Reklama

Dlaczego facet się "nie domyśli"?

2018-09-20 08:37

Komunikacja - w jaki sposób się komunikować? Dlaczego pytanie "co by cię uszczęśliwiło" jest aż tak ważne? Dlaczego mężczyzna się nie domyśli? Dlaczego tak trudno mówić nam o tym, co jest dla nas ważne i to konkretyzować?

Tagi:
psychologia

Reklama

Psycholog: brakuje w nas przestrzeni do rozmawiania o śmierci

2019-11-02 11:29

Rozmawiał Damian Burdzań / Lublin (KAI)

Często po śmierci kogoś bliskiego powstają w nas emocje, które mogą być społecznie nieakceptowalne. Brakuje w nas przestrzeni do rozmawiania o przemijaniu – powiedział w rozmowie z KAI Paweł Grochocki, psycholog zajmujący się problematyką żałoby i śmierci oraz śpiewak tradycyjnych pieśni pogrzebowych.

Graziako

Damian Burdzań (KAI): Najnowsze badania pokazują, że średniowieczne wołanie „Memento mori” nie straciło na aktualności. Co trzeci Polak nigdy nie myślał o śmierci…

Paweł Grochocki: Wcale mnie to nie dziwi. Dla mnie zajmowanie się śmiercią jest zajmowaniem się życiem, ale paradoksalnie ludzie coraz mniej zajmują się śmiercią, bo coraz mniej żyją. Żeby zastanowić się nad przemijaniem trzeba złapać oddech. Nie chcę tutaj przesadnie krytykować konsumpcjonizmu i materializmu, ale ciągle jesteśmy trochę obok tego życia, ciągle szukamy nowych bodźców, z jednego serwisu VOD przechodzimy na platformę do słuchania muzyki. Brakuje w nas przestrzeni do rozmawiania o przemijaniu, przez co często uciekamy w dwie skrajności: albo idziemy w stronę wulgaryzacji śmierci i jej widowiskowości, co dobitnie pokazuje liczba wyświetleń pod filmem przedstawiającym śmierć przywódcy Państwa Islamskiego, albo próbujemy śmierć obśmiać.

Czyli brak refleksji nad śmiercią jest nie tyle ze skrywanego lęku, ile z pewnego zaniedbania?

- Lęk przed śmiercią towarzyszy nam przez całe życie i mamy wiele rodzajów tego lęku. Przed śmiercią własną, rodziców, partnera, dziecka, przed cierpieniem własnym lub cudzym, przed unicestwieniem, przed tym, że istnieje życie pośmiertne albo wprost przeciwnie, że go nie ma. Te lęki mogą włączać się i wyłączać na różnych etapach życia. Zdrowy lęk jest wtedy, gdy zamiast wzbudzać trwogę i niemożność, jest uświadomiony, pobudza i kontaktuje nas z ważnymi dla nas potrzebami i wartościami

- Trudno jest uświadamiać sobie słuszność lęku przed śmiercią, kiedy w dzieciństwie się o tym nie rozmawia…

- Często jestem pytany o to, jak rozmawiać z dziećmi o śmierci. Możemy skorzystać z tego jak działa przyroda, chociażby pory roku pokazują jak wygląda przemijanie, albo spotkane na spacerze zdechłe zwierzę. Można obok niego przejść udając, że się go nie widzi, można też kazać dziecku odwrócić wzrok. Próbując w ten sposób chronić małego człowieka, pozostawimy w nim pytanie bez odpowiedzi.

- Wbrew temu co nam, dorosłym, się wydaje, dzieci widzą i słyszą wszystko co my robimy.

- Ogromnie wierzę w mądrość dzieci, dlatego zamiast samemu decydować czy zabierać dziecko na pogrzeb warto się spytać, po wcześniejszym wytłumaczeniu czym ten obrzęd jest, czy chciałoby wziąć w nim udział. I proszę nie traktować tej odpowiedzi jako ostatecznej. Kiedy dziecko pięć minut przed wyjściem z domu, czy dwa metry przed kościołem, rozmyśli się, to musimy uszanować jego emocje. Widząc płacz i smutek ludzi wokół, może sobie z tym nie poradzić. Musimy znaleźć w sobie tę przestrzeń dla mówienia o śmierci, by szczerze odpowiedzieć dziecku, że serce np. babci już nie bije, a także przekazać wartości, w które sami wierzymy, jak chociażby wiara w niebo.

- Ewentualnie, można powiedzieć, że babcia śpi…

- Wtedy nie dziwmy się, że dziecko nie będzie chciało kłaść się do łóżka. Albo inny eufemizm, że babcia poszła do szpitala i coś jej się tam stało. Może to poskutkować tym, że jeśli przyjdzie potrzeba podjęcia leczenia w szpitalu, nasza latorośl wpadnie w histerię. Czasami też słyszę o tym, jak kogoś w dzieciństwie podniesiono do otwartej trumny i kazano mu pocałować zwłoki na pożegnanie. Jeśli nie było przyzwolenia ze strony dziecka, to jest to pewna forma agresji wobec niego. Opisujmy rzeczywistość taką, jaka ona jest, używając do tego odpowiednich narzędzi.

- Czy takim narzędziem może być śpiew pieśni pogrzebowych?

- Początkowo nie traktowałem mojego zainteresowania wiejskimi pieśniami pogrzebowymi w kategoriach metody, raczej jako ratowania czegoś, co dotychczas było powszechną tradycją. Dzisiaj zauważam wielką potrzebę uwolnienia głosu, i wcale nie chodzi mi o funkcję estetyczną. Źródło tych pieśni wynika z potrzeby upływu emocji i ekspresji głosowej. Te pieśni udrażniały to, co siedziało w uczestnikach. Dobry śpiewak wiedział, kiedy repertuarem podkręcić atmosferę albo ją rozluźnić. To w pewien sposób fenomen, że istnieją pieści pogrzebowe oparte na rytmie trójkowym, czyli oberkowym, albo pieśni durowe, jasne, radosne. Zdarza mi się pracować głosem, jeśli chodzi o wykrzyczenie tego, co siedzi w ludziach przeżywających żałobę. Często pojawiają się w nich emocje, na przykład złość na kogoś, kto zginął w wypadku.

- Pretensje do ofiary wypadku?

- Emocje nie są racjonalne, a często po śmierci kogoś bliskiego powstają w nas emocje, które mogą być społecznie nieakceptowalne, jak właśnie złość na zmarłego. W naszej kulturze istnieje zasada, by o zmarłym mówić dobrze albo wcale. Natomiast jeśli kobieta traci z dnia na dzień męża, bo ten pojawił się w złym miejscu i w złym czasie, to ona ma prawo czuć złość lub opuszczenie. Osobie, która zostaje, zawala się świat, i to nie tylko w znaczeniu utraty bliskiej osoby, ale czasami też stabilności finansowej. Z tym, co w nas powstaje, musimy coś zrobić, bo prędzej czy później to z nas wyjdzie, chociażby w formie objawów depresyjnych czy dolegliwości psychosomatycznych.

- Co jeszcze pojawia się w osobach przeżywających żałobę, czego się wstydzą?

- Kiedy umiera bliska osoba, która długo cierpiała, mamy prawo czuć ulgę, a nawet i radość. Często ukrywamy nasze intencje w sformułowaniu „przynajmniej już nie cierpi”. Jasne, jeśli chodzi o perspektywę zmarłego, zupełnie się zgodzę, ale pod spodem czuć komunikat „mam już spokój”. Nawet to, że osoba w żałobie ma prawo czuć smutek, też jest coraz bardziej podważane. Szczególnie widać to w życiu zawodowym, gdzie teamy mają swoje targety i deadline’y. Człowiek przeżywający stratę powinien mieć prawo czasami się zawiesić, czy być mniej efektywny.

- Czego najbardziej oczekują od otoczenia osoby po stracie?

- Normalności. Tyle i aż tyle. Aby nie odwracać wzroku, aby nie bać się mówić „dzień dobry, jak zdrowie?”. Często boimy się składać kondolencje, bo nie wiemy jak powiedzieć, że jest nam przykro z powodu czyjejś śmierci. Za tym zaś stoi znowu nasz lęk przed śmiercią lub nieumiejętność przyjmowania smutku drugiej osoby, towarzyszenia jej w tym.

- Czy osoby, którym pomagasz pytają Cię, jak wygląda niebo?

- Często słyszę pytanie „dlaczego Boże?”, które dla mnie jest pytaniem o sens straty. To normalne, że katolicy zadają sobie pytanie o to, czy ich bliski zmarły jest w niebie, czy gdzieś indziej, ale ja nie jestem specem od Pana Boga. Nie znaczy to, że dwie płaszczyzny się wykluczają, a wręcz przeciwnie. Perspektywa psychologiczna i teologiczna mogą się wzajemnie wspierać. Dlatego nie mam nic przeciwko współpracy z kierownikiem duchowym.

***

Paweł Grochocki – psycholog, psychotanatolog, specjalista muzykoterapii, śpiewak. Twórca Lubelskiego Komitetu Pożegnalnego, zajmującego się wykonywaniem tradycyjnych pieśni pogrzebowych. Inicjator corocznych Zaduszkowych Zgromadzeń Śpiewaczych. Uczeń Jana Wnuka ze Zdziłowic i Genowefy Lenarcik ze Słotwin. Uczestnik wielu projektów etnograficznych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nowe oblicze Justyny Steczkowskiej


Edycja wrocławska 27/2007

Tomasz Limberger: - 1 czerwca ukazała się Twoja najnowsza, ósma już płyta pt.: „Daj mi chwilę”. Jaki jest ten krążek?

Justyna Steczkowska: - Najlepiej jej posłuchać. Po co dużo mówić o muzyce - najlepiej posłuchać.

- Ta płyta to zdecydowana odmiana - „czarna” i „drapieżna” Justyna Steczkowska zmieniła się w bardziej łagodną kobietę. Czy tak jest w rzeczywistości?

- Myślę, że zawsze taka byłam, tylko nie wszyscy o tym wiedzieli. A płyta „Daj mi chwilę” pokazuje to bardziej niż pozostałe moje płyty.

- Czym Twój już ósmy album różni się od poprzednich?

- Każda moja płyta jest trochę inna. Każda jest zapisem mojego życia, emocji, spraw, które były dla mnie ważne. Podobnie jest z tą płytą. Wiele historii tam zaśpiewanych kiedyś mnie dotyczyło. Niektóre są zasłyszane od przyjaciółek. Co prawda większość tekstów jest napisana przez mężczyzn - trzech mężczyzn pracowało nad tekstami na tej płycie: Łukasz Rutkowski, Kuba Wandachowicz i Michał Aleks, no i jeszcze ja napisałam kilka tekstów.
Ta płyta jest spokojniejsza od moich poprzednich. Zależało mi, aby po pięciu latach pracy dla telewizji, gdzie zrobiłam dwa duże spektakle „Alkimja” i „Femme Fatale”, wrócić do radia, do moich słuchaczy, do tych fanów, którzy uwielbiali mnie za to, że śpiewałam dla nich piosenki, które oni mogli śpiewać razem ze mną. Zatęskniłam po prostu za radiem, bo dawno tam nie byłam, dawno nie rozmawiałam z dziennikarzami i dawno nie słyszałam tam swoich piosenek, więc pomyślałam, że czas tam wrócić. Cieszę się, że udało mi się to piosenką „To nie miłość (To tylko złudzenie)”, która rzeczywiście zaszła wysoko na listach przebojów, na wielu dotarła nawet do pierwszych miejsc. A płyta jest taka trochę jak moje życie, bardziej spokojna, wyciszona, dojrzała. Dużo na tej płycie jest o kobiecości i o kobietach, więc myślę, że dziewczyny w moim wieku najlepiej ją zrozumieją. To nie znaczy, że nie będą jej kochali również mężczyźni, bo ma dobre bity zrobione przez Bogdana Kondrackiego, bardzo ładne i dobrze zharmonizowane melodie... Mam nadzieję, że będzie się podobała wielu ludziom.

- Czy singiel promujący „To nie miłość (To tylko złudzenie)” jest wizytówką całej płyty?

- Nie do końca. Jest to jedna z wielu piosenek, które się znajdują na płycie. Na pewno jest dobrą piosenką, przynajmniej dla mnie, ale to Państwo muszą ocenić, czy piosenka jest dobra, czy nie. Natomiast jest kilka piosenek naprawdę świetnych, ale może mniej radiowych, choć absolutnie wartych uwagi, na przykład „Wracam do domu” - piękna ballada, bardzo wzruszającą, ze świetnym tekstem, „Tu i tu” z kolei bardzo lekki i przyjemny utwór, szczególnie w letnie dni. Ogólnie wszystkie piosenki bardzo mi przypadły do serca, poza tym gdybym nie widziała w nich czegoś pozytywnego i dobrego i przede wszystkim dobrej jakości, to bym ich po prostu nie zaśpiewała…

- Czyli po prostu czerpiesz radość z grania i ze śpiewania?

- Oczywiście. Tak było od dzieciństwa. To było coś, co lubiłam najbardziej, co głęboko czułam. Zawsze chciałam być muzykiem i cieszę się, że mi się to w życiu udało.

- Jakie znaczenie dla twojej twórczości mają osobiste doświadczenia: wiara, rodzina… Jakie jest przesłanie Twoich piosenek?

- Wiara dla mnie ma olbrzymie znaczenie, rodzina też - to jest jasne. Swoimi piosenkami nie opowiadam jednak o tym. Wiara wydaje mi się czymś tak bardzo intymnym i ważnym, że nie potrafię w sposób sensowny przenieść tego na papier i muzykę, szczególnie muzykę komercyjną. Natomiast w czasie Wielkiego Postu, razem z moją rodziną, gramy koncerty charytatywne dla różnych ludzi potrzebujących pomocy. Udało nam się zagrać kilka bardzo dobrych koncertów na rozbudowę kościoła, na leczenie chorego chłopca, dziewczynki. Były to przepiękne wielkopostne koncerty. Ja bardzo lubię okres Wielkiego Postu, jest to dla mnie piękne święto, w którym wszystko może się odrodzić na nowo. W ogóle Świętą Wielkanocne są symbolem odrodzenia, choćby nie wiem ile złego się zdarzyło, zawsze mamy szansę wrócić tam, gdzie jest dobro. A Wielki Post to czas wyciszenia, skupienia, czas pieśni wielkopostnych, które mają w sobie tyle melancholii, smutku i głębokiej mądrości. Bardzo cenię te koncerty z tego względu, że są niekomercyjne, nie jesteśmy ograniczeni czasem, ani piosenkami. Po prostu dużo improwizujemy, wprowadzamy do kościoła atmosferę spokoju, wyciszenia, by ludzie mogli się przy tej muzyce modlić. Graliśmy też kilka razy na adoracji, już nie jako koncert, ale dla własnej radości, tak by ludzie, którzy przychodzą do kościoła adorować Jezusa Chrystusa, mogli swoją modlitwę jeszcze głębiej przeżyć. Gramy więc też zupełnie inaczej - jest głos, jest fortepian, jest kontrabas… naprawdę wydaje mi się to bardzo piękne, ludzie są zawsze poruszeni taką muzyką i my sami grając ją również.

- Dziękuję bardzo za rozmowę.

- Dziękuję bardzo i pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie

Oprac. Karol Białkowski

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Boliwia: wiele rodzin nie ma co włożyć do garnka

2019-11-17 20:18

Ks. Szymon Zurek (Vaticanews) / Santa Cruz del Sierra (KAI)

W Boliwii kontekst Światowego Dnia Ubogich w tym roku jest zupełnie wyjątkowy. Trwający trzy tygodnie kryzys rządowy, spowodował zwiększenie niepokoju w społeczeństwie i masowe protesty. W kraju rośnie bieda i wiele rodzin nie ma co jeść. W pomoc potrzebującym aktywnie włączają się Caritas i inne organizacje kościelne.

Galyna Andrushko/pl.fotolia.com

Pokojowy, ale jednak protest, blokady, niemożność realizowania codziennych obowiązków, podjęcia pracy: wszystko to przyczyniło się do tego, że w peryferyjnych dzielnicach np. dwumilionowego miasta Santa Cruz de la Sierra, wiele rodzin nie ma co włożyć do garnka. Należałoby właściwie wskazać, że Dzień Ubogich trwa w tutejszych parafiach od ponad dwóch tygodni. Sąsiedzi organizują między sobą tzw. „olla común” czyli wspólne gotowanie, mając na względzie przede wszystkim te rodziny, którym nie starcza pieniędzy na zakup żywności. "Jest to piękne świadectwo solidarności między sąsiadami, bez względu na wyznanie wiary czy przekonania polityczne" – uważa pracujący tam polski kapłan ks. Szymon Zurek.

W parafiach grupy Caritas rozeznawały w tych dniach konkretne potrzeby najbardziej potrzebujących rodzin, by móc przygotować na Niedzielę Ubogich obiady i zanieść je do dzielnic. Np. w parafii św. Franciszka z Asyżu przygotowano ponad 450 porcji obiadów. W całe to dzieło byli zaangażowani członkowie wszystkich grup parafialnych: katechiści, grupa młodzieżowa, grupy muzyczne, lektorzy, animatorzy Kościelnych Wspólnot Podstawowych, Legion Maryi.

Ks. Zurek podkreślił, że w tym szczególnie trudnym czasie dla Boliwijczyków, możliwość podzielenia się z najbardziej potrzebującymi braćmi i siostrami, jest piękną okazją do praktykowania przykazania miłości, przelania wiary, którą żyją, która im dała tyle siły w trudnych dniach kryzysu, w konkretny czyn miłosierdzia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem