Reklama

Polska

Zmarł ks. prof. Roman Malek SVD – wybitny znawca Kościoła w Chinach

W wieku 68 lat zmarł 29 listopada w szpitalu w Grudziądzu ks. Roman Malek, werbista, jeden z najwybitniejszych europejskich znawców chrześcijaństwa, a zwłaszcza Kościoła katolickiego w Chinach. 48 lat temu złożył śluby zakonne w Zgromadzeniu Słowa Bożego (werbistów) a od 43 lat był kapłanem. Jego pogrzeb rozpocznie się 2 grudnia Mszą św. w kościele parafialnym pw. św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Górnej Grupie – początek o godz. 11, po czym zakonnik zostanie pochowany na miejscowym cmentarzu zakonnym.

[ TEMATY ]

zmarły

Chiny

werbiści

Grudziądz

Kaszuby

cardinalekozlowiecki.pl

ks. prof. Roman Malek SVD

Przyszły misjonarz i sinolog urodził się 3 października 1951 roku w Bytowie na Kaszubach. W 1969 wstąpił do Zgromadzenia Słowa Bożego i rozpoczął studia filozofii i teologii w seminarium duchownym w Pieniężnie, a w 1972 również na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Już w okresie seminaryjnym zainteresował się religioznawstwem, zwłaszcza azjatyckim publikując w kościelnych i świeckich pismach naukowych, np. „Collectanea Theologica”,„Przegląd Orientalistyczny”, „Chrześcijanin w świecie”, „W drodze”, „Przewodnik Katolicki”. W 1976 obronił na KUL-u pracę magisterską nt. tenri-kyo – nowej religii Japonii. W tym samym roku w Pieniężnie przyjął święcenia kapłańskie.

Przełożeni zakonni wysłali go do pracy naukowej w sinologicznym Instytucie Monumenta Serica w Sankt Augustin koło Bonn. Na Uniwersytecie Bońskim odbył studia w zakresie religioznawstwa, historii Kościoła oraz sinologii i japonistyki, uzyskując doktorat (1984) i habilitację (2002) z sinologii. W 1986 sam zaczął wykładać religioznawstwo i sinologię na Wydziale Filozoficzno-Teologicznym w Sankt Augustin i tam w 1998 uzyskał stopień profesora, a także na Uniwersytecie w Bonn i uczelniach zagranicznych (m.in. w innych miastach niemieckich, w Austrii, na Filipinach, Tajwanie i w Polsce).

W latach 1984-2003 o. Roman Malek był redaktorem naczelnym wydawanego w Sankt Augustin kwartalnika „China heute”, bardzo cenionego ze względu na ilość i jakość wiadomości o religiach i chrześcijaństwie w Państwie Środka. W latach 1992-2012 był dyrektorem Instytutu Monumenta Serica oraz redaktorem naczelnym wydawanej przezeń serii książkowej – „Monumenta Serica Monograph Series” (1985-2012) i pisma „Monumenta Serica. Journal of Oriental Studies” (1992-2011). Zainicjował również drugą serię książkową tegoż Instytutu – „Collectanea Serica”, którą kierował w latach 1986-2012.

Reklama

W roku 1987 został pierwszym dyrektorem nowo powstałego China-Zentrum – placówki katolickiej, propagującej kontakty Kościołów Europy i Chin, którą kierował do 1998 roku. Zainicjował też powstanie Stowarzyszenia „Sinicum” im. Michała Boyma SJ w Warszawie.

Był m.in. członkiem zwyczajnym Sekcji Azjatyckiej Akademii Ambrozjańskiej w Mediolanie. autorem, współautorem, redaktorem i wydawcą kilkuset publikacji naukowych w językach angielskim, chińskim, niemieckim i polskim.

W kwietniu 2011 doznał ciężkiego udaru, który najpierw na długo unieruchomił go na wiele miesięcy. W latach 2015 i 2019 ukazały się pod jego redakcją dwa dalsze tomy obszernej serii „The Chinese Face of Jesus Christ” (Chińskie oblicze Jezusa Chrystusa). Od kwietnia 2018, po ponad 40 latach stałego pobytu za granicą, głównie w Sankt Augustin, kapłan wrócił do Polski i zamieszkał w prowadzonym przez werbistów domu misyjnym w Górnej Grupie na Pomorzu.

Reklama

Miał wiele odznaczeń i nagród polskich i zagranicznych, m.in. w czerwcu 2016 przyznano mu w Sandomierzu statuetkę „Serce bez granic” Fundacji im. Kardynała Adama Kozłowieckiego za zasługi na rzecz misji oraz głoszenia „Ewangelii nadziei i miłości” i pomagania najbardziej potrzebującym.

W październiku tegoż roku, z okazji jego 65. urodzin odbyła się okolicznościowa uroczystość w Sankt Augustin, podczas której przedstawiono jego dwutomowe dzieło „Rooted in Hope: China – Religion – Christianity”.

2019-11-29 17:11

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jastrë - Wielkanoc na Kaszubach

[ TEMATY ]

Wielkanoc

Kaszuby

BOŻENA SZTAJNER

O tym, jak Kaszubi kiedyś spędzali Święta Wielkanocne i jakie zwyczaje przetrwały do dziś opowiada w rozmowie z KAI Róman Drzéżdżón, kaszubski pisarz, poeta, satyryk i publicysta.

Dawid Gospodarek (KAI): Czy na Kaszubach były jakieś wielkanocne zwyczaje, specyficzne dla tego regionu?

Róman Drzéżdżón: Najbardziej charakterystycznym symbolem Świąt Wielkanocnych są chyba, jak wszędzie w Polsce, jajka. Na Kaszubach nie zdobi się jednak jajek we wzory, tylko się je farbuje, np. używając do tego łupin cebuli. Farbowane jajka wręczały dziewczyny w Jastrowi Pòniedzôłk chłopcom za dëgòwanié, czyli smaganie rózgami jałowcowymi lub brzózkami.

- Czyli farbowało się więcej jajek niż tylko do koszyczka ze święconką

- Zwyczaj święconki przyszedł na Kaszuby dopiero po II wojnie światowej. Kiedyś to ksiądz objeżdżał parafię, święcił pokarmy, a w zamian dostawał coś od gospodarzy. Oczywiście nie wszystkich, tylko tych bogatych.
Jajek szukały też dzieci w poniedziałek wielkanocny, wierząc że przynosi je Zajc, czyli zajączek.

- Co jeszcze robili Kaszubi w Święta?

- W Jastrową Niedzelã trzeba pójść po rezurekcji do najbliższego strumienia i obmyć się jastrową wodą, żeby mieć zdrową cerę. Po tym zabiegu szło się w milczeniu do domu, nie oglądając się za siebie.
Ciekawym zwyczajem, do dziś praktykowanym w Jastarni na Półwyspie Helskim, jest tzw. bãblowanié - czyli budzenie mieszkańców Jastarni na rezurekcję za pomocą wielkiego bębna.

- Jest jakiś specjalny rytualny bęben i osoba odpowiedzialna za ten zwyczaj?

- Tak. Zwyczaj znany już na początki XIX wieku na jakiś czas z niewiadomych przyczyn zamarł, jednak od dwudziestu pięciu lat pan Stefan Kohnke go kultywuje.

- A jak z wielkanocnym śniadaniem?

- Śniadania wielkanocnego kiedyś nie było - po przyjściu z kościoła jadło się tzw. prażnicã, czyli jajecznicę. Za to obiad był na bogato, z mięsem.

- A jak to jest z kaszubskim śpiewaniem? Dlaczego nie są znane dawne kaszubskie pieśni wielkopostne czy wielkanocne? Kaszubi woleli nabożne treści śpiewać po polsku? A może jest coś z prawdy w powiedzeniu „Casubia non cantat”?

- Kaszubi oczywiście śpiewali, ale pieśni kościelne, nabożne, religijne śpiewali tylko po polsku. Związane to było z tym, że kaszubski był uważany za język domowy, polski – za język religii, natomiast niemiecki – za urzędowy.
Współcześnie powstają pieśni nabożne w języku kaszubskim, również wielkopostne. Są rozpowszechniane m. in. przez kaszubskie chóry.

- Jakie wielkanocne zwyczaje przetrwały do dziś?

- M.in. szukanie Zajca czy dëgòwanié w poniedziałek wielkanocny. Niestety pod wpływem szkoły i mediów rozpowszechnił się śmingus-dyngus, czyli lanie wody. W tym czasie również robi się porządki w domach. Odwiedza się zmarłych na cmentarzu, porządkuje groby. Bardzo ważne jest też, że do dziś zachowała się kaszubska nazwa Wielkanocy: Jastra lub Jastrë.

- Dziś język kaszubski wszedł już do kościołów. Są celebrowane Msze kaszubskie, przetłumaczono lekcjonarz, powstają pieśni - jakie to ma znaczenie dla całej kaszubskiej kultury? Co jeszcze można zrobić, jeśli chodzi o "promocję" języka?

- Idealnie by było, gdyby w seminariach duchownych klerycy byli przygotowywani do pracy na Kaszubach, m.in. poznając naszą kulturę, zwyczaje i oczywiście język. Czekamy też, kiedy będzie można całą Mszę odprawiać po kaszubsku. Jak na razie tylko liturgia słowa jest dozwolona.
Język w kościele ma bardzo duże znaczenie dla naszej kultury, między innymi dlatego, że przekonuje ludzi, szczególnie tych ze starszego pokolenia, że kaszubski to nie tylko mowa domowa, ale też można za jej pomocą rozmawiać z Bogiem.

CZYTAJ DALEJ

Miliony od Trzaskowskiego dla byłej agentki

2020-05-23 18:19

[ TEMATY ]

polityka

komentarz

Facebook.com

Jolanta Lange wcześnie nazywała się Jolanta Gontarczyk i jako tajny współpracownik komunistycznego wywiadu TW Panna inwigilowała ks. Franciszka Blachnickiego. Jej fundacja nadal otrzymuje gigantyczne pieniądze z warszawskiego ratusza

W sierpniu 2019 roku odkryłem, że prezes jednej z warszawskich fundacji Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego Pro Humanum Jolanta Lange ma zmienione nazwisko. Do 2008 r. nazywała się Jolanta Gontarczyk TW Panna. Kobieta była jedną z ważniejszych agentek komunistycznej służby PRL, którą w latach 80-tych skierowano do inwigilacji twórcy Ruchu Światło Życie Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego. Obecna prezes stowarzyszenia Pro Humanum była więc płatnym i bardzo niebezpiecznym współpracownikiem reżimu komunistycznego, którą w latach 80. ścigał nawet kontrwywiad RFN.

O sprawie zrobiło się bardzo głośno i na jej temat rozpisywały się gazety, a o jej przeszłości informowały media internetowe i największe telewizje. Wydawałoby się, że po tych informacjach kierowany przez prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego urząd będzie unikał dalszej współpracy z fundacją Pro Humanum, na której czele nadal stoi "prezeska" Jolanta Lange vel Gontarczyk.

Niestety nic takiego się nie stało, bo 12 grudnia 2019 r. według zarządzenia "NR 1843/2019 PREZYDENTA MIASTA STOŁECZNEGO WARSZAWY" została przyznana dotacja 1 850 000 złotych na Prowadzenie Centrum Wielokulturowego w Warszawie, którego głównym operatorem jest właśnie fundacja Jolanty Lange. Prawie dwa miliony złotych publicznych pieniędzy przeznaczone jest na "działalność na rzecz integracji cudzoziemców, upowszechniania i ochrony wolności i praw człowieka oraz swobód obywatelskich, a także działań wspomagających rozwój demokracji w latach 2019-2022". Tych pieniędzy może być znacznie więcej, bo przeglądając umowy między Pro Humanum, a warszawskim ratuszem z poprzednich lat oprócz głównej umowy na prowadzenie "Centrum" były także dotacje na mniejsze projekty.

Czy znając przeszłość agentki służb komunistycznych można wnioskować, że prezes Jolanta Lange ma doświadczenie i zasługi dla upowszechniania i ochrony wolności oraz swobód obywatelskich, a także działań wspomagających rozwój demokracji? To retoryczne pytanie należy postawić kandydatowi na urząd prezydenta RP Rafałowi Trzaskowskiemu.

Sprawa może mieć ciąg dalszy. Jolanta Gontarczyk była bowiem jedną z ostatnich osób, która widziała ks. Franciszka Blachnickiego przed jego tajemniczą śmiercią. Na pewno będzie musiała znów zeznawać, bo 21 kwietnia 2020 r. "prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach podjął na nowo, umorzone w dniu 6 lipca 2006 roku, śledztwo w sprawie zbrodni komunistycznej, stanowiącej zbrodnię przeciwko ludzkości, polegającej na dokonaniu zabójstwa ks. Franciszka Blachnickiego w dniu 27 lutego 1987 roku w Carlsbergu przez funkcjonariuszy publicznych, poprzez podanie substancji, która spowodowała jego nagłą śmierć, co stanowiło prześladowanie pokrzywdzonego z powodów politycznych i religijnych".

Analizując treści ze strony internetowej Pro Humanum oraz na Facebooku można odnieść wrażenie, że stowarzyszenie jest mocno zaangażowane politycznie i światopoglądowo. Zapraszają na parady LGBT. Na fanpage można było znaleźć także sprofanowany wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej z tęczowym nimbem. Podczas uroczystości w Centrum Wielokulturowym zapraszany jest warszawski chór LGBT.

Więcej o współpracy Jolanty Lanego vel Gonatrczyk z warszawskim ratuszem oraz jej politycznej kariery w latach 90

CZYTAJ DALEJ

Pokazywał i uczył nas jedności

2020-05-29 00:30

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

archikatedra warszawska

beatyfikacja kard. Wyszyńskiego

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

Kard. Wyszyński doskonale wiedział, że jeśli Kościół da się podzielić, nie przetrwa czasu próby – powiedział kard. Kazimierz Nycz w homilii w czasie Mszy św. w 39. rocznicę śmierci Prymasa Tysiąclecia w archikatedrze warszawskiej.

Uroczystą, koncelebrowaną Eucharystię pod przewodnictwem metropolity warszawskiego odprawiło kilkudziesięciu kapłanów diecezjalnych i zakonnych. Wśród nich ks. Bronisław Piasecki, kapelan prymasa Wyszyńskiego i świadek jego ostatnich dni. We Mszy św. uczestniczyli alumni warszawskiego seminarium duchownego, siostry zakonne, poczty sztandarowe, członkowie Archikonfraterni Literackiej, przedstawiciele ruchów i stowarzyszeń katolickich oraz wierni z warszawskich parafii, a także pielgrzymi z Zuzeli – rodzinnej miejscowości Prymasa Tysiąclecia.

Kard. Nycz w homilii podkreślił, że jeszcze pięć miesięcy temu wszyscy spodziewaliśmy się, iż za kilka dni będziemy zgromadzeni na beatyfikacji na pl. Piłsudskiego, podobnie jak w czasie pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II czy wielkiego pogrzebu Prymasa trzy dni po jego śmierci. – Te nadzieje nie zostały przekreślone. Znalazły one swoje wzmocnienie w tym niespodziewanym czasie, który Bóg dał nam wszystkim, abyśmy się lepiej przygotowali do beatyfikacji kard. Wyszyńskiego – mówił.

– To wydarzenie, które po ludzku prymasowi Wyszyńskiemu się należy, jest potrzebne również nam, abyśmy zgromadzeni raz jeszcze mogli wyśpiewać wielkie „Te Deum” Kościoła i narodu polskiego za wielkie życie Prymasa. Nie traćmy nadziei i trzymajmy dzień 28 maja w naszych sercach, bo jest zarezerwowany na liturgiczne wspomnienie kard. Wyszyńskiego – zaznaczył metropolita warszawski.

Hierarcha przypomniał, że obecny okres w roku liturgicznym jest “czasem, gdy Jezus prowadzi nas do Wieczernika i modli się za wszystkich, którzy dzięki słowu apostołów w Niego uwierzą”. – My także jesteśmy zaproszeni do Wieczernika. Jezus modli się również za nas. Jesteśmy owocem świadectwa i wiary apostołów. W Wieczerniku, do którego nas przyprowadza słyszymy „aby byli jedno”- podkreślił kard. Nycz i wskazał na jedność wewnątrz Trójcy Świętej jako wzór jedności ludzi między sobą.

Metropolita warszawski zwrócił uwagę, że dla Prymasa wołanie i troska o jedność były ważnym wymiarem pasterskiej działalności, nie tylko w kontekście ekumenicznym. – Chodziło o jedność Kościoła w Polsce, targanego próbą podzielenia. Prymas Wyszyński wiedział, że jeśli Kościół da się podzielić, to nie przetrwa czasu próby.

- Kard. Wyszyński wiedział, że za wypowiedziane w 1953 r. „non possumus” będzie czekało go więzienie. Ale w pewnym sensie uważał, że to błogosławiony czas, który pozwolił mu głosić Ewangelię w zupełnie nowy sposób – zauważył kard. Nycz i dodał, że uwięzienie sprawiło, iż nie tylko urósł autorytet Prymasa wśród ludzi Kościoła i systemu, ale dzięki internowaniu mógł wiele spraw przemodlić, przemyśleć i złożyć ofiarę ze swojego cierpienia. Właśnie wtedy bowiem powstały Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego, Wielka Nowenna i wiele inicjatyw związanych z Tysiącleciem Chrztu Polski. – Trzy lata uwięzienia to jeden z najważniejszych momentów życia Prymasa – mówił kard. Nycz.

Przypomniał także, że drogi życia Prymasa Tysiąclecia zeszły się drogami kard. Karola Wojtyły. – Z tego spotkania i pięknej współpracy narodził się wybór Karola Wojtyły na papieża. Czasami banalizujemy trochę te relacje dwóch wielkich Polaków, mówiąc, że Karol Wojtyła był w cieniu Prymasa, a później Prymas w cieniu Papieża, ale to naprawdę nie o to chodzi. Tam nie było żadnych cieni, ale blask dwóch wielkich ludzi Kościoła. Oni byli niezwykle komplementarni względem siebie. Bardzo kochali Kościół i Matkę Najświętszą – mówił metropolita warszawski

Kard. Nycz zachęcił do modlitwy o owoce beatyfikacji kard. Wyszyńskiego, aby za rok móc spotkać się w archikatedrze przy jego relikwiach. Podkreślił ponadto, że wśród tych owoców są klerycy archidiecezji warszawskiej, z których dwudziestu będzie w najbliższą sobotę wyświęconych na kapłanów. – To spora liczba, jak na obecne czasy, dlatego mamy za co Bogu dziękować. Przez wstawiennictwo Jana Pawła II i kard. Wyszyńskiego módlmy się, aby we wszystkich polskich seminariach nie brakowało powołań – zaapelował.

Po Mszy św. kapłani przeszli procesyjnie do kaplicy z grobem Prymasa Tysiąclecia, gdzie odczytano fragment Ślubów Jasnogórskich i odśpiewano Apel Jasnogórski.

Ostatnim punktem uroczystości rocznicowych był wykład prof. Krzysztof Koehlera pt. „Wizja obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski”. Prelegent podkreślił, że prymas Wyszyński dochodzi do idei Millenium, kiedy jest uwieziony i rzucony w samotność. Pierwszym, przełomowym momentem było ułożenie 8 grudnia 1953 r. aktu osobistego oddania się Matce Bożej w niewolę. – Sam będąc w niewoli, Prymas poświęca wszystko Maryi i „transcenduje” niewolę fizyczną, zgadzając się na bezwarunkowe rozporządzanie sobą – mówił prof. Koehler.

Również Śluby Jasnogórskie, będące analogią do Ślubów Lwowskich króla Jana Kazimierza, a także nawiązanie do bohaterskiej obrony Jasnej Góry, symbolizującej obronę chrześcijańskiego ducha narodu miały jeszcze ściślej zjednoczyć naród polski z Maryją. – Peregrynacja kopii obrazu Matki Bożej Częstochowskiej była jak zamek błyskawiczny, który zszywa naród. Prymasowi leżało na sercu budowanie wspólnoty narodowej – podkreślił prof. Koehler i dodał, że kard. Wyszyński z Janem Pawłem II doskonale zdawali sobie sprawę, jak bardzo niebezpieczne może być rozłączanie polskości od katolicyzmu. - Bez pogłębiania wiary Polacy się rozproszą – zaznaczył.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję