Reklama

Historia

Nie piękno, a słuszność

Gdy mowa o kamieniach milowych w historii ludzkości, nie sposób pomijać kultury. Zwykle jednak wydarzenia w obszarach artystycznym i polityczno-społecznym mają różną dynamikę.

2020-07-14 09:42

Niedziela Ogólnopolska 29/2020, str. 46-47

[ TEMATY ]

historia

wikipedia.org

„Do śmieci” – fragment radzieckiego plakatu antyreligijny z 1929 r.

W zasadzie między rewolucją francuską a upadkiem komunizmu tylko raz mieliśmy w Europie do czynienia z równowagą rozwoju obu tych sfer. Tylko raz podjęto tak kompleksowe i metodyczne działania, których celem było jak najszybsze unicestwienie tradycji, stworzenie nowego społeczeństwa i nowego człowieka. Był to czas początku rządów bolszewików.

Myśleć i czuć wg wytycznych

Celem Lenina i jego towarzyszy było nie tyle uczynienie kolejnego kroku w rozwoju ludzkości, popchnięcie świata we wszystkich jego aspektach naprzód, ile zbudowanie go całkiem od nowa na własnych, niepodlegających dyskusji, zasadach. Jak napisał Michaił Heller w książce Maszyna i śrubki: Jak hartował się człowiek sowiecki, chodziło o „stworzenie warunków, w których człowiek przestaje postępować tak, jak postępował, (...) a zaczyna «akumulować uczucia socjalistyczne», myśleć i czuć po nowemu”. Myśleć i czuć tak, jak powinien.

Od pierwszych dni przewrotu jasne było, że zostaną podjęte działania propagandowe. Tak było od zarania dziejów. Nikt się jednak nie spodziewał, że tym razem propaganda zajmie centralne miejsce w życiu narodu rosyjskiego i że dzięki niej zostanie stworzony całkiem nowy fikcyjny świat, a wraz z nim sztuka, w której kluczowym kryterium będzie nie piękno, a słuszność.

Reklama

„Rewolucja przynosi idee imponujące zakresem i głębią. Rozpala emocje o wielkim napięciu, heroiczne i skomplikowane. Artyści starej daty nie tylko stają bezradni wobec tych treści, lecz, co gorsza, wcale ich nie rozumieją” – napisał Anatolij Łunaczarski, ludowy komisarz oświaty, w swoim artykule Rewolucja i sztuka. Pozostawało jedynie pytanie, co zrobić z dotychczasowym dorobkiem kultury rosyjskiej.

Dość szybko bolszewicy podzielili się w tym temacie na dwie frakcje. Przedstawiciele pierwszej grupy, zgromadzeni w ruchu Kultura Proletariacka, którą to organizację mocno wspierał sam Łunaczarski, twierdzili, że całość sztuki minionego świata winna popaść w zapomnienie. Dzieła twórców czasów ucisku nie miały, według nich, żadnego znaczenia, a ich zniszczenie miało pozwolić uwolnić wyobraźnię i siłę twórczą klasy robotniczej. Ostatecznie jednak zwyciężyła mniej radykalna frakcja. Sam Lenin uważał odrzucenie przeszłości w sztuce za całkowicie niedorzeczne.

Rozprawa z literaturą

Wielcy pisarze rosyjscy albo wyemigrowali, albo – jak np. najsłynniejsza rosyjska poetka Anna Achmatowa – wycofali się z życia publicznego, zniknęli ze świecznika i klepiąc biedę, pisali do szuflady. Mimo milczenia niektórzy zapłacili za pozostanie w kraju najwyższą cenę. Aleksander Błok, poeta symbolista, krytyk literacki i dramaturg, zmarł z braku środków na leczenie. Siergiej Jesienin, imażynista, popadł w głęboką depresję i w 1925 r., w wieku zaledwie 30 lat, popełnił samobójstwo. Nikołaj Gumilow, akmeista, jeden z czołowych poetów tzn. srebrnego wieku, prywatnie mąż Achmatowej, został stracony za rzekomy udział w spisku białogwardzistów.

Reklama

W nowej rzeczywistości, przynajmniej na początku, odnalazł się Władimir Majakowski. Jako przedstawiciel zrodzonego we Włoszech nurtu futurystycznego sam śnił o zburzeniu świata i zbudowaniu go na nowo. Z czasem jednak także on zaczął krytycznie oceniać wyniki rewolucji, co prawdopodobnie kosztowało go życie. Oficjalną przyczyną zgonu Majakowskiego było samobójstwo, ale okoliczności zdarzenia do dziś pozostawiają spore wątpliwości. Niemniej nawet po jego śmierci propaganda leninizmu, a potem stalinizmu chętnie sięgała po jego utwory. Niektórzy nazywali go nawet piewcą Lenina.

Odsetek ludzi piśmiennych w społeczeństwie rosyjskim był jednak niewielki, tym samym słowo pisane nie miało zbyt dużej siły rażenia. Bolszewikom zaś zależało na tym, by mieć wpływ na masy.

Z pomocą przyszła im nowa gałąź sztuki, którą była kinematografia. Po całym kraju jeździły pociągi, w których wyświetlano filmy propagandowe pełne przejmujących kadrów i zbliżeń na uciśnione twarze.

Opery do poprawki

Dużo uwagi poświęcono też teatrowi. Ta dziedzina sztuki głęboko zakorzeniona w rosyjskiej świadomości, przysporzyła bolszewikom bodajże najwięcej trudu. Tylko niespełna czterdzieści oper z całego dziedzictwa światowego (nie wyłączając tych rosyjskich) uznano za możliwe do prezentowania bolszewickiemu społeczeństwu, i to nie bez zastrzeżeń.

Najczęściej, jak w przypadku opery Tosca Giacoma Pucciniego, zmieniano tylko libretto. Akcję przeniesiono więc z Włoch do Francji czasów Komuny Paryskiej. Główna bohaterka została rosyjską komunardką, a miłosny duet zastąpiono pieśnią sławiącą plany wspólnej walki. Całość wystawiono pt. W walce o Komunę. Gdy jesienią 1924 r. zmarł Puccini, w czasopiśmie Żyzń Iskusstwa ukazał się nekrolog, w którego treści znalazła się sugestia, jakoby „wybitny kompozytor był bardzo zainteresowany przeróbką Toski na W walce o Komunę i dlatego zamierzał nawet przyjechać do Kraju Rad. Śmierć uniemożliwiła mu dokonanie tego”.

Carmen Georges’a Bizeta spotkał jeszcze straszliwszy los. Nie dość, że K. Lipskierow napisał całkiem nowe libretto, zgodne z obowiązującą ideologią, i stworzył tym samym dzieło pt. Carmencita i żołnierz. Na domiar złego mocno pozmieniano też partyturę.

Najwięcej problemu przysporzyli jednak bolszewikom rosyjscy klasycy. O ile usunięcie idyllicznych scen wiejskich z Eugeniusza Oniegina Piotra Czajkowskiego, postrzeganych jako skrajnie burżuazyjne, poszło w miarę gładko, o tyle Życie za cara Michaiła Glinki, oparte na legendzie Iwana Susanina, było prawdziwą drogą przez mękę. Dzieło Glinki, nazywanego nierzadko ojcem muzyki rosyjskiej, opowiada o dzielnym wieśniaku, który nie chcąc zdradzić miejsca pobytu ukrywającego się we wsi cara, wyprowadza poszukujących władcy Polaków na bagna i tam za karę zostaje przez nich zamęczony na śmierć. Nową wersję tego dzieła osadzono w czasach wojny polsko--bolszewickiej. Miejsce cara zajął Lew Trocki chroniący się w swoim pancernym pociągu, a całość opatrzono wdzięcznym tytułem: Za sierp i młot.

„Czy rewolucja może dać coś sztuce i czy sztuka może coś dać rewolucji?” – zapytał na początku swego artykułu Łunaczarski, by w dalszej części odpowiedzieć: „Jeżeli rewolucja może dać sztuce duszę, to sztuka może dać rewolucji mowę”.

Przykłady na dowód tego, że w tym mariażu zabrakło połączenia między duszą, mową i założonymi celami, można by mnożyć bez liku. Uaktualnione dzieła klasyków zwykle okazywały się fiaskiem – nie oddziaływały bowiem na wyobraźnię odbiorców, nie angażowały ich emocjonalnie, najczęściej też były zwyczajnie nudne. Bolszewicy jednak nie ustawali w wysiłkach, by ostatecznie poddać wszelkie dziedziny sztuki jedynemu właściwemu celowi, którym była przemiana rosyjskiego społeczeństwa, a w dalszej perspektywie – odmiana oblicza całego ówczesnego świata.

Kto wie, jak wyglądałaby kultura, gdyby 100 lat temu ich pochód nie został zatrzymany przez Wojsko Polskie w czasie Bitwy Warszawskiej.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Coraz więcej Polaków upamiętnia dzieje przodków

2020-08-09 18:51

[ TEMATY ]

historia

Przodkowie

©Gabriele Rohde/fotolia.com

Coraz więcej Polaków szuka swoich korzeni, upamiętnia dzieje swoich przodków. Szukają w archiwach i księgach parafialnych, na podstawie dostępnych dokumentów rodzinnych odtwarzają ich przeszłość. – Nie jest to wyraźny trend, ale na podstawie moich obserwacji wynika, że istotnie takie poszukiwania są dość częste, z pewnością obserwujemy też duże zainteresowanie historią – mówi KAI socjolog kultury prof. Andrzej Tyszka.

Na pytanie czemu to robią, zainteresowani odpowiadają: żeby ocalić pamięć o przodkach, wzmocnić tożsamość, odkryć korzenie.

Wraz z pięciorgiem rodzeństwa prof. Tyszka dwa lata temu wydał w kilkunastu egzemplarzach życiorys swojego ojca, Wacława Tyszki, powstańca warszawskiego, który walczył na górnym Czerniakowie w zgrupowaniu pod dowództwem płk. Zygmunta Netzera ps. Kryska. Niestety zginął osierociwszy sześcioro dzieci, które w 74. rocznicę śmierci wydały publikację, poświęconą ojcu.

„Jest taki dom” to niewielka publikacja, wydana przez Edwarda Dreszera, właściciela drukarni, b. Prezesa Polskiej Izby Druku. Jest to opowieść i dziadkach po linii matki, Władysława i Aleksandry Cichoszów, którzy mieszkali w skromnym ceglanym domu w Gorzkowie niedaleko Krasnego Stawu. Byli nauczycielami, w czasie odrodzenia Polski byli członkami POW, krzewili oświatę, byli animatorami życia kulturalnego w powiecie krasnostawskim, inicjowali powstawanie kolejnych szkół, funkcjonujących do dziś.

W czasie okupacji wstąpili do AK i organizowali pomoc dla jej członków. Przypłacili to prześladowaniami przez władzę ludową, w książce jest wstrząsający opis rewizji agentów UB, którzy w poszukiwaniu jednego z członków podziemia rewidują dom, a żeby ich praca była bardziej efektywna, przystawiają lufę do głowy niemowlęcia, starszej siostry Edwarda Dreszera. Wprawdzie ubek dostaje za to w głowę polanem, ale członkowie rodziny zostają pobici, a dziadek trafia do więzienia.

- Żeby takie historie zebrać, rodzina musi mieć jakieś materiały – mówi prof. Tyszka. Zdjęcia, opowieści, przekazy rodzinne, listy, dowody osobiste, dyplomy rozmaitych uczelni, akta kupna i sprzedaży, zaproszenia na śluby i uroczystości, wizytówki. Z takich fragmentów można się wiele dowiedzieć i poskładać w całość, a liczne fakty można sprawdzić w księgach parafialnych. - Ale nieraz niespodziewanie wypływają pamiętniki i wspomnienia, o których potomkowie autorów nie mieli pojęcia. Wtedy odkrywają nieznany świat dziadków i pradziadków, fascynująca przygoda – mówi prof. Tyszka.

Socjolog zwraca uwagę, że przeważnie odtwarza się zwyczajne losy Polaków, nie tylko tych, którzy walczyli i ginęli, nie tylko historie bohaterskie. – Wciąż upominam się o historie cywilne, o życie rodzinne, gospodarcze, o dzień powszedni zwykłych ludzi – rzemieślników, rolników, inteligencji miejskiej – aptekarzy, nauczycieli, lekarzy. - Mamy tendencje do skupiania się na walkach i nadzwyczajnych wydarzeniach, tymczasem codzienność jest równie fascynująca – podkreśla prof. Tyszka. Dodaje, że w o wiele łatwiejszej sytuacji są osoby pochodzenia szlacheckiego, którzy mogą czerpać informacje z herbarzy i sporządzonych drzew genealogicznych. Wielkie magnackie rody specjalnie zatrudniały genealogów, którzy sporządzali drobiazgowe wykresy, związane z pochodzeniem i pokrewieństwami przodków.

Prof. Anna Doboszyńska, pulmonolog z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, pochodząca ze szlachty wileńskiej, ma opracowane genealogie po mieczu – ojcu prof. Leonie Doboszyńskim. Chce ona wydać książkę, upamiętniającą rodziców Janinę i Leona. Wiąże się to z interesującymi dziejami rodu, osiadłego od ponad trzystu lat na Litwie, ale także babki, Barbary Kokoczaszwili, którą pradziad pani profesor Ireneusz poślubił w dalekiej Gruzji pod koniec I wojny światowej. W archiwach rodzinnych przechowywane są dwa drzewa genealogiczne – Kokoczaszwilich i Doboszyńskich. Historia Leona jest, używając słów prof. Tyszki, zwyczajna i związana z walką – jako żołnierz AK brał on udział w akcji „Burza” w Wilnie, a po wyparciu z rodzinnych stron w PRL stał się niekwestionowanym autorytetem łąkarstwa, był autorem licznych prac badawczych, promował doktorów, brał udział w konferencjach naukowych.

Na pytanie, czemu obecnie można zaobserwować ożywienie w prywatnych badaniach dziejów rodziny, prof. Tyszka odpowiada, że wiele przeżyć Polaków było traumatycznych. – W czasach PRL rodzice często nie opowiadali o swoich przeżyciach wojennych czy zaangażowaniu w konspirację także w obawie, że dzieci coś powiedzą w szkole i będą kłopoty. A do zbierania takich materiałów, wydawania ich w niskonakładowych publikacjach, potrzebny jest pewien komfort.

Można też odnotować ożywienie zainteresowań historią. Książki historyczne cieszą się sporym zainteresowaniem, targi książek o tej tematyce także. – Wiele osób na własny użytek nakłada opowieści i przekazy rodzinne na wydarzenia, znane z podręczników historii. I nieraz otrzymują zaskakujące efekty, pogłębiają swoją wiedzę, czasem odkrywają, jak bardzo bieg historii zależy od zachowań zwykłych, zapomnianych przez dziejopisów ludzi – mówi prof. Tyszka.

CZYTAJ DALEJ

Orzech pozdrawia pielgrzymów 40. PPW

2020-08-06 11:15

Agnieszka Bugała/Niedziela

Specjalne pozdrowienia dla pielgrzymów przekazał ks. Stanisław „Orzech” Orzechowski. Po raz pierwszy w historii uczestniczy jako pielgrzym duchowy w Pieszej Pielgrzymce Wrocławskiej na Jasną Górę.

- Tym razem nogi odmówiły mi posłuszeństwa, ale jestem duchowo ze wszystkimi pielgrzymami. Czuję doskonale łączącą nas więź. Teraz wiem, jak czas pielgrzymkowy przeżywają uczestnicy duchowi. Byłem od początku tworzenia się wrocławskiej pielgrzymki, jestem i dalej będę tu z Wami – mówił Orzech w rozmowie z dziennikarzem Niedzieli.

Odwiedziliśmy dzisiaj specjalnie ks. Orzechowskiego, żeby pokazać mu materiał filmowy, który udało nam się zebrać do tej pory z trasy pielgrzymki. Orzech obejrzał wywiad z bp Jackiem Kicińskim, „belgijkę” oraz świadectwa pielgrzymów. Bardzo współczuł tym, którzy zmokli na trasie i widać było ten błysk w oku, kiedy rozmawialiśmy o różnych etapach wędrówki.

Wspominał też jak uczył się organizacji pielgrzymki na przykładzie Warszawy, jak miał okazję się spotkać i porozmawiać z bł. ks. Jerzym Popiełuszko podczas pielgrzymki ludzi pracy. Dzisiejsze spotkanie było dobrą okazją, żeby nagrać specjalne pozdrowienia dla wszystkich pielgrzymów 40. PPW na Jasną Górę. Zobaczcie:

CZYTAJ DALEJ

Święty Antoni nauczycielem bliskości z Chrystusem

2020-08-09 22:39

Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej

– Niech wierni przybywający do sanktuarium doświadczają przemożnego wstawiennictwa św. Antoniego, doznają pociechy w strapieniach i umocnienia w radościach – mówił metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski, ogłaszając kościół pw. św. Antoniego z Padwy w Zakopanem archidiecezjalnym sanktuarium.

W homilii arcybiskup nawiązał do fragmentu Ewangelii opisującego Jezusa kroczącego po wodach wzburzonego jeziora. – To zdarzenie ma charakter symboliczny. Pan Jezus szedł przez ziemię dobrze czyniąc, głosząc Bożą prawdę, wypędzając złe duchy i uzdrawiając – zaznaczył i dodał, że każdy uczeń Chrystusa, pomimo słabości i upadków, musi naśladować swojego Mistrza. Metropolita przypomniał, że po kilku latach, nad tym samym jeziorem, św. Piotr wyznał Chrystusowi miłość, którą ostatecznie potwierdził apostolską działalnością.

– Historie ludzi, którzy idą za Chrystusem na przekór temu światu, odkrywamy w życiu wielu świętych, także u św. Antoniego Padewskiego – podkreślił. – Św. Antoni szedł za Chrystusem zatroskany o to, by mógł coraz bardziej Go poznawać, kochać i skuteczniej głosić Ewangelię całemu ówczesnemu światu (…). Św. Franciszek i inni współbracia byli uderzeni mocą, z jaką św. Antoni głosił Boże prawdy, jego mądrością, wspaniałym głosem i pięknym słowem (…). Słuchały go tłumy, nauczał na placach miast – mówił arcybiskup i zwrócił uwagę na dwa niezwykłe wydarzenia z biografii świętego. Pierwsze z nich miało miejsce w Rimini, którego mieszkańcy wzgardzili przekazywaną im przez Antoniego prawdą Ewangelii. W odpowiedzi na ich zachowanie święty wygłosił kazanie do ryb. Drugie zdarzenie dotyczyło wygłodniałego muła, który przed spożyciem posiłku, ukląkł przed Najświętszym Sakramentem. – Inna piękna legenda mówi, że św. Antoniemu ukazało się Dzieciątko Jezus i go pocałowało. Trudno wyobrazić sobie coś piękniejszego i bardziej wzruszającego niż to, że Chrystus przychodzi pocałować kogoś, wyrażając swoją miłość i wdzięczność za wierność – kontynuował metropolita i wyjaśnił, że w ikonografii święty Antoni przedstawiany jest z małym Chrystusem w objęciach.

– Św. Antoni patronuje wszystkim stanom, trudnym sprawom i wielu zawodom. Dlaczego tak jest? – pytał arcybiskup. – Św. Antoni uczy, by być blisko z Chrystusem, iść przez świat z prawdą, która zwycięża i nie bać się dziejowych burz. Jest dla nas wzorem nieugiętej wiary i miłości, z jaką trzeba wychodzić do każdego człowieka, by w imię Chrystusa mówić: „Bóg cię kocha. Zależy Mu na twoim zbawieniu. Nawróć się, zmień swoje życie”. W świetle ostatnich wydarzeń targających naszą Ojczyznę, widzimy, że postawa, jakiej uczy nas św. Antoni, jest nam niezwykle potrzebna. Mamy nie lękać się Chrystusowej Ewangelii, z radością i miłością głosić ją światu, nie tracąc nadziei, że ci, którzy są daleko i z wrogością odnoszą się do symboli chrześcijańskiej wiary, powiedzą kiedyś na wzór św. Piotra: „Panie, ratuj mnie” – mówił metropolita. – Niech ta świątynia, ogłoszona jako sanktuarium św. Antoniego, promieniuje dobrocią Bożą, głęboką ludzką wiarą i radością tych, którzy dzięki św. Antoniemu doświadczą jak dobry i słodki jest nasz Pan – zakończył.

Prośbę o erygowanie zakopiańskiego sanktuarium skierował do metropolity krakowskiego proboszcz parafii i przełożony klasztoru OO. Bernardynów, o. Antoni Kluska, który dostrzegł wzrastające zainteresowanie wiernych postacią św. Antoniego z Padwy. – Jest to wielki i ważny święty na dzisiejsze czasy, kiedy tak wielu ludzi pogubiło się we współczesnym świecie – mówił.

Początki działalności bernardynów pod Tatrami sięgają 1902 roku. Zakupiono wówczas dla chorych zakonników dom wypoczynkowy, gdzie znajdowała się niewielka kaplica zakonna św. Antoniego z Padwy. Od sierpnia 1939 r. dom był zamieszkały na stałe. W związku z zamknięciem przez niemieckich okupantów kaplic w „Księżówce” i u sióstr urszulanek na Jaszczurówce, bernardyni pełnili posługę duszpasterską w swej kaplicy, gdzie sprawowali sakramenty i nabożeństwa. W 1950 r. rozpoczęto rozbudowę dotychczasowej świątyni, przy zachowaniu stylu zakopiańskiego. Nowy kościół został poświęcony w 1959 r. W 1976 r. kard. Karol Wojtyła powierzył bernardynom duszpasterstwo parafialne na Bystrem, Kozińcu i Antałówce, a w 1984 r. kard. Franciszek Macharski erygował parafię pw. św. Antoniego z Padwy.

Wewnątrz kościoła, w głównym ołtarzu, znajduje się figura św. Antoniego z Padwy wykonana z drewna modrzewiowego przez zakopiańskiego rzeźbiarza Pawła Szczerbę w 1951 r. Figurę otaczają liczne wota. W kościele odbywa się całodzienna adoracja Najświętszego Sakramentu, na którą szczególnie chętnie przybywają udający się w góry turyści.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję