Reklama

Dobry Samarytanin z Kielc

Katarzyna Dobrowolska
Edycja kielecka 21/2010

Tak jak przez wiele lat pochylał się nad łóżkiem schorowanej mamy - świętej Marychny, tak samo pochyla się nad łóżkami szpitalnymi swoich pacjentów w Świętokrzyskim Centrum Onkologii. - To musiał być jakiś plan - mówi dr Stanisław Góźdź

W marcu br. dr n. med. Stanisław Góźdź, dyrektor Świętokrzyskiego Centrum Onkologii, odbiera w Watykanie medal „Dobry Samarytanin” - „w uznaniu za jego pochylenie się nad cierpiącym i wielką miłość do chorych”. Jednocześnie zostaje konsultantem w Papieskiej Radzie ds. Zdrowia. W rodzinnym mieście jest inaczej, bo przecież żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Akurat wiadomość o wyróżnieniu zbiega się z rewelacjami w prasie - informacją o gigantycznym, liczącym 53 mln długu ŚCO - największej placówki medycznej w regionie.
- Pacjenci czytając taki news, sugerujący jakiś przekręt, mogą czuć się oszukani - przyznaje dr Góźdź. Brakuje przecież informacji, że ten dług wiąże się z tzw. nadwykonaniami za rok ubiegły i obecny, długiem szpitali świętokrzyskich wobec ŚCO za świadczone dla nich usługi oraz zmniejszonym o 11 mln budżetem NFZ w 2010 r. - co stawia problem w zupełnie innym świetle.
Nikt dziś nie wyobraża sobie leczenia pacjentów chorych onkologicznie z regionu bez Centrum. Tylko do 2020 r. zachorowalność w Polsce na nowotwory wzrośnie o 300 proc. - prognozuje Polska Unia Onkologiczna, którą dr Góźdź współtworzy. Codziennie z porad i pomocy Centrum korzysta 1500- -1800 osób. Rocznie z różnorakiego wsparcia i usług medycznych - 180 tys. pacjentów!, w tym 20 proc. spoza naszego regionu - co daje także pewien czytelny obraz wysokich standardów leczenia, profesjonalizmu i jakości opieki medycznej świadczonych przez ŚCO.

Trzeba marzyć i wierzyć

- Tak mówi dziś dr Góźdź. On jako młody lekarz (ukończył Akademię Medyczną w Białymstoku w 1974 r.) po stażu, na specjalizacji z onkologii w Warszawie zamarzył o wybudowaniu szpitala w Kielcach dla chorych na raka, i to z diagnostyką. Plan nierealny z oczywistych przyczyn: w Kielcach brakuje wówczas jakiegokolwiek zaplecza naukowego dla takiej inicjatywy. Góźdź jednak nie rezygnuje łatwo. Znajduje sojusznika dla swojej idei w osobie prof. Tadeusza Koszarowskiego, posła, naukowca i chirurga onkologa, który wspiera ideę i pomaga przeforsować plan dotacji. Trzeba marzyć i wierzyć.
Kiedy w 1983 r. po latach starań, rozmowach i konsultacjach w Ministerstwie Zdrowia udaje się w małych Kielcach, a nie gdzieś w metropolii, rozpocząć budowę nowoczesnego szpitala, wielokrotnie miejscowe władze kwestionują w ogóle potrzebę takiej inwestycji. Budowa idzie różnym tempem i z kłopotami finansowymi, ale udaje się ją uratować przed fiaskiem. Nowy wojewoda Józef Poskłonka po argumentacji dr. Góździa jest przekonany, że powstająca placówka jest niezbędna. Szpital przyjmuje pierwszych pacjentów już w lutym 1991 r., w 1995 r. zostaje przekształcony w Świętokrzyskie Centrum Onkologii. Udaje się także utworzyć zespół specjalistów dla zaplecza diagnostycznego, który obecnie pracuje w powstałych w ŚCO zakładach: Patologii, Diagnostyki Obrazowej, Panendoskopii, Medycyny Nuklearnej oraz w laboratoriach: Biochemicznym, Mikrobiologii, Markerów Nowotworowych, Genetyki i Metod Fizycznych. Dyrektor jest dumny ze swojej kadry naukowej. - To ludzie z rejonu od Wisły po Pilicę, z naszego świętokrzyskiego - mówi. Dzięki nim sprzęt medyczny jest w pełni wykorzystany, prowadzone są ważne badania naukowe. Pacjenci Centrum mają zapewnioną kompleksową opiekę onkologiczną, a ich rodziny objęte są wsparciem. Od początku szpital dba o jakość leczenia i diagnostykę. W 1996 r. właśnie do ŚCO trafia najnowocześniejszy rezonans magnetyczny. Dziś Centrum także jest w czołówce diagnostyki w Polsce - najnowszej klasy sprzęt medyczny, pozwalający wykryć nawet dwumilimetrowej wielkości rakowe komórki - PET pozytonowy tomograf emisyjny - trafił do Kielc rok temu, do nowo utworzonego zakładu. To zasługa posła PiS Przemysława Gosiewskiego, który również był wielkim orędownikiem powstania ośrodka PET. W ubiegłym roku z badań PET skorzystało ponad 170 osób.

Gabinet Szefa - na trzecim

Jak zarządzać taką instytucją (ŚCO zatrudnia ponad 1400 osób), sprostać problemom i wyzwaniom, które piętrzą się każdego dnia, a do tego być normalnym lekarzem, który udzieli pomocy, zbada, wysłucha i będzie miał czas dla cierpiącego człowieka? Przeciążenia i obciążenia psychiczne - bardzo duże. - Bez modlitwy nie dałbym rady - mówi dr Góźdź. Mój gabinet jest na drugim piętrze, gabinet Szefa (kaplica - przyp. K. D.) otwarty 24 godziny na dobę mieści się na trzecim - wyjaśnia. - Fascynujemy się współczesną techniką, osiągnięciami naukowymi. To wszystko jest potrzebne. Możemy wyleczyć wiele nowotworów. Jednak im więcej wiemy, tym bardziej zdajemy sobie sprawę, że tak naprawdę oglądamy świat przez dziurkę od klucza, bo człowiek to dusza i ciało - podkreśla.
Wsparcie duchowe, modlitwę traktuje jako uzupełnienie terapii. Dlatego tak ceni pracę kapelanów - ojców Mariusza i Sergiusza.
- Wiem, że w tym szpitalu musi być kaplica otwarta non stop. Dusza chorego jest rozedrgana ze strachu, z wątpliwości, pełna różnych pytań. Tutaj dokonują się wielkie rzeczy i tylko ojcowie i pacjenci o nich wiedzą - mówi. Pochylanie się co dzień nad cierpiącym uczy pokory. - Człowiek widzi swoją skończoność i skończoność tego świata. Dochodzi się do wielkiej tajemnicy. Tego nie da się pojąć bez Boga. Tutaj, w szpitalu, obcuję ze świętymi ludźmi - powtarza dr Góźdź. I nie da się zrozumieć jego słów bez historii jego dzieciństwa, kiedy spotkał świętą za życia.

Reklama

Harvard

Mały Stanisław Góźdź mieszka z rodziną w Kielcach, w domu przy pl. Moniuszki. Otrzymuje wychowanie katolickie, dorasta w tradycjach patriotycznych. Pradziadowie walczyli w powstaniu styczniowym, dziadowie w Legionach, stryj Marcin zginął w wojnie polsko-bolszewickiej w 1918 r., ojciec był żołnierzem Armii Krajowej.
- W domu panują proste, jasne zasady: modlitwa, praca, warsztat, rodzina - streszcza. Staszek, jako jeden z pięciorga dzieci szewca, także Stanisława, i Marii przez czterdzieści lat przykutej chorobą do łóżka, już w wieku pięciu lat wprowadzony jest w arkana rzemiosła, które ojciec wykonywał z prawdziwym zamiłowaniem całe życie. Buty od szewca-artysty Stanisława Góździa nosi w tych czasach sam bp Czesław Kaczmarek i inni duchowni. Pod okiem taty Staszek sprawia buty dla różnych klientów o różnych gustach i wymaganiach. Rano idzie do Nazaretu na lekcje. Po powrocie do domu pomaga z rodzeństwem opiekować się mamą i pracuje w warsztacie ojca. Wakacje? Raczej urlop w pracy - kilkunastodniowy. W każdą niedzielę służy w katedrze do Mszy św., którą celebruje bp Kaczmarek. - Miałem ten honor i zaszczyt - przyznaje. Ministranturę pełni do końca szkoły średniej z oddaniem. - Z perspektywy czasu mogę ocenić, że takie wychowanie to był Harvard - podsumowuje.

Jestem synem szewca

Mijają lata. W zdeformowanych chorobą dłoniach matki Staszka przesuwają się kolejne paciorki różańca, na jej twarzy maluje się ten sam łagodny spokój. Staszek obserwuje cierpliwość i pokorę świętej Marychny - tak zwraca się do niej rodzina. - Widać potęgę modlitwy. Codziennie przyjmuje Pana Jezusa w Komunii św., którą przynoszą jej księża, z czasem także młody ks. Marian Florczyk, ks. Kazimierz Gurda - przyszli biskupi. Rodzinę wspierają także jej przyjaciele - ks. Edward Materski, dziś biskup, i ks. Andrzej Zuberbier.
Razem z postępującym cierpieniem matki i jej hiobowym wręcz oddaniem się woli Bożej w nieszczęściu, u Stanisława dojrzewa naturalnie wybór drogi - medycyny. - Mam szczęście, że wychowałem się właśnie w takim domu. Jestem dumny, że jestem synem szewca i leżącej jak Łazarz matki. Wszystko to: warsztat i praca, cierpienie matki, jej agonia trwająca tydzień to jak najlepsza lekcja wiary… To musiał być jakiś plan. Dzięki temu inaczej patrzę na swojego chorego, bo widzę w nim swoją matkę - wyznaje. - Przez to także wiem, co znaczy łaska wiary w życiu człowieka. Wiara to droga, która prowadzi do Szefa - mówi. Nawet ruch podczas codziennego biegu traktuje jako „kontemplację, czas na spotkanie z Bogiem wśród zieleni, w śniegu, w deszczu albo w wietrze”.

Św. Elżbieta zawsze czeka

Kiedy Stanisław decyduje się założyć własną rodzinę (poślubił Elżbietę, koleżankę z sąsiedztwa), powraca do gniazda przy pl. Moniuszki. Od wielu lat mieszka z żoną i rodzeństwem w harmonii i zgodzie w tym samym domu, gdzie całe życie byli świadkami wielkiej miłości: szewca Stanisława i świętej Marychny. Baśń? - To była najbardziej zakochana para, nawet w wieku osiemdziesięciu lat. Pełnia odpowiedzialności, szczerości, oddania - mówi dr Góźdź. Taki też związek stara się budować w swoim małżeństwie ze świętą Elżbietą - tak nazywa swoją żonę, która codziennie prawie od czterdziestu lat czeka na niego w domu. - Osoby, która ma tyle cierpliwości jak ona, nie spotkałem - wyznaje. Jest szczęśliwym ojcem (ma dwóch synów Wojtka i Michała) i dziadkiem. Nie miał czasu dla swoich dzieci, było tysiące innych spraw: budowa onkologii, nauka, pacjenci. Teraz jednak może się cieszyć z rodziny synów i patrzeć, jak dorastają wnuki: Marysia, Jaś i Małgosia, a nawet je rozpieszczać.

Odznaczenie od prezydenta Kaczyńskiego

3 Maja 2009 r. podczas uroczystości na Zamku Królewskim w Warszawie prezydent RP Lech Kaczyński odznacza dr. Góździa z Kielc Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski „Polonia Restituta”. Doktor z dystansem podchodzi do zaszczytów, ale jest mu przyjemnie, że „nie jest nadany przez jakiś układ polityczny, lecz wystąpili o niego pacjenci”. - Oni najbardziej mnie znają, wiedzą, kim ja jestem - tłumaczy. - To była ostatnia wielka patriotyczna uroczystość prezydenta Lecha Kaczyńskiego - mówi dziś z żalem.

To, co się na pewno opłaca

Dr Góźdź co dzień toczy walkę z potężnym przeciwnikiem, walkę o życie i zdrowie swoich pacjentów. Nowotwory stają się największym problemem społecznym XXI wieku. I mimo że wciąż otrzymuje atrakcyjne propozycje z innych ośrodków, odpowiada: - Stąd pochodzę. Ten szpital i potrzeby moich pacjentów z każdym dniem są coraz większe i coraz to inne. Zgodnie z własnym sumieniem muszę czynić starania, by im pomóc.
Podkreśla, że onkologia daje inną optykę każdego dnia. Widzi ulotność chwili i kruchość życia. Zawsze „przychodzi tylko na jeden dzień do pracy, bo nie wie, co Szef wymyśli”. - Dlatego to, co się na pewno opłaca, to starać się czynić dobrze i jeszcze raz czynić dobrze. Chociaż dziś może to być traktowane jako głupia naiwność... - mówi dr Góźdź.

Reklama

Chodzenie do kościoła wydłuża życie

2016-06-15 21:52

Artur Stelmasiak

Trwające aż 16 lat badania Uniwersytetu Harvarda wskazują, że chodzenie do Kościoła i uczestniczenie w uroczystościach religijnych wydłuża życie aż o 33 proc. Wyniki badań zostały opublikowane przez jedno z najbardziej prestiżowych pism medycznych na świecie.

Małgorzata Młynarska
Uroczystości jubileuszowe w jarosławskiej świątyni pw. Trójcy Przenajświętszej

Naukowcy z Uniwersytetu Harvarda przeanalizowali dane na temat stylu życia 74 534 kobiet, które w latach 1992-2012 brały udział w Nurses' Health Studies. Wszystkie badane kobiety były w roku 1992 wolne od chorób krążenia i nowotworów. Uczestniczki odpowiadały na pytania dotyczące diety i zdrowia, a także dotyczące uczestnictwa w obrzędach religijnych. Okazało się, że u kobiet, które brały udział w obrzędach religijnych, stwierdzono o 33 procent mniejsze ryzyko zgonu.

- Jak się okazuje, największym propagatorem zdrowego trybu życia jest prosty proboszcz parafii, który swoich parafian zachęca do relacji z Jezusem i udziału w nabożeństwach – twierdzi ks. Sławomir Abramowski, proboszcz parafii św. Jana Pawła II w Warszawie, który jest z wykształcenia także lekarzem.

Wynika badań jednoznacznie wskazują, że w ciągu 16 lat trwania badania stwierdzono o 33 procent mniejsze ryzyko zgonu u kobiety uczestniczące w nabożeństwach, w porównaniu z tymi, które do kościoła nie chodziły. Kobiety religijne o wiele rzadziej umierały na choroby układu krążenia i nowotworowe. Badanie pokazało też większy optymizm kobiet uczestniczących w nabożeństwach i mniejszą podatność na depresję.

- Do tej pory wszyscy myśleli, że zachęcając do chodzenia do kościoła zachęcam tylko do życia wiecznego. Teraz jest już medycznie udowodnione, że jestem również po prostu propagatorem zdrowego stylu życia – pisze na profilu facebookowym parafii ks. Abramowski. - Który z lekarzy, moich kolegów po fachu może się pochwalić taką skutecznością w profilaktyce poważnych schorzeń układu krążenia i nowotworów.

To jedne z największych badań tego typu. Spośród 74 534 kobiet w przeciągu 16 lat odnotowano 13 537 zgonów, w tym 2721 zgonów z powodu sercowo-naczyniowych i 4479 zgonów z powodu raka. Po wielu zmiennych i uwzględnieniu głównych czynników ryzyka okazało się, że kobiety uczestniczące w nabożeństwach częściej niż raz w tygodniu wykazały o 33 proc. mniejszą śmiertelność.

Wyniki badań prowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu Harvarda zostały opublikowane w jednym z najbardziej prestiżowych pism medycznych na świecie JAMA Internal Medicine. „Religia i duchowość może być niedoceniana przez medycynę czynnikiem w tym, aby lekarze mogli odpowiednio diagnozować swoich pacjentów” - piszą autorzy badania na stronie The Jama Network.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wręczono medale zasłużonym dla Archidiecezji Warszawskiej

2019-06-24 22:33

Łukasz Krzysztofka

40 osób świeckich i jedna siostra zakonna zostało nagrodzonych medalami "Za zasługi dla Archidiecezji Warszawskiej", które w archikatedrze warszawskiej, w jej święto patronalne św. Jana Chrzciciela, wręczył metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz.

Uhonorowanie medalami odbyło się przed uroczystą Mszą św. odpustową, którą z metropolitą warszawskim koncelebrowali proboszczowie parafii nagrodzonych osób.

- Najbardziej cenię sobie to, że wszyscy odznaczeni w sposób szczególny potrafią praktykować swoje powołanie na mocy powołania chrzcielnego, które jest u podstaw wszystkich powołań – powiedział w homilii podczas Mszy św. metropolita warszawski. Kard. Nycz przywołał słowa papieża Franciszka, który uczy, że u podstaw wszystkich szczegółowych powołań stoi miłość. - Jeśli nie ma miłości u podstaw, będzie się tylko krążyć wokół spraw własnych – nawiązywał do słów Ojca św. metropolita warszawski.

Pasterz Kościoła warszawskiego podkreślił również, że przyznane dzisiaj odznaczenia, do których kandydatów zgłaszali proboszczowie ich parafii, są dowodem na mocną współpracę duchownych ze świeckimi i ich odpowiedzialność za Kościół lokalny. – Za tę współpracę bardzo wam dziękuję i proszę Boga, żeby nigdy nie zabrakło takich katolików świeckich, przez których Słowo Chrystusa jest obecne wszędzie tam, gdzie są posłani ludzie – powiedział na zakończenie homilii kard. Nycz.

Wśród uhonorowanych medalem „Za zasługi dla Archidiecezji Warszawskiej” znalazł się m.in. prof. Włodzimierz Kluciński – wieloletni rektor Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, należący od lat do Komitetu Promocyjnego Budowy Świątyni Opatrzności Bożej oraz jego małżonka Jadwiga Klucińska, z zawodu ekonomistka, zaangażowana m.in. w budowę kościoła oraz wolontariat Caritas w parafii Wniebowstąpienia Pańskiego na Ursynowie.

Jedyna w gronie odznaczonych siostra zakonna – s. Leonia Maria Kalandyk ze Zgromadzenia Córek Matki Bożej Bolesnej od 20 lat pracuje w parafii Najświętszego Zbawiciela w Warszawie. Była katechetką w szkole podstawowej i gimnazjum. Założyła wspólnotę Kręgu Biblijnego RUAH, ponadto pracuje jako kancelistka, przygotowuje młodzież i dorosłych do przyjęcia sakramentów.

Z sylwetkami wszystkich nagrodzonych osób można zapoznać się na stronie archidiecezji warszawskiej:

http://archidiecezja.warszawa.pl/aktualnosci/zaangazowani-swieccy-z-medalami-za-zaslugi-dla-archidiecezji-warszawskiej/

Medale „Za zasługi dla Archidiecezji Warszawskiej” przyznawane są dwa razy w roku: w uroczystość Objawienia Pańskiego – 6 stycznia i uroczystość patronalną stołecznej archikatedry św. Jana Chrzciciela – 24 czerwca. Otrzymują je przede wszystkim świeccy zaangażowani w prace na rzecz diecezji lub parafii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem