To już długoletnia tradycja, że na Wielki Post Papież kieruje specjalne przesłanie - krótki tekst zapraszający do odkrycia tego czasu jako szczególnej łaski. W tym roku, wraz z zaproszeniem do „wewnętrznej pielgrzymki do Tego, który jest źródłem miłosierdzia”, Benedykt XVI zaproponował Kościołowi refleksję nad zagadnieniem rozwoju.
Jak zwykle, kiedy do ręki bierze pióro Ratzinger, przed czytelnikiem otwiera się i szeroki horyzont, i głębia myśli. Warto sięgnąć do tego przesłania, bo jego spokojna lektura pozwala doświadczyć, co to znaczy, że słowo potrafi zaspokoić głód - nie głód chleba, ale głód, który człowiek odczuwa nie mniej dotkliwie. Przy okazji można też odkryć, że to wielkopostne przesłanie wyraźnie współbrzmi z encykliką Papieża Deus caritas est (Bóg jest miłością). Benedykt XVI rozpoczyna właśnie z tym przekonaniem, że nawet w „ciemnej dolinie”, kiedy człowiek doświadcza pokusy desperacji czy pokładania nadziei tylko w swoich dziełach, Bóg czuwa nad nami. Zresztą to współbrzmienie nie powinno dziwić. Widniejąca pod przesłaniem data 29 września 2005 r. wskazuje, że Benedykt XVI opracowywał je w czasie przygotowywania tekstu encykliki.
Niech te kilka uwag wstępnych będzie tylko zachętą do sięgnięcia po cały tekst Papieża (drukujemy go na str. 3 Niedzieli). My zwróćmy uwagę, u progu tego Wielkiego Postu, na myśl przewodnią przesłania.
Zapowiedziana refleksja nad zagadnieniem rozwoju mogłaby sugerować, że Papież podejmie od razu kwestie bezpośrednio z tym związane: potrzeby materialne i nędzę dużej części ludzkości, niesprawiedliwy podział dóbr, obojętność i zamknięcie się we własnym wygodnym świecie niektórych ludzi - słowem, wszystkie aspekty, które wiążą się z tym, że rozwój nie odbywa się wszędzie jednakowo i z jego owoców nie wszyscy mogą skorzystać, a niektórzy wręcz są poszkodowani.
Papież nie zamyka oczu na tę rzeczywistość. Jasno mówi, że chrześcijanin nie może tu pozostać obojętny, zamknięty w swoim egoizmie. Byłaby to postawa zupełnie sprzeczna z tym, czego uczył i jak żył Chrystus - On, który „widząc tłumy, litował się nad nimi” (Mt 9,35). Dlatego w wielkopostne spojrzenie pozostaje wpisane zadanie postrzegania potrzebujących, podnoszenia ich, wspomagania w rozwoju… Ojciec Święty mówi też o tradycyjnych praktykach wielkopostnych: jałmużnie i poście podejmowanych właśnie ze względu na potrzebujących.
Ale to nie wszystko i może też nie najważniejsza rzecz, którą chrześcijanin ma wypracować w sobie. Pisze Papież, że nawet w czasach wzajemnej globalnej zależności żaden ekonomiczny, socjalny czy polityczny plan działania nie zastąpi daru z siebie dla drugiego. I przypomina słowa bł. Matki Teresy z Kalkuty, że kto nie daje Boga, daje zbyt mało.
Dla Ojca Świętego wspomaganie prawdziwego i pełnego rozwoju wiąże się przede wszystkim z tym, by miarą spojrzenia na człowieka było spojrzenie Chrystusa - spojrzenie, które dostrzega nie tylko potrzeby materialne, ale i potrzeby serca. Chrystusowe spojrzenie pozwala bowiem odkryć „pełne człowieczeństwo” i w trosce o rozwój nie zapomnieć o wartościach niematerialnych. Bez nich rozwój staje się tylko nieustanną gonitwą przysparzającą zadyszki lub, co gorsza, bezlitosną walką.
W spojrzeniu Chrystusa, który litował się nad ludźmi, jest wszystko - troska o zaspokojenie głodu i troska o dźwignięcie człowieka w wymiarze moralnym i duchowym. I chyba takich oczu trzeba nam szukać w tym Wielkim Poście - oczu, które widzą świat tak, jak Chrystus…
Pomóż w rozwoju naszego portalu
