Reklama

130 lat temu przyszły papież wytyczył nową drogę na szczyt Alp

2019-08-05 18:01

mk (KAI/La Stampa) / Mediolan

wikipedia.org

130 lat temu Achille Ratti, przyszły papież Pius XI, razem z kolegą prof. Luigi Grassellim i dwoma przewodnikami Giuseppe Gadinem i Alessio Promentem, jako pierwsza z włoskich wypraw, zdobyli jeden z najwyższych szczytów w Alpach, Monte Rosa (4534 m n.p.m.), wchodząc ścianą wschodnią.

Podążali szlakiem wiodącym przez szczyt Zumstein 4552 m n.p.m. "Nie można zrobić kroku w jakimkolwiek kierunku. Temu, kto usiadł nogi zwisają w próżnię. Dotkliwe zimno. Pamiętam, że kawa była zupełnie zamarznięta, wino i jajka również nie nadawały się ani do picia, ani do jedzenia" - tak opisywał przyszły papież biwak na wysokości 4000 m. W 1890 r. wraz z Gadinem, wytyczył on także drogę wiodącą w dół z Mont Blanc do Courmayeur, zwaną obecnie "papieskim szlakiem", i tym samym zapewnił sobie znaczące miejsce w historii alpinizmu.

Wybrany papieżem w 1922 r. Achille Ratti nie opuścił już Watykanu i nie wrócił w Alpy, które przemierzał wzdłuż i wszerz w latach 1885-1913. Po audiencji, na którą Pius XI zaprosił włoskich przewodników górskich, Zumstein nazwano "Wzgórzem Papieża".

Reklama

W Alpach znajduje się wiele tablic upamiętniających jego górskie eskapady.

Tagi:
Pius XI

Reklama

Odsłonięcie pomnika papieża Piusa XI

2019-06-06 12:52

mp / Warszawa (KAI)

6 czerwca 2019 r. na terenie Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie, odsłonięty został pomnik Achillesa Rattiego oraz poświęcona została mozaika, wotum z okazji setnej rocznicy przywrócenia stosunków dyplomatycznych między Polską a Stolicą Apostolską. Ceremonii odsłonięcia przewodniczył abp Edgar Peña Parra, substytut ds. ogólnych w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej, a dokonał tego wraz z Marszałkiem Senatu RP Stanisławem Karczewskim. Przybyli przedstawiciele Konferencji Episkopatu Polski m. in. kard. Kazimierz Nycz, Prymas Polski abp Wojciech Polak, abp Sławoj Leszek Głódź, bp Józef Guzdek oraz sekretarz generalny bp Artur Miziński, przedstawiciele Prezydenta RP oraz rządu jak również członkowie Korpusu Dyplomatycznego.

episkopat.pl

Dokładnie 100 lat temu, 6 czerwca 1919 r. prałat Achilles Ratti został mianowany przez papieża Benedykta XV pierwszym Nuncjuszem Apostolskim w odrodzonej Polsce, a 28 października przyjął święcenia biskupie w archikatedrze warszawskiej z rąk abp. Aleksandra Kakowskiego. Wcześniej, od 1918 r. był on wizytatorem apostolskim w Polsce.

Zgromadzonych powitał abp. Salvatore Pennacchio, nuncjusz apostolski w Polsce oraz poprosił delegata Stolicy Apostolskiej o przewodniczenie ceremonii odsłonięcia pomnika Piusa XI. Aktu odsłonięcia monumentu, ustawionego przed gmachem nuncjatury, po odmówieniu krótkiej modlitwy, dokonali, abp Edgar Peña Parra wraz z marszałkiem Senatu Stanisławem Karczewskim. Przedstawia on postać kard. Achillesa Rattiego w postawie stojącej w sutannie przepasanej stułą i płaszczu, z krzyżem na piersi oraz kapeluszem kardynalskim w ręku. Na cokole widnieje napis: „Na pamiątkę setnej rocznicy nominacji ks. Achillesa Rattiego, późniejszego papieża Piusa XI, na pierwszego Nuncjusza Apostolskiego w Warszawie po przywróceniu relacji miedzy Polską a Stolicą Apostolską.”

Abp Edgar Peña Parra podkreślił, że „sto lat temu, tego właśnie dnia, ówczesny delegat apostolski prałat Achilles Ratti, został mianowany Nuncjuszem Apostolskim dla tej błogosławionej ziemi. (...) A w krótkim czasie zyskał uznanie władz cywilnych i kościelnych”. Dodał, iż „decyzja papieża Benedykta XV, by mianować ks. prał. Rattiego już w kwietniu 1918 r. wizytatorem apostolskim w Polsce, a następnie, 6 czerwca 1919 r. Nuncjuszem Apostolskim w Warszawie była opatrznościowa, gdyż w ten sposób „mógł on poznać z bliska dramatyczny horyzont Europy Wschodniej, wciąż zdewastowanej przez pierwszą wojnę światową. Mógł także poczuć wielkie pragnienie wolności i zaangażowanie narodu polskiego, oparte na miłości do ojczyzny i wartościach duchowych przekazywanych z pokolenia na pokolenie wraz z chrześcijańską tradycją religijną”. Jego działalność jako nuncjusza określił mianem „uważnego obserwatora”, „gorliwego mediatora” i „przyjaznego towarzysza Kościoła w Polsce i całego narodu”.

Podzielił się też nadzieją, że „w setną rocznicę przywrócenia relacji dyplomatycznych między Stolicą Apostolską i Polską, przykład Achillesa Rattiego będzie inspiracją dla obecnych i przyszłych relacji Polski i Stolicy Apostolskiej, ażeby zawsze łączyła nas trwała przyjaźń, zaangażowana w promowanie dobra wspólnego i w przekazywanie przyszłym pokoleniom wiary, miłości i nadziei”.

Marszałek Senatu Stanisław Karczewski, przemawiając w imieniu polskich władz, przypomniał, że abp Ratti odcisnął „niezatartą pieczęć na naszej pamięci”. Był bowiem człowiekiem odważnym, co zaświadczył w sierpniu 1920 r., kiedy jako nuncjusz, przedstawiciel Stolicy Apostolskiej pozostał w Warszawie, gdy zbliżały się hordy bolszewickie Lenina i Trockiego a wszyscy byli przekonani, że wejdą do stolicy w najbliższych dniach. Marszałek Karczewski podkreślił, że „nuncjusz Ratti rozumiał i znał swój obowiązek duszpasterski wobec wiernych, wobec Kościoła powszechnego oraz Polaków powierzonych jego opiece duszpasterskiej. A więc kiedy inni dyplomaci wyjechali, nuncjusz pozostał. Pozostał, chociaż jego głęboka formacja historyczna pozwalała mu wyobrażać sobie, co może się zdarzyć”. „W sensie duchowym stanął po tej samej stronie co Polacy, przyjął ryzyko osobiste z tym związane i dał przykład, umacniając moralność” - dodał.

Skonstatował, że kard. Ratti „po wyborze na papieża zderzył się z tymi sami wrogami cywilizacji ludzkiej, których musiał zwalczać w Polsce (...) co stało się natchnieniem do ogłoszenia przezeń dwóch encyklik przeciw bezbożnym ówczesnym totalitaryzmom: nazizmowi i komunizmowi.

„Arcybiskup Achille Ratti swoim życiem, swymi działaniami i swoim nauczaniem apostolskim, które przekazywał światu jako głowa Kościoła powszechnego, przysłużył się dobrze Rzeczypospolitej Polskiej” – zakończył.

Drugim elementem dzisiejszych uroczystości było poświęcenie w kaplicy nuncjatury mozaiki, zatytułowanej: „Ukrzyżowanie i chwała świętych”, będącej wotum z okazji setnej rocznicy przywrócenia stosunków dyplomatycznych między Polską a Stolicą Apostolską. W absydzie mozaika prezentuje Jezusa na krzyżu a pod nim Maryję i św. Jana. Po lewej stronie widnieją patroni Polski: św. Wojciech, św. Stanisław Biskup, św. Andrzej Bobola i św. Stanisław Kostka, a po prawej św. Faustyna Kowalska, św. Brat Albert Chmielowski, św. Jan Paweł II, św. Maksymilian Kolbe i bł. ks. Jerzy Popiełuszko. Jej poświęcenia dokonał gość z Watykanu.

„W mozaice tej objawia się communio sanctorum, gdyż obok Maryi, widzimy tu świętych wyznawców i męczenników, którzy urodzili się na polskiej ziemi i uczynili ją owocną swoją krwią i dziełami na chwałę Boga i miłości do ludzi” - wyjaśnił abp Peña Parra dodając, że „wskazuje ona również na najgłębszy sens służby dyplomatycznej przedstawicieli Stolicy Apostolskiej w kraju chrześcijańskim: dawać świadectwo o Chrystusie z zaangażowaniem i świętością”.

Następnie przekazał nuncjuszowi abp. Pennacchio kielich mszalny jako dar Ojca Świętego Franciszka, podkreślając, że papież ofiarowuje go jako znak bliskości z Kościołem w Polsce. Dodał, że kiedy nuncjusz apostolski w Warszawie będzie w nim sprawował codzienną Eucharystię, to zanosić będzie w niej intencje wszystkich polskich biskupów.

Jako ostatni głos zabrał inż. Agostino Gavazzi, przewodniczący Fundacji Dom Rodzinny i Centrum Studiów Piusa XI w jego rodzinnym Desio w Lombardii. Wyjaśnił, że zadaniem fundacji jest nie tylko zbieranie pamiątek po Piusie XI, który „zawsze uważał się za biskupa polskiego”, gdyż święcenia biskupie przyjął w Polsce, ale również promowanie wiedzy i pogłębianie analizy myśli i twórczości Achillesa Rattiego. Przypomniał, że 21 maja 1983 r. Dom Rodzinny Piusa XI odwiedził Jan Paweł II, otrzymując pieczęć używana przez Rattiego, kiedy był Nuncjuszem Apostolskim w Polsce.

Autorem pomnika jest włoski artysta Armado Benato.

Mozaikę wykonał artysta Mirosław Grzelak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak reżyseruje się „marsze równości”

2019-08-13 12:55

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 33/2019, str. 38-39

W Polsce marsze środowisk LGBT nazywane są „marszami równości”. Na całym świecie te same parady znane są jako „Gay Prides”, co wskazuje na ich zasadniczy cel – ukazanie dumy z bycia homoseksualistami.
W Polsce próbuje się przedstawić „marsze równości” jako spontaniczne inicjatywy ludzi, którzy twierdzą, że są dyskryminowani i walczą o należne im prawa. Ale, oczywiście, tak nie jest. Na całym świecie wszystkie „Gay Prides” mają podobną scenografię i tę samą „reżyserię”, co wskazuje na to, że służą one tym samym celom wyznaczonym przez ideologów LGBT.
O próbę przeanalizowania tego zjawiska poprosiłem prof. Tommasa Scandroglia – dawnego wykładowcę Uniwersytetu Europejskiego w Rzymie.

vitaumanainternazionale.org
Prof. Tommaso Scandroglio

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Badał Pan Profesor zjawisko parad homoseksualnych, zwanych „Gay Pride”. Co je charakteryzuje?

PROF. TOMMASO SCANDROGLIO: – Wszystkie „Gay Prides”, parady dumy gejowskiej, mają pewne wspólne cechy, które starałem się przeanalizować. Przede wszystkim cechuje je duch protestu. Parady te mają w sobie coś z ducha demonstracji 1968 r. (rewolucja studencka), które w roszczeniach dla pewnych grup społecznych (robotników, studentów, kobiet) nie proponowały postaw obronnych, ochrony danej kategorii, ale uciekały się do atakowania tych, których przedstawiano jako wrogów: pracodawców/kapitalistów przeciwstawiano robotnikom, nauczycieli/rodziców – uczniom, mężczyzn/rodziny/dzieci – kobietom. W analogiczny sposób w „Gay Prides” maszeruje się nie na rzecz osób homoseksualnych, ale zawsze przeciwko komuś. Przede wszystkim przeciwko Kościołowi, przeciwko tym, którzy twierdzą, że akty homoseksuale są nieuporządkowane, przeciwko partiom prawicowym, przeciwko ludziom o tradycyjnych poglądach itd. Krótko mówiąc – charakterystyczną cechą tych parad jest duch antagonistyczny, który zaprzecza hasłom o niedyskryminacji, integracji, otwartości na to, co różne, wykrzykiwanym podczas tych samych manifestacji. Innymi słowy – środowiska homoseksualne domagają się dialogu, otwarcia, bycia przyjaznymi, ale same przyjmują całkowicie odwrotną postawę: postawę wrogości, wojowniczości, niezdolność do dialogu.

– Dlaczego znaczna część uczestników tych parad manifestuje półnaga?

– To prawda, że „Gay Prides” to parada półnagich ciał (kostium kąpielowy jest najbardziej popularny), a to z kilku ważnych powodów. Pierwszy – to prowokacja. Zgodnie z agresywnym, wojowniczym duchem, o którym wspomniałem, konieczne jest sprowokowanie „wroga”, zmuszenie go do niekontrolowanej reakcji, by następnie oskarżać go o bigoterię, niewrażliwość i homofobię. Drugi powód – to krytyka. Nagość jest wykorzystywana jako obraza stereotypów, normalności, naturalności relacji. Kryje się za tym rewolucyjne przesłanie: obalić porządek ustanowiony przez Boga, który chciał, by mężczyzna czuł pociąg do kobiety i vice versa, a w szczególności obalić znaczenie czystości i wstydliwości, postrzeganych już nie jako cnoty, ale tabu, które trzeba przełamać, wrogie indywidualnej wolności i pełnemu wyrażaniu siebie. Trzeci powód to transgresja. Półnagie ciało osoby homoseksualnej jest wyrazem pragnienia przekroczenia wszystkich ograniczeń w sferze seksualnej. Pierwszym takim ograniczeniem jest, oczywiście, heteroseksualizm – rozpusta jest rozumiana jako wyzwalająca siła własnych popędów. Czwarty powód to przeciwstawienie „fizyczności” „wewnętrzności” – nagość świadczy o tym, że związek homoseksualny często koncentruje się na erosie, a wymiar afektywny (który jest również chaotyczny, ponieważ pochodzi z orientacji homoseksualnej, która jest nieuporządkowana, jak naucza katechizm), to aspekt drugorzędny. To właśnie fizyczność jest często źródłem stosunków homoseksualnych. Innym powodem jest narcyzm ich uczestników, dla których parada może być sceną do popisu w nadziei, że zostaną zauważeni i docenieni.

– Parady te organizowane są wszędzie i na szeroką skalę, nawet w krajach i miejscach, w których osób o skłonnościach homoseksualnych jest bardzo mało – tak jakby ktoś chciał „narzucić” społeczeństwu temat homoseksualizmu, aby przyzwyczajać ludzi do tego zjawiska...

– To prawda, ponieważ jednym z celów tych parad jest przyczynienie się do uznania zjawiska homoseksualizmu i transseksualizmu za normalne w świadomości zbiorowej, do pozbawienia zwykłych ludzi wrodzonego impulsu krytycznego. Rozpowszechnienie parad na całym świecie sprawiło, że stały się one zjawiskiem obyczajowym, już nawet nie tak nieprzyzwoitym, co w oczywisty sposób pomogło w podejmowaniu wielu innych działań mających na celu „normalizację” homoseksualizmu. Historycznie „Gay Prides” były pierwszą publiczną inicjatywą, która miała na celu akceptację homoseksualizmu w społeczeństwie.

– W Polsce, podobnie jak w innych krajach, „marszom równości” towarzyszą bluźniercze gesty. Dlaczego tak się dzieje?

– Jednym z ich wyróżników jest bluźnierczy charakter i bezczeszczenie Kościoła oraz ducha religijnego. Wspomniałem wcześniej o antagonistycznym wymiarze parad, a pierwszym wrogiem, którego należy zniszczyć, jest Kościół. Dlatego jest w nich tak wiele wulgarności, obelg i bluźnierczych przedstawień przeciwko Bogu, Matce Bożej i świętym. W tych gestach pełnych przemocy nie chodzi tylko o zamiar bezczeszczenia, modny od 1968 r. aż do chwili obecnej, ale jest to przejaw prawdziwej nienawiści do „sacrum”, tak jakby Kościół i święci byli wyrzutem sumienia dla sumienia tych ludzi.

– W większości krajów istnieją prawa uznające bluźnierstwo i oczernianie religii za przestępstwa, które podlegają karze. Dlaczego nikt nie karze homoseksualistów, którzy dopuszczają się takich przestępstw, podczas gdy ludzie przeciwni „marszom równości” są piętnowani lub wprost prześladowani?

– Z jednej strony – ludzie, którzy ośmielają się krytykować bluźniercze gesty i słowa uczestników „Gay Prides”, uważani są za homofobicznych, nieliberalnych, dyskryminujących, średniowiecznych, ponieważ rzekomo cenzurują wolność wypowiedzi. A z drugiej – ludzie, którzy obrażają uczucia religijne całego ludu, korzystają tylko z prawa do wolności słowa! Tak więc są dwie miary oceny: jeśli gej obraża Madonnę, to ta obraza jest wyrazem wolności słowa, a jeśli wierzący krytykuje homoseksualistę, który obraża Maryję, to zasługuje na pójście do więzienia za zniesławienie. Jest to skutek masowej kampanii kulturowej, która zmieniła zbiorowe postrzeganie zjawiska homoseksualizmu i sprawiła, że zwykli ludzie wierzą – z jednej strony – że działacze gejowscy są zawsze ofiarami, które należy bronić, a z drugiej – że katolik jest zawsze „katem” i dlatego zasługuje na pozbawienie wolności słowa, by nie mógł dyskryminować. Ta nierówność traktowania, a raczej otwarta dyskryminacja ludzi wierzących, wywiera w konsekwencji wpływ również na sędziów, którzy w tych sprawach przychylają się do dominujących, mainstreamowych opinii.

– Na stronie homoseksualistów „Gayly Planet” można przeczytać: „Nawet jeśli parady są przezabawne, a ty tańczysz aż do wyczerpania, pozostają demonstracjami politycznymi, by walczyć o równość i prawa społeczności LGBTQ”. Czy „Gay Prides” są formą walki politycznej?

– Według ideologów „tęczowych parad”, prawdziwy gej musi być aktywny politycznie. Homoseksualizm nie może pozostać w sferze prywatnej, ale musi stać się instancją polityczną, musi mieć wymiar publiczny, a zatem musi zostać przekształcony w walkę o swobody obywatelskie, prawa, finansowanie publiczne itp.

– Jeśli za paradami LGBT kryje się konkretna ideologia, to każdy ma prawo je krytykować, tak jak istnieje prawo do krytyki każdej partii czy ideologii...

– Krytyka, kontestacja, dezaprobata zawsze były bronią ruchu LGBT.

– Światowe lobby LGBT od dawna chce zmusić Kościół do zmiany nauki o zachowaniach homoseksualnych. Jakich metod używa, aby to osiągnąć?

– Wśród wielu strategii możemy wskazać trzy. Pierwsza to szantaż. W Kościele, jak przyznał sam Papież, działają lobby homoseksualne i są one bardzo wpływowe. Szantaż jest narzędziem do załatwiania wielu spraw. Jeśli jakiś biskup, rektor seminarium, przewodniczący jakiegoś papieskiego organizmu ma „plamy na życiorysie”, to stają się one walutą wymiany: gejowskie lobby obiecuje, że nie ujawni nic z tego, co wie o życiu biskupa, rektora czy księdza, w zamian za bycie przyjaznym gejom – „gay friendly”. Druga strategia: to przekonanie ludzi, że większość księży jest homoseksualistami. Jest to strategia promowana również przez socjologa i działacza gejowskiego Frédérica Martela w książce „Sodoma”. Twierdzi on, że skoro homoseksualizm jest tak rozpowszechniony w Kościele, to należy go „znormalizować”, uznać za naturalny wariant orientacji seksualnej. I trzecia strategia, również obecna w tekście Martela: ukazywanie homofobów (to neologizm zrodzony z teorii płci, który ma oznaczać ludzi źle nastawionych do homoseksualizmu) jako utajonych homoseksualistów. Tak więc ci, którzy krytykują homoseksualizm, są homoseksualistami, nawet jeśli o tym nie wiedzą. To sztuczka polegająca na tym, że z jednej strony zmusza się kogoś do milczenia, aby uniknąć podejrzeń o homoseksualizm, a z drugiej, na poziomie medialnym, ukazuje się środowsko konserwatywne jako garstkę bigoteryjnych hipokrytów.

* * *

Polska jest na półmetku zaplanowanej na ten rok kampanii środowisk LGBT+.

Od kwietnia do października br. w 23 polskich miastach organizowane są parady i tzw. marsze równości. Pierwsze miały już miejsce, a w sierpniu „marsze równości” przejdą ulicami: Płocka, Gorzowa Wielkopolskiego, Katowic, Szczecina, Torunia, Kalisza, Wrocławia i Lublina.

W ubiegłym roku odbyło się w Polsce 14 tęczowych parad, a w bieżącym jest ich o 40 proc. więcej. Charakterystyczne jest, że organizowane są one nie tylko w dużych aglomeracjach, ale coraz częściej w małych, odległych od centrum, ośrodkach, gdzie społeczność LGBT jest znikoma i nigdy przedtem publicznie się nie prezentowała.

(KAI)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Gorzów: Montaż hełmu na katedrze

2019-08-21 22:16

Agata Zawadzka

Wiele osób od chwili pożaru w lipcu 2017 roku obserwuje prace remontowe w gorzowskiej Katedrze. Do tej pory większość napraw dotyczyła wnętrza budynku.

Agata Zawadzka
Rozpoczęto montowanie hełmu na wieży katedralnej

Kilka tygodni temu na wieżę katedralna zaczęto wciągać drewniane bele, aby 19 sierpnia przejść do montażu konstrukcji hełmu. Na razie jest to drewniany, ośmioelementowy szkielet, który w najbliższym czasie zostanie obity deskami i pokryty papą. Niewykluczone, że do końca roku uda się także zamontować miedziane pokrycie. Już niedługo na wieże powróci także latarnia i kopuła. Przy okazji tworzenia konstrukcji zdemontowano i oddano do renowacji zegar, który doznał szkody w czasie pożaru. Jeśli wszystko ułoży się pomyślnie, to w grudniu, najprawdopodobniej w Wigilię Bożego Narodzenia, wierni będą mogli uczestniczyć w pierwszej od pożaru Mszy św.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem