Reklama

Debata o bezpieczeństwie na drogach

2015-11-23 13:44

Wojciech Mścichowski

Wojciech Mścichowski

Każdego dnia, setki tysięcy aut przemierza polskie drogi i ulice. Okresowo dołączają do tego rowerzyści i liczna rzesza pieszych. Pomimo starań ośrodków szkolących kierowców, modyfikacji programów nauczania, zmian w przepisach o ruchu drogowym i szeroko zakrojonej akcji prewencyjnej policji, niemal każdego dnia na polskich drogach dochodzi do wypadków i tragicznych zdarzeń, często zawinionych przez człowieka.

Trzeba pamiętać, że po drogach poruszają się ludzie o różnej dyspozycji psychicznej, różnych umiejętnościach, doświadczeniu, temperamencie i wrodzonej, lub nabytej kulturze współżycia w społeczności. Niestety w obecnym „zwariowanym świecie” wszystkich ich łączy jedno - nieustanny pośpiech i pragnienie za wszelką cenę jak najszybszego dotarcia do celu. Skutkiem tragedie na drogach, niewinne ofiary, osierocone rodziny, nieocenione straty materialne, a szczególnie w okresie przedłużonych weekendów zatrważające statystyki policyjne.

Czy tak musi być? Czy piąte przykazanie Dekalogu „Nie zabijaj”, w kraju, którym 95% obywateli uznaje się za katolików, zmusza nas do refleksji nad poszanowaniem własnego życia i odpowiedzialnością za zdrowie i bezpieczeństwo innych, także podczas korzystania z dróg publicznych? Co czynić, aby śmierć na polskich drogach przestała zbierać tak obfite żniwo?

Reklama

Wydaje się, że oprócz tworzenia ustaw i przepisów rządowych oraz policyjnych akcji, potrzebne jest zmasowane działanie całego społeczeństwa, samorządów, szkół, mediów, a także Kościoła w Polsce. O kulturze korzystania z dróg, zachowania się na przejściach dla pieszych, konieczności zachowania trzeźwości, potrzebie rozwagi i wzajemnej życzliwości powinno się mówić przy każdej okazji i o każdej porze.

Jakże istotne jest uczulenie dzieci, by potrafiły uświadomić rodzicom, że prowadząc pojazd po spożyciu alkoholu narażają nie tylko siebie i przewożonych pasażerów, lecz także innych użytkowników jezdni, że nie zapięte pasy podczas jazdy, czy rozmowa kierowcy przez telefon komórkowy mogą skutkować śmiercią lub kalectwem. Alkohol, nadmierna szybkość, zbyt duże zaufanie do swoich umiejętności i możliwości pojazdu, nieprzestrzeganie zasad ograniczonego zaufania, czasami brak podstawowych zasad kultury, doprowadziły niejednego „króla szos”, zamiast do zamierzonego celu to na cmentarz, salę szpitalną, a w najlepszym razie na salę sądową. Tutaj nie pomogą wysokie mandaty, ograniczenia, zakazy, czy nakazy, ostrzeganie światłami przed patrolem policyjnym. Oprócz społecznej edukacji, potrzebna jest „korekta” ludzkich sumień. Wydaje się, że wielką rolę mogą odegrać tutaj katecheci podczas lekcji religii w szkole i księża podczas okolicznościowych kazań.

Jedną z godnych naśladowania inicjatyw okazała się podjęta przez wójta Olsztyna, Tomasza Kucharskiego otwarta debata poświęcona bezpieczeństwu w ruchu drogowym na terenie Gminy. Samorządowcy wraz z przedstawicielami Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Policji w Częstochowie i miejscowego komisariatu, z udziałem mieszkańców, podsumowali stan bezpieczeństwa drogowego i ogólnego, zastanawiali się nad przyczynami zaistniałych zdarzeń, szukali sposobów poprawy sytuacji. Wg. słów Gospodarza Gminy podejmowane są i nadal będą działania zmierzające do wyeliminowania zagrożeń. Z ust mieszkańców padło wiele konkretnych uwag i sugestii, jednak, jak stwierdzili zarówno policjanci, jak i mieszkańcy, potrzebna do tego jest ścisła współpraca i wzajemne zaufanie pomiędzy społeczeństwem i stróżami prawa.

Tagi:
bezpieczeństwo droga

Reklama

W tym roku bilans utonięć może być tragiczny

2019-08-05 14:49

Katarzyna Lisowska/Rynek Zdrowia

Wszystko wskazuje, że ten rok będzie rekordowy pod względem utonięć. W czerwcu woda pochłonęła w kraju 113 osób, do 23 lipca – chociaż pogoda nie zachęcała szczególnie do kąpieli – kolejnych 46, a sezon urlopowy dopiero w połowie. WOPR zaś przyznaje, że ma kłopot z zagwarantowaniem pełnych składów zespołów ratowniczych na kąpieliskach.

juliaorige/pixabay.com

Od początku czerwca, kiedy rozpoczęły się upały, odnotowano 159 utonięć. Od 1 kwietnia według danych Komendy Głównej Policji takich przypadków było aż 221. To porażające statystyki, biorąc pod uwagę, że mamy dopiero połowę wakacji. Jak wynika z danych Rządowego Centrum Bezpieczeństwa w zeszłoroczną przerwę letnią w wodzie zginęło w sumie 188 osób.

Do tragedii dochodziło najczęściej nad jeziorem, a ginęli głównie mężczyźni. Najwięcej osób woda pochłonęła w wieku od 19 do 49 lat oraz ponad 60-letnich. Najmniej ofiar było wśród dzieci i młodzieży. W tym roku może okazać się, że woda okaże się zdecydowanie groźniejsza niż w latach ubiegłych. Dlatego RCB ostrzega, że woda, nawet gdy wygląda spokojnie, potrafi być śmiertelnie niebezpieczna.

Centrum przestrzega, by nie skakać do wody w nieznanych miejscach. Pływać również tylko w miejscach do tego przeznaczonych. – Nie należy wypływać na materacu daleko od brzegu, ani pływać bezpośrednio po zjedzeniu posiłku. Należy stosować się do poleceń ratowników oraz pamiętać o założeniu kapoka na łódce, kajaku i rowerze wodnym – zaznacza na Twitterze RCB.

W tym roku na bezpieczeństwo na kąpieliskach nie najlepiej wpływa fakt brakującej kadry ratowników, o czym informuje nas ZG WOPR. WOPR ma kłopot z zagwarantowaniem pełnych składów zespołów ratowniczych i przez to nie może samodzielnie zabezpieczyć w danym regionie części funkcjonujących kąpielisk, chociaż nabór ratowników rozpoczęto blisko pół roku przed sezonem.

Powód? Wydatki ratowników wzrastają z roku na rok. Stawiane są im coraz większe wymagania, które nie mają odzwierciedlenia w finansowaniu. Nie lepiej wygląda kwestia sprzętu – pieniędzy brakuje nie tylko na nowy, ale również na modernizację obecnego wyposażenia.

I tak dla przykładu w tym roku Legionowskie Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe otrzymało dotację od wojewody mazowieckiego na działalność związaną z bezpieczeństwem przebywających nad wodą w wysokości 85 tys. zł. Rok wcześniej było to blisko 100 tys. zł.

Natomiast z dofinansowania zadań realizowanych przez WOPR na terenie woj. śląskiego wycofał się w 2016 r. ówczesny zarząd województwa. Dopiero w tym roku obecny marszałek województwa śląskiego przywrócił dotacje dla ratowników.

Ratownicy wodni w całorocznej służbie zarabiają najniższą krajową, często robią to praktycznie charytatywnie. Jedynie w sezonie zarobki są nieco lepsze. Mimo to i tak wielu z nich wyjeżdża pracować w tym zawodzie za granicę, gdzie zarabiają kilkakrotnie więcej.

Zarząd Główny Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego zwraca nam uwagę, że w obecnym stanie prawnym nie tylko jednostki WOPR, ale również prywatne podmioty (od roku 2012) mogą za zgodą MSWiA wykonywać ratownictwo wodne, w tym świadczyć usługi z zakresu zabezpieczenia kąpielisk.

Przedstawiciele Zarządu Głównego WOPR w rozmowie z Rynkiem Zdrowia zwracają uwagę, że według opinii decydentów (MSWiA – red.) gminy, OSiRy, ośrodki wypoczynkowe mogą też samodzielnie zatrudniać ratowników. – Problem w tym, że wójt (OSIR, ośrodek) nie znają się na ratownictwie wodnym, a na mocy przepisów ich działalność na tym polu pozostaje całkowicie poza kontrolą – komentuje ZG WOPR.

W efekcie takiej swobody może dochodzić do zatrudniania niekompetentnych osób do pracy jako ratowników , a stąd o krok od tragedii. – Tak jak w przypadku ośrodka wypoczynkowego w Wiśle, gdzie na basenie utonął 12-latek, a jak się okazało nad bezpieczeństwem kąpiących czuwał pracownik „nie-ratownik” – podkreśla ZG WOPR.

Nasi rozmówcy wskazują, że kwestia zabezpieczenia w potrzebny sprzęt leży po stronie ich właścicieli bądź podmiotów wykonujących ratownictwo wodne – odbywa się to w ramach umów i są na to środki. Ale już same jednostki WOPR mają niekiedy problem z wyposażeniem we właściwy sprzęt do pełnienia stałych dyżurów poza kąpieliskami i poza sezonem kąpielowym.

Wydawać się mogłoby, że służby ratownicze dotowane z budżetu państwa nie powinny mieć większych problemów finansowych. Nic bardziej mylnego. WOPR otrzymuje dotację za pośrednictwem samorządów – ta jednak często nie stanowi nawet połowy rocznego budżetu tej organizacji.

Dlatego sami ratownicy często muszą zarabiać, organizując różnego rodzaju zawody, kursy czy szkolenia, aby znaleźć brakujące środki potrzebne do tego by na końcu mogli skupić się na tym co najważniejsze, czyli na ratowaniu ludzi.

Ratownicy szkolą się sami

Problem z brakiem ratowników to także efekt tego, że uzyskanie uprawnień ratownika wodnego wiąże się z koniecznością poniesienia nakładów finansowych związanych z wymaganymi szkoleniami przez kandydatów na ratowników.

Jak informuje ZG WOPR państwo (z wyjątkiem skromnego dofinansowania przez MSWiA – ok. 100 tys. zł w skali kraju) nie szkoli w systemie oświaty czy bezpłatnego szkolenia pozaszkolnego. Często szkolenia te są dofinansowane przez miejscowe samorządy lub ze środków unijnych.

Za kurs uprawniający do tego zawodu trzeba zapłacić ok. 1300 zł. Zgodnie z przepisami, aby zyskać uprawnienia ratownika wodnego należy odbyć 63-godzinny kurs. Na rynku funkcjonuje wiele podmiotów umożliwiających takie szkolenie. Nie brakuje takich, gdzie uprawnienia można ''zrobić'' tanio i bez wysiłku. Tym samym powstała rzesza ratowników, którzy pracują ''za grosze'', bo niby za co im płacić, jak ich umiejętności są marne? Przez to sam zawód stracił na znaczeniu i dlatego traci na popularności.

Nasi rozmówcy zwracają uwagę, że prowadzone przez WOPR szkolenie jest dłuższe i zawiera więcej godzin oraz wymagane są staże do ukończenia kolejnych wewnętrznych stopni, aby w końcu uzyskać uprawnienia zawodowe.

Jednak wykwalifikowani ratownicy zderzając się z prozą życia porzucają to zajęcie na rzecz bardziej intratnych. Biznesowe podejście do zawodu ratownika spowodowało zanik społeczności WOPR-owskiej, która do 2011 r. mogła stanowić siłę i jedność w rozmowach z administracją.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najlepszy rząd w historii III RP

2019-10-15 12:55

Artur Stelmasiak

Polacy podsumowali czteroletnią pracę polityków. Ich zdaniem rząd Prawa i Sprawiedliwości jest najlepszy w historii III RP, bo nikt wcześniej nie miał takiego poparcia. Zwycięstwo PiS w wyborach parlamentarnych nikogo nie dziwi. Pytanie było raczej o to, jak duża będzie przewaga partii rządzącej nad konkurencją polityczną i czy będą mogli samodzielnie rządzić?

Facebook/pis

Okazuje się, że PiS nie tylko będzie samodzielnie rządzić, ale poprawiło swój wynik wyborczy z 2015 roku o ok. 6 punktów procentowych. - Żadna partia nigdy nie miała tak wysokiego wyniku wyborczego. Te miliony Polaków którzy nam zaufali, to wielkie zobowiązanie do spełnienia ich nadziei, by kolejne cztery lata były kluczowym etapem dla Polski jako państwa dobrobytu dla wszystkich - powiedział premier Mateusz Morawiecki.

O wiele bardziej stonowaną radość z historycznego zwycięstwa pokazał prezes PiS. - Przed nami kolejne 4 lata rządzenia, ale najpierw czeka nas refleksja nad tym co się nie udało, że wielu ludzi nas nie popiera, mimo oczywistych naszych osiągnięć - podkreślił Jarosław Kaczyński. Jego słowa jak zwykle były kierowane do Polaków, ale także do członków partii, by nie ulegali triumfalizmowi. - To co było naszą główną siłą, czyli wiarygodność, musi dalej trwać - mówił do członków PiS.

Jednostronna kampania

Kampania wyborcza, która wyniosła Prawo i Sprawiedliwość do kolejnego sukcesu była spokojna i merytoryczna. Koalicja Obywatelska zachowywała się tak, jakby już po wiosennych wyborach do europarlamentu wiedziała, że nie ma szans. Nie było więc prezentacji programu, a w kampanii co chwila zmieniano zdanie np. w sprawie programu 500plus. Walka polityczna ograniczyła się do przepychanek wewnątrzpartyjnych. - Zaletą tej kampanii wyborczej jest fakt, że pojawiła się dyskusja na temat opieki zdrowotnej, czy walki ze smogiem. Liczę na to, że teraz skończą się emocje i polaryzacja, a zacznie się minimum współpracy - mówi prof. Norbert Maliszewski, politolog z UKSW.

Niektórzy twierdzą nawet, że kampania była nudna w porównaniu do tej wiosennej, gdy emocje były rozpalone przez ataki środowisk LGBT na Kościół i wartości chrześcijańskie. Tym razem mieliśmy do czynienia jedynie z programową ofensywą PiS, który merytorycznie podkreślał swoje osiągnięcia, skutecznie ukrywał potknięcia i jednocześnie składał nowe obietnice. Skalę przewagi nad konkurencją najlepiej pokazały badania IBRiS, w którym prawie 60 proc. Polaków uznało, że najlepszą kampanię wyborczą miała partia rządząca. Na drugim miejscu była Koalicja Obywatelska tylko z 4,8 proc., a na Lewicę wskazało 3,5 proc. ankietowanych.

Kampanijnym ciosem dla Koalicji Obywatelskiej bez wątpienia były taśmy Sławomira Neumanna, w których dzień po dniu ujawniano kompromitujące kulisy partyjnej kuchni jednego z czołowych polityków Platformy Obywatelskiej. Rezygnacja z funkcji przewodniczącego klubu KO na niewiele się zdała, bo uznano ją za nic nie warty gest na końcu kadencji sejmu.

Wygrani przegrali

Natomiast w wyborach do Senatu większym sprytem wykazała się opozycja. W jednomandatowych okręgach wyborczych nie wystawiali konkurencyjnych dla siebie kandydatów. W ten sposób wszystkie partie opozycyjne były przeciwnikami PiS, który procentowo uzyskał do Senatu wyższy wynik niż do Sejmu, ale w gruncie rzeczy przegrał.

Efekt jest taki, że w 100 osobowym senacie PiS ma obecnie tylko 48 senatorów, a w poprzedniej kadencji było ich aż 61. Przyczyną tej porażki jest zmowa opozycji, ale także zlekceważenie przez partię rządzącą wyborów do wyższej izby parlamentu. - Było za małe wsparcie polityczne szczególnie w okręgach dla nas „trudnych” okręgach. Okazuje się wystarczyło zaniedbać dwa okręgi, które zdecydowały, kto ma większość w obecnym Senacie - mówi dla portalu Wpolityce senator Jan Maria Jackowski.

W kilku okręgach senackich zaszkodziły też wewnętrzne walki personalne w PiS. Albo struktury partyjne nie chciały pracować w kampanii senatora, albo dochodziło do "bratobójczych" walk, gdy byli senatorowie PiS zdecydowali o stracie z własnego komitetu. - Na przykład pan senator Bąkowski, startując ze swojego komitetu, wykluczony z Prawa i Sprawiedliwości, odebrał część elektoratu naszemu kandydatowi, panu wojewodzie Drelichowi, i to spowodowało, że skorzystał trzeci kandydat z Platformy Obywatelskiej - tłumaczy Jackowski.

Teraz trwają rozmowy i próby przeciągania pojedynczych senatorów na stronę PiS, bo gra toczy się o większość oraz kształt prezydium Senatu. Oczywiście utrata Senatu przez partię rządzącą nie jest katastrofą, ale może poważnie utrudnić legislację, a na pewno ją spowolni. Każdą ustawę Senat może blokować przez 30 dni, a przez ten czas dawać paliwo polityczne dla mediów i opozycji w Sejmie. - Ale Senat nie zatrzyma nas w realizacji naszego programu. Będzie zrealizowany w 100 procentach - zapewnia wicepremier Jacek Sasin.

Konkurencja po prawej stronie

Z dwucyfrowego wyniku wyborczego do Sejmu zadowolona jest lewica, Konfederacja z wejścia do Sejmu, a także o wiele lepszy niż sondażowy wynik ma PSL z Pawłem Kukizem na pokładzie. Sumując w miarę konserwatywne elektoraty PiS, PSL i Konfederacji okazuje się, że ok. 60 proc. Polaków ma tradycyjne preferencje wyborcze.

Polacy pokazali, że są konserwatystami, co zauważają także zagraniczne media. - Sukces PiS jest rezultatem bazowania na wartościach wyznawanych przez w przeważającej mierze konserwatywne społeczeństwo oraz na wyrównywaniu głębokich nierówności społecznych. PiS zapowiadał też obronę tradycyjnych wartości katolickich przed ofensywą zwolenników praw gejów i innych liberalnych haseł napływających z Zachodu - czytamy w komentarzach Amerykańskiej Agencji Associated Press.

W tej kadencji sejmu PiS będzie miał opozycję zarówno po lewej stronie sceny politycznej, jak i po prawej. Dobry wynik Konfederacji oznacza, że część konserwatywnych i młodych wyborców odchodzi od partii rządzącej, co może być efektem buntu, ale także zaniedbań ws. ochrony życia dzieci nienarodzonych i zbyt uległej postawy wobec agresji środowisk LGBT. - Zapewne politycy Konfederacji będą podnosić teraz temat amerykańskiej ustawy 447, czy postulat ochrony dzieci przed aborcją, a władze PiS będą musiały się do tego odnieść - mówił w studiu wyborczym red. Cezary Krysztopa z Tygodnika Solidarność.

Pierwszy raz od 2007 r. w Sejmie będzie formacja na prawo od PiS, a przecież sprawdzoną strategią Jarosława Kaczyńskiego była taktyka polityczna, by po prawej stronie od PiS nic znaczącego nie było. Jeśli politycy Konfederacji nie pokłócą się miedzy sobą i wygenerują spójny przekaz, to w kadencji 2019-2023 rządząca partia będzie musiała się z nimi liczyć, by nie stracić jeszcze większej liczby konserwatywnych wyborców.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Kiciński: Św. Jadwiga postępowała jak Maryja

2019-10-17 00:12

Agata Pieszko

Kościół 16 października wspomina św. Jadwigę, patronkę Polski, Śląska i archidiecezji wrocławskiej. Wspomina także dobrą żonę, kochającą matkę i mądrą władczynię, która pojawiła się we Wrocławiu w 1190 r.

Agnieszka Bugała
Zdjęcie wizerunku św. Jadwigi z Bazyliki pw. Św. Jadwigi w Trzebnicy

Uszanowała polskość

Gdy Jadwiga trafiła na dwór księcia Bolesława Wysokiego, ojca jej przyszłego męża, Henryka I Brodatego, zaraz nauczyła się języka polskiego i biegle się nim posługiwała. To bardzo cenne, że dziewczyna urodzona w Andechs w Niemczech przyjęła nasze zwyczaje oraz język!

Dobra żona i kochająca matka

Jadwiga i Henryk byli przeciwieństwem małżeństwa zawartego z rozsądku, czy dla skrzyżowania się wielkich rodów królewskich. Naprawdę się kochali, a owocem ich miłości było siedmioro dzieci. Niestety jednak czworo z nich zmarło. Mimo ogromnej miłości, małżonkowie byli związani ślubem czystości zawartym w 1209 r. roku przed biskupem wrocławskim Wawrzyńcem (źródła historyczne podają, że księżna mogła mieć wtedy około 33 lat, a Henryk Brodaty około 43 lat).

Uczy, jak znosić krzyż

Jadwiga doświadczyła w swoim życiu wiele cierpienia – utrata dzieci, śmierć męża, śmierć siostry Gertrudy za sprawą morderstwa, czy hańba ściągnięta na rodzinę przez siostrę Agnieszkę, która była matką dzieci z nieprawego łoża. Mimo tych dopustów Bożych, Jadwiga nadal z pokorą modliła się i czyniła dobro.

Mądra władczyni

Trzeba nam pamiętać, że na dworze świętej nie brakło ciepła oraz dobrych zwyczajów. Księżna dbała o służbę i czuwała nad tym, by chronić uciśnionych oraz najuboższych. Budowała szpitale, domy opieki, kościoły, klasztory, miejsca, w których ludzie jednali się ze sobą. Popierała szkołę katedralną we Wrocławiu, słała więźniom żywność i ubrania. Mówi się także o tym, jakoby zamieniała więźniom karę śmierci czy długich lat więzienia na prace przy budowie kościołów lub klasztorów. Sama Jadwiga wraz ze swoim mężem ufundowała klasztor cysterski. Bazylikę św. Jadwigi w Trzebnicy możemy odwiedzać do dzisiaj, szczególnie w trakcie sierpniowej i październikowej pielgrzymki.

Jak Maryja

– Św. Jadwiga straciła wszystko. Została z niczym. Umierała w wielkim opuszczeniu, ale tak naprawdę umierała z Jezusem i z Maryją w ręku, której tak bardzo się trzymała. Zobaczcie, że Jadwiga na każdym etapie swojego życia postępowała tak, jak Maryja. Kiedy miała rodzinę, kochała męża i swoje dzieci, kiedy straciła dzieci, stała się matką dla wszystkich ludzi. Była najszczęśliwsza na świecie, dając siebie innym – mówił we wspomnienie św. Jadwigi o. bp Jacek Kiciński na mszy wspólnotowej młodych małżeństw. Jadwiga była tak posłuszna mężowi, że mimo swoich racji, zawsze pozostawiała mu ostatnie zdanie. Henryk Brodaty chętnie przystawał jednak na jej mądre, sprawiedliwe i dobre decyzje. Czy to nie przypomina relacji Jezusa z Maryją?

Biskup Jacek poskreślał także, że szczęśliwa kobieta to taka, która pokocha samą siebie tak, jak kocha innych. Św. Jadwiga była tym bardziej szczęśliwa, im bardziej cierpiała.

– To była chodząca dobroć, ona zapominała o sobie. Skąd czerpała siły? Odpowiedź jest prosta: Jadwiga czerpała swoje siły z modlitwy. Sam się zastanawiam, co robię, gdy nie mam sił? Co wy robicie, kiedy nie macie już siły – pytał o. Jacek.

Jadwiga u swojego kresu zamieszkała w klasztorze cysterek w Trzebnicy, gdzie prowadziła bardzo ascetyczne życie, pełne pokuty, postu i wyrzeczeń. Dobrze jest uciekać się do niej w trudnych sprawach, szczególnie prosząc o łaskę pokoju i pojednania. Polecajmy jej Wrocław, który także powinien cechować się właściwymi obyczajami i walką o sprawiedliwość oraz dobro, ponieważ taki był dwór św. Jadwigi Śląskiej, mądrej patronki naszej archidiecezji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem