższych.

Byle zdążyć Go pokochać

„Przed kilku tygodniami podjęłam na nowo pracę filozoficzną i stoję wobec wielkiego zadania. Robię, co mogę; ciągle na nowo czerpię odwagę z Tabernakulum, gdy mi ją odbiera uczoność innych” – napisała z Echt. Za punkt wyjścia wzięła tomistyczną naukę o akcie i możności. Chciała odpowiedzieć na pasjonujące ludzi wszystkich czasów pytanie o sens bytu, a także „przerzucić mosty” między filozofią średniowieczną a sobie współczesną. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że przerzuci zupełnie inny most – sięgnie on aż na drugą stronę bytu, a po nim przejdzie wielu innych, umocnionych jej odwagą i pewnością działań.

Rękopis liczył 1368 kart. Nie doczekał się wydania za życia autorki. Od 1933 r. NSDAP paliło dzieła żydowskich pisarzy. Żaden wydawca nie chciał się podjąć publikacji. Do znajomych, którzy chcieli jej pomóc, Edyta pisała ze spokojem: „Całą sprawę zrozumiałam jasno, gdy się dowiedziałam, że nie posiadam już praw wyborczych. Nie mam jeszcze potwierdzenia tej wiadomości, lecz wkrótce się o nie postaram. Proszę się na to wszystko nie unosić. Od dawna jestem przygotowana na rzeczy o wiele gorsze”. Po „nocy kryształowej” i pogromie Żydów stało się jasne, że życie Edyty Stein w Karmelu kolońskim jest zagrożone. Przełożeni postanowili przesiedlić ją do Holandii, do Karmelu w Echt. „Do ubóstwa zakonnego należy też gotowość opuszczenia nawet ukochanego klasztoru. Zobowiązałyśmy się do zachowania klauzury, ale Bóg wcale nie zobowiązał się pozostawić nas zawsze w jej murach. On ich nie potrzebuje, bo ma inne, aby nas ochronić” – zanotowała. Aresztowano ją przy pracy 2 sierpnia 1942 r., wraz z rodzoną siostrą Różą. Jej ostatni list do przeoryszy w Echt, datowany 6 sierpnia 1942 r., pochodzi z obozu w Westerbork, „Jutro wcześnie idzie pierwszy transport. Prosiłabym o następną część brewiarza...”.

Przesyłkę otrzymała. Do paczek dołączono obrazek znaleziony w jej celi, na którego odwrocie napisała akt ofiarowania życia za nawrócenie Żydów. 9 sierpnia 1942 r. została zgładzona w komorze gazowej.

2019-09-25 09:51

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prekursor monastycyzmu

2020-02-18 10:26

Niedziela Ogólnopolska 8/2020, str. VIII

[ TEMATY ]

patron

Adobe.stock.pl

Św. Jan Kasjan

Święty Jan Kasjan (ur. ok. 360 r. zm. 435 r.) to pierwszy rumuński święty – wydaje się, że przyszedł na świat właśnie na terenach dzisiejszej Rumunii.

Można powiedzieć, że ten święty, którego nieobowiązkowe wspomnienie obchodzone jest 28 lutego, a zatem w tym roku już w Wielkim Poście, był – pisząc nieco kolokwialnie – omnibusem swoich czasów. Dlaczego? Otóż interesował się i chłonął całą ówczesną wiedzę, przede wszystkim filozofię i astronomię.

CZYTAJ DALEJ

Duża popularność filmu Reutersa z Mistrzostw Polski Księży w narciarstwie

2020-02-18 10:19

[ TEMATY ]

klerycy

mistrzostwa

księża

narty

narciarstwo

archidiecezjakatowicka.pl

Agencja Reutera opublikowała 18 lutego na swoim Twitterze film z 23. Mistrzostw Polski Księży i Kleryków w narciarstwie alpejskim, które w miniony weekend odbyły się na Stożku w Wiśle-Łabajowie.

„Polscy księża w sutannach i butach narciarskich biorą udział w corocznych zawodach narciarskich” – taki wpis podał Reuters na Twitterze.

Film z Mistrzostw Polski Księży w narciarstwie podawały także inne światowe agencje i serwisy informacyjne.

W opublikowanym przez tę agencję filmiku zaprezentowano księży na narciarskim stoku oraz wypowiedzi niektórych z nich. Reuters przypomina też w tym kontekście św. Jana Pawła II, który także lubił szusować na nartach.

CZYTAJ DALEJ

Miopatia jest podstępna i nie chce zostawić mnie w spokoju

2020-02-19 12:50

[ TEMATY ]

Caritas

pomoc

Archiwum Caritas Polska

„Nie poddam się łatwo. Będę walczyć do końca. Choroba nie będzie mi dyktować jak mam żyć, nie dam sobie zabrać wolności i radości życia. Miopatia jest podstępna i nie chce zostawić mnie w spokoju.” - mówi Edyta, podopieczna serwisu www.uratujecie.pl prowadzonego przez Caritas Polska.

Miopatia jest bardzo rzadką chorobą, prowadzącą do osłabienia, a w konsekwencji do zaniku mięśni. Jej skala i rozwój zależą od typu, może być genetyczna, hormonalna lub powstawać w wyniku infekcji. Niewielka liczba osób dotkniętych miopatią oznacza długą drogę do prawidłowej diagnozy i ograniczone możliwości leczenia. Leków na miopatię nie ma, nie prowadzi się nawet badań w tym kierunku. Jedyne co można zrobić to ograniczać postępy choroby. Edyta zbiera pieniądze na serię podań komórek macierzystych. To jedyna nadzieja na zatrzymanie postępów nieuleczalnej choroby.

„Jak się żyje z miopatią? Bardzo trudno. Mięśnie działają coraz bardziej opornie, proste czynności np. rozwieszenie prania, wejście na schody, utrzymanie równowagi w autobusie, są problemem. Narasta ogólne osłabienie, poczucie ciągłego zmęczenia, coraz więcej ruchów ulega ograniczeniu.” - opowiada o sobie Edyta.

Edyta pochodzi z niewielkiej miejscowości pod Limanową w Małopolsce, ale na wycieczce w górach była tylko raz. Weszła na Miejską Górę, symbol Limanowej z monumentalnym krzyżem, poświęconym papieżowi Janowi Pawłowi II. Krzyż powstał w odpowiedzi na papieskie słowa: ”Przenieście Krzyż w nowe Tysiąclecie”, wypowiedziane podczas pielgrzymki do Polski.

W domu było ich siedmioro. Tatę, zajętego ciągle pracą, niewiele widywali. Mama zajmowała się domem i gospodarstwem oraz pracowała jako opiekunka osób starszych i niepełnosprawnych. Edyta często jej pomagała. Zobaczyła z bliska ludzkie cierpienie, bezradność i zależność od innych. W domu się nie przelewało. W czasie wakacji całe rodzeństwo ruszało do prac zarobkowych. Zbierali owoce, grzyby, pomagali w pracach polowych. Za te pieniądze kupowali książki i przybory szkolne. Edyta jako najstarsza z rodzeństwa miała zawsze najwięcej obowiązków, ale nigdy nie zaniedbywała nauki. Bardzo chciała iść na studia, jednak na przeszkodzie stał ciągły brak pieniędzy. Postanowiła na studia zarobić sama i wyjechała na rok do pracy we Włoszech. Miała szczęście. Rodzina, do której trafiła, otoczyła ją przyjaźnią i opieką. Do dziś utrzymują kontakty, dzwonią do siebie.

Po powrocie z Włoch ukończyła Policealne Studium Prawa i Administracji w Nowym Sączu. W odpowiedzi na ofertę pracy wyjechała do Legionowa, gdzie w zamian za opiekę nad starszym panem mogła mieszkać za darmo. Jednocześnie podjęła pracę i planowała rozpoczęcie studiów magisterskich. Przyszłość wyglądała różowo. I nagle zaczęło dziać się coś złego.

O chorobie Edycie trudno jest rozmawiać. „No, nie wygląda Pani na chorą” - słyszy często od osób, które jej nie znają. Żadna z nich nie wie, jak to jest żyć z bólem, słabością, ciągłym zmęczeniem. Płakać z bezsilności w poduszkę. Czuć wściekłość i niezgodę, na przemian z rozpaczą i brakiem nadziei. Codziennie wstawać z łóżka, ustawiać do pionu i z uśmiechem na ustach żyć „normalnie”, mimo że wszystko boli. „Codziennie są momenty, kiedy rozsypujesz się na tysiąc kawałków” – wyznaje Edyta.

Zaczęło się niepozornie. Edyta była ciągle zmęczona, słaba, bolały ją mięśnie. Objawy nasilały się tak, że nie dało się ich zignorować. Zaczęła wędrówkę po lekarzach, ale przez dziesięć lat nikt nie potrafił wydać trafnej diagnozy. Była odsyłana od specjalisty, do specjalisty. Lekarze nie chcieli kierować jej na badania. Niektórzy sugerowali nawet zaburzenia psychiczne. W końcu trafiła do spostrzegawczej lekarki, która zwróciła uwagę na to jak Edyta podpiera się wstając z krzesła. Nie zostawiła tego i przepisała szczegółowe testy EMG mięśni, które reszcie pozwoliły postawić prawidłową diagnozę.

Miopatia – tak brzmiał wyrok, z którym nawet lekarze nie umieli sobie poradzić. Rozkładali ręce nie mając pomysłu na leczenie i nie umiejąc określić jakie są rokowania. Edyta miała wrażenie, że chcą jak najszybciej zobaczyć jak wychodzi z gabinetu. Na szczęście na jej drodze pojawili się także dobrzy lekarze, którzy chcieli znaleźć przyczyny jej cierpienia. Dzięki nim wie, że jedyne co można robić to ćwiczyć i zażywać leki przeciwbólowe. I z żadnym nie przesadzać.

Archiwum Caritas Polska

„Codziennie rano wstaję 2-3 godziny przed wyjściem. Przygotowanie się do pracy zajmuje coraz dłużej. Czasem myślę, że nie dam rady, nie mam już siły, ale jednak wstaję, myję się, ubieram, wychodzę do ludzi, do świata. To mnie trzyma przy życiu. I jeszcze jest rodzina. Wiem, że mam jej wsparcie i miłość. Wiem, że w razie czego mam gdzie wrócić, ale bardzo tego nie chcę. To byłaby ostateczność.” - mówi Edyta.

Podczas jednego z pobytów w szpitalu tomografia komputerowa pokazała, że Edyta ma w głowie dwa tętniaki. Dodatkowo kolejne testy wykazały zmiany świadczące że jej miopatia nie ma pochodzenia zapalnego, a genetyczne. Od tamtej pory Edyta dużo czasu poświęca poszukiwaniom informacji. Chce być pewna, że zrobiła wszystko, dotarła do najbardziej dokładnych źródeł o chorobie i możliwościach jej zatrzymania. Zastanawia się czy dziedziczna choroba nie ujawni się u dzieci jej sióstr.

Życie Edyty toczy się wokół pracy zawodowej, rehabilitacji, pisania próśb i podań, kolejnych badań i wizyt lekarskich. Godziny w poradniach, szpitalach, klinikach, stosy papierów i dokumentów. Edyta śmieje się, że to drugi etat. W Warszawie wynajmuje niewielkie mieszkanie. Pracuje właściwie tylko na czynsz i leczenie. Wyjazd do domu, na Podhale, wymaga dłuższego planowania i odkładania pieniędzy.

„Trudne jest utrzymanie przyjaźni i bliskich relacji, gdy moje dni wypełnione są po brzegi. Nie lubię pytań o chorobę, unikam rozmów na ten temat. Nie chcę być postrzegana tylko przez jej pryzmat, jako ofiara. Bo ja z nią codziennie walczę, nie pozwalam, żeby całkowicie mnie pochłonęła.” - opowiada Edyta

O terapii komórkami macierzystymi Edyta dowiedziała się kilka lat temu z programu Elżbiety Jaworowicz „Sprawa dla reportera”. W programie wystąpiła Ania, młoda dziewczyna z podobnym schorzeniem. Pod wpływem rozmów z Anią Edyta skontaktowała się z dyrektorem Centralnego Banku Komórek Macierzystych w Warszawie. Empatyczny doktor, prekursor przeszczepów komórek macierzystych u dzieci chorych na białaczkę w Polsce, długo i szczegółowo odpowiadał na pytania Edyty. Zachęcił do podjęcia terapii komórkami w połączeniu z rehabilitacją neurologiczną. Tak Edyta trafiła na klinikę w Częstochowie. Nie każdy dostaje pozwolenie na terapię komórkami macierzystymi. Potrzebna jest zgoda Komisji Bioetycznej. Edyta taką zgodę już ma. Brakuje tylko pieniędzy. Koszt terapii to 240 tysięcy złotych – astronomiczna kwota, zupełnie nieosiągalna dla Edyty.

Codzienne życie osób w sytuacji Edyty to tor z przeszkodami. Osoby zdrowe nie mają pojęcia jak wiele jest utrudnień w przestrzeni publicznej. A Edycie coraz ciężej wchodzi się po schodach. Jazda autobusem oznacza nieustanny ból i zesztywnienie. Edyta boi się, że jeśli odpuści i położy się na dłużej, może już nie wstać. Ostatnie badania w Poradni Chorób Mięśni pokazały duże zmiany w mięśniach kręgosłupa i klatki piersiowej. Bez terapii komórkami będzie coraz gorzej.

„Co lubię? Trudne pytanie, tak rzadko mam okazję robić coś bez związku z leczeniem. Oglądam filmy, dokumentalne i historyczne, a szczególnie te, które czyta Krystyna Czubówna. Mogłabym słuchać jej głosu godzinami. - uśmiecha się - jest taki spokojny, kojący.”

Edyta wyznaje, że zawsze lubiła gotować. „To powoli robi się coraz trudniejsze z powodu rosnącego osłabienia mięśni. Dużo kulinarnych umiejętności przywiozłam z Włoch. Nauczyłam się przyrządzać makarony i prawdziwą włoską pizzę. Moje spaghetti carbonara na początku wywołało protesty, ale z czasem cała rodzina polubiła włoskie dania. - mówi Edyta

Edyta wie, że na rodzinę może zawsze liczyć. Ostatnio mama i siostry upiekły 40 ciast na kiermasz dobroczynny w kościele wspierający zbiórkę pieniędzy na leczenie. Trochę się bały, czy ciasta zostaną sprzedane, ale nie zostało ani jedno.

Edyta łatwo się wzrusza. Ma w sobie wrażliwość, która powoduje, że wszystko przeżywa jakby mocniej. Mimo ograniczeń finansowych, nie może powstrzymać się by nie wpłacić chociaż kilku złotych, gdy widzi ludzkie cierpienie, szczególnie bezbronnych dzieci.

„Inni mają jeszcze gorzej, chcę im pomagać. Do kogo mam mieć pretensje, że dotknęła mnie ta choroba? Nie chcę obciążać innych moimi problemami. Nie chcę być ciężarem dla mamy i rodzeństwa.” Niestety czas działa przeciwko Edycie i ten moment może nastąpić, jeżeli nie uda się zebrać pieniędzy na podanie komórek macierzystych.

„Nie tracę nadziei, nie pozwalam sobie na zbyt długie rozczulanie się nad sobą. Moja siła - bo wiem, że jestem silna - pochodzi od Boga i mojej rodziny. To dwa filary, na których mogę się oprzeć. Wierzę, że są wokół mnie ludzie dobrej woli, dzięki którym te pieniądze na terapię uda się zebrać.

Każdy może pomóc Edycie. Wystarczy wejść na www.uratujecie.pli wpłacić na jej zbiórkę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję