Dzwonię domofonem w szarej bramie dużej kamienicy w centrum Poznania. W słuchawce wesoły głos. Wchodzę przez wielką bramę do dużego prześwitu. Wysoki parter, drewniane drzwi. Pukam, wpuszczają mnie do środka. Od razu wiadomo, że przebywa tu sporo dzieci – kurtki, buty, rysunki. Zajęta wychowawczyni wita mnie w drzwiach i szybko wraca do sali. Mówi mi tylko w pośpiechu, że s. Marię znajdę w kuchni.
Poznajcie s. Marię, urszulankę
Przechodzę przez duży wysoki pokój, gdzie kilka młodych dziewczyn główkuje z wychowawcą nad grą planszową. Witam się z nimi i idę dalej. Tutaj nie ma korytarzy, przechodzi się z pomieszczenia do pomieszczenia, jak to w starym budownictwie. W ten sposób trafiam do kuchni, gdzie kierowniczka tego miejsca, niewysoka i uśmiechnięta siostra w szarym habicie, robi akurat kisiel – szybką przekąskę dla tych, którzy nie wytrzymają do obiadu. Odwraca się i wita mnie serdecznie.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
