Reklama

Boks z miłosierdziem w tle

Niedziela bielsko-żywiecka 17/2006

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Mariusz Rzymek: - Ile osób znokautował Pan w swojej karierze?

Zbigniew Pietrzykowski: - Niemal 75 % walk zakończyłem przed czasem. Wszystkich jakie stoczyłem było ok. 350.

- Wśród nich były jakieś ciężkie nokauty?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

- Owszem. Taki moment miałem w meczu Polska - NRD. Tak trafiłem zawodnika, że upadł on bezwładnie na ring. Miałem wtedy pretensje do sędziego, że zamiast wezwać lekarza, jeszcze go liczył. Bałem się, że już nie wstanie po tym ciosie. Na szczęście wszystko dobrze się zakończyło.

- Co się czuje, gdy pośle się rywala na deski? Ulgę, że się już skończyło walkę, czy tylko olbrzymią satysfakcję z tego, że się wygrało?

- Wszystko zależy, jaki to przeciwnik. Jeżeli wiadomo, że walka będzie równorzędna, że będzie ostra wymiana ciosów, w stylu raz ja, raz on, to towarzyszy temu pewnego rodzaju ulga i zadowolenie. Kiedy jednak widziałem, że przeciwnik nie ma ochoty ze mną boksować, lub, że dzieli nas ogromna różnica klas, to nie starałem się jak najszybciej kończyć pojedynku. W końcu swoją klasę mogłem udowodnić niekoniecznie przez nokaut.

- Czy w ferworze walki jest w ogóle miejsce na miłosierdzie dla rywala? W końcu każdy wychodzi na ring po to, by wygrać.

Reklama

- Zgadza się, ale są sytuacje, w których rywala trzeba oszczędzić. Taką ulgową dewizę stosowałem w potyczkach ze słabszymi przeciwnikami. Szczególnie w walkach na krajowym podwórku. Niemniej też z tego coś musiałem mieć. Ustępujących mi umiejętnościami zawodników traktowałem jak swoistych sparing-partnerów, niezmiernie użytecznych w pracy nad utrzymaniem formy. Trening jest ważny, ale w tym sporcie niczego nie osiągnie się, gdy nie połączy się go z momentem walki. Ze mną był ten problem, że będąc w dobrej formie, nie bardzo miałem z kim boksować. Stałem się mistrzem walkowera. Trenerzy konkurencyjnych klubów wiedząc w jakiej wadze wystąpię, nie wystawiali w tej kategorii żadnego zawodnika. W ten sposób niemal sto walk wygrałem. Po prostu troszkę odbiegałem od moich przeciwników.

- To dosyć dziwne, że nikt choć raz nie miał ochoty zmierzyć się z żywą legendą olimpijską?

- Były takie przypadki, że jeden czy drugi zdecydował się zmierzyć, ale później drugi raz już nie chciał. W końcu doszło do tego, że zaczęły rozchodzić się między zawodnikami informacje w jakiej jestem dyspozycji. Gdy ligowa walka nie za bardzo mi wyszła lub z formą nie było tak jak trzeba, to od razu znajdowali się konkurenci. Kiedy jednak dwóch bądź trzech takich posadziłem, wygrywając przed czasem, znów było cicho i nikt się już nie pchał.

- Pana kolega klubowy i reprezentacyjny, Marian Kasprzyk opowiadał, że będąc w kadrze nigdy nie miał Pan kłopotów z przyznawaniem się do swej wiary i katolicyzmu.

Reklama

- Urodziłem się i wychowałem w rodzinie katolickiej, więc religijność była dla mnie czymś naturalnym. Po prostu ja ją wyniosłem z domu. To, że będąc kadrowiczem nie byłem narażony na jakieś przykrości z tego tytułu było poniekąd zasługą Feliksa Stamma, trenera reprezentacji. Był on praktykującym katolikiem, a przy okazji niezłym „kozakiem”, więc nikt nie próbował wtrącać się w to, co dzieje się na zgrupowaniach. Normalną rzeczą było to, że podczas obozów, kto chciał, mógł swobodnie iść do kościoła. Paradoksalnie sytuacja walki z religią, jaką można było obserwować w państwie, zupełnie nie przełożyła się na boks.

- Będąc katolikiem, jak Pan starał się pogodzić swoją profesję ze słowami Chrystusa: „Jeśli cię ktoś uderzy, nadstaw mu drugi policzek”?

- W boksie ta nauka nie miała zastosowania. Myśmy wychodzili z założenia, że trzeba zrobić wszystko, by być lepszym od przeciwnika. Dla boksera wydźwięk tych słów był jedynie taki, by nie żywić do przeciwnika urazów lub niechęci, ale, by go szanować.

- Jako sportowiec był Pan w grupie nielicznych Polaków, którzy za pomocą pięści mogli na Rosjanach odreagować frustrację za narzucony ustrój komunistyczny. Przyjemnie było obijać sowieckich reprezentantów?

Reklama

- Sęk w tym, że Rosjanie nie bardzo dawali się obijać. To byli zawodnicy na szalenie wysokim poziomie. Niezależnie od tego, na tle narodowościowym nie było między nami antagonizmów. Wręcz przeciwnie. W boksie przede wszystkim doceniało się klasę zawodnika i szanowało się go za umiejętności. To wystarczający powód, by nie okazywać sobie wrogości czy niechęci. Ja na przykład miałem bardzo serdeczne kontakty ze swoim najgroźniejszym rywalem Danem Poźniakiem, Litwinem reprezentującym barwy ZSRR. Wygrywałem z nim, ale kosztowało mnie to sporo wysiłku. Dan był zawodnikiem, który zbierał laury, gdy ja nie mogłem startować. Kiedy np. nie pojechałem na olimpiadę, on został mistrzem. Niezmiernie go ceniłem i wiem, że on mnie również. Nawet po zakończeniu kariery odnosiliśmy się do siebie z nieukrywaną sympatią. Niestety stosunkowo niedawno od litewskich działaczy dowiedziałem się, że Poźniak rok temu umarł.

- Dziękuję za rozmowę.

Zbigniew Pietrzykowski - trener, pięściarz, rekordzista, niezawodny w ekipie Feliksa Stamma, 11-krotny mistrz Polski, 4-krotny mistrz Europy, posiadacz trzech olimpijskich medali (1 srebrny i 2 brązowe). Oficjalnie zakończył występy w ringu 10 lutego 1968. W sumie stoczył 367 walk, z których 351 wygrał, 2 zremisował i 14 przegrał. Pobił jeszcze jeden rekord: w 136 walkach, które stoczył w lidze, wygrał... 136!

2006-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Przewodniczący KEP wdzięczny rządowi RP za inicjatywę ws. przygotowań do papieskiej wizyty w Polsce

2026-08-05 17:09

[ TEMATY ]

abp Tadeusz Wojda SAC

abp Tadeusz Wojda

BP KEP

Z wdzięcznością przyjąłem inicjatywę rządu RP w sprawie przygotowań do pielgrzymki Ojca Świętego do Polski - powiedział KAI abp Tadeusz Wojda po dzisiejszym spotkaniu z wicepremierem Radosławem Sikorskim. Jak dodał przewodniczący KEP, wizyta papieża w naszej Ojczyźnie będzie tematem rozmów w czasie najbliższego zebrania plenarnego Konferencji Episkopatu Polski. - Pamiętajmy jednak, że szczegółowe przygotowania wymagać będą powołania zespołu, w skład którego oprócz przedstawicieli rządu i episkopatu wejdą przedstawiciele Kancelarii Prezydenta RP oraz Nuncjatury Apostolskiej - powiedział abp Wojda.

Do spotkania wicepremiera Radosława Sikorskiego z przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski, arcybiskupem metropolitą gdańskim Tadeuszem Wojdą SAC doszło dziś w siedzibie Sekretariatu KEP. Rozmowy dotyczyły rozpoczęcia przygotowań do pierwszej pielgrzymki papieża Leona XIV do Polski.
CZYTAJ DALEJ

Nie można być apostołem, nie znając Jezusa

[ TEMATY ]

homilia

rozważania

Adobe Stock

Rozważania do Ewangelii Mt 17, 1-9. <- KLIKNIJ

Czwartek, 6 sierpnia. Święto Przemienienia Pańskiego.
CZYTAJ DALEJ

Pieszo na Jasną Górę - cz. 6

2026-08-06 23:17

ks. Łukasz Romańczuk

Biskup Jacek Kiciński CMF oraz ks. Tomasz Płukarski

Biskup Jacek Kiciński CMF oraz ks. Tomasz Płukarski

Czwarty dzień pielgrzymowania prowadził pątników z Namysłowa do Wierzbicy Górnej. Przed południem pielgrzymi zatrzymali się w Siemysłowie, gdzie uczestniczyli w Mszy św. polowej pod przewodnictwem bp. Jacka Kicińskiego CMF . Etap przypadł w święto Przemienienia Pańskiego.

W homilii biskup zwrócił uwagę, że 40 dni po Przemienieniu Kościół obchodzi święto Podwyższenia Krzyża Świętego . Liczba 40 w Biblii oznacza czas przygotowania – Izrael na pustyni, Mojżesz na Synaju, Jezus przed rozpoczęciem działalności Liczba 40 w Piśmie Świętym oznacza zawsze czas przygotowania: Izrael szedł 40 lat przez pustynię, Mojżesz pościł 40 dni,.... Podobnie wejście na Tabor przygotowuje uczniów na doświadczenie krzyża. Kaznodzieja zatrzymał się nad wyborem trzech apostołów: Piotra, Jakuba i Jana . Podkreślił, że Jezus nie zabiera przypadkowych osób – każdy z nich otrzymał później konkretną misję: Piotr – widzialna głowa Kościoła, Jakub – pierwszy z apostołów, który odda życie za Chrystusa, Jan – świadek aż do późnej starości, autor Ewangelii i Apokalipsy. Biskup podkreślał, że dla Jezusa nie ma osób przypadkowych. - Jeśli Jezus zaprasza kogoś po imieniu, to znaczy, że doskonale go zna i ma wobec niego swoją misję – mówił bp Kiciński .
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję