Reklama

Bp Pindel do twórców: oby przemówiło w was to, co Boskie i szlachetne

2018-01-20 11:09

rk / Bielsko-Biała (KAI)

PB

Bycia „dobrymi narzędziami w rękach Boga” życzył przedstawicielom środowisk twórczych z diecezji bielsko-żywieckiej bp Roman Pindel. Duchowny podczas życzeń składanych w refektarzu kurialnym przy okazji spotkania opłatkowego wskazał, że artysta powinien starać się, by przemówiło w jego dziełach to, co jest w nim najszlachetniejsze.

W życzeniach skierowanych to twórców biskup przypomniał, że w religii chrześcijańskiej Boga nie szuka się po omacku i nie wymyśla mitów, lecz przyjmuje się słowo, które Stwórca wypowiedział przez proroków, a najmocniej przez Syna Bożego.

„Ta Boża wypowiedź wyraża się przede wszystkim w natchnionym słowie Bożym: tym zapisanym w Piśmie Świętym oraz tym przechowywanym w Kościele w rozwijanej tradycji” – wyjaśnił biblista, porównując proces odziaływania natchnionego słowa Bożego do działalności poetyckiej.

„Życzę państwu takiej twórczości, która zasługiwałaby na porównanie do autorów natchnionych. Aby to, co zostawicie po sobie, nawet jeśli to jest bardzo świecka sztuka, niepodobna do sakralnej, było przemówieniem tego, co jest w was najbardziej Boskie, szlachetne i najbardziej potrzebne człowiekowi, który spotka się z wytworem waszej twórczości” – powiedział bp Pindel. „Życzę, by Pan Bóg posługiwał się wami w tym wszystkim, co czynicie” – dodał.

Reklama

Duszpasterz środowisk twórczych ks. dr Szymon Tracz, wykładowca historii sztuki średniowiecznej w Instytucie Historii Sztuki i Kultury Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, przypomniał, że w ramach obchodów 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości na szczególne wspomnienie zasługuje Stanisław Wyspiański.

„Patrzymy na człowieka, który swymi talentami wzbogacił polską kulturę, niejako był zwiastunem tego, co działo się po 11 listopada 1918 roku” – podkreślił, wskazując na projekt jednego z witraży w kościele Mariackim, w którym Wyspiański ukazał Anioła, nakazującego Józefowi ucieczkę do Egiptu.

„Dziś kultura w naszym narodzie trochę przypomina Świętą Rodzinę, która jest zmuszana do różnych ucieczek. Różni ‘herodowie’ czyhają na ludzi kultury i kulturę naszego narodu, więc musimy jej bronić” – stwierdził ks. Traczn.

Obok artystów, malarzy, plastyków, muzyków z całego Podbeskidzia oraz spoza regionu, na spotkaniu był obecny poseł z Bielska-Białej, Grzegorz Puda, który zasiada w sejmowej komisji kultury i środków przekazu. W spotkaniu wzięli udział także konserwatorzy, dyrektorzy, kierownicy i pracownicy beskidzkich placówek kulturalnych.

Muzyczny akompaniament do spotkania zapewnił renomowany zespół góralski „Grojcowianie” z jego kierowniczką Jadwigą Jurasz.

Tagi:
Bielsko‑Biała bp Roman Pindel

Rzeszów: O tożsamości kapłańskiej - 55. Ogólnopolska Konferencja Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych

2019-09-05 17:29

mp / Rzeszów (KAI)

Wczoraj zakończyła się 55. Konferencja Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych (diecezjalnych oraz zakonnych), która obradowała w Rzeszowie od 2 do 4 września nt. „Kształtowanie tożsamości kapłańskiej w formacji seminaryjnej”. Oto jej główne wątki.

Ks. Waldemar Wesołowski

Definiując cel tegorocznego spotkania rektorów WSD, ks. Wojciech Wójtowicz stojący na czele Konferencji Rektorów, powiedział, że „w dzisiejszym świecie, a w konsekwencji także w naukach kościelnych, istnieją bardzo wąskie specjalizacje i nierzadko ujęcia fragmentaryczne, stąd potrzeba jest powrotu do pogłębionej teologii kapłaństwa oraz troski o jego integralną wizję”. Wyjaśnił, że „w dyskusji, która obecnie się toczy w przestrzeni medialnej a także wewnątrz Kościoła - choćby wobec postulatów o zmierzeniu się ze zjawiskiem klerykalizmu – paradoksalnie poruszamy się niekiedy w przeciwnym kierunku, to jest ku modelowi sekularyzacyjnemu, owocującemu zeświecczeniem w postrzeganiu kapłaństwa; tymczasem musimy pamiętać, że mamy do czynienia z sakramentem święceń”.

Tożsamość kapłańska

Bp Roman Pindel, w oparciu o List do Koryntian św. Pawła, ukazał zgromadzonym istotę kapłaństwa i jego tożsamości. Wziąwszy za punkt wyjścia słowa: „Wszystko zaś to pochodzi od Boga, który pojednał nas z sobą przez Chrystusa i zlecił na posługę jednania” (2 Kor 5, 18), przypomniał, że Chrystus ustanowił posługę apostolską w Kościele, aby pojednać świat z Bogiem. Podkreślił, że konstytutywną zatem misją każdego kapłana jest uczestnictwo w tym dziele spotykania się i jednania Boga ze światem. Drugim motywem, do którego nawiązał bp Pindel, były Pawłowe słowa „Nie dajemy nikomu sposobności do zgorszenia, aby nie wyszydzono posługi” (2 Kor 6,3). Prelegent wyjaśniał, że w tej perspektywie potrzeba dzisiaj pokuty i zawstydzenia z tytułu zgorszeń obecnych także wśród ludzi Kościoła. Zwracał również uwagę na konieczność ciągłej weryfikacji mechanizmów formacyjnych, bowiem w minionych dekadach również i one mogły przyczynić się do zaniedbań oraz kryzysów. W ślad za św. Pawłem zachęcał jednak bardzo mocno, aby także w seminariach, w obecnym trudnym czasie, nie tracić nadziei, na wzór Apostoła ćwiczącego swą wierność pośród „utrapień, przeciwności i ucisków” (2 Kor 6,4).

Istota sakramentalnej posługi kapłańskiej: in persona Christi

Ks. prof. Marek Tatar z UKSW w wykładzie „O odnowioną teologię kapłaństwa” apelował o wyraźną, jasno ukształtowaną tożsamość kapłańską. Zauważył, że w dzisiejszym świecie a także niestety i w Kościele podlega ona „próbom zacierania”. Szczególnie widoczne jest to w odniesieniu do pojęcia „kapłaństwa powszechnego”, w którym uczestniczy cały Lud Boży. Apelował więc o odnowę rozumienia samej istoty sakramentu kapłaństwa i konsekwencji zeń wynikających. Przypomniał że „różnica pomiędzy kapłaństwem wspólnym a sakramentalnym wynika z istoty, a nie stopnia”. A podkreślanie tego ma szczególną wagę dziś, wobec poglądów, które „próbują podporządkować, uzależnić hierarchiczność kapłaństwa co do jego istoty od demokratycznych mechanizmów”. Przywołał słowa Jana Pawła II z adhortacji „Pastores dabo vobis”, że „Kapłaństwo urzędowe, czyli hierarchiczne udzielane w sakramencie święceń oraz kapłaństwo powszechne lub wiernych, choć różnią się między sobą istotą, a nie tylko stopniem, są sobie wzajemnie podporządkowane, jedno bowiem i drugie – na różny sposób uczestniczy w jedynym kapłaństwie Chrystusa”.

Ks. Tatar, mówiąc o sakramentalnej roli kapłana we wspólnocie eklezjalnej, przypominał w ślad za Katechizmem Kościoła Katolickiego, że sakrament ten „upodabnia go do Chrystusa dzięki specjalnej łasce Ducha Świętego, czyniąc go narzędziem Chrystusa dla Jego Kościoła”. Najpełniej wyraża się to w pojęciu „in persona Christi”, stanowiącym, że kapłan uosabia samego Chrystusa w sakramentach, zwłaszcza w Eucharystii, kiedy sprawuje Jego ofiarę, oraz w spowiedzi, gdy udziela rozgrzeszenia w Jego imieniu. „Tożsamość kapłańska zawiera się więc w byciu „in persona Christi”, tzn. w życiu identyfikującym i upodabniającym do Niego, a ten proces dokonuje się w trzech zakresach: Chrystusa Głowy, Pasterza, Sługi i Oblubieńca”.

Tak więc działanie kapłana „in persona Christi” – podkreślał ks. Tatar - wyraźnie wskazuje, że nie jest to jedynie „reprezentatywność Jezusa Chrystusa” czyli działanie tylko z polecenia bądź „w imieniu Chrystusa”, ale zdecydowanie głębiej, tj. właśnie „w Jego osobie”. W ślad za kard. Ratzingerem ostrzegał, że „kryzys dzisiejszego Kościoła jest przede wszystkim kryzysem przeżywanym przez księży i zakony”, a zaczyna się on właśnie od zaniedbań w świadomie przeżywanej i ciągle odnawianej własnej tożsamości.

Jak nas widzą, jakich kapłanów potrzebuje świat?

Marcin Przeciszewski z KAI odpowiadając w swym referacie na pytanie „Jak nas widzą?” i „Czego oczekują?”, jeśli chodzi o posłannictwo kapłanów w dzisiejszym świecie, zwrócił najpierw uwagę na zmianę postrzegania Kościoła w polskiej rzeczywistości publicznej, czego dowodów dostarczają liczne badania socjologiczne. O ile bowiem jeszcze kilkanaście lat temu Kościół w Polsce był powszechnie uznawany za istotny autorytet w życiu publicznym (za wyjątkiem pewnych skrajnych, marginalnych grup), o tyle dziś stracił tę pozycję. Obecnie mamy do czynienia z silnym wciąż, a nawet większościowym kręgiem ludzi utożsamiających się z Kościołem, ale jednocześnie kształtuje się bardzo silny i hałaśliwy nurt kontestacji Kościoła, stawiający sobie za cel jego marginalizację. Ten drugi oddziaływuje niestety na niektóre środowiska inteligencji oraz młodzieży. W konsekwencji mamy do czynienia ze znacznym spadkiem identyfikacji z Kościołem oraz osłabieniem praktyk religijnych w tych dwóch środowiskach.

Szczególnie niebezpieczny jest ten trend wśród młodzieży, gdyż – jak pokazują badania CBOS – w ciągu ostatnich 10 lat, procent osób wierzących wśród młodzieży spadł o niemal jedną piątą i wynosi obecnie zaledwie 55 %, przy 17% młodych deklarujących się jako niewierzący. Zjawisko to prelegent określił jako „poważne zaburzenie międzypokoleniowego przekazu wiary”, z czym wcześniej w Polsce nie było problemów. „W tym kontekście na ziemi polskiej nadzwyczaj aktualny staje się postulat nowej ewangelizacji, rozumianej jako konieczność objęcia troską duszpasterską tych środowisk, które z Kościołem już się nie utożsamiają” – podkreślał.

Mówiąc o oczekiwanym przez wiernych wzorcu kapłaństwa, Przeciszewski wskazywał, że kapłan powinien być „do bólu ortodoksyjny”, zdolny do ukazania sensu nauczania Kościoła w świecie, który coraz bardziej o Bogu zapomina, a jednocześnie winien być człowiekiem maksymalnie otwartym i zdolnym do dialogu z inaczej myślącymi. Jako wzór wskazywał postać Jana Pawła II, który potrafił harmonijnie łączyć te dwa - z pozoru przeciwstawne - wątki. A nawiązując do nauczania Franciszka, wskazywał na coraz większą potrzebę towarzyszenia przez kapłanów współczesnym ludziom, jakże często pogubionym, tak aby nauczyć ich podstawowych kryteriów rozeznawania, dokonywanego w świetle nauki Kościoła.

Kapłan: dobry Pasterz gotowy do ofiary

Bp Damian Bryl w swej homilii adresowanej do rektorów, formatorów i wychowawców seminaryjnych przypomniał, że „żyjemy dziś w świecie różnych sekularyzmów, dlatego tak ważne jest, aby z naszej strony była pełna klarowność i jasność”. Zachęcał do modlitwy „o mocną jednoznaczność” w nauczaniu i wychowaniu przyszłych kapłanów. Przypominał, że „dużym niebezpieczeństwem dla samych kapłanów jest zeświecczenie, czyli sytuacja, w której wiarę przestajemy traktować jako najważniejszy punkt odniesienia”. Odwołując się do słów Jana Pawła II o milczącej apostazji jaką przeżywa dzisiejszy świat, zauważył, że dotyczyć ona może i samego Kościoła, a jest tym bardziej niebezpieczna, gdyż jest to proces, którego nie jesteśmy świadomi, a który dzieje się w naszych wspólnotach. Zachęcał więc odpowiedzialnych za formację przyszłych kapłanów do „odnowy i nieustannego odnawiania własnej wiary”. Zachęcał również, abyśmy „byli czujni wobec tego, co się dzieje z nami i wokół nas, byśmy chcieli przyjąć nowe wyzwania, abyśmy w duchu wiary potrafili oceniać i rozeznawać to, co się wokół nas dzieje”. Zachęcał też, abyśmy jako Kościół w Polsce „nie przegapili czegoś ważnego, co być może zostało przegapione w Kościele w niektórych krajach Zachodu”. Podkreślał, że jest to szczególnie istotne, gdyż „czas jaki przeżywa dziś Kościół w Polsce nie jest łatwy, jest szczególny i przełomowy”.

Bp Bryl apelował do rektorów i wychowawców, aby najpierw sami byli „dobrymi pasterzami, którzy są w stanie ukształtować kolejne pokolenia dobrych pasterzy, gotowych do oddania życia za owce”. Podkreślał, że „dobry pasterz nie szuka siebie, ale jest gotowy do ofiary” i dlatego gorąco zachęcał do kształtowania ofiarnego ducha wśród przyszłych kapłanów – co jest szczególnie ważne w świecie goniącym za indywidualizmem i egoistycznie rozumianą samorealizacją.

O integralną formację w seminariach

Wątek tożsamości kapłańskiej kontynuował bp Piotr Turzyński z Radomia, który przez 30 lat sam był formatorem w seminarium duchownym. Podkreślał, że dziś należy szczególnie zwracać uwagę na dwa wyzwania życia kapłańskiego: wszechobecny indywidualizm oraz pelagianizm bądź neopelagianizm, czyli zdawanie się na własne siły i zapominanie o łasce Bożej. „Tak jak kiedyś mówiliśmy o roli łaski Bożej, nie pamiętając niekiedy dostatecznie o ludzkiej naturze, tak dziś rodzi się przekonanie, że ja sam wszystkiemu podołam, a najważniejsze stają się projekty realizowane własnymi siłami” – tłumaczył biskup, wskazując, że postawa taka jest jedną z istotnych przyczyn kryzysów kapłańskich.

Z kolei o. Krzysztof Dyrek SJ wyartykułował szereg oczekiwań wobec współczesnych formatorów, zaznaczając, że ich wybór musi być bardzo przemyślany. Nie każdy bowiem, nawet po świetnych studiach, nadaje się do formowania przyszłych kapłanów. Zaznaczył, że „poza wiedzą intelektualną i przymiotami duchowymi, ważne są osobiste, ludzkie walory samego formatora”. Przestrzegał przed ryzykiem „przerzucania własnej niedojrzałości na niedojrzałość wychowanków”. Zwracał więc uwagę na olbrzymią odpowiedzialność ojców duchownych w seminariach, gdyż „oni wchodzą tam, w te dziedziny psychiki i duchowości kandydata do kapłaństwa, gdzie zewnętrzni przełożeni niekiedy dotrzeć nie mogą”. Apelował o integralność w formacji alumnów, tj. aby formacja wewnętrzna prowadzona przede wszystkim przez ojców duchowych oraz ta zewnętrzna, koordynowana przez seminaryjnych wychowawców, wzajemnie się przenikały, uzupełniały i dążyły wspólnie do tego samego celu. Przypomniał także, że każdy formator sam musi podlegać ciągłej formacji.

Prace nad "Ratio fundamentalis institutionis Sacerdotalis"

Istotnym elementem dyskusji rektorów w Rzeszowie był „Postęp i owoce prac nad Ratio Fundamentalis Institutionis Sacerdotalis”. Debatę na ten temat prowadził bp Damian Bryl, będący odpowiedzialnym za jego przygotowanie w ramach Komisji ds. duchowieństwa Konferencji Episkopatu Polski. Przygotowywany od ponad 2 lat dokument ma być polską aplikacją watykańskiego dokumentu: "Dar powołania do kapłaństwa. Ratio fundamentalis institutionis Sacerdotalis", które opublikowane zostało w 2016 r. Dokument ten zawiera nowe, aktualne spojrzenie oraz wiele konkretnych postulatów odnośnie do całego procesu formacji przyszłych kapłanów. „Ideą wiodącą dokumentu – zaznaczył bp Bryl – jest koncepcja by seminaria mogły formować uczniów misjonarzy, w Nauczycielu, pasterzy o , którzy żyją pośród nich, aby im służyć i nieść im Boże miłosierdzie”. - W nowym ujęciu formacji chodzi o to, aby kapłan zawsze czuł się uczniem w drodze, stale potrzebującym całościowej formacji, rozumianej jako ciągłe upodabnianie się do Chrystusa – dodał.

Bp Bryl poinformował, że prace nad polskim „Ratio Fundamentalis Institutionis Sacerdotalis” dobiegają już końca i prosił obecnych rektorów o kolejne, ostateczne już uwagi. Poinformował, że pełna wersja dokumentu ma być przedstawiona na październikowym zebraniu plenarnym KEP, a po uzyskaniu akceptacji tego gremium, ma być przedłożona Stolicy Apostolskiej do przejrzenia i zatwierdzenia.

Warsztaty

Kolejnym punktem zjazdu rektorów były warsztaty poświęcone trudnościom, jakie pojawiają się w środowiskach formacyjnych. Księża rektorzy dzielili się troskami, wyzwaniami i problemami jakie przed nimi stoją, a także zastanawiali się jak budować przestrzeń formacyjną, aby „tworzyć seminarium, które jest jednością”.

Ks. dr Maciej Będziński z Papieskich Dzieł Misyjnych zwracał uwagę księży rektorów na potrzebę uwzględnienia w formacji seminaryjnej, misyjnego wymiaru posługi kapłańskiej, który winien być jednym z podstawowych jej elementów. Postulował, aby zmniejszająca się liczba kandydatów do kapłaństwa, nie stała się przyczyną braku otwartości na kapłańskie potrzeby Kościoła powszechnego.

Podsumowując całość obrad przewodniczący Konferencji Rektorów ks. Wojciech Wójtowicz, powiedział, że „bazując na sprawdzonych źródłach tradycji, otwieramy się na nowe, tzn. chcemy słuchać postulatów świata, ale i pozostawać mocno zakorzenieni w dobrej, głębokiej teologii kapłańskiej”. Zwrócił uwagę, że chodzi o to, aby formacja w seminariach duchownych miała za cel „równowagę w zakresie kształtowania sfery ludzkiej, duchowej oraz intelektualnej, bez żadnych niebezpiecznych wypaczeń czy przeakcentowań” .

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zapłakała 350 lat temu

2014-08-07 11:28

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 32/2014, str. 4-5

Cud łez, płynących z „dziwnie posmutniałych oczu Maryi”, zaobserwowano 350 lat temu, od 22 do 26 lipca 1664 roku. Trwający kilka dni cud łez, obficie płynących z oczu ikony, wywołał ogromne duchowe poruszenie i rozsławił obraz na całą Polskę

TD

Wizerunek w typie Hodegetrii – Maryi wskazującej nam drogę, czy może Syna Jezusa – jako drogę, przybył do Dzierzgowa po wiktorii beresteckiej za sprawą rodu Myszkowskich. Cud łez zainspirował poetów i historyków do sumiennego odnotowania niezwykłego wydarzenia. Specjalna komisja biskupa krakowskiego Andrzeja Trzebickiego potwierdziła nadprzyrodzony charakter zjawiska.

Wizerunek wpisany w polską historię

Jest datowany na koniec XVI wieku, a jego losy są związane z niespokojną epoką wojen kozackich w XVII wieku. Do Dzierzgowa trafił spod Beresteczka (1651), skąd wywiózł go któryś z przedstawicieli rodu Myszkowskich (źródła wymienią Stanisława oraz Jana). Przywiezienie ikony zdaje się być więc albo typowym łupem wojennym, albo sposobem na ocalenie jej przed zbezczeszczeniem. Tego nie dowiemy się już nigdy...

Jedno ze źródeł (parafialnych) podaje, że podczas bitwy pod Beresteczkiem od profanacji ocalił obraz Jan (lub Stanisław) Myszkowski, dowódca chorągwi krakowskiej. Myszkowscy herbu Jastrzębiec byli wówczas w posiadaniu niektórych okolicznych dóbr. Ów Myszkowski, obrońca obrazu, podarował go kościołowi w Dzierzgowie, gdyż przebywał wówczas u rodziny w Bieganowie, a więc na terenie tutejszej parafii. Tak czy owak ikona trafiła do Dzierzgowa i od razu odbierała nadzwyczajną cześć.

Obraz został wykonany w typie malarstwa wschodniego, choć nosi w sobie sporo cech renesansowo-barokowej sztuki zachodniej. Nieznany autor namalował wizerunek temperą na desce (pierwotne wymiary 115, 2 cm x 85,6 cm zostały w 1927 r. powiększone u góry o półkole, a na dole o wstęgę z napisem „Matko, nie opuszczaj nas”). Maryja jest wyobrażona z Jezusem, którego trzyma na lewym ramieniu, prawą dłonią wskazując na Syna. Madonna jest ubrana w zieloną suknię i bordowy drapowany płaszcz, okrywający także Jej głowę. Szatę dekorują gwiazdy – symbol dziewictwa. Z kolei Jezus jest przykryty białą tuniką i złocistym płaszczem. W ręku, z godnie ze wschodnią tradycją, trzyma zwój Pisma Świętego (wg kanonów sztuki zachodniej trzymałby raczej księgę). Matka i Syn mają typowe bizantyjskie rysy twarzy, w których dominują skupione i poważne w wyrazie oczy. Mały Jezus wykonuje ręką gest błogosławieństwa. Całości wizerunku dopełniają postaci aniołów i zdobione ornamentem tło.

Nadprzyrodzone zjawisko w źródłach

22 lipca 1664 r. zauważono, jak ujmuje parafialna kronika, „nadprzyrodzony płacz wizerunku”. Szczegółowe informacje o tym wydarzeniu pozostawił Wespazjan Kochowski, historyk i poeta epoki, mieszkający wówczas w oddalonych o 10 km Goleniowach i najprawdopodobniej naoczny świadek zjawiska. Źródłem wiedzy o obrazie stało się dzieło historyczne Kochowskiego „Annalium Poloniae Climaeter III” oraz jego wiersz „O obrazie płaczącym NMP we wsi Dzierzgowie w województwie krakowskim”. O wydarzeniu informują też dokładnie akta wizytacji biskupiej z lat 1731, 1747, 1783. Jest też opis pochodzący z XVIII wieku, znaleziony przez ks. Stanisława Kamińskiego pod koniec XIX wieku. Ów dokument zatytułowany „Wiadomość prawdziwa o płaczącym obrazie NMP w Dzierzgowie dnia 22 VII 1664 r. z dowodów pewnych wypisana” zawiera warstwę historyczną i tradycyjną. Dokument nie posiada daty ani podpisu. Innym źródłem są, a raczej były, bardzo liczne wota, zawieszane od pamiętnego 1664 r., a potem zrabowane przez wojska rosyjskie (po bitwie pod Szczekocinami w powstaniu kościuszkowskim), kościelnych rabusiów i być może podczas II wojny światowej. Obecne wota pochodzą więc z okresu po 1974 r. i także są bardzo liczne.

„Wylewał łzy jak perły...”

Oto, co m.in. zanotował Wespazjan Kochowski: „Obraz ten podczas zgromadzenia wielkiego tłumu ludzi (...) wylewał łzy jak perły. Tego dnia odbywała się narada w Warszawie na temat zniesienia Sejmu. Wówczas wszyscy zgodnie powiadali, że Matka Boska jako Królowa Korony Polskiej opłakuje zamieszanie i zło, jakie się szerzy w Ojczyźnie. Kochowski skrupulatnie odnotował przybycie komisji biskupiej w składzie: ks. Jacek Liberiusz, prepozyt kapituły krakowskiej, ks. Andrzej Grabianowski, wikariusz generalny kurii biskupiej oraz dwaj księża jezuici. Komisja po wzięciu pod uwagę wszystkich okoliczności klimatyzacyjnych orzekła: że zjawisko łez jest wykraczające poza normalny bieg i siły natury, że jest sprawione bezpośrednią interwencją Bożą. Natomiast w 24 strofach wiersza Kochowski – poeta pisał ze wzruszeniem:

Ale to smutne większa gdy Matki bez zmazy/Maryjey płaczą w kościołach obrazy/Twarz onę śliczną, jagody dostojne/Wskroś płacz zalewa i łzy kropią hojne (...).

Więc moja Polsko, moi Sarmatowie/Miej płacz mój w sercu, a komety w głowie/Nigdy te ognie darmo nie pałają,/Ani łzy, chyba, gdy napominają.

Wiersz kilkakrotnie ukazywał się drukiem. Jego szczegółowej analizy dokonał m.in. były proboszcz w Dzierzgowie, ks. Tadeusz Grabek, wielki czciciel Maryi i zamiłowany historyk. W dokumentach parafialnych w Dzierzgowie znajduje się wspomniany szczegółowy opis wydarzeń z 1664 r., którego fragmenty warto przytoczyć: Na ołtarzu (...) rozświecał kościelny sługa świece, gdy się poczoł zaczynać nieszpór, co gdy zobaczył sługa łzy płynące z prawego oka, wnet to oznajmił ks. Tomaszowi Łyczborskiemu (wikariuszowi – przyp. red.) i ks. plebanowi Janowi Dubrawskiemu (...) którzy po nieszporze ten strumień łez obaczywszy, ocierali puryfikatorem, a obawiając się jakiego oszukania, strażą pełną kościół na noc opatrzyli i tak rano wstawszy strumieniem łzy na twarz wytoczone zobaczyli (...). Zjawisko obserwowano przez kilka dni, miejscowi księża zorganizowali więc obsługę duszpasterską dla zbierających się tłumnie pielgrzymów, wśród których byli ludzie wszystkich stanów. Wkrótce przybyła komisja biskupia i potwierdziła nadprzyrodzoność zjawiska. Od tego czasu datuje się wielki kult Dzierzgowskiej Madonny.

Liczne cuda

Za Jej wstawiennictwem posypały się cuda. W źródłach wymieniono wiele osób i okoliczności uzdrowień, aż po czasy nam współczesne. Szczególnie cenne informacje zanotował w opracowanej przez siebie kronice ks. Tadeusz Grabek, skrupulatnie dbający o wiarygodność źródeł („Źródła, materiały do historii Obrazu i kultu Matki Boskiej w Dzierzgowie)”. Do bardziej znanych historii należy uzdrowienie w 1850 r. chorych nóg Małgorzaty Turzyńskiej ze Szczekocin, co upamiętniały kule w ołtarzu głównym. Kolejne to m.in. łaski zdrowia dla: chłopca z Rokitna (1880), Marcjanny Kuźmińskiej z Grabca (1886), ocalenia od śmierci, spełnienie wyczekiwanego macierzyństwa. – Fakt, że na budynku szkoły w czasach PRL uchował się orzeł w koronie, także interpretujemy jako cud naszej Patronki – uzupełnia obecny proboszcz, ks. Krzysztof Szumigraj.

Odpusty dzierzgowskie

15 sierpnia to od stuleci ważne, duchowe wydarzenie w Dzierzgowie. – W tym roku uroczystości odpustowej przewodniczy bp Kazimierz Ryczan – zapowiada Proboszcz. Pełni swe obowiązki w Dzierzgowie od kilku miesięcy, ale już teraz stwierdza, że maryjny kult wymaga ożywienia. Dzierzgów, jak wiele podobnych sanktuariów, z ogólnopolskiego stał się lokalny i trudno byłoby oczekiwać tysięcy wiernych przybywających na odpust. Czczenie w parafii pierwszych sobót miesiąca, modlitwa 10 kołek różańcowych, przywracanie nowenny do Matki Bożej, pieśń na odsłonięcie obrazu, przeżywane niedawno uroczystości w 350-lecie cudu łez – pomagają w ugruntowaniu duchowości maryjnej.

Kronika parafialna podaje, że od niepamiętnych czasów ludzie przybywali na odpust do Dzierzgowa „bez różnicy stanu, wieku i płci”, w liczbie nawet do 30 tys. ludzi. W latach 1880-1990 na odpuście gromadziło się 15-20 tys. osób. Tak olbrzymich tłumów nie mógł pomieścić „ani kościół parafialny, ani cmentarz przykościelny, ani droga idąc przez wieś”. Przyjeżdżali furmankami lub szli pieszo, z sąsiednich parafii „przychodziły kompanie razem z księżmi”. Na odpustach bywało kilkudziesięciu kapłanów. Nawet ojcowie paulini – jak pisze ks. Kamiński – „poczytywali sobie za święty obowiązek w dzień odpustu odwiedzić parafię dzierzgowską”. Pielgrzymi wierzyli, że w dniu 15 sierpnia można sobie uprosić szczególne łaski u Płaczącej Pani Dzierzgowskiej. W latach 60. XX wieku liczba uczestników odpustu wahała się – jak odnotowuje z kolei ks. Tadeusz Grabek – w granicach 4 tys. osób. Było to m.in. spowodowane tym, że w czasach PRL dzień15 sierpnia nie był wolny od pracy. „Mierzy się odpust nie ilością ludzi zebranych na nabożeństwie, lecz jakością ich przeżyć religijnych” – konkluduje ks. Grabek.

Podczas nabożeństwa odpustowego od ok. stu lat jest śpiewana pieśń ku czci Matki Bożej Dzierzgowskiej. Pieśń tę śpiewa się także przy odsłonięciu i zasłonięciu obrazu: Witaj (żegnaj) Dzierzgowska Matko jedyna/, uproś nam łaskę u swego Syna./Witaj (żegnaj) nam witaj (żegnaj) Niepokalna/Witaj (żegnaj) Maryjo, Matko kochana.

W 15. strofach pieśni jest przedstawiona historia cudownego obrazu, cuda i łaski, prośby i zawierzenia.

Do Dzierzgowa

Dzierzgów znajduje się w dekanacie szczekocińskim. Aby doń dotrzeć, należy minąć Moskorzew z rozlewiskami Nidy i wygodną drogą wśród lasów dojechać do górującego nad okolicą kościoła parafialnego. Wieś tak dawniej, jak i teraz jest położona na uboczu, ale gdy uroczyście prowadzono obraz Madonny, drogi musiały być znacznie gorsze lub zgoła nie było ich wcale. Przez pamięć tamtego wydarzenia jedna z polnych dróg nazywa się dotąd „wiodącą”.

Obecny kościół parafialny został zbudowany w latach 1903-11 w miejsce starego drewnianego, obrabowanego przez wojska carskie w czasie bitwy pod Szczekocinami w powstaniu kościuszkowskim. Wówczas zginęły setki wotów i wartościowe dokumenty parafialne, ale najcenniejszy pod względem religijnym i artystycznym – obraz Matki Bożej Płaczącej – ocalał. Wciąż znajduje się on w głównym ołtarzu, który zbudowano w latach 1920-30. Świątynia była konsekrowana w 1938 r. przez bp. Franciszka Sonika. Staraniem ks. T. Grabka obraz Matki Bożej Dzierzgowskiej został poddany gruntownej konserwacji na Wawelu (przeprowadzono wówczas kapitalny remont wież, założono nowe tynki, odnowiono baptysterium, ornaty, szaty liturgiczne). Kolejni proboszczowie także podejmowali niezbędne prace remontowe, ale czas na następne – parafia, licząca niecałe 2 tys. osób, szykuje się do malowania kościoła. Obok cudownego obrazu do zabytków sztuki sakralnej w obecnym kościele należy zaliczyć: 2 boczne ołtarze, ambonę, ławy kolatorskie, krucyfiks, zabytkowe ornaty z XVII i XVIII wieku, feretrony.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

USA: biskupi krytykują nauczanie o. Jamesa Martina SJ

2019-09-20 13:59

rk (KAI/LifeSiteNews.com) / Filadelfia/Springfield

Biskup diecezji Springfield w stanie Illinois Thomas Paprocki przyłączył się do krytyki pod adresem amerykańskiego jezuity, o. Jamesa Martina SJ, który twierdzi, że otwarcie parafii na środowiska LGBT – lesbijki, gejów, biseksualistów i osób transpłciowych – wpłynie dobrze na katolickie wspólnoty. Przed dwuznacznością niektórych poglądów popularnego jezuity i brakiem uprawnień do tego, by duchowny ten wypowiadał się w imieniu Kościoła, ostrzegł wcześniej arcybiskup Filadelfii Charles Chaput OFMCap.

youtube.com

Bezpośrednim powodem reakcji amerykańskich hierarchów było wystąpienie o. Martina 17 września br. na Uniwersytecie św. Józefa w Filadelfii, w którym nawiązał do tez zawartych w swej książce „Building A Bridge”. Od dawna jezuita wskazuje na środowisko LGBT jako te, które jest w stanie „ubogacić” Kościół i wiarę wyznawców. Wielu wskazuje go jako mentora ruchu „katolików LGBT”.

Abp Chaput w specjalnym oświadczeniu ostrzegł diecezjan przed nauczaniem o. Martina, który, jak zauważył, zachęca katolików doświadczających pociągu seksualnego do przedstawicieli tej samej płci, by utożsamiali się z takimi określeniami jak „geje” czy „lesbijki”. Tymczasem jak, wskazał metropolita Filadelfii, sprzeciwia się to „jasnemu ewangelicznemu nauczaniu, że naszą tożsamość odnajdujemy w Jezusie Chrystusie”. Przypomniał, że wynika z faktu, że „zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga i wezwani do bycia synami i córkami Boga”.

Do krytyki o. Martina przyłączył się bp Thomas Paprocki. Przyznał, że jezuita z jednej strony słusznie wyraża prawdę o tym, że Bóg kocha wszystkich ludzi, jednak z drugiej strony „albo zachęca, lub nie koryguje zachowania, które oddziela osobę od właśnie tej miłości”. Biskup diecezji Springfield nazwał poglądy zakonnika „skandalicznymi”, gdyż „prowadzą ludzi do przekonania, że szkodliwe zachowanie nie jest grzeszne”.

„Publiczne przesłanie o. Martina stwarza zamęt wśród wiernych i burzy jedność Kościoła, propagując fałszywe poczucie, że niemoralne zachowanie seksualne jest akceptowane w świetle prawa Bożego. Bóg naprawdę kocha ludzi odczuwających pociąg seksualny do osób tej samej płci i są oni mile widzialni w Kościele. Ale jednocześnie misją Kościoła w stosunku do tych braci i sióstr, tak jak wobec innych wiernych, jest: kierować, zachęcać i wspierać każdego z nas w chrześcijańskiej walce o cnotę, uświęcenie i czystość” – oświadczył bp Paprocki, odsyłając na koniec do słów z Ewangelii św. Łukasza: „Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu!” (Łk 17, 3).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem