Reklama

Dobry Samarytanin z Kielc

Katarzyna Dobrowolska
Edycja kielecka 21/2010

Tak jak przez wiele lat pochylał się nad łóżkiem schorowanej mamy - świętej Marychny, tak samo pochyla się nad łóżkami szpitalnymi swoich pacjentów w Świętokrzyskim Centrum Onkologii. - To musiał być jakiś plan - mówi dr Stanisław Góźdź

W marcu br. dr n. med. Stanisław Góźdź, dyrektor Świętokrzyskiego Centrum Onkologii, odbiera w Watykanie medal „Dobry Samarytanin” - „w uznaniu za jego pochylenie się nad cierpiącym i wielką miłość do chorych”. Jednocześnie zostaje konsultantem w Papieskiej Radzie ds. Zdrowia. W rodzinnym mieście jest inaczej, bo przecież żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Akurat wiadomość o wyróżnieniu zbiega się z rewelacjami w prasie - informacją o gigantycznym, liczącym 53 mln długu ŚCO - największej placówki medycznej w regionie.
- Pacjenci czytając taki news, sugerujący jakiś przekręt, mogą czuć się oszukani - przyznaje dr Góźdź. Brakuje przecież informacji, że ten dług wiąże się z tzw. nadwykonaniami za rok ubiegły i obecny, długiem szpitali świętokrzyskich wobec ŚCO za świadczone dla nich usługi oraz zmniejszonym o 11 mln budżetem NFZ w 2010 r. - co stawia problem w zupełnie innym świetle.
Nikt dziś nie wyobraża sobie leczenia pacjentów chorych onkologicznie z regionu bez Centrum. Tylko do 2020 r. zachorowalność w Polsce na nowotwory wzrośnie o 300 proc. - prognozuje Polska Unia Onkologiczna, którą dr Góźdź współtworzy. Codziennie z porad i pomocy Centrum korzysta 1500- -1800 osób. Rocznie z różnorakiego wsparcia i usług medycznych - 180 tys. pacjentów!, w tym 20 proc. spoza naszego regionu - co daje także pewien czytelny obraz wysokich standardów leczenia, profesjonalizmu i jakości opieki medycznej świadczonych przez ŚCO.

Trzeba marzyć i wierzyć

- Tak mówi dziś dr Góźdź. On jako młody lekarz (ukończył Akademię Medyczną w Białymstoku w 1974 r.) po stażu, na specjalizacji z onkologii w Warszawie zamarzył o wybudowaniu szpitala w Kielcach dla chorych na raka, i to z diagnostyką. Plan nierealny z oczywistych przyczyn: w Kielcach brakuje wówczas jakiegokolwiek zaplecza naukowego dla takiej inicjatywy. Góźdź jednak nie rezygnuje łatwo. Znajduje sojusznika dla swojej idei w osobie prof. Tadeusza Koszarowskiego, posła, naukowca i chirurga onkologa, który wspiera ideę i pomaga przeforsować plan dotacji. Trzeba marzyć i wierzyć.
Kiedy w 1983 r. po latach starań, rozmowach i konsultacjach w Ministerstwie Zdrowia udaje się w małych Kielcach, a nie gdzieś w metropolii, rozpocząć budowę nowoczesnego szpitala, wielokrotnie miejscowe władze kwestionują w ogóle potrzebę takiej inwestycji. Budowa idzie różnym tempem i z kłopotami finansowymi, ale udaje się ją uratować przed fiaskiem. Nowy wojewoda Józef Poskłonka po argumentacji dr. Góździa jest przekonany, że powstająca placówka jest niezbędna. Szpital przyjmuje pierwszych pacjentów już w lutym 1991 r., w 1995 r. zostaje przekształcony w Świętokrzyskie Centrum Onkologii. Udaje się także utworzyć zespół specjalistów dla zaplecza diagnostycznego, który obecnie pracuje w powstałych w ŚCO zakładach: Patologii, Diagnostyki Obrazowej, Panendoskopii, Medycyny Nuklearnej oraz w laboratoriach: Biochemicznym, Mikrobiologii, Markerów Nowotworowych, Genetyki i Metod Fizycznych. Dyrektor jest dumny ze swojej kadry naukowej. - To ludzie z rejonu od Wisły po Pilicę, z naszego świętokrzyskiego - mówi. Dzięki nim sprzęt medyczny jest w pełni wykorzystany, prowadzone są ważne badania naukowe. Pacjenci Centrum mają zapewnioną kompleksową opiekę onkologiczną, a ich rodziny objęte są wsparciem. Od początku szpital dba o jakość leczenia i diagnostykę. W 1996 r. właśnie do ŚCO trafia najnowocześniejszy rezonans magnetyczny. Dziś Centrum także jest w czołówce diagnostyki w Polsce - najnowszej klasy sprzęt medyczny, pozwalający wykryć nawet dwumilimetrowej wielkości rakowe komórki - PET pozytonowy tomograf emisyjny - trafił do Kielc rok temu, do nowo utworzonego zakładu. To zasługa posła PiS Przemysława Gosiewskiego, który również był wielkim orędownikiem powstania ośrodka PET. W ubiegłym roku z badań PET skorzystało ponad 170 osób.

Gabinet Szefa - na trzecim

Jak zarządzać taką instytucją (ŚCO zatrudnia ponad 1400 osób), sprostać problemom i wyzwaniom, które piętrzą się każdego dnia, a do tego być normalnym lekarzem, który udzieli pomocy, zbada, wysłucha i będzie miał czas dla cierpiącego człowieka? Przeciążenia i obciążenia psychiczne - bardzo duże. - Bez modlitwy nie dałbym rady - mówi dr Góźdź. Mój gabinet jest na drugim piętrze, gabinet Szefa (kaplica - przyp. K. D.) otwarty 24 godziny na dobę mieści się na trzecim - wyjaśnia. - Fascynujemy się współczesną techniką, osiągnięciami naukowymi. To wszystko jest potrzebne. Możemy wyleczyć wiele nowotworów. Jednak im więcej wiemy, tym bardziej zdajemy sobie sprawę, że tak naprawdę oglądamy świat przez dziurkę od klucza, bo człowiek to dusza i ciało - podkreśla.
Wsparcie duchowe, modlitwę traktuje jako uzupełnienie terapii. Dlatego tak ceni pracę kapelanów - ojców Mariusza i Sergiusza.
- Wiem, że w tym szpitalu musi być kaplica otwarta non stop. Dusza chorego jest rozedrgana ze strachu, z wątpliwości, pełna różnych pytań. Tutaj dokonują się wielkie rzeczy i tylko ojcowie i pacjenci o nich wiedzą - mówi. Pochylanie się co dzień nad cierpiącym uczy pokory. - Człowiek widzi swoją skończoność i skończoność tego świata. Dochodzi się do wielkiej tajemnicy. Tego nie da się pojąć bez Boga. Tutaj, w szpitalu, obcuję ze świętymi ludźmi - powtarza dr Góźdź. I nie da się zrozumieć jego słów bez historii jego dzieciństwa, kiedy spotkał świętą za życia.

Reklama

Harvard

Mały Stanisław Góźdź mieszka z rodziną w Kielcach, w domu przy pl. Moniuszki. Otrzymuje wychowanie katolickie, dorasta w tradycjach patriotycznych. Pradziadowie walczyli w powstaniu styczniowym, dziadowie w Legionach, stryj Marcin zginął w wojnie polsko-bolszewickiej w 1918 r., ojciec był żołnierzem Armii Krajowej.
- W domu panują proste, jasne zasady: modlitwa, praca, warsztat, rodzina - streszcza. Staszek, jako jeden z pięciorga dzieci szewca, także Stanisława, i Marii przez czterdzieści lat przykutej chorobą do łóżka, już w wieku pięciu lat wprowadzony jest w arkana rzemiosła, które ojciec wykonywał z prawdziwym zamiłowaniem całe życie. Buty od szewca-artysty Stanisława Góździa nosi w tych czasach sam bp Czesław Kaczmarek i inni duchowni. Pod okiem taty Staszek sprawia buty dla różnych klientów o różnych gustach i wymaganiach. Rano idzie do Nazaretu na lekcje. Po powrocie do domu pomaga z rodzeństwem opiekować się mamą i pracuje w warsztacie ojca. Wakacje? Raczej urlop w pracy - kilkunastodniowy. W każdą niedzielę służy w katedrze do Mszy św., którą celebruje bp Kaczmarek. - Miałem ten honor i zaszczyt - przyznaje. Ministranturę pełni do końca szkoły średniej z oddaniem. - Z perspektywy czasu mogę ocenić, że takie wychowanie to był Harvard - podsumowuje.

Jestem synem szewca

Mijają lata. W zdeformowanych chorobą dłoniach matki Staszka przesuwają się kolejne paciorki różańca, na jej twarzy maluje się ten sam łagodny spokój. Staszek obserwuje cierpliwość i pokorę świętej Marychny - tak zwraca się do niej rodzina. - Widać potęgę modlitwy. Codziennie przyjmuje Pana Jezusa w Komunii św., którą przynoszą jej księża, z czasem także młody ks. Marian Florczyk, ks. Kazimierz Gurda - przyszli biskupi. Rodzinę wspierają także jej przyjaciele - ks. Edward Materski, dziś biskup, i ks. Andrzej Zuberbier.
Razem z postępującym cierpieniem matki i jej hiobowym wręcz oddaniem się woli Bożej w nieszczęściu, u Stanisława dojrzewa naturalnie wybór drogi - medycyny. - Mam szczęście, że wychowałem się właśnie w takim domu. Jestem dumny, że jestem synem szewca i leżącej jak Łazarz matki. Wszystko to: warsztat i praca, cierpienie matki, jej agonia trwająca tydzień to jak najlepsza lekcja wiary… To musiał być jakiś plan. Dzięki temu inaczej patrzę na swojego chorego, bo widzę w nim swoją matkę - wyznaje. - Przez to także wiem, co znaczy łaska wiary w życiu człowieka. Wiara to droga, która prowadzi do Szefa - mówi. Nawet ruch podczas codziennego biegu traktuje jako „kontemplację, czas na spotkanie z Bogiem wśród zieleni, w śniegu, w deszczu albo w wietrze”.

Św. Elżbieta zawsze czeka

Kiedy Stanisław decyduje się założyć własną rodzinę (poślubił Elżbietę, koleżankę z sąsiedztwa), powraca do gniazda przy pl. Moniuszki. Od wielu lat mieszka z żoną i rodzeństwem w harmonii i zgodzie w tym samym domu, gdzie całe życie byli świadkami wielkiej miłości: szewca Stanisława i świętej Marychny. Baśń? - To była najbardziej zakochana para, nawet w wieku osiemdziesięciu lat. Pełnia odpowiedzialności, szczerości, oddania - mówi dr Góźdź. Taki też związek stara się budować w swoim małżeństwie ze świętą Elżbietą - tak nazywa swoją żonę, która codziennie prawie od czterdziestu lat czeka na niego w domu. - Osoby, która ma tyle cierpliwości jak ona, nie spotkałem - wyznaje. Jest szczęśliwym ojcem (ma dwóch synów Wojtka i Michała) i dziadkiem. Nie miał czasu dla swoich dzieci, było tysiące innych spraw: budowa onkologii, nauka, pacjenci. Teraz jednak może się cieszyć z rodziny synów i patrzeć, jak dorastają wnuki: Marysia, Jaś i Małgosia, a nawet je rozpieszczać.

Odznaczenie od prezydenta Kaczyńskiego

3 Maja 2009 r. podczas uroczystości na Zamku Królewskim w Warszawie prezydent RP Lech Kaczyński odznacza dr. Góździa z Kielc Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski „Polonia Restituta”. Doktor z dystansem podchodzi do zaszczytów, ale jest mu przyjemnie, że „nie jest nadany przez jakiś układ polityczny, lecz wystąpili o niego pacjenci”. - Oni najbardziej mnie znają, wiedzą, kim ja jestem - tłumaczy. - To była ostatnia wielka patriotyczna uroczystość prezydenta Lecha Kaczyńskiego - mówi dziś z żalem.

To, co się na pewno opłaca

Dr Góźdź co dzień toczy walkę z potężnym przeciwnikiem, walkę o życie i zdrowie swoich pacjentów. Nowotwory stają się największym problemem społecznym XXI wieku. I mimo że wciąż otrzymuje atrakcyjne propozycje z innych ośrodków, odpowiada: - Stąd pochodzę. Ten szpital i potrzeby moich pacjentów z każdym dniem są coraz większe i coraz to inne. Zgodnie z własnym sumieniem muszę czynić starania, by im pomóc.
Podkreśla, że onkologia daje inną optykę każdego dnia. Widzi ulotność chwili i kruchość życia. Zawsze „przychodzi tylko na jeden dzień do pracy, bo nie wie, co Szef wymyśli”. - Dlatego to, co się na pewno opłaca, to starać się czynić dobrze i jeszcze raz czynić dobrze. Chociaż dziś może to być traktowane jako głupia naiwność... - mówi dr Góźdź.

Złożył śluby wieczyste na oddziale onkologicznym

2019-05-24 10:30

Orioniści - Prowincja Polska

Nadzwyczajne śluby wieczyste i święcenia. Kleryk Michał Łos FDP, nasz współbrat przebywający w ciężkim stanie na oddziale onkologicznym w szpitalu w Warszawie, złożył 23 maja śluby wieczyste w Zgromadzeniu Zakonnym Małe Dzieło Boskiej Opatrzności.

Orioniści w Polsce

Na uroczystości obecni byli ks. Wicegenerał Oreste Ferrari FDP, ks. Radca Generalny Fernando Fornerod FDP, ks. Prowincjał Krzysztof Miś FDP, ks. Rektor WSD Tomasz Wiśniewski FDP, ks. Sekretarz Prowincjalny Michał Szczypek FDP, ks. Antoni Wita i ks. Kazimierz Baranowski oraz rodzina Michała. Ceremonia, która odbyła się na oddziale onkologicznym, przebiegła w atmosferze bardzo głębokiej duchowości. kl. Michał złożył na ręce ks. Wicegenerała ślub czystości, ubóstwa, posłuszeństwa i szczególnej wierności papieżowi oraz przysięgę ubóstwa.

Jutro 24 maja z rąk biskupa pomocniczego warszawsko-praskiego J.E. Ks. Bpa Marka Solarczyka przyjmie święcenia diakonatu i kapłańskie. Wszystko to dzięki Ojcu Świętemu Franciszkowi, który odpowiadając na pismo Przełożonego Generalnego naszego Zgromadzenia udzielił wszelkich niezbędnych dyspens. Pamiętajmy o nim w naszych modlitwach

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Jędraszewski: Twierdzenie „że cały Kościół jest zły, jest po prostu nieprawdą"

2019-05-26 14:55

BPAK / Piekary Śląskie (KAI)

Twierdzenie „że cały Kościół jest zły, jest po prostu nieprawdą, a przez to wielką krzywdą wyrządzaną ogromnej większości wspaniałych i gorliwych kapłanów” – powiedział dziś w Piekarach Śląskich abp Marek Jędraszewski. Uczestnicy corocznej pielgrzymki mężczyzn do Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej przyjęli te słowa gromkimi brawami. Metropolita krakowski podkreślił, iż o Kościele "winniśmy myśleć ze czcią – właśnie tak, jak o Matce".

Joanna Adamik

Publikujemy treść homilii abp. Marka Jędraszewskiego

Ekscelencjo, Najdostojniejszy Księże Arcybiskupie Metropolito Katowicki,

Ekscelencje, Najdostojniejsi Księża Arcybiskupi i Biskupi,

Drodzy Bracia w Chrystusowym Kapłaństwie,

Wielebne Siostry zakonne,

Czcigodne Osoby życia konsekrowanego,

Drodzy Pielgrzymi, Uczestnicy Pielgrzymki Mężczyzn i Młodzieńców do Matki Bożej Piekarskiej,

Wszyscy Drodzy memu sercu Siostry i Bracia,

1. Maryja, Matka Jezusa

Chrystus doskonale wiedział, że tuż za drzwiami Wieczernika czai się zło, kłamstwo, zdrada i przemoc. Od Wieczernika do pałacu Kajfasza było przecież nie aż tak daleko. Przed chwilą Judasz opuścił grono Apostołów i wszedł w ciemności nocy (por. J 13, 30). A Jezus, wiedząc, że jest to pożegnanie z najbliższymi, zaczął mówić o miłości. O Bogu, który jest miłością (por. 1 J 4, 8b), przezwyciężającą wszelki grzech i niewierność. I o człowieku, który jest powołany do uczestnictwa w tej Bożej miłości.

Podstawowym warunkiem tego uczestnictwa jest słuchanie słowa Bożego i jego zachowywanie (por. Łk 11, 28). „Kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką” powiedział Pan Jezus, jeszcze u początków swej publicznej działalności na palestyńskiej ziemi (Mk 3, 35). Łatwo nam sobie wyobrazić, że kiedy wypowiadał słowo „matka”, myślał o Maryi i że wtedy uczniowie wyczuli w Jego głosie szczególne ciepło i wzruszenie. Przecież jako nazaretańska dziewczyna przyjęła Go do swego dziewiczego łona, otwierając się na przedziwne działanie Ducha Świętego. Jej zawdzięczał swe człowiecze życie. Dzięki Niej stał się podobny do nas, ludzi, we wszystkim – oprócz grzechu (por. Hbr 4, 15). A przede wszystkim Jego, Jednorodzonego Syna Bożego, obdarzyła najpiękniejszą, najbardziej szlachetną, serdeczną miłością, która była przeniknięta najwyższą tkliwością. Maryja… Matka…

Drodzy Pielgrzymi!

Dziś przybywamy do Piekar Śląskich właśnie do Niej. Wpatrujemy się w Jej Święte Oblicze. Jej dłoń wskazuje na Syna, który przyszedł na świat nie po to, aby go potępić, lecz aby go zbawić (por. J 12, 47b). Na cudownym piekarskim obrazie także Pan Jezus wskazuje na swą Dziewiczą Matkę, jakby tym gestem chciał wyrazić całą swoją wdzięczność za to, że zechciała Go do Siebie przyjąć, mówiąc do Anioła Gabriela: „Niech Mi się stanie według twego słowa!” (Łk 1, 35). Wdzięczność za to, że urodziła Go w trudnych warunkach betlejemskiej groty. Że Go nam wszystkim dała. Owej cudownej nocy, gdy „nadeszła pełnia czasu” (por. Ga 4, 4), to właśnie dzięki Niej aniołowie mogli śpiewać: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania” (Łk 2, 24).

2. Nauczycielka miłości

Od chwili Zwiastowania, dzięki Fiat Maryi, Chrystus, Boży Syn, stał się Bratem każdego i każdej z nas. Wziął na siebie cały nasz człowieczy los – z jego trudami istnienia, dorastania, przemijania, podatności na zranienie, z jego bólem i cierpieniem. To dzięki Niej – Maryi. To dzięki Niej Bóg jest tak bliski nam – niemal na wyciągnięcie ręki. Po latach, w swoim Pierwszym Liście św. Jan Apostoł tak oto wyrazi tę prawdę: „Co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce – [to wam oznajmiamy]” (1 J, 1, 1).

Równocześnie uczymy się od Niej, jak kochać Chrystusa. Nasza miłość do Niego nie ma nic z czułostkowości i nie buduje się z samych tylko wzruszeń. Jest – powinna być – na wskroś przeniknięta Bożą mądrością. Sam Chrystus bardzo jasno ukazał warunki tej miłości, mówiąc do Apostołów w Wieczerniku: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę. (…) Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich” (J 14, 23a. 24). Przestrzeganie nauki Chrystusa sprawia, że stajemy się uczestnikami życia Trójcy Świętej: „Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać” (J 14, 23b). Maryja niejako nawiązuje do tych właśnie słów swego Syna, mówiąc do uczniów w Kanie Galilejskiej w krótkim, bardzo po męsku brzmiącym poleceniu: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam [mój Syn] powie” (J 2, 5b). Jego słowo jest przecież jasne – trzeba tylko chcieć je usłyszeć. Jego słowo jest prawdziwe – bo On jest Prawdą (por. J 14, 6). Jego słowo wzywa do czynu – więc wprowadzajcie w czyn przykazania miłości. „Zróbcie wszystko!” – znaczy: wszystko bez wyjątku, nie wybierając z Ewangelii tylko tych słów, które akurat nam odpowiadają, a odrzucając to, co wymagałoby od nas trudu nawrócenia, porzucenia zła, odejścia od błędnych przyzwyczajeń i upodobań. Tylko wtedy, gdy przyjmujemy Chrystusa jako jedną i niepodzielną Prawdę, możemy doświadczyć, że Jego Ewangelia niesie z sobą prawdziwe, dogłębne wyzwolenie: „Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8, 31b-32).

3. Matka Kościół

Mocy tej wyzwalającej prawdy doznajemy szczególnie wtedy, gdy od Chrystusa uczymy się miłości do Kościoła. Kościół bowiem był, jest i będzie Jego Oblubienicą. Jak pisze św. Paweł w Liście do Efezjan, „Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany” (Ef 5, 25b-27). Ponieważ Chrystus na krzyżu przelał za Kościół swoją krew, Kościół jest święty. Tę właśnie prawdę wyznajemy podczas każdego Credo, mówiąc: „Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół”.

Dla Chrystusa Kościół jest Oblubienicą, natomiast dla nas – Matką. Mater Ecclesia –Matka Kościół. Święta Matka Kościół. Jest Matką naszą, ponieważ w chwili Chrztu świętego zrodził nas do życia wiecznego. To on dał nam łaskę wiary. To on uczy nas wzrastania w miłości do Boga i do bliźniego. To on umacnia w nas nadzieję znalezienia się ostatecznie i na wieczność całą w niebiańskim Jeruzalem. To wszystko sprawia, że o Kościele winniśmy myśleć ze czcią – właśnie tak jak o Matce, mimo że jest on złożony także z ludzi grzesznych.

Drodzy Bracia i Siostry!

Dziś znajdujemy się sytuacji, kiedy w przestrzeni medialnej i społecznej wiele się mówi o grzechach wiernych Kościoła. Zważywszy na pewne obiektywne fakty, wszyscy czujemy się zawstydzeni i upokorzeni z powodu postępowania tych osób duchownych, które sprzeniewierzyły się swemu kapłańskiemu lub zakonnemu powołaniu. Jednakże mówienie, że cały Kościół jest zły, jest po prostu nieprawdą, a przez to wielką krzywdą wyrządzaną ogromnej większości wspaniałych i gorliwych kapłanów. Ojciec Święty emeryt Benedykt XVI pisze nawet, że takie kłamliwe uogólnianie jest dziełem złego ducha. Przecież, obiektywnie i bezstronnie rzecz biorąc, w Kościele dzieje się bardzo wiele dobra. Jest tak przede wszystkim dlatego, że „Kościół Boży (…) także dzisiaj jest właśnie narzędziem, za pomocą którego Bóg nas zbawia. Bardzo ważne jest przeciwstawianie kłamstwom i półprawdom diabła pełnej prawdy: Tak, w Kościele jest grzech i zło. Ale także dzisiaj jest święty Kościół, który jest niezniszczalny. Także dzisiaj jest wielu ludzi, którzy pokornie wierzą, cierpią i kochają, w których ukazuje się nam prawdziwy Bóg, kochający Bóg. Bóg ma także dzisiaj swoich świadków (martyres) na świecie. Musimy tylko być czujni, by ich zobaczyć i usłyszeć”. W tym kontekście Benedykt XVI daje nam świadectwo o sobie samym: „Mieszkam w domu [na terenie Watykanu], w małej wspólnocie ludzi, którzy odkrywają takich świadków Boga żywego w codziennym życiu i radośnie wskazują na to również mnie. Widzieć i odnaleźć żywy Kościół jest cudownym zadaniem, które wzmacnia nas samych i pozwala nam ciągle na nowo weselić się wiarą”.

Drodzy Pielgrzymi do Matki Boskiej Piekarskiej!

Właśnie tutaj, u Jej stóp, uczymy się miłości do Kościoła naszej Matki. Tutaj przypominamy sobie tak dawną, a równocześnie tak aktualną prawdę: „O matce nigdy źle”. Natomiast o jej dzieciach, gdy trzeba, trudną i bolesną prawdę należy odsłaniać. Czynimy to tylko i wyłącznie po to, aby dzieci, które ją, świętą Matkę Kościół, tak boleśnie swą niewiernością dotknęły, mogły przejrzeć, nawrócić się, na ile się da wynagrodzić za wyrządzone krzywdy, odpokutować… Tutaj też, w Piekarach, postanówmy sobie, aby brać przykład z papieża Benedykta XVI i umieć cieszyć się i radować z każdego dobra, które dzieje się w Kościele. By umieć cieszyć się również z tej Pielgrzymki i dziękować Matce Bożej za to, że nas tu dzisiaj do siebie zaprosiła, tu zgromadziła i za swoją przyczyną pozwoliła wielbić Boga.

4. Dzień Matki

Wpatrując się w Obraz Matki Boskiej Piekarskiej i rozważając gest Pana Jezusa, który swą rączką wskazuje na Maryję, uczymy się od Niego miłości do naszych matek. Dzisiaj przecież Dzień Matki. Każdy z nas, tutaj obecnych, jest dzieckiem swojej matki. „Matka jest tylko jedna” – słyszymy niekiedy. To głęboka, choć, z drugiej strony, tak oczywista prawda. „Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś” (Łk 11, 27b). Te słowa nieznanej nam z imienia kobiety z Ewangelii św. Łukasza, skierowane do Pana Jezusa, odnoszą się także do naszych kochanych Mam. Matka: nosiła nas z trudem, karmiła z macierzyńska tkliwością, cieszyła się z każdego kolejnego samodzielnego kroku, z dumą patrzyła na każdy nasz sukces, pocieszała w chwilach niepowodzeń, cicho płakała, gdy spotkało nas jakieś nieszczęście, brała do ręki różaniec, kiedy chciała uchronić nas przed złem. Dzisiaj z ogromnym szacunkiem i wdzięcznością myślimy o nich – naszych matkach, niezależnie od tego, czy żyją one jeszcze i po powrocie do naszych domów będziemy mogli wręczyć im bukiet kwiatów, czy też przeszły już one z tego świata do domu Ojca i w akcie szczególnej podzięki tutaj, przed Cudownym Obrazem Piekar Pani, złożymy im dar modlitwy serdecznej, prosząc Boga o wieczne dla nich odpoczywanie…

Drodzy mężowie, uczestnicy dzisiejszej pielgrzymki do Matki Boskiej Piekarskiej!

Prawda o miłości do naszych matek odnosi się także do waszych żon, które są matkami waszych dzieci. Waszym świętym obowiązkiem jako ojców jest uczenie waszych dzieci tego, by umiały kochać, szanować i czcić swoje matki – tak, jak to jest zapisane w IV Przykazaniu Dekalogu: „Czcij ojca swego i matkę swoją!”. Należę do pokolenia, które przy każdym przywitaniu i pożegnaniu z mamą całowało ją w rękę. Pamiętam mego ojca, który mnie kiedyś upomniał, gdy z powodu jakiegoś irracjonalnego wstydu wobec innych poprzestałem tylko na uściśnięciu jej dłoni. „Matkę zawsze całuje się w rękę” – powiedział dobitnie. I tak też już od tej pory zawsze czyniłem.

Drodzy mężczyźni i młodzieńcy! Pozwólcie, że zwrócę się do was z gorącym apelem: często rozważajcie słowo, które skierował do nas Pan Bóg w IV Przykazaniu, mówiąc: „Czcij matkę swoją!”. Właśnie tak, a nie inaczej: „Czcij!”.

4. Matka Ojczyzna

W słowo „Czcij!” z IV Przykazania Dekalogu wpisana jest także miłość do Ojczyzny. Ona również jest naszą matką. Jak bardzo niełatwa jest ta nasza miłość do niej , ale i jak bardzo konieczna, świadczą trzy kolejne Powstania Śląskie. W tym roku przypada setna rocznica pierwszego z nich. Powszechnie śpiewano wtedy Rotę Śląską, nawiązująca do słynnej Roty Marii Konopnickiej: „Ojczyzno święta, kraju nasz!/ Z Tobą nam żyć, umierać!/ Niezłomnie stoi śląska straż,/ Polsko, Twa wierna czeladź./ Zabrzmi i dla nas złoty róg,/ tak nam dopomóż Bóg!”.

Jakże więc dzisiaj nie przypomnieć owej szczególnej wymiany słów, do jakiej doszło dnia 20 czerwca 1922 roku na rynku w Katowicach, gdy już po ostatecznym zatwierdzeniu polskich granic do stolicy Górnego Śląska wkraczała polska armia. Wojciech Korfanty mówił wtedy niezwykle podniosłym tonem: „Przybyłaś do nas, Polsko! Z sercem, przepełnionym czcią nabożną, witamy Cię, Matko-Ojczyzno! W tej wielkiej chwili dziejowej, my najmłodsze Twoje dzieci, ślubujemy Ci wierność, miłość i posłuszeństwo bez granic, a za to przyjmij nas jako oddane Ci sercem i duszą dzieci Twoje, które Twoje zjawienie się na ziemi naszej gorzkimi łzami wypłakały i potokami krwi okupiły. Polsko! Bądź nam matką troskliwą – ostatnie wbijasz pale granic Twoich. Tu na Zachodzie stoi żywy mur z piersi mężów, w boju zahartowanych, gotowych zawsze do Twojej obrony”. Na to odpowiedział mu stojący na czele polskich wojsk gen. Stanisław Szeptycki: „Panie Pośle! (…) Należy ustalić fakty. Gdyby ze sprawozdań o dzisiejszych uroczystościach świat sądził, że dzisiejszy zwycięski marsz żołnierza polskiego na Ziemię Górnośląską jest zasługą wojska, to muszę stwierdzić, że przyczyną naszej tu obecności jest przede wszystkim dzielny lud górnośląski, prowadzony w pierwszym rzędzie przez duchowieństwo. Duchowieństwo to rozbudziło w ludzie śląskim nastrój wysokiej wiary w zwycięstwo prawdy i sprawiedliwości. Wiara wymaga męczenników. Tych na Górnym Śląsku nigdy nie brakło. Więc symbolicznie wręczam rzucone mi kwiaty Tobie, Panie Pośle, czcząc w ten sposób pamięć wielkich poległych bohaterów górnośląskiego ludu”.

Zakończenie

Drodzy Pielgrzymi!

Raz jeszcze kierujemy nasz wzrok w stronę Cudownego Obrazu Piekarskiej Pani. Matka wskazuje swą dłonią na Syna. Syn ma swą rączkę skierowaną ku Matce. Ona dała nam Zbawiciela świata. On, umierając na krzyżu, obdarzył nas swą Matką. Dostrzegamy w tym przepiękny przejaw Bożej miłości, która najpierw objęła Maryję i uczyniła Ją Pośredniczką łask wszelkich. Widzimy w tym także tkliwość miłości Boga, który pragnie nas objąć swą mocą i wewnętrznie przemienić. Który pragnie nadać najbardziej szlachetny kształt naszej miłości do Niego, naszego Stwórcy, Odkupiciela i Pocieszyciela, jak również naszej miłości do Kościoła, do naszych matek, do Ojczyzny. Boża miłość stoi u progu naszych serc i do nich kołacze. Czy się na nią otworzymy? W tym tak ważnym dla naszego życia momencie, z głębi naszych serc spragnionych autentycznej miłości, wołamy: Matko Syna Bożego, Matko nasza, Matko pięknej miłości – módl się za nami!

Amen

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem