Reklama

Europa

Bp Gerazym z BKP: Papież będzie w Bułgarii dobrze przyjęty

"Papież będzie w Bułgarii dobrze przyjęty" - zapewnia biskup Gerazym (Georgiew), sekretarz generalnym Świętego Synodu Bułgarskiego Kościoła Prawosławnego. O sytuacji przed wizytą papieża Franciszka rozmawiają Andrzej Grajewski z "Gościa Niedzielnego" oraz Alina Petrowa-Wasilewicz i Krzysztof Tomasik z KAI. Ojciec Święty w dniach 5-7 maja br. odwiedzi Bułgarię i Macedonię Północną. Hasłem bułgarskiej pielgrzymki są słowa: „Pacem in terris” – „Pokój na świecie”, nawiązującym do encykliki św. Jana XXIII pod tym samym tytułem.

[ TEMATY ]

wywiad

Bułgaria

Franciszek w Bułgarii i Macedonii Płn.

pixabay.com

Andrzej Grajewski (GN), Alina Petrowa-Wasilewicz i Krzysztof Tomasik (KAI): Na początku maja Bułgarię odwiedzi papież Franciszek, a w 2001 r. był tu Jan Paweł II. Jak była oceniana wizyta Jana Pawła II przez bułgarski Kościół prawosławny?

Bp Gerazym Georgiew: Pielgrzymka Jana Pawła II miała bardzo szczególne znaczenie. Papież przyjechał, aby zetrzeć plamę na naszym honorze w związku z oskarżeniami Bułgarów o udział w spisku na jego życie. Oczywiście nie mówimy o sprawach dogmatycznych. One w czasie takich wizyt nie są rozstrzygane. Jednak reakcja ludzi na obecność Jana Pawła II i jego nauczanie o przebaczeniu, którego wówczas byliśmy świadkami, było wartością dla obu stron. W spotkaniu z nim wziął udział patriarcha Maksym (Minkow) oraz obecny patriarcha Neofit (Dimitrow), który wówczas był metropolitą w Ruse. Wspominamy tamten czas, jako serdeczne, międzyludzkie spotkanie.

Reklama

GN/KAI: Jakie są obecne relacje prawosławnych z katolikami?

- Katolicy w Bułgarii są grupą mniejszościową. Jest ich ok. 60 tys. i żyją rozproszeni w kilku punktach. Bułgarzy są tolerancyjni i nigdy nie dochodziło u nas do gorących sporów na tle religijnym. Miejscowi katolicy są po prostu swoi, dlatego nie ma żadnego problemu w relacjach między wiernymi obu naszych Kościołów. Znam taką wioskę Nowo Dełczewo na południu, w której są dwie cerkwie. Jedna jest prawosławna, druga unicka i cała społeczność żyje od pokoleń zgodnie, nie ma tam napięć na tle wyznaniowym. Jeśli zaś chodzi o kontakty na poziomie hierarchii, to z naszej strony decyzje muszą być podejmowane kolegialnie przez Synod naszego Kościoła. W dialogu teologicznym oraz ruchu ekumenicznym nasz Kościół nie bierze udziału. Dotyczy to nie tylko katolików, ale także innych Kościołów chrześcijańskich. Nasi wierni, wykształceni teologicznie, wiedzą, kto ma sukcesję apostolską, a kto nie. I oczywiście w naszych relacjach jest wielka wartość, bo katolicy mają zachowaną sukcesję apostolską.

GN/KAI: Jak przyjmowany w Bułgarii jest papież Franciszek?

Reklama

- W wielu miejscach jest dobrze przyjmowany, bez względu na oceny religijne. Jego wizyta w naszym kraju jest oczekiwana i będzie dobrze przyjęty, zarówno przez władze państwowe, jak i samorządowe. Przewidziane jest także spotkanie papieża z Synodem naszego Kościoła. Postaramy się odwzajemnić jego świeży i serdeczny stosunek do wszystkich ludzi.

GN/KAI: A jak Ksiądz Biskup osobiście go postrzega?

- Papież Franciszek jest wyjątkowo sympatyczny, ale dla mnie osobiście, nie wpisuje się w obraz papieża takiego, jakiego ja sobie wyobrażam. Nie wiem, czy to dobrze, czy to źle. Nie potrafię tego ocenić. Papież zazwyczaj kojarzy się z kimś surowym, wymagającym. Jan Paweł II potrafił połączyć obie te rzeczy, wielką godność sprawowanego urzędu z serdecznym podejściem do każdego człowieka. Aby zarządzać tak wielką i skomplikowaną strukturą, jak Kościół katolicki, potrzebne są wyjątkowe cechy i zwykły człowiek tego nie rozumie i nie może temu podołać. Sam Bóg mu pomaga i niweluje jakieś drobne niedociągnięcia. Głową Kościoła jednak jest Pan Jezus.

GN/KAI: Jak Ksiądz Biskup widzi kondycję Kościoła prawosławnego w Bułgarii?

- Od 30 lat żyjemy w czasach pokojowych i w wolnym społeczeństwie. Niestety Kościół prawosławny w Bułgarii stracił szansę na odrodzenie po upadku komunizmu, jakie było widoczne w innych krajach, gdzie prawosławie dominuje, np. w Rumunii, Serbii, czy Rosji. Do tego przyczynił się rozłam, do jakiego doszło u nas w latach 90. ubiegłego stulecia, na gruncie różnic politycznych. W praktyce przybrało to podział na tzw. niebieskich i czerwonych, czyli demokratów oraz siły postkomunistyczne. Wywołało to wielki zamęt i dezorientację wśród wiernych. Nawet ci, którzy odkrywali wiarę na nowo i chcieli wrócić do Kościoła, nie wiedzieli do jakiego mają pójść, gdyż funkcjonowały w tym czasie dwa episkopaty. To hamowało proces odrodzenia wiary w narodzie. Kiedy rozłam został przezwyciężony w 2004 r. okazało się, że minął także czas pierwszego rozbudzenia religijnego, który był tak istotny w innych krajach. Kościół prawosławny w Bułgarii w skutek rozłamu stracił ten pierwszy impuls, kiedy powrót do wiary był naturalną potrzebą wielu ludzi w naszym kraju. Później zaś dały o sobie znać różne problemy społeczne, polityczne i demograficzne. Wielu wyjechało na Zachód, co musiało się także odbić na pracy duszpasterskiej, szczególnie w parafiach wiejskich, które nagle straciły wielu swoich wiernych. Powinniśmy także krytycznie ocenić nasze własne zachowanie. W moim przekonaniu nie potrafiliśmy znaleźć najlepszej, najbardziej skutecznej drogi do ludzi. Pomimo tych wszystkich trudności jest rzeczą niezwykłą, że ludzie prowadzeni przez Ducha Świętego nadal przychodzą do kościołów, uczestniczą w liturgii, przyjmują sakramenty, spowiadają się. Niestety liczba osób biorących udział w życiu kościelnym jest u nas niewielka w porównaniu z innymi krajami prawosławnymi w Europie. Myślę, że podstawowym problemem ludzi wierzących w naszym kraju oraz ich pasterzy jest nie tyle przyciąganie nowych wiernych, co pogłębianie formacji tych, którzy są w Kościele.

GN/KAI: Ile dzieci jest chrzczonych w stosunku do całej populacji?

- Prawie każda rodzina chrzci swoje dzieci. Ale nie to jest kryterium decydujące o dalszym rozwoju duchowym człowieka, chociaż oczywiście ten sakrament jest fundamentem, na którym możemy dalej budować.

GN/KAI: Jaka część zawiera sakramentalny związek małżeński?

- Niestety bardzo nieliczni, a część z nich nie tyle z powodu świadomości wagi tego sakramentu, lecz ze względu na tradycje i piękny rytuał.

GN/KAI: Katecheza jest organizowana w szkołach?

- Są dwie możliwości, albo organizuje się katechezę w szkole, ale nie jest ona obowiązkowa, dotyczy to zarówno wiernych Kościoła prawosławnego, jak również muzułmanów; albo organizują ją parafie, jako tzw. szkółka niedzielna. To jednak zależy od liczby dzieci w danym miejscu. Niestety w wielu miejscowościach po prostu nie ma dzieci. Natomiast w przypadku szkoły rodzice mogą wybierać między nauką religii, albo etyką.

GN/KAI: Państwo opłaca katechetów?

- Formalnie tak, ale są to tak marne pieniądze, że w bogatszych diecezjach Kościół dopłaca do ich pensji. Jednak połowa diecezji nie może sobie na to pozwolić. Wówczas zwracamy się z apelem o pomoc do samorządów i często otrzymujemy od nich dopłaty dla katechetów.

GN/KAI: Czy można powiedzieć, że są w Bułgarii regiony odznaczające się większą religijnością, aniżeli pozostałe?

- Pasmo Starej Płaniny w naturalny sposób dzieli Bułgarię na część południową – zamożniejszą i północną – uboższą. Odbija się to także w życiu kościelnym. Na północy, chociaż tamten region ma także piękne tradycje religijne, dzisiaj nie są one kultywowane. Jest to także pochodna sytuacji w tym regionie, najmocniej dotkniętej kryzysem ekonomicznym i demograficznym. Przykładem może być wioska Arczar, gdzie kościół może pomieścić 3 tys. wiernych, a przychodzi na nabożeństwa zaledwie garstka wiernych. Najbardziej religijną i zachowującą tradycję częścią bułgarskiego prawosławia są Macedończycy mieszkający na południu kraju. Religijne są także stare miasta trackie: Płowdiw i Stara Zagora.

GN/KAI: A jak jest w Sofii?

- Tutaj mieszka spora część populacji kraju (1,6 mln), a więc nietrudno w niedzielę wypełnić wiernymi ok. 140 kościołów prawosławnych. Jednocześnie zauważamy, że często Bułgarzy pracujący na Zachodzie stają się bardziej religijni, aniżeli ci w kraju. To jest po części związane z nostalgią za krajem i odkryciem, że wiara prawosławna jest ważną częścią narodowej tożsamości Bułgarów.

GN/KAI: Ilu obecnie jest kleryków w prawosławnych seminariach?

- Są dwa seminaria – w Płowdiwie i w Sofii. W sofijskim seminarium kształci się obecnie ok. 300 kleryków, a w płowdiwskim 180. Po ich ukończeniu (mają status niższych seminariów duchownych), klerycy kształcą się dalej na Wydziale Teologicznym w Sofii.

GN/KAI: Kim są klerycy?

- Najczęściej są to synowie duchownych prawosławnych. Kandydaci do kapłaństwa kształcą się jednak nie tylko w seminariach duchowych, ale także we wspólnotach klasztorach i w tym przypadku wiele zależy od osobowości przełożonego takiej wspólnoty.

GN/KAI: Jaka była droga Księdza Biskupa do kapłaństwa?

- Moja droga była nietypowa. Pochodzę z rodziny, w której osobą najbardziej wierzącą była babcia i ona mnie ukształtowała pod względem religijnym. Po szkole średniej ukończyłem Akademię Teatralną w Sofii. W 2002 r. brałem udział na kursach dla absolwentów Akademii Teatralnych, organizowanych w Warszawie. Poznałem wtedy rektora uczelni, Jana Englerta, którego bardzo mile wspominam, gdyż miał duży sentyment do Bułgarii, gdzie kręcił jeden ze swoich filmów. Później jako aktor pracowałem w jednym z prywatnych zespołów w stolicy. Kiedy zaczynaliśmy odnosić sukcesy, zdecydowałem się wybrać drogę powołania duchownego. W 2006 r. poszedłem do diwotinskiego klasztoru Świętej Trójcy niedaleko Sofii i przez trzy lata byłem tam nowicjuszem. Marzyłem wówczas, aby zostać pasterzem i cieszyłem się z tego, że mogę to połączyć z życiem monastycznym. Później jednak musiałem pójść dalej, realizując misję podążania za Chrystusem. I ciągle jestem w drodze starając się być z ludźmi. Mam jednak świadomość, że współczesnemu chrześcijaninowi nie jest łatwo utrzymywać kontakt z Bogiem.

GN/KAI: Jak wyglądają relacje z państwem?

Nie można jednoznacznie na to odpowiedzieć. Zewnętrznie wszystko wygląda dobrze, ale problem polega m.in. na tym, że w odróżnieniu np. od Polski, w Bułgarii nie ma wielu polityków, którzy deklarują się jako osoby wierzące. Chociaż czasami głos Kościoła jest przez polityków zauważony, jak było w przypadku Konwencji Stambulskiej, przeciwko przyjęciu której Kościół prawosławny zdecydowanie protestował. Paradoksalnie w tej sprawie mieliśmy wsparcie nawet ze strony socjalistów, a w więc partii postkomunistycznej.

GN/KAI: Nowa ustawa wyznaniowa zakazująca m.in. wspólnotom religijnym otrzymywania wsparcia ze źródeł zagranicznych w jakimś sensie preferuje Kościół prawosławny.

- Nie byliśmy inicjatorem tej ustawy i prosiliśmy, aby tej sprawy nie ruszać. To jest materia bardzo delikatna, o której większość polityków nie ma żadnego pojęcia. Jeśli chodzi o dotacje ze strony państwa, które przewiduje ta ustawa, można to było załatwić inaczej, przez nowelizację ustawy budżetowej, bez potrzeby pisania nowego prawa wyznaniowego. Wyjaśniano nam, że ustawę przyjęto m.in. ze względu na bezpieczeństwo narodowe. Chodziło o ograniczenie dofinansowania wspólnot muzułmańskich ze strony zagranicznych podmiotów.

GN/KAI: Jakie jest stanowisko Bułgarskiego Kościoła Prawosławnego wobec uchodźców?

- Gdy wybuchł kryzys w 2015 r. przeważała opinia, że ludziom tym trzeba pomagać, gdyż uciekają przed wojną. Ponieważ Bułgaria jest krajem granicznym ze światem islamu, powstał jednak wielki problem. Nas jest 7 milionów, a w Turcji za naszymi granicami było 4 mln. uchodźców. Proszę sobie wyobrazić konsekwencje, gdyby chociażby połowa z tej liczby przyjechała do nas i tutaj została. Kryzys migracyjny pokazał, że można używać ludzi jako środek nacisku i zastraszenia innych społeczeństw i nie ma wątpliwości, że ktoś tym procesem kieruje. Ci uchodźcy, którzy się u nas zatrzymali w 2015 r. szybko później wyjechali, przeważnie do Niemiec, Szwecji, Holandii. To pokazuje, że nie chodziło im jedynie o znalezienie bezpiecznego terytorium, bo to mieli u nas zapewnione, ale poprawę własnego statusu materialnego. Według nas, ci ludzie najlepiej się czują u siebie w domu i w ten sposób należy im pomagać – na miejscu. Dlatego najlepszym rozwiązaniem jest zakończyć wojnę i odbudować Syrię, aby uchodźcy mogli wrócić do swych domów.

GN/KAI: Jakie są wspólne cywilizacyjne wyzwania stojące przed Kościołem katolickim i prawosławnym w Bułgarii ?

- Jesteśmy wszyscy w Unii Europejskiej i jesteśmy zobowiązani wyznawać wspólne wartości. Jednak dla człowieka wierzącego, bez względu na to, czy jest katolikiem, czy prawosławnym, najważniejszym punktem odniesienia będzie Bóg. Niestety w Unii największe państwa i najważniejsi liderzy działają na rzecz sekularyzacji, czyli oddzielenia Boga od społeczeństwa. Możesz Boga wyznawać prywatnie, ale nie możesz tego robić publicznie, na przykład domagając się, aby twoja wiara wpływała na stanowione prawo. Tymczasem, jeśli Boga nie ma w prawie, wówczas człowiek ma ogromne problemy z realizacją norm moralnych, które są sprzeczne ze stanowionym prawem. Dla chrześcijanina punktem odniesienia powinien być Bóg. Jeśli tego nie ma, pojawiają się wątpliwości, które powinniśmy nazwać po imieniu. Tak było np. z Konwencją Stambulską. Idea była słuszna i pociągająca. Nikt nie jest przeciw poszanowaniu i chronieniu praw kobiet, ale przybrała formę zapisów o charakterze antyreligijnym. Jeśli jutro wyjdę na ulicę i powiem, że jestem przeciwny małżeństwom homoseksualnym i aborcji, która jest tolerowana i akceptowana w większości krajów unijnych, automatycznie w świetle zapisów tej konwencji staję religijnym radykałem. Jeśli więc będę przestrzegał praw, które są nam narzucane, stanę w sprzeczności z własnym sumieniem. Chrześcijaństwo zawsze było prześladowane, ale dzisiaj mamy do czynienia z wyjątkowo perfidnymi metodami działania naszych przeciwników. W związku z tym nieraz ciężko jest się im przeciwstawić, chociaż wiemy, że Bóg nie będzie nigdy zwyciężony i w tym jest nasza nadzieja. Polska jest inna niż wszystkie inne kraje unijne. Wspominam, jak byłem u was i w zwykły dzień weszliśmy do katedry w Warszawie. Odprawiano tam liturgię i cała świątynia była pełna ludzi. Tego na Zachodzie się już nie zobaczy. Dlatego się cieszę, że w Polsce więź ludzi z Bogiem jest nadal tak silna. To jest wielka wartość. Róbcie co tylko możliwe, aby to zachować i nie dajcie się zwieść rozmaitym ludzkim projektom.

Rozmawiali: Andrzej Grajewski, Alina Petrowa-Wasilewicz. Krzysztof Tomasik

2019-05-04 16:18

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

5 pytań do … Pana Szymona Szynkowskiego vel Sęka

2020-09-26 08:01

[ TEMATY ]

wywiad

5 pytań do...

Archiwum prywatne

Szymon Szynkowski

Szymon Szynkowski

5 pytań do … Pana Szymona Szynkowskiego vel Sęka – sekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, pełnomocnika rządu do spraw polskiego przewodnictwa w Grupie Wyszehradzkiej

Piotr Grzybowski:Panie Ministrze, zacznijmy od chyba najgorętszego dziś tematu: protestów społecznych po - w powszechnej ocenie uznanych za sfałszowane - wyborach prezydenckich na Białorusi. Czy dla naszych służb dyplomatycznych było to zaskoczeniem?

Szymon Szynkowski vel Sęk: Dla nas nie było to zaskoczenie. Wiedzieliśmy, że jest niestety duże prawdopodobieństwo, że wybory nie będą przeprowadzone w sposób przejrzysty i demokratyczny, i że napotka to na opór białoruskiego społeczeństwa. Natomiast – dla nas nie, ale dla niektórych naszych zachodnich partnerów z UE myślę, że skala i długotrwałość tych protestów była zaskoczeniem. Przecież wiadomo, że wcześniejsze wybory również budziły wątpliwości, choć skala fałszerstw nie była aż tak duża, jak w przypadku tych ostatnich, więc teraz zarówno skala manipulacji, jak i skala oporu wobec manipulacji jest bardzo duża. My przyglądamy się sytuacji na Białorusi od wielu lat, więc trudno, żebyśmy w tej kwestii byli czymś zaskoczeni.

PG: Czy w związku z tym MSZ ma wypracowane scenariusze, które Polska będzie realizować?

SSvS: Tak, oczywiście. My nie poruszamy się tylko w sferze ogólnych deklaracji politycznych, potępiających to, co wydarzyło się w trakcie wyborów na Białorusi, czy wspierających dialog ze społeczeństwem i domagających się tego dialogu i rezygnacji z użycia siły, czy represji. To byłoby zbyt mało. My proponujemy bardzo konkretny plan działań dla Białorusi, z konkretnym finansowaniem na poziomie na razie naszego planu krajowego - ok. 12 mln euro, czyli 50 mln zł. Natomiast będziemy też proponować wspólnie z Grupą Wyszehradzką, bo w tej chwili finalizowane są uzgodnienia w zakresie propozycji tzw. Planu Marshalla, czyli czegoś, co jest nazywane Planem Marshalla dla Białorusi, takiej wielopunktowej propozycji wsparcia, która mogłaby zostać zaoferowana w sytuacji, w której na Białorusi doszłoby do demokratycznych zmian. Mowa tutaj zarówno o liberalizacji wizowej, jak i ułatwieniach dla małych i średnich przedsiębiorstw i specjalnym funduszu wsparcia. To zostało już zaprezentowane przez Premiera Mateusza Morawieckiego szefowej Komisji Europejskiej i będzie prezentowane przez całą Grupę Wyszehradzką, której przewodzimy, na forum Rady Europejskiej w najbliższych dniach.

PG: Pytanie już do Pana jako pełnomocnika rządu do spraw polskiego przewodnictwa w Grupie Wyszehradzkiej: czy jest realne wypracowanie planu działania Grupy wobec sytuacji na Białorusi?

SSvS: Tak. Dzisiaj Grupa Wyszehradzka finalizuje prace nad tym bardzo konkretnym planem wsparcia ze strony UE dla Białorusi na poziomie gospodarczym. To jest jeden z elementów, który chcemy oferować Białorusi, ale – co ważne - w ramach współpracy Wyszehradzkiej, bo w ten sposób możemy łatwiej na poziom unijny przenieść naszą propozycję. Oczywiście na poziomie krajowym mamy 5-punktowy plan, który dzisiaj jest realizowany, zarówno w zakresie wsparcia NGO, jak i wspierania dostępności rynku pracy dla osób, które muszą wyjechać z Białorusi, chcą przyjechać do Polski. Propozycje na poziomie unijnym liberalizacji wizowej wynikają też z tego, że jest ok. 800 tys. wiz unijnych wydanych w ostatnich latach. 400 tys. tych wiz wydały polskie konsulaty, więc to Polska jest krajem, który najaktywniej wspiera Białoruś, także w zakresie wsparcia dla obywateli tego kraju, jak również możliwość ich przyjazdu do Unii Europejskiej, czy pracy w UE. Chcemy, żeby było to wsparcie systemowe, w które zaangażują się wszyscy nasi unijni partnerzy. Wokół tego udało się, co też jest sukcesem Polski, wybudować konsensus Grupy Wyszehradzkiej. Przecież wiemy, że mamy w Grupie Wyszehradzkiej przyjaciół, partnerów, ale bywają także różnice zdań. W tej sprawie nie ma różnicy zdań. Grupa Wyszehradzka będzie prezentowała to wsparcie za tydzień, na forum Rady UE.

PG: Końcem lipca powołano nową inicjatywę - Trójkąt Lubelski. W jakim celu?

SSvS: Jak się okazało, Trójkąt Lubelski powołany w drugiej połowie lipca, swoją zasadność funkcjonowania dowiódł już w pierwszych tygodniach, bo chwilę później rozpoczął się kryzys na Białorusi, związany właśnie z niedemokratycznymi wyborami i w tym formacie są również prowadzone dyskusje. Litwa, Polska i Ukraina to kraje sąsiedzkie Białorusi, w których interesie leży stabilność sytuacji w tym kraju. Litwa i Polska dyskutują o wyzwaniach w różnych innych formatach, np. „Bukaresztańskiej 9” w kontekście bezpieczeństwa, w ramach współpracy Polski z krajami bałtyckimi. Ukraina była z tych dyskusji do tej pory wyłączona, bo w tych formatach nie uczestniczy. W związku z tym uznaliśmy, że trzeba stworzyć format sąsiedzki, który będzie właśnie miejscem do włączania również Ukrainy w dyskusję na tematy bieżące. Takim najbardziej bieżącym tematem, siłą rzeczy niestety dla Trójkąta Lubelskiego oczywistym jest sytuacja na Białorusi, ale też szerzej dyskusje o polityce bezpieczeństwa w regionie, w gronie krajów, które mają podobne spojrzenie na zagrożenia, które płyną ze wschodu. Dzisiaj Trójkąt, który koordynuje pan wiceminister Marcin Przydacz jest doskonałym formatem do tego, żeby koordynować też działania z ważnym państwem nieunijnym, czyli Ukrainą.

PG: Wrócił Pan minister kilka dni temu z Wilna, gdzie podpisane zostało Strategiczne Partnerstwo Polsko-Litewskie. Czy to początek Unii Lubelskiej 2.0?

SSvS: Nie, choć nawiązań historycznych podczas tego spotkania było całkiem sporo, począwszy od tego, że na początku swojego wystąpienia Pan Premier Skvernelis wskazał, że to pierwsze takie spotkanie od 230 lat. Po drugie, w wystąpieniach premierów obecne były nawiązania do wspólnych tegorocznych obchodów rocznicy Bitwy pod Grunwaldem i planowanych przyszłorocznych obchodów Konstytucji 3 maja, jak to się mówi zaręczenia wzajemnego obu narodów. To będzie też taka historyczna okazja do podkreślania tego, co nas łączy. Natomiast to jest tylko fundament do budowania dzisiaj naszej bardzo bliskiej współpracy, która już ma swój dorobek. Współpracujemy znowu w wielu formatach międzynarodowych ważnych UE, NATO, ale także regionalnych: Trójmorze, współpraca Bałtycka, czy choćby ten najnowszy wspomniany wcześniej Trójkąt Lubelski. To jest oczywiście tylko narzędzie do osiągania konkretnych celów. Te cele dzisiaj Litwa i Polska potrafią definiować: to jest wspólne wspieranie Białorusi. Litwa też tu jest bardzo aktywnym aktorem, przypomnę, że przed chwilą Minister Spraw Zagranicznych Litwy Pan Linkieviczus był w Waszyngtonie, rozmawiał o tych sprawach, więc koordynujemy tutaj działania wspólne. Na forum Rady Europejskiej także Polska i Litwa mówią w tych sprawach wspólnym, bardzo mocnym głosem, ale też w ogóle koordynujemy współpracę gospodarczą.
Konsultacje międzyrządowe, co bardzo jest ważne, żeby podkreślić miały swój bardzo konkretny wymiar: podpisano dwie umowy z zakresu współpracy przy rozbudowie infrastruktury transportowej, kolejowej, podpisano deklarację o współpracy strategicznej przez Premierów, podpisano bardzo ważny harmonogram wdrażania zmian oświatowych, które sprawią, że Polacy mieszkający na Litwie będą mieli zwiększoną dostępność do nauczania języka polskiego, co jest problemem od lat niezałatwionym. Tutaj jest duża szansa na postęp. Wreszcie jest TVP Wilno i przy okazji już nie samych konsultacji, ale też w związku z wizytą w Wilnie Pana Premiera, mieliśmy okazję podpisać list intencyjny, który po roku funkcjonowania z dużymi sukcesami TVP Wilno da w przyszłości tej telewizji nową siedzibę, w Domu Polskim w Wilnie, rozbudowanym ze środków MSZ. Wejdzie tam telewizja, młody zespół dziennikarzy z Wileńszczyzny, który już dzisiaj mówi ciekawie o życiu na Wileńszczyźnie, ale też mówi dobrze o Polsce, o polskiej historii, kulturze, tradycji. Jak Pan widzi w czasie tej bardzo intensywnej wizyty wiele spraw zostało nie tylko poruszonych ale i załatwionych. Naprawdę byłem pod wrażeniem, jak skuteczna może być dyplomacja w kontekście konsultacji międzyrządowych. Pod wodzą Premiera kilkunastu ministrów, każdy z konkretną agendą spraw, które chce załatwić, jedzie tam, sprawy mają postęp i wracamy z konkretnym dorobkiem. To w dyplomacji nie jest reguła, bo czasami kończy się na jakiś ogólnych dyskusjach, tu zaś mamy solidny konkret.

CZYTAJ DALEJ

Lekarze o Komunii św. na rękę

Z medycznego i higienicznego punktu widzenia, Komunia św. rozdawana do ust jest bezpieczniejsza niż ta udzielana w czasie pandemii na rękę.

To zdanie 21 austriackich lekarzy, którzy wystosowali swój apel do biskupów tego kraju, prosząc o przywrócenie tradycyjnej formy przyjęcia Ciała Chrystusa.

„Z punktu widzenia higieny absolutnie niezrozumiałe jest dla nas, dlaczego w Austrii zakazano rozdawania Komunii św. do ust. Uważamy, że ta forma udzielania Komunii św. jest bezpieczniejsza niż podawanie Jej na rękę” – twierdzą lekarze, którzy wystosowali specjalny list otwarty do Konferencji Episkopatu w Austrii. Do niedawna Komunia św. w tym kraju była rozdawana wiernym jedynie do ręki. Po fali protestów katolików i lekarzy biskupi wydali zgodę na udzielanie Komunii św. także w formie tradycyjnej tj. do ust.

Lekarze w swoim apelu do biskupów podkreślają, że nie ma wystarczających przesłanek medycznych i higienicznych do utrzymywania tego stanu. Co więcej, twierdzą, że to udzielanie Komunii św. do ust jest bezpieczniejsze. W apelu podkreślono również opinię prezesa Stowarzyszenia Lekarzy Katolickich we Włoszech. Profesor Filippo Maria Boscia – uznany autorytet w świecie medycyny także jest zdania, że pod względem higieny, o wiele bezpieczniejsza jest forma tradycyjna, tj. udzielanie Komunii św. do ust.

Komunikat wystosowany przez austriackich lekarzy odnosi się do sytuacji nie tylko w Austrii, ale również m.in. we Włoszech. Tam bowiem biskupi postanowili zobowiązać księży sprawujących obrzędy religijne do udzielania Komunii św. jedynie na rękę.

W apelu wskazano również, że księża sprawujący Mszę św. trydencką, zawsze rozdają ją do ust i potrafią udzielać sakramentu nie mając kontaktu z ustami wiernego. Dodają, że nawet gdyby do tego doszło, kapłan w poczuciu odpowiedzialności za innych, może przerwać udzielanie Komunii św.– czytamy na portalu LifeSiteNews.com .

CZYTAJ DALEJ

Watykan: Papież rozmawiał o sytuacji na Kaukazie ze zwierzchnikiem Ormian

2020-09-27 20:57

Copyright: Vatican Media

W dniu wybuchu walk między siłami Armenii i Azerbejdżanu o Górski Karabach papież Franciszek przyjął zwierzchnika Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego Karekina II. Niedzielna audiencja, planowana od dawna, nabrała dramatycznego znaczenia - mówią komentatorzy.

O porannej audiencji poinformowało watykańskie biuro prasowe, nie podając szczegółów.

Następnie w południe, w czasie spotkania z wiernymi na modlitwie Anioł Pański, papież wystosował ogólny apel o pokój na Kaukazie, nie wymieniając z nazwy stron konfliktu. Wezwał je do dialogu i negocjacji oraz zapewnił o swej modlitwie za ten region.

Watykaniści podkreślają, że spotkanie papieża ze zwierzchnikiem Kościoła Ormiańskiego miało nadzwyczajny przebieg ze względu na wiadomości napływające z Armenii i Azerbejdżanu, które były tematem ich rozmowy.

Karekin II według mediów poprosił Watykan o pomoc i opisał sytuację w regionie.

W wywiadzie dla dziennika "Il Messaggero" powiedział, że papież wyraził ból z powodu tego, co dzieje się na pograniczu obu krajów. Jak dodał, powiedział Franciszkowi, że to Turcja wspiera Azerbejdżan, by "wywołał wojnę".

"Celem jest umocnienie pozycji militarnej Turcji w regionie" - dodał duchowny. Podkreślił też: "Boimy się".

W niedzielę doszło do walk między siłami Azerbejdżanu i Armenii. Oba kraje oskarżają się nawzajem o eskalowanie sytuacji. (PAP)

sw/ akl/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję