Reklama

Aspekty

Któż jak Bóg!

Mężczyzno, chcesz być duchowym wojownikiem? Zaciągnij się pod sztandary św. Michała Archanioła. Nie zwlekaj – walka duchowa trwa, a w niej potężne siły przeciwnika. Jednak nie lękaj się, bo przecież: „Któż jak Bóg”! Oto trzy świadectwa mężczyzn, czcicieli Wodza Niebieskich Zastępów, które mogą Cię do tego zachęcić

Moja „michalicka” droga

KAMIL KRASOWSKI: – Jak narodził się kult św. Michała w Pana życiu?

MICHAŁ SOBOCIŃSKI: – Parę lat temu w czasie pielgrzymowania po Włoszech zajechaliśmy na nocleg w San Govianni Rotondo. Po przyjeździe okazało się, że z powodu dużej liczby pielgrzymów organizator był zmuszony do zmiany miejsca naszego odpoczynku. Tym nieplanowanym miejscem był dom pielgrzyma w Monte Sant’ Angelo na górze Gargano, położony przy grocie objawień św. Michała Archanioła. Dzięki tej „nieoczekiwanej” według ludzkiego myślenia zmianie zostałem zaproszony na osobistą audiencję do swojego patrona, do jedynej na świecie nie ludzką ręką pobłogosławionej świątyni. Przez ten znak Opatrzności Bożej powoli zostałem wprowadzany w tajemnice kultu św. Michała. Byłem tak urzeczony tym wyjątkowym miejscem, jego symboliką, historią objawień, że zapragnąłem pogłębiać swoją wiarę. Jednak w sercu miałem przekonanie, by nie ograniczać się tylko do osobistych doznań, ale dzielić się tym świadectwem z innymi. Taki to był początek, zaplanowany przez anielskiego posłannika Boga, mojej „michalickiej drogi”.

– Co Pana najbardziej fascynuje w Wodzu Niebieskich Zastępów?

– Ta fascynacja następowała w moim życiu duchowym stopniowo przez wielokrotne pielgrzymowanie do Monte Sant’ Angelo, na spotkania ze świętym w znaku figury w czasie nawiedzenia w parafiach diecezji, pogłębianie wiedzy o moim patronie i osobistym zanurzeniu się w różnych formach kultu. W tym czasie mogłem odkrywać duchowe cechy Zwiastuna Bożej Chwały, takie jak posłuszeństwo, męstwo, pokora, odwaga. Jednak najbardziej przemówiło do mnie zwycięstwo nad złem, gotowość stania przy Bogu do końca, nie szukając uznania czy splendoru, ale zgodnie z zawołaniem św. Michała: „Któż, jak Bóg!”, stawiając Stwórcę na pierwszym miejscu ponad wszystko. Św. Michał bezustannie zachwyca mnie gotowością niesienia pomocy i ochroną przed pokusami złego.

– Czy dostrzega Pan orędownictwo swojego patrona na co dzień?

– W trakcie mojego życia wielokrotnie w chwilach niebezpiecznych odczuwałem opiekę i ochronę osoby, siły stojącej zawsze przy mnie. Wychodziłem nieraz z opresji i z zagrożeń logicznie niewytłumaczalnych. Po latach znalazłem odpowiedź, że tą osobą był św. Michał Archanioł. Działał w moim życiu delikatnie, lecz skutecznie, zawsze kierując mnie na właściwą drogę. Niezwykłą ochronę swojego patrona poczułem po przyjęciu szkaplerza św. Michała, gdy wielokrotnie wysłuchiwał moich próśb i bronił od niebezpieczeństw, otaczając swoją cudowną opieką. W każdym czasie czuję jego troskliwą obecność. Dni nawiedzenia mojej parafii przez św. Michała w znaku figury z Gargano stały się motorem napędowym do podjęcia wielu inicjatyw modlitewnych. Świadectwo pielgrzymów przybyłych w ten czas mocy i łaski, nawet z odległej Kolumbii czy Węgier i Niemiec, ogromna liczba listów elektronicznych z intencjami i prośbami jeszcze bardziej utwierdziły mnie w działaniu posłannika Bożej chwały. Jestem niezmiernie wdzięczny mojemu patronowi za jego wyraźną obecność w życiu, za łaskę mojego uczestnictwa w uroczystościach odpustowych w Monte Sant’ Angelo w dniu 29 września br., by znowu stanąć w tym świętym miejscu i skierować moje dziękczynienie, polecając wspólnotę bractwa, parafię i Ojczyznę jego wstawiennictwu.

Pan Bóg zawsze na pierwszym miejscu

– Kiedy został Pan rycerzem św. Michała?

PIOTR WAŚNIEWSKI: – Dokładnie 30 października 1999 r. (to już 20 lat). Pierwszy zastęp św. Michała Archanioła liczył siedmiu rycerzy, swoją działalność na rzecz służby Bożej rozpoczął w parafii św. Brata Alberta Chmielowskiego w Zielonej Górze, pod opieką ówczesnego proboszcza ks. Czesława Kroczaka. W pierwszych latach funkcjonowania zastępu czerpaliśmy wiedzę i rozwój z wykładów oraz prelekcji naszego założyciela, michality ks. Mariana Polaka. Był on m.in. inicjatorem rozpowszechnienia dwumiesięcznika „Któż Jak Bóg” – czasopisma związanego z tematyką anielską i demonologią. W tym roku świętujemy 25-lecie istnienia Rycerstwa św. Michała Archanioła w Polsce i dlatego udajemy się w październiku na górę objawień św. Michała Archanioła na Monte Sant’ Angelo. W tym wyjątkowym czasie spotkają się rycerze z całej Polski i ze świata. W diecezji zielonogórsko-gorzowskiej rycerskie zastępy można również spotkać w Gorzowie, Głogowie, Żarach i Łęknicy.

– Co duchowość wspólnoty daje Panu jako mężczyźnie w codziennym życiu?

– Duchowość św. Michała Archanioła daje mi jego potężne wstawiennictwo oraz doświadczenie obecności i obcowania ze świętymi Aniołami. Codzienną pomoc w życiu.
Rycerze Michała Archanioła modlą się codziennie modlitwą egzorcyzmu prostego o odpędzenie złych duchów od siebie i innych. Spotykamy się obecnie na comiesięcznej modlitwie (chór Uwielbienia) w każdy pierwszy wtorek miesiąca w Zielonej Górze w parafii św. Stanisława Kostki po Mszy św. o godz. 18.30, gdzie towarzyszy nam nasz opiekun ks. Adrian Put. Jak co roku od 20 września rozpoczniemy Nowennę do św. Michała Archanioła, wypraszając łaski dla naszej Ojczyzny.

– Co dla Pana oznacza zawołanie „Któż jak Bóg!”, którego użył Wódz Niebieskich Zastępów, wypowiadając wojnę szatanom, kiedy ci zbuntowali się przeciwko Panu Bogu?

– To podążanie ścieżką Bożą, gdzie Pan Bóg jest zawsze na pierwszym miejscu.

Jest ratunkiem dla tych, którzy go wzywają

– Jesteś rycerzem św. Michała Archanioła, jednak był czas, kiedy byłeś z dala od Kościoła. Jak to się stało, że zdecydowałeś się powrócić na jego łono?

ARTUR MAYER: – To była łaska, to było coś, co zostało mi dane z Nieba – szczególna interwencja Bożego miłosierdzia, bo byłem największym grzesznikiem z Głogowa. Nie było grzechów, których bym nie popełniał. Ale w tej swojej nędzy, w tym swoim upokorzeniu, gdy stwierdziłem, że coś jest ze mną nie tak, w moim sercu tliła się iskra, która dawała nadzieję, że jest jeszcze Bóg. Dlatego w momencie mojej udręki i zniewolenia, bo byłem bardzo mocno zniewolony, zawołałem: „Jeżeli jesteś, to mi pomóż!”.
Punktem kulminacyjnym, gdy Bóg mógł zadziałać, była moja zgoda. To było coś niesamowitego. Mogłem chodzić codziennie do Kościoła, na każdą Mszę, jedną po drugiej. Odczuwałem tam niesamowitą obecność Bożą, miłość, którą Bóg daje za darmo, bo mnie kocha. Jednak ja odczuwałem tę miłość, której nie otrzymałem nigdy od swojego ojca, bo nigdy go nie miałem. Było to megadoświadczenie, megamoc, którą daje Bóg tym, którzy Go wzywają. To pokazało mi, że jest Ktoś większy ode mnie – Ojciec, który patrzy na swojego błądzącego syna i czeka na jego nawrócenie.
Moje świadectwo jest na Youtube, więc jeżeli ktoś chciałby posłuchać, zapraszam.

– Czy w nawróceniu pomógł Ci św. Michał Archanioł? Wspominałeś, że miałeś jego wizje...

– On mi zawsze pomaga. Posługuję modlitwą wstawienniczą w dwumiesięczniku „Któż jak Bóg”. Dzwonią do mnie osoby, które naprawdę potrzebują pomocy – są udręczone, zniewolone, opętane. I gdy wzywam św. Michała Archanioła, „trzęsie się ziemia”. Jest to niesamowita obecność Bożego posłańca, trzymetrowego. Miałem widzenie, gdy otrzymałem łaskę nawrócenia od Boga. On mi pokazał anioła, który jest przy mnie. Dlatego jestem w Rycerstwie św. Michała Archanioła, bo rozkochałem się w tej duchowej walce, bo jestem wojownikiem, który walczy za biedne dusze, które są niekiedy skazane na dręczenie. On jest pomocą dla mnie oraz dla wielu osób, które jej potrzebują. Nie wyobrażam sobie samotnej walki, gdyż przeciwnik jest ogromny. Ale on, św. Michał Archanioł jest moim ratunkiem i ratunkiem dla tych, którzy go wzywają. Tego doświadczam w wielu duchowych walkach, modlitwach, gdy wzywam jego posłannictwa. To potężny anioł, który zwalcza szatana, przebiegłego kłamcę i oszusta.

– Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że przeciwko nam toczy się ogromna duchowa walka. Czy mamy się czego obawiać i gdzie szukać obrony?

– Tak, toczy się przeciwko nam ogromna, niesamowita walka między dobrem a złem. Między nami są aniołowie, którzy pomagają nam zwyciężyć wszelkie zło, ale to my – narzędzia w rękach Boga – możemy swoją modlitwą obronić tych, którzy są pogrążeni w ciemności. Widziałem ogromne upadłe anioły, które mają wielkość powyżej 3 m. Są pokryte łuskami, bardzo mocno umięśnione i one też się modlą... do Szatana. Składają ofiary ze złota, mają swoje ołtarze. Jednak my przy pomocy łaski Bożej możemy się im przeciwstawić. I tego potrzebują ci, którzy są w wielkiej udręce. Oni dzięki naszej modlitwie mogą być wyzwoleni, ale to my ponosimy konsekwencje, my walczymy za nich, poddając się duchowym torturom. Tak jak żołnierz na polu walki może otrzymać cios mieczem, kulą, tak my otrzymujemy cios od złego ducha. Jednak sam Bóg widzi to wszystko i posługując się nami, może uratować tych, którzy są potrzebujący. I my swoją modlitwą możemy Mu w tym dopomóc, możemy ich uratować.

2019-09-25 10:32

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Św. Michał broni nas w walce!

[ TEMATY ]

film

patronat

archanioł Michał

www.rosemaria.pl

Kim dla nas współczesnych jest Michał Archanioł? Czy jego misja wciąż trwa? Czy odczuwamy jego obecność w naszym życiu? Czy objawienia i interwencje św. Michała wpływają na losy świata? Dwuczęściowy film wydawnictwa Rosemaria: „Broń nas w walce” daje odpowiedzi na te pytania i zabierze cię w świat nieznanych i często zapomnianych miejsc związanych z objawieniami tego Archanioła w Europie oraz Polsce.

Ta wyjątkowa podróż pozwoli ci zbliżyć się z większą ufnością do tego potężnego Obrońcy przed złem, odkryć jego moc i pogłębić duchową relację.

Współczesna sytuacja pokazuje jak bardzo jest to potrzebny film. „Broń nas w walce!” pobudza wiarę, inspiruje do nawrócenia i zmiany. Pokazuje moc św. Michała, której doświadczyć może każdy z nas! Wielu ludzi potrzebuje takiej zmiany, uwolnienia od szatańskich sideł, poznania św. Michała. „Broń nas w walce!” to trzy lata wyjazdów w miejsca znane i te zapomniane, a tak ważne dla kultu św. Michała. Rozmowy z ludźmi oddanymi św. Aniołowi, peregrynacje cudownej figury oraz specjalne przesłanie od św. Michała dla nas Polaków, budzące wielką ufność w szczególną opiekę nad naszym narodem tego Archanioła. Jest to pierwszy w Polsce film tak dogłębnie poruszający tematykę św. Michała. Dlatego film ten może stać się dobrym dziełem ewangelizacyjnym. Film został doceniony na XXXIV Międzynarodowym Festiwalu Filmów Katolickich Niepokalana i zdobył I nagrodę w swojej kategorii.

Św. Michał wciąż działa, chroni nas, Kościół i cały świat przed odwiecznym wrogiem człowieka – szatanem!

Do walki ze złem pod sztandarem św. Michała zachęca nas w filmie bł. Bronisław Markiewicz: „Stójmy przy św. Michale dzierżącym zwycięską ręką chorągiew Krzyża Chrystusowego. I pamiętajmy pod tą chorągwią idąc na przód i walcząc pokonamy szczęśliwie wszystkie zasadzki i napaści złego ducha” Niech ten film zachęci Cię do ufnego zawierzenia się św. Michałowi Archaniołowi.

Film można nabyć telefonicznie: 61 8687 345 oraz na stronie: www.rosemaria.pl

CZYTAJ DALEJ

Abp Hoser dla „Niedzieli”: potrzeba nam miłości ojczyzny na wzór bohaterów Bitwy Warszawskiej

„Bolszewizm zatruł zachodnią cywilizację, a jego pochodną są wszystkie dzisiejsze ideologie” - mówi w wywiadzie dla Tygodnika „Niedziela” abp Henryk Hoser.

O cudownym zwycięstwie w 1920 r., bohaterskiej śmierci ks. Ignacego Skorupki, zjednoczeniu Polaków ponad podziałami i białej plamie w historii, jaką była przez lata była Bitwa Warszawska, z biskupem seniorem diecezji warszawsko-praskiej i wizytatorem apostolskim parafii w Medjugorie, rozmawia Magdalena Wojtak.

Sto lat temu na przedmieściach Warszawy nastąpił cud. Bolszewicy zaczęli się wycofywać, a plan podbicia przez nich serca Europy "po trupie Polski" legł w gruzach. Jak powinniśmy patrzeć na to wydarzenie? 

Abp Henryk Hoser SAC: - To był potrójny cud - jedności narodowej, wspólnoty modlitwy oraz działań militarnych. Zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej zawdzięczamy ogromnej mobilizacji całego społeczeństwa, które szturmowało niebo i odpowiedziało na apel biskupów, aby stanąć w obronie ojczyzny. 19 czerwca 1920 r. stolicę zawierzono Najświętszemu Sercu. Episkopat Polski na czele z prymasem kard. Edwardem Dalborem, na Jasnej Górze trzy tygodnie przed kulminacyjnym atakiem bolszewików ponowił ten akt, zawierzając Najświętszemu Sercu Pana Jezusa całą Polskę. W świątyniach miały miejsce całodzienne adoracje. Od 6-15 sierpnia odbywała się ogólnopolska krucjata modlitewna w intencji ojczyzny odmawiana w formie nowenny.
W stolicy trwały czuwania modlitewne, a z kościołów w kierunku pl. Zamkowego wyruszały procesje pokutno-błagalne. Lud Warszawy zawierzał się Matce Bożej Łaskawej, Strażniczce Polski i patronce stolicy. Modlono się także przed relikwiami św. Andrzeja Boboli.

Jaką rolę w obliczu bolszewickiej ekspansji odegrał Kościół? 

- Polscy biskupi w liście do narodu, papieża Benedykta XV oraz Konferencji Episkopatów Świata prosili o pomoc i modlitwę w intencji zagrożonego nawałą bolszewicką państwa. Pisali, że jeżeli Polska zginie, klęska grozi całemu światu, który zaleje nowy potop - potop mordów, nienawiści, pożogi i bezczeszczenia Krzyża. Pisali, że bolszewizm jest wykwitem wszelkich zasad negacji, które godzą w rodzinę, religię, system społeczny oraz ubóstwianą przez siebie wiedzę. 

14 sierpnia 1920 r. na polach walk w Ossowie, gdzie zginął z krzyżem w ręku ks. Ignacy Skorpuka, sowieci zobaczyli na niebie jasną postać. Nazajutrz Matka Boża objawiła się także w Wólce Radzymińskiej. 

- Uczestnikom Bitwy Warszawskiej, jak relacjonowali bolszewiccy jeńcy, objawiła się Matka Boża. W nocy widzieli wielką postać Maryi na tle stolicy, która ochraniała płaszczem Warszawę, a wystrzeliwane w Jej kierunku pociski odbijały się.
Od tego momentu nastąpił przełom w Bitwie Warszawskiej. Rosjanie zaczęli panikować i wycofywać się. Siły ludzkie były zbyt słabe, aby sprostać wrogowi. Objawienie się Matki Bożej załamało morale Armii Czerwonej, a skuteczne okrążenie bolszewików przez polskie wojsko od strony Wieprza przechyliło szalę zwycięstwa. Cud dokonał się 15 sierpnia 1920 r. w Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Przepowiednia Lenina, aby po trupie Polski bolszewicy dostali się serca Europy była o krok od spełnienia się. W Wyszkowie czekali już komunistyczni komisarze: Feliks Dzierżyński, Julian Marchlewski i Feliks Kon. Nie mogli doczekać kapitulacji stolicy i przejęcia władzy. Po zwycięstwie bolszewików triumfalnie planowani wjechać do Warszawy, a sowieckim żołnierzom obiecano dwudniowy rabunek stolicy Polski. Kraje europejskie nie miały świadomości zagrożenia i wykazywały się wobec naszego kraju niechętną postawą, próbowały nawet dogadać się z bolszewikami. Czesi na przykład chcieli zatrzymać pociągi z zakupioną przez nasz rząd amunicją. 

Klęska Polaków wydawała się nieunikniona. 

- Tak, ale wydarzył się cud zjednoczenia narodu polskiego. Mimo wszelkich sporów i waśni, które miały miejsce wówczas na scenie politycznej, wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że niepodległa ojczyzna jest najwyższą wartością. Zjednoczono się wobec nadchodzącego zagrożenia. Dokonała się powszechna mobilizacja. Młodych chłopców powoływano do wojska i wysyłano na front. Powstała Armia Ochotnicza, na czele z gen. Józefem Hallerem, która wydała odezwę do narodu zachęcającą do dobrowolnego wstępowania w szeregi armii. 
 

Bohaterem wojny polsko-bolszewickiej stał się młody, 27-letni kapłan, duszpasterz Legii Akademickiej. 

- Swoją ostatnią Mszę Świętą ks. Ignacy Skorpuka przed wyruszeniem na front sprawował w cmentarnej kaplicy na warszawskim Kamionku. Stamtąd wraz z młodzieżą, wśród której byli liczni uczniowie Gimnazjum im. Władysława IV, wyruszył do Ossowa. Tam z krzyżem w ręku zginął od bolszewickiej kuli. 

Według świadków tego wydarzenia kapłan śpiewał pieśń ku czci Matki Bożej, a w testamencie ks. Skorupka pisał: ,,Dług za szkołę spłacam swym życiem. Za wpojoną mi miłość do Ojczyzny – płacę miłością serca... Proszę mnie pochować w albie i stule...”. 

- Młodzież, która brała udział w walkach 1920 r. była wychowywana w wielkim patriotyzmie. Bój był wzmacniany uformowanym duchem tych młodych ludzi. 
 Wychowanie patriotyczne odgrywa bardzo dużą rolę. Wierność własnym korzeniom, a więc własnej historii, tożsamości jest gwarantem przetrwania. Powinniśmy uczyć się nie tylko na błędach naszej przeszłości, ale także umieć dostrzegać wiele dobra dokonującego się na przestrzeni dziejów, poczynając od chrztu Polski, który był początkiem polskiej państwowości. Dzisiaj potrzeba nam miłości ojczyzny na wzór bohaterów Bitwy Warszawskiej. Musimy pamiętać, że wolność i suwerenność nie są nam dane raz na zawsze. Powinniśmy umieć stanąć ponad wszelkimi podziałami, które rozdzierają polskie społeczeństwo i bronić ojczyzny poprzez sprawnie działające państwo, które zapewnia suwerenność kraju. 

Księże Arcybiskupie, dziś nie zagraża nam komunizm, ale inne ideologie, które uderzają w życie i rodzinę. Jak się bronić przed nimi? 

- Żyjemy w epoce postmodernizmu, która odchodzi od racjonalizmu i kieruje się różnymi ideologiami mającymi neomarksistowskie korzenie. To tworzenie nowoczesnego człowieka, który ma być pozbawiony tożsamości i pamięci historycznej. Widać dziś dewaloryzację człowieka, zwłaszcza słabego i bezbronnego. Potrzeba dziś wrócić do dobrze pojętej antropologii, która bierze pod uwagę nie tylko ciało, ale i duszę. Zauważmy, że zwycięstwem bolszewizmu okazał się pakt Ribbentrop-Mołotow i czwarty rozbiór naszego kraju, który został podzielony przez ateistycznych przywódców. Bolszewizm zatruł zachodnią cywilizację, a jego pochodną są wszystkie dzisiejsze ideologie. 

Przez wiele lat Bitwy Warszawskiej nie można było nazywać „Cudem nad Wisłą”. Cenzura miała wpływ na wypaczanie obrazu tego wydarzenia? 

- Oczywiście. Przez wiele lat Bitwa Warszawska była białą plamą w społecznej świadomości. W czasach komunizmu w szkołach nie mówiło się o klęsce bolszewików pod Warszawą. Akcentowano układ ryski i dowodzono, że to Lenin upomniał się o granice Polski.

Jednak miejscowa ludność pamiętała o historycznym zwycięstwie polskiego oręża. Już dekadę później zaczęły powstawać w stolicy kościoły będące wotum za Cud nad Wisłą.

Wśród wiernych była ogromna potrzebna budowania tych świątyń stanowiących wdzięczności narodu za ocalenie przed bolszewikami w Bitwie Warszawskiej. Konkatedra Matki Bożej Zwycięskiej na Kamionku, kościół Chrystusa Króla na Bródnie oraz kościół Matki Bożej Zwycięskiej w Rembertowie powstały z potrzeby serca warszawiaków i dzięki ich ofiarności. 

W Radzyminie powstaje także świątynia, wotum wdzięczności za życie i pontyfikat Jana Pawła II i zwycięską Bitwę Warszawską. Pod budowę tego kościoła wmurowywał Ksiądz Arcybiskup kamień węgielny.

- Jan Paweł II w czerwcu 1999 r. na Cmentarzu Żołnierzy Polskich 1920 r. w Radzyminie powiedział, że ma wielki dług wobec bohaterów „Cudu nad Wisłą”. Sanktuarium, któremu patronuje papież-Polak ma przypominać, że Karol Wojtyła urodził się w roku Bitwy Warszawskiej i wiele zawdzięcza Polakom broniącym ojczyzny w 1920 r. Świątynia ta powstaje na polach bitwy polsko-bolszewickiej, gdzie miały miejsce krwawe walki. Diecezję warszawsko-praską papież szczególnie zobowiązał do kultywowania pamięci o "Cudzie nad Wisłą". Dlatego też należy pamiętać o innym ważnym miejscu, jakim jest Ossów. 

Tutaj poznamy nie tylko historię wojny polsko-bolszewickiej? 


- Nieopodal grobów bohaterów 1920 r. znajduje się tablica poświęcona polskim oficerom, dowódcom oddziałów walczących w Bitwie Warszawskiej, zamordowanym potem w 1940 r. w Katyniu przez Rosjan. W Ossowie powstała także aleja pamięci, gdzie upamiętniani są ci, którzy zginęli w 2010 r. w katastrofie smoleńskiej w drodze na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. To wyraz naszego szacunku do historii i tych tragicznych wydarzeń. 

 Z abp. Henrykiem Hoserem SAC rozmawiała Magdalena Wojtak. 

CZYTAJ DALEJ

Jan Paweł II o wojnie 1920 r.

2020-08-14 12:47

[ TEMATY ]

Cud nad Wisłą

św. Jan Paweł II

Bitwa Warszawska

Adam Bujak, Arturo Mari/Biały Kruk

Obchodzone w tym roku 100-lecie urodzin św. Jana Pawła II zbiega się ze 100-leciem Bitwy Warszawskiej. Karol Wojtyła przyznawał, że "nosi w sercu ogromny dług" wobec bohaterów tej wojny. A nawiązując do pojęcia „Cudu nad Wisłą”, podkreślał, że „było to wielkie zwycięstwo wojsk polskich, tak wielkie, że nie dało się go wytłumaczyć w sposób czysto naturalny i dlatego zostało nazwane “Cudem nad Wisłą”.

Jan Paweł II urodził się w trakcie trwającej wówczas wojny polsko-bolszewickiej. Warto wspomnieć, że 18 maja 1920 roku, w dniu jego narodzin, w Warszawie triumfalnie witano Józefa Piłsudskiego po wyprawie kijowskiej i jego zwycięstwach odniesionych nad bolszewikami na Ukrainie. Jednak, na początku lipca z terenów obecnej Białorusi a także Ukrainy ruszyła ofensywa Armii Czerwonej.

Jan Paweł II wskazywał, że rok 1920, to „okres wielkiego zagrożenia dopiero co odrodzonej Rzeczypospolitej”. Armia Czerwona zajmowała wówczas coraz większe obszary kraju, dochodząc aż pod Warszawę. „Zdawało się – przypominał Papież – że komuniści podbiją Polskę i pójdą dalej do Europy Zachodniej, że zawojują świat” (Przemówienie na cmentarzu, Radzymin, 13 VI 1999).

Noszę w sobie wielki dług…

Szczególny hołd bohaterom i ofiarom wojny polsko-bolszewickiej Jan Paweł II złożył podczas wizyty na cmentarzu ofiar Bitwy Warszawskiej 1920 roku w Radzyminie, 13 czerwca 1999 r. Miała się ona odbyć w milczeniu i modlitewnej zadumie, ale stało się inaczej.

Po wejściu na cmentarz Ojciec Święty długo modlił się w milczeniu klęcząc przed kaplicą upamiętniającą ofiary wojny 1920 roku. Następnie rozpoczął modlitwę "Witaj Królowo, Matko Miłosierdzia" po czym podszedł do żyjących jeszcze kilkunastu weteranów wojny 1920 r. Niejeden z nich płakał ze wzruszenia.

Ojciec Święty wkrótce ponownie zatopił się w modlitwie o zbawienie dusz poległych w 1920 r. Licznie zebrani wierni zaintonowali "Boże coś Polskę". Po czym Jan Paweł II wpisał się do księgi pamiątkowej. W tym momencie rozległy się okrzyki: "Prosimy o słowo! Prosimy o słowo!", przerywane oklaskami.

- Chociaż na tym miejscu najbardziej wymowne jest milczenie, to przecież czasem potrzebne jest także słowo. I to słowo chcę tu pozostawić – przyznał spontanicznie Papież. - Wiecie, że urodziłem się w roku 1920, w maju, w tym czasie, kiedy bolszewicy szli na Warszawę – przypomniał. - I dlatego noszę w sobie od urodzenia wielki dług w stosunku do tych, którzy wówczas podjęli walkę z najeźdźcą i zwyciężyli, płacąc za to swoim życiem. Tutaj, na tym cmentarzu, spoczywają ich doczesne szczątki. Przybywam tu z wielką wdzięcznością, jak gdyby spłacając dług za to, co od nich otrzymałem. Pragnę wszystkich uczestniczących w tym spotkaniu pobłogosławić w Imię Trójcy Przenajświętszej - powiedział.

Radzymin to miejsce szczególnie ważne!

Myśli te kontynuował w trakcie wygłoszonej w godzinę później homilii podczas Eucharystii przed katedrą warszawsko-praską, pod którą zebrało się kilkadziesiąt tysięcy wiernych. „Przed chwilą nawiedziłem Radzymin miejsce szczególnie ważne w naszej historii narodowej – podkreślił. Przyznał, że „ciągle żywa jest w naszych sercach pamięć o Bitwie Warszawskiej, jaka miała miejsce w tej okolicy w miesiącu sierpniu 1920 roku”.

- Myśl nasza kieruje się dzisiaj ku tym wszystkim, którzy pod Radzyminem i w wielu innych miejscach tej historycznej bitwy oddali swoje życie, broniąc Ojczyzny i jej zagrożonej wolności. Myślimy o żołnierzach, oficerach. Myślimy o Wodzu, o wszystkich, którym zawdzięczamy to zwycięstwo po ludzku – zauważył Papież. Nie zapomniał też o ks. Ignacym Skorupce, jako symbolu bezinteresownego zaangażowania i roli Kościoła w ówczesnej sytuacji.

A nawiązując do pojęcia Cudu nad Wisłą, podkreślił, że „było to wielkie zwycięstwo wojsk polskich, tak wielkie, że nie dało się go wytłumaczyć w sposób czysto naturalny i dlatego zostało tak nazwane”. Przypomniał, że przez całe lata trwała zmowa wokół tego tematu milczenia. Zaznaczył, że na nową diecezję warszawsko-praską „Opatrzność Boża nakłada dziś nakłada dzisiaj obowiązek podtrzymywania pamięci tego wielkiego wydarzenia w dziejach naszego Narodu i całej Europy”.

Do pojęcia „Cudu nad Wisłą” Jan Paweł II nawiązywał wielokrotnie wcześniej, przy okazji kolejnych rocznic Bitwy Warszawskiej, o których nie zapominał będąc w Rzymie. „Było to wielkie zwycięstwo wojsk polskich, tak wielkie, że nie dało się go wytłumaczyć w sposób czysto naturalny, i dlatego zostało nazwane Cudem nad Wisłą i przypisano je opiece Królowej Polski” – tłumaczył 14 sierpnia 1996 r. spotykając się z polskimi pielgrzymami w Castel Gandolfo.

Wyjaśniał przy tym, że pojęcie „Cud nad Wisłą” nie może wypierać z pamięci ówczesnych zasług konkretnych ludzi. „Wielkie dzieła Boże – podkreślał – dokonują się przez ludzi. [...] dziękujemy Bogu za to, że dał taką moc ludziom, ludziom – naszym rodakom, że dał taką moc wodzowi i armii, i że dał taką moc całemu narodowi”.

Polskim pielgrzymom Jan Paweł Ii pokazywał w kaplicy papieskiej rezydencji fresk przedstawiający symboliczne wydarzenie Cudu nad Wisłą ­- bitwę pod Ossowem z centralną postacią księdza Ignacego Skorupki z krzyżem w ręce. Malowidło to wykonał w 1933 roku Jan Henryk Rosen (1891-1982) na prośbę papieża Piusa XI, który jako nuncjusz apostolski pozostał w Warszawie latem 1920 r. i wpierał Polaków w ich walce.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję