Reklama

Jacy dziennikarze - takie media (2)

Małgorzata Misztal
Edycja zamojsko-lubaczowska 39/2003

Mimo oczekiwań społecznych, postawa moralna dziennikarzy pozostawia często wiele do życzenia. Jednym z powodów tego stanu rzeczy jest niewłaściwa formacja moralna w okresie przygotowania do zawodu. Osoba, która chce podjąć trud pracy dziennikarskiej, musi sobie odpowiedzieć na pytanie, jakim chce być dziennikarzem? Jak chce wykonywać ten zawód? Czy chce być dobrym i rzetelnym dziennikarzem, a może tylko zdobyć sławę? Czy w jego pracy będzie ważna prawda i ludzie (odbiorcy), którym będzie służył, czy tylko jego własne „ja”? Jak zachowa się w sytuacjach, w których od jego decyzji będzie zależało czyjeś życie? Co będzie ważniejsze: obiektywizm, uczciwość, dobro i godność człowieka, czy tania sensacja i „swoje pięć minut”?
Każdy człowiek ma sumienie i według niego powinien działać i pracować. Niektórzy „wielcy” jednak dodają: sumienie sumieniem, a życie toczy się dalej i trzeba sobie w nim jakoś radzić. I trzeba przyznać, że radzą sobie doskonale. Przychodzi na myśl pytanie, jak codziennie rano stają przed lustrem, czy jeszcze mają odwagę w nie spojrzeć? A może rzeczywiście ich sumienie dawno przestało się odzywać spod grubej warstwy kurzu? Dla niektórych zysk materialny jest środkiem do osiągnięcia dobra, które w efekcie dobrem nie jest. Dziennikarze bardzo często przekraczają granicę, za którą kończy się ich człowieczeństwo, a zaczyna się podłość. Dlaczego tak się dzieje? Czy dziennikarze rzeczywiście nie mają wyboru i możliwości podejmowania samodzielnych decyzji? Co ich skłania do podejmowania decyzji niewłaściwych? Jacy tak naprawdę są? Czy rzeczywiście nigdy nie robią rachunku sumienia z własnego życia? Czy może sprawę sumienia zostawiają Panu Bogu, a sami mają monopol na wszystko? Odpowiedzi na te pytania pozostają otwarte, bo trudno na nie jednoznacznie odpowiedzieć.
Obserwując tę grupę zawodową, można wywnioskować, że dziennikarze uważają się za najważniejsze osoby w mediach i najczęściej mają o sobie bardzo wysokie mniemanie. W istocie rzeczy, coraz mniej jest tak zwanych pism dziennikarskich, w których to oni wybierają sobie tematy, czują się współtwórcami gazety. Dominują organizacje, w których dziennikarz przypomina pozbawionego indywidualności urzędnika od słowa pisanego. Szczególnie dotyczy to pism należących do wielkich zachodnich koncernów. Media dysponują olbrzymią i w istocie niemal zupełnie niekontrolowaną władzą. Oczekuje się od dziennikarzy rzetelności, niezależności, a zarazem podważa sens czy możliwość uprawiania surowo pojętego obiektywizmu. Powiada się, że obiektywizm jest po prostu czymś z technicznego czy profesjonalnego punktu widzenia niemożliwym do osiągnięcia. Padają argumenty, że każdy podany fakt jest z natury rzeczy faktem wyselekcjonowanym i w jakiejś mierze kreowanym przez ludzi mediów; że nie sposób dotrzeć i tym samym przedstawić wszystkich odcieni dyskutowanej sprawy, że fakt istnieje o tyle, o ile możliwy jest dostęp do informacji. Wreszcie może paść argument, iż styl, strukturę, format informacji wyznacza nie tylko nadawca, ale również odbiorca. Każdy przekaz, szczególnie skierowany dla szerokiej, masowej, a więc niezbyt - zdaniem właścicieli mediów - rozgarniętej publiczności, musi być uproszczony i jest jedynie pewnym przybliżeniem rzeczywistości, nigdy jej wiernym opisem. Dodatkowo razi i niepokoi przy czytaniu czy słuchaniu informacji zwykłe niechlujstwo, czy po prostu niekompetencja dziennikarzy. Zamiast „podejrzany o zabójstwo” mówi się „morderca”, zamiast analizy wyników badań socjologicznych wydobywa się te dane, które pierwsze rzuciły się w oczy. Tych przykładów jest bardzo wiele, tak wiele, że można często odnieść wrażenie, że dziennikarze zanim dokładniej zbadają problem, już spieszą z gotowymi odpowiedziami. Mówią, piszą byle mówić, pisać i chętnie zamiast problematyzować sprawy szukają sensacji, a gorące wydarzenia zamieniają w zwykłe plotkarstwo. Uprawia się je zawzięcie o ósmej piętnaście na wszystkich pasmach radiowych tak, jakby najważniejszym faktem było to, czy jakiś pan wszedł czy wyszedł z jakiegoś kolejnego przymierza, nie wychodząc przy tym ze swojego gabinetu. Niekiedy dziennikarze nie potrafią nawet postawić problemu, wyjaśnić, czym się zajmują i już piszą swoje notki czy artykuły. Jest to zjawisko nagminne i łatwo usprawiedliwiane. Bo autor musi wyrobić wierszówkę, ma zlecenie, wydawca popędza, a już czekają kolejne zamówienia.

Trzeba jasno powiedzieć: Dość!

2019-07-16 11:47

Z abp. Stanisławem Gądeckim rozmawiał Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 29/2019, str. 10-13

Nie można dialogować ze środowiskami, które nie chcą dialogu, depczą świętości, bluźnią Bogu i deprawują człowieka. Ale Kościół otrzymał zadanie głoszenia Ewangelii wszystkim i nikt nie powinien być wyłączony z możliwości usłyszenia Dobrej Nowiny – mówi abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, w rozmowie z Arturem Stelmasiakiem

episkopat.pl
Abp Stanisław Gądecki

ARTUR STELMASIAK: – Napisał Ksiądz Arcybiskup bardzo mocny list w obronie wartości religijnych. Oczywistych powodów jest wiele, ale czy było jakieś szczególne wydarzenie, które przechyliło szalę goryczy, by zająć stanowisko w tej sprawie?

ABP STANISŁAW GĄDECKI: – Od dłuższego czasu mamy do czynienia z niezwykle intensywną dyskusją społeczną, której przedmiotem jest Kościół. Pojawia się wiele głosów nieprzychylnych, a nawet wrogich, wobec Kościoła i wartości religijnych. W ostatnich tygodniach miały jednak miejsce akty jawnej profanacji największych świętości, wobec których trzeba zdecydowanie zaprotestować. Mam tu na myśli przede wszystkim profanację jasnogórskiego wizerunku Matki Bożej, jak również akty bluźnierstwa, do których dochodzi podczas tzw. marszów środowisk gejów, lesbijek, biseksualistów i transseksualistów. Inicjatywy te cechują się swego rodzaju przewrotnością, bo pretekstem do ich organizowania jest rzekomo promocja większej tolerancji w społeczeństwie, tymczasem – o czym wspominałem w liście – stają się one miejscem jawnej nietolerancji, obscenicznych prezentacji oraz sposobnością do okazywania pogardy wobec chrześcijaństwa, w tym także do parodiowania liturgii Eucharystii, oraz do nawoływania do nienawiści w stosunku do Kościoła i osób duchownych. Do tego należy dodać napaści na świątynie i fizyczne ataki na księży. W ostatnim czasie zaistniało w społeczeństwie naprawdę wiele zła, które dotyka wspólnotę Kościoła i wprost uderza w Boga i Matkę Najświętszą. I w tym momencie trzeba jasno powiedzieć: „Dość!”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Sarah sprzeciwia się przeciwstawianiu go papieżowi

2019-07-19 21:00

pb (KAI/romereports.com) / Watykan

Jestem wierny papieżowi, choć niektórzy próbują nas sobie przeciwstawić - mówi kard. Robert Sarah. Prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów 20 lipca obchodzi 50. rocznicę przyjęcia święceń kapłańskich.

Bożena Sztajner/Niedziela

W rozmowie z portalem Rome Reports pochodzący z Gwinei hierarcha wspomina, że jego powołanie zaczęło się, gdy zobaczył misjonarzy modlących się jeszcze przed świtem.

- Gdy byłem małym chłopcem pytałem sam siebie: „Co ci ludzie robią w ciszy, w ciemnościach?”, bo w mojej wiosce nie było elektryczności. Myślałem: „Na pewno mówią do kogoś, kogo widzą i znają”. A kiedy jeden z nich zapytał mnie: „Czy chcesz pójść do seminarium”, nie wiedziałem, co to jest. Zapytałem: „Co tam robicie?”. Powiedział: „Idziesz tam, żeby stać się taki, jak my”. Zgodziłem się. Chciałem spotkać tę Osobę, którą widzieli w ciszy i ciemnościach kaplicy - opowiada kard. Sarah.

Choć minęło tyle lat, wciąż pamięta oddanie tych misjonarzy, którzy przyjechali do Afryki. - Przyjechali nie po to, żeby coś zyskać, ale żeby nam służyć, żeby nas zbawić, tak jak Chrystus nie przyszedł, żeby zyskać, ale żeby oddać swe życie. Oddali swoje życie, a niektórzy umarli bardzo młodo. Dla mnie bycie księdzem jest naśladowaniem tych misjonarzy, którzy przekazali mi swą wiarę. Chcę być taki, jak oni - podkreśla prefekt watykańskiej kongregacji, zajmującej się kwestiami liturgicznymi.

W Watykanie pracuje on od 2001 r. u boku Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka. Smutkiem napawa go to, że bywa przedstawiany jako oponent obecnego papieża. - Zachowuję spokój, bo jestem lojalny wobec papieża. Nie mogą zacytować słowa, zdania, gestu, którym sprzeciwiam się papieżowi. To niedorzeczne. Służę Kościołowi, Ojcu Świętemu, Bogu. To wystarczy - zapewnia afrykański purpurat.

Przestrzega, że są ludzie, którzy „piszą takie rzeczy, żeby wykreować opozycję przeciwko Ojcu Świętemu wśród biskupów albo kardynałów”. - Nie możemy wpaść w tę pułapkę - mówi kard. Sarah.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem