Reklama

Duchowe rekolekcje

Wyższe Seminarium Duchowne w Łomży zorganizowało rekolekcje dla tegorocznych maturzystów, przed którymi egzamin dojrzałości, a także konieczność dokonania dalszego życiowego wyboru. Rekolekcje cieszą się ogromnym powodzeniem, z samego województwa podlaskiego przybyło 75 maturzystów zainteresowanych nauką w Seminarium. Ci młodzi ludzie szukają odpowiedzi na pytania o znaczeniu fundamentalnym dla każdego chrześcijanina. Na rozmowę z nami zgodzili się: Adam Charubin, Paweł Nocko i Piotr Modzelewski.

Niedziela łomżyńska 8/2005

- Redakcja: Czy Wasza obecność tutaj jest przypadkowa? Czy myśl o powołaniu pojawiła się w Waszych sercach wcześniej?

- Paweł: W rekolekcjach uczestniczę po raz trzeci i jest to dla mnie kolejny krok do utwierdzenia się w podjętej decyzji o kapłaństwie. Rekolekcje przygotowują mnie do duchowego dojrzewania w wierze. Nigdy nie jest się do końca pewnym powodzenia naszych życiowych wyborów, dlatego te rekolekcje mają przynieść pewnego rodzaju wiedzę. Bardzo podoba mi się panująca w Seminarium atmosfera spokoju i wyciszenia, która stanowi pewnego rodzaju ucieczkę od szarości dnia codziennego, skłania do głębszych refleksji i kontemplacji w wierze, a także pozwala być bliżej Chrystusa.
- Piotr: Ja uczestniczę w rekolekcjach po raz pierwszy i tak naprawdę jeszcze nie wiem, czy droga, którą idę, jest drogą powołania. Myśli o powołaniu do życia w kapłaństwie nachodziły mnie już wcześniej, ale nadal odczuwam wątpliwości. Mam nadzieję, że rekolekcje przyniosą mi odpowiedź na pytanie o własną przyszłość. Zgadzam się ze swoim przedmówcą, że w Seminarium rzeczywiście panuje atmosfera, która skłania do refleksji i osobistego dialogu z Panem Bogiem. Codziennie jest Msza św., wspólne śpiewanie, czuwanie, wspólna lektura Pisma Świetego. Jeśli ktoś czuje potrzebę, może porozmawiać z którymś z ojców duchownych lub konsekrowanych. Przebywając tu czuję się silniejszy duchem.
- Adam: Istnieją różne powołania: powołanie do życia w kapłaństwie, do życia w zakonie, a także powołanie do życia w rodzinie. Ja szukam odpowiedzi na pytanie: jak być dobrym chrześcijaninem, jak być dobrym mężem i jak szczerze kochać własną rodzinę. Rekolekcje w Seminarium są przeznaczone nie tylko dla przyszłych seminarzystów, ale dla wszystkich potrzebujących Pana Boga. Jesteśmy maturzystami, stoimy przed koniecznością dokonania wyboru naszej przyszłej drogi życiowej i wiara ma nas przeprowadzić w dorosłość.

- Jak zaczęła się Wasza przygoda z wiarą?

- Piotr: Moja droga rozpoczęła się od spotkań z Oazą, z Ruchem Światło-Życie. Uczęszczałem na spotkania najpierw jako uczestnik, teraz jestem już animatorem błogosławionym. Na Oazie prowadziliśmy rozmowy o Bogu, konferencje, dyskusje o naturze człowieka, duchowości i te refleksje dla mnie, jako dla młodego człowieka, stały się fundamentem, na którym zacząłem budować myśli o umacnianiu się w wierze.
- Paweł: Moja droga z Jezusem Chrystusem rozpoczęła się, kiedy zostałem ministrantem i zacząłem służyć do Mszy św., stało się to w niedalekim czasie, bo cztery lata temu. Ja również związałem się z ruchem religijnym i w tej chwili jestem animatorem i przygotowuję młodzież do sakramentu bierzmowania. Myśli o powołaniu zagościły w moim sercu trzy lata temu, ale nie wiem jeszcze, jaki będzie finał moich postanowień. Czuję, że jestem dalej niż na początku własnej drogi, ale wciąż nie widzę końca. Nie wiem nawet, czy istnieje kres drogi do pełni chrześcijaństwa.
- Adam: Ja również należę do wspólnoty o charakterze religijnym. Mój brat studiuje w Seminarium, jest na IV roku. Rozmowy z nim skłoniły mnie do uczestnictwa w tych rekolekcjach, do głębszych przemyśleń i do żarliwej modlitwy.

- Jak wyobrażacie sobie swoją dalszą drogę?

- Paweł: Ja już właściwie podjąłem decyzję, że chciałbym studiować w Seminarium. Moją przyszłą pracę wyobrażam sobie jako pełną służbę Bogu i poświęcenie się dla drugiego człowieka. Moim zamiarem jest wytrwałe dążenie do ideału kapłaństwa. Chciałbym pójść za przykładem Jezusa Chrystusa i wiernie Go naśladować. Moim największym pragnieniem jest, by u schyłku życia móc powiedzieć o sobie, że jestem człowiekiem spełnionym, obcy mi jest jakikolwiek wymiar tymczasowości. W każdej chwili życia chciałbym mieć świadomość podejmowania słusznych decyzji, takich, które podobałyby się Panu Bogu.
- Piotr: Moja droga kapłańska nie jest przeze mnie jeszcze do końca rozpoznana. Bliższe mi jest bardziej powołanie do życia w rodzinie. Zawarcie sakramentalnego związku małżeńskiego i założenie rodziny nie oznacza, że nie można być dobrym chrześcijaninem oddanym Bogu i Kościołowi. Te dwie role wzajemnie się nie wykluczają.
- Adam: Mam podobne zdanie w tej sprawie. Moim zamiarem w przyszłości jest bezinteresowna służba Panu Bogu i drugiemu człowiekowi w formie wolontariatu.

- Przygotowujecie młodzież do sakramentu bierzmowania. Czy podjęlibyście się nauki religii w szkole?

- Paweł: Wydaje mi się, że mógłbym podjąć się takiego zadania. Pan Jezus niejednokrotnie zachęcał, aby dzielić się świadectwem wiary świętej, każdy z nas powinien być apostołem i przekazywać drugiemu człowiekowi Słowo Boże. Jest to droga, dzięki której człowiek może sprawdzić własną wiarę i dotrzeć do zbawienia.
- Piotr: Dzięki przynależności do Ruchu Światło-Życie zyskałem odwagę, by dzielić się świadectwem wiary, wspólnota rozwinęła we mnie umiejętność komunikowania się z drugim człowiekiem. Dlatego uważam, że mógłbym podjąć się takiego zadania. Zdaję sobie sprawę, że nauka religii w szkole jest ogromnym wyzwaniem. Przedmiot ten jest traktowany przez uczniów instrumentalnie. Niestety, nadal pokutuje w naszym systemie szkolnictwa przekonanie o drugorzędności tego przedmiotu. Uczniowie w trakcie katechezy odrabiają lekcje z innych przedmiotów, jedzą śniadania i rozmawiają. Ocena z religii nie jest liczona do klasowej średniej.
- Adam: Nauka religii, która powinna być najważniejsza dla młodego człowieka, w wielu szkołach uznana jest za najmniej ważną. Moim zdaniem to właśnie tłumaczy fatalną kondycję moralną współczesnej młodzieży.

- Jak ustosunkowujecie się do problemów doby XXI w.? Czy są one według Was wytworem naszej cywilizacji? Z czego według Was wynikają?

- Paweł: Według mnie największym problemem współczesności jest umiejscowienie Jezusa Chrystusa na marginesie życia. Gdyby Chrystus był stale obecny w życiu każdej rodziny, młodzież nie odczuwałaby takiego braku autorytetów i upadku wartości. Winę za panujący stan rzeczy ponoszą według mnie rodzice. Młodzież, aby w pełni dojrzeć emocjonalnie, potrzebuje duchowego wsparcia, które powinna zapewnić rodzina. Rzeczywistość współczesnych dzieci to internet, telewizja, kultura masowa, a także poczucie totalnego chaosu i zagubienia. Problem istnieje nie tylko na płaszczyźnie rodzinnej. Według mnie największym problemem współczesnych rodzin jest brak wspólnej modlitwy, brak wspólnej rozmowy i pielęgnowanie postawy egoizmu, która przyczynia się do zamykania w sobie.
- Piotr: Przyczyna tkwi też w pogoni za pieniądzem, której poddają się coraz większe rzesze ludzi. Materializm i pragnienie posiadania wyzwalają w ludziach najniższe instynkty.
- Adam: Nie można w sposób jednoznaczny oceniać internetu i telewizji. Jeśli ktoś szuka, może znaleźć dobre treści i pozytywne programy, przykładem może być program „Raj”. Rodzice powinni kontrolować odbierane treści i uczulać na propagandę, którą sieją niektóre środki masowego przekazu.

- Czy oskarżenia rzucane w kierunku Kościoła katolickiego przyczyniają się do osłabienia jego autorytetu?

- Adam: Kościół był atakowany od zawsze, rzucanie oszczerstw w kierunku Kościoła nie jest wytworem ostatnich lat. Kościół, aby naprawić swoje zszargane imię powinien bardziej zaangażować się w działalność charytatywną i otoczyć opieką wszystkich potrzebujących.
- Piotr: Media współczesnego świata stale szukają sensacji i kontrowersyjnych historii. Nikt nie zna źródła pochodzenia tych sensacji i tak naprawdę nie wiadomo, czy są na pewno prawdziwe. Dziennikarze są gotowi dopuścić się każdej profanacji, aby przyciągnąć uwagę czytelnika. Problem molestowania, pedofilii wśród kleru pojawia się w prasie niemal każdego dnia. Nie sprzyja to niestety działaniom na rzecz budowy pozytywnego wizerunku kościoła.

- Jak według Was należy interpretować nieszczęścia ostatnich dni?

- Paweł: Człowiek przez cierpienie czegoś doświadcza, uczy się pokory, wytrzymałości. Podobne tragedie, jak ta w Azji, działy się na przestrzeni tysięcy lat i wielką niesprawiedliwością jest obciążanie winą Pana Boga. My, jako świadkowie tego zdarzenia, powinniśmy wyciągnąć wnioski i stosownie do naszej wiary zareagować.

- Jakie działania możemy podjąć, żeby uzdrowić współczesną mentalność?

- Paweł: Zmiany powinniśmy rozpocząć od samych siebie. Znamy doskonale wady drugiego człowieka, jego słabości i grzechy, a nie znamy samych siebie. Jako pierwszy krok radziłbym krytycznie przyjrzeć się samemu sobie. Często spotykam się z ironią, uszczypliwymi komentarzami pod adresem Kościoła, Oazy czy ślubów wstrzemięźliwości, które zawarłem. Wiara daje mi siłę, by bronić dobre imię Kościoła. To, co powiedziałem w jakiś sposób tłumaczy moją obecność tutaj, rekolekcje dają mi pewnego rodzaju światłość umysłu i pomagają mi lepiej poznać samego siebie.
- Adam: Trudno rozpoznawalnym problemem jest według mnie nieumiejętność ustanowienia samemu sobie pewnej granicy. Jedyna granica, którą mają współcześni ludzie łatwo się upłynnia, co powoduje, że coraz trudniej odróżnić dobro od zła. Wszystko jest człowiekowi potrzebne. Nie ma według mnie nic złego w zabawie, chrześcijaństwo jest przecież religią radości. Muzyka rockowa czy hiphopowa wcale nie musi budzić agresji, nienawiści czy apatii. Trzeba starannie dobrać sobie treści, ideologie i nie przyjmować wszystkiego bezmyślnie.
- Paweł: Ja bym radził zacząć od modlitwy we własnym sercu i własnym domu. Zainteresowanie złem świadczy o tym, że jest za mało dobra w pobliżu. Dlatego powinniśmy chronić to dobro w sobie i przekazywać innym tak, jak to robią wszyscy ojcowie duchowni, alumni i wykładowcy Wyższego Seminarium Duchownego, którzy zaprosili nas tutaj, i którym za otrzymaną gościnę i łaskę z serca dziękujemy.

- Dziękujemy za rozmowę.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Medjugorie. Miejsce objawienia... Kościoła

2020-01-14 10:24

Niedziela Ogólnopolska 3/2020, str. 19

[ TEMATY ]

Medjugorie

Archiwum autora

Kościół św. Jakuba w Medjugorie

Już dziś mówi się o Medjugorie nie jako o miejscu ukazywania się Matki Bożej, ale o miejscu... objawiania się mocy sakramentów Kościoła.

Medjugorie komuś przeszkadza. Może nawet nie tyle samo objawienie, ile... jego odbiór. W końcu wiele jest objawień maryjnych, nawet oficjalnie uznanych, a jednak nie mają one tak masowego przełożenia na ludzkie losy. O niektórych z nich właściwie nic nie wiemy. Kto słyszał o Betanii (1976), Cuapie (1980), San Nicolas (1983)... Tymczasem orędzie z Medjugorie znają miliony i dostrzegają w nim zaproszenie do zmiany życia na „według Ewangelii”. Więcej – i to znowu szczególny fenomen – ludzie wracają do domów, a nawrócenie trwa...

Zasłuchanie w to orędzie jest masowe i zmienia (na stałe!) życie milionów osób (aż tylu!). Zauważmy, że po tylu już latach trwania objawień tę ziemię zdążyło opuścić więcej niż jedno pokolenie ludzi nawróconych przez Medjugorie. Ci ludzie nie trafili do piekła, do którego może szli... Czy dla Boga i dla Kościoła jest coś ważniejszego niż to?

Wincenty Łaszewski

GŁOS KOŚCIOŁA: „Medjugorie są to przede wszystkim ludzie, którzy tu przyjeżdżają, którzy się tu modlą, tutaj się przemieniają, stąd wyjeżdżają do swoich krajów i tam niosą ducha Ewangelii” – tłumaczy abp Henryk Hoser. Zdaniem papieskiego wysłannika, w sanktuarium Królowej Pokoju najważniejsi są właśnie ludzie – nie orędzie objawień. A jeśli mówimy o orędziu... słyszymy o orędziu Ewangelii! Piękne to, prawda?

GŁOS ANTY-KOŚCIOŁA: Trudno się dziwić, że komuś Medjugorie przeszkadza. Więc słyszymy, że „to jest od diabła!”, że to „manipulacja”, że „masoneria”, że „dla zysku i sławy”, że „wizjonerzy żyją w luksusach”, że „podróżują po świecie”...

Jeśli to nie wystarcza, by zasiać niepokój, przedstawia się nam inne oskarżenie: Medjugorie ma za zadanie odciągnąć ludzi od Fatimy – jedynego orędzia, które może ocalić świat. Dlatego te przesłania są takie cudowne, niezwykłe, wiarygodne... Mają przykuć ludzi do siebie, tym samym nie dopuścić do triumfu Niepokalanego Serca.

Można jeszcze próbować skompromitować same objawienia. Nie wypowiadamy się o ich prawdziwości, bo to rola kościelnych urzędów, ale abp Hoser potwierdza, że nie ma tu błędów doktrynalnych. Coraz głośniej mówi się też o tym, że do Medjugorie może zostać zastosowany precedens z Kibeho (objawienia w Afryce, uznane w 2001 r.; warto wspomnieć, że w ich zatwierdzeniu dużą rolę odegrał właśnie abp Henryk Hoser, będący wówczas misjonarzem w Rwandzie). Pojawiają się głosy, że taka decyzja może zapaść jeszcze w tym roku... Kościół ogłosiłby wiarygodnymi pierwsze objawienia, ograniczyłby liczbę wizjonerów do dwóch-trzech, bo – podobnie jak w Kibeho – potem treści się powtarzają, a inni wizjonerzy nie wnoszą do objawienia nic nowego.

Gdyby tak się stało, byłoby to kolejne potwierdzenie, że Medjugorie jako „teren objawień” spełniło swą misję.

Już dziś mówi się o Medjugorie nie jako o miejscu ukazywania się Matki Bożej, ale o miejscu... objawiania się mocy sakramentów Kościoła.

PROROCZE MIEJSCE: W tej parafii jest prawdziwy, żywy, napełniony mocą Kościół. Nieważne, czy Msze odprawia święty czy najgorszy kapłan – zawsze jest ona doświadczeniem obecności i miłości Boga, który uzdrawia, nawraca, rodzi nowe życie. Nieważne, kto spowiada: sakrament zawsze ujawnia swą moc. Ludzie mówią o odbytych tam „spowiedziach życia”...

Medjugorie – miejsce modlitwy, liturgii, sakramentów, miejsce nawrócenia. Tak widzi je papieski wysłannik. Tego typu znak – mówiący, że odnowa Kościoła jest na wyciągnięcie ręki! – jest niezwykle potrzebny w czasach obecnego kryzysu. Gdyby prorocka misja Medjugorie rzeczywiście oznaczała bycie zaczynem odnowy Kościoła, a w naszych parafiach zaczęło się ujawniać to, co tam – moc sakramentów, wówczas Medjugorie okazałoby się jednym z najważniejszych miejsc na duchowej mapie świata.

Nie będziemy chyba długo czekać na weryfikację tej tezy.

Wincenty Łaszewski, mariolog, pisarz, tłumacz

CZYTAJ DALEJ

Bp Greger: prawda o Auschwitz nie powinna nas dzielić

2020-01-26 20:27

[ TEMATY ]

Auschwitz

Grzegorz Jakubowski/KPRP

„Prawda o tym, co się wydarzyło za drutami niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau nie powinna nas w żaden sposób dzielić” – podkreślił bp Piotr Greger, który 26 stycznia przewodniczył Mszy św. w intencji ofiar obozu Auschwitz i żyjących byłych więźniów obozu w oświęcimskim Centrum Dialogu i Modlitwy.

W modlitwie „o Boże błogosławieństwo i zdrowie” dla byłych więźniów w przeddzień 75. rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu KL Auschwitz-Birkenau, wziął udział prezydent RP Andrzej Duda z małżonką Agatą. W Eucharystii uczestniczyło około 30 byłych więźniów obozu, przedstawiciele lokalnej społeczności Oświęcimia i pracownicy Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau oraz Centrum Dialogu i Modlitwy, a także była premier Beata Szydło.

Grzegorz Jakubowski/KPRP

Biskup nawiązał w swej homilii do sytuacji podzielonego wewnętrznie Kościoła w Koryncie. Opis tego kryzysu znajduje się w czytanym dziś fragmencie Pawłowego 1 Listu do Koryntian. Kaznodzieja zwrócił uwagę, jak ważne jest, by starać się dążyć do zgody.

„Jest sprawą nie podlegającą dyskusji, że każda wspólnota sama musi podjąć wysiłek organizacyjny, zobowiązana jest do sprawiedliwego dzielenia zadań, a równocześnie musi podjąć kroki przezwyciężające wszystkie próby rozbicia jedności” – wyjaśnił i dodał, że równie ważna jest umiejętność odczytywania przeszłości – by mówić o historycznych faktach „w sposób prawdziwy, bez jakichkolwiek zafałszowań, zbędnych komentarzy czy niepotrzebnych interpretacji”.

„Refleksja historyczna zawsze obecna jest, a przynajmniej powinna być, w każdej społeczności. Czasem przybiera postać prymitywnej propagandy i manipulacji, niekiedy bywa próbą zmierzenia się ze sprawami tak trudnymi, jak przerażająca oraz pełna przestrogi historia obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau i wielu innych podobnych miejsc na świecie” – stwierdził.

Grzegorz Jakubowski/KPRP

„Prawda o tym, co się wydarzyło za drutami niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau, zbudowanego na obrzeżach Oświęcimia, nie powinna nas w żaden sposób dzielić. Ofiara życia tych ludzi, poprzedzona okrutnym męczeństwem, niech się stanie siłą jednoczącą współczesne społeczeństwo, nie tylko żyjące nad Wisłą. Przekaz o tym nieludzkim świecie adresowany do współczesnego człowieka musi być jasny i jednoznaczny” – podkreślił hierarcha i wskazał, że najwięcej do powiedzenia w tej sprawie powinni mieć „ci, którzy tę gehennę przeżyli”. „Oni wiedzą o tym najlepiej, ich wiedza jest , oni tego nie wyczytali z książek, oni o tym nie usłyszeli o innych, oni tego doświadczyli ” – dodał duchowny i powtórzył, że „nigdy i nigdzie, a zwłaszcza w ich obecności, nie wolno o tych wydarzeniach kłamać”.

Zaapelował, by „w imię jedności międzyludzkiej” mówić o faktach. „Im więcej wobec faktów zamieszania, kombinowania, manipulacji czy dopowiedzeń, tym dalej jesteśmy od czystych faktów. O historii trzeba nam zawsze i wszystkim mówić jednym głosem, zgodnie z zaistniałymi faktami. Inaczej będziemy doświadczać nikomu niepotrzebnego podziału, o którym z bólem pisze św. Paweł, mając na uwadze troskę o jedność w Kościele korynckim” – zauważył.

Biskup przypomniał na koniec, że jedność i zgoda „to nie tylko nasza ludzka sprawa, to również wielkie pragnienie kochającego nas bezgranicznie, miłosiernego Boga”.

Z biskupem przy ołtarzu modlili się: kapelan prezydenta RP ks. Zbigniew Kras, rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik, dziekan oświęcimski ks. kan. Fryderyk Tarabuła, proboszcz oświęcimskiej parafii św. Maksymiliana ks. Mariusz Kiszczak, ks. Jan Nowak oraz ks. Manfred Deselaers z Centrum Dialogu i Modlitwy, a także franciszkanie konwentualni – gwardian klasztoru w Harmężach o. Piotr Cuber oraz o. Jan Maria Szewek z Krakowa.

Modlitwę wiernych przeczytała była więźniarka KL Auschwitz Jadwiga Wakulska z Lublina, która urodziła się w Auschwitz-Birkenau we wrześniu 1944 roku. Zaraz po urodzeniu została zabrana matce do eksperymentów, jakich dokonywał niemiecki oficer SS i lekarz obozowy Josef Mengele. Zbrodniarz wkraplał dziecku chemiczne krople do oczu, a następnie wstrzykiwał za uchem bakterie ropnicy, od których dziecko dostało wrzodów na całym ciele. Dzięki wyzwoleniu obozu, cierpienie dziewczynki się zakończyło i w ten sposób ocalała.

Akompaniament muzyczny podczas liturgii zapewnił Chór św. Maksymiliana w Harmężach, który zaśpiewał m.in. tradycyjne polskie kolędy.

Za modlitwę i uczestnictwo we Mszy św. podziękował na koniec dyrektor Muzeum Auschwitz-Birkenau Piotr M.A. Cywiński.

Obchody 75. rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu Auschwitz-Birkenau rozpoczną się w poniedziałek na terenie Miejsca Pamięci od zapalenia zniczy i złożenia wieńców pod Ścianą Straceń w byłym obozie Auschwitz I.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję