Reklama

„Chcę dzielić się tym, co dla mnie ważne...”

Niedziela płocka 23/2004

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Agnieszka Małecka: - Co się stało z Pani piękną chusteczką?

Antonina Krzysztoń: - Rozstałam się z nią, ale nie na zawsze. To z powodu mody, która przyszła niedawno z Zachodu. Gdy zobaczyłam młode dziewczyny w podobnych chusteczkach na głowie, poczułam, że to już może nie ten wiek i przestałam ją nosić, ponieważ nie był to mój image. Gdy przejdzie moda, prawdopodobnie do niej wrócę. Ja po prostu lubię mieć związane włosy i tę chusteczkę zakładałam nie tylko na scenę, ale i na co dzień.

- Śpiewa Pani o „innym świecie” i często wraca do tej piosenki. Czym jest dla Pani ten „inny świat”?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

- Inny świat jest wyznaniem. Wierzę w to, że jest Bóg, że są rzeczy najważniejsze, chociaż często niewidzialne i niedotykalne. Jeśli chodzi o tę piosenkę - mam nadzieję, że ją jeszcze nagram za kilkanaście lat. Wtedy będzie to kolejna historia.

- Zupełnie inna?

- Też w pewnym sensie mówiąca o przemijaniu. Gdy słucha się Innego świata, nagranego przed wielu laty, a potem jego nowej wersji, czuje się, że jest w nim zapisany upływający czas. Co do tej piosenki mam taki plan, żeby ją co jakiś czas śpiewać. Gdy będę już staruszką, jeżeli Bóg da, to też ją będę śpiewać.

Reklama

- Śpiewa Pani o rzeczach najistotniejszych dla człowieka, o rzeczach w pewnym sensie intymnych, ale i fundamentalnych. Czy coś jednak różni dawną Pani twórczość, tę sprzed 20 lat, od obecnej?

- Dawniej śpiewałam piosenki innego typu. To był czas, gdy ludzie szli do więzienia za swoje przekonania. Ja byłam związana z opozycją. Moje piosenki stawały się wyznaniem tego, co czuje człowiek. Zawsze jednak starałam się śpiewać o tym, co dotyczy także mnie i bliskich, rzeczy ważnych i pięknych, z którymi się stykam. Nie chcę dzielić się rozdarciami, złymi rzeczami. Staram się być dpowiedzialna za to, co śpiewam.
Zmienił się świat i ja się zmieniłam. Dlatego inne są także moje piosenki. Nie zmieniło się jednak to, że zawsze śpiewałam i śpiewam o tym, co jest dla mnie istotne. Chcę się rzeczywiście dzielić tym, co mnie dotyka, co jest dla mnie ważne.

- Bardzo wiele Pani koncertuje. Czym dla Pani jest kontakt z publicznością?

Reklama

- Od pewnego czasu mam poczucie, że koncert jest łaską. Dawniej nie zdawałam sobie z tego sprawy. Poza tym bałam się wychodzić na scenę. Lubiłam śpiewać, ale nie lubiłam się pokazywać, eksponować. Za każdym razem miałam poczucie obciążenia, wynikające ze świadomości, że jest to koncert. Był jednak taki moment, gdy uświadomiłam sobie, że dane jest mi spotkanie się z konkretnymi ludźmi i że ta szansa już nigdy się nie powtórzy. Od tego momentu mam poczucie raczej spotkania niż koncertu. Nie denerwuję się już tym, czy coś się uda czy nie, w sensie wokalnym. Oczywiście staram się śpiewać najlepiej, jak umiem. Są spotkania, gdy mam poczucie, że wszystko było dobrze, są i takie, po których wiem, że mogłoby być lepiej.
Najistotniejsze jest dla mnie to, czy rzeczywiście nastąpiło spotkanie. Wtedy sprawy takie, jak dobre czy złe nagłośnienie, przestają być istotne. Najważniejsze jest to, czy coś zaistniało między ludźmi. Dziś, na koncercie w Popowie, miałam poczucie, że spotkałam się z wieloma ludźmi.

- Czy zdarza się, że nie ma Pani tego poczucia?

- Nie zdarza się, żebym w ogóle go nie miała, choć czasami mam wrażenie, że śpiewam dla niewielu ludzi. Jednak zawsze czuję, że jest sens. On jest nawet wtedy, gdy śpiewam dla jednej osoby. Myślę, że gdyby ludzie zaczęli wychodzić z moich koncertów smutni albo przestali na nie przychodzić, byłby to znak, że muszę przestać śpiewać.

- Jest Pani pogodną osobą?

- Dawniej byłam zdecydowanie bardziej radosna. Jednak w moim życiu zdarzyły się różne rzeczy, więc to trochę się zmieniło. Ale nadal jestem osobą, która kocha życie, bez względu na sytuacje. Jestem wdzięczna za łaskę życia.

- Na Pani płycie „Wołanie” jest wiele piosenek ludowych.

Reklama

- Lubię takie melodie, które nagle czuję w sercu. Melodie, które w jakiś sposób mnie poruszają. Czuję wtedy, że urodzi się do nich jakiś tekst. To jest tak jak z oglądaniem zdjęć w albumie: nagle zatrzymuję się nad zdjęciem, które robi największe wrażenie.
Melodie ludowe obecne były w moim życiu niemal od początku. Wprawdzie urodziłam się w Krakowie, ale wychowałam się w małej wiosce niedaleko Tarnowa, przez którą przejeżdżały tabory cygańskie i pierwsze melodie, jakie słyszałam w życiu, to były właśnie cygańskie piosenki.
Piosenki ludowe mają to do siebie, że są to bardzo często przekazy melodii czy słów, które obrosły historią. Ich melodia mogła ulec zmianie, ale zawsze pozostawało z niej to, co najpiękniejsze.

- Podobno sięga Pani do swoich płyt dopiero po jakimś czasie...

- Ja w ogóle do nich nie wracam. Słucham tylko podczas nagrania. Zdarza się, że podczas jakiś spotkań niektórzy chcą mi zrobić przyjemność i puszczają przy mnie moje piosenki. Ale ja się z tym źle czuję. Taka płyta to sprawa dla mnie zamknięta. Kojarzy mi się ona bardziej z życiem i z tym, co w danym momencie przeżywałam.

- Czego Pani słucha na co dzień?

- Bardzo różnorodnej muzyki. Najczęściej słucham muzyki ludowej, ale także jazzu i klasyki. Unikam raczej mocnego rocka czy popu, ale to też nie jest regułą. Wydaje mi się, że jestem jednak otwarta na inne formy muzyki.

- Podczas tego koncertu powiedziała Pani, że jedna z „piosenek przyszła sama”. Przychodzi jedna myśl i już są słowa, jest melodia. Czy często się to zdarza?

Reklama

- Bywa różnie, ale nie ma piosenek, które nie byłyby z czymś związane. Każda z nich ma swoją historię. Niektóre powstają w ten sposób, że w mojej wyobraźni pojawia się obraz. Piosenka staje się wtedy opisem tego obrazu. Czasami przychodzą melodie. Niedawno, podczas pracy nad płytą z kolędami, we śnie przyśniła mi się melodia. Na szczęście miałam w pobliżu dyktafon i gdy się obudziłam, zaśpiewałam ją, a potem znów zasnęłam. Później do tej melodii dopisałam słowa.
Z tą płytą związana jest też inna historia. Mimo że nagrywaliśmy ją w czasie nieświątecznym, postanowiliśmy stworzyć sobie klimat kolędowy. Chciałam, aby przy jej nagraniu towarzyszyła nam figurka Dzieciątka Jezus, którą widziałam we wspólnocie „Betlejem” z Jaworzna, założonej przez ks. Mirka Toszę. To jest takie wspaniałe miejsce gromadzące ludzi bezdomnych. Ta figurka zrobiona była przez Małe Siostry Jezusa o duchowości o. Karola de Foucauld. Dowiedziałam się jednak, że niemożliwe jest zrobienie jej w tym czasie. Wtedy wspólnota „Betlejem” postanowiła na czas nagrań udostępnić nam swoje Dzieciątko z kaplicy. Gdy powiedziano mi o tym przez telefon, dokładnie dwie minuty później napisałam kolędę.
Wierzę, że melodie, które powstają, nie są nasze, one są łapane gdzieś z „Góry”. My je tylko obrabiamy na miarę własnego talentu.

- Nad czym Pani teraz pracuje?

- Obecnie pracuję nad płytą o miłości. Kilka piosenek pochodzących z niej graliśmy tu na koncercie. Płyta ukaże się na początku jesieni.

- Dziękuję za rozmowę.

2004-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zmiany kapłanów 2026 r.

[ TEMATY ]

zmiany kapłanów

Karol Porwich/Niedziela

2026 rok przynosi zmiany personalne wśród duchownych. Przedstawiamy bieżące zmiany księży proboszczów i wikariuszy w poszczególnych diecezjach.

Biskupi w swoich diecezjach kierują poszczególnych księży na nowe parafie.
CZYTAJ DALEJ

Co jest mi łatwiej czynić: miłosierdzie wobec innych czy składać Bogu ofiary?

[ TEMATY ]

homilia

rozważania

Adobe.Stock.pl

Rozważania do Ewangelii Mt 9, 9-13. <- KLIKNIJ

Niedziela, 7 czerwiec. Dziesiąta Niedziela zwykła.
CZYTAJ DALEJ

USA: „cudowne narodzenie” dzięki modlitwom rodziców

2026-06-07 19:56

[ TEMATY ]

modlitwa

wiara

Adobe Stock

Na początku 2025 roku Keishera i Greg Joubert z wielką radością dowiedzieli się, że spodziewają się drugiego syna. Jednak w 19. tygodniu ciąży ich szczęście zostało zachwiane przez druzgocącą diagnozę: u dziecka wykryto zespół wrodzonej niedrożności górnych dróg oddechowych (CHAOS), rzadką i zwykle śmiertelną wadę, w której gruba błona blokuje drogi oddechowe. Małżonkowie, żarliwi katolicy nie zamierzali się poddawać i ich dziecko urodziło się “za drugim razem”. Uważają, że „Bóg przemienił nasze największe cierpienie w postępy nauk medycznych.”

Nadzieję znaleźli u dr. Emanuela Vlastosa z Orlando Health Winnie Palmer Hospital for Women & Babies. Gdy standardowa operacja prenatalna nie zdołała przeciąć blokującej błony, lekarz zaproponował radykalne, pionierskie rozwiązanie. W 25. tygodniu ciąży lekarze częściowo wydobyli małego Cassiana przez cesarskie cięcie, na zewnątrz znalazły się jedynie jego głowa i ramiona. Nadal połączony z łożyskiem matki i otrzymujący dzięki niemu tlen, chłopiec przeszedł niezwykle precyzyjną tracheotomię, która utworzyła drożne drogi oddechowe. Następnie został ponownie umieszczony w łonie matki, aby dalej się rozwijać.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję