Reklama

Niedziela Legnicka

Wielki odpust krzeszowski w międzynarodowej oprawie

Kilka tysięcy osób uczestniczyło w uroczystościach odpustowych ku czci Maryi Wniebowziętej w pocysterskim sanktuarium maryjnym w Krzeszowie. Sumie odpustowej przewodniczył biskup pomocniczy wrocławski Andrzej Siemieniewski. Przy ołtarzy stanęli również biskup senior Marian Buczek ze wschodniej Ukrainy oraz biskup Stanisław Dowlaszewicz z Boliwii, pochodzący z nieodległej Kamiennej Góry.

[ TEMATY ]

Krzeszów

bp Andrzej Siemieniewski

KS. WALDEMAR WESOŁOWSKI

Każdego roku odpust krzeszowski gromadzi tłumy wiernych i pielgrzymów, którzy za wstawiennictwem Matki Bożej Łaskawej wypraszają potrzebne łaski. Na uroczystości przybywają wierni nie tylko z diecezji legnickiej, ale i z całego Dolnego Śląska, również z wielu stron Polski i z zagranicy, zwłaszcza z sąsiednich Czech i Niemiec.

W homilii wygłoszonej podczas sumy odpustowej bp Siemieniewski skupił się na słowie „zwycięstwo”. – To słowo występuje w wielu odsłonach. Dziś trzeba sobie uświadomić, że źródłem prawdziwego zwycięstwa jest Zmartwychwstanie Chrystusa. Jego zwycięstwo jest udzielane ludziom w Kościele. Jako pierwsza z ludzi doświadczyła tego Maryja, wzięta do nieba z ciałem i duszą – mówił w homilii bp Siemieniewski.

- Również my oczekujemy chwały, radości i zwycięstwa. Dokonuje się to na drodze walki duchowej przeciw pierwiastkom zła, grzechu, tego, co pozbawia nas nadziei i radości. Nie jesteśmy w tym sami. Wspiera nas Chrystus i Maryja. Oni prowadzą nas do zwycięstwa – kontynuował bp Andrzej.

Reklama

Zaznaczył też, że pojęcie zwycięstwa odnosi się również do naszej historii. – Wspominamy dziś wydarzenia sprzed 100 lat, ale także te, z 1920 roku, określane mianem „cudu nad Wisłą”. Tam, gdzie jest walka w słusznej sprawie, mamy prawo się modlić i oczekiwać pomocy Boga. Dlatego chcemy dziękować dziś za dar wolnej Ojczyzny – mówił biskup pomocniczy wrocławski.

Zachęcił też wiernych, by modlili się o to, by współczesny patriotyzm, przeżywanie Ojczyzny było zgodne z wolą Boga. Przypomniał wiernym, że drogowskazami dla nas są nadal trzy słowa: "Bóg, Honor, Ojczyzna".

- Dbajmy o naszą Ojczyznę, wpatrując się zwłaszcza w przykład życia naszych polskich świętych, szczególnie św. Jana Pawła II, który uczył nas i nadal uczy miłości do Ojczyzny i prawdziwego patriotyzmu – mówił.

Reklama

- Niech współczesny patriotyzm będzie przeżywaniem piękna Polski, pokazywaniem tego skarbu i dzieleniem się nim z innymi narodami, zwłaszcza z naszymi sąsiadami – zakończył bp Siemieniewski.

Na zakończenie Eucharystii Ksiądz Biskup poświęcił przyniesione przez wiernych bukiety ziół i kwiatów, po czym z bazyliki wyruszyła procesja z ikoną Matki Bożej Łaskawej.

Po wspólnej modlitwie kustosz ks. Marian Kopko zaprosił wszystkich do wspólnego śpiewania pieśni patriotycznych wraz z Zespołem Artystycznym Żołnierzy Rezerwy Rota ze Złotoryi.

Warto też dodać, że uroczystości odpustowej w Krzeszowie towarzyszył festyn rękodzieła, podczas którego wolontariusze Hospicjum dla Dzieci Dolnego Śląska zbierali datki na funkcjonowanie tej ważnej placówki wspierającej dzieci nieuleczalnie chore oraz ich rodziny.

2018-08-15 19:08

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Katedra stała się „gospodą” Dobrego Samarytanina

Archidiecezjalne obchody Światowego Dnia Chorego odbyły się dziś (11 lutego) we wrocławskiej katedrze. Modlitwie za chorych i osoby im posługujące przewodniczył bp Andrzej Siemieniewski. Nad oprawą Eucharystii czuwała caritas Archidiecezji Wrocławskiej.

We Mszy św. koncelebrowanej wzięli udział kapłani z Metropolitalnego Seminarium Duchownego z rektorem ks. Kacprem Radzkim i ks. Dariusz Amrogowicz, dyrektor Caritas Archidiecezji Wrocławskiej. Wśród modlących się chorych obecny był także kardynał senior Henryk Gulbinowicz.

Zobacz zdjęcia: Światowy Dzień Chorego z bp. Andrzejem Siemieniewskim

W homilii bp Andrzej przypomniał Orędzie Papieża Franciszka na XXVIII Światowy Dzień Chorego 11 lutego 2020 r., w którym papież wskazuje, że Kościół chce być coraz bardziej i lepiej „gospodą” Dobrego Samarytanina, którym jest Chrystus (por. Łk 10, 34), to znaczy domem, w którym można znaleźć Jego łaskę, wyrażającą się w gościnności, w akceptacji i w podniesieniu na duchu.

- Usłyszeliśmy dziś o ludziach biorących udział w weselu, a jednak strapionych – mówił. Ich serca – choć powinny być napełnione radością i satysfakcją – były smutne, bo doświadczyli braku. Ewangelia mówi, że otrzymali brakujące wino, mogli kontynuować radosną biesiadę, ale widać, że w Ewangelii w gruncie rzeczy nie chodzi tylko o wino, ale o spotkanie. Otrzymali nie tylko wino, otrzymali Kogoś: Jezusa i Jego Matkę – mówił biskup. – To, co naprawdę się liczy, to obecność drugiego człowieka – i na to wskazuje Ewangelia – a co dopiero, gdy obecni są Jezus i Maryja – dowodził w rozważaniu.

Odniósł się też do objawień Matki Bożej w Lourdes, które Kościół wspomina 11 lutego.

- Największą pomocą jest być przy drugim, towarzyszyć mu. Św. Bernadetta, która urodziła się w biednej francuskiej wiosce, w bardzo skromnych warunkach, modliła się do Boga i wierzyła, że otrzyma pomoc. Nie stała się bogata, Bóg nie zmienił stanu jej portfela, ale otrzymała to, co jest istotą pomagania Boga: Jego Obecność. Przyszła do niej Najświętsza Maryja Panna przysłana przez Boga. Od tamtego czasu, czyli od ponad 160 lat, pielgrzymi przyjeżdżają tam, gdy szukają pomocy. Przyjeżdżają chorzy, cierpiący i często nie zostają uzdrowieni, ale nikt nie wraca bez pomocy – niemal każdy z nich doświadcza Obecności. To z tego powodu, św. Jan Paweł II ustanowił Światowy Dzień Chorego, abyśmy wiedzieli, że gdy cierpimy, gdy doświadczamy chorób, mamy do kogo iść, jest Ktoś, kto chce o nas zadbać – mówił kaznodzieja.

Wskazał też, że do idei Jana Pawła II nawiązał papież Franciszek w tegorocznym Orędziu na XXVIII Światowy Dzień Chorego.

- Słowa Jezusa: «Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię» (Mt 11,28) najpierw są skierowane do tych, którzy cierpią niedostatek, którzy są utrudzeni – z powodu chorób, albo wieku – którzy podupadli na duchu, albo dręczy ich doświadczenie samotności. Pan Jezus potrafi dojrzeć tych, którzy cierpią. To dlatego w Galilei ciągnęły za Nim tłumy, bo miał oczy, które zauważały słabych i cierpiących. Jego wzrok nie omijał potrzebujących pomocy. Pan Jezus miał spojrzenie, które dostrzegało cierpiących i dziś to samo robi Kościół, który jest jego Ciałem – mówił bp Siemieniewski.

Cytując fragment myśli z Orędzia Franciszka o tym, że Kościół chce być coraz bardziej i lepiej “gospodą“ Dobrego Samarytanina, którym jest Chrystus, to znaczy domem, w którym można znaleźć Jego łaskę, podkreślał, że Kościół chce być gościnny, podnosić na duchu, stara się pomagać tak, jak robił to Chrystus.

- Drodzy chorzy bracia i siostry - cytował papieża Franciszka - wasza choroba stawia was w szczególny sposób pośród owych, „utrudzonych i obciążonych”, którzy przyciągają wzrok i serce Jezusa. Jezus zaprasza was, abyście przyszli do Niego: «Przyjdźcie». W to dzieło przynoszenia ulgi chorym wpisuje się działalność pracowników służby zdrowia: lekarzy, pielęgniarek, personelu pomocniczego, administracji placówek sanitarnych, wolontariuszy, którzy, wykonując swoje zadania zgodnie z kompetencjami, pozwalają odczuć obecność Chrystusa, który ofiaruje pociechę i troszczy się o chorą osobę, opatrując jej rany.

- Dziś katedra stała się gospodą, do której samarytanin zaniósł chorego – mówił bp Andrzej kończąc rozważanie.

Przed udzieleniem błogosławieństwa życzenia bp. Andrzejowi  z okazji 14. rocznicy przyjęcia przez niego sakry biskupiej złożyli ks. Adam Łuźniak, ks. Jacek Froniewski i ks. Dariusz Amrogowicz. Wikariusz biskupi nawiązał do motta biskupa Andrzeja „Deus Caritas est”. – Niech w służbie Kościołowi i we wszystkich podejmowanych zadaniach pamięta Ksiądz Biskup o tym, że jest zanurzony w miłości Boga, która nigdy się nie kończy – mówił ks. Łuźniak.

Po Mszy św. chorzy oddali cześć relikwiom św. Jana Pawła II i mogli w procesji przystąpić do ich ucałowania.

CZYTAJ DALEJ

Kapłan w drodze - jubileusz o. bp. Jacka Kicińskiego

2020-05-27 10:45

Krzysztof Wowk/Wowk Digital

O. bp Jacek Kiciński CMF w czasie Pieszej Pielgrzymki Wrocławskiej na Jasną Górę w 2019 r.

Miał być ślusarzem i tokarzem. Chyba, że po ukończeniu Technikum Mechanicznego w Turku zdecydowałby się na Politechnikę i wydział budowy mostów. Ale – mimo, że był laureatem olimpiad z wiedzy technicznej – jakiś głos zapraszał go w inne miejsce, niż studia inżynierskie. I on tego głosu posłuchał.

W archidiecezji wrocławskiej znają go chyba wszyscy. Odkąd w 2016 r. został biskupem odwiedził już niemal wszystkie parafie, chociaż nie są to jego rodzinne tereny, bo na Dolny Śląsk przyjechał z Wielkopolski. O. bp Jacek Kiciński urodził się w Turku a mieszkał w parafii Boleszczyn, niewielkiej wiosce niedaleko Dobrej. – Nawet nie byłem ministrantem – mówi – bo do kościoła było 2,5 km, więc małemu nie łatwo było dotrzeć. – Zresztą, wtedy proboszcz nie był zainteresowany ministrantami, wolał mieć większą przestrzeń przy ołtarzu. To był bardzo dobry człowiek, dziś już nie żyje. Ciekawostką jest fakt, że razem z abp. Gołębiewskim byli w jednym czasie wikarymi w Ślesinie.

Ojciec biskup najpierw chodził do trzyletniej szkoły we wsi, potem, od czwartej klasy, dojeżdżał do oddalonej o ponad 6 km szkoły w Dobrej. - W klasie było nas siedmioro, więc każdy z nas był codziennie pytany, nawyk pracy wyrobił się sam. Kiedy od czwartej klasy poszedłem do szkoły zbiorowej, gdzie było nas już ponad 30, to na początku byłem zdziwiony czemu mnie pani nie pyta! Te pierwsze lata ukształtowały we mnie to, że na każde wydarzenie muszę być przygotowany i bardzo je przeżywam. Myślenie: „jakoś to będzie” nie wchodzi w grę. Zresztą, życie na wsi jest trudne, trzeba było dobrze się zorganizować, aby oprócz przygotowania do szkoły i pomocy rodzicom mieć czas dla siebie. Dziś ta umiejętność bardzo pomaga w kapłaństwie – dodaje.

Ksiądz. Ale jaki?

Myśl o kapłaństwie pojawiła się dość wcześnie i dojrzewała w nim długo. - W trzeciej klasie technikum zaczęła się krystalizować. Najpierw myślałem o seminarium we Włocławku. Tam był mój o dwa lata starszy kuzyn, ale odkryłem, że jednak szukam czegoś innego. Tyle, że nie do końca wiedziałem co to miałoby być. Do mojej parafii często byli zapraszani zakonnicy – głosili rekolekcje, misje - coś mnie w nich pociągało. Wybrałem się na Pielgrzymkę Sieradzką, do dziś ją pamiętam, szliśmy trzy dni: 35, 37 i 52 km. Gdy doszedłem na Jasną Górę miałem sztywne nogi, ale szczęście było wielkie. Czekaliśmy pod Szczytem dwa dni, żeby ruszyć pieszo z powrotem. I na tym polu namiotowym moja znajoma przyniosła mi mały folder reklamowy: Misjonarze Klaretyni. Gdy ja to zobaczyłem, przeczytałem, to zrozumiałem, że przecież o to mi chodzi! Głosić Słowo Boże, wyjeżdżać na misje, uczyć się na uczelni papieskiej, być w zakonie, który pracuje na całym świecie. Tego szukałem! – mówi wzruszony.

Co był dalej? Po powrocie z pielgrzymki Jacek, uczeń klasy czwartej napisał do zgromadzenia we Wrocławiu. - Przyjazd do Wrocławia to była wielka wyprawa. Z mojej wioski dojechałem rowerem do Dobrej, stamtąd do Turku autobusem, z Turku, znów autobusem, do Wrocławia na stary dworzec PKS, potem tramwajem na Dworzec Świebodzki, a stamtąd do Wołowa i dopiero z Wołowa do Krzydliny. To było ogromne przeżycie! Jeden z braci dał mi biografię o. Klareta. W drodze do domu przeczytałem ją całą i byłem urzeczony. Wtedy byłem już pewien, że wstąpię – mówi.

To były czasy komunistyczne, mądrze było nie ogłaszać, że po maturze planuje się seminarium, ale decyzja zapadła. Rodzice przyjęli decyzję z radością, powołaniu nie byli przeciwni. - Niepokój budziła tylko odległość. Wrocław, Krzydlina – dla rodziców były to miejsca nieznane, a na dodatek informacja, że pierwszy rok to nowicjat i wtedy przez cały rok nie ma spotkań z rodziną, trochę ich zmartwiła – wspomina.

Machina ruszyła

Nowicjat rozpoczął 26 sierpnia 1988 r. To było jeszcze przed przełomem politycznym, więc do klasztoru zabrał kartki żywnościowe. Wspomnienie z tamtego czasu? Ponury Wrocław, zniszczone i zaniedbane zabudowania w Krzydlinie, raczej przygnębiające, niż podnoszące na duchu. - W Wielkopolsce było zupełnie inaczej. To na Dolnym Śląsku pierwszy raz w życiu zobaczyłem nieużytki. Byłem z wioski, moi rodzice ciężko pracowali, pomagałem im w pracach na polu. Potrafię orać, ręcznie kosić, żadna praca nie jest mi obca – mówi raźno.

Do Krzydliny przyjechało ich 17 i jego umiejętności z gospodarstwa od razu się przydały.

- Krzydlina nie wyglądała tak, jak dziś. Budynek rekolekcyjny był w budowie. Prawie każda kostka brukowa przeszła przez moje ręce, każdy kaloryfer, każda niemal dachówka. Ale to był też piękny czas budowania wspólnoty, co w życiu zakonnym jest niezwykle ważne.

W trakcie nowicjatu spotkał się z bliskimi tylko ten jeden raz. - Mama została w domu, przyjechał tato z bratem, ale gdy jechali do mnie to zamiast wysiąść w Wołowie, pojechali do Głogowa i w ten sposób stracili kolejne godziny – wspomina. Tęsknił, ale wiedział, że tak trzeba. W 1989 r. złożył pierwsze śluby, dostał sutannę i pas. Przyjechali rodzice, babcia, która bardzo się z niego i z tego wyboru drogi cieszyła. Po nowicjacie pojechał do domu.

- Wszyscy wreszcie mogli zobaczyć, że noszę sutannę, że to dzieje się naprawdę. Dużo wzruszających rozmów, pamiętam je do tej pory – mówi.

Techniczny specjalista od duszy

- Jeśli chodzi o obróbkę skrawaniem, to mamy trzy etapy: obróbka wstępna, zgrubna i wykańczająca – mówi biskup z dyplomem technika. - W formacji zakonnej i duchowej też są wszystkie trzy. Najpierw musimy usunąć zewnętrzną warstwę materiału z przedmiotu obrabianego, potem nadać kształt i wreszcie szlifujemy to, co ukształtowaliśmy – tłumaczy.

- Patrzę na życie duchowe jak na pewnego rodzaju konstrukcję, budowlę wznoszoną etapami, na wysiłek wkładany w budowanie – mówi.

Odkąd jest biskupem ta techniczna wiedza przydaje mu się jeszcze w innej dziedzinie. Gdy przyjeżdża na wizytację do parafii widzi, gdzie odchodzi blacha, dachówka, gdzie rynna cieknie – patrzy fachowym okiem. Czy księża o tym wiedzą? - Kiedyś jeden z proboszczów mówi: A co tam biskup w ciągu jednego dnia zobaczy? Proszę Księdza Proboszcza, drugi żyrandol od końca, żarówka się nie pali! – mówi rozbawiony.

Kapłan od 25 lat

Święcenia kapłańskie przyjął 27 maja 1995 r. - W dniu prymicji było gorąco, 31 stopni. To było w naszej wiosce historyczne wydarzenie, pięknie przygotowane, mnóstwo ludzi, orkiestra. Chyba ze 170 osób było zaproszonych do świętowania. Na 25-lecie muszę sobie kasetę video obejrzeć, bo mam takie nagranie, dużo wzruszeń – mówi.

A pierwsza parafia to była Łódź. Duża, 21 tys. wiernych i ciekawostka: proboszczem był ksiądz diecezjalny, a wikariuszami czterech Klaretynów. - Tworzyliśmy wspólnotę, atmosfera była kapitalna. To nauczyło mnie współpracy z księżmi diecezjalnymi – dodaje.

Pani Kicińska, mama, jeszcze jako panna, pojechała do Łodzi szukać pracy. - Pracy nie znalazła, ale spędziła w mieście dwa, trzy tygodnie i właśnie do tego kościoła chodziła na Mszę św. Gdy byłem dzieckiem często wspominała to miejsce: W Łodzi jest taki piękny kościół Wniebowzięcia, takiego kościoła to ja w życiu nie widziałam…! I tak się stało, że to była moja pierwsza parafia – mówi kapłan z 25 –letnim stażem.

CZYTAJ DALEJ

Jak odkryć w sobie powołanie?

2020-05-28 11:02

[ TEMATY ]

powołanie

fb/printscreen

ks. Dariusz Wołczecki

Już niedługo matury. W naszych kościołach częściej modlimy się o nowe i liczne powołania do kapłaństwa. Z troską myślimy o naszym seminarium w Paradyżu.

Pan kieruje głos powołania do wielu młodych ludzi. Niektórzy może nie do końca wiedzą, jak ten głos rozpoznać. Właśnie dla nich ks. dr Wołczecki ma kilka ważnych informacji.

Ks. dr Dariusz Wołczecki pochodzi z parafii pw. Jana Chrzciciela w Międzyrzeczu. 22 maja 2004r. otrzymał w gorzowskiej katedrze święcenia kapłańskie z rąk bp. Adama Dyczkowskiego. Po święceniach pracował duszpastersko w parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Zielonej Górze. W latach 2007-2012 studiował na kierunku teologia duchowości na Papieskim Instytucie Duchowości „Teresianum” w Rzymie, gdzie w 2012 roku obronił pracę doktorską w tej dziedzinie. Po powrocie ze studiów w Rzymie rozpoczął posługę w Wyższym Seminarium Duchownym w Paradyżu będąc wykładowcą teologii duchowości oraz ojcem duchownym. Od 2015 r. jest wykładowcą Instytutu Filozoficzno-Teologicznego im. Edyty Stein w Zielonej Górze. Obecnie posługuje w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Świebodzinie.

https://www.facebook.com/NiedzielaZielonogorskoGorzowskaAspekty/videos/580579925913217

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję