Reklama

Rzym: przyjęcie w polskich rodzinach i główne celebracje największymi atutami ŚDM w Polsce

2017-04-06 09:18

abd / Rzym / KAI

Mazur/episkopat.pl

Gościnność i świadectwo wiary polskich rodzin oraz piękne scenariusze i przebieg 5 głównych celebracji w Krakowie, to w ocenie koordynatorów z całego świata największe atuty Światowych Dni Młodzieży w Polsce. Podsumowanie i ocena ubiegłorocznego spotkania młodych były w Rzymie tematem pierwszego dnia międzynarodowego zjazdu organizatorów i koordynatorów ŚDM oraz Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia.

To spotkanie zamyka klamrą ten czas, kiedy Polska była gospodarzem Światowych Dni Młodzieży, jako wszystkie polskie diecezje i archidiecezja krakowska w sposób szczególny (…) Spotkanie delegatów z ponad 100 krajów świata jest tak naprawdę doświadczeniem nowego Wieczernika, kiedy Duch Święty znowu chce umocnić Kościół - tak wczorajsze spotkanie podsumował w rozmowie z KAI ks. Grzegorz Suchodolski, wieloletni dyrektor Krajowego Biura Organizacyjnego ŚDM i sekretarz generalny Komitetu Organizacyjnego ŚDM Kraków 2016, który był jednym z gości spotkania.

Już na rozpoczęcie spotkania jego gospodarz, kard. Kevin Farrell, przewodniczący Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia, zauważył, że ważne znaczenie ma fakt, że ponad połowa obecnych na sali delegatów, to ludzie młodzi i, że to właśnie ich głos jest szczególnie cenny w podejmowanej debacie. Podczas całodniowego spotkania, hierarcha, który w wielu wywiadach podkreślał, że obecnie Kościół przeżywa „czas młodych”, wielokrotnie zachęcał, by to właśnie młodzi ludzie zabierali głos i dzielili się swoimi doświadczeniami przygotowań i przeżycia ŚDM Kraków 2016.

Wspólna analiza i podsumowanie ŚDM w Krakowie oparte były nie tylko na osobistych doświadczeniach koordynatorów, którzy w poszczególnych episkopatach i wspólnotach odpowiadali za ŚDM, ale też na wynikach ankiet podsumowujących, które zostały przeprowadzone na całym świecie, a obecnie są analizowane w Watykanie. Dlatego – jak wielokrotnie podkreślali uczestnicy zjazdu – przekazywane przez nich opinie są miarodajnym źródłem informacji o tym, jak w oczach setek tysięcy pielgrzymów i wolontariuszy ŚDM wyglądało spotkanie w Polsce.

Reklama

Najwięcej słów uznania kierowano pod adresem polskich rodzin, które z gościnnością i serdecznością niespotykaną podczas wcześniejszych edycji spotkań młodych przyjmowały pielgrzymów podczas Dni w Diecezjach i tygodnia Wydarzeń Centralnych ŚDM. Jak podkreślali delegaci, nie tylko hojność Polaków, ale też wielkie świadectwo wiary, które przy tej okazji dawali, stały się inspiracją dla młodych ludzi ze wszystkich kontynentów i wynagrodziły logistyczne niedogodności, które zawsze towarzyszą spotkaniu organizowanemu na tak dużą skalę. Polskie powiedzenie „Gość w dom, Bóg w dom” było wielokrotnie cytowane przez delegatów reprezentujących różne kontynenty, m.in. przez organizatorów kolejnego ŚDM, w Panamie.

Delegaci z różnych kontynentów zauważali też, że same Dni w Diecezjach były nie tylko „prewydarzeniem”, poprzedzającym spotkanie w Krakowie, ale stały się też najlepszą okazją do poznania polskiego Kościoła i społeczeństwa i pomogły w głębszym i bardziej świadomym przeżywaniu tygodnia ŚDM w Krakowie.

Także piękne scenariusze i przebieg 5 głównych uroczystości ŚDM, w tym 4 z udziałem papieża Franciszka, zostały uznane za jeden z największych atutów ubiegłorocznego spotkania młodych. Obecny podczas zjazdu ks. Thomas Rosica, odpowiadający za przygotowania do ŚDM w Kanadzie, a przed laty Sekretarz Generalny komitetu organizującego ŚDM Toronto 2002, podkreślił, że uroczystości cieszyły się tak wielką oglądalnością i uznaniem, a zarazem były tak głębokim przeżyciem religijnym, że wciąż są odtwarzane w mediach. Przykładem jest ubiegłotygodniowa retransmisja nabożeństwa Drogi Krzyżowej na Błoniach.

Z kolei delegat ŚDM z USA, Paul Jarzembowski przypomniał, że myśląc o ŚDM, należy też pamiętać o tych młodych ludziach, którzy z różnych powodów nie mogą wziąć udziału w spotkaniu młodych i w tym samym czasie gromadzą się w swoich krajach. Amerykanie, którzy podczas trwania zjazdu młodzieży w Polsce, zebrali się na ponad 20 różnych spotkaniach w USA, także z wielkim uznaniem mówili o oprawie i przebiegu głównych uroczystości ŚDM, które śledzili za pośrednictwem mediów.

Przemawiający w imieniu młodzieży ze swoich krajów koordynatorzy zwracali też uwagę na to, że ŚDM nie były tylko jednorazowym wydarzeniem, ale mają swoją kontynuację w postaci projektów i relacji, które są pielęgnowane na całym świecie. W wielu krajach młodzi ludzie wciąż angażują się w projekty miłosierdzia i dzieła charytatywne, zainspirowane orędziem o Bożym Miłosierdziu, które zgłębili przy okazji ubiegłorocznego spotkania młodych.

Bardzo wiele jest przykładów kontynuowania znajomości i wspólnych projektów duszpasterskich z udziałem pielgrzymów ŚDM i ich polskich gospodarzy. Przykładem są m.in. dni młodzieży w Armenii, w których weźmie udział delegacja polskiej młodzieży z Płocka, sierpniowy wyjazd misyjny do Tajlandii Holendrów wraz z abp. Hollerichem, którym będą towarzyszyć Polacy, którzy gościli ich u siebie, czy niedawne odwiedziny Polaków u włoskich rodzin ze wspólnoty Jesus Youth International, która w ramach Dni w Diecezjach gościła w Żorach.

Wyjątkowy przykład podał też ks. Cristiano Pinheiro z międzynarodowej wspólnoty Shalom, która otworzyła swój pierwszy dom w Krakowie na zaproszenie kard. Dziwisza, by pomóc w przygotowaniach do ubiegłorocznego spotkania młodych, a obecnie, jako owoc ŚDM otwiera także drugi dom w Warszawie, gdzie nie brakuje chętnych do włączenia się we wspólną modlitwę i dzieło ewangelizacji.

Podczas spotkania nie zabrakło też głosów krytyki i rozmów o wyzwaniach, jakie niesie ze sobą kontynuacja dzieła ŚDM. Najwięcej uwag dotyczyło aspektów logistycznych spotkania, które w przeciągu kilku dni zgromadziło w Krakowie ponad 2 mln osób. Delegaci mówili m.in. o trudnościach związanych z transportem, dystrybucją posiłków w niektórych miejscach i niewystarczającym przepływie informacji. Podkreślali jednak, że podobne trudności towarzyszą kolejnym edycjom spotkania i nie wpływają na całą ocenę tego wielkiego święta Kościoła.

Wiele głosów, zwłaszcza podczas rozmów w kuluarach, dotyczyło też tego, w jaki sposób nie zaprzepaścić entuzjazmu, który został rozbudzony w tak wielu młodych ludziach i nie popaść w duszpasterstwo „eventowe”, opierające się jedynie na przygotowaniach do kolejnych dużych spotkań. Delegaci i hierarchowie podkreślali, że kierunki działań pastoralnych wyznaczają zarówno tematy maryjne, wybrane przez papieża na 3 najbliższe lata obchodów ŚDM, jak też rozwijająca się dzięki ŚDM współpraca między diecezjami i wspólnotami posiadającymi bogate i nowoczesne propozycje formacyjne. Wśród ważnych wydarzeń inspirujących kierunki rozwoju duszpasterstwa młodzieży, wymieniane były m.in. przyszłoroczne Światowe Spotkanie Rodzin w Dublinie, synod o młodzieży i rozeznawaniu powołania i przygotowania do ŚDM w Panamie.

Ważnymi głosami w spotkaniu były też wskazówki i podsumowania przygotowane przez członków Komitetu Organizacyjnego ŚDM Kraków 2016 r. oraz biura ŚDM przy Konferencji Episkopatu Polski. Dotyczyły one zarówno samych przygotowań i przebiegu ŚDM Kraków 2016, jak też peregrynacji symboli ŚDM po polskich diecezjach i realizacji programu duchowych przygotowań polskiej młodzieży.

Nie zabrakło też podziękowań ze strony Polaków pod adresem delegatów ŚDM z całego świata i podkreślenia, że organizacja spotkań młodych jest przede wszystkim korzystaniem z bogactwa i doświadczenia wspólnoty Kościoła, na bazie których tworzy się scenariusze i logistykę tego największego na świecie spotkania młodzieży.

Zwieńczeniem podsumowań była msza św. dziękczynna za ŚDM w Polsce, której przewodniczył szef dykasterii odpowiadającej za koordynację spotkań młodych, kard. Kevin Farrell. Oprawą muzyczną liturgii zajęła się grupa polskiej młodzieży.

Międzynarodowy zjazd krajowych koordynatorów ŚDM, odbywający się pod hasłem „Z Krakowa do Panamy. W drodze na Synod wspólnie z Młodymi” odbywa się w Rzymie z inicjatywy watykańskiej Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia. Jego tematami są podsumowanie i ocena ubiegłorocznych ŚDM w Polsce, przygotowanie do spotkania młodych Panama 2019, a także wyznaczenie wspólnych kierunków przygotowań do przyszłorocznego synodu biskupów oraz szczegółowa analiza dokumentu presynodalnego.

W spotkaniu bierze udział 270 delegatów reprezentujących 103 kraje oraz ponad 40 międzynarodowych ruchów i wspólnot, a także przedstawiciele komitetów przygotowujących ŚDM Kraków 2016 i ŚDM Panama 2019, członkowie biura ds. młodzieży Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia i sekretariatu Synodu Biskupów. Obradom przewodniczy ks. Joao Chagas, dyrektor biura ds. młodzieży tejże dykasterii. Uczestnikom towarzyszy także jej przewodniczący, kard. Kevin Farrell.

Polskę reprezentowała delegacja Komitetu Organizacyjnego ŚDM Kraków, na czele z jego zwierzchnikami: kard. Stanisławem Dziwiszem i bp. Damianem Muskusem. W debacie brali też udział odpowiedzialni za przygotowania do ŚDM z ramienia Konferencji Episkopatu Polski: twórca i wieloletni dyrektor Krajowego Biura Organizacyjnego ŚDM, ks. Grzegorz Suchodolski i obecny szef biura, ks. Emil Parafiniuk.

Międzynarodowy zjazd delegatów ŚDM potrwa w Rzymie do niedzieli. Jego zwieńczeniem będzie udział w uroczystościach Niedzieli Palmowej na pl. Świętego Piotra. Na zakończenie niedzielnej liturgii, w której będzie też uczestniczyć młodzież z całej Polski pielgrzymująca do Rzymu w ramach dziękczynienia za ŚDM, młodzi Polacy przekażą rówieśnikom z Panamy symbole spotkania młodych: krzyż i ikonę Matki Bożej Salus Populi Romani.

Tagi:
Rzym

Portugalia: prezydent zainaugurował w Rzymie wystawę o papieskich wizytach w Fatimie

2019-11-14 17:59

mz (KAI/CM/TVI) / Rzym

Prezydent Portugalii Marcelo Rebelo de Sousa zainaugurował w Rzymie wystawę fotograficzną dotyczącą papieskich wizyt do sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Fatimie. Ekspozycja, zaprezentowana w rzymskim kościele pod wezwaniem św. Antoniego Portugalczyków, powstała z inicjatywy mieszkającej we Włoszech wspólnoty obywateli Portugalii. Podczas wydarzenia Rebelo de Sousa przypomniał, że podczas wszystkich sześciu dotychczasowych wizyt papieskich Fatima za każdym razem była głównym punktem podróży głowy Kościoła.

Beto Barata / Wikipedia
Prezycent Portugali Marcelo Rebelo de Sousa

Zawierająca kilkaset fotografii wystawa zawiera wiele zdjęć z trzech podróży Jana Pawła II do Portugalii. Papież Polak po raz pierwszy przybył do tego kraju w 1982 r. Kolejne podróże odbyły się w 1991 r. oraz 2000 r. Podczas swojej ostatniej wizyty w Portugalii św. Jan Paweł II beatyfikował dwójkę małych uczestników objawień maryjnych z 1917 r.: Hiacyntę i Franciszka Marto. Ich kanonizacja odbyła się 13 maja 2017 r. również w Fatimie, a uroczystościom liturgicznym przewodził papież Franciszek.

Dwoma innymi papieżami, którzy odwiedzili Fatimę byli Paweł VI, który dotarł tam w 1967 r., na uroczystości związane z 50-leciem objawień, a także Benedykt XVI. Ten ostatni odwiedził portugalskie sanktuarium w 2010 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Szatan posługuje się kłamstwem

2019-10-22 12:59

Z Abby Johnson rozmawiała Agnieszka Bugała
Niedziela Ogólnopolska 43/2019, str. 20-22

Chciała pomagać kobietom w nieplanowanej ciąży, które szukają wsparcia. Nie planowała zła, a jednak okazało się, że jest częścią fabryki zbrodni.
Z Abby Johnson – autorką książki „Nieplanowane” w najnowszym numerze Tygodnika "Niedziela" rozmawia Agnieszka Bugała

Archiwum prywatne Abby Johnson
Abby Johnson

AGNIESZKA BUGAŁA: – Kim jest dziś Abby Johnson?

ABBY JOHNSON: – Jestem żoną, matką ośmiorga dzieci. Na co dzień działam też na rzecz życia. Jeżdżę nie tylko po Stanach Zjednoczonych, ale po całym świecie. Opowiadam o tym, w jaki sposób moje życie się zmieniło, w jaki sposób Bóg radykalnie interweniował w moim sercu, by wyciągnąć mnie z kliniki aborcyjnej Planned Parenthood. Moja organizacja „I nie było już nikogo” pomogła jak dotąd 525 pracownikom klinik należących do przemysłu aborcyjnego. Działam też w ramach nowej inicjatywy non-profit ProLove Ministries, której zadaniem jest przygotowanie obrońców życia w zakresie działań marketingowych oraz innych wyzwań, które stawia przed tego typu organizacjami współczesny świat. Pan Bóg dał mi wiele, pobłogosławił i odmienił moje życie. Dlatego oddaję Mu chwałę, jak tylko potrafię, przez swoją działalność.

– Zanim to wszystko się stało i Bóg wkroczył w Twoje życie, pracowałaś w klinice aborcyjnej. Jak długo?

– Przez 8 lat, byłam dyrektorką placówki w Teksasie.

– Ile aborcji tak naprawdę wykonałaś swoim podpisem w dokumentach kwalifikujących pacjentki?

– W sumie przyłożyłam rękę do 22 tys. aborcji, włącznie z dwiema, które dokonałam na własnych nienarodzonych dzieciach.

– Czy przez 8 lat pracy w klinice Planned Parenthood nigdy nie przyszło Ci do głowy, że bierzesz udział w czymś złym? Tym bardziej że znałaś proliferów, którzy modlili się godzinami pod kliniką, rozmawiałaś z nimi, niektórych podziwiałaś...

– Pracowałam w Planned Parenthood nie z powodu cynizmu czy wyrachowania, ale dlatego, że naprawdę byłam przekonana, iż pomagam kobietom. Zresztą było to coś, co traktowałam jako rodzaj swojej misji. Myślałam tak, jak myśli wielu, że w niektórych sytuacjach po prostu nie ma innego wyjścia. Uznawałam, że aborcja jest złem, ale jednak czymś w rodzaju „mniejszego zła”, tzn. że można ją zastosować w jakiejś kryzysowej sytuacji. Kompletnie nie uświadamiałam sobie, że w ten sposób po prostu krzywdzę inne kobiety. Nie myślałam też o aborcji w kategoriach obiektywnego zła, podobnie zresztą jak wielu moich pracowników. Oni byli, i często są, przekonani, że pomagają kobietom.

– Czy zdarzyło się, aby któraś z kobiet, eskortowana do kliniki przez wolontariuszki, jednak zmieniła zdanie i nie dokonała zabiegu?

– Tak, czasami tak się zdarzało.

– W swojej książce opowiadasz o tym, jak bardzo szefowie klinik aborcyjnych dbają o to, aby do kobiety, która przyjeżdża na zabieg, nie zbliżył się nikt z przesłaniem pro-life. Mówisz o tym, jak izolowane są kobiety, które już zdecydowały się na aborcję. Dlaczego? Kliniki Planned Parenthood deklarują troskę o dobro kobiety, o jej prawo do decydowania o swoim życiu, a robią wszystko, aby kobieta nie zmieniła zdania i nie doszła do wniosku, że jednak chce urodzić...

– Problem, o który pytasz, zamyka się tak naprawdę w modelu biznesowym Planned Parenthood. Polega on po prostu na przekonywaniu kobiet do aborcji. Brutalnie rzecz ujmując: z tego jest kasa. I dlatego działają w czymś, co można nazwać systemem kwotowym – liczy się wysoka liczba aborcji. Planned Parenthood tnie zatem koszty, oszczędzając na wielu podstawowych rzeczach. Ich kliniki mają problemy z zachowaniem higieny, ze szkoleniem pracowników czy z zapewnieniem odpowiedniej ilości leków. Dochodzi tam do wielu nadużyć, ale mimo to stanowe departamenty zdrowia nie zamykają tych klinik. Planned Parenthood to zatem nie tylko aborcje, ale także narażanie kobiet na niebezpieczeństwa przy okazji rozmaitych badań, które tam przechodzą.

– Za ujawnianie tych faktów grożono Ci i stawiano Cię przed sądem?

– Oczywiście.

– Machina jest przerażająca. Mówisz o tym, że kobiety, które przyjeżdżają do kliniki Planned Parenthood w wyznaczonych dniach na zabieg aborcji, są przerażone, a stojący przy ogrodzeniu działacze pro-life wywołują swoją postawą dodatkowy szok. Jak powinni postępować ci, którzy chcą powstrzymać kobietę przed dokonaniem zabiegu?

– Nie ma jednego modelu, bo każdy przypadek kobiety zdecydowanej na dokonanie aborcji jest inny, ale przyznam Ci się, że w naszej klinice cieszyliśmy się, gdy protestujący pod nią przedstawiciele ruchów pro-life w bardzo radykalny sposób wywierali presję na kobiety. Myślę o rozmaitych transparentach czy osobach przebierających się za śmierć, z imitacją kosy w ręku. Nie twierdzę, że tego rodzaju działalność jest nieskuteczna, na pewno może trafić do pewnej grupy osób, ale akurat w przypadku kobiet, które podjęły już decyzję o aborcji, przyjechały w określonym dniu na umówiony zabieg i przechodziły wśród takich transparentów, nie odnosiło to oczekiwanego skutku. W ten sposób trudno było skłonić kobietę, by zmieniła swoją decyzję. Nie wspominając już o pracownikach klinik, a przecież zmiana ich myślenia też jest ważna. Wiele natomiast zmieniła praca Koalicji dla Życia, która zaczęła działać zupełnie innymi metodami. Starano się okazać tym kobietom troskę, miłość. Modlono się w ich intencji, a także w intencji nienarodzonych dzieci. Te metody wiele zmieniły. Widziałam to na własne oczy, gdy stałam po drugiej stronie barykady. Kobiety, gdy doświadczały dobra, czułości, znacznie częściej zmieniały zdanie i wycofywały się w ostatniej chwili. Trzeba być świadomym, że działacze pro-life, którzy decydują się stanąć przy wejściu do kliniki, wymagają specjalnego wyszkolenia. Tego typu działalności towarzyszy cały łańcuszek działań, które trzeba podjąć, by uratować kobietę i dziecko. Matka, która wybrała aborcję, musi otrzymać gotowe rozwiązanie, ścieżkę, którą zostanie poprowadzona, jeśli zdecyduje się urodzić. Ale najważniejsze jest to, by poczuła, że zostanie otoczona miłością. Że jej dziecko nie jest problemem, ale darem. Nie można zacząć od wpędzania jej w jeszcze głębsze poczucie winy, bo to już ją wypełnia całkowicie, ona się zmaga ze sobą, często czuje też nienawiść do samej siebie.

– W Polsce proliferzy wciąż próbują budzić opinię publiczną szokującymi obrazami abortowanych płodów na plakatach. Co myślisz o takich metodach?

– Nie jestem im przeciwna, uważam, że mogą one pokazać ludziom, iż aborcja jest okrucieństwem. Ale to nie jest dobra metoda, gdy próbujemy skłonić konkretne osoby do zmiany podjętej już decyzji o aborcji. Są pewne różnice między Polską a Stanami Zjednoczonymi. W Waszym kraju aborcja nie jest legalna, choć oczywiście, od tego zakazu są wyjątki i aborcja jest w Polsce wykonywana. Jednak nie jest to zjawisko tak powszechne jak w Stanach Zjednoczonych. W Polsce nie ma klinik specjalizujących się w aborcji. My mamy z tym do czynienia w wielu miastach. Dlatego stoimy na ulicach nie tylko po to, by uświadamiać społeczeństwo, że aborcja to zło, ale też po to, by wpłynąć na konkretne kobiety, które już wybrały aborcję. W ten sposób ratujemy życie dzieci. Stoimy pod ogrodzeniami klinik, modlimy się w intencji tych kobiet, ale też ludzi wykonujących aborcje. I to przynosi efekty. W takich sytuacjach plakaty ukazujące potworne skutki aborcji mogą być – na to wskazuje moje doświadczenie – nieskuteczne. Te kobiety są zdesperowane i rozbite wewnętrznie. Poszukują wsparcia, konkretnej pomocy. Gdy stoimy pod kliniką, staramy się okazać im takie wsparcie, dać realny wybór, którym jest rezygnacja z aborcji. Warto też dodać, że zwolennicy aborcji zdołali wmówić wielu osobom, iż zdjęcia dzieci po dokonanej aborcji są nieprawdziwe. Wiele osób w to wierzy, naprawdę.

– Jakie jest Twoje przesłanie dla Polski, która dba o ustawę z kompromisem aborcyjnym – czy jesteś za tym, aby aborcja była całkowicie zakazana?

– Aborcja to po prostu odebranie życia dziecku. Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla takiego czynu. Usprawiedliwieniem nie są także okoliczności poczęcia dziecka. To jest zło – koniec, kropka. Coś takiego nie powinno być legalne. Pamiętajmy też jednak, że jako obrońcy życia powinniśmy dbać o to, aby kobiety, które często w desperacji podejmują decyzję o aborcji, mogły zmienić zdanie i miały wtedy drogę wyjścia. Dlatego powinny otrzymywać od nas wsparcie duchowe, emocjonalne i gdy to jest potrzebne – także finansowe. Istnieje przecież podziemie aborcyjne, a to pokazuje, że sama prawna delegalizacja aborcji nie jest ostatecznym celem obrońców życia. To jeden ze środków.

– Wróćmy jeszcze na chwilę do tego dnia w 2009 r.: Jesteś dyrektorką w klinice aborcyjnej, w ciągu 8 lat podpisałaś 22 tys. zgód na aborcję i trzymasz właśnie głowicę USG, widzisz profil dziecka na ekranie... Dla Ciebie to były wstrząs, szok i początek przemiany. W tej chwili – jak sama przyznajesz – stałaś się nowym człowiekiem. Jak myślisz, dlaczego inni pracownicy klinik aborcyjnych, kiedy trzymają te same głowice i widzą te same obrazy twarzy dzieci, które za chwilę wessie kaniula, nie doznają szoku?

– Szatan posługuje się kłamstwem – jest w końcu ojcem kłamstwa – i chyba to jest najprostsza odpowiedź na Twoje pytanie. Kłamstwo, które Planned Parenthood serwuje swoim pracownikom, dotyczy misji tej organizacji. Tu chodzi o pomoc kobietom – słyszą pracownicy. Wiem, że może Ci być trudno w to uwierzyć, bo jesteś świadoma zła, które się tam dzieje, ale kiedy pracujesz w takim miejscu dzień po dniu, to taka indoktrynacja naprawdę sprawia, że się uodparniasz. Nie postrzegasz aborcji jako czegoś, co jest niedopuszczalne. Na szczęście Pan Bóg wyprowadził mnie z tego po wielu latach i sprawił, że nastąpił w moim życiu przełom. Zły planuje za nas zło, a my dajemy się nabrać i czynimy je, zwłaszcza że jest ukryte pod pozorem dobra.

– Ale przecież widzisz na ekranie USG, że dziecko w łonie się broni...

– Tak, ale pracowników klinik uczy się, że płód nie czuje bólu. Ja też w to wierzyłam i tego uczyłam innych.

– Abby, Twoja historia wydaje się niewiarygodna: Dziewczyna z dobrego domu, kochający rodzice, co niedzielę razem w kościele i nagle, zaledwie w ciągu kilku lat, masz na koncie dwie aborcje i decyzję, by pracować w klinice aborcyjnej, w której wspinasz się po drabinie kariery – od wolontariuszki po dyrektora. Czy dziś, po latach, umiesz odpowiedzieć na pytanie: Dlaczego?

– Tak, wiem, to zaskakujące, niewiarygodne, niespójne... Jeśli chodzi o to, dlaczego wybrałam pracę w klinice aborcyjnej, odpowiedź jest bardzo prosta: chciałam pomagać kobietom. Naprawdę chciałam. Nie interesowałam się wtedy problemem aborcji, nie miałam argumentów, by jasno powiedzieć: aborcja jest złem. Wydaje się to aż za proste, ale czasem zło jest efektem bardzo prostej decyzji, prostych pobudek, niekoniecznie skomplikowanych działań czy wielopiętrowych intryg. Kiedy dostałam propozycję wolontariatu w Planned Parnethood, byłam przekonana, że zajmę się czymś dobrym, że będę realizować misję. Ale jak wspomniałaś, sama byłam też klientką kliniki aborcyjnej. I to aż dwukrotnie...

– Nie zapytam o Twoje uczucia po dokonanych zabiegach, bo o nich opowiadasz w książce, zresztą cały świat Cię dziś pyta o te głębokie rany z przeszłości. Wydaje się jednak, że przyczyną Twoich decyzji był brak wsparcia...

– Nie cofnę czasu. Mogę o tym rozmyślać, opowiadać, dawać świadectwo, ale to są fakty i ja podjęłam decyzję o zabiciu dwójki moich dzieci. Jeśli Bóg, który wszystko może, wydobył z tego jakikolwiek okruch dobra, to taki, że bardzo dobrze rozumiem trudną sytuację kobiet, które podejmują takie decyzje. Nie obwiniam, naprawdę, za każdym razem wiem, co czują. Ja wtedy zostałam ze wszystkim sama. Mój ówczesny mąż, a niedługo potem były mąż – to było wtedy, gdy jeszcze nie byłam katoliczką – nie interesował się moją ciążą. Bałam się też powiedzieć o wszystkim rodzicom. Czułam się jak w pułapce i aborcja wydawała mi się jedynym dobrym rozwiązaniem. Wiem, że kobiety zostawione same z nieplanowaną ciążą myślą właśnie w ten sposób: aborcja to jest najlepszy wybór z możliwych, panaceum na wszystkie problemy. To, oczywiście, nieprawda... Aborcja to nie jest żaden wybór, ale najczęściej próba ucieczki zdesperowanej kobiety, która znalazła się pod ścianą. I stoi tam sama, bo mężczyzna, ojciec, uważa, że to jej problem. A skoro to jest problem, to musi go rozwiązać. W Ameryce kliniki aborcyjne przychodzą tu z zainteresowaniem, z marketingową troską, pochylają się nad kobietą i proponują jej pomoc.

– Uważasz, że odpowiedzialność za decyzje o usunięciu ciąży spoczywa również na bliskich kobiety?

– W pewnym sensie tak jest, przecież dziecko zawsze ma ojca... Musimy pamiętać o tym, by kochać swoich bliskich i okazywać im tę miłość, dawać poczucie bezpieczeństwa. Rodzice powinni rozmawiać ze swoją córką o aborcji, uświadamiać jej, że to zła opcja, tłumaczyć, że nigdy nie jest sama ze swoimi problemami. Z kolei synowi każdy rodzic powinien wytłumaczyć, że kobieta, gdy jest w ciąży, potrzebuje opieki i wsparcia, szczególnie gdy dochodzi do kryzysów w związku. Mężczyzna musi być po prostu prawdziwym facetem. Jeśli kobieta będzie się czuła kochana, będzie pewna, że ma wsparcie, że może liczyć na swojego męża, to nigdy – powtarzam: nigdy! – nie zdecyduje się na aborcję. I to jest praca, którą może wykonać każdy z nas, to jest to pierwsze działanie pro-life, już w domu. Każdy z nas jest albo ojcem, albo matką, mężem, żoną, przyjacielem, przyjaciółką, kolegą czy koleżanką, mamy wokół siebie ludzi, których nagle może przerosnąć rzeczywistość. Ważne, by w tych chwilach kobieta nie była sama. Decyzja o aborcji rodzi się w samotności i przerażeniu.

– Wkrótce w Polsce wejdzie na ekrany kin film „Unplanned” (Nieplanowane), który powstał na podstawie Twojej książki. Opowiada historię Twojego przejścia na „jasną stronę mocy”. Jesteś szczera do bólu, opowieść jest jak spowiedź. Nie bałaś się tak ogromnej konfrontacji z całym światem? Skąd wzięłaś siłę, aby tę konfrontację wytrzymać?

– Siłę czerpię z wiary. Kiedy ruszyły zdjęcia do filmu, trochę żartem powiedziałam mężowi, że to chyba nie jest możliwie, by przeżyć to wszystko jeszcze raz. Łatwo zostać głęboko zranionym, gdy odkrywasz się przed światem, bo choć film jest fabułą, to jednak powstał na podstawie mojej książki, w której opowiedziałam całą prawdę o sobie – o swoich przeżyciach, relacjach z bliskimi, drodze do przemiany. Moje życie to żywy dowód Bożej miłości, wiesz? Dowód, że Boże Miłosierdzie nie ma granic.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Nycz o ogólnopolskich inicjatywach przed beatyfikacją kard. Wyszyńskiego

2019-11-18 19:18

rl / Częstochowa (KAI)

Listy pasterskie, materiały duszpasterskie oraz inicjatywy diecezjalne - to główne elementy ogólnopolskiego przygotowania do beatyfikacji kard. Stefana Wyszyńskiego, która 7 czerwca odbędzie się w Warszawie. Obradujący na Jasnej Górze polscy biskupi zatwierdzili najważniejsze elementy tych przygotowań. Jak podkreślił w rozmowie z KAI kard. Kazimierz Nycz, treścią przygotowań powinna być nie tylko sama postać wielkiego Prymasa Tysiąclecia, ale przede wszystkim jego duchowość, która może stanowić wzór dla każdego.

http://archidiecezja.warszawa.pl

W rozmowie z KAI metropolita warszawski podkreślił, że przygotowania do beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia muszą mieć charakter ogólnopolski. „Kard. Stefan Wyszyński był Prymasem całej Polski, choć oczywiście z niektórymi diecezjami związany był nieco bardziej. Rozmawialiśmy o tym, w jaki sposób dotrzeć do wiernych, by przybliżyć postać kard. Wyszyńskiego w Polsce, ale w pewnym sensie także dzięki mediom za granicami Polski” - powiedział kard. Nycz.

Hierarcha poinformował, że Konferencja Episkopatu Polski przygotuje dwa listy pasterskie poświęcone postaci Prymasa Tysiąclecia. Pierwszy z nich opublikowany zostanie na początku Wielkiego Postu, drugi zaś pod koniec maja, tuż przed uroczystością beatyfikacyjną.

Drugim elementem przygotowania będą materiały opracowywane przez Archidiecezję Warszawską. Są to m.in. konspekty katechez dla różnego rodzaju szkół. Trafią one do wszystkich polskich diecezji. W tę inicjatywę włączają się również tygodniki katolickie, które opracowały na przykład materiał na dziecięce roraty.

Każda diecezja w Polsce opracuje też własny plan duchowego przygotowania do beatyfikacji, po to, „żeby zwrócić uwagę na drogę do świętości kard. Wyszyńskiego i Boga działającego w życiu Księdza Prymasa” - powiedział kard. Nycz.

Metropolita warszawski zwrócił uwagę, że niemal każda diecezja w Polsce ma takie miejsce, gdzie Prymas przez 33 lata swojego posługiwania był przynajmniej raz. „Chodzi o to, żeby w oparciu o takie miejsca budować narrację przygotowania i dziękczynienia wszędzie tam, gdzie Ksiądz Prymas postawił swoją stopę” - podkreślił metropolita warszawski.

Jako przykład podał dekanat warecki w archidiecezji krakowskiej. Na cmentarzu we Wrociszewie jest pochowany ojciec Prymasa Wyszyńskiego, bo tam w ostatnich latach swojego życia był organistą i tam chciał być pochowany. Kapłani z tego i okolicznych dekanatu będą wykorzystywać ten fakt przy okazji beatyfikacji.

Kad. Nycz dodał, że samo przygotowanie do beatyfikacji należy w pewien sposób wyważyć, bowiem łatwiej jest mówić o Prymasie jako mężu stanu, interreksie - robią to historycy. Natomiast zdaniem metropolity warszawskiego, nie mniej ważne jest to, co powie katecheta o duchowej misji, duchowej roli, duchowości Księdza Prymasa.

„Jak patrzy się na kalendarz pracy Prymasa Wyszyńskiego to jest on pomieszany: godziny modlitwy i godziny ciężkiej, systematycznej pracy, ważnych spotkań. Gdyby nie te godziny modlitwy, Prymas nie miał prawa udźwignąć tego wszystkiego, co dźwigał na swych brakach" - wyznał kard. Nycz.

Jego zdaniem, o tym elemencie duchowym trzeba mówić częściej, dlatego że jest to ważniejsze, choć równocześnie trudniejsze do pokazania. „Trzeba pokazywać drogę do świętości, bo w tym przede wszystkim możemy naśladować Prymasa Tysiąclecia” - podsumował kard. Nycz.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem