Reklama

Głos z Torunia

Aby nikt nie był sam

Spędzają wigilijny wieczór z osobami, które w tym czasie siedziałyby samotnie w czterech ścianach swoich domów. Mają serca pełne miłości i ciepła. Kim są organizatorzy Wigilii dla samotnych?

Niedziela toruńska 51/2019, str. VI

[ TEMATY ]

wigilia

samotność

Archiwum Małgorzaty Kałdowskiej

Małgorzata Kałdowska Nauczyciel religii w Szkole Podstawowej nr 6, współpracująca z parafią pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Toruniu

Ewa Melerska: W tym roku, już po raz piąty, organizujesz w Toruniu Wigilię dla samotnych. Jak wyglądają przygotowania?

Małgorzata Kałdowska: Przygotowania zaczynam chwilę przed Adwentem. Ważne jest, żeby plakaty pojawiły się już w tym czasie, aby zainteresowani mieli czas na zgłoszenie się i poznanie szczegółów. Pozwala mi to zorientować się, ile osób będzie chciało przyjść, jakiego miejsca potrzebujemy, ile przygotować nakryć i jakich nakładów finansowych potrzebujemy. Zapisy trwają do 22 grudnia, ponieważ często osoby nie wiedzą do ostatniej chwili, czy będą wyjeżdżać, czy ktoś z rodziny ich odwiedzi, czy jednak zostaną sami. Są też osoby, które już od 4 lat spędzają wigilijny wieczór razem z nami.

Do kogo skierowane jest to spotkanie?

– Wigilię dla osób bezdomnych i wykluczonych organizuje Toruńskie Centrum Caritas również 24 grudnia. Zamysłem naszej Wigilii jest stworzenie takiego wieczoru dla osób każdego stanu, które zostają tego dnia same w czterech ścianach. Nie ma dla nas znaczenia zamożność danej osoby. Przychodzą ubodzy, ale też osoby, które mają pieniądze i przekazują ofiary, aby wspomóc to dzieło. W zeszłym roku była pani, która przekazała pewną sumę na nasze spotkanie, ale też wzięła w nim udział, ponieważ zostawała na Boże Narodzenie sama. To dzięki niej udało się zamówić catering na naszą wieczerzę.

Co z osobami niepełnosprawnymi?

Oczywiście zapewniamy im dojazd. W ubiegłym roku zgłosił się po raz pierwszy pan, który potrzebował transportu i udało nam się przywieźć go na miejsce, a po wszystkim mógł równie bezpiecznie wrócić do domu.

Jak dużo wolontariuszy angażuje się w Wigilię?

Z reguły jest to 5-8 osób, które czynnie włączają się w pomoc już w samym dniu wydarzenia. Wszystko zależy od możliwości i chęci.

Dla ilu osób przygotowujecie kolację?

Liczbę uczestników ustalamy pod kątem logistycznym, ile osób uda nam się zmieścić w wybranym pomieszczeniu. Zazwyczaj możemy przyjąć do 40 osób. W poprzednich latach, nie licząc wolontariuszy, przychodziło ok. 20 osób.

Pojawiają się jakieś trudności podczas przygotowań?

Jeśli coś jest Bożym dziełem, to trudności pojawiają się tylko na chwilę. Raczej doświadczamy ogromu błogosławieństw i nie pamiętamy o przeciwnościach. Nigdy nie musiałam się martwić o to, że zabraknie jedzenia lub rąk do pomocy przed spotkaniem, ale i po nim. Pan Bóg stawia na mojej drodze ludzi, którzy pomagają, często w zaskakujący sposób. Nie zostawia nas za długo w niepewności i doprowadza sprawy do końca.

Jak będzie wyglądał wieczór wigilijny?

Wigilia dla samotnych wygląda jak każda wigilia wyglądać powinna (śmiech). Przygotowujemy wszystko już kilka godzin wcześniej. Osoby uczestniczące, po wcześniejszym zgłoszeniu, przychodzą 24 grudnia na wyznaczoną godzinę, w tym roku do salki przy parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Toruniu. Wspólnie z kapłanem, z reguły jest to proboszcz parafii, modlimy się i czytamy Słowo Boże. Potem dzielimy się opłatkiem, są życzenia i zasiadamy do stołu. Radośnie śpiewamy kolędy, a na zakończenie każdy z uczestników dostaje prezent.

Od 2014 r. organizujesz Wigilie dla samotnych. We wcześniejszych latach włączałaś się w podobne akcje?

Moje zaangażowanie w akcje społeczne trwa już wiele lat. Zaczęło się w liceum, potem na studiach przy Wydziale Teologicznym UMK prowadziłam Akademickie Koło Caritas „Podziel się sobą”. Organizowaliśmy różne akcje, pomagaliśmy jako studenci przy piknikach dla dzieci na toruńskim lotnisku, organizowałam bezpłatne korepetycje dla dzieci ubogich, w które moi znajomi studenci licznie się włączali. Kilka lat później przy parafii pw. św. Michała Archanioła w Toruniu założyłam Parafialny Klub Seniora oraz prowadziłam Parafialny Zespół Caritas, trwało to 6 lat. Było to dla mnie bardzo budujące i piękne dzieło. Wtedy w moim sercu zrodził się pomysł Wigilii dla samotnych.

I poszłaś za głosem serca?

Doświadczyłam samotności osób starszych, ale nie tylko: zauważyłam smutek, który towarzyszył im na myśl o świętach spędzanych samemu. Wigilia jest najbardziej rodzinnym dniem w roku i nikt nie powinien spędzać jej sam.

Czym dla ciebie jest pomoc drugiemu człowiekowi?

Całe moje życie wiąże się ze służbą i działaniem społecznym. Pomoc to dla mnie coś naturalnego jak oddychanie. Organizacja takich wydarzeń daje mi wiele radości, bo wiem, że ci ludzie są w tym momencie szczęśliwi, dostając coś od nas. To mnie motywuje i zapala do dalszej pomocy.

Czyli warto pomagać…

Tak! Chcę też zachęcić wszystkich, którzy mają możliwości, aby wyciągali pomocną dłoń do drugiego człowieka. Warto dowiadywać się o akcjach, które są organizowane przez parafie lub inne instytucje, jak Caritas i włączać się do pomocy. Odkrywać w sercu odpowiedzialność i powołanie do tego, by angażować się w życie Kościoła. Duch Święty poprowadzi. Ważne, by dostrzec w każdym człowieku Chrystusa, który potrzebuje naszych dłoni. Jesteśmy po to, żeby służyć.

Małgorzata Kałdowska. Nauczyciel religii w Szkole Podstawowej nr 6, współpracująca z parafią pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Toruniu, organizatorka Wigilii dla samotnych w tym roku przy tej parafii, od wielu lat angażuje się w pomoc charytatywną

2019-12-19 13:32

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Filipiny: kard. Tagle ubolewa z powodu wzrostu liczby samobójstw

2020-01-12 19:42

[ TEMATY ]

samotność

problemy

stock. adobe.com

W związku z rosnącą liczbą samobójstw na Filipinach, metropolita Manili kard. Luis Antonio Tagle wydał oświadczenie, w którym wyraził swoje zaskoczenie i smutek z tego powodu i wezwał do odnowy kulturowej. „Tajemnica Świąt Bożego Narodzenia jest sprzeczna z bodźcem do niszczenia życia, rodzin, społeczeństw i stworzenia” – powiedział purpurat.

Jednym z czynników sprzyjających temu zjawisku jest - jego zdaniem - rosnąca falę nienawiści w internetowych mediach społecznościowych. „Jestem zasmucony i wstrząśnięty, gdy widzę, jak niektórzy ludzie znajdują przyjemność z rozbijania życia innym” – stwierdził kardynał w wideoprzesłaniu. Podkreślił, że dotyczy to zwłaszcza młodych i jest bardzo niepokojące. „Boże Narodzenie pokazuje Boga, który chce zbawić, a nie rujnować” – dodał autor orędzia.

W ostatnich trzech latach na Filipinach, w prowincji Iloilo (ponad 1,5 mln mieszkańców), 179 osób w wieku od 9 do 21 lat próbowało popełnić samobójstwo, przy czym 35 z tych prób okazało się udanych.

„Liczba samobójstw zaczęła wzrastać niepokojąco w 2018 r. we wszystkich grupach wiekowych” – głosi raport filipińskiej agencji informacyjnej. Jako główne tego przyczyny wymieniono problemy rodzinne, nieodwzajemnioną miłość, kłopoty w szkole, zastraszanie i prześladowanie, także w sieci.

Było to jedno z ostatnich wystąpień publicznych 62-letniego kardynała jako arcybiskupa Manili, którym był od 13 października 2011. 8 grudnia 2019 Franciszek mianował go prefektem Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów. Urząd ten Filipińczyk obejmie w połowie stycznia.

CZYTAJ DALEJ

Arcybiskup Los Angeles modli się za legendę koszykówki Kobe Bryanta

2020-01-27 14:45

[ TEMATY ]

śmierć

koszykówka

wikipedia.org

Katolicki arcybiskup Los Angeles Jose H. Gomez złożył wyrazy głębokiego współczucia po śmierci amerykańskiej legendy koszykówki 41-letniego Kobe Bryanta. „Modlę się za niego i jego rodzinę” - napisał przewodniczący Konferencji Episkopatu USA na Twitterze. Bryant, gwiazda Los Angeles Lakers, zginął w niedzielę w katastrofie helikoptera w Kalifornii. Według policji wraz z nim życie straciło dziewięć osób, w tym córka Bryant'a trzynastoletnia Gianna. Jego żona Vanessa i pozostałe trzy córki nie były na pokładzie.

Abp Gomez napisał, że tragiczna śmierć gorliwego katolika bardzo go zasmuciła: „Niech spoczywa w pokoju i niech Najświętsza Maryja Panna pocieszy jego bliskich” - napisał hierarcha.

Kobe Bryant grał w drużynie Los Angeles Lakers od 1996 do 2016 roku zdobywając pięć mistrzostw w National Basketball Association (NBA) i dwa złote medale olimpijskie. "Bryant dorastał w rodzinie katolickiej i regularnie uczęszczał do kościoła w Orange County w KaliforniKalifornii" - donoszą amerykańskie media.

Kiedy w 2003 roku został oskarżony o zgwałcenie 19-latki, jego wiara pomogła mu przejść ten trudny okres. Proces cywilny zakończył się ugodą pozasądową. Bryant przeprosił kobietę w 2004 r. choć pozostał wierny swojemu zeznaniu, że nie doszło do gwałtu a spotkanie odbyło się za wzajemnym porozumieniem. W wywiadzie dla magazynu GQ powiedział, że ten trudny czas pomógł mu przetrwać katolicki ksiądz. „Jedyną rzeczą, która naprawdę pomogła mi w tym procesie było to, że jestem katolikiem, dorastałem jako katolik, moje dzieci są katolikami oraz to, że rozmawiałem z księdzem” - powiedział.

Bryant korzystając ze swojej wielkiej popularność zaangażował się w pomoc bezdomnym. Dzięki rodzinnej fundacji Kobe & Vanessa Bryant pomagał biednym ludziom i wspierał finansowanie zakwaterowania dla bezdomnych.

CZYTAJ DALEJ

Batszewa Dagan: "Zabrali mi tę koronę i zrobili ze mnie inne, smutne, żałosne stworzenie"

2020-01-27 20:08

[ TEMATY ]

świadectwo

Auschwitz

Grzegorz Jakubowski

Po przemówieniu prezydenta Andrzeja Dudy, który zabrał głos podczas uroczystości upamiętniających 75. rocznicę wyzwolenia byłego niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau, głos zabrani świadkowie tamtych tragedii, byli więzniowie obozu. Wśród czwórki Ocalałych byli: Elza Baker, Batszewa Dagan, Marian Turski i Stanisław Zalewski.

Batszewa Dagan

Nie miałam pasiaka, bo nie starczyło i dali mi mundur rosyjskiego żołnierza. (…) Co zrobili ze mną jeszcze oprócz numeru, który mi wytatuowali, który mam nadal? (…) Wydaje mi się, że najdotkliwszą dla mnie rzeczą na początku była utrata włosów - dawały mi poczucie bycia kobietą — powiedziała pani Batszewa. Szczegółowo opowiada swoją wstrząsającą historię.

Zobacz zdjęcia: 75. rocznica wyzwolenia KL Auschwitz-Birkenau

Po moich chorobach dostałam się do komanda „Kanada”. Na górach różnych ubrań całego świata spotkałam fotografię moich nauczycieli z Łodzi, bo w 1944 roku była likwidacja getta łódzkiego —mówiła.

Co mi pomogło przeżyć? To, że sama zdecydowała się zrobić coś dla siebie i to co chcę, a nie to, co mi rozkazują. Nie byłam jednak wyzwolona 27 stycznia, ponieważ słyszeliśmy kanonadę rosyjskiej armii i wtedy nie miało miejsce wyzwolenie, tylko po prostu wygnali nas na marsz - podkreśliła.

„Kanada” miała jeden plus - tam mieliśmy co jeść. Co mogliśmy tam jeść? To, co ludzie przynieśli, bo powiedziano im, że jadą pracować i żeby zabrali ze sobą prowiant. Ten prowiant trafiał do „Kanady” — powiedziała.

Czy nauczanie tego tematu jest konieczne i możliwe? Na oba pytania mam odpowiedź - owszem, jest bardzo konieczne i możliwe — mówiła.

Elza Baker

To dla mnie zaszczyt, że mogę brać udział w tym historycznym wydarzeniu upamiętniającym 75. rocznicę wyzwolenia byłego obozu koncentracyjnego i zagłady przez Armię Czerwoną —powiedziała Elza Baker.

Była więźniarka była niezwykle poruszona, wrażenie wywarły na niej wypowiedziane chwilę wcześniej słowa żydowskiej byłej więźniarki Batszewy Dagan.

Poruszyły mnie pomimo tego, że ja sama byłam w Auschwitz, jako 8-letnia dziewczynka. Jest dla mnie zaszczytem być tu, wśród tylu osób, które tak bardzo wycierpiały; być może bardziej ode mnie — mówiła.

Baker dziękowała Polakom za utrzymywanie byłego obozu Auschwitz i za to, że uczynili z niego miejsce pamięci znane na całym świecie.

Sinti i Romów było tu wielu. Bardzo cierpieli, podobnie jak Żydzi — dodała.

Elza Baker nie była w stanie odczytać całego przemówienia. Była więźniarka ma problemy z wzrokiem. Jej słowa zostały odczytane.

W 1944 r., gdy byłam zaledwie ośmioletnią dziewczynką, zostałam zabrana ze swojego domu w Hamburgu i deportowana do obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. Jako że moja biologiczna matka była Sinti, naziści uznali mnie za Cygankę i uwięzili wraz z tysiącami innych Sinti i Romów w tzw. obozie cygańskim. Spośród 23 tys. więźniów +obozu cygańskiego+ zamordowanych zostało prawie 90 proc. — brzmiały słowa wystąpienia.

Jej zdaniem, „okrutnie niewyobrażalnym jest fakt, że obóz zagłady Auschwitz był tylko jednym z miejsc, gdzie dokonywano zbrodni przeciwko Sinti i Romom”.

W całej okupowanej przez nazistów Europie (…) byli mordowani w obozach bądź rozstrzeliwani przez oddziały egzekucyjne. Dziś wiemy, że ok. 500 tys. Sinti i Romów stało się ofiarami kampanii systemowej eksterminacji — wskazała.

Baker podkreśliła, że w Auschwitz doświadczyła masowego ludobójstwa.

Przed takimi elementami zbrodniczej infrastruktury, jak komory gazowe, czy krematoria usytuowane w niewielkiej odległości od utrzymywanego pod napięciem obozowego ogrodzenia, stały długie kolejki więźniów. Słyszeliśmy rozdzierające krzyki. (…) Widzieliśmy przepastny teren, a na nim otwarty ogień. Ja, 8-letnia dziewczynka, słyszałam jak dorośli rozmawiali, że musiał się skończyć gaz, skoro palili ludzi żywcem — brzmiało wspomnienie.

Elza Baker przebywała Auschwitz pół roku. Jak zaznaczyła, nawet współcześnie jest jej niezwykle trudno wracać tego miejsca. Podkreśliła, że na własnej skórze doświadczyła skutków prześladowań Cyganów; rasizmu.

Ja przeżyłam Auschwitz wyłącznie dzięki szczęściu oraz wielkodusznych czynach niektórych z moich towarzyszy niedoli —dodała.

Baker później została przetransportowana przez Niemców w bydlęcych wagonach do obozu koncentracyjnego Ravensbreuck.

Ocalona podkreśliła, że „przez dziesiątki lat po 1945 r. ludobójstwo na Sinti i Romach było w dużym stopniu ignorowane”. Z prywatnej inicjatywy Vinzenza Rose, jednego z pierwszych aktywistów ruchu praw obywatelskich Sinti i Romów, został w byłym obozie Birkenau wzniesiony pomnik upamiętniający ofiary tego narodu.

Była więźniarka z narodu Sinti powiedziała, że „ci, którzy zostali zamordowani, oraz ci, którzy przeżyli, nigdy nie mogą popaść w zapomnienie”.

Mam nadzieję, że to miejsce pamięci oraz muzeum będą działać przez wiele kolejnych lat jako ostrzeżenie, by chore ideologie oparte na takich zgubnych naukach, jak na przykład eugenika, nigdy więcej nie doszły do władzy — dodała.

Chciałabym powiedzieć jeszcze o jednej rzeczy, która jest mi bardzo bliska. W obecnych czasach, gdy różne grupy mniejszościowe znów nie mogą zaznać spokoju, mogę jedynie mieć nadzieję, że wszyscy opowiedzą się za demokracją i prawami człowieka — wskazała była więźniarka.

Elza Baker urodziła się w 1935 r. w Hamburgu. Po urodzeniu została adoptowana przez Augustę i Emila Matulatów. Jej biologiczna matka została sklasyfikowana przez nazistów jako „Cyganka”. W marcu 1943 r. została zabrana przez gestapo. Miała zostać przewieziona do Auschwitz, ale jej przybrany ojciec zdołał ją uwolnić. W kwietniu 1944 r. ponownie została zabrana i wysłana do Auschwitz. Spotkała tam czwórkę swoich biologicznych braci i sióstr. Przeżyła w obozie dzięki Romce Wandzie Fischer. 2 sierpnia 1944 r. z jedną z sióstr trafiła do KL Ravensbrueck.

Przybrany ojciec Elzy nieustannie próbował ją uwolnić. W końcu pozwolono mu zabrać dziewczynkę z obozu we wrześniu 1944 r. W 1963 r. wyemigrowała do Wielkiej Brytanii.

2 sierpnia ub.r. Elza Baker uczestniczyła w uroczystościach 75. rocznicy likwidacji przez Niemców tzw. obozu cygańskiego w Birkenau. Przyznała wówczas, że zajęło jej dziesiątki lat, by móc znowu mówić o swoim losie.

Dopiero w latach 90. XX w. znalazłam siłę, by skontaktować się z Centrum Dokumentacji niemieckich Sinti i Romów w Heidelbergu i opowiedzieć swoją historię. Po raz pierwszy mogłam mówić o strasznych doświadczeniach bez załamania. Nawet dziś jest mi trudno powrócić do Auschwitz — mówiła wówczas.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję