Reklama

„Miłość i Miłosierdzie” niezwykła opowieść o siostrze Faustynie

2019-02-01 12:54

„Miłość i Miłosierdzie” to niezwykła opowieść o polskiej zakonnicy, siostrze Faustynie – uznanej za świętą przez papieża Jana Pawła II, mistyczce i wizjonerce, która w swoim życiu stanęła przed wykonaniem bardzo ważnej misji. Film pokaże nieznane do tej pory fakty i przybliży widzom narodziny niezwykłego kultu Bożego Miłosierdzia, który zyskał popularność na całym świecie.

Film „Miłość i Miłosierdzie” to m.in.

- Nieznane listy ks. Michała Sopoćki.

- Nieujawnione dotąd dokumenty, które pozwolą światu poznać prawdę o wpływie Bożego Miłosierdzia na losy świata.

Reklama

-Zdjęcia dokumentalne do filmu kręcone w Polsce, USA i na Litwie.

Producentem obrazu jest Fundacja Filmowa im. św. Maksymiliana Kolbe i Telewizja Polska.

Dystrybucją filmu zajmie się Kondrat – Media i Kino Świat.

W roli głównej zobaczymy Kamilę Kamińską – nagrodzoną za najlepszy debiut aktorski na festiwalu filmowym w Gdyni gwiazdę hitów „Najlepszy” i „Listy do M. 3”.

„Miłość i Miłosierdzie” to dokument fabularyzowany o Bożym Miłosierdziu. Boże Miłosierdzie jest czczone na wszystkich kontynentach przez setki milionów osób, jednak większość chrześcijan nadal nie zdaje sobie sprawy z potęgi przesłania, które Jezus przekazał ludzkości za pośrednictwem s. Faustyny Kowalskiej, prostej polskiej zakonnicy. Dziś już świętej. Nie mniejszą rolę w objawieniu światu prawdy o Bożym Miłosierdziu odegrał bł. Ks. Michał Sopoćko, wybitny kapłan i spowiednik wizjonerki.

„Blisko mojego serca s. Faustyna nazywa się Helenka Kowalska i jest radosną dziewczyną biegającą po polach, bawiącą się z dzieciakami w Ostrówku” - powiedziała Kamila Kamińska w jednym z wywiadów, która przygotowując się do roli przebywała m.in. u sióstr w Ostrówku, gdzie Helena Kowalska zbierała pieniądze na wiano przed wstąpieniem do zakonu. „Tam pokochałam ją najbardziej - mówi aktorka i wspomina o przywilejach leżenia w łóżku Heleny i chodzenia jej ścieżkami. - Tam zrozumiałam, że to nie jest tak, że ja mam być święta, że mam unieść symbol świętości. Świętość jest w każdym z nas. To nie jest tak, że święci są wybrani. My wszyscy możemy być świętymi, ale to jest nasz wybór - wybór kogo słuchamy” - mówi Kamińska.

W filmie „Miłość i Miłosierdzie” wystąpili również: Macieja Małysa, który zagrał u boku samego Johna Voighta w głośnym filmie „Jan Paweł II” oraz Janusz Chabior znany szerokiej widowni chociażby z produkcji „Wołyń”. Reżyserem jest Michał Kondrat – twórca m.in. produkcji „Dwie Korony” poświęconej historii o. Maksymiliana Kolbe.

Podczas Światowych Dni w Panamie odbył się specjalny pokaz filmu dla dziennikarzy z całego świata. Fabularna część filmu kręcona była równocześnie po polsku i po angielsku

Światowa premiera filmu zaplanowana jest na 29 marca 2019 roku.

Michał Kondrat – polski reżyser, oraz producent wielu chrześcijańskich filmów. Jego ostatni filmu „Dwie Korony” obejrzało ponad 200 tyś. widzów. Prawa kinowe zostały sprzedane do 12 krajów.

Trwa zbiórka środków na realizację filmu. Więcej na ten temat na stronie www.kolbe.org.pl

Tagi:
film

Bł. ks. Michał Sopoćko
Wierzę, że on do mnie mówi

2019-04-10 10:24

Z aktorem Maciejem Małysą rozmawia Maria Fortuna-Sudor
Niedziela Ogólnopolska 15/2019, str. 20-21

Mogę powiedzieć, że błogosławiony, którego zagrałem, w pewnym sensie stanął na mojej drodze życia i od tego czasu go poznaję – mówi „Niedzieli” Maciej Małysa aktor filmowy i teatralny – odtwórca roli bł. ks. Michała Sopoćki w filmie „Miłość i Miłosierdzie”

Kadr z filmu „Miłość i Miłosierdzie”
Maciej Małys, Janusz Chabior i Kamila Kamińska – odtwórcy postaci ks. Michała Sopoćki, malarza Eugeniusza Kazimirowskiego i s. Faustyny Kowalskiej

MARIA FORTUNA-SUDOR: – Proszę powiedzieć, w jaki sposób został Pan zaangażowany do roli ks. Sopoćki w filmie „Miłość i Miłosierdzie”?

MACIEJ MAŁYSA: – Mojego bohatera miał zagrać inny aktor, ale z jakiegoś powodu zrezygnował. Okazało się, że trzeba dosyć szybko znaleźć odtwórcę ks. Sopoćki. To zadanie otrzymała moja koleżanka, która zastanawiała się, kogo do tej roli polecić. Przyznała, że szukała aktora, jak to nazwała, z wnętrzem. I jakoś tak się stało, że pomyślała o mnie. Późnym wieczorem napisała na messengerze, że ma dla mnie propozycję. Oddzwoniłem. Gdy przeczytałem scenariusz, stwierdziłem, że jestem zainteresowany rolą. Pojechałem na spotkanie z reżyserem. To był dzień imienin Michała – a więc i ks. Sopoćki, i reżysera Michała Kondrata. A na dodatek w tym dniu mijała 10. rocznica ogłoszenia spowiednika s. Faustyny błogosławionym...

– Znał Pan wcześniej historię jego życia?

– Na początku wiedziałem, że był spowiednikiem s. Faustyny. Zresztą odnoszę wrażenie, że większość osób wie na temat ks. Sopoćki niewiele. Znają św. Faustynę, św. Jana Pawła II, ale o bł. ks. Michale Sopoćce wiedzą mniej. Tymczasem to postać niesamowita. Dużo tracimy, nie znając jego życia, w które zostało wpisanych wiele niezwykłych, wręcz cudownych wydarzeń...

– Z Pana słów i gestów łatwo odczytać, że teraz może Pan długo i barwnie mówić o swym bohaterze. Jak się Pan przygotowywał do zagrania tej roli?

– Gdy już wiedziałem, że zagram spowiednika s. Faustyny, to kupiłem „Dziennik” ks. Michała Sopoćki. Zresztą nadal do niego wracam. Tam są takie myśli, których nie sposób przeczytać na raz. Sięgnąłem także po „Dzienniczek” św. Faustyny. Oczywiście, wcześniej o nim wiedziałem, ale znałem tylko fragmenty, zwłaszcza te zasłyszane przy różnych okazjach. W „Dzienniczku” odszukałem wszystkie zapiski odnoszące się do ks. Sopoćki. Poznałem, co pisała o nim św. Faustyna i co mówił jej na temat spowiednika Pan Jezus. Czytałem to wszystko z wypiekami na twarzy. Myślałem: – To o mnie! (śmiech). Wracałem do tych fragmentów i krok po kroku poznawałem niezwykłego człowieka. I powoli budowałem rolę. Pomogły także rozmowy z reżyserem, ale też z moim bratem, dla którego bł. ks. Sopoćko jest osobą bliską. Dziś mogę powiedzieć, że błogosławiony, którego zagrałem, w pewnym sensie stanął na mojej drodze życia i od tego czasu go poznaję.

– Jaki obraz człowieka, kapłana wyłania się z „Dziennika” ks. Sopoćki?

– To poważny kapłan – chociaż osoba pracująca przy filmie przekonywała mnie, że był człowiekiem pogodnym, radosnym. Z moich spostrzeżeń wynika, że miał dystans do siebie, że dużo od siebie wymagał. Przykładem mogą być uwagi zapisane, gdy skończył 79 lat i stwierdził: „...drżę na myśl, że mogę stanąć przed sądem Bożym z pustymi rękami...”. A przecież tyle zrobił! Proszę zobaczyć, jaka pokora. My z reguły jesteśmy surowi, ale dla innych, a sobie raczej pobłażamy. U niego było na odwrót – siebie widział w bardzo krytycznym świetle. Poza tym, aby zrealizować zamierzenie, nie ustawał w działaniu. Był niezwykle pracowity. Z notatek wynika, że bardzo mu zależało na ludziach. W tym, co robił, był bardzo uczciwy. Nigdy nie stwarzał wokół siebie jakiejś otoczki niezwykłości, jakiegoś szczególnego powołania. Wiemy np., że s. Faustyna pisała „Dzienniczek” na polecenie ks. Sopoćki. Już po jej śmierci ks. Michał przyznał, że polecił jej robić notatki, ponieważ był bardzo zajęty i nie zawsze miał czas, aby jej słuchać. Łatwiej mu było w wolnej chwili czytać to, co napisała. Ale ks. Sopoćko nigdy nie przypisał sobie szczególnej roli w powstaniu „Dzienniczka”. Warto przypomnieć, że wiedział, iż kult nie od razu zostanie wprowadzony, ale konsekwentnie realizował powierzone mu dzieło. Nie zrażał się przeciwnościami. Miał świadomość, że im jest trudniej, tym bardziej jego misja ma sens. Myślę, że mieć zaprzyjaźnionego takiego świętego – to supersprawa. Zresztą Jan Paweł II mówił, że warto się przyjaźnić ze świętymi, bo to jest przyjaźń na zawsze. Dlatego cieszę się, że się zaprzyjaźniłem z bł. Michałem Sopoćką. Wierzę, że on do mnie mówi.

– Jak?

– Dam przykład. Ks. Sopoćko pyta Faustynę o pewną sprawę i ona zapewnia go, że zapyta o to Pana Jezusa. Ale podczas Eucharystii, którą ks. Sopoćko odprawia, przychodzi odpowiedź. Jednak ks. Michał nie odbiera tego jako słów Jezusa, wraca do tematu w rozmowie z Faustyną, która stwierdza, że przecież Pan Jezus już mu na to pytanie odpowiedział... I stąd refleksja, że my jesteśmy tak blisko Pana Jezusa, przyjmujemy Go w czasie Eucharystii, a wciąż o Nim zapominamy. On jest, a my Go nie widzimy, nie uświadamiamy sobie Jego obecności.

– Uczestniczył Pan w watykańskiej premierze filmu. Jakie wrażenia?

– Była ekscytacja. W Watykanie widziałem film po raz pierwszy. To była wersja angielska z włoskimi napisami. Pokaz zorganizowano w sali kinowej Filmoteki Watykańskiej w Palazzo San Carlo za Spiżową Bramą. Myślałem, że to będzie większa sala, ale siedzący obok mnie dziennikarz wyjaśnił, iż od pewnego czasu premiery odbywają się właśnie w tym miejscu, które jest bardziej kameralne. Zauważyłem tam wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej i od razu pomyślałem, że to zapewne ślad po Janie Pawle II. A w premierze uczestniczyli m.in. dostojnicy Kurii Rzymskiej, a także wikariusz generalny Zgromadzenia Księży Marianów Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny Joseph G. Roesch i były arcybiskup Palermo kard. Salvatore De Giorgi, który bardzo starannie przygotował wprowadzenie do filmu – widać było, że włożył w to wystąpienie wiele energii. Niesamowite było to, że watykańska premiera filmu odbyła się w przeddzień 60. rocznicy wprowadzenia przez Stolicę Apostolską zakazu szerzenia kultu Bożego Miłosierdzia według wizji s. Faustyny. Był to więc symboliczny moment, takie domknięcie tematu. W każdym razie dla nas, twórców filmu, ta premiera to wielkie szczęście i radość, że odbyła się właśnie w Watykanie. Bardzo chciałem tam być.

– A reakcje?

– Było dużo emocji. Zapamiętałem m.in. reakcję siedzącego obok mnie dziennikarza, który zaśmiał się głośno, gdy zobaczył, jak malarz reaguje na ciągłe uwagi Faustyny na temat powstającego obrazu. Dla mnie to było potwierdzenie, że film pokazuje w sposób naturalny to, co się wydarzyło, że nie ma w nim patosu, że wyeksponowano w nim ludzką naturę.

– Komu poleciłby Pan prawdziwą historię Miłości i Miłosierdzia?

– Jako pierwsze przychodzą mi do głowy osoby, które tej historii nie znają. Marzeniem by było, żeby ten film stał się przyczynkiem do nawrócenia. By Miłosierdzie „zadziałało” w taki sposób, że po obejrzeniu filmu jego poruszony odbiorca zaczyna na własną rękę szukać kolejnych informacji o Miłosierdziu i jego apostołach. Kolejną grupę mogą stanowić osoby, o których wspominaliśmy na początku rozmowy. To ludzie, którzy wiedzą, że ks. Sopoćko był spowiednikiem Faustyny. Być może po obejrzeniu filmu tacy widzowie zechcą bliżej poznać ks. Michała. Myślę, że na pewno ich ubogaci, jeśli wejdą w duchowość błogosławionego kapłana. Film ukazuje wiele wątków, wydarzeń, faktów, które warto poznać. Przykładem może być historia powstania pierwszego obrazu, jego niezwykłe losy. Ale warto pamiętać, co Pan Jezus powiedział na ten temat Faustynie: „Nie w piękności farby ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce mojej” (Dz. 313). Myślę, że o tym trzeba pamiętać, kiedy modlimy się przed obrazem Jezusa Miłosiernego czy to w Wilnie, czy w Łagiewnikach, czy w wielu innych zakątkach świata. Upowszechnieniu tej prawdy o Bożej łasce służy ten film.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Delegat KEP: szkoła jest dobrem wspólnym całego społeczeństwa

2019-04-24 16:21

rozmawiał Tomasz Królak / Radom (KAI)

Obydwie strony powinny szukać dobra dzieci, dobra szkoły, dobra autorytetów – mówi KAI bp Piotr Turzyński, delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. duszpasterstwa nauczycieli. Podkreśla też, że szkoła jest dobrem wspólnym społeczeństwa i wspólnoty narodowej i nie może być instrumentem w rękach małej grupy. Biskup ocenia, że jednym z najsmutniejszych owoców trwającego strajku jest podział w gronie pedagogicznym.

diecezja.radom.pl
Ks. Piotr Turzyński

Publikujemy treść rozmowy z bp. Piotrem Turzyńskim:

Tomasz Królak (KAI): Jako delegat KEP ds. duszpasterstwa nauczycieli zapewne szczególnie pilnie obserwuje Ksiądz Biskup przedłużający się strajk tego środowiska...

Bp Piotr Turzyński: – Wydaje mi się, że kryzys wybuchł nie tylko z powodów ekonomicznych, choć niektóre środowiska koncentrują się wyłącznie na tym, ale również z powodu nabrzmiałych problemów cywilizacyjnych, np. zauważamy upadek autorytetów, chaos aksjologiczny, nieracjonalne czasem wymagania stawiane młodym w związku z rozwojem cywilizacji. To jest też trochę kryzys szkoły jako instytucji i dlatego wymaga wysiłku i jakiejś ofiary wszystkich stron. A na pewno dobrej woli w spotkaniach i dialogu. Nie ulega wątpliwości, że na tym znalazły również pożywkę motywy polityczne wynikające ze starcia dwóch światów i nie jest to bynajmniej tylko starcie dwóch największych bloków politycznych, ale raczej tego, co tradycyjne, naturalne z tym, co liberalne i stawiające jedynie własne dobro i własną wolność na czele wartości. Kiedy sobie uświadamiany korzenie sporu, możemy się zdystansować trochę do swoich emocji i przekroczyć siebie w imię czegoś większego niż „ja” i „chwila”. Kto rezygnuje z dialogu, obnaża jednak swoją małość.
Nauczyciele powinni czuć się dowartościowani w swojej misji także przez godziwe wynagrodzenia, ale z drugiej strony ta godność nauczycieli powinna ich mobilizować do ciągłego rozwoju i do podejmowania szlachetnego trudu nie tylko dydaktycznego, ale także pedagogicznego. Ten trud pedagogiczny i odpowiedzialność nie są dla wszystkich oczywiste. To jednak jest misja wobec młodych, ale także misja wobec społeczeństwa i wobec przyszłości. Szkoła jest dobrem wspólnym społeczeństwa i wspólnoty narodowej i nie może być instrumentem w rękach małej grupy. Słychać było niestety w tym czasie i takie głosy: skończmy z tą misją zawodu nauczyciela.
Nie jest właściwe wprowadzanie dzieci i młodzieży w konflikty dorosłych. W rodzinie kochający dzieci małżonkowie nie wprowadzają ich w konflikt, który istnieje między dorosłymi. Szkoda, że dzieci i młodzież często w tych dniach wędrujący po galeriach handlowych odmieniają na różne sposoby słowo strajk. To nie jest właściwa inicjacja w społeczne sprawy. I proszę zauważyć, że nie rozważam tu, która strona jest bardziej winni, mówię tylko, że obydwie powinny szukać deeskalacji, dobra dzieci, dobra szkoły, dobra autorytetów, jakimi są zarówno rodzice jak i nauczyciele.
Ogólnopolskie Duszpasterstwo Nauczycieli jest gotowe służyć jako mediator w sporze, jeśli będzie zaakceptowane przez wszystkie strony. Mówił o tej gotowości Kościoła m.in. Prymas Polski.

– Tymczasem w piątek odbędzie się okrągły stół ws. oświaty. O czym powinny pamiętać wszystkie strony – także środowiska, które zapowiedziały, że w spotkaniu nie wezmą udziału – aby to wydarzenie przyniosło dobry skutek?

– „Okrągły stół” jest bardzo cenną inicjatywą i chyba wielu Polaków czeka na zakończenie strajku i konfliktu. Równocześnie jest to okazja do podjęcia poważnej dyskusji na temat dzisiejszej szkoły. Wydaje mi się jednak, że wszystkie strony powinny uzbroić się w cierpliwość i okazać dobrą wolę w szukaniu rozwiązań. Ponieważ konflikt ma podłoże głębokie, to rzeczy nie rozwiążą się za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Warto pamiętać, że szkoła to nie tylko nauczyciele. Szkoła to również dzieci i młodzież, a także rodzice. Ostatecznie to nauczyciele służą młodym, a nie młodzi nauczycielom. Służąc młodym, służą społeczeństwu tzn. jego przyszłości. Znamy słowa Jana Zamoyskiego: „takie będą Rzeczpospolite, jakie jest jej młodzieży chowanie”. Problemem jest nie tylko wynagrodzenie nauczycieli, czy w ogóle niedofinansowanie edukacji, problemem jest dlaczego przeładowane są programy i nie potrafimy zrobić syntezy wiedzy i odróżnić fundamentów od rzeczy dodatkowych. W związku z tym problemem jest powierzchowność i brak pogłębienia, problemem są korepetycje – jeśli muszą na nie chodzić wszyscy, to coś ze szkołą czy systemem szkolnym jest nie tak.
Ale najbardziej podstawowe jest zagadnienie, jakiego człowieka chcemy uformować, wykształcić i wychować. I tu potrzebna szczera merytoryczna dyskusja, otwartość, prawda a nie postprawda oraz odwaga w podejmowaniu wyzwań. To są zadania na lata, ale powtórzę: potrzeba dyskusji, szukania wspólnego dobra następnych pokoleń, potrzeba cierpliwości i odwagi. Warto też pamiętać, że ludzkie rozwiązania ze względu na ograniczoność człowieka nie są idealne i nie są na zawsze.
Mam nadzieję, że do okrągłego stołu edukacyjnego zostały zaproszone także szkoły katolickie, które w Polsce posiadają piękną tradycję i ważne miejsce.

– Strajk na pewno spowodował podziały wśród nauczycieli. Czy nie będzie rzutował na stosunki w pracy po zakończeniu protestu, gdy wszyscy spotkają się w pokoju nauczycielskim? Co robić, by zniwelować te podziały?

– Strajk w środowisku nauczycieli zaowocował negatywnie. Jednym z najsmutniejszych owoców jest sygnalizowany w niektórych szkołach podział w gronie pedagogicznym. Jakkolwiek różnice istnieją zawsze, to jednak w strukturze wychowawczej szkoły jedność pedagogów jest bardzo ważna. To dotyczy także pewnej jedności celów z rodzicami. Jak tu spojrzeć rodzicom w oczy, gdyby, nie daj Boże, doszło do przełożenia np. matury czy jakiegoś egzaminu? Trzeba zrobić wszystko, by do tego nie doszło, aby za „szczęście” jednych nie zapłacili „nieszczęściem” inni. Nie mamy prawa stawiać takich żądań. Nie można żyć tylko tą chwilą, nie myśląc co będzie jutro, czy za miesiąc na następnej wywiadówce.
Co po strajku? Chrześcijaństwo jest bardzo mądre bo mówi nam, że każdy człowiek jest dotknięty grzechem pierworodnym, także księża, czy nauczyciele. Nie istnieje idealna grupa czy stan. Nauczyciele też mają swoje słabości, interesy, przestrzenie ignorancji, egoizmu, nie są ani lepsi ani gorsi od innych. Wszyscy jedziemy na tym samym wózku, dlatego potrzebne jest zrozumienie, przebaczenie, szukanie wyższych celów i wspólnego dobra. Niewłaściwe jest napawanie się czyimiś błędami, czy śmiesznością. Trzeba żyć, najpierw sobie stawiając wymagania i przebaczając innym.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Strajk zawieszony

2019-04-25 14:41

Agnieszka Bugała

Urząd Miasta Wrocławia podaje, że na 188 wrocławskich szkół podstawowych i przedszkoli w strajku bierze dziś udział 165 placówek a 23 placówki nie strajkują. W szkołach podstawowych i przedszkolach udział w strajku zgłosiło 3600 nauczycieli, 997 podjęło pracę. Rano do szkół podstawowych i przedszkoli przyszło na zajęcia 3952 dzieci, a obecni w pracy nauczyciele są w stanie objąć opieką 9542 dzieci.

pixabay

Spośród 40 szkół ponadpodstawowych wciąż strajkuje 38 szkół, 2 placówki nie strajkują. Do strajku przystąpiło 934 nauczycieli, 480 nie strajkuje.

Raport UM z godz. 9.00 podaje, w 7 szkołach średnich uczniowie zostali sklasyfikowani i tym samym mogą przystąpić do matury.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem