Reklama

Antyświat: próba opisu

2019-10-22 12:59

Witold Gadowski, dziennikarz
Niedziela Ogólnopolska 43/2019, str. 32-33

Plan wywrócenia naszego świata do góry nogami ma całkiem realne konsekwencje, także w Polsce

W jednej z poznańskich szkół pojawił się pomysł, aby chłopcy przyszli pewnego dnia w spódniczkach. Trwa szturm seksedukatorów na nasze szkoły, pod „oknem papieskim” przed budynkiem krakowskiej Kurii biskupiej odbywają się nienawistne sabaty zwolenników LGBT, wymierzone przeciwko krakowskiemu metropolicie – abp. Markowi Jędraszewskiemu.

Czujemy, że radykalnie wzrasta presja ze strony agresywnych deprawatorów. Jednocześnie zadajemy sobie pytanie: Czy zdołamy obronić nasz świat przed coraz bardziej potężną falą, która wydaje się nie do zatrzymania?

Na początek stracimy głos publiczny, będziemy ciągani przed sądy i uczeni – tresowani – posłuszeństwa. Następnie zawładną naszymi uczelniami i szkołami, przejmą główne media, film, świat „znanych i lubianych”, potem zapanują niepodzielnie na ulicach, a w końcu zapukają do drzwi naszych mieszkań, aby „sprawdzić”, czy jest tam „wszystko w porządku”, czy na ścianach nie wiszą krzyże, czy nie modlimy się wspólnie z dziećmi, czy kobieta nie jest „terroryzowana” kobiecymi obowiązkami przez męża i odwrotnie. Będą coraz mocniej wchodzić w naszą prywatność, aż dokwaterują nam edukatora, który będzie nas uczył, jak prawidłowo żyć, co jeść, co myśleć i mówić. Niemożliwe?

Reklama

Moi drodzy, to jest bliżej, niż wam się wydaje. Ten plan jest realizowany z żelazną konsekwencją i zaangażowaniem miliardów dolarów na całym świecie. Plan wywrócenia naszego świata do góry nogami ma całkiem realne konsekwencje, także w Polsce. Wszystko zaczyna się bardzo niewinnie – od oczywistych i powszechnie akceptowalnych konstatacji. To prosta metoda delikatnego wsadzania stopy w drzwi. Najpierw zgadzamy się z tym, że np. należy troszczyć się o zwierzęta, aby w konsekwencji dojść do stwierdzenia, że zwierzęta mają duszę (psychikę) i należą im się prawa podobne do ludzkich. Oczywiście, w tej grze wcale nie chodzi o zwierzęta (te są przez postępowców traktowane z najwyższym okrucieństwem, tak jak to widać na niedawno ujawnionych zdjęciach z niemieckich laboratoriów), ale o zabranie nam pewności sądzenia, wybicie nas ze świata, który dotychczas znaliśmy. Do tego każda metoda i każdy paradoks są dobre. Najpierw dzielą szokujące postulaty na warstwy „soft” i „hard”. Oswajają nas z „soft”, aby potem stwierdzić, że właściwie żyjemy już w epoce „hard”!

Nie poradzimy sobie z tą ofensywą, jeśli poprawnie nie zdiagnozujemy filozoficznych źródeł zmian, celów i kręgów, które za nimi – w rzeczywistości – stoją. Mechanika spraw jest bowiem taka, że najpierw pojawiają się idee, pogląd na świat, a potem dopasowywany jest do nich zestaw strategii i konsekwentnie realizowanych działań, kampanii.

Jeśli prawidłowo nie rozpoznamy bazy tych działań, przyświecających im idei i kręgów władających tymi zmianami, to ciągle będziemy walczyć z przejawami, z manifestacjami cząstkowych strategii. Będziemy się starali schwytać nieistniejącego potwora i bezskutecznie walczyli jedynie z wyobrażeniami, nie dosięgając istoty zagrożenia.

Z nowym zjawiskiem nie możemy walczyć siłą, gdyż ono zostało właśnie tak skonstruowane, aby wyzwolić w nas siłową reakcję. Im mocniej bowiem – w konfrontacji – będziemy się natężać, tym bardziej będzie rósł balon prowokacji. Pamiętajmy zatem, że w ulicznej walce wygrywają nie wartości, ale właśnie goła siła.

Metoda walki musi być dobrze przystosowana do istoty zagrożenia. Stąd też zamiast miotać się z kąta w kąt w bezsilnej wściekłości poświęćmy nieco czasu na bezemocjonalną analizę zjawiska. Pośpiech i emocje są tym, co właściwie chcą w nas wzbudzić. Tak więc pierwsza zasada: nie grajmy w scenariuszu gry, którą ideowi potomkowie Lwa Trockiego dla nas przygotowali. To sprytnie zasadzona pułapka i musimy ją umiejętnie ominąć.

Kto właściwie nas atakuje? Czynią to ci, którzy największe korzyści osiągają z rozpalania mas i kierowania ich gniewu przeciwko sobie wzajemnie. Atakują nas wrogowie wolności, którzy dysponują nieograniczonymi środkami materialnymi. Jedyną rzeczą, która ich interesuje, jest władza, możliwość sterowania ludźmi na zasadzie boskiej. Tak, kręgi, które projektują nową rewolucję, uznały, że miejsce Boga właśnie im się należy i tylko one mają boskie przymioty. To, oczywiście, konsekwencja odrzucenia Boga jako praprzyczyny i najwyższej wartości, w której zakorzenione są niezmienne: prawda, dobro i piękno.

Nie jest przypadkiem, że właśnie „złota triada” stała się przedmiotem największej manipulacji. Dobro – w lansowanej obecnie wizji świata – nie istnieje obiektywnie i nie ma żadnych przymiotów sprawczości. Dobre natomiast jest to, co służy do zrealizowania wizji całkowitej przebudowy społeczeństwa. Należy zatem zachwiać w ludziach przekonanie o istnieniu niezmiennego dobra. Piękno rozbijane jest z każdej strony przez oswajanie ludzi z brzydotą. Brzydota lansowana jest jako największa moda, to właśnie jej nadaje się przymioty zarezerwowane dotąd dla prawdziwego piękna. Mężczyzna z brodą w sukience, umalowany. Coś, co dotychczas wzbudzało wstręt i chęć ucieczki, teraz jest lansowane jako wykwit estetyki. Conchita Wurst – dziwoląg będący estetyczną aberracją przedstawiany jest jako coś niesłychanie pięknego i modnego. Chce się nas oswoić z ohydą, spowodować nasze zobojętnienie na takie bodźce. Obojętność ma być wyuczonym odruchem bezradności. Mamy zostać pokonani mentalnie, świadomościowo, sami w sobie się zapaść. Prawda ma być rozbita na miliony sprzecznych twierdzeń i sytuacji. Zabierają nam metodę sądzenia o świecie. Dzieje się to po to, aby nas obezwładnić, wprowadzić w stan niepewności i etycznego zagubienia, gdy nie będziemy potrafili ani jednego kroku uczynić bez opinii „eksperta”, „edukatora”. Oczywiście, „ekspertów” będą nam stręczyć jedynie ci, którzy stoją za wizją rozbicia naszego świata. Mamy dojść do przekonania, że w dzisiejszym świecie nic nie jest pewne, w niczym nie można znaleźć oparcia. Znakomitą metodą wywoływania takiego stanu jest promocja największych wynaturzeń. Dzieje się tak szczególnie w sferze zmysłowej, seksualnej. Michael Jones znakomicie wychwycił ten mechanizm w swojej ważnej pracy pt. „Libido dominandi”. Następnym zjawiskiem jest „symulakrum”, czyli ordynarna kradzież pojęć. Tresuje się nas w tym, że powszechnie kojarzone symbole nie znaczą już tego, co znaczyły dotychczas. Miłość nie jest już miłością, przyjaźń przyjaźnią, małżeństwo małżeństwem, wiosna wiosną, tęcza tęczą...

Słowa mają moc, a więc trzeba tak pokręcić ludzkie języki, aby nikt już z nikim nie potrafił się prawdziwie porozumieć. Wokół ma zapanować emocjonalna i poznawcza wieża Babel. Wtedy tylko ci, którzy mają odpowiednie kody do takiej rzeczywistości, będą mogli obiektywnie ogarnąć to, co naprawdę się dzieje. Odebranie ludziom możliwości orientowania się w świecie, sprofilowanie ich do poziomu wykonawców prostych poleceń – to wizja, która jest konsekwentnie realizowana w wielu krajach jednocześnie.

Kolejną operacją jest masowa depopulacja. Oczywiście, nachalne propagowanie homoseksualnych wzorców postępowania i życia jest z tym nierozerwalnie związane. Dominuje tu malthusiańska wizja ekonomii. Mówi ona, że jedynie mocno ograniczona populacja ludzka jest w stanie osiągnąć pewien poziom dobrobytu. Mówiąc najprościej: im więcej ludzi na ziemi, tym większa bieda. Aborcja zatem ma być „dobrem” powszechnym i dostępnym jak usługi kosmetyczki. Eutanazja może być „racjonalnym” rozwiązaniem dla „jednostek”, które przestały być produktywne i nie nadają się do dalszego wykorzystania.

Jak sobie z tym wszystkim poradzić? Najpierw musimy poznać głowę. Używa ona ręki, która nas teraz atakuje. Ta głowa nie podziela wciskanych nam „prawd” i „zachowań”, zdaje sobie sprawę z ich dewastującego wpływu. Wie jednak także, że jest to najlepsza metoda do przeprowadzenia rewolucji, polegającej na odcięciu ludzkości pamięci i zamienieniu jej w stada dających się łatwo sterować niewolników.

Abp Mokrzycki o nowych biskupach dla Ukrainy: nasz Kościół potrzebuje nowych sił

2019-11-12 20:22

kcz (KAI Lwów) / Lwów

- Cieszymy się bardzo, że Kościół rzymskokatolicki w Ukrainie ostatnio otrzymał dwóch biskupów Aleksandra Jazłowieckiego i Mikołaja Łuczoka – powiedział KAI abp Mieczysław Mokrzycki, metropolita lwowski. - Jesteśmy Ojcu Franciszkowi bardzo wdzięczni za te dwie nominacje młodych kapłanów, którzy wzbogacą także i nasz tutaj kolegium biskupów i będą też dla nas wsparciem.

Krzysztof Tadej

- Jest to dla nas bardzo ważne, ponieważ niektórzy biskupi mianowani jeszcze na początku odnowienia struktur Kościoła rzymskokatolickiego w Ukrainie już odeszli do wieczności i wielu jest już na emeryturze – wyjaśnił abp Mokrzycki. – Nowe nominacje to dla nas oznaka, że nasz Kościół jest żywy, że potrzebuje nowych sił by jak najlepiej otoczyć troską nasz Kościół, kapłanów, siostry zakonnych, ale przede wszystkim wiernych.

Lwowski metropolita zaznaczył, że obaj nowi biskupi pochodzą z Ukrainy. 40-letni ks. Aleksander Jazłowiecki, którego święcenia biskupie odbyły się w sobotę, 9 listopada, w konkatedrze św. Aleksandra w Kijowie będzie pomagał bp. Witalijowi Krywickiemu, ordynariuszowi diecezji kijowsko-żytomierskiej. Bp Jazłowiecki pochodzi z Gibałówki k. Szarogrodu na Podolu, gdzie przez okres komuny przetrwały największe skupiska katolików obrządku łacińskiego w tym kraju.

Z kolei 45-letni dominikanin Mikołaj Łuczok, którego 11 listopada papież Franciszek mianował biskupem pomocniczym diecezji mukaczewskiej urodził w Mukaczewie na Zakarpaciu. „Ks. bp Antal Majnek z Mukaczewa już od dłuższego czasu zwracał się z prośbą o koadiutora albo biskupa pomocniczego – mówił dalej abp Mokrzycki. - Biskup nominat Mikołaj Łuczok pochodzi z Zakarpacia i bardzo dobrze zna ten teren i zna języki tamtejszego ludu Bożego - ukraiński, węgierski, słowacki, polski, rosyjski. Jest z tej ziemi i będzie rozumiał tamtych wiernych, a także tradycje tamtejszego Kościoła”.

Abp Mokrzycki nie ukrywał, że archidiecezja lwowska trochę żałuje dominikanina. „Ojciec Mikołaj Łuczok był przez wiele lat związany z archidiecezją lwowską, poprzez duszpasterstwo akademickie we Lwowie. Bardzo dobrze rozwinął także duszpasterstwo przy kościele Matki Bożej Gromnicznej. Jego posługa była bardzo prężna, więc jego odejście będzie z uszczerbkiem dla tej wspólnoty. Ale cieszymy się, że teraz powróci do swojej macierzystej i będzie służył Kościołowi lokalnemu” – powiedział abp Mokrzycki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jubileusz na Manhattanie

2019-11-13 20:31

ks. Adrian Put

W parafii pw. Pierwszych Męczenników Polskich w Gorzowie dziękowano Bogu za 30 lat istnienia parafii. Jubileuszowej Eucharystii przewodniczył bp Tadeusz Lityński, który jednocześnie wizytował dekanat Gorzów-Katedra.

Ks. Adrian Put
Jubileuszowej Eucharystii przewodniczył bp Tadeusz Lityński, który jednocześnie wizytował dekanat Gorzów-Katedra.

Parafia pw. Pierwszych Męczenników Polskich powstała w 1989 roku. Utworzył ją bp Józef Michalik. Początkowo ośrodek duszpasterski powstał w szczerym polu. Dziś jest to największe osiedle Gorzowa i jednocześnie największa parafia w diecezji zielonogórskio-gorzowskiej. Pierwszym proboszczem i budowniczym kościoła oraz całego kompleksu duszpasterskiego był ks. prał. Władysław Pawlik. Po nim parafią kierował ks. Jan Mikołajewicz, a dziś przewodzi jej ks. Bogusław Kaczmarek.

Zobacz zdjęcia: Jubileusz parafii pw. Pierwszych Męczenników Polski w Gorzowie.

Jubileuszowa Msza święta zgromadziła wielu dawnych wikariuszy, którzy przez lata pracowali na gorzowskim Manhattanie.

W homilii bp Tadeusz przypomniał znaczenie męczeńskiej śmierci dla współcześnie żyjących na terenie naszej diecezji. Biskup podkreślił ogrom pracy, którą wykonali kapłani pracujący w tej części Gorzowa. - Męczennicy przypominają nam, że Bóg nie jest daleki, ale chce być blisko każdego i każdej z nas. Gdy dziś wspominany w liturgii Pierwszych Męczenników Polskich to chcemy pamiętać że to oni przynieśli na naszą ziemię Chrystusa. Bóg stał się dla nas bliski także dzięki ich życiu, posłudze i męczeńskiej śmierci. - podkreślił bp Lityński.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem