Reklama

Kościół

Wrocław: Prymas Polski i Brat Alois o wyzwaniach współczesnego Kościoła

O wyzwaniach stojących przed Kościołem dzisiaj mówili podczas 42. Europejskiego Spotkania Młodych we Wrocławiu Prymas Polski abp Wojciech Polak i przeor ekumenicznej Wspólnoty z Taizé – brat Alois.

[ TEMATY ]

Taize

prymas Polski

prymas

Marta Głąb

Na początku abp Wojciech Polak, nawiązując do hasła spotkania „Zawsze w drodze, nigdy nie wykorzenieni”, zaznaczył, że każdy z nas pragnie mieć korzenie i wzrastać. To pragnienie realizujemy zarówno w życiu osobistym jak i społecznym a zarazem jest w nas pragnienie wzrastania, ukazujące, że człowiek jest wolny. To pragnienie jest równocześnie we wspólnocie, Kościele, dla którego Jezus jest drogą, prawdą i życiem. Jezus jest jak Orfeusz, wyprowadzający ludzkość ze śmierci, Kościół jest harfą w ręku Chrystusa. Obraz ten jest ważny dla współczesnego świata. Od początku są w nim chrześcijanie – jak dusza w ciele, tak chrześcijanie są w świecie mówi list do Diogeneta. Świat się zmienia, a jego podstawowym paradygmatem jest szybkość przemian.

W tym świecie można wskazać trzy sposoby odnalezienia się: zaklejenie sobie uszu jak Odyseusz, który sam przywiązuje się do masztu, by nie dać się uwieść syrenom. Drugi to utożsamienie się ze światem: pokusa posiadania, władzy, znaczenia. Trzeci wracamy do Orfeusza – jak uczy nas papież Franciszek w adhortacji "Christus vivit" – Kościół harfą w rękach Orfeusza, by zagrać tak pięknie, że głosy uwodzące świata zostaną przezwyciężone przez piękny głos, a inni pójdą za nami. Dla mnie to najpiękniejszy obraz Kościoła w zmieniającym się świecie – wyznał prymas Polski.

Z kolei brat Alois zauważył, że wszyscy odczuwamy, iż Kościół musi się zmienić. Nie ma to być całkiem nowy, ale ten sam Kościół. Chodzi o nowe formy mówienia o Ewangelii. Jan XXIII uchodził za człowieka bardzo tradycyjnego, ale zwołał II Sobór Watykański i podjął dzieło zmiany, aby Ewangelia była bardziej obecna w świecie. Dzisiaj stawiamy sobie pytanie co czynić, aby Dobra Nowina dotarła do świata?

Reklama

Może trudność polega na tym - mówił br. Alois - że nikt nie ma gotowych odpowiedzi. Jednak spotkanie, takie jak nasze, jest próbą odpowiedzi, wskazuje na znaczenie gościnności, zaufania, by nie bać się innych. Takie obawy istnieją między różnymi krajami, podobnie jak z powodu wielu nowych sytuacji w świecie. Innym aspektem naszego spotkania jest improwizacja. Na przykład rodziny chciałyby przyjąć 2 osoby, a przyszły 4, ale przyjęły wszystkie. Improwizowanie dostosowując się do czasów. Musieliśmy to też uczynić w Hali Stulecia. Wczoraj wieczorem 3 tys. osób modliło się w namiocie, umieszczonym obok niej, bo nie wszyscy weszli do środka. Improwizacja oznacza też prostatę.

Przeor Taizé zaproponował 5 drogowskazów:

1 - Zawsze w drodze, jesteśmy na początku i nie mamy gotowych odpowiedzi, musimy uczyć się od Ludu Bożego. Jezus mówi nam byśmy stawali się jak dzieci, jesteśmy na początku drogi Kościoła, który zawsze jest nowy.

Reklama

2 – zawsze w drodze – powinniśmy dotrzeć do tych, którzy są wokół nas. Papież Franciszek prosi byśmy nie koncertowali się na samych sobie, abyśmy wychodzili na zewnątrz. Od naszej pomysłowości zależy, jak to uczynimy.

3. Zawsze w drodze, by odpowiedzieć na to co daje nam świat.

Ludzie przemieszczają się. Wielu Polaków pojechało do Wielkiej Brytanii, natomiast do Polski przybyło wielu Ukraińców. Wielu Afrykańczyków stara się dotrzeć do Europy Zachodniej, a żaden mur ich nie zatrzyma. Zdaniem brata Aloisa to zjawisko może służyć pogłębieniu naszej tożsamości, jako chrześcijan powołanych do otwarcia serc na obcokrajowców.

4. Innym wyzywaniem jest ekologia – jako młodzi macie wiele energii by działać. Stawiamy sobie pytanie co w naszych grupach parafiach co możemy uczynić na rzecz wspólnego domu.

5. Ostatnie - zawsze zakotwiczeni - odkryjmy na nowo modlitwę. W Taizé modlimy się trzy razy dziennie, ale wciąż na nowo odkrywamy głębię modlitwy. Nie może być ona formalnością. Czy nasze kościoły mogą być bardziej pięknymi, zapraszającymi do modlitwy?

Następnie Prymas Polski i brat Alois odpowiadali na pytania. Pierwsze skierowano do Prymasa Polski: Jak my jako chrześcijanie możemy odnaleźć się zmieniającym się w świecie?

Abp Polak zaznaczył, że nie ma jednej odpowiedzi na takie pytanie. Nasze życie jest wielką szansą nie tylko dla siebie ale i dla innych. Jezus chce się posłużyć tobą i mną dla zmieniającego się świata. Najważniejsze w tym posługiwaniu się mną przez Jezusa jest to, że ma On pomysł na moje życie. Do czego Jezus mnie powołuje. W tym konkrecie trzeba odkryć do czego Jezus mnie wzywa i jak to konkretnie realizować. Trzeba podjąć decyzję – stwierdził Prymas Polski.

Kolejne pytanie skierowano do brata Aloisa - jak nie zatracić korzeni wiary?

Odpowiadając brat Alois przypomniał, że w 1989 był we Wrocławiu bardzo zaskoczony sytuacją Kościoła w Polsce. Obserwował rzesze młodych uczestniczących w pielgrzymce diecezjalnej do Trzebnicy. Ale po 30 latach sytuacja w Polsce się też bardzo zmienia. Mocą wiary było jej powiązanie z kulturą. To bardzo piękne, ale dostrzegamy osłabienie tych więzi. Zatem obecne to spotkanie wrocławskie odbywa się w bardzo ważnym momencie. „Przyjeżdżając chcemy was zachęcić do pielęgnowania wiary w rodzinach, więzi pokoleniowych, bo potrzebujemy tego znaku w całej Europie. Ale nie obawiajmy się zmian” – powiedział przeor Taizé. Powołał się na przykład Francji, gdzie jest bardzo mało powołań do kapłaństwa. To powoduje wiele cierpienia, ale każe też Kościołowi znaleźć nowe sposoby, by pamiętać, że nasz chrzest jest sakramentem podstawowym, dającym każdemu odpowiedzialność duszpasterską.

Inne pytanie dotyczyło podejścia do wyzwań związanych z ekologią. Abp Polak podkreślił potrzebę zaangażowania osobistego, poprzez obranie wstrzemięźliwego, prostszego stylu życia. Brat Alois przypomniał nauczanie biblijne o naszej odpowiedzialności za świat stworzony.

W tym kontekście padło pytanie o możliwość oddziaływania Kościoła na polityków.

Prymas Polski zauważył, że często Kościół jest krytykowany za swoje próby wpływania na polityków. Stąd głos Kościoła powinien być głosem prorockim, przypominającym, co mówi na ten temat Boże Objawienie. Przypomniał, że przed kilkoma laty Kościoły w Polsce wydały wspólny dokument o ochronie świata stworzonego. Ale po takim dokumencie potrzebne są są konkretne działania.

Jedno z pytań dotyczyło perspektyw pojednania między narodami.

Brat Alois przypomniał, że dla założyciela Taizé, brata Rogera centrum wspólnoty jest pojednanie. Podkreślił rolę listu biskupów polskich do biskupów niemieckich z 1965 r. i jego wielki wkład w Europę po II w św. Można to zrozumieć dzięki korzeniom chrześcijańskim. Ale trzeba też postawić sobie pytanie, jakie gesty można uczynić na rzecz pojednania dzisiaj?

Abp Polak zachęcił do lektury wywiadu Piotra Żyłki z br. Markiem. Przypomniał, że kard. Stefan Wyszyński mówił, że z powodu wspominanego listu do biskupów niemieckich Prymas Tysiąclecia wiele wycierpiał. „Wielu ludzi nie może zrozumieć, że pojednanie jest istotą życia społecznego” - zauważył obecny Prymas Polski.

Inne pytanie dotyczyło kryzysu Kościoła w tym problemów dotyczących wykorzystywania małoletnich.

Brat Alois wyznał z bólem, że przypadki, jakie miały miejsce we Wspólnocie z Taizé są powodem wielkiego cierpienia dla wszystkich braci. Oskarżenie brata to wielki wstyd, ale trzeba poinformować o tym wydarzeniu i Wspólnota uczyniła to w czerwcu br., a zarówno na jej stronach, jak i w materiałach spotkania wrocławskiego podany jest link, gdzie można kontaktować się w sprawie przypadków przemocy seksualnej. Jeśli nie powiemy o takich przypadkach, to zło jest ukryte, lepiej wypowiedzieć by zło było widoczne - zaznaczył. Zauważył, że wiele osób oczekuje w Taizé świata wolnego od zła, ale tak nie jest. „Chcemy być wiernymi Chrystusowi i mam odpowiedzialność wobec przyjeżdżających, ale Taizé nie jest wyspą, gdzie nie ma zła” - podkreślił.

Natomiast abp Wojciech Polak podkreślił, że trzeba pamiętać, iż osoba zgłaszająca, skrzywdzona kieruje się dobrem Kościoła, osoby ujawniające grzechy duchownych mają wkład w najlepiej rozumiane dobro Kościoła - zaznaczył. Zachęcił młodych do solidarności z ofiarami. Jednocześnie wezwał do zmiany mentalności, by być wdzięcznymi dla osób zgłaszających przypadki, a nie pogłębiać ich cierpienia.

2019-12-30 21:11

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jasna Góra dziękuje za życie Prymasa Wyszyńskiego i modli się o jego rychłą beatyfikację

2020-05-28 11:52

[ TEMATY ]

Jasna Góra

prymas Polski

prymas

Bożena Sztajner/Niedziela

Przypadająca dziś 39. rocznica śmierci kard. Stefana Wyszyńskiego na Jasnej Górze przeżywana jest przede wszystkim jako dziękczynienie za jego życie, które jest darem dla Kościoła i Polski a także błaganie o rychłe ogłoszenie go błogosławionym. Wieczornym Apelem rozpocznie się szczególna modlitwa nazwana „Nocne kołatanie do Matki Najświętszej u progu beatyfikacji”.

Dla paulinów Prymas Wyszyński to przede wszystkim wielki nauczyciel zawierzenia Maryi i ten, który pokazał Jasną Górę rozumianą jako wydarzenie zbawcze Narodu. Jak zauważył o. Arnold Chrapkowski, przełożony generalny Zakonu, przypomniał o tym Jan Paweł II. - Jeżeli papież oficjalnie jako pasterz Kościoła mówi w ten sposób, że nie byłoby papieża Polaka bez kard. Wyszyńskiego, bez Jasnej Góry, to jest to pokazanie w czym jest siła, na czym mamy budować naszą przyszłość, na czym mamy opierać nasze codzienne życie - powiedział o. generał.

„Nocne kołatanie u Matki Najświętszej” to inicjatywa metropolity częstochowskiego czuwań z błaganiem o ogłoszenie kard. Wyszyńskiego błogosławionym. - Ten dar trzeba nam wyprosić na kolanach - uważa abp Wacław Depo i podkreśla: „trzeba się modlić, a nie tylko oczekiwać na lepszy czas, bo Bóg ma swoje drogi i często nas zaskakuje swoimi sposobami rozwiązywania różnych spraw, dlatego mamy prawo i obowiązek o to prosić”.

Abp Depo dodaje, że trwanie na modlitwie i w oczekiwaniu na beatyfikację Prymasa Wyszyńskiego to nasza powinność. Rozumieją ją członkowie Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana”, którzy już po raz 40. przybędą dziś z ogólnopolską pielgrzymką. Kard. Stefan Wyszyński jest patronem tego stowarzyszenia świeckich katolików, które promuje przede wszystkim naukę społeczną Sługi Bożego.

Nocne czuwania w Kaplicy Matki Bożej odbywać się będą codziennie i potrwają aż do 25 sierpnia, wigilii święta Matki Bożej Częstochowskiej.

26 sierpnia miał być w tym roku narodowym dziękczynieniem za beatyfikację Prymasa, który miał bezgraniczne zaufanie do Matki Bożej w znaku jasnogórskiego Wizerunku.

Kard. Stefan Wyszyński często odpowiadał na pytanie: dlaczego wszystko postawił na Matkę Bożą. Tak wyjaśniał: „wydaje mi się, że najbardziej bezpośrednią mocą w moim życiu jest Maryja. Przez szczególną tajemnicę, której w pełni nie rozumiem, została Ona postawiona na mej drodze. Wiem jednak, że z tej drogi zejść nie mogę i nie chcę! Doświadczenie mnie pouczyło, że tylko na tej drodze, przy pomocy Dziewicy Wspomożycielki, Pani Jasnogórskiej, można czegoś dokonać w Polsce. Oczywiście mocami Bożymi".

Na ukochanie tej maryjnej drogi życia złożyło się wiele argumentów: osobiste doznanie cudownych łask przez pośrednictwo Jasnogórskiej Pani; dogłębna znajomość duszy i serca Narodu polskiego, z którego żaden nieprzyjaciel nie mógł wyrwać miłości do Maryi; wielkie doświadczenia historyczne i współczesne, które raz jeszcze ujawniły, że Jasna Góra i Maryja rzeczywiście bronią, wzmacniają i jednoczą Naród.

Kard. Wyszyński sam nazwał siebie Prymasem Jasnogórskim, bowiem całe jego życie upływało w łączności z Jasnogórską Maryją - Królową Polski. Pragnął zostać nawet paulinem. Z Mszą św. prymicyjną przyjechał na Jasną Górę, aby "mieć Matkę, która nie umiera". Jego rodzona matka umarła, gdy miał 9 lat. Po sakrę biskupią przybył także na Jasną Górę, a w herbie biskupim i prymasowskim umieścił wizerunek Matki Bożej Jasnogórskiej. Mówił potem: "Matka Boża Jasnogórska w moim herbie to nie ozdoba, to program mego biskupiego i prymasowskiego życia".

Prymas Wyszyński uczynił z Jasnej Góry ambonę i parafię swoją i Episkopatu. W okresie prymasostwa, od 1948 do 1981 r., wygłosił na Jasnej Górze setki przemówień, w sumie prawie 3 tys. stron maszynopisu. Z oficjalnych zapisków wynika, że „spędził” na Jasnej Górze ponad 600 dni, choć nawiedzał ją także przy równych okazjach nieoficjalnych.

Tutaj wypracowywał projekty, plany, akcje duszpasterskie. Znane są one jako: Śluby Narodu, Wielka Nowenna, nawiedzenie parafii przez kopię Cudownego Obrazu Matki Bożej w kraju i poza jego granicami, czuwania soborowe z Maryją Jasnogórską, Milenijny Akt Oddania Polski w Macierzyńską Niewolę Miłości za wolność Kościoła, nocne czuwania.

Od 1982 r. na Jasnej Górze z inicjatywy Instytutu Prymasa Wyszyńskiego z 27 na 28 dzień każdego miesiąca trwają nocne czuwania w intencji beatyfikacji ks. Prymasa.

Do beatyfikacji Prymasa Wyszyńskiego Jasna Góra przygotowuje się nie tylko przez modlitwę, ale także różne inicjatywy. Odbywają się np. cykliczne spotkania w 2019 r. „Prymas Jasnogórski w drodze na ołtarze” a w tym roku „Maryjne drogi do świętości Prymasa Jasnogórskiego”. Podejmowane przez Paulinów i zaproszonych gości tematy ukazują życie i posługę Sługi Bożego.

O szczególnych związkach prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego z Jasną Górą przypominają: pomnik „Pokora” przed wejściem do Sanktuarium, na którym przedstawiony jest ten Ojciec Narodu w geście przyklęknięcia i oddania czci Maryi oraz znajdujące się w Wieczerniku sgraffito ukazujące postać Prymasa na tle rzeszy pielgrzymów składających w 1956 r. Jasnogórskie Śluby Narodu.

Pomnik klęczącego Prymasa Tysiąclecia ma przypominać, że kard. Wyszyński był nie tylko wielkim nauczycielem, który uczynił z jasnogórskiego szczytu narodową ambonę, ale także człowiekiem wielkiej, żarliwej modlitwy, stawiającym zawsze na Jasnogórską Maryję.

CZYTAJ DALEJ

Abp Jędraszewski zachęca do licznego udziału w procesjach Bożego Ciała

2020-06-01 17:15

[ TEMATY ]

abp Marek Jędraszewski

Boże Ciało

Artur Stelmasiak/Niedziela

Zachęcam duszpasterzy, aby jak co roku organizowali procesje Bożego Ciała do czterech ołtarzy. Wiernych natomiast gorąco zachęcam do włączenia się w przygotowania do procesji oraz do licznego w nich udziału – napisał abp Marek Jędraszewski we „Wskazaniach w sprawie procesji Bożego Ciała” dla archidiecezji krakowskiej.

Powołując się na rozporządzenie Rady Ministrów z 29 maja br. metropolita krakowski przypomniał, że zgromadzenia religijne mogą się odbywać niezależnie od liczby ich uczestników, co stwarza możliwość zorganizowania tradycyjnych procesji eucharystycznych w Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa.

- Zachęcam duszpasterzy, aby jak co roku organizowali procesje Bożego Ciała do czterech ołtarzy. Wiernych natomiast gorąco zachęcam do włączenia się w przygotowania do procesji oraz do licznego w nich udziału – napisał abp Marek Jędraszewski w opublikowanych dziś „Wskazaniach w sprawie procesji Bożego Ciała”.

Metropolita krakowski zwrócił uwagę, że konieczne będzie zachowanie wymaganych środków bezpieczeństwa, to znaczy utrzymywanie odpowiednich odległości między uczestnikami procesji (minimum 2 metry) lub zasłanianie ust i nosa.

Centralna procesja Bożego Ciała w Krakowie rozpocznie się Mszą świętą 11 czerwca o godz. 9.00 na Wawelu. Następnie traktem królewskim uda się na Rynek zatrzymując się przy czterech ołtarzach usytuowanych kolejno przy kościołach św. Idziego, śś. Piotr i Pawła, św. Wojciecha i zakończy się przed bazyliką Mariacką.

- Niech doświadczenie obecności Boga w sakramencie Eucharystii będzie dla nas wszystkich źródłem radości, pokoju i miłości, które jako wspólnota Kościoła możemy ofiarować światu – podkreśla abp Marek Jędraszewski.

CZYTAJ DALEJ

Kard. Nycz z okazji 10-lecia beatyfikacji ks. Popiełuszki: Świat potrzebuje mocnych świadków wiary

2020-06-03 11:42

[ TEMATY ]

bł. Jerzy Popiełuszko

kard. Kaziemierz Nycz

bł. ks. Jerzy Popiełuszko

kard. Nycz

Archiwum

- Wbrew wszystkiemu, co możemy powiedzieć o współczesnym świecie czy o dzisiejszym człowieku, widoczne jest zapotrzebowanie na wyraźnych, mocnych świadków Ewangelii. A do takich należą męczennicy – mówi kard. Kazimierz Nycz w rozmowie z KAI z okazji 10-lecia beatyfikacji ks. Popiełuszki. Metropolita warszawski dodaje, że „ks. Popiełuszko pokazywał, że prawdę należy głosić zawsze z miłością. W jego słowach nie było nic, co by się kłóciło z zasadą miłości. I w tym była jego moc”.

Marcin Przeciszewski, KAI: W sobotę 6 czerwca minie 10 lat od beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki na Placu Piłsudskiego w Warszawie. Jak Ksiądz Kardynał wspomina ten czas?

Kard. Kazimierz Nycz: Kilkanaście miesięcy przedtem zakończył się proces beatyfikacyjny księdza Jerzego. A skoro nie wymagał on cudu, to został sfinalizowany w momencie, kiedy zostało uznane jego męczeństwo. Przygotowania do beatyfikacji w Warszawie nie nastręczały wielkich trudności. Popularność ks. Jerzego Popiełuszki była ogromna - co było widać chociażby po ilości pielgrzymów przybywających do grobu męczennika w żoliborskim sanktuarium. Wiedziałem, że będą obecni na beatyfikacji ludzie z całej Polski, ci którzy przez prawie 30 lat przyjeżdżali do jego grobu. I tak się stało.

Mam w pamięci też inny kontekst tej beatyfikacji. Kilka miesięcy wcześniej 10 kwietnia 2010 r. miała miejsce katastrofa smoleńska. Plac Piłsudskiego, gdzie odbywały się uroczystości beatyfikacyjne ks. Jerzego, był tym samym miejscem, gdzie niewiele wcześniej sprawowana była Msza św. przy 96 trumnach ofiar smoleńskich. Tworzyło to szczególną atmosferę, która nadała większą głębię i powagę beatyfikacji męczennika. Owocem beatyfikacji, tak silnie przeżytej przez wiernych ze wszystkich stron Polski był rosnący kult nowego męczennika – w bardzo wielu miejscach, także za granicą.

Dziesięciolecie tej beatyfikacji, 6 czerwca obchodzimy też w szczególnym kontekście, jakim jest obecna epidemia. Nie są to oczywiście wydarzenia porównywalne. Ale z racji cierpienia i narastającego niepokoju, jesteśmy w momencie, który w jakimś sensie jest porównywalny z tamtym czasem.

Ważnym akcentem, który miał nastąpić dokładnie w 10-rocznicę beatyfikacji ks. Jerzego, jest beatyfikacja kard. Stefana Wyszyńskiego. Niestety jednak okazało się to niemożliwe.

KAI: Jednym ze współczesnych fenomenów – o którym Ksiądz Kardynał zresztą już wspomniał - jest kult bł. Jerzego Popiełuszki. Kult ten wciąż się rozwija i to nie tylko w Polsce. Jego relikwie wystawione są w 990 kościołach w Polsce oraz 448 za granicą - w 61 krajach świata. Od chwili beatyfikacji ks. Jerzego do żoliborskiego sanktuarium wpłynęło ok. 100 świadectw szczególnych łask doznanych za jego pośrednictwem. Jak można zinterpretować ten fenomen?

- Wbrew wszystkiemu, co możemy powiedzieć o współczesnym świecie czy o dzisiejszym człowieku, widoczne jest zapotrzebowanie na wyraźnych, mocnych świadków Ewangelii. A do takich należą męczennicy. Takim świadkiem wiary był też ks. Jerzy Popiełuszko, ze względu na to wszystko, co czynił, zwłaszcza w ostatnich pięciu latach życia. Zbiegły się one z okresem „Solidarności”, a jeszcze bardziej z okresem stanu wojennego.

Dzięki temu ks. Popiełuszko stał się człowiekiem znanym w Polsce i na świecie jako kapelan robotników i „Solidarności”, zwłaszcza w okresie prześladowań w stanie wojennym. Zresztą „Solidarność” uważa go za swego patrona. Wtedy gromadził robotników a także inne grupy społeczne i środowiska wokół Mszy za Ojczyznę, odprawianych w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. I to spowodowało decyzję SB, która zakończyła się śmiercią męczeńską. Ks. Jerzy został zamordowany, gdyż komuniści chcieli się pozbyć tego świadka, chcieli pozbyć się księdza, który był niewygodny. Zbrodnia ta przed społeczeństwem była powoli odsłaniana przez komunę, na tyle ile ludziom udało się tę prawdę wydrzeć władzy. Początkowo wszystko chciano ukryć i zatrzeć ślady.

KAI: Dlaczego komuniści tak się go bali?

- Bali się go nie tylko dlatego, że był związany z „Solidarnością” czy mówił krytyczne wobec władzy kazania, bo takich księży było wielu. Ale zamordowano go dlatego, że mówił w taki właśnie sposób, będąc dla wszystkich świadkiem i wiary i świadkiem prawdy. U ludzi było wielkie zapotrzebowanie na takie świadectwo, będące wyznaniem wiary, ale i obroną godności człowieka. A prawda, która „w oczy kole” była dla władzy bardzo niewygodna. I to stało się głównym powodem męczeństwa.

Można zadać pytanie, co było niezwykłego w nauczaniu ks. Popiełuszki, że spotykało się ono z takim odzewem? Właściwie niewiele mówił od siebie, propagował nauczanie Jana Pawła II i kard. Stefana Wyszyńskiego. Aplikował to, co mówili ci dwaj wielcy Polacy XX wieku. Świadectwo ks. Jerzego realizowało się w wielu wymiarach: w obronie godności człowieka i ludzi, z którymi się spotykał, w przeciwstawianiu się wszelkiemu rodzajowi zemsty i – co najważniejsze – w praktycznym wcielaniu w życie ewangelicznej zasady: "Nie daj się zwyciężyć złu, zło dobrem zwyciężaj! Ks. Popiełuszko pokazywał, że prawdę należy głosić zawsze z miłością. W jego słowach nie było nic, co by się kłóciło z zasadą miłości. I w tym była jego moc.

Było to świadectwo, które stopniowo narastało, a jego zwieńczeniem było oddanie życia. A wszystko, co jest radykalnym świadectwem chrześcijańskim, ma charakter uniwersalny i może służyć za przykład do naśladowania, także w odmiennych warunkach, jakie mamy dziś.

KAI: A jakie było osobiste doświadczenie Księdza Kardynała, jeśli chodzi o kontakty z ks. Popiełuszką?

- Bezpośrednio słyszałem go tylko raz. Było to w Krakowie Mistrzejowicach, w parafii św. Maksymiliana, kiedy został tam zaproszony przez słynnego ks. Kazimierza Jancarza. Jako młody ksiądz miałem tam wykłady z katechetyki i zostałem na Mszę św., podczas której ks. Popiełuszko miał mówić kazanie. Pierwsza rzecz jaka mnie zaskoczyła - a było tam kilkudziesięciu księży w koncelebrze - to trudność jaką miałem, by dojrzeć w wśród nich naszego gościa. Szukałem oczyma ks. Jerzego, którego znałem już z Wolnej Europy, a wyobrażałem go sobie jako jakiegoś mocarza. Tymczasem zobaczyłem prostego, szczuplutkiego księdza, urzekającego swą nieśmiałością. Mogłoby się wydawać, że to nie ten Popiełuszko, którego komuniści uważali za niebezpiecznego wroga ustroju, który tak ostro atakuje ich z ambony. A tymczasem jego kazanie było bardzo proste, nadzwyczaj spokojne, składające się właściwie z mądrze dobranych cytatów z kard. Wyszyńskiego i Jana Pawła II oraz cytatów z dokumentów społecznych Kościoła. Zdumiewające było, jak bardzo ludzie pragnęli takiego właśnie prostego, stonowanego słowa, które ukazywało samą istotę Ewangelii.

Dlatego później, w procesie beatyfikacyjnym, nie było jakiegoś większego problemu z udowodnieniem, że było to męczeństwo za wiarę, męczeństwo w obronie godności człowieka, męczeństwo w imię prawdy, którą głosił, a nie zabójstwo z powodów politycznych, którego nie należy kwalifikować jako „męczeństwo za wiarę”.

KAI: Aczkolwiek wiemy, że w Kongregacji ds. Kanonizacyjnych były dyskusje na ten temat…

- Owszem, dyskusja była z dwóch powodów. Niektórzy chcieli z niego zrobić działacza politycznego czy wręcz rewolucjonistę, który poniósł śmierć w imię walki. Ale to zupełnie do ks. Jerzego nie pasowało. Argumenty te szybko zostały oddalone.

KAI: W 10. rocznicę beatyfikacji warto zadać pytanie, czego dziś patronem winien być ks. Jerzy Popiełuszko. Czy możemy go nazwać „Patronem polskiej wolności”, o którą się upominał, w której odzyskanie tak się angażował?

- Na pewno jest patronem polskiej wolności, ale powinniśmy unikać pewnych uproszczeń. Nie umniejszając w niczym jego zasług, trzeba przypomnieć, że takich ludzi, którzy cierpieli czy nawet oddali życie dla odzyskania wolności w Polsce i w Europie środkowo-wschodniej, było wielu. Dlatego, kiedy w Muzeum Jana Pawła II i kard. Wyszyńskiego odsłanialiśmy niedawno mały fragment Muru Berlińskiego, to podkreśliłem, że ten mur stał się pewnym symbolem kończącym proces, który się rozpoczął znacznie wcześniej, a uczestniczyło w nim bardzo wielu ludzi. Wśród nich kard. Stefan Wyszyński, Jan Paweł II, wielu zamęczonych kapłanów i świeckich – nie tylko z Polski ale całego naszego regionu Europy. W procesie, który doprowadził do odzyskania wolności uczestniczył także prezydent Ronald Reagan i na swój sposób nawet Michaił Gorbaczow. Ten ostatni w tym kontekście został wymieniony przez Benedykta XVI w jego liście na 100-lecie urodzin św. Jana Pawła II. W tym szeregu trzeba dojrzeć także bardzo wielu polskich duchownych, a wśród nich najbardziej znanym był ks. Jerzy Popiełuszko. I jeśli spojrzymy na niego w tym szerokim kontekście, to na pewno możemy go nazwać jednym z patronów naszej wolności.

KAI: Ks. Kardynał powiedział kiedyś, że „męczennicy są Kościołowi potrzebni, gdyż są świadkami, że miłość jest mocniejsza niż nienawiść. Bardzo nam tego dzisiaj potrzeba: w relacjach z ludźmi, ale także w wymiarze społecznym i narodowym”. Proszę o komentarz do tych słów, w kontekście dzisiejszej Polski. Jak dziś winniśmy budować tę „solidarność”, za którą oddał życie ks. Jerzy?

- Były takie próby, żeby oficjalnie ogłosić ks. Popiełuszkę patronem NSZZ „Solidarność”. Jestem przekonany, że jest on patronem uniwersalnym, dla nas wszystkich, trudno więc by był patronem jakiegoś partykularnego środowiska. Ks. Jerzy miał w sobie zdolność łączenia ludzi i łączenia różnych środowisk. Powinien być patronem tej solidarności przez małe „s”. Solidarności, tak jak ją definiował Jan Paweł II, przypominając, że „nie może być walka silniejsza od solidarności” oraz wyjaśniając, że „solidarność — to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie”. Mówił o tym w Gdańsku na Zaspie podczas pielgrzymki z 1987 r.

Tej solidarności przez małe „s” bardzo potrzebujemy dziś w Polsce. I to nie tylko w czasie pandemii, choć pandemia pewne rzeczy odsłoniła. Odsłoniła potrzebę solidarności międzysąsiedzkiej, solidarności z górnikami, czy między ludźmi a lekarzami, której czasem brakuje. Potrzeba solidarności w rodzinach, gdyż wspólne przebywanie przez 3 miesiące, z dziećmi czy z osobami starszymi od rana do wieczora, nie zawsze było łatwe i pokazało często jak płytkie są nasze międzyludzkie relacje.

KAI: Jedną z najbardziej charakterystycznych cech ks. Jerzego była odwaga. Dziś totalitaryzmu już nie ma. Jak ta cnota winna być realizowana dziś, w przestrzeni społeczeństwa demokratycznego i pluralistycznego?

- Z pewnością ks. Jerzy jest patronem głoszenia i bronienia trudnej prawdy. Choć dziś nie trzeba oddawać życia, to głoszenie prawdy, wciąż wymaga dużej odwagi. Ludziom często brakuje odwagi, by nie ulec żadnej poprawności: kulturowej, politycznej czy środowiskowej. Odwagi potrzeba by powiedzieć to, co się powinno powiedzieć w zgodzie z sumieniem. A dotyczy to każdego człowieka, nas wszystkich, a też i Kościoła.

KAI: Tajemnicą życia tego kapłana była rzadka u duchownych otwartość na ludzi zagubionych, poszukujących czy niewierzących. Oni wszyscy do niego lgnęli, a podejmując z nim współpracę, nierzadko się nawracali. Czy można o ks. Jerzym mówić jako o prekursorze nowej ewangelizacji?

- Jeśli ludzie dostrzegą w kapłanie mądre otwarcie na to, co Pan Jezus mówi w słowach: „Posyłam Was, idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody!”, które się powtarza przy każdych święceniach kapłańskich, jeśli ludzie odkryją to otwarcie i dobroć księdza, to będą do niego przychodzić.

Kiedy zobaczą kapłana, który nie zaczyna on od etykietowania kogokolwiek czy od dzielenia na dobrych i złych, tylko każdego jest gotów wysłuchać i pomóc, to będzie się on cieszyć szacunkiem. I bł. ks. Popiełuszko był takim właśnie księdzem. Można o nim powiedzieć, że swą postawą, swoim sposobem działania, jakby trochę wyprzedzał papieża Franciszka.

KAI: Widać to było wyraźnie, że wokół kościoła św. Stanisława gromadzili się ludzie dosłownie ze wszystkich środowisk, a nie tylko robotnicy czy działacze podziemnej Solidarności.

- Tak, w tym miejscu ks. Popiełuszko doskonale się odnalazł. Jako duszpasterz robotników i warszawskiej inteligencji skupionej wokół kościoła św. Stanisława Kostki na Żoliborzu okazał się osobowością tak niezwykłą, że wkrótce stał się żywym znakiem nadziei dla milionów, spragnionych wówczas prawdy, wolności, moralnej jasności oraz zwyczajnego szacunku dla człowieka.

KAI: Kapłani czy kurialiści często nie cenili go, uważali, że wcale nie jest wybitny a robi z siebie gwiazdę, itd.

- To jest obecne w każdym środowisku, kapłańskim może też. Wchodzi tu w grę zazdrość, niechęć dlatego, że ktoś jest popularny. W takiej sytuacji łatwo jest wylać przysłowiowe „dziecko z kąpielą”. Jego życie w diecezji, we własnym kapłańskim środowisku, bynajmniej nie było usłane różami.

KAI: A jak Ksiądz Kardynał postrzega postawę kard. Józefa Glempa wobec ks. Jerzego?

- Miałem dziesiątki rozmów z Księdzem Prymasem o ks. Jerzym, zarówno przed, w trakcie jak i po beatyfikacji. Podziwiałem Prymasa za to, że jego pogląd na ks. Popiełuszkę ewoluował. Początkowo mocno ulegał jego krytykom, obecnym z Kurii, ale to się zmieniło. Nie mam żadnych wątpliwości, że kard. Glemp faktycznie chciał go chronić, a próba posłania ks. Jerzego na studia do Rzymu nie była próbą pozbycia się problemu. Bo rzeczywiście ks. Jerzy stwarzał – jeśli tak można powiedzieć - problemy, które rzutowały na rozmowy z ówczesnymi władzami. Ale ze strony kard. Glempa nie był to motyw, by się go pozbyć i zmusić do wyjazdu za granicę. Prymas doceniał to, co ks. Jerzy robił i starał się go w tym wspierać, jednocześnie zdając sobie sprawę z grożącego mu niebezpieczeństwa. Opowiadam się za tezą, że Prymas chciał go bronić, proponując wyjazd na studia. Tak się czasem robi, dla czyjegoś dobra. A faktycznie śmierć mu groziła. A był to casus niektórych świeckich, którzy ginęli w niewyjaśnionych okolicznościach, czy innych kapłanów, którzy zostali w tych latach zamordowani. Nie były to żarty, ale poważne zagrożenie, które prymas Glemp doskonale wyczuwał. Chciał więc coś zrobić, żeby go ochronić.

Ale nie było to proste, gdyż ks. Jerzy zdecydowany by iść na całość i nie myślał zrezygnować. Stanowczo więc odmówił wyjazdu. Podobną determinację ks. Jerzy wykazywał nie tylko w tym przypadku. Nie posłuchał nawet w przeddzień wyjazdu do Bydgoszczy, który zakończył się porwaniem, kiedy przyjaciele ostrzegali go przez niebezpieczeństwem. Przez całe lata ta cała sprawa dla prymasa Glempa była bolesna i wracał do niej. Mówił o tym już na pogrzebie ks. Jerzego. O swoich wyrzutach sumienia w związku z tym , że nie udało się uratować ks. Jerzego mówił w trakcie słynnego rachunku sumienia, jakiego dokonał na Placu teatralnym w Warszawie w 2000 r. Mówił też o tym wypowiadając się do filmu o Księdzu Jerzym.

KAI: A co z procesem kanonizacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki, który rozpoczął się w 2013 r. we Francji w oparciu o domniemany cud? W 2015 roku zakończył się etap diecezjalny w diecezji Créteil, a sprawa została przekazana do Kongregacji. Co się z nią tam dzieje? W jaki sposób Archidiecezja Warszawska uczestniczy w jego przebiegu?

- Proces diecezjalny rzeczywiście zakończył się we Francji i dotyczył osoby z chorobą nowotworową, rzekomo uzdrowionej w 2013 r. za wstawiennictwem błogosławionego Jerzego. Materiały procesu zostały posłane do rzymskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Tam lekarze powołani przez Kongregację oceniają wstępnie wartość przedstawionego materiału diecezjalnego. Po pozytywnej ocenie rusza proces cudu. Problem w tym, że na styku pięciu lat zmarł mężczyzna, którego dotyczył proces. I tu jest problem. A skoro uzdrowienie dotyczyło choroby nowotworowej, to w takich wypadkach żelazną regułą Stolicy Apostolskiej jest karencja trwająca co najmniej pięć lat i dopiero po jej upływie można mówić o pewnym, a nie domniemanym uzdrowieniu. Zostawiam to Panu Bogu i samemu błogosławionemu.

KAI: W najbliższą niedzielę 7 czerwca miała się odbyć beatyfikacja kard. Stefana Wyszyńskiego, ale przeszkodziła jej pandemia. Na jak długo została odłożona?

- Nie ogłaszam na razie terminu, żeby nie mącić ludziom w głowach, gdyż może nastąpić nawrót pandemii. Nie chcę, aby kolejne przenosiny terminu dewaluowały znaczenie tej uroczystości. Powtórzyć mogę to, co powiedziałem w katedrze z okazji 39. rocznicy śmierci Prymasa Wyszyńskiego i w tym jest zawarte moje życzenie. Powiedziałem, że chciałbym abyśmy za rok, czyli w 2021 r. znaleźli się u grobu Prymasa i mogli powiedzieć: „Błogosławiony kardynale Stefanie”.

Wierzę, że ta pandemia ustąpi, i że w najdalszej perspektywie może być to rok oczekiwania. Wedle tego najdalszego z możliwych scenariusza beatyfikacja odbyłaby się w okolicy 40. rocznicy śmierci i 120 rocznicy urodzin Prymasa. Te dwie rocznice dają nam czas na poważne duchowe i merytoryczne przygotowania.

Nie mam też żadnych wątpliwości, że ludzie chcą masowo przyjechać na tę beatyfikację. Potwierdziły to sondaże, jakie jeszcze przed wybuchem epidemii przeprowadziliśmy w wielu diecezjach. Jestem pewien, że kiedy będzie możliwe duże zgromadzenie z tej okazji na Placu Piłsudskiego w Warszawie, to przybędą ludzie z całej Polski. A beatyfikacja powinna odbyć się w tym miejscu, a nie żadnym innym czy w jakiejś świątyni, gdyż tam miała miejsce msza z Janem Pawłem II podczas jego pierwszej pielgrzymki a później pogrzeb kard. Wyszyńskiego. Wciąż mamy to w oczach. Nawet pomijając argument, że kard. Wyszyński zasługuje na taką uroczystość, to nie chcę, abyśmy wszystko sprowadzali do wirtualnej rzeczywistości. Temu jestem zdecydowanie przeciwny.

Jeśli zorganizowanie beatyfikacji w takim kształcie na Placu Piłsudskiego okaże się możliwe wczesną jesienią, to się nie zawaham. Ale jeśli nie będzie to możliwe, wówczas beatyfikacja odbędzie się wiosną. Ale na razie podawać terminu nie chcę. Były próby pewnego nacisku na mnie, abym urządził beatyfikację w katedrze czy świątyni Bożej Opatrzności wraz z transmisją, ale jestem temu przeciwny. Nie wyobrażam sobie beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia przy kilkudziesięciu czy nawet kilkuset osobach. Beatyfikacja winna być okazją do masowej manifestacji wiary, na czym kard, Wyszyńskiemu zawsze bardzo zależało. Tak powinno być i ufajmy, że tak będzie.

KAI: Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję