Reklama

Ks. Antoni Dujlović - męczennik naszych czasów

Wierny Bogu i ludziom

Ks. inf. Władysław Bochnak
Edycja legnicka 46/2005

Błogosławieni, którzy cierpią dla sprawiedliwości

Wielki nasz papież Jan Paweł II swoje kazanie, wygłoszone podczas siódmej pielgrzymki do Polski w Bydgoszczy 7 czerwca 1999 r., zatytułował: „Błogosławieni, którzy cierpią dla sprawiedliwości”. Jak sam tytuł wskazuje, Papież poświęcił je sprawie męczeństwa, które „jest zawsze wielką i radykalną próbą dla człowieka. Tak, to jest wielka próba człowieka rozgrywająca się na oczach samego Boga, ale także i świata, który o Bogu zapomina. W tej próbie człowiek odnosi zwycięstwo, wsparty mocą Boga, i staje się wymownym świadkiem tej mocy.
Czyż przed taką próbą nie stoi matka, która podejmuje decyzję, by złożyć z siebie ofiarę, by ratować życie swego dziecka? Jak wiele było i jest takich matek bohaterskich w naszym społeczeństwie. Dziękujemy im za przykład miłości, która nie cofa się przed ofiarą. Czyż przed taką próbą nie stoi człowiek wierzący, który broni prawa do wolności religijnej i wolności sumienia?
Myślę tu o tych wszystkich braciach i siostrach, którzy w czasie prześladowań Kościoła dawali świadectwo wierności Bogu. Wystarczy przypomnieć niedawną historię Polski i innych krajów, i trudności oraz prześladowania, jakim poddawany był wówczas Kościół i ludzie wierzący w Boga. Była to wielka próba ludzkich sumień, prawdziwe męczeństwo wiary, która domagała się wyznania przed ludźmi. Był to czas doświadczenia niejednokrotnie bardzo bolesnego. I dlatego za szczególną powinność naszego pokolenia w Kościele uważam zebranie wszystkich świadectw o tych, którzy dali życie dla Chrystusa.
Nasz wiek dwudziesty, nasze stulecie ma swoje szczególne martyrologium w wielu krajach, w wielu rejonach ziemi, jeszcze nie w pełni spisane. Trzeba je zbadać, trzeba je stwierdzić, trzeba je spisać, tak jak spisały martyrologia pierwsze wieki Kościoła i to jest do dzisiaj naszą siłą - tamto świadectwo męczenników z pierwszych stuleci. Proszę wszystkie Episkopaty, ażeby do tej sprawy przywiązały należytą wagę”.
Ten apel Papieża nie pozostał głuchy. Wielu badaczy podjęło wielki trud, aby z zakamarków ludzkiej pamięci wydobyć historie - życiorysy kapłanów, którzy, wierni Bogu i Jego zasadom, składali na ołtarzu swoje własne życie. Przez wierność Bogu i ludziom, tak jak inni, znani ze swego świątobliwego życia, zasługują nie tylko na pamięć, ale i wyniesienie na ołtarze.

Książka Anto Orlovaca

Pośród wielu spisanych i wydanych życiorysów znajduje się ten ukazujący życie i męczeńską śmierć księdza Antoniego Dujlovicia (1914-1943), autorstwa Anto Orlovaca. Trudu polskiego wydania pracy podjął się Franciszek Kwaśniak - tłumacz i ks. Bogusław Drożdż wraz z Małgorzatą Wilczyńską - redakcja. Parafianie z Ocic, niedaleko Bolesławca, przechowywali przez dziesiątki lat pamięć o swoim ostatnim proboszczu, księdzu Antonim Dujloviciu. I chyba wydarzenia z czasów okupacji wsi Gumjery, istniejącej kiedyś w diecezji Banja Luka, przeszłyby w niepamięć wraz ze śmiercią ostatniego świadka tamtych wydarzeń, gdyby nie zainteresowanie się nimi ks. Anto Orlovaca - badacza dziejów diecezji banjaluckiej. On to, duszpasterzując w parafiach Banja Luka, Ravska i wśród wygnańców z Bośni i Hercegowiny w okolicy Karlovaca, zapoznał się z wieloma wydarzeniami z lat okupacji, mającymi miejsce na tych terenach. W szczególności zainteresował się życiem kapłanów, którzy, wierni chrześcijańskim zasadom, zostali zamordowani przez komunistyczną partyzantkę. Wśród nich znajdował się ks. Antoni Dujlović.

Żmudne poszukiwania

Z lektury opublikowanej książki o życiu i męczeńskiej śmierci ks. Antoniego Dujlovicia możemy wywnioskować, że ks. Anto Orlovac przez wiele lat gromadził informacje na temat ks. Dujlovicia, i chyba dotarł do wszystkich istniejących źródeł, które wzmiankują o tym kapłanie. A należy tu zaznaczyć, że była to naprawdę bardzo żmudna i trudna praca. Przewertowane zostały zasoby archiwalne diecezji Banja Luka, schematyzmy z lat międzywojennych, ogromne ilości ksiąg metrykalnych i to nie tylko z parafii Gumjera, ale także tych, które znajdowały się w parafiach, gdzie ks. Dujlović przebywał krótko. Dzięki nim autor chciał ukazać człowieka zawsze otwartego na potrzeby wiernych i idącego im z pomocą. Autor nie bazował tylko na zachowanych informacjach pisanych. Chcąc pogłębić wiedzę o tym kapłanie, kontaktował się wielokrotnie z dawnymi mieszkańcami Gumjery, zwłaszcza mieszkającymi obecnie w Ocicach. Ta żmudna praca i informacje zaczerpnięte z przeprowadzonych wywiadów zaowocowały wydaniem cennej pozycji książkowej o życiu i męczeńskiej śmierci księdza Antoniego Dujlovicia. Autor swoją pracę podzielił na pięć rozdziałów, które zakończył aneksem i bibliografią.

Reklama

Dzieciństwo i młodość Antoniego Dujlovicia

W pierwszym rozdziale poznajemy młodość przyszłego kapłana. Ks. Antoni Dujlović urodził się 26 czerwca 1914 r. w osadzie Ružići, w prastarej parafii Ivanska, niedaleko Banja Luki. Jego ojciec żenił się dwukrotnie. Antoni był trzynastym dzieckiem z drugiego małżeństwa. Po urodzeniu się jego, brata Lovro i siostry Ane, jego rodzice mieli jeszcze dwoje dzieci. W sumie ojciec z dwóch małżeństw miał 25 dzieci, które w większości zaraz po urodzeniu umierały. Rodzina jego była bardzo uboga, ale, jako wierni i pobożni ludzie, byli pewni, że dobry Bóg o nich nie zapomni i pomoże wyżywić tak liczne potomstwo. Antoni był spokojnym i bardzo pobożnym dzieckiem. Już w dzieciństwie wspominał, że pragnąłby zostać księdzem i temu pragnieniu poświęcił wszystko. Po ukończeniu wiejskiej szkoły podstawowej w r. 1927 wstąpił do travnickiego Seminarium prowadzonego wówczas przez jezuitów. Z pierwszej napisanej o nim opinii, wyłania się postać młodzieńca średnio zdolnego, ale za to bardzo pracowitego, posiadającego silną wolę, pomagającą mu przezwyciężać wszystkie trudności. Ta głęboka wiara i pracowitość pozwoliły mu dotrzeć aż do matury, którą bez trudu zdał.

Droga do kapłaństwa

Już jesienią 1935 r. Antoniego widzimy w szeregu alumnów Wyższego Seminarium Duchownego w Sarajewie. Z wypowiedzi do dziś żyjących kolegów seminarzystów ukazuje się postać człowieka, który bardzo poważnie traktował swoje powołanie, stając się wzorem dla kolegów. Sam rektor, jezuita ojciec Ante Alfirević w piśmie do arcybiskupa Banja Luki Ivana Šarićia, popierającym jego starania o święcenia kapłańskie, napisał o Antonim: „Tę prośbę polecamy, ponieważ młodzieniec jest poważny, pobożny i dobrze się uczy”. Święcenia kapłańskie przyjął 30 kwietnia 1939 r. w Sarajewie, natomiast prymicje odprawił 23 lipca 1939 r. Wśród gości przybyłych ze wszystkich stron była wielka grupa młodzieży katolickiej, siostry zakonne ze Zgromadzenia Przenajświętszej Krwi Chrystusa z Budżaku, które uświetniły prymicje bardzo pięknym śpiewem. Po prymicjach ks. Antoni był jeszcze jeden rok na studiach. Definitywnie je zakończył egzaminem jurysdykcyjnym 28 czerwca 1940 r. i został skierowany natychmiast do pracy duszpasterskiej do Gumjery.

Praca w Gumjerze

W paragrafie drugim autor przybliżył nam historię powstania wsi i parafii w Gumjerze. Powstała ona po r. 1900, po osiedleniu się tutaj polskich rodzin z Bukowiny i Galicji. Znajdowała się na prawym brzegu dolnego brzegu rzeki Vrbas. Obejmowała górzysty, porośnięty lasem teren. W r. 1939 parafia liczyła 1240 dusz. Wierni mieszkańcy po zasiedleniu tych terenów bardzo szybko postarali się o wybudowanie kościoła i plebanii. Sami też doświadczyli na własnej skórze złośliwości ludzkiej. Ten, z tak wielkim trudem wzniesiony, drewniany kościół został podpalony i spłonął doszczętnie. Po trzynastu latach różnych perypetii wybudowano nowy w r. 1928. Parafia nie była łatwa. Trudności stwarzały ciągłe migracje, struktura ludnościowa parafii i antagonizmy między rzymskokatolickimi Polakami a grekokatolickimi Rusinami. Na pracę duszpasterską miały wpływ bieda, nieznajomość języka. Proboszcz mówił po chorwacku, a mieszkańcy po polsku. Ale za to parafianie Gumjery byli pobożni, pilnie uczęszczali na Mszę św. i inne nabożeństwa. Przystępowali często do sakramentów św.

Trudne lata wojny

Rozdział czwarty ukazuje wielkie starania parafian Gumjery o proboszcza, zakończone pomyślnie. 3 lipca 1940 r. w Gumjerze pojawił się młodziutki kapłan Antoni Dujlović. Gdy tylko przystąpił do gorliwej pracy, otrzymał wezwanie do odbycia zasadniczej służby wojskowej, z której w owych czasach kapłani nie byli zwalniani. Rozpoczął ją na początku listopada 1940 r. w kompanii sanitarnej. Wybuch drugiej wojny światowej spowodował, że ksiądz Antoni spędził w wojsku zaledwie pięć miesięcy. Teraz mógł powrócić do swojej parafii Gumjery. Rozdział czwarty - męczennik swego powołania i posłannictwa, został poświęcony opisowi ofiarnej pracy duszpasterskiej młodziutkiego kapłana, który szedł w tych trudnych, wojennych czasach z pomocą każdemu, kto jej potrzebował. Nie był człowiekiem o nacjonalistycznym zapatrywaniu, jak się to wtedy dość często zdarzało. Służył pomocą Serbom, Chorwatom, Polakom i innym, bez względu na wyznanie. Była to typowa praca ekumeniczna i za to go wszyscy bardzo cenili. Nie znał i nie chciał znać kompromisów, gdy chodzi o chrześcijańskie zasady. Jako troskliwy duszpasterz powierzonego mu stada nie mógł pozwolić na to, aby jego młodzi parafianie uczestniczyli w niemoralnych zabawach, na które przychodzili głównie żołnierze czetniccy. Rozdział czwarty ukazuje nam jego niezłomną postawę w obronie zasad, za które 11 lipca 1943 r. został przez tych żołnierzy zamordowany.

Męczeńska śmierć

Pierwszy opis tej zbrodni autorstwa jezuity Josipa Vrbanka, zamieszczony został w kalendarzu Serca Jezusowego i Maryjnego na r. 1944. Czytamy w nim: „W sobotę przed północą wyruszył komendant z dziesięcioma czetnikami w dół ku kościołowi... Czetnicy przeskoczyli płot, dostali się na podwórze plebanii i otoczyli dom... Ksiądz proboszcz otworzył”. Po zabraniu kościelnych pieniędzy wyprowadzono kapłana z plebanii i zaprowadzono nad urwisko. Tam oddano trzy strzały. Martwe ciało rzucono na dno urwiska. Następnego dni parafianie znaleźli ciało kapłana, a na nim jedenaście zadanych ran nożem i trzy rany postrzałowe. Pan Mrosik opowiadał, jak jeden z czetników chwalił się, że wbił nóż w bok i wiercił w nim, aby sprawić księdzu większy ból. Parafianie, po obmyciu zanieśli ciało kapłana do kościoła i przygotowywali się do pogrzebu. Tu modlono się. Mężczyźni trzymali na zewnątrz wartę w obawie przed możliwością podpalenia kościoła. Pogrzeb odbył się 13 lipca i prowadził go proboszcz z sąsiedniej parafii ks. Alfred Pichler. Ksiądz Antoni został pochowany przy głównym krzyżu.

Gumjera dziś

Ostatni rozdział przedstawia losy gumjerskiej parafii po śmierci ks. Antoniego, a zwłaszcza ten najważniejszy moment - decyzję o przesiedleniu się do Polski, na Dolny Śląsk. Dziś po tętniącej życiem wsi pozostały tylko wspomnienia. Autor ukazuje nam puste miejsca po kościele, cmentarzu, zabudowaniach gospodarczych. Nie miał kto pielęgnować dawnej gumjerskiej tradycji. Miejscowość ta nawet zniknęła z mapy.
Książka Anto Orlovaca stanowi bezcenny wkład w ukazanie dziejów polskiego ludu w diecezji Banja Luka. Ukazuje trud i mozół polskich osiedleńców, którzy tu przecież przybyli za chlebem. Posiada ona, według mojej opinii, wiele cennych zalet i godna jest polecenia.

Anto Orlovac, Vjeran do smrti Zivot i mucenistvo banjoluckog svecenika Ante Dujlovica (1914-1943), Banja Luka 2004, wydanie polskie: ks. Bogusław Drożdż Legnica 2005, (druk: Wydawnictwo Atla 2 Wrocław)

Reklama

Franciszek: ubodzy są cenni w oczach Boga, ponieważ nie mówią językiem "ja"

2019-11-17 11:03

st, kg (KAI) / Watykan

Ubodzy są cenni w oczach Boga, ponieważ nie mówią językiem "ja": nie utrzymują się samodzielnie, potrzebują ludzi, którzy wezmą ich za rękę. Zwrócił na to uwagę Franciszek w kazaniu podczas Mszy św., której przewodniczy 17 listopada w 33. niedzielę zwykłą – w III Światowym Dniu Ubogich – w bazylice św. Piotra w Watykanie. Przestrzegł przed skupianiem się na rzeczach "przedostatnich" kosztem tych najważniejszych, ostatecznych. W liturgii uczestniczą osoby biedne i potrzebujące wraz z towarzyszącymi im wolontariuszami oraz przedstawiciele licznych organizacji charytatywnych.

Vatican Media

Nawiązując do czytanego dzisiaj fragmentu Ewangelii św. Łukasza, mówiącego o zapowiedzi zburzenia wspaniałej Świątyni Jerozolimskiej Ojciec Święty zwrócił uwagę na przemijalność rzeczy doczesnych, "przedostatnich" i o wiecznym trwaniu rzeczy ostatecznych. Te pierwsze upadną, ale te drugie pozostaną: świątynia, ale nie Bóg; królestwa i sprawy rodzaju ludzkiego, ale nie człowiek - zaznaczył kaznodzieja. Nawet jeśli są to rzeczy wspaniałe, jak świątynie, i przerażające, jak trzęsienia ziemi, znaki na niebie i wojny i wydają się nam wydarzeniami z pierwszej strony, to jednak Pan umieszcza je na drugiej. Na pierwszym miejscu pozostaje to, co nigdy nie przeminie: żywy Bóg i człowiek, nasz bliźni, który jest wart więcej niż wszystkie informacje świata.

W tym kontekście papież wymienił dwie pokusy, przed którymi przestrzega nas Jezus. Pierwszą jest pośpiech i to, co natychmiastowe. W imię Jezusa nie wolno iść za tymi, którzy mówią, że kres nadejdzie natychmiast, że „nadszedł czas”, nie należy naśladować tych, którzy szerzą niepokój i podsycają lęk przed innymi i przed przyszłością, bo strach paraliżuje serce i umysł. Wielokrotnie ulegamy temu pośpiechowi, chcąc poznać wszystko i natychmiast, z ciekawości, pod wpływem najnowszej wiadomości szokującej lub skandalicznej, słuchają głośnych i gniewnych krzyków tych, którzy wołają „teraz albo nigdy”. Jeśli gonimy za "natychmiast", zapominamy o tym, co trwa na zawsze i tracimy z oczu niebo – przestrzegł Ojciec Święty. Dodał, że w ten sposób odrzucamy tych, którzy nie nadążają w tym szalonym wyścigu i zostają z tyłu: o ludziach starszych, nienarodzonych, niepełnosprawnych, ubogich, których uważamy za bezużytecznych.

Jezus w zamian proponuje dziś każdemu wytrwałość, która jest codziennym dążeniem naprzód, wpatrując się przy tym w to, co nie przemija: w Pana i bliźniego. Dlatego wytrwałość jest darem Boga, dzięki któremu zachowywane są wszystkie Jego inne dary – przypomniał Franciszek, apelując o trwanie w dobru i aby nie tracić z oczu tego, co naprawdę się liczy.

Drugie złudzenie to pokusa własnego "ja" – tłumaczył dalej ego. Zauważył, że chrześcijanin, dążąc do tego, co wieczne i trwałe, jest też uczniem nie "ja", lecz "ty", to znaczy, że podąża nie za swymi kaprysami, ale za wezwaniem miłości i głosem Jezusa. Aby go rozpoznać, trzeba mówić tym samym językiem, co Jezus: językiem miłości i "ty". Po Jezusowemu mówi nie ten, kto rozwodzi się nad "ja", ale kto je porzuca. Nierzadko nawet czynimy dobro po to, aby uważano mnie za dobrego; dajemy, aby samemu otrzymać, pomagamy, aby pozyskać przyjaźń kogoś ważnego – ostrzegł mówca.

Wskazał, że ubodzy są cenni w oczach Boga, ponieważ nie mówią językiem "ja": nie utrzymują się samodzielnie, o własnych siłach, ale potrzebują ludzi, którzy wezmą ich za rękę. Przypominają nam, że w ten sposób przeżywa się Ewangelię, jak żebracy zwracający się do Boga – podkreślił papież. Zachęcił, aby zamiast czuć poirytowanie, gdy ktoś ubogi puka do naszych drzwi, przyjąć ich wołanie o pomoc jako wezwanie do porzucenia naszego "ja" i przyjęć ich z takim samym spojrzeniem miłości, jakie ma dla nich Bóg. Przebywając z ubogimi i służąc im, uczymy się gustów Jezusa, rozumiemy, co zostaje, a co przemija – zaznaczył kaznodzieja.

"Ubodzy ułatwiają nam dostęp do Nieba, dlatego wiara ludu Bożego postrzegała ich jako odźwiernych Nieba. Już teraz są naszym skarbem, skarbem Kościoła. Istotnie odsłaniają nam bogactwo, które się nigdy nie starzeje, to, które łączy ziemię z Niebem i dla którego naprawdę warto żyć: miłość" – zakończył swe kazanie Ojciec Święty.

(Rozszerzymy)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: papież zjadł obiad z 1,5 tys. ubogich

2019-11-17 20:05

kg (KAI/ACI/Vaticannews) / Watykan

W niedzielę 17 listopada - w III Światowym Dniu Ubogich - Franciszek zjadł obiad z półtora tysiącem biednych w Auli Pawła VI w Watykanie. Po Mszy św., odprawionej z okazji tego Dnia w bazylice św. Piotra i po odmówieniu modlitwy Anioł Pański Ojciec Święty udał się do Auli, gdzie czekali na niego potrzebujący i towarzyszący im wolontariusze.

Vatican News

Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej podało, że na obiad składały się specjalność kuchni śródziemnomorsiej - lasagna oraz udka z kurczaka w sosie pieczarkowym z ziemniakami, deser, owoce i kawa. Uczestnicy tego niezwykłego spotkania z papieżem, odbywającego się już zresztą po raz trzeci, reprezentowali wszystkie diecezje włoskie i organizacje charytatywne.

Franciszek nazwał to wydarzenie „obiadem w gronie przyjaciół”, a dziękując im za przybycie modlił się o błogosławieństwo dla swych gości oraz ich rodzin.

Obecny na obiedzie jałmużnik papieski kard. Konrad Krajewski wskazał na ewangeliczne znaczenie tej inicjatywy. „Papież chce przy wspólnym stole zjednoczyć tych, którzy cierpią, z tymi, którym się udało i mogą innym ofiarować posiłek, czy konkretną pomoc” – powiedział w Radiu Watykańskim.

Vatican News

"Jezus mówi do Zacheusza: zejdź z drzewa, idę do twojego domu m.in. po to, by spożyć z tobą posiłek. Jezus jadał z ubogimi i my robimy to samo, naśladujemy Jezusa. A oprócz tego Eucharystia, czyli największy skarb, jaki mamy, powstała podczas posiłku" – przypomniał kardynał. Zwrócił uwagę, że "podczas posiłku dzieją się cuda, bo patrzymy sobie w oczy, dzielimy się sobą, rozmawiamy". Dodał, że jeśli "w rodzinie jesteśmy skłóceni, to pierwsza rzecz, jaką robimy, to nie chcemy wspólnie zasiąść do stołu, bo stół jednoczy. W dzisiejszą niedzielę Papież chce właśnie tego wielkiego zjednoczenia - tych, którym się nie udało, którzy cierpią i tych, którym się udało, bo mogą ofiarować innym posiłek”.

Polski purpurat kurialny zaznaczył, że Światowy Dzień Ubogich to wezwanie dla każdego do dostrzeżenia ubogich i potrzebujących, których Bóg stawia na naszej drodze. „To też sposobna okazja, by przypomnieć sobie, że wszystko, co mam, zawdzięczam łaskawości Boga” – stwierdził jałmużnik papieski.

Przywołał przykład Łazarza, który spał pod domem bogatego. "I ten Łazarz był tylko dla tego bogatego, a on się nie spostrzegł. Ubodzy są dla nas, dla każdego z nas. Ci, którzy śpią pod bazyliką św. Piotra, są dla mnie, ci, którzy śpią w Warszawie na Dworcu Centralnym, są dla tych, którzy przechodzą" – powiedział kard. Krajewski. Zauważył, że jest to więc "dzień także mój, żebym się zastanowił, dla kogo żyję, komu posługuję, bo przecież wszystko co mam, to dlatego, że Bóg jest łaskawy i otrzymałem po to, żeby się dzielić. Jeśli się nie dzielę tym, co mam, to wszystko, co mam jest przeciw mnie”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem