Reklama

Państwo opiekuńcze niszczy chrześcijaństwo

Nie wiem, czy teraz dzieci przed przyjęciem Pierwszej Komunii św. uczą się katechizmu. Pewnie tak. Albo poznają jakąś wypaczoną marksistowską wersję, albo szybko zapominają, czego się nauczyły. To jest prawdopodobne choćby na podstawie doniesień medialnych, które, nie ukrywając schadenfreude, informują, jak to proboszcz ośmielił się nie dopuścić jakiegoś dziecka do Pierwszej Komunii św., a rozwścieczeni rodzice zamierzają zaciągnąć go z tego powodu przed niezawisły sąd. Najwyraźniej uważają, że jej przyjęcie jest podstawowym prawem człowieka, podobnie jak w Sowietach za Breżniewa prawo do jazdy metrem. Skoro jednak sami rodzice tak uważają, to tym bardziej musi tak uważać ich potomstwo – że Pierwsza Komunia św. należy się każdemu, jak przysłowiowemu psu buda, bez względu na to, czy i w co wierzy. Najwyraźniej, odkąd trafiliśmy pod władzę wariatów, wariactwo rozwija się z szybkością płomienia, podobnie, jak postawy roszczeniowe.

Kiedyś, w koszmarnych czasach przedsoborowych, uważano inaczej. Przyjęcie Pierwszej Komunii św. nie było żadnym prawem człowieka, które mu się należy, tylko łaską, na którą trzeba było zapracować. Za moich czasów dzieci przygotowywały się do przyjęcia tego sakramentu z katechizmu zredagowanego według tradycyjnej katolickiej metody edukacyjnej pytań i odpowiedzi. Dzisiejsi modni pedagodzy pewnie odwróciliby się od tej staroświeckiej metody z pogardą, ale nie da się ukryć, że miała ona też – jak powiedziałby Kukuniek – swoje „plusy dodatnie”. Właściwie jeden. Taki mianowicie, że kto wykuł odpowiedzi na pytania, mógł odpowiedzieć na nie prawidłowo nawet obudzony w środku nocy, tym bardziej że ze znajomości katechizmu zdawało się egzamin będący warunkiem sine qua non dopuszczenia do Pierwszej Komunii św. Tak w każdym razie było w mojej parafii w Bełżycach, gdzie do sakramentu przygotowywał nas nieżyjący już ks. Tadeusz Szyprowski. Dzisiaj w czasach nieubłaganego, posoborowego postępu podobno jest inaczej i np. moja młodsza córka w katolickiej szkole musiała uczyć się personaliów naczelników rodów, czyli tzw. plemion Izraela. Do czego dzieciom potrzebna była znajomość imion tych starożytnych Żydów tylko Bóg raczy wiedzieć, jako że jest Wszechwiedzący, więc obok rzeczy ważnych zna również mnóstwo tych nieważnych, a nawet niepotrzebnych. Znajomość tych imion nie przydaje się nawet przy klasyfikacji butelek szampana, bo obok 3-litrowej butelki o nazwie Jeroboam, który był królem Izraela, mamy 9-litrowego Salmanazara, który był królem asyryjskim, podobnie jak 16-litrowy Nabuchodonozor, który był królem babilońskim. Tymczasem takie pytania i odpowiedzi to świetne ćwiczenia mnemotechniczne, podobnie jak w koszmarnych czasach kontrreformacji, przyśpiewka: „A ty żaczku uczony, w Piśmie Świętym kształcony, powiedz, co jest jeden?”. Żaczek znał odpowiedź na każde tak postawione pytanie aż do dwunastu. Na pytanie: „Co jest dwanaście?” prawidłowa odpowiedź brzmiała: dwunastu Apostołów – a potem w drugą stronę aż do „jedynki”, na którą trzeba było odpowiedzieć: „Jeden Syn Maryi, co w niebie króluje, a na ziemi Pan!”.

Reklama

Otóż w tym dawnym przedsoborowym katechizmie na pytanie o „najprzedniejsze dobre uczynki” trzeba było odpowiedzieć, że „modlitwa, post i jałmużna”. Być może tak jest i dzisiaj, ale najwyraźniej zdecydowana większość katolików w Polsce w to nie wierzy. O ile od biedy zgodzą się z „modlitwą” i „postem” – chociaż już nie jestem do końca tego pewny – to z całą pewnością „jałmużny” nie tylko nie uważają za „najprzedniejszy” dobry uczynek, ale prawdopodobnie nawet za „dobry”. Zresztą również, jeśli chodzi o „post”, to posoborowe dyrektywy zwalniają z niego osoby starsze, takie jak np. ja, po siedemdziesiątce. Dlaczego Kościół uważa, że osoby starsze nie powinny spełniać tego „najprzedniejszego” dobrego uczynku – trudno doprawdy zgadnąć, chyba że autorzy takich dyrektyw uważają je za „dementów”, co jednak jest trochę niegrzeczne.

Reklama

Wróćmy jednak do „jałmużny”, która kiedyś była uważana za „najprzedniejszy” dobry uczynek, a dzisiaj, jak się wydaje, jest ona otoczona powszechną pogardą. Zacznijmy od samej nazwy, która jest trochę dziwaczna, ale to dlatego, że jest spolszczonym greckim słowem eleemosyne, które oznacza dosłownie „litość”, czyli postawę współczującą zaś podarunek, czy to pieniężny, czy jakiś inny, jest tylko rezultatem tej postawy. Jałmużna polega zatem na tym, że ktoś tknięty litością udziela ze swojego majątku wsparcia bliźniemu w potrzebie. Właśnie ta motywacja, jak i to, że wsparcie bliźniego dokonywane jest z własnego majątku osoby litościwej, nadaje jałmużnie wymiar moralny, gdyż jest ona realizacją esencji chrześcijaństwa, którą z całego Dekalogu wydestylował Pan Jezus, mówiąc o miłości Boga i bliźniego. Jak było wyhaftowane na sztandarze Polskiej Brygady Spadochronowej z II wojny światowej: „Miłość żąda ofiary”, więc bez gotowości do ofiary miłość chyba w ogóle nie istnieje, zatem przy pogardzie dla jałmużny o żadnej prawdziwej miłości bliźniego nie może być mowy.

Tymczasem państwo opiekuńcze, przejmując na siebie powinność wspierania osób potrzebujących, nie tylko nacjonalizuje miłość bliźniego, ale w dodatku czyni z niej karykaturę. Odbywa się to bowiem tak, że najpierw władza pod przymusem odbiera obywatelom część ich bogactwa, a następnie przeznacza je na wspomniane wsparcie. Państwo opiekuńcze odbiera w ten sposób obywatelowi nawet szansę bycia litościwym, bo: po pierwsze – odebrało mu znaczną część bogactwa, z którego mógłby świadczyć jałmużnę, po drugie – urzędnik przekazujący wsparcie nie „potrzebującemu” tylko „uprawnionemu” nie kieruje się żadną „litością”, a automatyzmem, i po trzecie – obdarowany nie odczuwa wobec nikogo żadnej wdzięczności – nabiera przekonania, że to, co otrzymał, mu się „należy”. Dlatego nic dziwnego, że postawa roszczeniowa wyraża się również w pogardzie dla jałmużny. W ten oto sposób państwo opiekuńcze przyczynia się do powolnej, ale nieustającej erozji chrześcijaństwa.

2021-08-24 12:39

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

DR Konga: wizyta papieska ma uleczyć „ciągle krwawiące rany” – nuncjusz

2023-01-29 10:06

[ TEMATY ]

papież Franciszek

Grzegorz Gałązka

Na kilka dni przed przybyciem Franciszka do Demokratycznej Republiki Konga 31 stycznia nuncjusz apostolski w tym kraju abp Ettore Balestrero podkreślił, że „ta wizyta papieska ma na celu zabliźnienie ciągle krwawiących ran”.

W wywiadzie dla agencji Reutera dyplomata zwrócił uwagę, że „Kongo, które będzie [teraz] witać papieża, nie jest tym samym krajem, który spotkal św. Jan Paweł II podczas swojej wizyty 38 lat temu”. Zaznaczył, iż „ciągle toczą się tu wojny i trwają różne konflkty a (Franciszek) przyleci do Kinszasy, aby pocieszyć tych ludzi i uleczyć ich ciągle krwawiące rany”.

CZYTAJ DALEJ

Panie, pomóż nam być wiernymi drodze pokoju!

2023-01-05 11:24

[ TEMATY ]

homilia

rozważania

Karol Porwich/Niedziela

Lwów

Lwów

Rozważania do Ewangelii Mt 5, 1-12a.

Niedziela, 29 stycznia 2023

CZYTAJ DALEJ

Sługa Boża Wanda Malczewska, Maryja i Cud nad Wisłą

2023-01-29 18:30

[ TEMATY ]

Wanda Malczewska

Ks. Józef Janiec

Wanda Malczewska

Wanda Malczewska

Wanda Malczewska to urodzona w 1822 roku świecka mistyczka, stygmatyczka i wizjonerka. Pochodziła z rodu Malczewskich herbu Tarnawa i była ciotką słynnego malarza symbolisty Jacka Malczewskiego oraz poety Antoniego Malczewskiego – prekursora polskiego romantyzmu.

Już jako dziecko była bardzo religijna i miała pierwsze mistyczne spotkania z Chrystusem (do pierwszej komunii świętej przystąpiła jako ośmiolatka). Będąc jeszcze nastolatką, przeżyła śmierć matki i ponowne małżeństwo ojca. Niedługo później zamieszkała u zamożnej ciotki (siostry ojca), Konstancji Siemieńskiej. To właśnie przy jej rodzinie Wanda spędziła większą część życia, zajmując się szeroko pojętym wolontariatem. Mieszkańców wsi zaopatrywała w książki, uczyła dzieci czytać i pisać, katechizowała37. Niejednokrotnie służyła radą i pomocą. Zrobiła nawet kurs felczerski, by zajmować się chorymi, zaś w czasie powstania styczniowego zorganizowała szpital dla rannych powstańców. Warto zaznaczyć, że leczyła nie tylko Polaków, lecz także Rosjan. Po śmierci ciotki Wanda Malczewska przez pewien czas zamieszkała gościnnie w klasztorze sióstr dominikanek pod Przyrowem. Nadal leczyła i odwiedzała chorych, zajmowała się szyciem parametrów liturgicznych, oddawała się modlitwie. Trzy ostatnie lata życia spędziła na plebanii w Parznie, oddając się pracy społecznej i charytatywnej. Z powodu braku sił nie mogła osobiście odwiedzać chorych, więc przyjmowała ich u siebie. Jeszcze za życia uznawano Malczewską za osobę uduchowioną i głęboko wierzącą. Zresztą nie bezpodstawnie. Obdarzona była bowiem charyzmatem proroctwa i miewała religijne wizje.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję