Reklama

Uroczystość św. Józefa w Krzeszowie

2015-03-20 08:33

Ks. Waldemar Wesołowski

Ks. Waldemar Wesołowski

„Ite ad Joseph - idźcie do Józefa, kto jest z nim, może czuć się bezpiecznie” - powiedział ks. Józef Lisowski, kanclerz Legnickiej Kurii Biskupiej podczas Mszy św. odprawionej w kościele św. Józefa w Krzeszowie.

19 marca do krzeszowskiego Domu Łaski i do św. Józefa przybyło wiele osób: Bractwo św. Józefa, osoby noszące imię Opiekuna Zbawiciela oraz inni pielgrzymi. Wspólną Eucharystię poprzedziła modlitwa do św. Józefa, którą dla członków Bractwa prowadził kustosz sanktuarium oraz rektor Bractwa ks. Marian Kopko. Po tym duchownym wstępnie w Domu Pielgrzyma miało miejsce spotkanie formacyjne dla członków Bractwa. Ks. Marian Kopko przypomniał podstawowe cele, jakie ma Bractwo św. Józefa. To min. rozwijanie czci i kultu św. Józefa, obrona godności i życia ludzkiego, troska o rodziny, zwłaszcza te znajdujące się w trudnościach, wspieranie wysiłków Kościoła w formowaniu dzieci i młodzieży. Ks. Marian zachęcał wszystkich do sięgania do bogatej skarbnicy modlitw i nabożeństw ku czci św. Józefa, a także promowania w swoich środowiskach kościoła brackiego i sanktuarium Matki Bożej Łaskawej.

W południe w kościele św. Józefa Mszy św. przewodniczył solenizant - ks. Józef Lisowski. Przy ołtarzy stanęli również ks. Józef Borowski z Legnicy oraz ks. Józef Czekański z Kamiennej Góry, księża posługujący w sanktuarium oraz gość z Czech – ks. Marian Lewicki. W homilii ks. Kanclerz nawiązał do dwóch dokumentów papieskich poświęconych św. Józefowi – papieża Leona XII oraz Jana Pawła II. Obydwaj papieże ukazują św. Józefa, jako źródło inspiracji dla ludzi przeżywających różne trudności, jako człowieka wielkiej pokory, pełnego zaufania Bogu, a także miłości zarówno do Maryi, jak i do Jezusa. „Św. Józef jest wzorem prawdziwego mężczyzny, zatroskanego o swoją rodzinę, poświęcającego się dla rodziny. Jego postawa jest bardzo aktualna w czasach, kiedy wizja mężczyzny przeżywa kryzys” – mówił kaznodzieja. Podkreślił też, że dla wielu wiernych św. Józef jest postacią bardzo bliską i wielu ucieka się do jego pomocy w różnych sytuacjach życia. „Jest tak dlatego, że w życiu św. Józefa widzimy także nasze koleje życia. Patrząc na przepiękne malowidła Willmanna widzimy, że w naszym życiu, podobnie jak w życiu św. Józefa przeplatają się radości i smutki” – podkreślił ks. Kanclerz. Na zakończenie życzył zgromadzonym takiej miłości do Boga, jaka cechowała św. Józefa. Ona daje człowiekowi odwagę we wszystkich okolicznościach życia. Spotkanie ku czci św. Józefa zakończyło się agapą w Domu Pielgrzyma.

Zobacz zdjęcia: Uroczystość św. Józefa w Krzeszowie

Kościół św. Józefa

Kościół bracki pw. św. Józefa to unikatowa świątynia. Została wzniesiona przez krzeszowskiego opata Bernarda Rosę w latach 1690-1696. Najcenniejszym skarbem są malowidła Michała Willmanna, nazywanego Śląskim Rembrandtem. Wszystkie malowidła poświęcone są postaci św. Józefa. Szczególnie cenny jest cykl fresków pt. „Siedem radości i siedem smutków św. Józefa”.

Reklama

Bractwo św. Józefa

Historia Bractwa sięga XVII wieku, kiedy to cysterski opat klasztoru w Krzeszowie Bernard Rosa założył 19 marca 1669 roku Bractwo św. Józefa. Szybko zyskało popularność nie tylko na Śląsku, ale w całej Europie. Głównym celem krzeszowskiego Bractwa było: szerzenie czci Boga Wszechmogącego oraz wysławianie świętych imion: Jezusa, Maryi Dziewicy i św. Józefa, troska o rozszerzenie katolickiej wiary, upraszanie błogosławieństwa Bożego oraz jedności i pokoju dla Ojczyzny. Członkowie Bractwa zobowiązani byli do niesienia sobie pomocy i okazywania uczynków miłosierdzia wobec wszystkich będących w potrzebie. Szczególnie też zabiegali, przez wstawiennictwo św. Józefa, o łaskę dobrej i szczęśliwej śmierci.

W chwili przejęcia Śląska pod panowanie Prus, przystąpiono do likwidacji zakonów i tym samym Krzeszowskie Bractwo św. Józefa przestało istnieć. Było to w roku 1810. Reaktywacja nastąpiła 185 lat później decyzją pierwszego Biskupa Legnickiego Tadeusza Rybaka w dniu 19 marca 1995 roku. Bractwo działa na podstawie Statutu Bractwa. Delegatem Księdza Biskupa sprawującym opiekę nad Bractwem jest Rektor Bractwa. Obecnie funkcję pełni kustosz krzeszowskiego sanktuarium ks. Marian Kopko.

Cele Bractwa św. Józefa

Obecne cele nawiązują do tych, które były realizowane kilka wieków temu, czyli m.in. szerzenie kultu św. Józefa i naśladowanie go przez dążenie do rozwoju życia wewnętrznego i do wypełniania woli Bożej w każdej sytuacji życia; obrona godności człowieka i stawanie w obronie życia ludzkiego od chwili jego poczęcia aż do naturalnej śmierci; niesienie pomocy rodzinom znajdującym się w trudnych warunkach materialnych i moralnych; wspieranie Kościoła w wychowaniu dzieci i młodzieży, opierając się na zasadach moralności chrześcijańskiej; przyczynianie się do znajomości katolickiej nauki społecznej; troszczenie się o sanktuarium św. Józefa w Krzeszowie (główna siedziba Bractwa).

Członkowie Bractwa noszą specjalne aksamitne stroje tj. toga i biret oraz medal z wizerunkiem św. Józefa. Członkiem Bractwa może zostać każdy katolik cieszący się dobrą opinią, żyjący według zasad wiary katolickiej. Każdy nowo przyjęty członek Bractwa zostaje wpisany do Księgi Bractwa przechowywanej w Krzeszowie.

Tagi:
Krzeszów bractwa

Mężczyźni u św. Józefa

2019-05-15 08:06

Ks. Waldemar Wesołowski
Edycja legnicka 20/2019, str. 1, 4-5

We wspomnienie św. Józefa rzemieślnika do Krzeszowa pielgrzymowali mężczyźni z diecezji legnickiej. Było to już drugie takie spotkanie, któremu towarzyszyły słowa: „Mężczyzno, stań się tym, kim jesteś”

Ks. Waldemar Wesołowski
Do sanktuarium w Krzeszowie przybyły całe rodziny

Choć pielgrzymka adresowana była tylko do mężczyzn, do sanktuarium przybyły całe rodziny. Nie zabrakło też Bractwa św. Józefa. W programie tego spotkania była m.in. Litania do św. Józefa, Msza św. w kościele brackim noszącym wezwanie świętego, a także dwie konferencje pogłębiające duchowość św. Józefa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niesamowita święta Rita

2019-05-15 08:05

Margita Kotas
Niedziela Ogólnopolska 20/2019, str. 26-27

22 maja 1628 r. jest dniem wyjątkowo gorącym. W niewielkim kościele wypełnionym pielgrzymami robi się duszno, wręcz nie do wytrzymania, właśnie w chwili, gdy odczytywany jest dekret papieski gloryfikujący świętą. Ciżba napiera na siebie z coraz większą wrzawą i jest tylko krok od bójki. Niespodziewanie zmarła otwiera oczy i kieruje je w stronę wiernych... Zapada absolutna cisza

Graziako
Św. Rita wzywana jest jako patronka w sprawach – po ludzku sądząc – beznadziejnych

Umbryjska Cascia od wieków przyjmuje rzesze pielgrzymów i jest świadkiem licznych cudów dokonywanych za wstawiennictwem tej, dla której nie ma spraw beznadziejnych. Św. Rita nieustannie wygrywa w rankingach świętych – we Włoszech ustępuje jedynie św. Antoniemu – a wszystko dzięki skuteczności w największych nawet problemach. Do niej zwracają się o pomoc ludzie dotknięci ciężkimi doświadczeniami, problemami małżeńskimi, matki – także te oczekujące potomstwa czy mające problem z poczęciem dziecka, ale również osoby poniżane, samotne, chore na raka i ranne. Dzięki Ricie wiele małżeństw wybaczyło sobie zdradę małżeńską, wielu podjęło terapię antyalkoholową, a kobiety, które przez lata roniły, urodziły zdrowe dzieci.

To będzie dziewczynka

Amata z d. Mancini i Antonio Lotti są małżeństwem od 12 lat. Cieszą się szacunkiem mieszkańców Rocca Porena, często są mediatorami w sąsiedzkich kłótniach. Żyją zgodnie, obdarzają się wzajemnie szacunkiem i miłością. Jeśli coś zakłóca spokój ich serc, to jedynie brak dziecka. – Widocznie taka wola Boża – pomału godzą się z myślą, że pozostaną już sami. I nagle radosna nowina: Amata spodziewa się dziecka. Antonio marzy o synu, Pan Bóg ma jednak inne plany. Żona Antonia wychodzi do ogrodu zrobić ostatnie jesienne porządki. Nagle na ogołoconych już klombach spostrzega kwiaty, w tym ukochane przez siebie róże, i czuje powiew wiatru. Słyszy tajemniczy głos: – Nie bój się, Amato. Urodzisz dziewczynkę, lecz oboje z Antoniem ją pokochacie, jednak Bóg ukocha ją jeszcze bardziej! Amata jest prostą kobietą, ale ma pewność, że takie słowa mógł wypowiedzieć jedynie anioł Pański. W niedługim czasie ponownie słyszy głos anioła: – Nazwiesz dziewczynkę imieniem Rita – na cześć św. Margerity. Jej zdrobniałe imię stanie się wielkim imieniem.

Początek cudów

Wyczekiwane dziecko Amaty i Antonia przychodzi na świat w Rocca Porena w maju 1381 r. Na chrzcie w kościele św. Marii de la Plebe w Cascii, ku zdziwieniu wielu, otrzymuje imię Rita.

To spokojne i pogodne, ale trochę dziwne dziecko – myślą sąsiedzi. Kilkumiesięczna Rita śpi w kolebce w pobliżu pracujących w polu rodziców. Otwiera oczy w chwili, kiedy obok przechodzi żniwiarz z sąsiedniego pola. Z jego zranionej kosą ręki spływa krew, kiedy jednak zauważa rój pszczół krążący nad głową dziewczynki, zapomina o sobie i usiłuje pokaleczoną dłonią odgonić owady. Te wlatują nawet w uchylone usta dziecka, ale ku zdziwieniu żniwiarza nie czynią mu krzywdy, a i sama Rita jest zupełnie spokojna. Mężczyzna dochodzi do wniosku, że jego interwencja nie jest potrzebna, a z jeszcze większym zdumieniem spostrzega, że rana na jego ręce zniknęła. Biegnie do wioski, by podzielić się z innymi przedziwną wiadomością.

Trudna miłość

Rita rośnie i staje się pracowitą i pełną troski o rodziców dziewczynką. Każdą wolną chwilę poświęca na modlitwę. Marzy o poświęceniu się Bogu i wstąpieniu do zakonu. Jednak rodzice z troski o jej los postanawiają wydać ją za mąż za Paola de Ferdinand. Mąż okazuje się człowiekiem trudnym, o gwałtownym charakterze. Rita niesie swój krzyż z cierpliwością i łagodnością, nie żywi do męża urazy. Modli się w intencji jego nawrócenia i liczy, że kiedy urodzą się dzieci, Paolo się zmieni. Na świecie pojawiają się bliźniacy Jakub Antoni i Paweł Maria i rzeczywiście pod wpływem tego wydarzenia i modlitw żony Paolo łagodnieje. W domu Rity pojawiają się spokój i szczęście, chłopcy rosną. Niestety, w 18. roku małżeństwa Paolo ginie z rąk oprawcy, najprawdopodobniej pada ofiarą wendety. Mimo że przed śmiercią, jak twierdzi świadek, wybacza mordercy, jego synowie postanawiają pomścić śmierć ojca. Rita na próżno przekonuje ich do zaniechania zemsty, na modlitwie prosi więc Boga, by raczej zabrał ich z tego świata, aniżeli mieliby się stać zabójcami. Wkrótce Jakub i Paweł umierają z powodu zarazy. Desperacka modlitwa matki zostaje wysłuchana, jej serce pęka jednak z bólu.

Interwencja świętych

Po śmierci synów Rita powraca do myśli o wstąpieniu do zakonu – czyni starania o przyjęcie jej do klasztoru Augustianek św. Marii Magdaleny w Cascii. Prawdopodobnie jednak z powodu lęku sióstr przed ciążącą nad nią wendetą Rita słyszy odmowę. Każdy powrót spod bramy klasztoru do rodzinnego domu napełnia jej serce bólem. Nie traci jednak wiary. Jak głosi legenda, pewnej nocy słyszy głos wypowiadający jej imię. Kiedy otwiera drzwi domu, widzi mężczyznę i ze zdumieniem rozpoznaje w nim św. Jana Chrzciciela. Pełna ufności, jak w transie, idzie za nim ścieżką wśród skał. Po chwili dołączają do nich św. Augustyn i św. Michał z Tolentino. Kiedy Rita odzyskuje pełną świadomość, spostrzega, że znajduje się w kaplicy klasztoru św. Marii Magdaleny. Zdumienie sióstr schodzących się na modlitwę jest bezgraniczne. Przełożona robi wymówki siostrze odźwiernej, że ta nie zamknęła wszystkich furt prowadzących do klasztoru. Rita – pewna, że to Bóg objawił jej swoją wolę – nie posiada się z radości.

Naznaczona przez Boga

W klasztorze Rita spędzi 40 lat. Opuści go tylko raz, gdy uda się z pielgrzymką do Rzymu w Roku Świętym 1450. W zakonie poddawana jest próbom posłuszeństwa i zaufania Bogu. Z polecenia matki przełożonej miesiącami podlewa suchy patyk wetknięty w ziemię klasztornego ogrodu. Towarzyszą temu pogardliwe spojrzenia współsióstr. Pewnego dnia dwie z nich zawstydzone pobiegną do innych z nowiną, że ów patyk zamienił się cudownie w winną latorośl. Następnego dnia mówi o tym już cała Cascia. Wielkim szacunkiem obdarzają Ritę potrzebujący, którym z uśmiechem niesie pomoc.

Sama Rita prowadzi surowe życie pokutne. Nieustannie rozważa mękę Pańską. W Wielki Piątek 1443 r., natchniona naukami rekolekcyjnymi, modli się w swojej celi, by choć jeden z kolców cierniowej korony Chrystusa zranił także jej czoło, aby w ten sposób mogła uczestniczyć w Jego męce. W odpowiedzi na jej prośbę z wizerunku Chrystusa, przed którym modli się Rita, odrywa się jeden z gipsowych kolców korony cierniowej i wbija się z dużą mocą w czoło zakonnicy. Znak ten Rita nosić będzie do końca swojego życia. Rana się jątrzy, wydobywająca się z niej ropa jest źródłem odoru, który odstrasza inne siostry i staje się powodem odosobnienia s. Rity. Ta poświęca swój czas na rozważanie męki Pańskiej i modlitwę wstawienniczą, o którą proszą ją w swoich sprawach liczni mieszkańcy Cascii.

Róże i figi

Ostatnie lata Rita spędza w łóżku złożona ciężką chorobą. Według pobożnego przekazu, zanim odejdzie z tego świata, za jej przyczyną będą miały miejsce jeszcze dwa cudowne wydarzenia. Otóż w środku zimy Rita ma prosić swą kuzynkę, by przyniosła jej różę z ukochanego ogrodu rodzinnego domu. Czuwający przy niej są pewni, że Rita majaczy. Jednak gdy kuzynka wraca do domu, ze zdumieniem spostrzega, że w przysypanym śniegiem ogrodzie Rity kwitnie przepiękna róża. Natychmiast wraca z nią do klasztoru. Dwa tygodnie później, kiedy ziemię spowija jeszcze zimno, na prośbę Rity kuzynka przynosi jej dwie dojrzałe figi. Na pamiątkę tzw. cudu róży w Cascii i w innych miejscach kultu świętej utrzymuje się tradycja święcenia w dniu 22 maja „róż św. Rity”. Gdy Rita umiera 22 maja 1457 r., jej ciało zaczyna wydzielać słodkawy zapach, a w całej Cascii same zaczynają bić dzwony – mieszkańcy miasta mają pewność, że odeszła osoba święta.

Przesłanie przebaczenia

Już pierwszego dnia po śmierci Rity mają miejsce cuda za jej wstawiennictwem. W 1627 r. beatyfikuje ją papież Urban VIII – Maffeo Barberini, w którego rodowym herbie znajdują się – cóż za zbieg okoliczności! – trzy pszczoły. Kanonizuje bł. Ritę w 1900 r. Leon XIII. Nazwie ją „drogocenną perłą Umbrii”. Kult świętej szerzy się w całym świecie – od Włoch po Filipiny i Amerykę Południową. Obecny jest również w Polsce, m.in. w kościele św. Katarzyny Aleksandryjskiej i klasztorze Sióstr Augustianek w Krakowie, gdzie znajduje się najstarszy w naszym kraju, XVIII-wieczny obraz św. Rity, w kościele Dzieciątka Jezus na Żoliborzu w Warszawie ze słynącym łaskami wizerunkiem świętej oraz w sanktuarium św. Rity w Nowym Sączu.

Za przyczyną świętej rozwiązują się sprawy beznadziejne i, po ludzku sądząc, nie do rozwiązania, a współcześni ludzie uczą się od niej życia w cierpieniu i pokorze, miłosierdzia i przebaczenia. Miłosierdzie i przebaczenie bowiem były charakterystycznymi przymiotami świętej z Cascii. Nic dziwnego zatem, że tamtejsza wspólnota sióstr augustianek przyznaje Nagrodę św. Rity kobietom, które w swym życiu – tak jak ona – dały swą postawą świadectwo przebaczającej miłości. Otrzymały ją m.in. Polki – Marianna Popiełuszko (1990 r.) i Eleni (1999 r.).

Dla dzisiejszych, podobnie jak i dla współczesnych sobie czcicieli Rita jest najprawdziwszym człowiekiem i prawdziwą świętą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nie mylić księdza z aniołem

2019-05-24 12:47

Ewa Oset

Ewa Oset
Ks. Rafał Kowalski, Michał Płóciennik, o. Michał Legan

Kim jest kapłan i czy współcześnie jest on jeszcze potrzebny ludziom? Dlaczego dzisiaj tak mało młodych mężczyzn chce zostać księdzem? Czy ksiądz może być niewierzący? Czego wierni oczekują od kapłanów? – to tylko kilka z pytań, na które próbowali odpowiedzieć sobie zgromadzeni 22 maja w Muzeum Częstochowskim na spotkaniu z cyklu „Filozofujemy...”. Tym razem temat dyskusji brzmiał: „Być księdzem dzisiaj – zawód, powołanie czy misja?”. Gośćmi tej edycji byli ks. Rafał Kowalski, psycholog, i o. Michał Legan, paulin, a prowadził ją Michał Płóciennik, teolog i filozof.

– Bóg podzielił się z ludźmi wszystkim, podzielił się również swoim kapłaństwem. Wszyscy zostaliśmy włączenie w kapłańską misję Chrystusa, ale szczególną rolę odgrywa kapłaństwo służebne – mówił o. Michał Legan. Czy potrzebujemy kapłana? – Trzeba odpowiedzieć sobie najpierw na pytanie, czy potrzebujemy Chrystusa? – dodał o. Legan. Ludzie oczekują, co zostało również wypowiedziane przez zgromadzonych na spotkaniu, aby przez kapłana przebiło się światło Chrystusa. W dyskusji wskazana została też różnica między mnichem a księdzem – kapłan ma być na rozdanie, na rozszarpanie dla świata, tak jak Chrystus ofiarował swoje Ciało i Krew, mnich natomiast ma prawo powiedzieć: „Jestem nikim dla świata”.

Czy ksiądz może przeżywać kryzys wiary, kryzys powołania? Czy może stanąć na ambonie i powiedzieć wiernym to, co przeżywa, i prosić ich o modlitwę? – Kiedy próbuję wyobrazić sobie taką sytuację, w której ksiądz deklaruje, że traci wiarę, na myśl przychodzi mi stwierdzenie, że to nie wydarzyło się w jednej sekundzie. Zastanawiam się, czy dbał on o spowiedź, sakramenty, modlitwę osobistą. Jeżeli tego nie wykorzystał, nie umacniał więzi z Chrystusem, nie szukał pomocy spowiednika, kierownika duchowego, to taki występ jest mało konstruktywny, mało odpowiedzialny – mówił ks. Rafał Kowalski.

Ojciec paulin kontynuował tę myśl: – Nie jesteśmy maszynami do wierzenia, mamy prawo do kryzysów wiary, ale mamy obowiązek o tę wiarę dbać i o nią walczyć, mamy obowiązek ją odzyskiwać. Nie można jednak mylić księdza z aniołem. Wystąpienie księdza na ambonie i ogłoszenie: „Mam kryzys wiary” byłoby nieodpowiedzialne, jak nieodpowiedzialny byłby ojciec rodziny, który zebrałby dzieci przy stole i powiedziałby: „Jakoś ostatnio nie kocham waszej mamy”.

Jak patrzeć na kapłaństwo, Kościół w świetle ujawnionych niedawno przypadków pedofilii wśród duchowieństwa? – Myślę, że jesteśmy nieustannie wzywani do rachunku sumienia. Czy czasami nie przymykaliśmy oka na różne sytuacje – mówił o. Legan. – A „wybicie szamba”, które wydawałoby się katastrofą, w perspektywie Ewangelii może być błogosławioną chwilą, że Bóg zlitował się nad swoim Kościołem i ujawnił rzeczy, które były poukrywane. I dodał, tłumacząc swoją wypowiedź: – Moje życie polega na desperackiej próbie życia Ewangelią i będę Boga wplatał we wszystko, co mnie dotyczy. Jeżeli Pana Boga nie ma w tych wydarzeniach, to nic nie ma sensu. Sensem mojego życia jest upodabnianie się do Chrystusa, które przychodzi mi z wielkim bólem.

Jak wytłumaczyć ukrywanie grzechu, przestępstwa? Ks. Rafał, który jako psycholog spotyka się z różnymi sytuacjami, tłumaczy: – Powód zamiatania pod dywan jest jeden – strach. Coś się stanie, coś mnie spotka, będzie jakaś kara. Większość facetów nie szuka pomocy, bo się boi. Jak „się kisimy” we własnych trudnościach, to gaśniemy w oczach. Jeśli wydarzyło się zło, trzeba coś z tym zrobić, żeby nie wydarzyło się drugie, a później trzecie.

O. Legan przestrzegał też przed pochopnym osądzaniem ludzi. – Bóg nas osądzi, bo tylko On zna nas naprawdę – podsumował.

Czy zwrot „Ojcze” nie powinien być zarezerwowany tylko dla Boga? – Człowiek nie jest w stanie zdobyć sam sobie wiary. Do wiary musi zostać zrodzony. Jeżeli muszę zostać zrodzony do wiary przez kogoś, to ten, który mnie do niej zrodził, jest dla mnie ojcem. Przyjmuję także, że ten, który mnie zrodził do wiary, działa jako Chrystus. Przez to zauważenie w kimś Chrystusa mogę powiedzieć do niego: „Ojcze” – stwierdził o. Legan. – Przede wszystkim do Ojca Świętego, bo rodzi Kościół do wiary, i np. do ojców jasnogórskich. Jeśli ktoś mówi do mnie: „Ojcze”, czuję się najdumniejszy na świecie. Dlatego, że coś „się przebiło”, że ktoś „dostał” tę wiarę.

Ks. Józef Tischner mówił, że najpierw jest człowiekiem, potem filozofem, a na końcu księdzem. Czy kapłaństwo nie powinno być pierwsze? – W myśli ks. Tischnera chodziło to, że filozof to jest ktoś, kto szuka prawdy. Efektem tego, że ją znajduje, jest to, że jest kapłanem. Ta kolejność jest dla mnie logiczna. Jego bycie kapłanem było oznaką tego, że szukał – tłumaczył ks. Kowalski.

Tron, jedwabne szaty, złoty kielich... Czy ksiądz to książę? – Kiedy siadam na tronie, siadam w imieniu Chrystusa, aby On tam siedział. Zakładam jedwabny ornat, biorę złoty kielich – wtedy występuję „in persona Christi” (w osobie Chrystusa) – powiedział o. Legan.

Dlaczego tak mało młodych w kościele? Czy postawa niektórych księży ich zniechęca? Jedna z uczestniczek spotkania zauważyła, że młodzi często nie mają okazji nawet spotkać księdza, bo nie chodzą do kościoła. Tu przede wszystkim ogromna rola spoczywa na rodzicach, którzy powinni uczyć od najmłodszych lat swoje dzieci miłości do Boga, Kościoła i drugiego człowieka.

Zarówno pytań, jak i odpowiedzi było wiele, jak to podczas dysput filozoficznych, które w Muzeum Częstochowskim będą kontynuowane po okresie wakacyjnym. Spotkaniu towarzyszył Chór i Zespół Kameralny Jasnogórskiej Szkoły Muzycznej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem