Reklama

Bp Dec: Święty Józef żył w postawie ofiary

2019-03-21 13:32

ako / Świdnica /KAI

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

Św. Józef żył w postawie ofiary, był tym, który swoje życie ofiarował Bogu i ludziom. Przyjął Boży plan na życie, rezygnując z własnego. Stał się świadkiem Bożego Narodzenia, żył dla Jezusa i Maryi – piękna postawa daru człowieka dla Pana Boga i drugiej osoby. W ten sposób św. Józef nam pokazał w jaki sposób mamy nas samych składać w ofierze Panu Bogu i ludziom - mówił bp Ignacy Dec.

W Wałbrzychu w parafii pw. św. Józefa Oblubieńca NMP bp Ignacy Dec 19 marca przewodniczył Mszy św. podczas której konsekrował parafialny ołtarz. W homilii pasterz diecezji świdnickiej wskazał, że ołtarz jest znakiem Bożej obecności. - Na ołtarzu uobecniamy ofiarę Pana Jezusa, którą Chrystus poleciał apostołom uobecniać na pamiątkę oddania Jego życia za nas, na odpuszczenie naszych grzechów. Dlatego ołtarz jest najpierw miejscem ofiary, symbolem samego Jezusa. Ołtarz jest miejscem, gdzie składamy Najświętszą Ofiarę, jest też miejscem, z którego przyjmujemy pokarm eucharystyczny, który daje nam moc Ducha św. Dodatkowo ołtarz Chrystusowy jest dla nas źródłem jedności i braterskiej zgody – powiedział pasterz diecezji świdnickiej.

W latach 70-tych w kościele św. Józefa Oblubieńca NMP w Wałbrzychu ustawiono ołtarz posoborowy. W 2012 roku przebudowano prezbiterium, a ołtarz ustawiono w nowym miejscu. Jak dotąd nie ustalono jego pochodzenia. W komentarzu do obrzędów poświęcenia ołtarza wyjaśniono symbolikę stołu eucharystycznego.

- Ołtarz jest stołem uczty paschalnej, przy którym gromadzi się i jednoczy wspólnota chrześcijańska tworząc Jedno Ciało. Przez złożenie Ofiary Chrystusa oraz namaszczenie zostanie poświęcony ten ołtarz na wieczną służbę Bożą, aby na nim składać Ofiarę samego Chrystusa i z niego karmić się Ciałem i Krwią naszego Odkupiciela.

Reklama

W uroczystości udział wzięli m. in. kapłani z dekanatu Wałbrzych – Południe, siostry zakonne, klerycy WSD w Świdnicy, przedstawiciele władz samorządowych: prezydent miasta, radni Wałbrzycha oraz górnicy.

Kościół pw. św. Józefa Oblubieńca NMP w Wałbrzychu w dzielnicy Sobięcin został wybudowany w na pocz. XX w. techniką muru pruskiego. Organy wykonano w świdnickiej fabryce Schlag und Söhne, jednej z najbardziej znanych w Europie firm organmistrzowskich przełomu XIX i XX w.

Tagi:
św. Józef

1 maja wspomnienie św. Józefa, robotnika

2019-04-30 11:45

OP / Warszawa (KAI)

1 maja Kościół katolicki obchodzi wspomnienie św. Józefa, robotnika. Do kalendarza liturgicznego weszło ono w 1955 roku. Św. Józef jest patronem licznych stowarzyszeń i zgromadzeń zakonnych noszących jego imię. Jest także patronem cieśli, stolarzy, rzemieślników, kołodziei, inżynierów, grabarzy, wychowawców, podróżujących, wypędzonych, bezdomnych, umierających i dobrej śmierci.

Ks. Piotr Nowosielski
Obraz „św. Józef”

1 maja 1955 roku zwracając się do Katolickiego Stowarzyszenia Robotników Włoskich papież Pius XII proklamował ten dzień świętem Józefa rzemieślnika, nadając w ten sposób religijne znaczenie świeckiemu, obchodzonemu na całym świecie od 1892 r., świętu pracy. W tym dniu Kościół pragnie zwrócić uwagę na pracę w aspekcie wartości chrześcijańskich.

Papież Jan Paweł II wielokrotnie przywoływał św. Józefa mówiąc o znaczeniu pracy w życiu człowieka. "W pewnym sensie można powiedzieć, że poprzez pracę człowiek staje się bardziej człowiekiem. Dlatego pracowitość jest cnotą. Aby jednak pracowitość pozwoliła człowiekowi rzeczywiście stawać się bardziej człowiekiem, winna być ona zawsze wpisana w społeczny wymiar pracy. Jedynie pod tym warunkiem zachowana zostaje niezbywalna godność osoby, a także społeczna wartość ludzkiej działalności" - podkreślał papież podczas audiencji generalnej na placu św. Piotra 1 maja 2002 r.

Jako patrona obrali sobie św. Józefa także polscy kapłani, więźniowie obozu koncentracyjnego w Dachau. Kapłani złożyli w 1945 r. w Dachau przysięgę, że w przypadku oswobodzenia, co roku będą spotykać się w miejscu kultu św. Józefa w Kaliszu, by mu dziękować za ocalenie.

Św. Józef wzywany bywa w przypadku chorób oczu, w pokusach, a także w sytuacjach beznadziejnych, zwłaszcza braku dachu nad głową.

Pochodził z rodu króla Dawida, dlatego Betlejem było miastem jego pochodzenia. Mieszkał w Nazarecie w Galilei. Był cieślą. W tamtych czasach określenie to oznaczało również rzemieślnika wytwarzającego sprzęt domowy. W Nazarecie poznał i poślubił Maryję. Jeszcze przed wspólnym zamieszkaniem Maryja stała się brzemienna i dlatego Józef zamierzał ją po kryjomu opuścić. Wtedy we śnie ukazał mu się anioł wyjaśniając mu cudowny charakter poczęcia Maryi. W związku z zarządzonym przez cesarza rzymskiego Augusta spisem ludności Józef i brzemienna Maryja udali się do Betlejem i tam Maryja urodziła Syna. Józef nadał mu imię Jezus, zgodnie z poleceniem anioła. Za radą anioła Józef uciekł z Dziecięciem i Jego Matką do Egiptu. Po śmierci Heroda rodzina wróciła do Nazaretu.

Pełniąc służbę ojca, Józef współpracował ze swoją małżonką Maryją, aby uczynić dom w Nazarecie środowiskiem sprzyjającym wzrastaniu i osobowemu dojrzewaniu Jezusa. Wdrażając Go następnie do ciężkiej pracy cieśli Józef pomógł Jezusowi wejść w świat pracy i włączyć się w życie społeczne. Gdy Jezus miała lat 12, rodzina udała się na pielgrzymkę do Jerozolimy. Wzmianka o tej pielgrzymce jest ostatnią wiadomością w ewangeliach o Józefie. Być może niedługo potem umarł.

Nie można jednak wykluczyć także możliwości, że powodowany swoją skromnością pozostawał na dalszym planie i dlatego nie znalazł zainteresowania w przekazach tradycji. Przyjąć jednakże należy z dużą pewnością, że nie żył już kiedy Jezus rozpoczynał głoszenie Ewangelii, z całą pewnością zaś, że nie żył kiedy Jezus umierając na krzyżu opiekę nad Maryja powierzył uczniowi Janowi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Apokalipsa kresowego świata

2019-09-10 12:59

Rozmawia Sławomir Błaut
Niedziela Ogólnopolska 37/2019, str. 28-29

O sowieckiej agresji na Rzeczpospolitą we wrześniu 1939 r. i dziedzictwie utraconych Kresów z prof. Stanisławem Sławomirem Nicieją – długoletnim rektorem Uniwersytetu Opolskiego, kierownikiem Katedry Historii Kultury i Biografistyki na Wydziale Nauk Społecznych tej uczelni, autorem wielotomowego cyklu pt. „Kresowa Atlantyda” – rozmawia Sławomir Błaut

NAC
Kolumny piechoty sowieckiej wkraczające do Polski 17 września 1939 r

SŁAWOMIR BŁAUT: – 17 września 1939 r. to czarna karta w historii Polski. Jak zapamiętali ten dzień świadkowie, których Pan Profesor poznał w trakcie pisania historii Kresów?

PROF. STANISŁAW SŁAWOMIR NICIEJA: – To jeden z najtragiczniejszych momentów w naszej historii. Sowieci zagarnęli połowę terytorium II Rzeczypospolitej. Straciliśmy wielkie centra kulturowe – Lwów, Wilno, Grodno, Stanisławów, Krzemieniec, Drohobycz – że wymienię tylko te najważniejsze spośród 200 miast, które zostały odcięte od Polski i w brutalny sposób po 1945 r. zdepolonizowane.
Największym zaskoczeniem było to, że przywódcy II Rzeczypospolitej nie przewidzieli, iż Stalin porozumie się z Hitlerem i wbije Polsce walczącej z Niemcami nóż w plecy. Założeniem strategii polskiego dowództwa było bronić się przed armiami niemieckimi i – w oczekiwaniu na pomoc aliantów – wycofywać się stopniowo w kierunku granicy polsko-rumuńskiej. Gdy 17 września 1939 r. Sowieci przekroczyli granicę Polski, główne siły i polskie naczelne dowództwo były w okolicach Stanisławowa, Kołomyi i Zaleszczyk, na tzw. przedmościu rumuńskim. Tam miał być główny bastion obrony.
Wycofującemu się wojsku towarzyszyły nieprzebrane tłumy cywilnych uciekinierów z zachodniej Polski. Kiedy Sowieci niespodziewanie uderzyli, powstała panika: nie wiedziano, co robić. Głównodowodzący marszałek Edward Śmigły-Rydz podjął dość nieprzemyślaną decyzję, nakazując traktować Sowietów jako domniemanych sojuszników, i polecił unikać starcia zbrojnego z nimi. Decyzja ta miała fatalne skutki, gdyż nasze wojska zaprzestały obrony tak ważnych garnizonów, jak choćby Grodno, Łuck, Stanisławów czy Tarnopol. Ułatwiło to Sowietom szybkie zajęcie połowy terytorium Polski i wyłapanie dużej części oficerów, których później wymordowano m.in. w Katyniu, Miednoje i Bykowni.
Pyta Pan o zachowanie ludności cywilnej. To był dla niej straszliwy szok. W historię Polski wpisały się wówczas dramatycznie trzy mosty graniczne, które prowadziły do Rumunii: w Zaleszczykach, Kutach i Śniatynie. W kierunku tych mostów ciągnęły drogami od strony Lwowa, Tarnopola i Stanisławowa do granicy rumuńskiej fale uciekinierów, szukających ratunku przed wrogimi armiami. Na tych drogach rozgrywały się dantejskie sceny. Obok tłumów przerażonych ludzi jadących furmankami przemykały eleganckie limuzyny ministrów, dyplomatów, artystów, kupców. Im bliżej mostów granicznych, tym częściej na poboczach mnożyły się porzucone z braku paliwa różne pojazdy mechaniczne. Nad głowami uciekinierów szarżowali lotnicy Luftwaffe, którzy bezlitośnie bombardowali oszołomionych sytuacją nieszczęśników. A przy granicy zaczął się rozgrywać dodatkowy dramat. Ludzie nie wiedzieli, czy przejść granicę, czy cofnąć się w kierunku swoich domów. Była to prawdziwa apokalipsa.
Wśród setek relacji, które zebrałem, są opowieści wstrząsające. Zygmunt Wasilewski, który dotarł do granicy polsko-rumuńskiej, wspominał: „Okropny moment. Nie wiem, czy uda mi się kiedyś wymazać go z pamięci. Wszyscy mieliśmy łzy w oczach. Niektórzy całowali biało-czerwoną barierę graniczną, inni ziemię lub budkę strażnika. Kilku żołnierzy szlochało głośno, kilku się modliło, klęcząc. Każdy prawie zabierał coś na pamiątkę. Jeden zeskrobywał scyzorykiem trochę biało-czerwonej farby ze słupa granicznego. Drugi zawiązał w chusteczkę garść ziemi, trzeci zerwał liść z drzewa i włożył do książeczki wojskowej. Wszyscy, oglądając się wciąż, przeszliśmy granicę. Bezpośrednio po tych strasznych chwilach nastąpiło przygnębiające rozbrojenie. Byliśmy upokorzeni. Rumuńscy żandarmi kazali nam złożyć broń w przydrożnym rowie. Do końca życia będę pamiętał trzask rzucanej broni na stos”. Takich opowieści mam w swym archiwum kilkaset. Wiele z nich wykorzystałem w swoich publikacjach. Granice polsko-rumuńską i polsko-węgierską przekroczyło we wrześniu 1939 r. ok. 300 tys. Polaków.

– Stalin spowodował, że przedwojenne polskie Kresy zniknęły niczym mityczna Atlantyda. Czy pisanie książek opowiadających o losach Kresowian traktuje Pan Profesor jako misję?

– Można tak powiedzieć. Utrata tych ziem wiązała się z unicestwieniem istniejących tam ogromnych enklaw polskiej kultury, nauki i gospodarki. Zniszczono sławne polskie uczelnie w Wilnie, we Lwowie i w Krzemieńcu, rozgrabiono polskie świątynie, zamki, pałace, muzea. Postanowiłem opisać potencjał intelektualny i gospodarczy tych ziem, bo to był ogromny dorobek polskiej myśli intelektualnej. Poszczególne miejscowości, z ich historią i materialnym dorobkiem, opisuję od 10 lat w oparciu o dokumentację. W każdym tomie „Kresowej Atlantydy” są fotografie – ok. 300 – i historia 5-6 najważniejszych miejscowości w danym regionie. Dotychczas udokumentowałem ok. 70 miejscowości, które straciliśmy na Kresach. O ich historii nie wolno nam zapomnieć.

– We wstępie do X tomu „Kresowej Atlantydy” napisał Pan Profesor, że historii Polski nie można zamykać w granicach obecnego państwa polskiego.

– Tak, bo Polska jest państwem, które w swej ponadtysiącletniej historii miało pulsujące granice. Jej terytorium w różnych wiekach miało różne kształty – raz było większe, raz mniejsze. Polska nie miała ciągle tych samych granic i tych samych miast w swoich granicach. Był czas, gdy państwo polskie miało granice nad Dniestrem, Niemnem, Horyniem czy Czeremoszem. Byliśmy tam przez setki lat i zostawiliśmy trwałe ślady naszej obecności. Nie można więc pisać o dziejach Polski bez historii Lwowa, Wilna, Grodna czy Stanisławowa. Wielu wybitnych Polaków – Mickiewicz, Słowacki, Fredro, Zapolska i inni – urodziło się poza granicami dzisiejszego państwa polskiego. Pominięcie tych historii byłoby niczym innym jak amputacją połowy mózgu.

– „Cechą społeczeństw wykształconych jest chęć ucieczki od anonimowości” – kolejne stwierdzenie Pana Profesora odnosi się do zainteresowania przeszłością. Czy Polacy sięgają dziś do dziedzictwa Kresów?

– Po zniesieniu w Polsce cenzury ukazały się setki, a nawet tysiące wydawnictw – wspomnień, pamiętników, relacji – właśnie o Kresach. I tam znajdujemy dziesiątki tysięcy opowieści o indywidualnych losach ludzi, którzy doświadczyli niezwykłych przeżyć. Uczestniczę w setkach spotkań autorskich przy okazji ukazywania się moich kolejnych tomów „Kresowej Atlantydy” i widzę niesłabnące zainteresowanie tą tematyką.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pancerniackie więzi

2019-09-18 02:50

Waldemar Kotula

Tegoroczne Święto 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej (11 LDKPanc) tradycyjnie zgromadziło różne generacje żołnierzy spod znaku husarskiego skrzydła. Zgodnie z wieloletnią tradycją spotkali się oni w przeddzień Święta Dywizji na Zebraniu Walnym Federacji Organizacji Polskich Pancerniaków ( FOPP) w żagańskiej Sali Tradycji Czarnej Dywizji.

st chor.sztab Rafał Mniedło, Tadeusz Horożaniecki
Uroczystości na Skwerze Czołgisty

Spotkanie członków i sympatyków FOPP miało w tym roku wyjątkowy wymiar. Zbiegło się one z obchodami 100-lecia polskiej broni pancernej. Patronat nad szczególnym spotkaniem miłośników polskiej broni pancernej objęła Marszałek Lubuska Elżbieta Polak. Honorowymi uczestnikami jubileuszowego spotkania byli kombatanci 1 Polskiej Dywizji Pancernej: kpt. Edmund Semrau (l.94) i por Alojzy Jedamski (l.94) oraz kombatant 1 Korpusu Pancernego Wojska Polskiego (1 KPanc WP) płk. Eugeniusz Praczuk (l.92). Czarną Dywizję reprezentowali dowódca dywizji gen.dyw. Stanisław Czosnek, jego zastępca gen. bryg. dr Dariusz Parylak wraz z dowódcami oddziałów dywizji. Przybyli również krewni żołnierzy 1.PDPanc, Cecylia, Tadeusz Parchanowiczowie z Francji i Zdzisława, Tadeusz Marciszewscy z Torunia oraz członkowie i sympatycy FOPP z Leszna, Chełma, Koronowa, Warszawy, Żar, Żagania, Oławy i holenderskiej Bredy.

Zobacz zdjęcia: Zebranie Walne Federacji Organizacji Polskich Pancerniaków ( FOPP) w żagańskiej Sali Tradycji Czarnej Dywizji.

Zebraniu przewodniczył prezes FOPP gen.bryg. w st.spocz. Zbigniew Szura. Wspominano naszych kombatantów, którzy w minionym roku odeszli na wieczna wartę. Dokonano także przeglądu dokonań i zrealizowanych projektów w latach 2018-2019. Były to głownie przedsięwzięcia upamiętniające historię i dzieje Czarnej Dywizji i jej poprzedników z 1.PDPanc i 1.KPanc WP w kraju i poza granicami we Francji, Belgii, Holandii oraz Niemczech. Wszystkie one skutecznie umacniały żołnierskie więzi pokoleniowe i były realizacją zobowiązań środowisk Czarnej Dywizji wobec weteranów i ich rodzin. Przedstawiono również działania Centrum Tradycji Polskich Wojsk Pancernych, z którego dorobkiem w mijającym roku zapoznał się Prezydent R. P. i zwierzchnik Sił Zbrojnych R.P. Andrzej Duda. Zasoby Sali Czarnej Dywizji były wykorzystywane także do wystaw czasowych m.in. w Bielsku – Białej, Warszawie, Gdańsku i w Królestwie Belgii oraz do szeregu wydawnictw w kraju i poza granicami. Przyjęto także plan działań na przyszły rok, obok podkreślenia znaczenia zbliżających się ważkich rocznic na szlakach tradycji istotna rolę planuje nadać się obchodom 75-lecia powstania 11 LDKPanc i przypomnieniu dziejów polskiej broni pancernej w Żaganiu w latach 1945-2020. Z dużą wdzięcznością przyjęto ofertę Dominika Parchanowicza przekazania kolejnych depozytów do ekspozycji ilustrującej losy jego ojca Antoniego, żołnierza kompanii saperów 1 PDPanc.

Uczestnicy zebrania FOPP wzięli udział uroczystościach liturgicznych i świeckich dedykowanych żołnierzom Czarnej Dywizji i ich rodzinom z Mszą św. w żagańskim Kościele Garnizonowym oraz na Skwerze Czołgisty przed pomnikami gen. St. Maczka i Czołgistów 1 KPanc WP.

Dzień wspomnień zakończyła uroczysta kolacja z okazji 100-lecia polskiej broni pancernej zorganizowana w żarskiej restauracji „Janków”. W jej trakcie kombatanci uhonorowani zostali okolicznościowymi upominkami, a burmistrz Żar Danuta Madej został uhonorowana z szczególne zasługi we wspieraniu dzielności stowarzyszeń zrzeszonych w FOPP odznaką pamiątkową FOPP – „Tulipanem gen. Stanisław Maczek”

Następnego dnia tuż przed uroczysta zbiórką z okazji święta Czarnej Dywizji, kombatanci wraz z sympatykami polskie broni pancernej gościli w żarskim ratuszu, gdzie pani burmistrz Danuta Madej z przewodniczącym Rady Miasta Marianem Popławski przedstawili historię i współczesność stolicy Dolnych Łużyc. Po prezentacji w Ratuszu goście święta dywizji osobiście poznawali uroki i ofertę miasta, które nie zapomina o swojej wojskowej przeszłości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem