Reklama

Franciszek na Dzień Migranta: chodzi o przyszłość rodziny ludzkiej

2019-09-27 10:58

tłum. o. Stanisław Tasiemski OP, (KAI) / Watykan

Grzegorz Gałązka

W podejściu do migrantów i uchodźców chodzi o przezwyciężenie naszych lęków, o miłosierdzie, o nasze człowieczeństwo, o to by postawić ostatnich na pierwszym miejscu, chodzi o osobę, o budowanie miasta Boga i miasta człowieka, o nas wszystkich, o chwilę obecną i o przyszłość rodziny ludzkiej – napisał Ojciec Święty w Orędziu na Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy. W tym roku będzie on obchodzony po raz 105 i przypadnie w najbliższą niedzielę, 29 września 2019.

Chodzi nie tylko o migrantów

Drodzy bracia i siostry,

Wiara zapewnia nas, że królestwo Boże w sposób tajemniczy jest już obecne na ziemi (por. SOBÓR WATYKAŃSKI II, Konst. Gaudium et spes, 39); jednak także w naszych czasach musimy z bólem stwierdzić, że napotyka ono przeszkody i siły przeciwne. Nieustanie rozdzierają ludzkość gwałtowne konflikty i prawdziwe wojny; kolejno następują po sobie niesprawiedliwości i dyskryminacje; trudno przezwyciężyć nierówności gospodarcze i społeczne w skali lokalnej czy też ogólnoświatowej. A cenę za to płacą przede wszystkim ludzie ubodzy i znajdujący się w gorszej sytuacji.

Reklama

Społeczeństwa najbardziej zaawansowane gospodarczo rozwijają w swoim łonie skłonność do pogłębionego indywidualizmu, która w połączeniu z mentalnością utylitarną i pomnożona przez sieć medialną wytwarza „globalizację obojętności”. W tym scenariuszu migranci, uchodźcy, przesiedleńcy i ofiary handlu ludźmi stali się symbolami wykluczenia, ponieważ oprócz trudności, jakie pociąga za sobą sam ich stan, często są obciążani osądem negatywnym, traktującym ich jako przyczynę bolączek społecznych. Postawa wobec nich stanowi dzwonek alarmowy, ostrzegający przed upadkiem moralnym, który grozi wówczas, gdy przyznaje się miejsce kulturze odrzucenia. Istotnie na tej drodze każdej osobie, która nie mieści się w kanonach sprawności fizycznej, psychicznej i społecznej, grozi marginalizacja i wykluczenie.

Z tego względu obecność migrantów i uchodźców - podobnie jak ogólnie osób bezradnych - stanowi dzisiaj zachętę do przywrócenia pewnych istotnych wymiarów naszej egzystencji chrześcijańskiej i naszego humanitaryzmu, którym grozi uciszenie w pełnym wygody stylu życia. Dlatego właśnie „chodzi nie tylko o migrantów”, to znaczy: interesując się nimi, interesujemy się także sobą, wszystkimi; otaczając ich troską, rozwijamy się wszyscy; słuchając ich, udzielamy głosu również tej części nas, którą być może trzymamy w ukryciu, ponieważ nie jest ona dzisiaj dobrze widziana.

„Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!” (Mt 14,27). Chodzi nie tylko o migrantów: chodzi również o nasze lęki. Nikczemności i obrzydliwości naszych czasów powiększają „nasz lęk przed «innymi», nieznanymi, zepchniętymi na margines, cudzoziemcami […]. Zauważamy to szczególnie dzisiaj, w obliczu przybycia migrantów i uchodźców, którzy pukają do naszych drzwi w poszukiwaniu opieki, bezpieczeństwa i lepszej przyszłości. To prawda, lęk jest uzasadniony, również dlatego, że brakuje przygotowania do tego spotkania” (Omelia, Sacrofano, 15 febbraio 2019). Problemem nie jest fakt, że mamy wątpliwości i obawy. Problem pojawia się wówczas, gdy te lęki determinują nasz sposób myślenia i działania do tego stopnia, że sprawiają, iż stajemy się nietolerancyjni, zamknięci, a może nawet - nie zdając sobie z tego sprawy – stajemy się rasistami. W ten sposób lęk pozbawia nas pragnienia i zdolności do spotkania się z bliźnim, osobą inną niż ja; pozbawia mnie szansy spotkania się z Panem (por. Homilia podczas Mszy św. w Światowym Dniu Migranta i Uchodźcy, 14 stycznia 2018 r., w: L’Osservatore Romano, wyd. pl. n. 2/(400)2018, s. 44).

„Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią?” (Mt 5, 46). Chodzi nie tylko o migrantów: chodzi również o miłosierdzie. Poprzez uczynki miłosierdzia okazujemy naszą wiarę (por. Jk 2, 18). A najwznioślejszym miłosierdziem jest to, które dokonuje się wobec osób, które nie są w stanie się odwzajemnić, a być może nawet nie są w stanie podziękować. „Gra toczy się o to, jakie oblicze pragniemy sobie nadać jako społeczeństwo, a także o wartość każdego życia. [...] Postęp naszych narodów [...] zależy przede wszystkim od zdolności do tego, by dać się poruszyć i wzruszyć tym ludziom, którzy pukają do drzwi i swoim spojrzeniem dyskredytują i pozbawiają władzy wszystkie fałszywe bożki obciążające i zniewalające życie. Są to bożki, które obiecują złudne i ulotne szczęście, budowane na obrzeżach rzeczywistości i na cierpieniu innych” (Przemówienie w diecezjalnym Caritas w Rabacie, 30 marca 2019 r.).

„Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko” (Łk 10,33). Chodzi nie tylko o migrantów: chodzi o nasze człowieczeństwo. Tym, co pobudziło Samarytanina, który dla Żydów był kimś obcym, aby się zatrzymać – było współczucie będące uczuciem, którego nie można wyjaśnić tylko na poziomie racjonalnym. Współczucie dotyka najbardziej wrażliwych strun naszego człowieczeństwa, powodując nieodparty impuls, aby „stać się bliźnim” dla tych, których widzimy w trudnej sytuacji. Tak jak nas naucza sam Jezus (por. Mt 9, 35-36; 14, 13-14; 15,32-37), okazanie współczucia oznacza rozpoznanie cierpienia drugiego i natychmiastowe przejście do działania, aby ukoić, uzdrowić i ocalić. Okazanie współczucia oznacza zapewnienie przestrzeni dla czułości, którą dzisiejsze społeczeństwo często każe nam tłumić. „Otwarcie się na innych nie zubaża, ale wzbogaca, pomaga bowiem być bardziej ludzkim: uznawać siebie za aktywną część większej całości i przyjmować życie jako dar dla innych; postrzegać jako cel nie swoje interesy, ale dobro ludzkości” (Przemówienie w meczecie w Baku, w Azerbejdżanie, 2 października 2016 r., w: L’Osservatore Romano wyd. pl. n. 10 (386)/2016, s. 28).

Tagi:
papież Franciszek

Nuncjusz w Tajlandii: papież może dodać odwagi katolikom

2019-11-19 20:24

ts / Bangkok (KAI)

Poprzez swoją wizytę w Tajlandii papież Franciszek może dodać odwagi miejscowej mniejszości katolickiej do bardziej otwartego świadczenia o swojej wierze. Podkreślił to nuncjusz apostolski w Bangkoku, arcybiskup Paul Tschang In-Nam w rozmowie z Radiem Watykańskim 19 listopada, na kilkanaście godzin przed powitaniem papieża w stolicy Tajlandii.

vaticannews.va

Katolicy w Tajlandii stanowią „niewielką mniejszość w oceanie buddyjskich współziomków”. Tak pokrótce określił dyplomata watykański sytuację ok. 400 000 katolików w kraju liczącym 69 milionów mieszkańców. Mimo to – dodał - Kościół katolicki ma poważny wkład w życie społeczne. Prowadzi bowiem ponad 370 szkół katolickich, od podstawówki po uniwersytet. Mimo iż liczba katolików jest tak mała, to liczba osób, które odebrały wykształcenie w szkołach katolickich jest o wiele większa. Katolicy prowadzą też liczne ośrodki opieki zdrowotnej – szpitale i kliniki.

Największym wyzwaniem dla chrześcijan dzisiaj jest ich własna tożsamość wiary. Jako małej wspólnocie w kraju o większości buddyjskiej nie jest im łatwo świadczyć o swojej wierze. Wobec chrześcijaństwa funkcjonują też różne uprzedzenia, powiedział nuncjusz. „Buddyzm uważany jest za oficjalną religię i ludzie czują się z tą religią związani. Natomiast wielu ludzi w Tajlandii jeszcze do dziś uważa chrześcijaństwo za religię zagraniczną. Bycie chrześcijaninem uważane jest za swego rodzaju negacjkę własnej tożsamości”.

Takie postrzeganie ma przyczyny historyczne, tłumaczył w rozmowie z Radiem Watykańskim abp Tschang In-Nam. „W czasie drugiej wojny światowej Tajlandia była aliantem armii japońskiej. Kraje europejskie były uważane za wrogów, także Kościół katolicki traktowany był jako religia wrogich państw”. Takie poglądy tkwią jeszcze do dziś w niektórych głowach, stwierdził nuncjusz. – Niektórzy ludzie uważają, że bycie chrześcijaninem oznacza, że jest się zdrajcą własnego narodu i opowiada się przeciwko wartościom i religii buddyjskiej. Takie nastroje powodują u chrześcijan poczucie niższości, a także nie zachęca do tego, by być aktywnymi uczniami misji. To wielkie wyzwanie dla Kościoła Tajlandii, podkreślił watykański dyplomata.

W takim kontekście dialog międzyreligijny jest „koniecznością”, stwierdził dodając, że w Tajlandii mają miejsce regularne wizyty i spotkania dialogu między katolikami i buddystami. Te międzyreligijne kontakty jeszcze długo będą konieczne i nie można z nich rezygnować. „Mamy wielką nadzieję, że wizyta papieża umocni nas do dalszego rozwijania tych siostrzanych stosunków”.

Papież Franciszek odleciał wieczorem z Rzymu do Bangkoku. Jest to 32. podróż zagraniczna Franciszka i czwarta do Azji. W dniach 20-23 listopada papież złoży wizytę w Tajlandii, a w dniach 23-26 listopada odwiedzi Japonię.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przebaczenie w praktyce

2019-11-19 12:02

Ks. Jarosław Grabowski

Przebaczenie to jedno z największych i najtrudniejszych wymagań, jakie stawia nam wiara chrześcijańska. Gdyby istniało jedno słowo wyrażające sedno chrześcijańskiego przesłania, byłoby nim niewątpliwie słowo : „przebaczenie”.

slonme/pl.fotolia.com

Mamy przebaczać: naszym wrogom, nieprzyjaciołom, tym, którzy nas skrzywdzili, a nawet tym, którzy zadali nam cierpienie. Jak bardzo jest to trudne, dobrze o tym wiemy. Codziennie jednak wypowiadamy słowa modlitwy: „Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” (por. Mt 6, 12).

Podstawą przebaczenia jest odkupienie. To znaczy, że dobry Bóg wyzwolił nas z niewoli grzechu i zła. Przez grzech, który oddzielił ludzkość od Boga, wszyscy zasłużyli na potępienie. Ale w Jezusie Chrystusie – Odkupicielu człowieka – Bóg okazuje nam miłosierdzie, darowuje nam nasze długi. Ten akt przebaczenia wiele kosztuje. Krzyż Chrystusa jednak pokazuje jasno, że Pan Bóg nie przebacza grzechów, za które grzesznik nie żałuje, których nie pragnie naprawić. Przebaczenie nie polega na udawaniu, że zło nie istnieje, na zapominaniu o złu.

Przebaczyć to znaczy, pamiętając zło, stawić czoło całej jego odrazie, to znaczy żałować za nie i pokutować. Przebaczenie to wyrzeczenie się zarówno uraz, jak i pragnienia ich wyrównania (zemsty). Na poziomie emocji przebaczenie oznacza zanik osobistych animozji, pretensji, a na poziomie konkretnych działań oznacza anulowanie długu czy sprawiedliwej kary. Jezus stawia warunek: jeśli prosisz Boga o przebaczenie, musisz przebaczyć tym, którzy cię skrzywdzili. Na zakończenie Modlitwy Pańskiej, zawartej w Ewangelii według św. Mateusza, Jezus mówi wprost: „Jeśli bowiem darujecie ludziom ich przewinienia, to również i wam daruje Ojciec Niebieski” (6, 14-15).

Przebaczenie nie oznacza pobłażliwości wobec zła, zgorszenia czy wyrządzonej krzywdy. Wyjście z dobrą wolą naprzeciw komuś, kto nas skrzywdził, wymaga wielkiej siły ducha, wewnętrznej wolności, a przede wszystkim wymaga głębokiej i żywej wiary. Aby naprawdę szczerze wyznać: „przebaczam ci!”, na przykład wobec żałującego swych czynów mordercy bliskiej osoby, trzeba mieć wielką motywację, która płynie z wiar. Trzeba mieć wiarę, aby powiedzieć: „przebaczam Ci!”. To jest siła i odwaga!.

„Przebaczenie oczyszcza mnie, nie zaś mojego winowajcę. Przebaczenie oczyszcza z pragnienia odwetu” (ks. Józef Tischner). Wydaje się ono niejako sprzeczne z rozumem, bo ten zawsze będzie się sprzeciwiał, będzie szukał odwetu, wyrównania krzywd. Dlatego przebaczenie w gruncie rzeczy jest dziełem serca, a nie rozumu.

Przebaczenie w praktyce nie jest prostym gestem, nad którym potrafimy zapanować. Ono jest drogą, procesem wyzwalania się, którego nie możemy podjąć inaczej, jak tylko współdziałając z łaską Bożą. Najważniejsze jest nasze zdecydowanie się na przebaczenie, nasze: „chcę przebaczyć”. To jest punkt wyjścia do dalszej pracy nad przebaczeniem, które stopniowo ma ogarnąć nasze serce.

Ono jest trudne, ale możliwe. Zdolność przebaczenia jest oznaką naszej wielkości i duchowej siły. Jesteś wielki, gdy potrafisz przebaczyć.

Fragmenty pochodzą z książki: ks. Jarosław Grabowski „Przewodnik dla pytających o wiarę” wyd. Edycja św. Pawła, Częstochowa 2014 Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Polacy pokonują Słowenię i już oficjalnie jadą na Mistrzostwa Europy

2019-11-19 22:43

wpolityce.pl

Meczem ze Słowenią Polacy kończą udane kwalifikacje do mistrzostw Europy. Polacy pokonali reprezentację Słowenii 3-2. Ostatnie spotkanie eliminacji było też pożegnaniem z kadrą Łukasza Piszczka.

TVP Sport

Polacy już przed meczem w Warszawie ze Słowenią mieli zagwarantowane pierwsze miejsce w grupie, jednak do spotkania podeszli w pełni profesjonalnie z motywacją i wielkim zaangażowaniem.

Trener Jerzy Brzęczek już przed meczem mówił: Gramy na swoim stadionie, chcemy walczyć o zwycięstwo, o trzy punkty i to jest nasz główny cel.

Polacy zwyciężyli 3-2 po golach: Góralskiego, Lewandowskiego i Szymańskiego i już oficjalnie mogą rozpocząć przygotowania do przyszłorocznych Mistrzostw Europy, które tym razem odbędą się nie w jednym kraju, ale w miastach wielu państw europejskich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem